Polacy zaczynają się bać

Polacy zaczynają się bać

Pandemia spowodowała, że obawy Polaków związane z możliwością utraty pracę są najwyższe od 10 lat. Jedna czwarta z nas ryzyko utraty zatrudnienia ocenia obecnie jako duże.

Ze specjalnej edycji raportu „Monitor Rynku Pracy” zrealizowanego przez Instytut Badawczy Randstad wynika, że 26 proc. pracowników obawia się, że ryzyko zwolnienia z posady jest wysokie. Jak pisze portal pulshr.pl, utraty obecnego zatrudnienia najbardziej obawiają się sprzedawcy i kasjerzy (36 proc.), niewykwalifikowani robotnicy (36 proc.), a także kadra zarządzająca oraz pracownicy biurowi.

Prawie połowa zatrudnionych liczy się ze zmniejszeniem wynagrodzenia, 25 proc. boi się zwolnienia, a 16 proc. wizji likwidacji firmy. Odsetek osób, które uważają, że znajdą nową pracę, spadł do 75 proc. z 89 proc.

Tylko 19 proc. Polaków uważa, że szanse na ich zwolnienie są umiarkowane, natomiast 27 proc., że małe.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Hiszpański sposób na wirusa

Hiszpański sposób na wirusa

Rząd Hiszpanii pracuje nad wprowadzeniem dochodu podstawowego, by podźwignąć gospodarkę kraju po epidemii koronawirusa.

Jak informuje Business Insider, nad wprowadzeniem dochodu podstawowego w Hiszpanii pracuje ministerstwo bezpieczeństwa społecznego. Ma on służyć przede wszystkim rodzinom, jak wyjaśnia Natalia Calvino, wicepremierka i minsterka gospodarki.

Nie wiadomo jednak, czy dochód ma objąć wszystkich obywateli, czy tylko same rodziny z dziećmi, jednak Hiszpania jest zdeterminowana, by wprowadzić go „tak szybko, jak to możliwe”. W Europie jest ona najbardziej dotkniętym przez koronawirus krajem, po Włoszech. Zmarło tam ponad 13 tysięcy osób.

Wysokie kary dla spekulantów

Wysokie kary dla spekulantów

UOKiK zapowiada wysokie, sięgające nawet 5 mln zł kary za sztuczne zawyżanie cen. W marcu nadmiernie podrożało bardzo wiele podstawowych produktów spożywczych i higienicznych, m.in. mięso drobiowe.

Prezes UOKiK wyjaśnił w rozmowie z PAP, że zgodnie z zapisami podpisanej przez prezydenta Andrzeja Dudę tarczy antykryzysowej, minister rozwoju będzie mógł określić w rozporządzeniu kategorie produktów zagrożonych nieuzasadnionym wzrostem cen i ich ceny maksymalne, za których przekroczenie przewidziano dotkliwe kary finansowe. Odpowiednie inspekcje dostały nowe uprawnienia pozwalające ukrócić nieuczciwe zachowania przedsiębiorców w stanie epidemii, w tym sankcje wynoszące od 5 tys. zł do 5 mln zł za tego typu działania. Mogą je nakładać inspekcje: sanitarna, farmaceutyczna, jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych oraz handlowa.

Nowe przepisy pozwolą na przeprowadzanie w placówkach handlowych kontroli cen bez wcześniejszego zawiadamiania. Jak mówi PAP szef UOKiK Tomasz Chróstny: Nieuczciwi sprzedawcy korzystają z ograniczeń w przemieszczaniu się i funkcjonowaniu części placówek handlowych. Konkurencja jest ograniczona, a mechanizm wolnorynkowy swobody ustalania cen nie działa prawidłowo. Porównanie ofert, w tym cen, i wybranie tej najbardziej atrakcyjnej dla naszego portfela, stało się bowiem utrudnione, na czym znacząco tracą konsumenci. Dochodzi do tego wykorzystanie lęku czy strachu przez sprzedawców w czasie pandemii. Tracą na tym uczciwe przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe.

Jako przykład podał ceny mięsa drobiowego, które w marcu, w porównaniu do lutego, poszybowały w górę nawet o 30 proc. Według Chróstnego takiego wzrostu nie da się uzasadnić ani logistyką, ani kosztami zabezpieczenia pracowników.

UOKiK wraz z Inspekcją Handlową wciąż prowadzi monitoring cen w sklepach stacjonarnych i w internecie, by zdiagnozować i ocenić, których kategorii produktów w sposób nieuzasadniony znacząco rosną. Równolegle Urząd walczy z nieuczciwymi przedsiębiorcami, którzy wykorzystują epidemię koronawirusa w Polsce i wprowadzają konsumentów w błąd. Zauważyliśmy również, że wróciła praktyka nieuwidaczniania cen tylko po to, by móc różnicować cenę w zależności od oceny zasobności portfela klienta – jeżeli sprzedawca widzi, że konsument, który dokonuje zakupu, może być osobą zamożniejszą, to podaje wyższą cenę. Takie praktyki są już teraz zagrożone karą w wysokości do 40 tys. zł, nakładaną przez inspektora Inspekcji Handlowej. Niezgodne z prawem są również oferty wprowadzające konsumentów w błąd co do właściwości produktu, np. leczniczych czy ochronnych. W tym przypadku UOKiK może nałożyć sankcję do 10 proc. rocznego obrotu – zaznaczył prezes.

Tymczasowi idą pod nóż

Tymczasowi idą pod nóż

Większość europejskich fabryk motoryzacyjnych zatrzymała produkcję ponad dwa tygodnie temu. Oznacza to falę zwolnień. Jako pierwsi pod nóż idą pracownicy tymczasowi i agencyjni.

Jak informuje portal pulshr.pl, większość europejskich fabryk zatrzymała produkcję średnio na 16 dni, ale pojawiają się już informacje o wydłużeniach wielu przestojów do drugiej połowy kwietnia. Podobne wiadomości podały ostatnio m.in. firmy produkujące samochody także w Polsce: Volkswagen, Opel i Fiat. Przestoje spowodowane wirusem sprawiły, że w Europie, jak się szacuje, nie wyprodukowano już około miliona aut, które powstałyby w okresie zamknięcia.

Tak wielkie spadki produkcji tworzą zagrożenie dla zatrudnienia. Pierwsze redukcje miejsc pracy już za nami. Praktycznie do zera spadła liczba pracowników tymczasowych w przemyśle motoryzacyjnym.

Według ACEA (stowarzyszenia europejskich producentów samochodów) przestoje zagrażają 1,11 mln spośród 2,6 mln pracowników zatrudnionych bezpośrednio przy produkcji samochodów; w Polsce to co najmniej 17,3 tys. osób. Każde miejsce pracy stracone przy bezpośredniej produkcji wiąże się z utratą kilku zatrudnionych w zakładach dostawców. Dane ACEA wskazują, że na naszym kontynencie mamy 229 zakładów produkujących lub składających samochody osobowe, vany i autobusy. Bezpośrednio i pośrednio zapewniają pracę 13,8 mln ludzi.

Polskie zakłady z powodu przerw nie wyprodukowały już ponad 43 tys. aut. Z naszych fabryk już zniknęli niemal wszyscy pracownicy tymczasowi.