Partia Razem walczy o prawa związkowców

Partia Razem walczy o prawa związkowców

Ustawodawstwo chroni część związkowców przed bezprawnym zwolnieniem z pracy, w praktyce to prawo bywa jednak martwe. Zwraca na to uwagę Partia Razem.

Jak informuje na swoim profilu facebookowym poseł Maciej Konieczny, w ostatnich tygodniach mieliśmy prawdziwą falę antyzwiązkowych represji:

✊ Magdalena Malinowska z OZZ Inicjatywa Pracownicza została zwolniona dyscyplinarnie z Amazona, bo chciała wyjaśnić śmierć swojego kolegi, który zmarł w pracy.
✊ Mariusz Ławnik został zwolniony dyscyplinarnie, bo poinformował kolegów i koleżanki o tym, że założył Związek Zawodowy Pracowników mBanku.
✊ Karol Dwornik z „Solidarności” został zwolniony za działalność związkową w firmie Genpact. Tutaj przeczytasz nasz wywiad z panem Karolem.
✊ Dorocie Olszewskiej-Sioma, nauczycielce z Inicjatywy Pracowniczej, zawieszono na pół roku prawo do wykonywania zawodu, bo przeprowadziła z uczniami szkoły podstawowej lekcję o depresji.
✊ Marcin Habera został zwolniony z Netii za założenie Związku Zawodowego Pracowników Korporacji. Te sytuacje łączy to, że te represje są w oczywisty sposób bezprawne.

Konieczny pisze: W Sejmie wspólnie ze związkowcami powiedzieliśmy jasno: dość bezczelnego łamania prawa! Składamy zawiadomienie do prokuratury przeciwko Amazonowi. Zaproponujemy też zmiany prawne. Osoba objęta ochroną związkową będzie mogła być zwolniona dyscyplinarnie tylko wtedy, kiedy pracodawca przed sądem dowiedzie, że nie wypełniała swoich obowiązków. Pracownik jest słabszą stroną stosunku pracy i prawo powinno go realnie chronić przed represjami. W Polsce prawo jest słabe wobec silnych i silne wobec słabych. Najwyższy czas to zmienić. Silne związki zawodowe to najlepsza gwarancja przestrzegania praw pracowniczych i godnych warunków pracy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nieuczciwi pracodawcy mają miesiąc na zmianę

Nieuczciwi pracodawcy mają miesiąc na zmianę

Zatrudniający na czarno czy płacący pod stołem od stycznia 2022 r. będą ponosili całkowitą odpowiedzialność prawną i finansową za taką sytuację. Do tej pory odpowiedzialność dzielił także nieuczciwie traktowany pracownik.

Jak informuje portal pulshr.pl, pracownik, którego pensja nie była w pełni zewidencjonowana, musiał liczyć się z tym, że podaje przed urzędem skarbowym nieprawdę. Jeśli wyjdzie to na jaw, będzie musiał zapłacić grzywnę. Co więcej, jeśli nie ujawni wszystkich dochodów, oszukuje fiskusa i tym samym naraża budżet państwa na straty, wtedy podlega także innym karom zawartym w kodeksie karnym skarbowym. To w żaden sposób nie zachęca do zgłaszania pracodawców, którzy stosują takie metody. Od nowego roku ma się to zmienić. Konsekwencje nielegalnego zatrudniania i niepełnego wynagradzania obciążać będą wyłącznie pracodawcę.

Najsłabsi uczestnicy rynku, którzy nie mają silnej pozycji negocjacyjnej wobec pracodawcy, mogą być zmuszeni do akceptacji ofert sprzecznych z prawem, które nie gwarantują im zabezpieczenia w przypadku choroby, założenia rodziny czy przejścia na emeryturę. Nawet w przypadku wykrycia tego procederu przez KAS, ZUS czy Inspekcję Pracy, to pracownik może się obawiać negatywnych konsekwencji przyjmowania wypłaty pod stołem. Chcemy całkowicie odwrócić tę sytuację. Od nowego roku to nie pracownik ponosić będzie podatkowe konsekwencje takich działań. Odpowiedzialność jednoznacznie zostanie przeniesiona na pracodawcę – wskazywał wiceminister finansów Jan Sarnowski.

Od nowego roku sytuacja ma się zmienić, a zyskać mają pracownicy. Zmiany zostały zapisane w ustawach wprowadzanych w ramach Polskiego Ładu. Zgodnie z nimi od 1 stycznia 2022 r. konsekwencje nielegalnego zatrudniania obciążać będą wyłącznie pracodawcę, a nie pracownika. To pracodawca będzie płacił podatek od wynagrodzenia za pracę na czarno lub od części wynagrodzenia wypłacanego pod stołem. Przypisany zostanie mu również dodatkowy przychód w wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę za każdy miesiąc nielegalnego zatrudnienia niezależnie od tego, czy faktycznie i w jakiej wysokości wypłacał wynagrodzenie.

Czechy na zwrotnicy

Czechy na zwrotnicy

Z końcem października 2021 r. zlikwidowano połączenia na linii Čelákovice – Mochov. To ślepo zakończona linia o długości 4 km, która choć biegnie na obrzeżach aglomeracji praskiej, była typową czeską lokalką: łączyła 1,5-tysięczne miasteczko Mochov z głównym ciągiem Praga – Nymburk. Zniknęły też pociągi z linii Straškov – Zlonice na północno-zachodnim skraju regionu środkowoczeskiego.

Hetmanka tego otaczającego Pragę regionu Petra Pecková oraz jej zastępca ds. transportu Petr Borecký o wycofaniu pociągów z bocznych linii zaczęli myśleć zaraz po objęciu stanowisk w listopadzie 2020 r. Wiosną 2021 r. wypłynęła czarna lista zakładająca likwidację lub znaczące przerzedzenie połączeń na 12 odcinkach.

Pecková i Borecký należą do ugrupowania Starostové a Nezávislí (Burmistrzowie i Niezależni), które od roku rządzi Środkowymi Czechami w koalicji z ODS, TOP 09 i Partią Piratów. Wcześniej Borecký był burmistrzem miasta Úvaly, a Pecková miasta Mnichovice. Obydwa te miasta leżą na głównych ciągach biegnących do Pragi, więc cięcia im nie grożą. Do likwidacji wyznaczono linie, z których korzysta mniej niż 2,5 tys. pasażerów tygodniowo. – Nie jesteśmy w stanie utrzymać przy życiu wszystkich linii zbudowanych w XIX wieku – mówił Borecký, a Pecková dodawała, że w skali roku z 42 mln podróży koleją w regionie „tylko” 600 tys. przypada na linie przewidziane do likwidacji.

W połowie grudnia 2021 r. przestaną kursować pociągi na kolejnych liniach z czarnej listy – z mapy kolejowej znikną między innymi Trhový Štěpánov, Rožmitál pod Třemšínem i Lužec nad Vltavou. Na odcinku Křinec – Městec Králové ruch zostanie ograniczony tylko do sobót i niedziel.

Część linii udało się obronić. Połączeń przynajmniej na razie nie stracą Kouřim, a także Mníšek pod Brdy i Dobříš, których włodarze zobowiązali się pokryć koszty dalszego kursowania pociągów. Burmistrzem 6-tysięcznego miasta Mníšek pod Brdy jest szefowa Partii Zielonych Magdalena Davis. Po cięciach pociągi miały kończyć bieg jedną stację przed miastem Mníšek pod Brdy. Mieszka tu też Karel Havlíček, wicepremier i minister transportu z partii Andreja Babiša ANO 2011. Gdy tylko władze regionu wyjawiły plany cięć, Havlíček zaczął organizować wiece w miastach zagrożonych likwidacjami, spotykać się z ich burmistrzami i zwoływać konferencje prasowe na peronach. Alarmował, że gdyby w całych Czechach przyjąć kryterium z regionu środkowoczeskiego, to pociągi zniknęłyby ze 100-150 linii.

Podlegająca wicepremierowi Správa Železnic oznajmiła, że przez ostatnie pięć lat na utrzymanie i remonty 12 linii z czarnej listy wydała 945 mln koron (około 170 mln zł) i w przypadku cięć będą to zmarnowane pieniądze. Władze regionu kontrowały, że Správa Železnic powinna zająć się przepustowością głównych wlotów do Pragi, zaś aktywność Havlíčka tłumaczyły kampanią wyborczą. W odbywających się w październiku 2021 r. wyborach do sejmu Havlíček był jedynką ANO 2011 w Środkowych Czechach – udało mu się zostać posłem, ale jego partia przechodzi do opozycji, a on kończy misję w rządzie. Władzę w Czechach przejmuje koalicja, którą tworzą ODS, TOP 09, Partia Piratów oraz Starostové a Nezávislí, czyli ugrupowania od roku sprawujące władzę w regionie środkowoczeskim.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 6/116 listopad-grudzień 2021)
http://www.zbs.net.pl17:02 29.11.2021

Kurier musi dostać rower i telefon

Kurier musi dostać rower i telefon

Aplikacje dostaw w Niemczech muszą zapewniać kurierom rowery i telefony lub płacić dodatkowo za używanie swoich własnych, jak wynika z wyroku sądu.

Decyzja zapadła po tym, jak kurier rowerowy zamieszkały we Frankfurcie, Philipp Schurk, pozwał platformę dostawczą Lieferando do sądu, by zażądać od niej niezbędnych narzędzi pracy. Lieferando – niemiecka spółka zależna Just Eat Takeaway z siedzibą w Amsterdamie – przekonywała, że ponieważ kurierzy rowerowi pracujący na jej platformie mieli już i tak swoje rowery i smartfony, nie byli „znacząco obciążeni” koniecznością korzystania z własnego sprzętu.

Sąd nie zgodził się, twierdząc, że ta nieuzasadniona praktyka szkodzi kurierom Lieferando, którzy ponoszą ryzyko uszkodzenia własnego sprzętu roboczego. Zaprzecza to podstawowej idei prawnej stosunku pracy, zgodnie z którą pracodawca musi zapewnić sprzęt do pracy niezbędny do wykonywania umówionej czynności, a także jego sprawność – orzekł sąd.

Jest to silny, przełomowy sygnał do stworzenia sprawiedliwych i równych warunków pracy w branży dostawczej.