Czystego powietrza nie będzie

Czystego powietrza nie będzie

Samorządy krytykują nową wersję rządowego programu mającego przeciwdziałać smogowi.

Jak informuje Portal Samorządowy, wiele krytycznych opinii samorządów lokalnych odnosi się do nowej wersji rządowego programu Czyste Powietrze. Program ma z założenia ograniczać niską emisję i zapewniać przejście na czyste źródła ogrzewania. Po zmianie władzy również ten program spotkały zmiany. Opinie władz lokalnych na ten temat zebrała organizacja Polski Alarm Smogowy.

Samorządy przede wszystkim krytykują długie procedury, zawiłości biurokratyczne i wykluczenie uboższych mieszkańców z nowej wersji programu. Potwierdzają to twarde dane: liczba wniosków o dofinansowanie w przechodzeniu na czyste źródła ogrzewania spadła ponad czterokrotnie. Od 31 marca 2025 do końca ubiegłego roku złożono niespełna 50 tysięcy wniosków o dofinansowanie. Rok wcześniej w analogicznym okresie było to ponad 205 tysięcy wniosków.

W ankiecie Polskiego Alarmu Smogowego przedstawiciele samorządów lokalnych podkreślają przede wszystkim wielomiesięczne procedury, uznaniowość w interpretowaniu regulaminu, zmiany zasad i decyzji – wszystko to w wykonaniu pracowników Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska, którzy odpowiadają za wdrażanie programu. Znacznie wzrosła liczba oczekiwanych dokumentów, wyjaśnień, certyfikatów itp. Zanim zostaną one dostarczone, wstrzymywane są wypłaty środków. Dochodzi nawet do arbitralnego zmniejszania dotacji na prace i wydatki już wykonane wedle wcześniej ustalonych i zatwierdzonych kwot.

Procedury trwają bardzo długo. Przedstawiciele samorządów zwracają uwagę, że nie tylko samo przekazywanie środków, ale także wiele procedur formalnych trwa bardzo długo, np. na sam numer umowy z WFOŚ czeka się całymi miesiącami.

Nowa wersja program ma też wykluczać z niego osoby ubogie. Nie są one w stanie wyłożyć kilkudziesięciu tysięcy złotych, a nawet większych kwot na termomodernizację budynków czy wymianę źródeł ogrzewania, a następnie na długie czekanie na zwrot tych środków. Nie tylko w ubogich, choć najbardziej w nich uderza także koszt kwalifikacji do programu – audyt energetyczny budynku kosztuje 1500-2000 zł, bez gwarancji, że zaowocuje to otrzymaniem dotacji czy choćby zwrotu tych kosztów.

Do nowej wersji programu zniechęcone są także firmy wykonujące prace w ramach dotacji. Długi czas zwrotu środków powoduje, że ubywa firm, które godzą się wykonywać prace w ramach swoich nakładów, które będą zwracane później. Szczególne ubywa firm niewielkich, lokalnych, mających mniejsze zasoby finansowe. Udział pracy robionych w takim modelu zmalał z 50% do 35% ogółu objętych programem. Skutkuje to także tym, że umowy są zawierane z firmami droższymi, co skutkuje większymi wydatkami z budżetu programu.

„Wnioski płynące z analizy ocen programu Czyste Powietrze przez gminy są porażające. Na początku 2024 r. mieliśmy nadzieję, że zapowiedzi premiera Tuska o usprawnieniu programu Czyste Powietrze, szybszej walce ze smogiem i pomocy dla gospodarstw domowych w termomodernizacji domów zostaną zrealizowane. Niestety, jak widzimy po dwóch latach sprawowania rządów, program znajduje się w głębokim kryzysie, a walka ze smogiem mocno wyhamowała. W obecnym tempie cele programu zdefiniowane przez NFOŚ, a więc wymiana 2,5 mln kopciuchów, nie zostaną osiągnięte nawet w ciągu czterdziestu lat” – mówi Andrzej Guła, lider Polskiego Alarmu Smogowego.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Presja ma sens

Presja ma sens

Po miesiącach uników zarząd wielkiej sieci handlowej przystępuje do negocjacji ze związkowcami.

Jak informuje Portal Spożywczy, ma wreszcie dojść do spotkania i negocjacji związkowców z zarządem sieci Dino. Przed kilkoma miesiącami w tej sieci handlowej, drugiej największej w Polsce w formacie dyskontowym, powstały struktury związku zawodowego Konfederacja Pracy. Wcześniej działał on już w sieciach Kauflandzie, Biedronce, Aldi i Rossmann, gdzie wielokrotnie podejmował inicjatywy na rzecz pracowników.

Po powstaniu związku w Dino od razu unaoczniło się kilka problemów, dotychczas skrzętnie skrywanych. Okazało się, że sieć nie utworzyła Zakładowego Funduszu Świadczeń Pracowniczych – właściciel sieci oszczędza na tym miliony kosztem pracowników. Pracownicy zrzeszeni w związku dopominają się także poprawy warunków zatrudnienia – krytykują zbyt niskie zatrudnienie i niewielką obsadę sklepów, co skutkuje przeciążeniem pracowników.

W ostatnim czasie głośno zrobiło się o warunkach termicznych w sklepach Dino. Okazało się, że sieć oszczędza nawet w największe mrozy na ogrzewaniu swoich placówek. Zaalarmowana o tym Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła serię kontroli. Inspektorzy potwierdzili naruszenia przepisów BHP m.in. w zakresie temperatury w miejscu pracy.

Po miesiącach unikania spotkań ze związkowcami i ignorowania ich postulatów oraz samej działalności, zarząd sieci Dino zadeklarował wreszcie gotowość do rozmów. Mają one dotyczyć warunków pracy, poziomu wynagrodzeń oraz innych problemów sygnalizowanych przez pracowników. Związkowcy napisali na swoim profilu na Facebooku: „Podczas spotkania będziemy się domagać: podwyżek wynagrodzeń, wprowadzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, zwiększenia zatrudnienia”.

Spotkanie związkowców z zarządem ma się odbyć w ciągu dwóch najbliższych tygodni.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Warszawska róg Szerokiej w Tomaszowie Mazowieckim, w województwie łódzkim, PL, EU. – Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=91161368

Silniejsi razem

Silniejsi razem

Pracownicy wynegocjowali pierwsze podwyżki.

Jak informuje portal Tysol.pl, w oddziale firmy Innerio Thermal Technology w Zabrzu udało się wynegocjować podwyżki wynagrodzeń. Stało się to możliwie dzięki utworzeniu i aktywności komisji zakładowej „Solidarności”.

W tej firmie z branży motoryzacyjnej latem 2023 roku utworzono struktury „Solidarności”. Wcześniej nie było tam związków zawodowych. Efektem aktywności związkowej była zmiana regulaminów pracy i regulaminów wynagradzania na korzyść pracowników oraz podwyższenie wartości bonów na posiłki dla zatrudnionych.

Teraz nadszedł czas na negocjacje płacowe. „Solidarność” wywalczyła 3-procentowe podwyżki dla wszystkich oraz dodatkowe, związane z wykonywaną pracą, wynoszące średnio 1,5%. Choć nie są to wskaźniki wysokie, są to pierwsze w dziejach firmy podwyżki negocjowane zbiorowo i przyznane wszystkim zatrudnionym w jasny i przejrzysty sposób. „Przez kilka lat pracowaliśmy na stawkach uzgodnionych jeszcze w 2017 roku, które z biegiem czasu zbliżyły się do poziomu płacy minimalnej. W zeszłym roku pracodawca przyznał podwyżki sam od siebie, nie podejmując rozmów ze związkiem. W tym roku po raz pierwszy udało się przeprowadzić negocjacje, tak jak to powinno być” – mówi portalowi Tysol.pl przewodniczący zakładowej „Solidarności” Włodzimierz Rutkowski.

Zakład w Zabrzu wytwarza systemy chłodzące do samochodów, głównie marki BMW. Zatrudnia 500 osób, z czego już 170 należy do „Solidarności”.

Razem w obronie stali

Razem w obronie stali

Jutro w Ostrawie wspólny polsko-czesko-słowacko-węgierski protest przeciwko dewastacji przemysłu stalowego.

Jak informuje portal Tysol.pl, jutro, 5 lutego, w Ostrawie w Czechach odbędzie się wspólny protest hutników i pracowników branży stalowej. Ostrawa to stolica największego czeskiego regionu przemysłowego, z wciąż działającymi dużymi hutami, choć wiele z nich zostało już zdewastowanych wskutek polityki liberałów i unijnej pseudoekologii.

W proteście wezmą udział pracownicy przemysłu stalowego z Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Polskę będzie reprezentowała m.in. spora grupa z „Solidarności”. Przyczyną protestu jest sytuacja w branży metalurgicznej. Pogarsza się ona od miesięcy przy bierności władz. Huty europejskie są dławione wysokimi opłatami klimatycznymi, których nie ponoszą producenci spoza UE – a zarazem ich wyroby bez trudu, limitów i w rosnącym wymiarze są sprowadzane do krajów unijnych. Dużym ciosem w hutnictwo są także stale rosnące ceny energii, w tym szczególnie dla przemysłu. W naszej części kontynentu dodatkowym problemem są także wprowadzone niedawno wysokie dopłaty do kosztów energii dla przemysłu przez Niemcy. Subwencjonowanie przez wielki i bogaty kraj tego składnika kosztów produkcji stawia huty z pobliskich krajów na przegranej pozycji konkurencyjnej.

To jednak nie koniec. Niemcy i Bruksela forsują układ o wolnym handlu z Indiami. Podobnie jak układ z krajami Mercosur, leży on w interesie niemieckiego biznesu. Indie są ogromnym producentem taniej stali i jej napływ do Europy do reszty pogrąży tutejsze hutnictwo.

W chwili obecnej ma ono doraźny problem innego typu. Ukraina z dnia na dzień wprowadziła zakaz eksportu złomu, także metali kolorowych. Był on surowcem dla wielu hut w Europie Środkowej. Teraz są one skazane na zakup droższego wsadu złomowego i poszukiwanie jego dostawców. W tym samym czasie stal produkowana na Ukrainie oczywiście bez przeszkód trafia na europejski rynek – wytwarzana z tańszego surowca, nieobjęta regulacjami klimatycznymi itp.

Jutro zdesperowani z czterech krajów, których przemysł stalowy znajduje się w kryzysie, wychodzą wspólnie ponad granicznymi i narodowymi podziałami na ulice przeciwko tym zjawiskom.