Od wakacji czekają nas drakońskie podwyżki cen biletów na ośmiu kluczowych trasach w Polsce.
Z Warszawy do Zakopanego za bilet zapłacisz 171 zł zamiast 71. Z Olsztyna do Krakowa 171 zł zamiast 76. Z Bydgoszczy do Lublina 171 zł zamiast 73. Te same pociągi, te same godziny, te same postoje – tylko cena nawet trzykrotnie wyższa. Z jedną „rekompensatą” ze strony przewoźnika: darmową butelką wody mineralnej.
Od 14 czerwca 2026 r. PKP Intercity zamierza przekształcić osiem kluczowych połączeń krajowych z pociągów dotowanych (PSC) w pociągi komercyjne (EIC). Minister infrastruktury Dariusz Klimczak (PSL) w odpowiedzi na interpelację posła Michała Moskala (PiS) przyznał: nie wniósł sprzeciwu, choć mógł. Średnio na ośmiu trasach Polacy zapłacą ponad dwa razy więcej. „Ceny biletów to nie moja sprawa” – odpowiada resort.
W lutym 2026 r. PKP Intercity złożyło w Urzędzie Transportu Kolejowego osiem powiadomień o zamiarze uruchomienia pasażerskich połączeń komercyjnych w ramach tzw. otwartego dostępu. Decyzja ma wejść w życie 14 czerwca 2026 r. i obowiązywać do czerwca 2031 r. W praktyce oznacza to wyłączenie tych pociągów z umowy o świadczenie usług publicznych (PSC), czyli z systemu, w którym państwo dopłaca przewoźnikowi do każdego biletu, utrzymując ceny na poziomie dostępnym dla zwykłego pasażera.
Najbardziej uderzający jest sposób, w jaki to się odbywa. Jak wynika z interpelacji posła Moskala, przewoźnik zamierza zachować dokładnie te same relacje, te same godziny odjazdów oraz te same postoje (w tym w mniejszych miejscowościach i powiatowych ośrodkach). Pasażer wsiada do dokładnie tego samego pociągu, w tym samym miejscu, o tej samej godzinie – ale płaci nawet trzy razy więcej. Cała operacja sprowadza się do zamiany szyldu z „IC” na „EIC” i automatycznej drastycznej podwyżki cen biletów.
Wnioski dotyczą ośmiu kluczowych krajowych tras: Warszawa – Zakopane (4 pary pociągów dziennie plus 1 para skrócona Kraków–Zakopane), Bydgoszcz – Lublin przez Warszawę (4 pary), Gdynia – Bielsko-Biała przez Bydgoszcz i Łódź (3 pełne pary plus 2 skrócone), Gdynia – Wrocław przez Bydgoszcz i Poznań (8 par co ok. 2 godziny), Gdynia – Łódź Fabryczna przez Warszawę (4 pary), Olsztyn – Kraków przez Warszawę i Radom (4 pary), Szczecin – Kraków przez Poznań i Łódź (3 pełne pary plus 1 skrócona) oraz Szczecin – Przemyśl przez Wrocław i Kraków (2 pełne pary plus skrócone odcinki Szczecin–Wrocław, Szczecin–Kraków, Wrocław–Przemyśl). To trasy, którymi codziennie podróżują tysiące Polaków – studenci wracający do domów, pracownicy dojeżdżający do dużych ośrodków, turyści w sezonie wakacyjnym. Co ważne, większość z tych pociągów obsługuje również mniejsze miejscowości – Grodzisk Mazowiecki, Opoczno, Włoszczowę, Miechów, Mławę, Ciechanów, Skarżysko-Kamienną, Kielce, Rawicz, Żmigród, Oborniki Śląskie, Stargard, Konin, Tomaszów Mazowiecki – dla których kolej jest często jedynym szybkim środkiem transportu publicznego.
W odpowiedzi na interpelację poselską z 8 maja 2026 r., podpisanej z upoważnienia ministra Klimczaka przez podsekretarza stanu Piotra Malepszaka, ministerstwo przyznało, że zostało powiadomione o ośmiu wnioskach, ale „odstąpiło od składania wniosków do Prezesa UTK o badanie równowagi ekonomicznej”. Mówiąc wprost: rząd miał ustawowe narzędzie, by zakwestionować te wnioski – i z niego nie skorzystał. Najbardziej uderzające jest ostatnie zdanie odpowiedzi: „kwestia cen biletów na pociągi komercyjne (…) znajduje się poza zakresem właściwości ministra właściwego do spraw transportu (Przewoźnik posiada autonomię decyzyjną w zakresie kształtowania cen takich połączeń)”.
– „Minister Klimczak po prostu umył ręce. Obecny Rząd mógł zareagować, miał ustawowe narzędzia, by chronić pasażerów. Nie zrobił nic. A teraz tłumaczy, że ceny biletów to nie jego sprawa, bo PKP Intercity ma autonomię przy określaniu cen biletów EIC. To kpina z każdego, kto codziennie wsiada do pociągu” – komentuje poseł Michał Moskal.
Analiza opiera się na dwóch jawnych dokumentach PKP Intercity: cenniku usług przewozowych z 10 listopada 2025 r. oraz publicznie dostępnych danych o odległościach kolejowych poszczególnych tras. Po przekształceniu pociągu z kategorii IC w kategorię EIC obowiązuje cena bazowa EIC, która dla relacji krajowych powyżej około 150 km wynosi jednolicie 171 zł w klasie 2 i 244 zł w klasie 1.
Średnio na ośmiu trasach bilet w klasie 2 podrożeje z 80 zł do 171 zł – o 91 zł, czyli o blisko 115 procent. Procentowe podwyżki wahają się od 73% do 141%. W pierwszej klasie wzrosty będą jeszcze wyższe. Ulgi ustawowe (m.in. 51% dla studentów do 26 lat, 37% dla uczniów do 24 lat) obowiązują również w pociągach EIC, ale procentowy wzrost cen pozostaje identyczny – student zapłaci po prostu połowę tej dwukrotnie wyższej kwoty.
– „To nie są abstrakcyjne procenty. To są konkretne pieniądze wyjmowane z portfeli rodzin. Pracownik z Bydgoszczy jadący służbowo do Lublina zapłaci 171 zł zamiast 73. Mieszkaniec Olsztyna jadący do Krakowa będzie musiał zostawić w kasie 171 zł zamiast 76 zł. Czteroosobowa grupa jadąca na wakacje z Warszawy do Zakopanego wyda dziś 284 zł, po zmianie – 684 zł. To 400 zł więcej za jedną podróż w jedną stronę” – wylicza poseł Moskal.
Większość z ośmiu wnioskowanych pociągów to składy tranzytowe, zatrzymujące się na kilkunastu stacjach pośrednich. Komercjalizacja takiego pociągu oznacza, że cenę EIC zapłacą wszyscy pasażerowie wsiadający lub wysiadający na którejkolwiek stacji, nie tylko ci pokonujący pełną trasę. Przykładowo pociągi w relacji Bydgoszcz – Warszawa – Lublin (m.in. IC Rejewski, IC Inka, IC Kujawiak) zatrzymują się w Solcu Kujawskim, Toruniu Głównym, Kutnie, Łowiczu, Sochaczewie, Warszawie Zachodniej, Centralnej i Wschodniej, Otwocku, Pilawie, Dęblinie, Puławach i Nałęczowie. Po komercjalizacji mieszkańcy każdej z tych miejscowości zapłacą cenę EIC, dojeżdżając tym pociągiem dokądkolwiek.
Pasażerowie mogą jednak pocieszyć się jedną „rekompensatą” za trzykrotną podwyżkę cen biletów. Zgodnie z oficjalną ofertą PKP Intercity, w pociągach kategorii EIC pasażerom klasy 2 przysługuje w cenie biletu darmowy poczęstunek – w postaci butelki wody mineralnej, gazowanej lub niegazowanej, serwowanej do miejsca wskazanego na bilecie. Tym samym za bilet z Warszawy do Zakopanego zamiast 71 zł zapłacimy 171 zł, ale za to otrzymamy darmową wodę. Cena rynkowa półlitrowej butelki wody mineralnej to dziś kilka złotych – zatem rekompensata za podwyżkę o 100 zł wynosi ułamek procenta tej podwyżki. Trudno o lepszą ilustrację absurdu całej operacji.
– „Z Warszawy do Zakopanego pasażer dopłaci sto złotych, ale dostanie półlitrową butelkę wody. Z Olsztyna do Krakowa dopłaci dziewięćdziesiąt pięć złotych – też z wodą. Z Bydgoszczy do Lublina dziewięćdziesiąt osiem złotych więcej – woda też w cenie. Tak wygląda «autonomia decyzyjna przewoźnika», którą się zachwyca minister Klimczak. To największa rekompensata cen biletów w historii polskich kolei, w której PKP Intercity w zamian za drakońskie podwyżki zaoferuje pasażerom w zamian wodę z plastikowej butelki” – ironicznie komentuje poseł Moskal.
Interpelacja posła Michała Moskala z 27 marca 2026 r. zawierała pięć precyzyjnych pytań: czy ministerstwo zostało powiadomione o wnioskach i jakie jest jego stanowisko; czy przeprowadzono analizę wpływu na ciągłość obsługi mniejszych miejscowości i ogólną dostępność transportu kolejowego; czy ceny biletów na tych trasach wzrosną w porównaniu z obecnymi cenami i czy PKP IC przedstawiło prognozy cenowe; czy rząd planuje mechanizmy kompensacyjne – dopłaty celowe, ulgi, bilety zintegrowane; oraz jak ta zmiana wpłynie na umowę PSC po 2030 r. Z odpowiedzi ministra wynika, że na żadne z tych pytań resort nie udzielił merytorycznej odpowiedzi. Nie przedstawił analizy wpływu na mniejsze miejscowości. Nie wskazał, czy zna prognozy cenowe PKP IC. Nie zapowiedział żadnych mechanizmów kompensacyjnych. Nie wytłumaczył skutków dla umowy PSC po 2030 r.
– „Minister odpowiada na pięć pytań w sposób, który ujawnia, że nie potrafi odpowiedzieć na żadne z nich. Nie wie, jakie będą ceny. Nie wie, jak ucierpią mniejsze miasta. Nie ma planu kompensacji. Nie wie, co będzie po 2030. A jednocześnie podjął już decyzję: nie sprzeciwi się wnioskom PKP Intercity. To jest definicja rządzenia bez pomyślunku” – ocenia poseł Moskal.
Mechanizm jest prosty: dziś pociąg kategorii IC kosztuje tyle, ile wynika z tabeli kilometrowej w cenniku PKP Intercity – im dalej, tym drożej, ale w sposób przewidywalny i ograniczony, bo państwo dopłaca do każdego biletu. Po zmianie kategorii na EIC obowiązuje inny cennik, w którym dla wszystkich relacji powyżej około 150 km jest jedna jednolita cena maksymalna: 171 zł w klasie 2. Czy jedziesz 175 km, czy 832 km – zapłacisz tyle samo. To paradoks systemu pociągów komercyjnych PKP Intercity: najbardziej karze pasażerów na krótszych trasach. Pasażer z Bydgoszczy do Lublina (374 km) zapłaci dokładnie tyle samo, co pasażer ze Szczecina do Krakowa (526 km), choć jego trasa jest o 150 km krótsza.
Poseł Moskal domaga się natychmiastowego ujawnienia przez PKP Intercity prognoz cenowych dla ośmiu wnioskowanych pociągów oraz wszystkich relacji odcinkowych na ich trasach, wstrzymania procedury otwartego dostępu do czasu przedstawienia mechanizmów kompensacyjnych dla pasażerów, wprowadzenia regulacji cenowej lub maksymalnych stawek dla relacji o znaczeniu strategicznym dla mniejszych ośrodków miejskich oraz publicznej debaty w Komisji Infrastruktury Sejmu RP nad strategicznymi konsekwencjami komercjalizacji kolei pasażerskiej.
Firma wygasza działalność w Polsce i zwalnia ludzi.
Jak informuje portal finanse.wp.pl, firma Garo postanowiła wygaszać swoją działalność w Polsce.
Garo działa w Polsce od roku 1996 i jest częścią struktur szwedzkiej spółki. Firma produkuje w szczecińskim zakładzie wallboxy – stacje ładowania pojazdów elektrycznych. Jeszcze dwa lata temu spółka zbudowała w Szczecinie nowy zakład i postrzegała nasz kraj jako przyszłościowy w ramach rozwoju elektromobilności. W starym zakładzie zatrudniała 160 osób, a po stworzeniu nowego docelowo miała zatrudniać ok. 300 osób.
Teraz zdecydowano o likwidacji zakładu. Potrwa ona do końca roku. Pracę straci cała załoga. Szefostwo firmy motywuje decyzję wzrostem płac w Polsce, choć zarazem zapowiada zwiększenie produkcji w swoich szwedzkich zakładach, gdzie płace są znacznie wyższe.
Przygotowania do referendum strajkowego.
Jak informuje portal Tysol.pl, w spółce Minova Ekochem w Siemianowicach Śląskich zakładowa „Solidarność” rozpoczęła przygotowania do referendum strajkowego. To skutek fiaska negocjacji z szefostwem firmy.
Od początku roku trwa spór o podwyżki płac. Związkowcy domagają się podniesienia wynagrodzeń o 12 procent. Od połowy lutego prowadzą formalny spór zbiorowy w tej sprawie. Kolejne rundy negocjacji, w tym prowadzone pod nadzorem ministerstwa pracy, nie przyniosły skutków. Szefostwo firmy oferuje „podwyżkę” w wysokości 3,6%, czyli de facto o wskaźnik inflacji. Płace w firmie są niskie, np. pracownik produkcji z 20-letnim stażem otrzymuje 4100 zł na rękę. Żadnych ustępstw na rzecz pracowników nie zaoferował nawet biorący udział w negocjacjach przedstawiciel globalnych władz koncernu. W efekcie 30 kwietnia mediator spisał protokół rozbieżności.
Kolejnym etapem sporu jest referendum strajkowe. Zakładowa „Solidarność” rozpoczęła zatem przygotowania do referendum strajkowego, wymaganego prawem przed rozpoczęciem protestu. Referendum odbędzie się nie tylko w zakładzie w Siemianowicach, ale także w należących do tego samego koncernu zakładach w Truskolasach i w Polkowicach.
„Solidarność” działa w zakładzie od roku 2022 i już przeprowadziła dwie skuteczne akcje strajkowe skutkujące podwyżkami.
Zwolnienia grupowe w zakładzie produkcji kotłów energetycznych.
Jak informuje portal Money.pl, zwolnienia grupowe mają zostać przeprowadzone w zakładzie firmy Enitec w Porębie koło Zawiercia.
Firma zajmuje się wytwarzaniem kotłów energetycznych, rur ożebrowanych i konstrukcji stalowych. Na początku maja władze firmy podjęły decyzję o zwolnieniach grupowych. Obejmą one około 70 osób. Zwolnienia ruszą wkrótce i potrwają do końca roku.