Podatek handlowy wejdzie od stycznia?

Podatek handlowy wejdzie od stycznia?

Danina od sklepów wielkopowierzchniowych została wstrzymana do końca 2020 r. Oznacza to, że można zacząć ją pobierać już od początku przyszłego roku.

Jak informuje portal Onet, w wydanej w połowie października tego roku opinii rzecznik generalna Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), Juliane Kokot uznała, że polski podatek od sprzedaży detalicznej nie narusza prawa Unii w dziedzinie pomocy państwa. Jesteśmy bardzo dobrej myśli i oczekujemy pozytywnego wyroku w perspektywie pierwszych miesięcy przyszłego roku. Jeśli żadne działanie legislacyjne nie zostanie podjęte, bo ten podatek został zawieszony na rok 2020, to od 1 stycznia 2021 roku będzie on płacony przez sklepy wielkopowierzchniowe – powiedział w środę w Senacie wiceminister finansów Jan Sarnowski. Zawieszenie wynikało z tego, że nie wiedzieliśmy, jakiego orzeczenia na forum Unii Europejskiej się spodziewać. Teraz, już od października mniej więcej mamy informacje, że będzie to orzeczenie pozytywne.

W lipca 2016 r. Polska uchwaliła ustawę o podatku od sprzedaży detalicznej, która weszła w życie 1 września 2016 r. Podatek ten miał pierwotnie obowiązywać od września 2016 r., ale Komisja Europejska wszczęła postępowanie o naruszenie prawa unijnego przez Polskę w związku z jego wprowadzeniem. Wiosną 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości UE stwierdził nieważność decyzji Komisji.

Następnie podatek handlowy miał obowiązywać od 1 stycznia 2020 r., ale w związku z odwołaniem się KE od niekorzystnego dla niej wyroku TSUE, w grudniu 2019 r. przedłużono jego zawieszenie do 1 lipca 2020 r. W połowie tego roku, z powodu epidemii, został od jednak zawieszony do końca 2020 r.

Ustawa zakłada, że podatek będą płacić sprzedawcy, którzy osiągnęli w danym miesiącu przychód ze sprzedaży detalicznej ponad 17 mln zł. Przewidziano dwie stawki podatku: 0,8 proc. od nadwyżki przychodu powyżej 17 mln zł do 170 mln zł miesięcznie oraz 1,4 proc. od nadwyżki przychodu ze sprzedaży ponad 170 mln zł miesięcznie. Ustawa nie dotyczy sprzedaży przez internet.

Szacowane przychody z podatku wyniosą 1,5-2 miliardy rocznie.

 

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Szkocja zapewni darmowe podpaski i tampony

Szkocja zapewni darmowe podpaski i tampony

Na mocy nowej ustawy Szkocja zapewni miesiączkującym osobom darmowy dostęp do potrzebnych im produktów higienicznych. To pierwsza taka inicjatywa na świecie.

Jak informuje „The Guardian”, Szkocja stała się pierwszym krajem na świecie, który zapewnił swobodny i powszechny dostęp do produktów menstruacyjnych. Wydarzyło się to po czteroletniej kampanii, która zasadniczo zmieniła publiczny dyskurs wokół menstruacji.

Ustawa o Produktach Miesiączkowych (i ich bezpłatnym zapewnieniu), która przeszła jednogłośnie przez ostatni etap głosowań we wtorek wieczorem, nałoży na władze lokalne prawny obowiązek udostępnienia produktów menstruacyjnych wszystkim, którzy ich potrzebują. Opiera się na przykładzie rad miast takich, jak rada North Ayrshire, która od 2018 roku umieszcza bezpłatne tampony i podpaski higieniczne w swoich budynkach użyteczności publicznej.

Kampanii – wspieranej przez ogólnokrajowe grupy oddolne – przewodziła rzeczniczka szkockiej Partii Pracy, Monica Lennon, która powiedziała Guardianowi, że to był „dzień dumy dla Szkocji”.

Według organizacji charytatywnych podczas pandemii koronawirusa narastało ubóstwo menstruacyjne – walka wielu osób, by co miesiąc móc zapłacić za podstawowe produkty sanitarne. Wcześniejsze badania przeprowadzone przez grupę Women for Independence wykazały, że prawie jedna na pięć kobiet doświadczyła takiego rodzaju ubóstwa, które miało znaczący wpływ na jej higienę, zdrowie i dobre samopoczucie.

Nowe ustawodawstwo wprowadzi również wymóg bezpłatnego zapewniania takich produktów przez szkoły, college i uniwersytety.

Walka o godność

Walka o godność

Byli pracownicy sklepów sieci Biedronka po przegraniu procesu z Jeronimo Martins o naruszenie dóbr osobistych muszą zapłacić wysokie koszty sądowe. Żyjący z rent i emerytur byli pracownicy nie są w stanie zebrać tych pieniędzy. Pomóżmy im!

Przedmiotem postępowania sądowego było naruszenie dóbr osobistych w postaci godności i prawa do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy w czasie zatrudnienia skarżących (do sierpnia 2004 r.) w sklepach należących do sieci Biedronka. Byli pracownicy domagali się od Jeronimo Martins przeprosin i zadośćuczynienia pieniężnego.

Ośmiu byłych pracowników żądało zadośćuczynienia za lata pracy w skrajnie ciężkich warunkach. To były lata wyzysku oraz naruszania ich godności poprzez zmuszania do pracy w warunkach urągających BHP, na przykład braku chociaż jednego wózka elektrycznego, a także za utracone zdrowie – ocenił mec. Obara, pełnomocnik byłych pracowników.

Niestety przegrali jednak proces o naruszenie dóbr osobistych w sądach zarówno w I, jak i II instancji. Przegrana wiąże się też z dużymi kosztami sądowymi, jakie byli pracownicy muszą zapłacić Biedronce za ich prawników.

W pierwszej instancji koszty te wyniosły 2,7 tys. zł na osobę (łącznie ponad 20 tys. złotych), a w drugiej – 2265 zł (łącznie ponad 17 tys. zł). Część kosztów w kwocie około 20 tys. złotych za byłych pracowników Biedronki uiścił ich pełnomocnik pro bono. Do zapłaty pozostało jeszcze nieco ponad 17 tys. złotych. Przegrani byli pracownicy są osobami schorowanymi, wyniszczonymi, utrzymującymi się z rent czy emerytur w wysokości 1200 – 1400 złotych lub pracujący dorywczo. Wszystko wskazuje więc na to, że u byłych pracowników Biedronki niebawem może pojawić się komornik, zajmując sprzęty domowe czy renty. Dlatego zwracamy się za pośrednictwem mediów o nagłośnienie tej sprawy oraz udział w zbiórce na jednym z portali.

Zachęcamy do wsparcia zbiórki: https://zrzutka.pl/r4wjk6

 

 

Będzie wolniej i bezpiecznej?

Będzie wolniej i bezpiecznej?

Rada Ministrów przyjęła opracowany przez Ministerstwo Infrastruktury projekt ustawy zwiększający bezpieczeństwo na drogach. Mowa w nim m.in. ograniczeniu prędkości na terenie zabudowanym w nocy do 50 km/h i o pierwszeństwie pieszych na pasach.

O sprawie informuje portal obserwatorgospodarczy.pl. Projekt był gotowy już w grudniu ubiegłego roku, po czym trafił do zamrażarki sejmowej. Czemu? Bo proponuje on szereg dość rewolucyjnych zmian zwiększających bezpieczeństwo na polskich drogach. Jakie są jego założenia?

Jednym z postulatów jest zrównanie prędkości w terenie zabudowanym w dzień i w nocy. Dotychczas w dzień można było jeździć z prędkością 50 km/h, a w godzinach nocnych 60 km/h. Niedługo ma zacząć obowiązywać tylko ta niższa prędkość przez całą dobę.

Kolejnym przepisem jest bezwzględne pierwszeństwo pieszych nie tylko na pasach, jak to było dotychczas, ale także w rejonie przejścia dla pieszych. To znaczy, że kierowcy będą mieli obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszym już wtedy, gdy będą oni mieli zamiar przejść przez jezdnię. Będzie to wymagało od kierowców zachowania szczególnej ostrożności.

Po stronie pieszych również pojawią się nowe obostrzenia. Piesi będą mieli zakaz korzystania z telefonu komórkowego podczas przechodzenie przez przejścia dla pieszych.

Kolejny ciekawy przepis to zakaz jazdy na zderzaku na drogach ekspresowych i autostradach. Niezachowanie odstępu jest, zaraz po prędkości, najczęstszą przyczyną wypadków na polskich trasach szybkiego ruchu. W projekcie zaproponowano, by bezpieczna odległość wyrażona w metrach wynosiła połowę prędkości, z którą się przemieszczamy. Jeśli jedziemy 100 km/h, to bezpieczna odległość wynosi 50 metrów.

Nowe przepisy są nadal na etapie projektu, który będzie teraz czytany i głosowany w Sejmie.