Nowy Obywatel

Teksty tego autora:

Górniczy gniew

Anonimowy górnik z kopalni Bogdanka w województwie lubelskim wywołał spore poruszenie wśród załogi, pisząc list otwarty do mediów, w którym porównał wysokość zarobków i premii zarządu i zwykłych pracowników. Czytaj więcej

Rebecca Solnit

Eko-mohery?

Dorastałam w otoczeniu liberalnej lewicy i lewaków, którzy uwielbiali przedrzeźniać osoby z południowym akcentem, robić sobie żarty z „białej nędzy” (white trash) czy z biedoty zamieszkującej przyczepy samochodowe, a także wydawać dziwaczne dźwięki, ilekroć usłyszeli Dolly Parton. W latach 90. spędziłam trochę czasu z działaczami ekologicznymi. Ci, którzy byli szczególnie radykalni w deklaracjach, nader często mieli jednocześnie wyjątkowy talent do takiego wchodzenia w wiejskie społeczności, by praktycznie każdy z mieszkańców miał prawo poczuć się urażony. Stało się dla mnie jasne, że w ich oczach najgorsze zbrodnie, jakich dopuszczali się lokalni mieszkańcy, nie miały nic wspólnego z piłami łańcuchowymi czy zachowaniem przy urnach, ale wiązały się z kulturą i wszystkim, co ma związek z tzw. stylem życia. To była wojna kulturowa, która dość znacznie odbiegła od rozważań, kto tak naprawdę szkodzi Ziemi oraz kto i w jaki sposób może to powstrzymać. Niechlujni, zarośnięci, bezdzietni pseudo-nomadowie, którzy mogli schrzanić właściwie wszystko, a nadal utrzymywali się na powierzchni – a gdy zaczynało być naprawdę źle, z opresji wyciągały ich długie ręce rodziców z klasy średniej – jawnie gardzili ciężkimi wyborami ekonomicznymi rodzin mających dzieci i obciążone hipoteki, za to pozbawionych możliwości restrukturyzacji swoich długów czy podjęcia pracy innej niż fizyczna. Przypominam sobie rozmowę z młodym ranczerem w jednym z tych „antyekologicznych” barów na najgłębszej prowincji Nevady, który nieśmiało zasugerował, że ekolodzy, w tym ja oraz grupa, z którą byłam, brzydzą się nim. Jego kapelusz był szeroki, a serce – dobre. Chwalił się trawą rosnącą aż do brzuchów jego krów, mówił o regularnym przeprowadzaniu stada w kolejne miejsca, by zapobiec erozji oraz potępiał kopalnie złota (które przecież eksploatują region nieporównywalnie intensywniej niż on). Nie mogło być wątpliwości, że byliśmy na złej drodze – ruch ekologiczny jako całość, gdyż moi zaprzyjaźnieni działacze z Nevady wykonywali dobrą robotę, zasypując kolejne podziały. Skądś się one jednak wzięły. Socjalizm i inne postępowe ruchy społeczne, rozkwitające przez całe lata 30., za swoją bazę społeczną uważały farmerów, drwali, rybaków, górników, robotników portowych i fabrycznych. W którym miejscu jesteśmy teraz? Wciąż dostrzegamy kolejne zaprzepaszczone szanse. Czytaj więcej

Pracownik – cenne dobro

Wszystko wskazuje na to, że w 2018 r. w wielu sektorach rynku pracy będzie nadal więcej ofert niż chętnych. Czytaj więcej

Robotnicy z Kraśnika gotowi do strajku?

Od września 2017 r. pracownicy fizyczni produkującej łożyska toczne spółki TN Polska w Kraśniku walczą z zarządem o podwyżkę płac. Żądają 400 zł brutto. Zarząd podniósł od stycznia ich wynagrodzenia o zaledwie 100 zł brutto, argumentując to „rosnącymi kosztami”. Czytaj więcej

Gra na zwłokę?

Spółka pracownicza powołana w likwidowanej kopalni Krupiński w Suszcu znalazła inwestora gotowego wyłożyć kilkaset mln zł na ponowne uruchomienie tego zakładu. Przedsięwzięcie może jednak nie dojść do skutku z powodu opieszałości Ministerstwa Energii. Czytaj więcej

Koniec samowoli

Pracownicy branży budowlanej z Oslo i okolic powtórzą w marcu strajk przeciwko agencjom pośrednictwa pracy. Czytaj więcej

Powoli ku lepszemu

Co się zmieniło w sytuacji pracowników od stycznia 2018? Przede wszystkim pensja minimalna wzrosła do 2100 zł brutto (czyli 1530 zł na rękę), a stawka godzinowa – do 13,70 zł brutto (nieco ponad 10 zł netto). Złagodzono także prawo dotyczące legalności pobytu i pracy cudzoziemców ze wschodu Europy oraz przykręcono śrubę agencjom pracy tymczasowej. Czytaj więcej

prof. Monika Kostera

Nie palcie szkół zarządzania

Edukacja zarządzania przypomina mi triumfalny pochód starożytnego Rzymu przez ówczesny świat, kolonizację wszystkiego, co skolonizować się dało. Język zarządzania stał się współczesną łaciną, lingua franca, wszyscy go znają i wszyscy w jakimś tam zakresie używają, często nie do końca świadomie, w przekonaniu, że jest to normalny sposób mówienia o świecie, zawierający kategorie takie jak „sprzedać”, „marketing”, „strategia” czy „inwestycja”. Jak każdy kolonizator, zarządzanie dokonało sporo zniszczeń w naszym systemie wartości, języku, stylu życia. Szkoły biznesu, zwłaszcza w Polsce, uczą wersji świata, która jest aż do bólu zawężona, wyretuszowana, odarta z wszelkich znamion rzeczywistości. Przeciętny polski student zarządzania nie ma pojęcia o istnieniu art of management i boi się pomyśleć, że nie wszystko musi przynosić zysk. Nawet jeśli nie ma na to szans ani ku temu najmniejszego przekonania, wyrwany do odpowiedzi mówi, że chce zostać menedżerem lub przedsiębiorcą. Uniwersytet ma otwierać horyzonty, uczyć odwagi myślenia i czytania ze zrozumieniem. Szkoły zarządzania, mimo tak świetnych warunków, robią coś dokładnie odwrotnego. Czytaj więcej

Ratownictwo tylko państwowe

To koniec prywatnych karetek. 6 lutego br. sejmowa komisja zdrowia poparła tzw. małą nowelizację ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Prywatne podmioty takie świadczenia będą mogły realizować tylko do końca 2018 r., a dyspozytornie medyczne staną się komórką organizacyjną urzędów wojewódzkich. Coraz bliżej do w pełni państwowego ratownictwa. Czytaj więcej

Aktor za półdarmo

O swoje prawa do godnej płacy i odpoczynku zaczynają walczyć statyści z planów filmowych i reklamowych, którzy otrzymują za kilkanaście godzin pracy dziennie wynagrodzenie rzędu 50 zł. Czytaj więcej