Wielu Polaków uważa, że publiczny system ochrony zdrowia ulega pogorszeniu.
Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez United Surveys dla portalu Wirtualna Polska, Polacy źle oceniają kierunek zmian w publicznej ochronie zdrowia. W ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z szeregiem autoreklamowych wypowiedzi minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy na temat podejmowanych przez nią „reform”. Przypomnijmy, że te „reformy” to m.in. likwidacja oddziałów ginekologiczno-położniczych w szpitalach, zamykanie innych oddziałów, problemy ze sfinansowaniem terapii lekowych, wprowadzenie limitów na badania profilaktyczne (w tym pozwalające wykrywać nowotwory) itp. Jak ocenia to społeczeństwo?
Aż 45,4 proc. ankietowanych uważa, że system ochrony zdrowia działa gorzej niż wcześniej. 28,1 proc. uważa, że system działa „zdecydowanie gorzej”, a kolejne 17,3 proc. – że „raczej gorzej”. 37 procent sądzi, że jest tak, jak wcześniej. Zaledwie 1,5 proc. uważa, że jest zdecydowanie lepiej, a 9 proc. że jest raczej lepiej.
Dzisiaj od rana trwa strajk w polskich zakładach ponadnarodowego koncernu.
Dzisiaj wybuchł strajk w polskich zakładach ponadnarodowego koncernu Minova. Zajmuje się on głównie produkcją materiałów przydatnych w górnictwie, nie tylko węglowym, ale także np. wydobyciu miedzi.
Po fiasku kilkumiesięcznych negocjacji z zarządem firmy przeprowadzono wymagane prawem referendum strajkowe. Spełniono wymogi dotyczące frekwencji, a większość głosujących opowiedziała się za przeprowadzeniem akcji strajkowej. Dzisiaj od rana strajkują pracownicy zakładów Minova Arnall w Truskolasach-Golcach (produkuje kotwy dla kopalń) i Minova Ekochem w Siemianowicach Śląskich (kleje, piany i środki do zabezpieczenia górotworów) i w Minova-Ksante w Polkowicach (chemikalia niezbędne dla wydobywania miedzi).
Reprezentanci pracowników domagają się podwyżek płac o 12%, a zarząd oferuje zaledwie 3,4%, czyli de facto wyrównanie inflacyjne, a nie podwyżkę.
Odmowa pracy zaczęła się wraz z pierwszą zmianą i była kontynuowana na kolejnej zmianie. Zakłady zostały także oflagowane. Jutro kontynuacja strajku. Zarząd firmy na razie nie reaguje. W polskich zakładach Minova pracuje około 280 osób. Główną siłą strajku są zakładowe struktury „Solidarności”.
Trwa spór zbiorowy w dużej firmie z sektora motoryzacyjnego.
Jak informuje „Dziennik Zachodni”, trwa i nasila się spór zbiorowy w zakładzie ASK Poland w Bielsku-Białej. Wytwarza on zaawansowaną elektronikę oraz systemy nagłośnieniowe dla branży motoryzacyjnej, m.in. dla marek Porsche, Mercedes i BMW. W Polsce firma działa od roku 1997 i posiada zakłady w Bielsku i pobliskich Wilkowicach. Zatrudnia 860 osób, głównie kobiety.
Od pewnego czasu trwa w firmie spór zbiorowy. Zakładowe struktury „Solidarności” domagają się podwyżek większych niż oferowane przez szefostwo. Władze przedsiębiorstwa zaoferowały zaledwie 225 zł brutto, co oznacza raczej wyrównanie inflacyjne niż faktyczną podwyżkę. Związkowcy zwracają uwagę, że firma jest w dobrej kondycji, przynosi zyski, a jej sytuacja jest znacznie lepsza niż innych podmiotów z branży automotive.
Dzisiaj spotkanie negocjacyjne z udziałem mediatora wyznaczonego przez ministerstwo pracy. Jeśli nie przyniesie ono, tak jak poprzednie, porozumienia, wówczas związkowcy zapowiadają kolejne kroki, w tym strajk ostrzegawczy.
W niedzielę odbył się protest w sprawie obniżenia cen komunikacji miejskiej.
W niedzielę, 17 maja o godzinie 12:00 pod Urzędem Miasta Poznania odbył się protest w sprawie obniżenia cen komunikacji miejskiej. Uczestnicy domagali się obniżki ceny biletu 15-minutowego z 5 zł do 3 zł oraz bezpłatnych przejazdów dla uczniów i studentów.
– „Poznań ma najdroższą komunikację miejską w Polsce” – grzmiał jeden z uczestników zgromadzenia, punktując politykę cenową Zarządu Transportu Miejskiego. Organizatorzy przedstawili analizę kosztów przejazdów w największych polskich miastach, z której wynika, że ceny w stolicy Wielkopolski są bardzo wysokie.

– „Władze miasta z Prezydentem Jaśkowiakiem na czele lekceważą potrzeby transportowe mieszkańców” – mówi Lulu współorganizująca protest. – „Patrzą na transport publiczny z perspektywy osób przemieszczających się wyłącznie autami. Radne i radni nie znają realiów, bo kilka lat temu przyznali sobie bezpłatne przejazdy. Tymczasem tysiące poznaniaków musi wybierać między biletem a innymi podstawowymi potrzebami” – dodaje.
Franciszek Niemczewski z MSK przypomniał, że za podwyżką cen biletów głosowali radni: Magdalena Antolczyk (KO), Zuzanna Bartel (KO), Dorota Bonk-Hammermeister (Lewica-Centrum), Wojciech Chudy (KO), Monika Danelska (KO), Bartłomiej Ignaszewski (KO), Grzegorz Jura (KO), Wojciech Kręglewski (KO), Justyna Kuberka (KO), Tomasz Lewandowski (Lewica-Centrum), Maria Lisiecka-Pawełczak (KO), Paweł Matuszak (KO), Marta Mazurek (KO), Halina Owsianna (Lewica-Centrum), Katarzyna Pampuch (KO), Przemysław Plewiński (Lewica-Centrum), Andrzej Prendke (KO), Andrzej Rataj (KO), Marcin Ruta (KO), Tomasz Stachowiak (KO), Marek Sternalski (KO), Adam Szabelski (Lewica-Centrum), Tomasz Wierzbicki (KO) oraz Małgorzata Woźniak (KO).
Uczestnicy zgromadzenia wskazywali, że bezpłatne przejazdy dla uczniów oferują m.in. Warszawa, Kraków, Wrocław, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, Szczecin, Olsztyn i Zielona Góra. W Poznaniu kiedyś takie ulgi obowiązywały. Protestujący domagali się przywrócenia bezpłatnych przejazdów dla uczniów.
Protest został zorganizowany przez Ruch Klimatyczny Jazda. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, Akcję Socjalistyczną, Partię Zieloni, Lepszy Transport, Poznańską Inicjatywę Pracowniczą i Rozbrat. Organizatorzy zapowiadają, że będą kontynuować starania o obniżenie cen i poprawę jakości komunikacji publicznej w mieście.