OPINIE

piotr_wildanger
Piotr Wildanger

Goszyzm, gaullizm, partycypacja, „Solidarność” – w pięćdziesiątą rocznicę Maja ‘68

Z kontrkultury, której efektem był Maj ’68, wyrósł jednak choćby nowy ruch na arenie politycznej, tzw. Zieloni. Te nowe partie na scenie kapitalistycznego Zachodu cechowały podobne koncepcje w kwestii partycypacji. Z kolei za żelazną kurtyną w 1980 r. powstał ruch społeczny „Solidarność”. Jego inspiracje były szerokie i wielonurtowe, z jednej strony był to Komitet Obrony Robotników, częściowo inspirowany dziedzictwem Nowej Lewicy, z drugiej społeczna nauka Kościoła i przesłanie Jana Pawła II. To jeden z licznych paradoksów historii i polityki, kiedy dwie odległe tradycje głoszą podobne koncepcje, choć oczywiście rozumieją je w trochę inny sposób. W „Solidarności” silna była idea partycypacji. W materiałach z I i II Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” znajdują się postulaty przesiąknięte duchem tej idei, np. „Wprowadzenie demokracji na wszystkich poziomach zarządzania” czy „Kontrola społeczna nad władzą, kryzysem ekonomicznym oraz sądami”. Jan Sowa miał rację, że rewolucja „Solidarności” w roku 1980 była chyba najbardziej demokratycznym ruchem na świecie. Po latach Andrzej Gwiazda określał „Solidarność” z 1980 r. jako ruch antyglobalistyczny. W 2015 r. w Polsce powstały Kukiz’15 oraz Partia Razem. Pierwsza otrzymała poparcie prof. Witolda Kieżuna, kombatanta Armii Krajowej. Druga została wsparta przez część środowisk byłego lewego skrzydła dawnej „Solidarności”. Część środowiska Zjednoczonej Prawicy nawiązuje do myśli gaullistowskiej. Czy tym razem takie środowiska podejmą ze sobą dialog w sprawie partycypacji? Czy może wzorem 1968 r. znowu staną po przeciwnych stronach barykady? Jak pokazała historia lat 1968-1969, żeby nie pogrzebać pięknej idei – trzeba o niej rozmawiać w duchu wzajemnego szacunku. W przeciwnym razie neoliberalna zglobalizowana gospodarka doprowadzi do opłakanych konsekwencji. Duch roku 1968 oraz ideały z roku 1980 powinny wrócić do debaty publicznej jako ważna inspiracja. Czytaj więcej

Co jest w Polsce możliwe?

Zastanawialiście się kiedyś, jak to się ciekawie składa, że twarde prawa ekonomii i niewzruszona logika dziejów zawsze sprzyjają najbogatszym? Cóż za niesamowity zbieg okoliczności! Tak to już jakoś jest, że obrona pracowników jest zdaniem naszych nadwiślańskich ekspertów zawsze niezgodna z obiektywnymi faktami i procesami gospodarczymi. Platforma, za której kadencji kwitły umowy śmieciowe, coś o tym wie. Za to decyzje sprawiające, że bogaci stają się jeszcze bogaci, jak najbardziej tym faktom i procesom odpowiadają. Niektórzy lubują się we wszelkiego rodzaju teoriach spiskowych. Wierzą w ukryte grupy interesu rządzące światem. Najśmieszniejsze jest to, że tutaj nie trzeba żadnej teorii spiskowej. Wystarczy czytać najświeższe doniesienia dziennikarzy, ekonomistów, socjologów czy klimatologów. Wszystko jest podane na tacy. Najbogatsi ludzie mają nieporównywalnie większy wpływ na politykę niż przeciętna obywatelka. To fakt. Panująca przez ostanie kilkadziesiąt lat ideologia ekonomiczna sprawiła, że obrzydliwie bogaci stali się jeszcze bogatsi, podczas gdy w krajach rozwiniętych klasa średnia i niższa stoją w miejscu albo wręcz biednieją. To kolejny fakt. Mimo to jakakolwiek próba uratowania tego świata przed katastrofą jest niemożliwa, głupia, dziecinna. Możliwe, odpowiedzialne i mądre jest za to liczenie na to, że jeśli jedna centroprawicowa partia połączy się z inną, wesprze ich kilka neoliberalnych autorytetów i może jakaś centrolewica na dokładkę, najlepiej taka, która od lat przedkłada pragmatykę ponad idee, to PiS przegra wybory. I wtedy, hej ho, wszystkie nasze problemy nagle magicznie znikną.
Czytaj więcej

Elegia dla czarnej Ameryki

Doskonały serial „Seven Seconds”, w którym rodzina czarnego chłopaka zabitego przez samochód stara się, wbrew całemu otoczeniu, wyjaśnić jego śmierć, dość brutalnie przypomina nam, że Afroamerykanie nadal są w USA ludźmi drugiej kategorii – jeśli nie trzeciej lub czwartej. 150 lat po formalnym zniesieniu niewolnictwa i po dekadach działalności ruchu praw obywatelskich, sytuacja czarnoskórych obywateli USA wciąż średnio przypomina sytuację równoprawnych obywateli jednego z najbogatszych krajów świata. Nie zmieniły tego kolejne inicjatywy emancypacyjne ani nawet akcje afirmacyjne – i nie chodzi o to, że były niepotrzebne. Po prostu mechanizmy dyskryminujące są tak głęboko zakorzenione, że wpływ tych akcji musiał być ograniczony. Nie zmienił tego nawet pierwszy czarnoskóry prezydent USA Barack Obama, który był raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę. I wreszcie nie zmieniła tego rzekomo ślepa na kolor skóry gospodarka rynkowa – choć przecież od lat 70. staje się ona za oceanem (i nie tylko tam) coraz bardziej wolnorynkowa. Czytaj więcej

Druga mila

Być może niektórzy dobrze czują się z narracją skoncentrowaną na korzyściach własnych i finansowej zyskowności wszystkiego, co ich otacza. Możliwe, że istnieją jednostki, które naprawdę wszystko przeliczają na forsę, ale, jak przekonująco dowodzi profesor zarządzania Peter Fleming w swojej najnowszej książce „The death of homo oeconomicus”, model człowieka ekonomicznego nigdy nie opisywał zbyt trafnie kondycji ludzkiej, a w ostatnim czasie szczególnie wyraźnie demonstruje swoją dysfunkcjonalność. Neoliberalna gospodarka oparta jest właściwie totalnie na tym modelu, znajdziemy go i logikę jemu pokrewną w mediach, w reklamach, w ustawodawstwie i polityce; taki język zaczął nas wszystkich obowiązywać. Nie możemy powiedzieć, że studiujemy, bo nas to pasjonuje, lecz tylko to, że nam się opłaca studiować. Nie wolno powiedzieć, że to, co robimy, daje nam poczucie sensu w życiu, a tylko, że dużo zarabiamy. Jednak większość osób mówiących w ten sposób to nie ekonomiczni zombie, ale zwykli ludzie, z emocjami, z uczuciami wyższymi, z marzeniami. Cenzurowanie w sobie wszystkiego, co ludzkie, to zadawanie sobie przemocy, wymagające ogromnego wkładu energii w każdej chwili, energii, której nie ma skąd uzupełnić (do tego potrzebny byłby wolny czas, korzystanie z uczuć wyższych), więc współcześni ludzie są ciągle zmęczeni, chorzy. Jednak działają tak, jak myślą, że trzeba, bo Zeitgeist mówi, że tylko tak jest dobrze, że tak jest dorośle, tak jest odpowiedzialnie i trzeba zapomnieć o wszystkim innym, o swej ludzkiej naturze. Takie życie jest rodzajem więzienia. Czytaj więcej

Moll
Łukasz Moll

Bramini, kupcy i widmo populistycznej lewicy

Badania opinii publicznej zdają się potwierdzać obserwacje Piketty’ego. Wyłania się z nich wizerunek lewicy jako opcji popieranej przez wielkomiejskich „wykształciuchów” z klasy średniej. Gdzie zatem jest elektorat z klasy ludowej i niższej średniej, jeśli nie po lewej stronie sceny politycznej? Jak informuje CBOS, najbardziej robotniczy elektorat gromadzą Kukiz’15 i Prawo i Sprawiedliwość. Również wśród tych dwóch ugrupowań jest najwięcej wyborców, którzy sytuację materialną swoich gospodarstw domowych uważają za złą, podobnie jak mieszkańców wsi i miast poniżej 100 tysięcy mieszkańców. Wniosek, że dziś to populistyczna prawica sięga po wyborców, którzy nie odnajdują się w podziale na braminów i kupców, potwierdzają dane dotyczące tak istotnego dla Piketty’ego czynnika wykształcenia: w ostatnich wyborach parlamentarnych 50% wyborców PiS i 41% Kukiz 15’ ukończyło jedynie szkołę podstawową, gimnazjum lub zawodówkę. Widmo populistycznej lewicy, o którą upomina się nawet tak głównonurtowy i umiarkowany reformista jak Piketty, być może krąży gdzieniegdzie w Europie, ale najwidoczniej ominęło Polskę. Czytaj więcej

Untitled-Grayscale-01
Cezary Miżejewski

Sztafeta pokoleń. Tradycje PPS w opozycji demokratycznej 1956-1980

W latach osiemdziesiątych ścieraliśmy się o to z mainstreamem „Solidarności”. W „Robotniku” Tomasz Litwin (pseudonim Michała Boniego) pisał o tym, że „Solidarność” oznacza reformy, my – że obronę praw pracowniczych, i pozostaliśmy wierni temu przekonaniu. Na bazie tego pomysłu powstawały Kluby Rzeczpospolitej Samorządnej Wolność Sprawiedliwość Niepodległość. To program, który był w istocie programem budowy formacji lewicowych, szkoda, że trwało to w zasadzie kilka dni, ale dowodzi, że w latach osiemdziesiątych to my podnosiliśmy hasło samorządów, przedsiębiorstwa społecznego, fabryk dla robotników, rezygnacji z liberalnych reform. Kiedy ktoś mnie pyta, skąd się wziąłem, to odpowiem, że z nich wszystkich. Mimo że większości tych ludzi nie znałem – z historycznych działaczy rozmawiałam tylko z Lidią Ciołkoszową i Antonim Pajdakiem – to współpracowałem z uczniami tych starych socjalistów. To, że jestem jaki jestem, zawdzięczam tej sztafecie pokoleń. Idea niepodległościowego socjalizmu przetrwała, mimo że ta prawdziwa PPS zniknęła po 1945 r., jej działacze byli więzieni i represjonowani, pozbawieni faktycznej możliwości działania. A jednak idea przetrwała. Czy przetrwała do dzisiaj?

Czytaj więcej

W imię Boga i ludu

Postaci, których teksty Sikorski nam przypomina, w większości nie przystają ani do modelu wzorowego katolika, ani do modelu wzorowego lewicowca. Co prawda akcentują oni wątki chrześcijańskie, jednakowoż nierzadko mamy tutaj do czynienia z chrześcijaństwem w wersji heterodoksyjnej. Jednocześnie nie wahają się zazwyczaj poddawać bezpardonowej krytyce duchowieństwo oraz Kościół instytucjonalny. Obok wizjonerów i marzycieli, Sikorski przypomina też postępowych kapłanów propagujących podniesienie materialne warstw ludowych. Trzeba również pamiętać, że autor dość swobodnie posługuje się terminami „lewica chrześcijańska” czy „socjalizm chrześcijański”, rozumie je sensu largo, trochę właśnie w dziewiętnastowiecznym duchu, kiedy pojęcia te traktowano bardziej intuicyjnie. Bohaterowie książki Sikorskiego mogą więc nie mieścić się we współczesnych wizjach lewicowości czy socjalizmu, zostali jednak uznani za ludzi lewicy, ponieważ sami się za takich uważali. Lewicowość w rozumieniu Sikorskiego jest tutaj tożsama z postępowością, demokratyzmem, radykalizmem, obroną ludu, poglądami egalitarnymi i emancypacyjnymi. Podobnie jest z chrześcijaństwem, które nie stanowi tutaj określonego systemu religijnego, lecz raczej specyficzny styl myślenia i pisania cechujący się silnymi porywami religijnymi, odwołaniami do Ewangelii i Chrystusa. Przywoływanym postaciom bliższa zazwyczaj przy tym była wizja wyidealizowanego chrześcijaństwa pierwotnego, religii Ewangelii, nieskażonej jeszcze i nie zniekształconej przez Kościół instytucjonalny. Jednakże coś ich również łączyło. Była to „negacja istniejących stosunków społecznych i politycznych, sprzeciw wobec niesprawiedliwości, dysproporcji społecznych, i powszechnej biedy, chęć zmiany relacji międzyludzkich w imię zasad etyki chrześcijańskiej, miłości bliźniego, ewangelicznego braterstwa (różnie pojmowanego), równości i wolności. Łączyła ich również gorliwa wiara w Boga i przekonanie, że w niedalekiej przyszłości ziści się ich marzenie o wolniej, demokratycznej i sprawiedliwej Polsce. Te składniki czyniły z odrębnych jednostek wspólnotę – odrębną formację intelektualną chrześcijańskiej, demokratycznej i postępowej lewicy”. Czytaj więcej