Protest robotników w Hiszpanii

Protest robotników w Hiszpanii

Pracownicy zakładów metalowych w prowincji Kadyks na południu Hiszpanii starli się w nocy z poniedziałku na wtorek z funkcjonariuszami policji. Skierowano na nich wozy bojowe.

Jak informuje portal pulshr.pl, robotnicy ustawili blokady z połamanej sygnalizacji świetlnej oraz z kontenerów na śmieci. We wtorek nad ranem strajkujący podpalili kilka barykad. Po raz kolejny spłonęły też auta zaparkowane w pobliżu miejsca protestu.

Kierownictwo współorganizującego protest związku zawodowego FEMCA zapowiada, że manifestanci będą prowadzić strajk do odwołania. Syndykat szacuje, że bierze w nim udział 7000 robotników. Protestujące załogi zakładów przemysłu metalowego domagają się poprawy warunków pracy oraz podwyżek na poziomie 2-3 proc.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie ma demokracji bez pracowników

Nie ma demokracji bez pracowników

OPZZ włącza się do kampanii Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych More Democracy at Work (Więcej demokracji w pracy).

Nie możemy już dłużej czekać na ochronę i rozszerzanie naszych praw pracowniczych. Apelujemy o to, abyśmy byli informowani i mogli konsultować sprawy naszych przedsiębiorstw, aby kierownictwo wszystkich istotnych szczebli prowadziło z nami – pracownikami, związkowcami – konstruktywne dyskusje i abyśmy mogli aktywnie uczestniczyć w procesach decyzyjnych przed podjęciem jakichkolwiek ważnej ustaleń dotyczących naszych firm– pisze OPZZ w swoim apelu.

Oczekujemy:

  • większego udziału pracowników w zarządzaniu przedsiębiorstwami poprzez rozszerzenie możliwości udziału ich przedstawicieli w zarządach i radach nadzorczych;
  • prawa do wstępu na teren zakładu pracy przedstawicieli związków zawodowych, którzy nie są zatrudnieni u danego pracodawcy, jeżeli wynika to z oczekiwań pracowników oraz do prowadzenia polityki informacyjnej na terenie zakładu;
    partycypacji pracowników w demokracji i rozwoju gospodarczym w Europie;
  • uznania naszych żądań co do prawdziwie zrównoważonego ładu korporacyjnego i należytej staranności dostosowanej do długoterminowych celów i praw człowieka;
    egzekwowania i konsolidacji wszystkich odpowiednich przepisów UE w celu zapewnienia informacji i konsultacji jako integralnej części procesu podejmowania decyzji w przedsiębiorstwie.
  • Jednocześnie wzywamy Komisję Europejską do rewizji i egzekwowania dyrektywy o europejskich radach zakładowych i do przestrzegania porozumień partnerów społecznych.

Chcemy demokracji w miejscu pracy, bo nie ma demokracji bez pracowników – kończy swój apel OPZZ.

Polacy pracują najdłużej w całej Unii

Polacy pracują najdłużej w całej Unii

W 2020 r. Polacy pracowali najdłużej wśród wszystkich krajów unijnych. Pracownicy w naszym kraju pracowali rocznie przez 1848 godzin. Podobnie długo pracują Węgrzy.

Jak informuje portal rp.pl, podczas gdy my i Węgrzy pracowaliśmy średnio po 1848 godzin rocznie, nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy, pracy poświęcali w tym samym okresie znacznie mniej czasu. Jak wynika z raportu „Working time in 2019–2020” przygotowanego przez Eurofound, Niemcy pracowali najkrócej w całej UE. Za Odrą analogiczna liczba godzin pracy wyniosła w 2020 r. tylko 1574. Stawia to Niemcy na drugim, przeciwstawnym końcu listy. Przed nimi znaleźli się Francuzi z 1 610 godzinami i Duńczycy z 1 635 godzinami. Liczby przedstawione przez European Foundation obejmują już zmiany na rynku pracy, które były wynikiem wybuchu i trwania pandemii. Chodzi o takie zmiany, jak stosowanie schematów krótszej pracy czy telepraca z domu, dla tych, którzy mogli swe obowiązki wykonywać nie opuszczając miejsca zamieszkania.

O ile w Polsce układy zbiorowe pracy nie grają dużej roli przy kształtowaniu się standardów godzin pracy, o tyle są one powszechną praktyką w państwach raportujących niższe roczne godziny pracy. Raport wskazuje, że w 2020 roku pracownicy w Polsce, pracując w średnio ustalonym czasie pracy, mogli pracować ok. 274 godzin więcej niż ich odpowiednicy w Niemczech. To równowartość prawie 7 tygodni pracy w Polsce.

W Gdańsku 700 komunalnych pustostanów czeka nie wiadomo na co

W Gdańsku 700 komunalnych pustostanów czeka nie wiadomo na co

Utrzymanie setek pustych lokali kosztuje 236 tys. miesięcznie, czyli 2,8 mln zł rocznie. W większości czekają one na remonty, na które z kolei nie ma pieniędzy.

Jak informuje portal m.trojmiasto.pl, według danych Gdańskich Nieruchomości pod koniec czerwca 2021 r. w zasobie znajdowało się 15 828 mieszkań, z czego 3025, czyli ponad 19 proc. to lokale socjalne. Liczba niezasiedlonych lokali mieszkalnych oscyluje w granicach 700 – informuje Aleksandra Strug, rzeczniczka prasowa Gdańskich Nieruchomości – Są to lokale w tzw. obrocie. Przyjmuje się, że w tzw. stałym obrocie znajduje się około 3-4 proc. wolnego zasobu lokalowego z uwagi na naturalną rotację np. z powodu śmierci najemcy, emigracji czy opracowywania dokumentacji remontowej. Ponad 90 proc. gminnego zasobu to budynki przedwojenne, najstarszy z nich pochodzi z 1770 r. Remonty takich nieruchomości są bardziej kosztowne niż w młodszych budynkach.

Mamy zatem sytuację, kiedy mieszkania czasem latami czekają na remont, a w tym czasie miasto wydaje setki tysięcy złotych na ich utrzymanie. Tymczasem osób, które mogłyby w nich mieszkać, nie brakuje.

Aktualnie roczna lista oczekujących na najem socjalny lokalu obejmuje 49 osób/rodzin zakwalifikowanych do udzielenia pomocy mieszkaniowej, a 348 osób/rodzin spełnia kryteria do otrzymania pomocy mieszkaniowej, lecz ze względu na zbyt małą liczbę punktów nie znalazła się na rocznej liście – informuje Joanna Bieganowska z biura prasowego Urzędu Miejskiego w Gdańsku – Z kolei na rocznej liście oczekujących na lokal komunalny znajdują się 44 osoby/rodziny zakwalifikowane do udzielenia pomocy mieszkaniowej. Ponadto 293 osoby/rodziny spełniają kryteria do otrzymania pomocy mieszkaniowej, lecz ze względu na zbyt małą ilość punktów nie znalazły się na rocznej liście.