Przeorane transformacją

Przeorane transformacją

Najwyższa Izba Kontroli poddała badaniom 10 polskich miast, które najdotkliwiej odczuły skutki przemian gospodarczych po 1989 r., między innymi Bytom, Białystok, Chełm, Łódź i Tarnobrzeg.

Przeanalizowano kształtowanie się liczebności populacji, dostępność pracy i mieszkań, procent dzieci objętych opieką pozadomową. Wnioski nie są optymistyczne – miejsca, które prawie trzydzieści lat temu straciły na transformacji, do tej pory nie stanęły całkowicie na nogi. Wyludniają się, nadal jest w nich problem ze znalezieniem pracy.

W poszczególnych miastach skutki negatywnych zmian wywołanych przemianami gospodarczymi w latach 90-tych były na tyle głębokie, że wpływ podejmowanych działań na sytuację społeczeństw lokalnych był zróżnicowany.

Zmiany gospodarcze w Polsce, m. in. restrukturyzacja przemysłu po 1989 r., wywołały istotne konsekwencje na rynku pracy. Upadły liczne zakłady pracy, w tym będące dominującymi pracodawcami. W wyniku reformy administracyjnej, wiele miast utraciło status siedziby władz województwa. Także ogólnoświatowy kryzys gospodarczy, którego szczyt przypadł na lata 2008-2009, odbił się negatywnie na tempie rozwoju miast w kolejnych latach. Wszystko to spowodowało odpływ najbardziej aktywnych osób do innych regionów kraju czy za granicę. Z powodu trudności z zatrudnieniem, pojawiły się problemy finansowe i społeczne mieszkańców miast, w których te zjawiska nasiliły się najbardziej.

W 2015 r. NIK przeprowadziła kontrolę w Bytomiu. Zbadała jak radziła sobie administracja samorządowa i rządowa w zwalczaniu negatywnych zjawisk społeczno-ekonomicznych towarzyszących restrukturyzacji  przemysłu. Kontrola wykazała, że działania były zgodne z przepisami i oparte o rzetelne rozpoznanie potrzeb. Jednak skala problemu była tak duża, że działania te były nieskuteczne i nie przyniosły spodziewanych efektów. Aktualne pozostawały problemy bezrobocia, występował wysoki odsetek osób trwale korzystających ze wsparcia opieki społecznej, utrwalone były też rażące różnice w rozwoju i sytuacji materialnej mieszkańców poszczególnych dzielnic, które powodowały, że Bytom nie stanowił jednolitego, zintegrowanego organizmu miejskiego. Wiele z problemów zidentyfikowanych w 2015 r. w Bytomiu występuje także w 10 miastach objętych niniejszą kontrolą: Białymstoku, Białej Podlaskiej, Chełmie, Łodzi, Łomży, Siemianowicach Śląskich, Tarnobrzegu, Wałbrzychu, Zgierzu, Żorach, gdzie Najwyższa Izba Kontroli zbadała efekty działań podejmowanych w czterech obszarach:

pomocy na rynku pracy,
pomocy społecznej,
zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych,
zapewnienia opieki dzieciom w wieku do lat 3 i w wieku przedszkolnym.

Kontrolą objęto Ministerstwo Rozwoju, sześć urzędów marszałkowskich, 10 urzędów miast, starostwo powiatowe, 10 powiatowych urzędów pracy, 10 ośrodków pomocy społecznej. Skontrolowano lata 2013 – 2016.

W każdym ze znanych przypadków miejscowości dotkniętych skutkami przekształceń gospodarczych i społecznych powtarzał się następujący ciąg zdarzeń: upadek dominującego lokalnie przemysłu lub utrata statusu stolicy województwa, wzrost bezrobocia i odpływ ludności. Choć w ostatnich trzech latach zjawisko to w miastach objętych kontrolą uległo wyhamowaniu, to tylko w trzech przypadkach (Białystok, Łomża, Żory) nastąpił nieznaczny przyrost liczby mieszkańców.

Pomimo wskazanych wyżej korzystnych uwarunkowań nadal konieczne są działania ukierunkowane w szczególności na pomoc i aktywizację osób długotrwale pozostających bez pracy. Jak ustalono,  podejmowane przez urzędy pracy działania aktywizujące były rutynowe i nieskuteczne wobec średnio 14,5 proc. bezrobotnych (od 5,7 proc. w Siemianowicach Śląskich do 19,1 proc. w Białej Podlaskiej), którzy byli na listach bezrobotnych przez wiele lat.

Wśród najistotniejszych, nierozwiązanych problemów wszystkich miast objętych kontrolą, pozostawało niezaspokojenie potrzeb mieszkaniowych osób o niższych dochodach. W 2016 r. liczba mieszkań w zasobach komunalnych, w przypadku ośmiu miast, była mniejsza niż w roku 2013. Jej wzrost  wystąpił jedynie w Siemianowicach Śląskich i Zgierzu. Łączna liczba mieszkań w zasobach komunalnych, w objętych kontrolą miastach, spadła o 8 741 do poziomu 75 139 w 2016 r., tj. o  ponad 10 proc. (w całej Polsce o 7,1 proc.). W 2017 r. liczba ta była jeszcze niższa i wynosiła 73 242 . W stosunku do roku poprzedniego spadła we wszystkich miastach. Było to skutkiem m.in. postępującej sprzedaży mieszkań komunalnych w poszczególnych gminach na rzecz ich dotychczasowych mieszkańców.

[Zdjęcie: Magdalena Okraska]

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Koniec łowienia nieszczęść

Koniec łowienia nieszczęść

PiS skierował do Sejmu projekt ustawy, która ma uregulować działalność firm walczących o odszkodowania od ubezpieczycieli.

Z pewnością każdy z nas widuje przyklejone na wiatach przystanków autobusowych czy słupach latarń karteczki z numerem telefonu i zachętą: „Miałeś wypadek? Zadzwoń!”. To kancelarie odszkodowawcze, firmy, które teoretycznie powstały po to, by za niewielkim wynagrodzeniem w imieniu klientów walczyć u ubezpieczycieli o niezaniżanie kwot odszkodowań. W praktyce okazało się, że to dla nich świetny interes. Wiele z nich, by jeszcze więcej zarabiać, zaczęło pozyskiwać dane osobowe poszkodowanych w wypadkach i zgłaszać się do nich, by skorzystali z usług takiej kancelarii. Jak? Przekupując lekarzy, pracowników szpitali oraz zakładów pogrzebowych.

Jak pisze wyborcza.biz.pl, przedstawiciele firm podtykali pacjentom oddziałów ratunkowych,  chirurgii urazowej czy neurologii umowy na usługi i pełnomocnictwa dające pośrednikom nieograniczone uprawnienia. Firmy brały nawet 40-procentowe prowizje, a odszkodowania wpływały na konta pośredników i tylko od nich zależało, ile pieniędzy i kiedy otrzyma ofiara wypadku.

Senacki projekt ustawy regulującej działanie kancelarii „ma chronić przede wszystkim osoby poszkodowane” i, co najważniejsze, zapewnić bezpieczeństwo pieniędzy przeznaczonych na odszkodowania.

Jak? Odszkodowania mają  trafiać bezpośrednio na konta poszkodowanych. Nie tak jak teraz na rachunki kancelarii odszkodowawczych. To poszkodowany zapłaci pośrednikowi zgodnie z umową wynagrodzenie, a nie będzie tygodniami oczekiwał na mocno okrojone odszkodowanie. Doradcy odszkodowawczy nie będą mogli brać prowizji wyższej niż 20 proc.

Senacki projekt zakazuje też reklamy działalności odszkodowawczej i akwizycji  np. w szpitalach i ich pobliżu, na cmentarzach, w domach pogrzebowych, a nawet w mieszkaniach  poszkodowanych. Umowa podpisana w takim miejscu będzie nieważna.

[Zdjęcie: rawpixel.com]

Kopcisz? Nie pojedziesz

Kopcisz? Nie pojedziesz

Koniec z fikcją przeglądów technicznych. Nadzór nad stacjami diagnostycznymi ma być odebrany starostwom i scentralizowany.

To odpowiedź państwa na plagę kopcących w centrach miast diesli. Fikcyjne badania techniczne, podczas których nikt nie sprawdza, ile i jakie spaliny wydobywają się z rur wydechowych, to wielki problem – w wielu miejscach zwyczajowo przegląd można „załatwić”. W efekcie dopuszczone do ruchu są pojazdy, które w ogóle nie powinny wyjechać na ulice. Cierpią na tym mieszkańcy, którzy duszą się m.in. od tlenku węgla i smogu.

Najwyższa Izba Kontroli w zeszłym roku zainteresowała się systemem diagnozowania pojazdów i nie zostawiła na nim suchej nitki. Jak informuje pulshr.pl, po zmianach za organizację i funkcjonowanie systemu badań technicznych pojazdów odpowiedzialny byłby podległy ministrowi infrastruktury Transportowy Dozór Techniczny (TDT). Do tej pory sprawowanie nadzoru nad przedsiębiorcami prowadzącymi stacje kontroli pojazdów należało zaś do 380 starostów. Ci jednak – w ocenie rządzących – nie wywiązywali się dobrze ze swojego zadania. Skupienie władzy w rękach jednego organu ma pozwolić lepiej egzekwować przepisy.

Jakie jeszcze zmiany są planowane w projekcie nowego prawa? Ci, którzy pojawią się na przeglądzie po terminie (a okres prolongaty wyniesie maksymalnie 45 dni), zapłacą za niego o 50 proc. drożej. Z tych środków ma być finansowana działalność TDT i zatrudnienie personelu dozoru.

Ma to położyć kres sytuacjom, gdy zatwierdzenie przeglądu jest formalnością, a stempel w dowodzie rejestracyjnym można zdobyć bez większego problemu, niezależnie od tego, jakim gratem przyjechało się na stację. Sam resort infrastruktury na potwierdzenie tych patologii przywołuje wnioski z raportu NIK. Wynika z niego, że ponad połowa stacji skontrolowanych przez Izbę wykonywała badania samochodów po macoszemu, korzystając z urządzeń, które nie spełniały wymagań.

[Zdjęcie: sciencenordic.com]

Poczta podnosi płace

Poczta podnosi płace

Na mocy porozumienia płacowego nowo zatrudnieni pracownicy Poczty Polskiej będą po okresie próbnym zarabiali co najmniej 2500 zł brutto plus premie.

Wzrost stawek to konsekwencja kolejnego porozumienia płacowego, podpisanego w tym roku pomiędzy pracodawcą a działającymi w firmie związkami zawodowymi. Gwarantuje ono siódmą w ciągu dwóch lat podwyżkę, tym razem dla najmniej zarabiających pracowników Poczty, którzy otrzymają wyrównanie do kwoty minimum 2500 zł brutto. Większość pracowników zatrudniana jest na podstawie umowy o pracę.

Według informacji portalu pulshr.pl, zatrudnienie w Poczcie Polskiej wzrosło w latach 2016-18 o prawie 3500 osób, w tym roku do firmy dołączyło 1250 pracowników. Obecnie w spółce pracuje ponad 80 tys. osób. Stawka rekrutacyjna i stawka po okresie próbnym to wynagrodzenie zasadnicze, do którego należy doliczyć premię – ok. 270 zł brutto miesięcznie. Po roku pracy nabywa się prawo do tzw. łącznościówki, czyli premii rocznej. Jest to średniomiesięczne wynagrodzenie, do którego wlicza się premie, zaś po trzech latach przysługuje tzw. dodatek stażowy. Ten ostatni, w zależności od stażu pracy w firmie, wypłacany jest w wysokości od 3% do 20% wynagrodzenia zasadniczego.

[Zdjęcie: pixabay.com]