Zlecenia są, a stolarzy brak

Zlecenia są, a stolarzy brak

Od lat zawód stolarza wymieniany jest wśród najbardziej deficytowych na polskim rynku pracy.

Jak informuje portal pulshr.pl, Polska jest drugim największym eksporterem mebli w Europie i trzecim na świecie. Jesteśmy liderem w Europie pod względem liczby producentów i pracowników w tej branży. Mimo tego zawód robotnika obróbki drewna i stolarza, jak brzmi jego pełna nazwa, od lat znajduje się na liście zawodów deficytowych.

Uczniów brakuje w każdym zawodzie rzemieślniczym. Od lat można zauważyć dość smutną tendencję – nie chcemy mieć w ręce zawodu. Wszyscy chcą tytułu inżyniera czy magistra. Myślę, że to się kiedyś zmieni, choć na razie nic tego nie zapowiada – wyjaśniał w rozmowie z PulsHR.pl Jakub Wyciślik, który zakład stolarski przejął od ojca.

Drugim z powodów mogą byś zarobki, choć te na przestrzeni ostatnich lat się poprawiły. Jak wynika z raportów płacowych przygotowywanych przez firmę Sedlak&Sedlak, mediana zarobków na stanowisku stolarza wynosi 4130 zł brutto. Co drugi stolarz otrzymuje pensję od 3 480 zł do 4 840 zł. 25 proc. najgorzej wynagradzanych stolarzy zarabia poniżej 3 480 zł brutto.

Od 20, może 30 lat mamy do czynienia ze stolarstwem meblowym. Z drewnem, którego obróbki uczymy się w szkole, ma to już niewiele wspólnego. Najczęściej pracuje się na materiałach drewnopodobnych lub drewnopochodnych. I tych stolarzy jest najwięcej. Tych, jak to mówił mój ojciec „skrobidechów”, jest coraz mniej. Dawniej stolarz robił wszystko: drzwi, okna, łóżka i kredensy…  Zawód stolarza mocno się zmienił, mocno poszedł do przodu. Dziś narzędzia, ustawienia kątów piły są inne dla drewna i dla materiałów drewnopochodnych. Nie można dziś porządnie robić wszystkiego jednym sprzętem – dodaje Wyciślik.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Unia powinna współfinansować polską pomoc uchodźcom

Unia powinna współfinansować polską pomoc uchodźcom

Polska powinna dostać zwrot kosztów za to, co organizuje i jak pomaga Ukraińcom, w wysokości 500 euro na jedną osobę, mówi Nowa Lewica.

Jak informuje portal pulshr.pl, Włofdzimierz Czarzasty poinformował, że na kwotę 500 euro składałyby się: subwencja oświatowa w wysokości 500 zł, dodatek mieszkaniowy – 1200 zł, minimalna składka zdrowotna – 270 zł i inne świadczenia – ok. 400 zł. Według polityka, jeżeli państwo polskie dostanie z Unii 500 euro na uchodźcę, to przy milionie uchodźców będzie to 6 mld zł rocznie, a przy dwóch milionach osób, a tyle jest u nas obecnie, będzie to 12 mld zł. Uważamy, że powinniśmy zażądać od UE, w związku z tym, że Polska jest krajem, w którym zostaje najwięcej uchodźców, 500 euro miesięcznie na uchodźcę – mówił Czarzasty. To powinna być pomoc państwa, która powinna być skierowana do samorządów i poprzez samorządy; te środki powinny być wykorzystane i użyte na pomoc Ukraińcom – dodał.

Nowa Lewica uważa także, iż sankcje wobec Rosji powinny być bardziej konsekwentne i ostrzejsze niż obecnie.

W Polsce nadal pracuje się nie najlepiej

W Polsce nadal pracuje się nie najlepiej

Według sondażu przeprowadzonego przez Great Place to Work połowa Polaków nie uważa swojego przedsiębiorstwa za dobre miejsce pracy.

Jak informuje Joanna Kowalczuk z firmy Be Communication, „szklanka jest do połowy pusta”. Na ogólną ocenę firmy składa się wiele czynników. Uwagę zwraca stopniowy, ale systematyczny od 2018 roku spadek satysfakcji z poziomu wynagrodzeń wypłacanych pracownikom przedsiębiorstw w Polsce. Na zastrzeżenia dotyczące wysokości wynagrodzeń wskazuje też nagłe zachwianie się oceny dotyczącej decyzji firm o sposobie dzielenia generowanych zysków. 45 proc. uczestników sondażu uznało, że firmy dzielą zyski uczciwie, pozwalając także pracownikom partycypować w firmowych sukcesach finansowych. Ale rok temu 51 proc. pracowników tak uważało, a więc spadek oceny w ciągu jednego tylko roku wyniósł 6 punktów procentowych.

Pracownicy firm w Polsce mogą z różnych powodów mieć opory przed wystawianiem pozytywnej, „świetnej” oceny swoim pracodawcom i chwaleniem się na zewnątrz tym, gdzie pracują. Nie chodzi tylko o podstawowe bezpieczeństwo czy pieniądze. Więcej niż połowa ankietowanych (54 proc.) zgłosiła problemy z samopoczuciem emocjonalnym i psychicznym w pracy, a także problemy z godzeniem życia zawodowego z prywatnym. – komentuje wyniki sondażu Maria Zakrzewski, Prezes Zarządu Great Place to Work w Polsce.

Żłobki otwarte dla ukraińskich dzieci bez limitów

Żłobki otwarte dla ukraińskich dzieci bez limitów

W myśl specustawy jedna opiekunka może zajmować się większą niż do tej pory liczbą dzieci, ale nie określono dokładnie, o ile większą. Brak także limitów wiekowych: żłobki i kluby dziecięce mogą przyjmować dzieci młodsze niż rok.

Według informacji Portalu Samorządowego, limity lokalowe i dotyczące liczby dzieci podlegających opiece zawieszono, ale nie wiadomo, na jak długo. Ministerstwo Rodziny nie jest w stanie tego określić.

Punktem wyjścia do dyskusji było naświetlenie rozwiązań dotyczących organizacji miejsc żłobkowych dla uchodźców, zawartych w tzw. specustawie. Mogą je tworzyć zarówno samorządy, jak i wszystkie inne podmioty, którym zezwala na to ustawa o opiece nad dziećmi do lat 3. Miejsca opieki dla maluchów można organizować w całkiem nowych oddziałach oraz w już istniejących żłobkach, klubach dziecięcych czy u dziennych opiekunów. Specustawa zezwala na organizowanie ich nawet w lokalach, które nie spełniają wymogów lokalowo-sanitarnych (w związku z sytuacją zostały one zawieszone).

Jeśli chodzi o żłobki i kluby dziecięce niepubliczne, nie będzie wymagana zgoda sanepidu do prowadzenia takich miejsc, a także zgody straży pożarnej. Musi być jednak wyrażona opinia ze strony wójta, burmistrza czy prezydenta, którą należy załączyć przy staraniu o wpis do rejestru. Taka opinia, uzupełniona później o listę zapisanych do danej placówki dzieci, da możliwość przyznania dofinansowania obniżenia opłaty za takie miejsca.

Limity zniesione specustawą dotyczą m.in. liczby dzieci, które mogą być pod opieką jednego opiekuna. W żłobku lub klubie dziecięcym jeden opiekun może zajmować się teraz grupą dzieci większą niż 5, jeśli w tej grupie jest dziecko z niepełnosprawnością lub wymagające szczególnej opieki, a w pozostałych przypadkach większą niż 8 dzieci. Także dzienny opiekun może zajmować się liczbą dzieci większą niż 5 oraz większą niż 8 i nie jest w takim przypadku wymagana zgoda rodzica lub zgoda na uczestnictwo takiego rodzica w zajęciach prowadzonych przez dziennego opiekuna.

W klubie dziecięcym dodatkowo zniesiony limit dotyczący maksymalnej liczby miejsc, który w ustawie o opiece nad dziećmi do lat 3, wynosi 30. Ponadto zawieszono granicę wieku, od której można sprawować opiekę, więc w myśl specustawy można przyjmować dzieci ukraińskie mające mniej niż rok.

Dzieci z Ukrainy przebywają u nas od zawsze, tyle że obecnie sytuacja jest nagła i dramatyczna, a więc wiele ich przybyło. One nie znikną z naszego społeczeństwa, pytanie tylko kiedy będziemy mogli wrócić do norm? Chodzi przecież o bardzo poważne rzeczy, jakimi są m.in. wspomniane limity. Dopuściliśmy do sytuacji, w której nie wiadomo ile tych dzieci będzie, w jakich lokalach. Kto to ma kontrolować i jak kontrolować? Żeby nie okazało się, że stworzymy fabryki, w których dzieci będą przebywać w urągających warunkach – zaalarmowała jedna z urzędniczek.