Ratownicy wywalczyli podwyżki

Ratownicy wywalczyli podwyżki

Od stycznia 2019 r. 16 tysięcy ratowników medycznych otrzyma podwyżki w wysokości 400 zł brutto miesięcznie. To nieco ponad 200 zł netto.

O sprawie informuje śląsko-dąbrowska „Solidarność”. Podwyżki mają zostać wypłacone w formie dodatku do wynagrodzenia. Po odprowadzeniu składek podwyżka wyniesie ok. 228 zł „na rękę”.

Środki na ten cel będą pochodziły z Narodowego Funduszu Zdrowia. To trzecia podwyżka od lipca 2017 r. Ratownicy medyczni domagali się takiego samego wzrostu płac, jaki w 2015 r. minister zdrowia Marian Zembala przyznał pielęgniarkom, czyli 4 razy 400 zł brutto.

Związkowcy chcą także doprowadzić do włączenia dodatków do płacy zasadniczej ratowników medycznych. „Jeżeli pracownik otrzymuje jakieś pieniądze w formie dodatku do wynagrodzenia, to nigdy nie ma stuprocentowej pewności, że ten dodatek za kilka lat nie zostanie mu odebrany” – mówi Łukasz Fica, przewodniczący Solidarności w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Tanio, ale niebezpiecznie

Tanio, ale niebezpiecznie

Komisja Europejska alarmuje – aż 28 proc. polskich aut ma problemy z ogumieniem. Część Polaków kupuje opony z drugiej ręki, na giełdach lub szrotach.

Analiza Komisji Europejskiej z 2017 r. pokazuje, że średnia dla problemów z oponami wynosi dla krajów Unii Europejskiej 20 proc. W Polsce ta średnia jest wyższa – ponad jedna czwarta kierowców jeździ na oponach starych, wadliwych, niskiej jakości, źle przechowywanych lub dla oszczędności nabytych z niepewnego źródła. Opony używane mogą mieć uszkodzenia wewnętrzne, które nie ujawnią się na początku eksploatacji, ale mogą spowodować nagłą awarię i doprowadzić do wypadku.

Jak pisze serwis wyborcza.biz, oszczędność jest jednak pozorna, bo stosowanie używanych opon zamiast nowych zwiększa spalanie paliwa, a więc i tak powoduje wzrost kosztów.

Sekretariaty zastrajkują

Sekretariaty zastrajkują

W poniedziałek 10 grudnia ma się rozpocząć akcja protestacyjna pracowników sekretariatów sądowych w całej Polsce. Protestujący domagają się podwyżek płac w wysokości 1000 zł miesięcznie.

O sprawie informuje pulshr.pl. Według jego informacji protest będzie nieoficjalny w tym sensie, że pieczy nad nim nie obejmie żaden związek zawodowy. Formalnie wielu pracowników sądu jest zrzeszonych w Związku Zawodowym Pracowników Wymiaru Sprawiedliwości RP, ale akcję protestacyjną planują bez jego pomocy.

Protest ma polegać na braniu masowych zwolnień z pracy, tzw. L-4, czyli opierać się będzie na tych samych zasadach co listopadowy protest policjantów. W ubiegłym roku 13 listopada odbył się protest pracowników i pracownic sekretariatów pod siedzibą KPRM, wielu pracowników honorowo oddało krew. W tym roku akcja miałaby odbyć się w dniach 10-21 grudnia.

– Potwierdzam, że mamy taki plan. Oczywiście wszystko nieoficjalnie. Ale sędziowie już wiedzą, że nie będzie miał kto protokołować. No, może poza kierowniczkami sekretariatów. W sądach będą problemy – zapowiada anonimowe źródło portalu Tok.fm.

Protokolantów oraz pracowników sekretariatów zdenerwował list od ministra sprawiedliwości, wysłany przez niego pod koniec listopada. Zbigniew Ziobro zawarł w nim „wyrazy wdzięczności i uznania za ciężką pracę i wysiłek wkładany w wykonywanie powierzonych obowiązków”, obiecał tez jednorazowe świąteczne nagrody w wysokości 700 zł.

Mieszkańcy Luksemburga pojeżdżą za darmo

Mieszkańcy Luksemburga pojeżdżą za darmo

Nowy rząd Luksemburga planuje zwolnienie wszystkich korzystających ze środków transportu publicznego od opłat za przejazd.

Jak pisze portal independent.co.uk, nowa koalicja obiecuje, że od lata 2019 r. nie będzie trzeba płacić za przejazd pociągiem, autobusem ani tramwajem. Bilety po prostu przestaną istnieć, ale i teraz kładzie się nacisk na ich niską cenę – dwugodzinny przejazd kosztuje tylko 2 euro. Luksemburg jest tak niewielkim krajem, że za tę kwotę można dojechać właściwie wszędzie na jego terenie. Kto chce skorzystać z pierwszej klasy, musi wysupłać 3 euro. Bilet całodniowy na wszystkie środki transportu, łącznie z miejskimi, to koszt 4 euro.

Skąd pieniądze na sfinansowanie tego ruchu? M.in. z oszczędności na produkcji, przetwarzaniu i sprawdzaniu biletów.

Żadne inne państwo jak do tej pory nie wyeliminowało opłat za wszystkie dostępne na jego terenie środki transportu. Niektóre z krajów europejskich rezygnują z opłat za jazdę po mieście lub ustalają sztywne ceny na poziomie 1 euro za przejazd na dłuższych trasach (np. Francja).

[Zdjęcie: Negative Space; pexels.com]