O lepsze zarobki

O lepsze zarobki

Spór zbiorowy w sprawie podwyżek płac.

Jak informuje Radio Bielsko, w zakładzie spółki Avio Polska w Bielsku-Białej trwa spór zbiorowy i zaostrza się on. Działające w firmie związki zawodowe – Metalowcy i NSZZ Pracowników Avio – domagają się podwyżek płac. Zarząd nie zgadza się na ich postulaty.

Nie udało się osiągnąć porozumienia podczas rokowań. Spisany został protokół rozbieżności. Związki domagają się podwyżki dla każdego pracownika o 800 zł brutto miesięcznie z wyrównaniem od 1 stycznia 2026. Chcą także, aby w regulaminie wynagradzania zapisano zasadę, że co roku płace będą rosły o kwoty ustalone w porozumieniu ze związkami zawodowymi. Zarząd firmy odrzuca te postulaty i oferuje wzrost płac o 294 zł brutto oraz pewien wzrost płac i premie wedle indywidualnej oceny pracowników. Dałoby to w najlepszym razie wzrost o ok. 440 zł brutto.

Brak porozumienia oznacza, że spór zbiorowy może wejść na kolejne etapy przewidziane prawem – strajk ostrzegawczy, negocjacje z udziałem rządowego mediatora, referendum strajkowe i strajk bezterminowy.

Firma zajmuje się produkcją na potrzeby lotnictwa. Zatrudnia około 470 osób.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Następni do zwolnienia

Następni do zwolnienia

Jak informuje portal Olsztyn.com.pl, duże zwolnienia zostaną przeprowadzone w zakładzie Classic-Sofa w Lidzbarku w powiecie działdowskim. Firma wytwarza meble i należy do polskiej grupy Szynaka Meble.

Pracę początkowo miało stracić 46 osób. Taka skala zwolnień została zgłoszona do powiatowego urzędu pracy. Zwolnienia miały nastąpić do końca maja. Jednak skala zwolnień będzie znacznie większa. Do końca czerwca zatrudnienie straci łącznie 76 osób. Co gorsza, urząd pracy został poinformowany, że skala zwolnień może jeszcze wzrosnąć.

Szefostwo firmy motywuje zwolnienia malejącym popytem na meble i wskazuje, że w całej branży pojawił się problem spadku sprzedaży, a co za tym idzie – zwolnień.

Poza układem

Poza układem

Biznes wypowiedział zbiorowy układ pracy w przemyśle obronnym i lotniczym.

Jak informuje portal Tysol.pl, przedstawiciele Związku Pracodawców Przedsiębiorstw Przemysłu Obronnego i Lotniczego jednostronnie wypowiedzieli Ponadzakładowy Układ Zbiorowy Pracy dla Pracowników Przedsiębiorstw Przemysłu Obronnego i Lotnictwa. Od 30 lat określał on zasady zatrudnienia i gwarantował korzyści pracownikom tej branży. Taka decyzja oznacza, że układ wygaśnie za pół roku. Przedstawiciele biznesu nie uzasadnili swojej decyzji.

Układ obowiązywał od 20 września 1996. Definiował warunki zatrudnienia, czas pracy, zasady wynagradzania oraz przyznawania innych świadczeń. Jeden z kluczowych zapisów głosił, że podstawową formą zatrudnienia jest umowa o pracę na czas nieokreślony. Na tle innych branż zawierał także lepsze warunki pracy, dotyczące m.in. nadgodzin i czynności wykonywanych w warunkach szkodliwych dla zdrowia. Związkom zawodowym gwarantował udział w określaniu zasad premiowania pracowników dzięki wydatkowaniu części corocznych zysków na ten cel.

Całość ma znaczenie szersze niż tylko branżowe. Przewodniczący Rady Sekretariatu Metalowców NSZZ „Solidarność” Grzegorz Pietrzykowski powiedział portalowi Tysol.pl: „Został wypowiedziany jeden z nielicznych obowiązujących w naszym kraju ponadzakładowych układów zbiorowych pracy. Jeśli spojrzymy na stopień pokrycia układami zbiorowymi polskiego rynku pracy, okazuje się, że mimo wdrożenia przepisów mających na celu promowanie rokowań zbiorowych, ich liczba zmniejsza się, zamiast zwiększać. Polska w tym zakresie jest na szarym końcu, wyprzedziły nas już wszystkie kraje UE”.

Decyzję ostro krytykuje NSZZ „Solidarność” w Airbus Poland. W swoim stanowisku napisali: „Doszło do skandalu, wobec którego nie możemy przejść obojętnie. Wypowiedziano układ, który przez 30 lat stanowił fundament stabilizacji, gwarancję praw pracowniczych i tarczę ochronną dla tysięcy ludzi pracujących w naszym sektorze”. I dodają: „Rządzący nie zrobili absolutnie nic, by go ratować. Żyjemy w kraju, który z pompą wdraża nową ustawę o układach zbiorowych pracy, chwaląc się w mediach, jak to rzekomo wspiera pracowników i realizuje unijne dyrektywy. Unia Europejska jasno nakazuje nam rozszerzać zasięg układów zbiorowych. Co robi polskie państwo? Milczy! Choć ten wypowiedziany PUZP obejmuje także kluczowe spółki z udziałem Skarbu Państwa, rządzący nie zrobili absolutnie nic, by go ratować. Z jednej strony słyszymy piękne hasła o dialogu społeczno-gospodarczym, a z drugiej – państwowi decydenci dają zielone światło na demontaż praw pracowniczych w strategicznym sektorze gospodarki”.

Bieszczadzka samoobrona zdrowotna

Bieszczadzka samoobrona zdrowotna

Jutro pod Sejmem protest w obronie szpitala z ostatnim SOR-em w regionie.

28 maja o godzinie 10:00 pod Sejmem odbędzie się protest mieszkańców Bieszczadów w obronie szpitala z ostatnim SOR-em w regionie, któremu grozi zamknięcie.

Zgromadzeni zebrali prawie 6000 podpisów z apelem do premiera, które na szczycie Połonin umieścili w drewnianej skrzyni, skąd podróżują one do Warszawy, gdzie zostaną wręczone premierowi. Premier podczas kampanii wyborczej obiecywał, że zarówno szpital w Lesku, jak i porodówka w Lesku muszą funkcjonować z uwagi na bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców i matek. Jednak porodówka w Lesku została zamknięta pod koniec zeszłego roku, a szpitalowi grozi bankructwo.

Protestujący mieszkańcy i personel szpitala przyjadą do Warszawy wozem taborowym, znanym z Bieszczadzkich scenerii, dodatkowo udekorowanym przez bieszczadzkich artystów i zamierzają wręczyć premierowi podpisy „po bieszczadzku” w zdobionej drewnianej skrzyni, w której zabezpieczyli podpisy.

Protestujący przekonują, że bezpieczeństwo zdrowotne to dla nich kluczowa i podstawowa sprawa, bez której życie w regionie, a także jego rozwój, czy nawet obsługa ruchu turystycznego staną się niemożliwe, dlatego deklarują, że nie opuszczą Warszawy, dopóki nie upewnią się, że premier usłyszał ich głos i zobowiąże się do dotrzymania obietnic złożonych w 2023 roku.

Duszan Augustyn, lider działań na rzecz ocalenia szpitala, mówi: „Zebraliśmy 5677 podpisów z apelem do premiera o uratowanie naszego bieszczadzkiego szpitala. Domagamy się podjęcia specjalnych środków, tak jak w przypadku klęski żywiołowej, które pozwolą na utrzymanie SORu i które zabezpieczą bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców i odwiedzających Bieszczady, Beskid Niski, Sanocczyznę i Pogórze Przemyskie. W ledwie dwa tygodnie pod apelem podpisała się prawie jedna piąta dorosłej populacji regionu. Gdybyśmy prowadzili zbiórkę dłużej, bez problemu zebralibyśmy nawet 20 000 podpisów, mówię, to z pełnym przekonaniem, bo na własne oczy widziałem, że prawie każdy przechodzień chętnie podpisywał się pod apelem. My w Bieszczadach doskonale wiemy, że bez szpitala nasz region zacznie wymierać. Już dziś ograniczony dostęp do usług publicznych sprawia, że młodzi ludzie niechętnie tu wracają i coraz rzadziej decydują się osiedlać w Bieszczadach. Jeśli stracimy szpital, stracimy także seniorów i osoby przewlekle chore, które potrzebują stałego dostępu do opieki medycznej. Ucierpi również turystyka, bo wyjazd w góry czy wypoczynek nad jeziorem będzie wiązał się z realnym ryzykiem, że pomoc medyczna nie dotrze na czas. Szpital w Sanoku, do którego prawdopodobnie trafi większość pacjentów z Leska, już teraz jest przeciążony. Szczególnie nocami oraz w sezonie zimowym i turystycznym pacjenci nie mają pewności, czy zostaną przyjęci bez wielogodzinnego oczekiwania. Dlatego zamknięcie SOR-u w Lesku oznacza nie tylko dłuższy dojazd, ale także dłuższe kolejki w szpitalach w Sanoku, Brzozowie, Przemyślu czy Rzeszowie. Premier był w Lesku w 2023 roku podczas kampanii wyborczej i mówił wtedy wyraźnie, że w takich regionach jak Bieszczady musi być zapewniony przynajmniej minimalny dostęp do opieki medycznej. Jeszcze w tym roku przekonywał również, że porodówka w Lesku, mimo zamknięcia z początkiem roku – nadal funkcjonuje. Dlatego jedziemy do Warszawy, przypomnieć obietnice złożone nam podczas kampanii”.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Lowdown – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=63630339