Piesi nadal w odwrocie

Piesi nadal w odwrocie

Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił o zmianę przepisów tak, by piesi mieli pierwszeństwo, zanim wejdą na pasy. Powołuje się m.in. na zapisy w kodeksach drogowych państw Europy Zachodniej. Jego zdaniem zmniejszyłoby to liczbę potrąceń. Ministerstwo Infrastruktury rozwiewa jednak nadzieje – zmiany prawa nie będzie.

Pieszy powinien mieć pierwszeństwo już w momencie zasygnalizowania zamiaru przejścia przez pasy – tak twierdzi Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich. Jako argument podaje podobne rozwiązania prawne, które obowiązują we Francji, Norwegii czy Szwajcarii.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka o rozważenie zainicjowania zmiany Prawa o ruchu drogowym przez przyznanie pierwszeństwa pieszym, którzy oczekują na przejście przez jezdnie lub na nie wkraczają. Wystąpienie było efektem spotkań Adama Bodnara z przedstawicielami stowarzyszeń Miasto Jest Nasze i Piesza Masa Krytyczna.Obecnie, pieszy ma pierwszeństwo na jezdni, kiedy wejdzie na przejście. Ale nie wcześniej. Prawo o ruchu drogowym nakazuje zaś kierowcy zachowanie szczególnej ostrożności przy zbliżaniu się do przejścia. Nie odnosi się jednak do sytuacji, gdy pieszy zamierza wejść na przejście lub właśnie na nie wkracza.

W 2017 r. w Polsce doszło do 32 760 wypadków drogowych (w 25 proc. z udziałem pieszych). Śmierć poniosło 873 pieszych, a rannych zostało 7587. Do śmierci pieszego dochodziło w co piątym potrąceniu wskutek nadmiernej prędkości auta. Główną przyczyną potrąceń było nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu – wynika z danych Komendy Głównej Policji. 

Zasada, że pieszy ma pierwszeństwo jeszcze przed wejściem na przejście, obowiązuje w krajach skandynawskich i w większości państw Europy Zachodniej (we Francji, Belgii, Holandii, Szwajcarii, Austrii, Niemczech).

W Norwegii i we Francji kierowca ma obowiązek zatrzymania się przed przejściem nawet wtedy, gdy człowiek stojący w pobliżu nie wykazuje wyraźnego zamiaru przejścia przez jezdnię, a jedynie zbliża się do jezdni. Liczba wypadków z udziałem pieszych jest w tych krajach znacznie niższa niż w Polsce.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Co dalej z odpadami?

Co dalej z odpadami?

Trwają niekończące się dyskusje nad systemem kaucji za opakowania sprzedawane w polskich sklepach. Teoretycznie od 2020 r. ma obowiązywać kaucja za opakowania z makulatury, szkła i plastiku. W praktyce – nikt nic nie wie.

Minister środowiska Henryk Kowalczyk powiedział dziś w Radiu Plus, że takie rodzaje kaucji powinny w Polsce obowiązywać, a plany te zostaną zrealizowane w pierwszym półroczu 2020 r. Jednocześnie resort nie podaje informacji o wysokości kaucji ani sposobach odbioru opakowań.

W 2017 r. resort środowiska przeprowadził analizę, według której wprowadzenie w Polsce systemu kaucyjnego opartego na automatach przyjmujący opakowania to koszt 19-24 mld zł. Prowadzenie przez pięć lat systemu kaucji opartego w całości o automatyczną zbiórkę odpadów przy pomocy specjalnych maszyn rozmieszczonych w sklepach kosztowałoby ok. 24 mld zł. Koszt takiej maszyny, w zależności od wielkości, waha się od 75 tys. zł do 160 tys. zł, a trzeba byłoby ich postawić ok. 118 tys.

Inny scenariusz to system mieszany. Byłoby to połączenie zbiórki w automatach w większych sklepach z możliwością zwrotu np. butelek w mniejszych jednostkach. Pięcioletni koszt wprowadzenia takiego systemu to ok. 19 mld zł.

Kaucja powinna być. Nie chcę tu mówić o pieniądzach konkretnych, natomiast powinna być taka, żeby się opłacało temu, który jest konsumentem i ma to opakowanie, odnieść do skupu. Czyli żeby dla niego to był „towar warty zainteresowania”, żeby nie trzeba było porzucać. Tak jak złom w tej chwili nie jest porzucany – zawsze gdzieś tam go odnosimy. (…) Tak pozostałe produkty – makulatura, szkło, plastik – wszystkie rzeczy, jeśli się im nada wartość w ten sposób, to wtedy będzie można odnieść do skupu – mówił minister.

Pod koniec maja ubiegłego roku. państwa członkowskie UE przyjęły tzw. pakiet odpadowy (nowelizacja sześciu dyrektyw), których celem jest znaczne ograniczenie powstawania odpadów oraz zintensyfikowanie recyklingu odpadów komunalnych i opakowaniowych. Regulacje wyznaczają m.in. nowe cele dla ponownego użycia i recyklingu odpadów komunalnych.

Do 2025 roku kraje UE zobowiązane są zagospodarować w ten sposób 55 proc. odpadów, do roku 2030 – 60 proc., a do 2035 roku – 65 proc. Obecne przepisy zobowiązują państwa członkowskie do zagospodarowania (recyklingu i ponownego użycia) – 50 proc. odpadów w roku 2020.

Dość pracy ponad siły

Dość pracy ponad siły

Pracownicy centrum dystrybucyjnego firmy kosmetycznej Avon nie zgadzają się na przymusowe nadgodziny. Kilka dni temu solidarnie opuścili stanowiska pracy i poszli do domów.

Jak pisze serwis egarwolin.pl, pracodawca męczył swoich pracowników rozdając im nakazy pracy oraz groził naganami za niepozostanie w pracy na kolejne „dwunastki”. W magazynie Avon Distribution Polska sp. z.o.o istnieje Międzyzakładowa Komisja OZZ Inicjatywa Pracownicza. powstała na początku kwietnia tego roku. W pierwszym tygodniu do związku zapisało się już 45 osób na 359 zatrudnionych. Od razu też rozszerzyli działalność na Agencję Pracy Tymczasowej Randstad, przez którą pracuje w magazynie około 50 osób.

Łącznie w Avon Distribution i Avon Operation (2 oddzielne spółki) pracuje około 1700 osób. Jeszcze kilkanaście lat temu pracowało tam 3000 ludzi, ale w wyniku automatyzacji pracy firma mocno okroiła załogę. W Avon Distribution jest kilka działów, największy to dział operacyjny, gdzie w większości pracują kobiety. Stali pracownicy mają umowy o pracę na czas nieokreślony. Praca jest dwuzmianowa w systemie równoważnym, co przy rocznym okresie rozliczeniowym i zwiększonej ilości pracy, powoduje że są takie tygodnie, w których przepracowuje się kilka tzw. dwunastek – informuje Komisja Inicjatywy Pracowniczej w Avon.

Dzień 21.06.2019 przelał już zupełnie czarę goryczy, gdy Avon zażądał od pracowników zmiany kolejnej obecności na nadgodzinach. Niemal wszyscy odmówili i solidarnie wyszli do domu. Niemal wszyscy pracownicy drugiej zmiany także odmówili pracy. Wielu pracowników uzasadniało odejście od stanowisk, poza wyżej wskazanymi powodami, także swoją sytuacją rodzinną. Pracownicy pracując przez wiele dni pod rząd 12 godzin dziennie zaniedbują swoje rodziny.

Członkowie Międzyzakładowej Komisji OZZ Inicjatywa Pracownicza przy AVON podkreślają, że pracownicy firmy żądają od pracodawcy prawdomówności, przywrócenia im ośmiogodzinnego czasu pracy, który normalnie funkcjonował w poprzednim roku oraz dobrowolnych godzin nadliczbowych, które też funkcjonowały w minionym roku, zamiast nadgodzin narzucanych pod groźbą represji. – Jeśli pracodawca nie spełni powyższych postulatów, nie zmniejszy presji i nie poprawi warunków naszej pracy, powinien liczyć się z ryzykiem kolejnych opóźnień w realizacji zamówień. Nasz związek zawodowy rozważa wejście w spór zbiorowy w zakresie warunków pracy w Avon. Zaznaczamy także, że jeśli zajdzie taka konieczność podejmiemy niezbędne kroki prawne w obronie pracowników, którzy w piątek opuścili stanowiska pracy – dodaje związek zawodowy.

Młodzi nie chcą pracować w szkołach

Młodzi nie chcą pracować w szkołach

We wrześniu w polskich szkołach może zabraknąć aż 3 tys. nauczycieli. Problem jest częściowo spowodowany podwójnym rocznikiem, ale także niskimi zarobkami w tej branży. Pomimo zmian demograficznych będzie narastał.

Z list ofert pracy dla nauczycieli zamieszczonych na stronach kuratoriów oświaty wynika, że szkoły i placówki oświatowe poszukują ponad 9 tys. nauczycieli. 1/3 wakatów występuje w czterech miastach: w Warszawie, Krakowie, we Wrocławiu i Łodzi. Kuratorium uspokaja, że podczas wakacji taka liczba wakatów jest normalna (nauczyciele zmieniają szkoły i są pomiędzy umowami), a od września problem będzie dotyczył jednej trzeciej tej liczby. Związki podkreślają jednak, że jest poważny i będzie narastał.

Renata Kaznowska, wiceprezydentka Warszawy, mówi, że w szkołach podstawowych brakuje 1,7 tys. nauczycieli, a 1,4 tys. w szkołach ponadpodstawowych, największe niedobory zaś występują wśród nauczycieli języka angielskiego, matematyki, wychowania fizycznego oraz praktycznej nauki zawodu. Miasto potrzebuje też zatrudnić 600 nauczycieli do pracy w przedszkolach i 400 pedagogów specjalnych.

Wszystko wskazuje na to, że problem braku kadr dotyczy nie tylko Warszawy – borykają się z nim przede wszystkim duże miasta, w których łatwo o atrakcyjną pracę poza oświatą. Świadczą o tym oferty pracy dla nauczycieli (oraz ich liczba), które są zamieszczane na stronach kuratoriów oświaty. Mimo depopulacji i zmniejszania się liczby dzieci w szkołach, na nauczycieli czeka łącznie blisko 9100 ofert pracy, z czego ponad 2800 w miastach wojewódzkich.

Wiele ofert pracy zamieszczonych na stronach kuratorów oświaty dotyczy pojedynczych godzin, np. dwóch czy czterech godzin tygodniowo. I wiele z nich ma bardzo krótki okres ważności. To ważne informacje dla nauczycieli, którzy potrzebują uzupełnić etat lub dorobić, ale nie jest to praca, którą można potraktować jako podstawową.

Jakich nauczycieli brakuje? Przede wszystkim nauczycieli zawodów, matematyków, nauczycieli nauczania wczesnoszkolnego, nauczycieli języków obcych.

Jak komentuje Roman Laskowski, członek prezydium KSOiW NSZZ „Solidarność”: Z naszego punktu widzenia problemy z nauczycielami będą coraz większe. Jeszcze 10 lat temu na wydziałach pedagogicznych lub zbliżonych do pedagogicznych studiowało 25-30 proc. młodzieży. Rok temu te badania wskazywały, że tego typu studia wybrało tylko 7 proc. młodych ludzi. To jest ogromny ubytek i zarazem najlepszy dowód na to, że skoro nauczyciel w Polsce jest tak kiepsko wynagradzany, to młodzież nie garnie się do tego zawodu. Obecnie młodzież bardzo konkretnie podchodzi do zawodu, wybierając taki, w którym może jakoś zarobić. I to ma znaczenie. Podsumowując, nauczycieli jest za mało, a będzie jeszcze mniej, a w szczególności będzie brakowało nauczycieli zawodów, bo tutaj większość fachowców wybiera pracę w swoim zawodzie.