System zorganizowanej nierA?wnoA�ci

Jesień 2013 | ,

W kaA?dym demokratycznym spoA�eczeA�stwie w historii byli bogaci, a�zA�rednia�? i biedni. Zdaniem niektA?rych oznacza to, A?e interwencje publiczne w celu zmniejszania dysproporcji majA�tkowych sA� wymierzone w a�znaturalny porzA�dek rzeczya�?.

Wojciech WoA?niak: Kluczowe jest tutaj nie to, co uznamy za naturalne, lecz to, czy uwaA?amy nierA?wnoA�ci dochodowe a�� przekA�adajA�ce siA� na nierA?wny dostA�p do dA?br takich jak wA�adza polityczna, edukacja, ochrona zdrowia a�� za korzystny, neutralny czy negatywny element rzeczywistoA�ci. KwestiA� tA� prA?bowano rozpatrywaA� w kategoriach racjonalnych. PrzykA�adowo: sA� koncepcje socjologiczne, ktA?re forsowaA�y stanowisko, A?e rozpiA�toA�ci w poziomie A?ycia sA� funkcjonalnie niezbA�dne dla istnienia spoA�eczeA�stwa jako najlepszy motywator staraA� jednostek o poprawA� swojego bytu. Koniec koA�cA?w odpowiedA? na pytanie o zadania paA�stwa w zakresie A�agodzenia nierA?wnoA�ci wynika jednak bezpoA�rednio z wyznawanych wartoA�ci: sposobu postrzegania wspA?lnoty i tego, czy obchodzi nas los tych, ktA?rzy sA� niA?ej od nas w strukturze spoA�ecznej.

Przez kilka dekad po II wojnie A�wiatowej dominowaA�o przekonanie, A?e moA?liwie pA�aska pod wzglA�dem dochodA?w struktura spoA�eczna i mniejsze niA? wczeA�niej rozpiA�toA�ci standardu A?ycia sA� wartoA�ciA� samA� w sobie, w zwiA�zku z tym paA�stwo ma obowiA�zek poszerzaA� zakres korzystania z dA?br, do ktA?rych wczeA�niej klasa robotnicza nie miaA�a dostA�pu. W latach 70., wraz z pojawieniem siA� ideologii neoliberalnej, zatriumfowaA�o przekonanie, A?e kaA?dy jest odpowiedzialny za swA?j dostatek: jeA?eli jestem na szczycie drabiny spoA�ecznej, to jest to moja zasA�uga, a jeA?eli na dole a�� to jest to wyA�A�cznie moja wina. Te idee siA� zakorzeniA�y, do czego oczywiA�cie bardzo mocno przyczyniA�a siA� machina medialno-marketingowa, ktA?ra staA�a za ich promocjA�. Ludzie, zwA�aszcza w Ameryce, w wiA�kszym stopniu niA? kiedykolwiek zaczA�li wierzyA� w mit, wedA�ug ktA?rego mobilnoA�A� spoA�eczna jest dostA�pna dla wszystkich i jeA?eli nie udaje nam siA� z tej A�cieA?ki skorzystaA�, to winne sA� nasze indywidualne cechy osobowoA�ciowe, a nie strukturalne ograniczenia wystA�pujA�ce w danym spoA�eczeA�stwie. SzA�o za tym wycofywanie siA� paA�stwa z redukowania dystansA?w spoA�ecznych a�� zyskaA�o ono rA?A?nA� skalA� w poszczegA?lnych krajach, jednak staA�o siA� standardem na caA�e lata 80. i 90.

Triumf doktryny neoliberalnej byA� moA?liwy m.in. dlatego, A?e byA�a ona prezentowana jako opierajA�ca siA� na wynikach obiektywnych badaA�, ujA�tych w ekonomiczne rA?wnania wspierane autorytetem wybitnych noblistA?w. W kwestii postrzegania nierA?wnoA�ci bardzo istotnA� rolA� odegraA� Simon Kuznets a�� ze stworzonego przez niego modelu wynikaA�o, A?e w okresach szybkiego rozwoju gospodarczego ich radykalny wzrost jest nieuchronny. Z czasem kolejne dogmaty zaczA�A�y ujawniaA� swojA� sA�aboA�A�. JuA? w 1995 r. Bank Aswiatowy, niegdysiejsze centrum neoliberalnej ortodoksji, opublikowaA� raport z duA?ych, wieloletnich badaA� w kilkudziesiA�ciu krajach, ktA?ry dowiA?dA�, A?e, a�zkrzywa Kuznetsaa�? nie ma zastosowania choA�by w odniesieniu do a�zazjatyckich tygrysA?wa�?. Ich dynamicznemu wA?wczas rozwojowi a�� osiA�gniA�temu zresztA� takA?e dziA�ki znacznej aktywnoA�ci paA�stwa w gospodarce a�� nie towarzyszyA�o bowiem powiA�kszanie siA� skali rozwarstwienia.

SzczegA?lnie mocne ciosy myA�leniu o nierA?wnoA�ciach jako czymA� neutralnym czy wrA�cz pozytywnym zadaA� jednak kryzys ostatnich lat.

Coraz wyraA?niej widaA�, A?e rynek nie zawsze dzieli dochody sprawiedliwiej niA? paA�stwo oraz A?e znaczA�cy wzrost rozpiA�toA�ci dochodowych w krajach rozwiniA�tych zagraA?a stabilnoA�ci ich gospodarek. Jest to zwiA�zane choA�by z tym, A?e popyt wewnA�trzny kuleje, gdy czA�A�A� spoA�eczeA�stwa moA?e zaspokoiA� tylko podstawowe potrzeby, a inna czA�A�A� ma coraz wiA�ksze nadwyA?ki dochodu i gromadzi je w formie oszczA�dnoA�ci.

RA?wnolegle pojawiA�y siA� prace akademickie, ktA?re wskazujA� na rozmaite negatywne konsekwencje narastajA�cych nierA?wnoA�ci ekonomicznych. W ksiA�A?ce a�zDuch rA?wnoA�cia�? Wilkinsona i Pickett, brytyjskich naukowcA?w, udowadniano, A?e im mniej egalitarne spoA�eczeA�stwo, tym wiA�ksze natA�A?enie problemA?w w bardzo rA?A?nych sferach rzeczywistoA�ci, od przestA�pczoA�ci i ciA�A?y nieletnich po wystA�powanie schorzeA� psychicznych. WagA� zagroA?eA� spoA�ecznych i ekonomicznych pA�ynA�cych z dysproporcji dochodowych pokazuje takA?e choA�by opublikowany w grudniu 2011 r. raport OECD o bardzo znaczA�cym tytule: a�zDivided We Stand: Why Inequality Keeps Risinga�?, czyli a�zTrwamy podzieleni. Dlaczego nierA?wnoA�ci wciA�A? rosnA�a�?.

Wreszcie za podejmowaniem dziaA�aA� zmniejszajA�cych rozwarstwienie przemawia jego bezprecedensowa skala. GA�ran Therborn, szwedzki socjolog od wielu lat pracujA�cy w Cambridge, zestawiA� zarobki dzisiejszego menedA?era wysokiego szczebla w brytyjskiej korporacji oraz jej szeregowego pracownika, a nastA�pnie dochody baroneta z XVIIa��XVIII w. oraz parobka pracujA�cego na jego ziemiach. Okazuje siA�, A?e w feudalnym spoA�eczeA�stwie brytyjskim dysproporcje miA�dzy tymi na dole struktury spoA�ecznej a tymi na gA?rze byA�y wielokrotnie mniejsze niA? obecnie.

W naszym kraju problem nierA?wnoA�ci jest szczegA?lnie palA�cy. JeA?eli mierzyA� je stosunkiem dochodA?w najbogatszych i najbiedniejszych dziesiA�ciu procent, to w ostatnich dwA?ch dekadach wA�rA?d krajA?w OECD rozwarstwienie najbardziej wzrosA�o w Polsce, nawet bardziej niA? w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem juA? w 1988 r. a�� u schyA�ku deklaratywnie bezklasowego PRL-u a�� nierA?wnoA�ci dochodowe, mierzone wspA?A�czynnikiem Giniego, ksztaA�towaA�y siA� u nas na poziomie 0,28, a wiA�c znacznie wyA?szym niA? w kapitalistycznych paA�stwach nordyckiego modelu gospodarczego i porA?wnywalnym do Republiki Federalnej Niemiec. W tym samym czasie nasz system A�agodzenia rA?A?nic materialnych byA� dramatycznie niedorozwiniA�ty. Sytuacja, z ktA?rA� mieliA�my do czynienia w 2011 r., gdy prA?g dochodA?w uprawniajA�cych do wsparcia socjalnego byA� niA?szy od progu minimum egzystencji, stanowiA�a prawdopodobnie jedyny taki przypadek w historii nowoczesnych paA�stw europejskich.

JednoczeA�nie w kolejnych pokoleniach przeciA�tny poziom A?ycia jest coraz wyA?szy a�� odpowiadajA� na to obroA�cy istniejA�cego porzA�dku.

Argument, A?e nie powinniA�my za bardzo narzekaA�, bo w dA�uA?szej perspektywie wszystkim nam siA� poprawia, przypomina mi dyskusjA� nad podniesieniem wieku emerytalnego. PowinniA�my siA� na nie zgodziA�, bo A?yjemy dA�uA?ej a�� to zdanie jest prawdziwe na poziomie bardzo ogA?lnej analizy A�redniej dA�ugoA�ci trwania A?ycia, bezsprzecznie wiA�kszej niA? np. 20 lat temu. Natomiast warto siA� przyjrzeA�, i wA�aA�nie wspomniany Therborn to zrobiA�, jak wewnA�trznie zrA?A?nicowany jest ten wzrost. Okazuje siA�, A?e w 2011 r. w Wielkiej Brytanii a�� a nie widzA� powodu, dla ktA?rego nie moA?na by ekstrapolowaA� tych danych takA?e na spoA�eczeA�stwo polskie a�� przechodzA�cy na emeryturA� 65-letni urzA�dnik bankowy miaA� przed sobA� 7 lat A?ycia wiA�cej niA? koA�czA�cy pracA� w tym samym wieku niewykwalifikowany pracownik Tesco.

Z kolei Whitehall Study a�� gigantyczne, trwajA�ce kilka dekad badanie na prA?bie bodajA?e 30 tys. pracownikA?w brytyjskiego sektora samorzA�dowego a�� pokazaA�o m.in., A?e prawdopodobieA�stwo A�mierci przed osiA�gniA�ciem wieku emerytalnego jest fundamentalnie wyA?sze w przypadku pracownikA?w fizycznych zatrudnionych przy robotach publicznych, i spada, im ktoA� jest wyA?ej w hierarchii sA�uA?bowej. Nie moA?e byA� wA�tpliwoA�ci, A?e A�rednie trwanie A?ycia pozostaje w zasadniczej zaleA?noA�ci od czynnikA?w stricte klasowych, takich jak wyksztaA�cenie i zawA?d, a co za tym idzie a�� takA?e dochodA?w.

a�zProszA� pana, ja juA? jestem dawno w wieku emerytalnym, ale nie wyobraA?am sobie A?ycia bez pracya�? a�� mA?wiA� popularny dziennikarz zarabiajA�cy kilkanaA�cie-kilkadziesiA�t tysiA�cy zA�otych miesiA�cznie czy profesor belwederski z doA?ywotni etatem na uniwersytecie. Nie prA?bujA� nawet zastanowiA� siA�, jak wyglA�da sytuacja ludzi, ktA?rzy muszA� wykonywaA� pracA� fizycznA� albo po 50. roku A?ycia na nowo odnajdywaA� siA� na tak cholernie trudnym rynku pracy jak polski.

ZewszA�d sA�yszymy, A?e jesteA�my a�znarodem indywidualistA?wa�?, a jednoczeA�nie kolejne badania pokazujA� nasze tA�sknoty za paA�stwem opiekuA�czym. Jak to zatem jest ze stosunkiem PolakA?w do egalitaryzmu?

W pierwszym okresie transformacji, gdy czA�A�A� socjologA?w, nie odwoA�ujA�c siA� do A?adnych badaA�, tropiA�a wA�rA?d rodakA?w homo sovieticusa (Piotr Sztompka pisaA� wprost, A?e polskie spoA�eczeA�stwo jest dotkniA�te a�zbezinteresownA� zawiA�ciA� i prymitywnym egalitaryzmema�?), poparcie dla redystrybucji byA�o u nas znacznie mniejsze niA? na kapitalistycznym zachodzie Europy. Co wiA�cej, dosyA� szybko wzrastaA�a akceptacja dla rosnA�cego zrA?A?nicowania dochodA?w, jakby rA?wnolegle do tego, co elity polityczne i akademickie mA?wiA�y o a�znieuniknionych kosztach przejA�cia do gospodarki rynkoweja�?.

Tyle A?e zgoda PolakA?w na wiA�kszA� stratyfikacjA� spoA�ecznA� wynikaA�a z przekonania, A?e w odrA?A?nieniu od gospodarki socjalistycznej a�� w ktA?rej o wysokoA�ci zarobkA?w decydowaA�a lokalizacja w nomenklaturze partyjnej albo stosunek paA�stwa do poszczegA?lnych branA? i zawodA?w a�� teraz to zasA�ugi, w tym zwA�aszcza wyksztaA�cenie, bA�dA� decydowaA� o tym, jak nam siA� w A?yciu powodzi. Percepcja nierA?wnoA�ci znowu ulegA�a zmianie, gdy spoA�eczeA�stwo zorientowaA�o siA�, A?e nie sA� one wyA�A�cznie wynikiem niejednakowych zasA�ug.

Czyli wtedy, gdy okazaA�o siA� na przykA�ad, A?e dobrej, a nawet jakiejkolwiek pracy nie ma nawet dla znaczA�cego odsetka absolwentA?w porzA�dnych paA�stwowych uczelni.

Statystycznie rzecz biorA�c, posiadanie wyA?szego wyksztaA�cenia wciA�A? jest pewnym immunitetem na rynku pracy. Badania iloA�ciowe nie pokazujA� jednak wewnA�trznego zrA?A?nicowania grupy absolwentA?w, np. pod wzglA�dem posiadanego kapitaA�u spoA�ecznego, ktA?ry w bardzo wielkim stopniu dziedziczy siA� po rodzicach.

W licznych badaniach widaA�, A?e o zdobyciu danego stanowiska decydujA� bardzo czA�sto formalne lub nieformalne sieci kontaktA?w; sami pracodawcy przyznajA�, A?e zawsze najpierw szukajA� pracownikA?w a�zz poleceniaa�?. JednoczeA�nie wszystkie badania dotyczA�ce dziedziczenia nierA?wnoA�ci pokazujA�, A?e jeA�li chodzi o tego rodzaju kapitaA� spoA�eczny, podobnie jak inne zasoby i kompetencje uA�atwiajA�ce funkcjonowanie w spoA�eczeA�stwie, to drugie, trzecie czy czwarte pokolenie inteligencji jest fundamentalnie uprzywilejowane wzglA�dem tych, ktA?rzy sA� w swoich rodzinach pierwszA� generacjA� koA�czA�cA� studia.

Dziedziczenie statusu spoA�ecznego wynika takA?e z tego, A?e sam sukces edukacyjny jest dostA�pny w znacznie wiA�kszym stopniu dla rodzin, ktA?re sA� w stanie inwestowaA� w ksztaA�cenie dziecka. Gdy w 1999 r. wprowadzono gimnazja, trzeba byA�o bardzo duA?ej naiwnoA�ci, A?eby mA?wiA�, iA? bA�dA� one wyrA?wnywaA� szanse. Ze wszystkich badaA�, ktA?re juA? wtedy byA�y powszechnie dostA�pne, jasno wynika, A?e wprowadzanie dodatkowego progu selekcyjnego bardzo mocno faworyzuje dzieci pochodzA�ce z rodzin o wyA?szym statusie spoA�eczno-ekonomicznym. A�e nie ma moA?liwoA�ci, by w takiej sytuacji nie pojawiA�a siA� natychmiast rywalizacja o uczniA?w i w konsekwencji a�� tworzenie siA� gimnazjA?w lepszych i gorszych. Te pierwsze sA� dostA�pne dla dzieciakA?w, ktA?rym rodzice mogA� zapewniA� dodatkowe, zewnA�trzne bodA?ce edukacyjne (kursy przygotowawcze, korepetycje, zajA�cia jA�zykowe) albo przynajmniej dysponujA� duA?ym kapitaA�em kulturowym i sA� w stanie np. podsunA�A� im wA�aA�ciwe ksiA�A?ki. Rywalizacja zaczyna siA� juA? w podstawA?wce i jest to bardzo wyraA?nie widoczne.

To oczywiA�cie dotyczy teA? szkolnictwa wyA?szego. KorzystajA�c wyA�A�cznie z zaplecza, ktA?re daje szkoA�a publiczna, prawie niemoA?liwe jest dostanie siA� na studia postrzegane jako przynoszA�ce w dA�uA?szym terminie najwiA�ksze profity, jak medycyna, prawo, niektA?re kierunki inA?ynierskie czy artystyczne. Same uczelnie organizujA� pA�atne kursy przygotowujA�ce do egzaminA?w wstA�pnych albo do osiA�gniA�cia na maturze wyniku gwarantujA�cego zdobycie indeksu.

Kilka lat temu na spotkanie z pracownikami naszego wydziaA�u przyjechaA� A?wczesny premier, a wczeA�niej jego wykA�adowca, czyli prof. Marek Belka. Jedna z socjoloA?ek zwrA?ciA�a uwagA�, A?e dzieci bogatszych i lepiej wyksztaA�conych rodzicA?w trafiajA� do nas na bezpA�atne studia, podczas gdy te o niA?szym statusie muszA� korzystaA� z trybu zaocznego lub szkA?A� prywatnych. Na jej pytanie, dlaczego partia z lewicA� w nazwie nie podejmuje prA?b rozwiA�zania tego problemu, pan premier powiedziaA� szczerze (cytujA� z pamiA�ci): a�zJa, rzecz jasna, mogA� go poddaA� pod debatA�, ale A?adne zmiany nie przejdA�, bo to nasze a�� klasy politycznej a�� dzieci sA� uprzywilejowane w dostA�pie na prawo czy medycynA�a�?.

Obok przekonania, A?e dobre wyksztaA�cenie gwarantuje dobrA� pracA�, drugim a�zmerytokratycznym mitema�?, ktA?ry funkcjonowaA� przez bardzo dA�ugi czas, byA� ten mA?wiA�cy, A?e Polacy nie mogA� znaleA?A� zatrudnienia, gdyA? sA� maA�o mobilni. ZupeA�nie prysA� on w momencie, kiedy pojawiA�a siA� realna alternatywa dla beznadziei a�� wA?wczas dwa miliony PolakA?w nagle okazaA�y siA� byA� niesamowicie mobilnymi. Co istotne, bardzo znaczA�cA� czA�A�A� emigracji do Anglii czy Irlandii stanowiA� mieszkaA�cy maA�ych miasteczek i wsi a�� spoA�ecznoA�ci najmocniej dotkniA�tych procesem transformacji. Ci rzekomo winni wA�asnej sytuacji materialnej, bo niegotowi do zmian, nagle wyparowali z polskiego pejzaA?u. Dlatego zresztA�, oraz ze wzglA�du na przyzwoitA� koniunkturA� gospodarczA� i napA�yw A�rodkA?w z UE, po 2005 r. widaA� zarA?wno pewien spadek nierA?wnoA�ci dochodowych w Polsce, jak i wskaA?nikA?w ubA?stwa.

W krajach przywiA�zanych do idei egalitaryzmu pogA�A�bianie i dziedziczenie nierA?wnoA�ci ogranicza siA� dziA�ki progresji podatkowej.

W Polsce wybrano obniA?anie podatkA?w lepiej zarabiajA�cym i przedsiA�biorcom, w zwiA�zku z czym przestaA�a wpA�ywaA� do budA?etu potA�A?na kasa, niezbA�dna do finansowania usA�ug publicznych. ZmniejszyA�o to dostA�p do rA?A?nego rodzaju dA?br a�� najgorzej zarabiajA�cy, w przeciwieA�stwie do tych, ktA?rzy zyskali na zmianach, nie mogA� sobie powiedzieA�: a�znie bA�dA� staA� w kolejce, tylko zrobiA� badania prywatniea�?.

Jednym z podstawowych instrumentA?w realizowania zasady sprawiedliwoA�ci spoA�ecznej jest podatek spadkowy. JesteA�my chyba jedynym krajem w Europie, ktA?ry zniA?sA� podatek od spadku w pierwszej linii, niezaleA?nie od zasobA?w spadkodawcy. Nawet Margaret Thatcher nie zdecydowaA�a siA� na to, A?eby w ten sposA?b dodatkowo uprzywilejowaA� klasy wyA?sze. W Polsce to rozwiA�zanie wprowadziA�a partia, ktA?ra szA�a do wyborA?w z hasA�em a�zPolski Solidarneja�? na sztandaracha��

Oddolna presja na wprowadzenie bardziej solidarnego modelu spoA�ecznego nie wydaje siA� zbyt silna.

Rozmaite prace socjologiczne pokazujA�, A?e im wiA�cej ludzi jest przeA�wiadczonych, A?e ubA?stwo jest prywatnie zawinione przez osoby nim dotkniA�te, oraz im gorszy jest konstruowany w debacie politycznej i w mediach obraz tych, ktA?rzy sA� nisko w strukturze spoA�ecznej, tym mniejsza jest akceptacja dla redystrybucji.

W Stanach Zjednoczonych miaA�a miejsce gigantyczna kampania propagandowa, opisujA�ca rzekomo nowy fenomen underclass. PojA�cie podklasy a�� wymyA�lone przez szwedzkiego noblistA� Gunnara Myrdala w zupeA�nie innym kontekA�cie a�� posA�uA?yA�o w roli genialnej etykietki do stygmatyzowania osA?b znajdujA�cych siA� na dole struktury spoA�ecznej jako tych, ktA?rzy nie tylko sA� sami sobie winni, ale teA? w jakiA� sposA?b nam zagraA?ajA�, w zwiA�zku z czym musimy siA� zastanowiA�, czy warto ich w ogA?le w jakikolwiek sposA?b wspieraA�. W efekcie pod koniec lat 70. nagle okazaA�o siA�, A?e spoA�eczeA�stwo amerykaA�skie jest skA�onne zgadzaA� siA� nie tylko na wycofanie siA� paA�stwa z bardzo wielu zobowiA�zaA� spoA�ecznych, ale i na budowA� kolejnych wiA�zieA�, w dodatku prywatnych, a nastA�pnie wsadzanie do nich nawet za drobne przewinienia tych, ktA?rzy znajdujA� siA� najniA?ej w hierarchii spoA�ecznej. Dwa lata temu rozmawiaA�em z LoA?cem Wacquantem, francuskim socjologiem pracujA�cym w Berkeley, na temat coraz wiA�kszej karceryzacji ubA?stwa, jak on to nazywa. PrzeprowadzaA� rA?A?nego rodzaju badania etnograficzne i miaA� pomysA�, A?e popeA�ni przestA�pstwo i pA?jdzie na jakiA� czas za kratki. OkazaA�o siA�, A?e w Stanach Zjednoczonych dobrze sytuowany, biaA�y obcokrajowiec, majA�cy staA�A� pracA�, musiaA�by popeA�niA� bardzo ciA�A?kie przestA�pstwo przeciwko zdrowiu, A?eby znaleA?A� siA� chociaA? w sytuacji kilkudziesiA�ciodniowego aresztu.

To wszystko, w trochA� mniejszym stopniu, miaA�o miejsce rA?wnieA? w Polsce. RolA�, ktA?rA� etykietka underclass speA�niA�a w otwieraniu drogi dla neoliberalnych reform w USA, u nas podczas przemian odegraA�o pojA�cie homo sovieticusa. ZresztA� najlepszym uczniem Ameryki w europejskiej klasie byliA�my takA?e, jeA�li chodzi o restrykcyjnoA�A� systemu penitencjarnego a�� pod wzglA�dem liczby wiA�A?niA?w na 1000 mieszkaA�cA?w chyba tylko kraje nadbaA�tyckie mogA� siA� z nami rA?wnaA�, a w liczbach bezwzglA�dnych A�cigamy siA� z dwukrotnie ludniejszA� TurcjA�.

Mam wraA?enie, A?e do tej sytuacji bardzo mocno przyczyniA�y siA� wszystkie typy elit. Dla politykA?w byA�o uA?yteczne wskazaA�, A?e pewne grupy nie dajA� sobie rady dlatego, A?e nie chcA� podporzA�dkowaA� siA� merytokracji, czyli normalnym reguA�om rzeczywistoA�ci wolnorynkowej. UzasadnieA� dla tego sposobu myA�lenia dostarczaA�y elity intelektualne. A�eby nie byA� goA�osA�ownym: jest taka ksiA�A?ka pt. a�zRozmowa o wielkiej przemianiea�?, w ktA?rej dwA?ch profesorA?w rA?A?nych specjalnoA�ci dyskutuje na rA?A?ne tematy zwiA�zane z polskA� transformacjA�. W jednym z wA�tkA?w oburzajA� siA� bardzo mocno na protesty pewnych grup zawodowych przeciwko a�znormalnoA�ci, ktA?rA� siA� wreszcie wprowadzaa�?. O taksA?wkarzach sprzeciwiajA�cych siA� obowiA�zkowi instalowania kas fiskalnych mA?wiA� wprost, A?e siA� zbuntowali, bo im siA� nie pozwala kraA�A�. ZupeA�nie zlekcewaA?ony zostaA� fakt, A?e dokA�adnie te same postulaty zgA�aszali prawnicy i lekarze a�� tak jakby przedstawiciele klasy A�redniej byli impregnowani na nieuczciwoA�A�.

W tej samej ksiA�A?ce jeden z profesorA?w, rzecz jasna nie trudzA�c siA� podaniem jakichkolwiek A?rA?deA�, powiedziaA�, A?e co druga renta w Polsce jest wyA�udzona. JeA?eli nawet przyjA�A�, A?e niektA?rzy dostali renty, chociaA? nie powinni, to dla wielu z nich alternatywnA� moA?liwosciA� byA� brak A�rodkA?w utrzymania. Pozwolenie, by zamiast na dA�ugotrwaA�e bezrobocie czA�A�A� osA?b przeszA�a na renty albo wczeA�niejsze emerytury, byA�o elementem kadA�ubkowej formy paA�stwa opiekuA�czego pierwszej fazy transformacji.

Moja maA�A?onka zajmowaA�a siA� naukowo tym, jak w polskich mediach i popkulturze postrzegane sA� pomoc spoA�eczna i praca socjalna. WciA�A? uwaA?a siA� je za rodzaj reliktA?w po PRL-u, chociaA? jest to kompletny absurd. Polska a�zrealnego socjalizmua�? byA�a paA�stwem, w ktA?rym zadekretowano, A?e nie ma biedy ani bezrobocia, dlatego instytucje zajmujA�ce siA� tymi problemami musieliA�my w III RP budowaA� w zasadzie od zera. Formalnie oczywiA�cie one istniaA�y, ale byA�y zupeA�nie nieprzygotowane do tego, z czym musiaA�y siA� zderzyA� w latach 90. O instytucjonalnym zapleczu paA�stwa prawdziwie opiekuA�czego mogliA�my jedynie pomarzyA� w momencie, kiedy go najbardziej potrzebowaliA�my. Do dziA� siA� go nie doczekaliA�my, co wynika chyba z tego, A?e problem nierA?wnoA�ci spoA�ecznych jest nadal niedoceniany.

Idea paA�stwa, ktA?rego kluczowym zadaniem jest wyrA?wnywanie dostA�pu do dA?br i A?yciowych moA?liwoA�ci, nie mogA�a teA? liczyA� na wsparcie mediA?w. Nadal tak siA� dzieje, pomimo tego, A?e rynek prasy codziennej zdominowaA�y z jednej strony a�zludowea�? tabloidy, z drugiej zaA� a�� gazeta odwoA�ujA�ca siA� w deklaracjach do tradycji lewicowej inteligencji.

Bardzo ciekawa jest kwestia tabloidA?w, ktA?ra zaczyna u nas wyglA�daA� analogicznie do Zachodu Europy. PorA?wnywaA�em sytuacjA� w Polsce z Wyspami Brytyjskimi i rola tego rodzaju prasy okazuje siA� bardzo ambiwalentna. Tabloidy stawiajA� siA� zawsze w roli obroA�cy zwykA�ego czA�owieka, swoistego vox populi, ale jednoczeA�nie odgrywajA� bardzo istotnA� rolA� w kreowaniu rozmaitych welfare scandals. Mowa o artykuA�ach wzmacniajA�cych stereotypy na temat pomocy spoA�ecznej. PrzykA�adowo: pracownicy socjalni odbierajA� dzieci rodzinom, gdzie jest biednie, ale jest duA?o miA�oA�ci. W tych kwestiach tabloidy nie niuansujA�, tylko walA� po oczach chwytliwymi tytuA�ami. Z kolei sposA?b, w jaki opisujA� patologiczne zachowania zdarzajA�ce siA� w niA?szych warstwach spoA�ecznych, przyczynia siA� do budowy niezbyt pozytywnego obrazu ubogich.

JeA?eli chodzi o tzw. dziennikarstwo opiniotwA?rcze, to mam wraA?enie, A?e w odrobinA� wiA�kszym stopniu legitymizuje ono tematykA� sprawiedliwoA�ci spoA�ecznej, zwA�aszcza od czasA?w kryzysu. W szeroko rozumianych kwestiach ekonomicznych przechyA� w stronA� liberalno-prawicowA� wciA�A? jest w nim jednak dosyA� wyraA?ny.

Dla a�zskrzywieniaa�? sceny medialnej fundamentalne znaczenie ma sA�aboA�A� nadawcA?w publicznych, to, A?e nie majA� oni narzA�dzi ani ochoty do nadawania tonu i rytmu debacie, pilnowania losA?w waA?nych projektA?w ustaw itd. W kwietniu byA�em na konferencji Brytyjskiego Towarzystwa Socjologicznego, gdzie prezentowano wyniki najwiA�kszych od wielu lat badaA� klas spoA�ecznych w Wielkiej Brytanii, w caA�oA�ci sfinansowanych przez BBC. W tych dniach w telewizji publicznej co pA?A� godziny podawano nowe informacje na temat tego, co stwierdziA�y te badania i jakie to jest waA?ne.

Nie ma siA� co porA?wnywaA�, takA?e jeA�li chodzi o skalA� wydatkA?w na badania spoA�eczne. Ze straszliwym poczuciem zazdroA�ci sA�uchamy kolegA?w z krajA?w skandynawskich, Niemiec, a zwA�aszcza z Wielkiej Brytanii. Nawet w czasach, kiedy rzA�d Camerona tnie wydatki na rA?A?ne funkcje paA�stwa, prowadzone sA� tam wieloletnie programy badaA� struktury i mobilnoA�ci spoA�ecznej czy jakoA�ci A?ycia gospodarstw domowych. Polscy socjolodzy nie majA� takich moA?liwoA�ci wywierania wpA�ywu na debatA� publicznA�.

AnalizowaA� Pan publiczne wypowiedzi politykA?w oraz urzA�dnikA?w, a takA?e przeprowadzaA� z nimi wywiady, by poznaA� ich podejA�cie do problemu nierA?wnoA�ci spoA�ecznych.

NierA?wnoA�ci i ubA?stwo jako zagadnienia polityczne traktowane byA�y caA�kowicie instrumentalnie i pojawiaA�y siA� w debacie publicznej wyA�A�cznie w okresach kampanii wyborczych. Ponadto miaA�em wraA?enie, A?e celowo lekcewaA?ono dane socjologiczne. Jeden z moich rozmA?wcA?w, czA�onek sejmowej Komisji Polityki SpoA�ecznej, powiedziaA� mi wprost, A?e zdaje sobie sprawA�, iA? to dzieci i mA�odzieA? sA� najbardziej zagroA?one ubA?stwem, ale one na niego i na jego partiA� na pewno nie zagA�osujA�, podczas gdy jego naturalny elektorat, w dodatku bardzo zdyscyplinowany, stanowiA� ludzie starsi. Podobnych cynicznych deklaracji byA�o wiA�cej. W ogA?le nie myA�lano o tym, A?e warto zwracaA� uwagA� na dziedziczenie nierA?wnoA�ci jako problem sam w sobie albo A?e naleA?y przyglA�daA� siA� temu, jak to siA� dzieje, iA? odsetek biednych dzieci przez dA�ugi czas byA� w Polsce najwyA?szy w Europie.

Wiedza na temat nierA?wnoA�ci byA�a w zdecydowanej wiA�kszoA�ci przypadkA?w niezwykle powierzchowna, nawet wA�rA?d posA�A?w pracujA�cych w Komisji Polityki SpoA�ecznej. Co wiA�cej, byA�a ona w bardzo wielkim stopniu zdeterminowana przez wA�asne doA�wiadczenia, tzn. jednostkowe przypadki, z ktA?rymi spotkali siA� politycy. Jednak najmocniej zaskoczyA�a mnie powszechnoA�A� patrzenia na ubA?stwo jako coA� wynikajA�cego z indywidualnych cech osobowoA�ciowych. Ten typ myA�lenia absolutnie dominowaA� wA�rA?d elit wszystkich szczebli i niemal zawsze towarzyszyA�o mu postrzeganie siebie jako przykA�adu na to, A?e jeA�li ktoA� chce, to moA?e osiA�gnA�A� sukces; abstrahowano przy tym od rozmaitych zewnA�trznych czynnikA?w, ktA?re miaA�y wpA�yw na to, A?e ja jestem posA�em, radnym albo pracownikiem socjalnym, a ktoA� inny jest biedny. Merytokratyczne postrzeganie wA�asnego statusu narzucaA�o mi siA� w interpretacjach bardzo mocno, szczegA?lnie gdy rozmawiaA�em z politykami ze szczebla centralnego, ktA?rych drogA� A?yciowA� dokA�adnie znaA�em i wiedziaA�em, jakie okolicznoA�ci przyczyniA�y siA� do tego, A?e akurat dana pani czy pan sA� w tej chwili w Sejmie. PracowitoA�A� czy talenty majA� tutaj znaczenie, ale nie tylko one a�� ujmujA�c to w sposA?b neutralny a�� zadecydowaA�y, A?e te osoby sA� na uprzywilejowanej pozycji. Na poziomie powiatu sieA� zewnA�trznych uwarunkowaA�, wynikajA�cych chociaA?by z koneksji towarzyskich, odgrywa wrA�cz kluczowA� rolA�.

DochodziA�o do tego przekonanie, A?e istnieje jeden model kapitalizmu a�� ten, o ktA?rym opowiedziaA� nam na poczA�tku transformacji Leszek Balcerowicz a�� dla ktA?rego alternatywA� jest BiaA�oruA�. To byA�o bardzo charakterystyczne dla retoryki SLD przez wiA�kszoA�A� okresu przemian. W niektA?rych wypowiedziach przywA?dcA?w tej partii z lat 90. pojawiaA�o siA� wrA�cz coA� w rodzaju szantaA?u moralnego: jeA?eli ktoA� nam zarzuca brak wraA?liwoA�ci spoA�ecznej, to znaczy, A?e chce A?le dla kraju, bo krew, pot i A�zy sA� tutaj niezbA�dne, gdyA? wprowadzamy reformy i nie moA?emy zejA�A� z obranej A�cieA?ki. Wielokrotnie mA?wiono o tym, jak kulawa byA�a w Polsce debata na temat spoA�ecznych skutkA?w transformacji. Specyficzna jest tutaj oczywiA�cie rola Samoobrony jako partii protestu rzeczywiA�cie wskazujA�cej na rA?A?ne problemy, ale jednoczeA�nie formacji, ktA?rej bardzo A�atwo byA�o przykleiA�, skA�dinA�d zasA�uA?onA�, etykietkA� populistycznej.

AnalizowaA�em zapisy medialnych dyskusji politycznych i lA�k przed byciem nazwanym populistA� byA� w nich czymA� obezwA�adniajA�cym. WA�A�czanie tematu nierA?wnoA�ci do dyskursu publicznego koA�czyA�o siA� budowaniem dychotomii liberalizm a�� populizm nie tylko w mediach, ale takA?e w opracowaniach akademickich. O kwestii rozwarstwienia spoA�ecznego i rosnA�cej skali ubA?stwa gA�oA�no zaczA�A� mA?wiA� dopiero Lech KaczyA�ski oraz Prawo i SprawiedliwoA�A� przed wyborami w 2005 r., kiedy problem osiA�gnA�A� apogeum: okazaA�o siA�, A?e 59% PolakA?w A?yje poniA?ej minimum socjalnego. Samo pojawienie siA� tych tematA?w, wydawaA�oby siA� oczywistych i odwiecznych, w dyskursie publicznym zostaA�o bardzo szybko przez media, oponentA?w politycznych, ale takA?e niestety przez czA�A�A� A�rodowisk akademickich ukazane w kategoriach: doszli do wA�adzy, posA�ugujA�c siA� hasA�ami populistycznymi, zobaczymy, co bA�dA� robili. Jak siA� okazaA�o, robili coA� zupeA�nie przeciwnego, wiA�c wszyscy powinni byA� zadowolenia��

BadaA� Pan rA?wnieA? programy wyborcze.

MateriaA�y programowe, ktA?re analizowaA�em, miaA�y charakter trochA� bardziej rozbudowanych ulotek reklamowych. Bardzo rzadko pojawiaA�y siA� w nich odwoA�ania do jakichkolwiek diagnoz socjologicznych, jeszcze rzadziej byA�y podpisane nazwiskami autorytetA?w naukowych. Na tle reszty analizowanych przeze mnie dokumentA?w bardzo wyrA?A?nia siA� a�zPlan dla Polskia�?, sygnowany przez Jana RokitA� i Stefana Kawalca: liczA�cy dwieA�cie kilkadziesiA�t stron, napisany technokratycznym jA�zykiem program rzA�dzenia dla Platformy Obywatelskiej, stworzony przed wyborami w 2005 r. To byA�o zdecydowanie najbardziej wyjA�tkowe opracowanie a�� spA?jna, konsekwentna, radykalnie liberalna wizja gospodarki i wycofania siA� paA�stwa z rA?A?nych sfer A?ycia spoA�ecznego. Co ciekawe, program prezydencki Donalda Tuska byA� znowu zlepkiem sloganA?w.

Poza tym widaA� byA�o, A?e tak jak a�zpopulizmua�? politycy bali siA� formuA�owania jasnego przekazu dotyczA�cego konkretnych grup w strukturze klasowej. Jedynymi partiami, ktA?re otwarcie gA�osiA�y programy o charakterze stricte klasowym, byA�y Unia WolnoA�ci i Platforma Obywatelska, ktA?re podkreA�laA�y, A?e ich priorytetem sA� interesy klasy A�redniej oraz obrona pozycji przedsiA�biorcA?w w konfrontacji z pracownikami najemnymi oraz omnipotentnym, wrogim paA�stwem.

SwojA� drogA� negatywna ewaluacja paA�stwa jako takiego byA�a w analizowanych przeze mnie dyskusjach medialnych powszechnikiem, gA�oszonym zarA?wno przez opozycjA�, jak i rzA�dzA�cych, i niewymagajA�cym A?adnego udowadniania.

Po kimA� o takich poglA�dach trudno spodziewaA� siA� zaangaA?owania na rzecz wiA�kszej redystrybucji dochodu narodowego.

Powszechnie gA�oszono, A?e im mniej podatkA?w, tym lepiej, bo tym mniej moloch zeA?re a�znaszych pieniA�dzya�?; czasem atakowano takA?e rzekomA� dyktaturA� urzA�dnikA?w. Przedstawiciele elity politycznej kompletnie siA� z paA�stwem nie utoA?samiali, stawiali siA� poza nim, nawet bA�dA�c czA�onkami parlamentu albo pracujA�c w instytucjach wykonawczych rA?A?nego typu.

Co jeszcze bardziej istotne, w A?adnej wypowiedzi czy rozmowie nie pojawiA�o siA� przekonanie, A?e z samego faktu, iA? ktoA� jest naszym wspA?A�obywatelem, wynikajA� pewne prawa socjalne, zagwarantowane w Konstytucji. JesteA�my najbardziej homogenicznym etnicznie i religijnie krajem w Europie, a i tak potrafimy sobie uzasadniA�, dlaczego niektA?rym nie przysA�ugujA� prawa, ktA?re przynaleA?A� nam, czyli a�zzdrowej wiA�kszoA�cia�?.

DziA�kujA� za rozmowA�.

A?A?dA?, 26 czerwca 2013 r.

Jedna odpowiedź na „System zorganizowanej nierA?wnoA�ci

  1. Witek pisze:

    Kurczę, brakuje mi tu liczb. Jakoś różnym naukowcom, politykom i innym intelektualistom nie wierzę kiedy od zakładane tezy nie podstawiają liczb. Pisze Pan że w Polska była krajem o największym ubóstwie wśród dzieci. A gdzie dane liczbowe? Od jakiej się zaczyna się owo ubóstwo? Ile pieniędzy jest obecnie wydawane na tzw. „socjal” w PL a ile gdzie indziej? Te parę cyfr bardziej by uwiarygodniło Pana tezy niż 10 stron maszynopisu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>