Niemiecki dumping stalowy

Niemiecki dumping stalowy

Zgodnie z przestrogami związkowców, dotowana niemiecka stal zalewa polski rynek.

Jak informuje portal Interia Biznes, nasila się import stali z Niemiec do Polski. Zagraża to rodzimym producentom wyrobów stalowych i miejscom pracy w Polsce.

Polscy producenci stali znajdują się od dłuższego czasu w kryzysie. Do niedawna trwał nielimitowany import wyrobów stalowych do UE z krajów, które mają znacznie niższe koszty pracy i produkcji oraz nie są objęte wysokimi i kosztownymi normami emisyjnymi. Po długich staraniach Unia wprowadziła w końcu tzw. mechanizm CBAM, ustanawiający opłaty od importowanych produktów energochłonnych. Miało to dać oddech branży stalowej w Europie, w tym w Polsce.

Nic takiego nie ma jednak miejsca z powodu zalewania Polski stalą z Niemiec. Unia Europejska wprowadziła możliwość dotowania cen energii dla przemysłu ciężkiego przez kraje członkowskie, ale pozostawiła im dowolność w kwestii wysokości dopłat. Jak nietrudno się domyślić, największe dopłaty mogą zaoferować kraje duże i bogate. Tak zrobiły Niemcy, oferując swojemu przemysłowi znaczne subwencje do cen/kosztów energii. Związkowcy z Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej alarmowali, że skutki tego będą opłakane dla przemysłu stalowego takich krajów. Koszty energii to jeden z głównych czynników cenotwórczych w produkcji stali, a kraje te nie są w stanie zaoferować takich dopłat, jak zamożne Niemcy.

Ich przewidywania potwierdziły się. Na polski rynek już masowo napływają tańsze niemieckie wyroby. Na razie są to głównie pręty żebrowane i blachy gorącowalcowane, wykorzystywane np. w budownictwie. Tylko w styczniu na polski rynek trafiło 40 tys. prętów żebrowanych, czyli dwa razy tyle, ile przed wprowadzeniem mechanizmu CBAM napływało do naszego kraju z Ukrainy.

Polskie pręty żebrowane kosztują około 2,65 tys. zł za tonę, tymczasem niemieckie, mimo wyższych kosztów pracy w tamtym kraju, są po wprowadzeniu dotowania cen energii sprzedawane u nas po 2,4 tys. zł za tonę. Krajowe blachy gorącowalcowane kosztują około 3,37 tys. zł za tonę, a niemieckie oferowane w Polsce są o 5% tańsze.

Polska branża stalowa od dawna apeluje o wprowadzenie dotacji do cen energii dla przemysłu w Polsce. Na razie bez efektów – rząd liberałów nie wyszedł poza niekonkretne obietnice.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pracy coraz bardziej brak

Pracy coraz bardziej brak

W styczniu bezrobocie w Polsce było najwyższe od czasów pandemii.

Bezrobocie w styczniu 2026 roku wyniosło w Polsce wedle wstępnych szacunków 6%. Oznacza to wzrost wobec z grudnia z poziomu 5,7%, a rok do roku z poziomu 5,4%. Gdy liberałowie obejmowali władzę, poziom bezrobocia wynosił 5%.

Jak informuje portal Interia Biznes, na koniec stycznia 2026 liczba zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 934,8 tys. osób. Było to o 47 tys. więcej niż w grudniu 2025 i o 97,2 tys. więcej niż w styczniu 2025. Ten ostatni wskaźnik wzrósł w ciągu roku o 11,6%. Liczba bezrobotnych wzrosła w ciągu miesiąca w każdym z województw. W woj. warmińsko-mazurskim wskaźnik bezrobocia wynosi już 9,9%. Stopa bezrobocia wzrosła w ciągu miesiąca w 370 powiatach, a w 10 pozostała bez zmian, natomiast nie zmalała w żadnym polskim powiecie.

Zwiększenie się liczby bezrobotnych miesiąc do miesiąca było w styczniu 2026 już ósmym miesiącem z rzędu z taką tendencją. W roku 2025 o około 9% wyższa niż rok wcześniej była liczba osób dotkniętych utratą pracy w procedurze zwolnień grupowych, choć już 2024 był pod tym względem rekordowy od lat.

W dodatku w ciągu roku znacznie zmalała liczba wolnych miejsc pracy zgłaszanych do urzędów pracy – w styczniu 2026 było ich o 63,1 tys., czyli o 71,3% mniej niż w styczniu 2025.

Przeciw podwójnym standardom

Przeciw podwójnym standardom

Związkowcy apelują do sieci marketów, aby zwalniani pracownicy byli traktowani tak, jak w zachodnich oddziałach firmy.

Jak informuje portal Tysol.pl, związkowcy z „Solidarności” apelują do szefostwa sieci handlowej Carrefour o zapewnienie zwalnianym pracownikom lepszych odpraw i warunków wypowiedzenia. Niedawno polski oddział tej sieci handlowej ogłosił kolejne zwolnienia grupowe. Tym razem pracę ma stracić około 200 osób.

Związkowcy domagają się, aby zwalniani, nierzadko pracownicy z długim stażem, dostali godne odprawy. Firma chce im bowiem dać tylko tyle, ile wynika z zapisów Kodeksu pracy.

W ubiegłym tygodniu związkowcy zorganizowali protest przed siedzibą firmy. Paweł Skowron, przewodniczący „Solidarności” w Carrefour Polska, mówił podczas akcji protestacyjnej: „To, co widzimy, to Europa dwóch prędkości. My jesteśmy pracownikami ściany wschodniej względem Europy Zachodniej. W Europie Zachodniej pracownicy tej samej korporacji dostają wielokrotność wynagrodzeń, my zaś jesteśmy poszkodowani. To smutna konkluzja po ponad dwudziestu latach obecności Carrefour w Polsce. Dzisiaj przy zwolnieniach grupowych pracownicy zostaną z minimalną odprawą gwarantowaną przez państwo. To pracownicy firmy, którzy pracowali w święta, przynosili zysk tej firmie. Domagamy się godnej odprawy”.

Podczas tej samej pikiety Alfred Bujara, przewodniczący Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń oraz Krajowej Sekcji Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”, dodawał: „W Rumunii pracownicy po 10-letnim stażu pracy otrzymali 8-krotne wynagrodzenie przy odprawie, przy takich zwolnieniach. Osoby, które pracowały mniej niż 10 lat otrzymały 4-krotne wynagrodzenia. U nas pracodawca nie zaproponował dodatkowych odpraw. Pracownicy zostali tylko potraktowani kodeksowo, otrzymują kodeksowe odprawy i nic poza tym. To jest niebywałe”.

Dariusz Paczuski, przewodniczący Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”, w swoim wystąpieniu powiedział: „To wstyd po 20-30 latach pracy tak się rozliczać z pracownikami. Kiedy ogromne międzynarodowe koncerny przychodziły do Polski robić interesy to robiły to na garbach tych ludzi, naszych koleżanek, kolegów i wypracowały ogromny majątek. To my społeczeństwo robiąc zakupy w sieciach handlowych, zagranicznych sieciach handlowych spowodowaliśmy, że dzisiaj są to ogromne koncerny. W Polsce zdobyły dominującą pozycję. I za te wszystkie lata te koncerny tak się z nimi rozliczają”.

Była firma, nie ma firmy

Była firma, nie ma firmy

Upada przedsiębiorstwo w Łodzi, pracownicy zostali bez pensji.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, upada firma Proteon Pharmaceuticals z Łodzi. To przedsiębiorstwo z dziedziny biotechnologii. Specjalizuje się w dodatkach do pasz na bazie bakteriofagów – technologia pozwala znacznie ograniczyć podawanie antybiotyków zwierzętom.

Jeszcze przed kilkoma laty firma zatrudniała około 200 osób. W roku 2024 dokonała zwolnień grupowych o skali 50 osób. W 2025 odchodzili kolejni. Latem ubiegłego roku załoga liczyła już tylko 70 osób, a płace zmniejszono o 18%. Od kilku miesięcy pensje nie są w ogóle wypłacane. Firmę próbuje się postawić w stan upadłości, ale nie zatwierdził tego jeszcze sąd.

Kontrole Państwowej Inspekcji Pracy wykazały duże zaległości w wypłacaniu wynagrodzeń i innych należności pieniężnych. Wynoszą one nawet pół roku i kilkadziesiąt tysięcy złotych, a dotyczą co najmniej 70 osób.

Firma upada, choć w roku 2025 uzyskała pozwolenie na sprzedaż swoich produktów w Unii Europejskiej – wcześniej produkowała je na rynki obu Ameryk.