Producenci mąki, cukru, oleju rzepakowego, nabiału i wędlin apelują o uregulowanie promocji w wielkich sieciach.
Jak informuje Portal Spożywczy, do ministra rolnictwa trafił apel przygotowany wspólnie przez duże ogólnopolskie organizacje branżowe producentów mąki, cukru, oleju rzepakowego, masła i nabiału oraz mięsa i wędlin. Apelują one o ustawowe uregulowanie zasad promocji w sieciach handlowych. Uważają, że wojna handlowa między wielkimi sieciami dewastuje rynek handlu spożywczego w Polsce.
Adam Stępień, Dyrektor Generalny Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju, mówi Portalowi Spożywczemu: „Łatwo dostrzec po gazetkach promocyjnych największych sieci sklepów, że na rynku oleju rzepakowego coś jest nie tak. Ceny detaliczne, za które oferowany jest olej będący praktycznie w już ciągłej niemal promocji, nie są w żaden sposób skorelowane z realną wartością ekonomiczną łańcucha dostaw, co oczywiście musi odbijać się na opłacalności jego produkcji. Jesteśmy niestety typowym przykładem strategicznego grania na rynku naszym produktem żeby przyciągnąć do siebie konsumentów. Finalnie i on na tym nie zyskuje, bo odpowiednie przychody dystrybutorów kompensują inne towary, które nabył przy okazji tej samej wizyty w sklepie”.
Z kolei Tomasz Parzybut, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP, mówi: „Produkty mięsne są wykorzystywane jako narzędzie do przyciągania klientów do sklepów, a ich ceny bywają obniżane nawet o 50 proc. w stosunku do poziomów rynkowych. Żaden lokalny sklep mięsny nie jest w stanie konkurować z taką polityką cenową. To nie jest zwykła walka o klienta, a mechanizm, który prowadzi do wypierania mniejszych uczestników rynku. Najpierw znikają rodzinne sklepy mięsne, które od pokoleń budowały lokalny handel. Następnie problemy dotykają zakładów mięsnych, które tracą odbiorców i możliwości sprzedaży swoich wyrobów. W efekcie konsumenci tracą dostęp do lokalnych produktów”.
Sygnatariusze apelu do ministra zwracają uwagę, że praktyki sieci handlowych docelowo zagrażają producentom żywności, dostawcom surowców (rolnikom, hodowcom), mniejszym podmiotom handlowym, a ostatecznie także konsumentom.
Michał Gawryszczak, Dyrektor Biura Związku Producentów Cukru w Polsce, dodaje: „W wielu krajach Unii Europejskiej, takich jak Francja, Belgia czy Niemcy, obowiązują regulacje ograniczające sprzedaż towarów poniżej kosztów zakupu lub wykorzystywanie agresywnych promocji, które mogą zaburzać konkurencję na rynku. Rozwiązania te mają chronić zarówno producentów, jak i mniejszych detalistów przed praktykami prowadzącymi do wojny cenowej i wypychania konkurencji z rynku. Uważamy, że podobne mechanizmy powinny zostać rozważone również w Polsce, aby zapewnić uczciwe warunki funkcjonowania wszystkim uczestnikom rynku oraz długoterminową stabilność sektora handlu detalicznego”.
Kilka firm jest podejrzewanych o zmowę w celu oferowania pracownikom jak najniższych płac.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów za zgodą sądu i przy wsparciu policji dokonał przeszukań w siedzibach pięciu przedsiębiorstw z powiatu bolesławieckiego i Wrocławia: Toyota Boshoku Poland, Toyota Boshoku Europe, Bader Polska, Gerresheimer Bolesławiec oraz Hoerbiger Automotive.
Działania podjęto na podstawie podejrzenia, że wspomniane przedsiębiorstwa zawarły zmowę w celu zaniżania wynagrodzeń. Zdaniem UOKiK istnieje podejrzenie, że firmy te – wszystkie z sektora produkcji i prowadzące działalność w niewielkiej odległości – zmówiły się przeciwko pracownikom. Zmowa miała obejmować oferowane stawki wynagrodzeń i benefity pozapłacowe, aby były one podobne w tych przedsiębiorstwach. Dodatkowo firmy miały się porozumieć w celu niezatrudniania osób, które wcześniej pracowały w którejś z nich. Takie działania skazywały pracowników na akceptowanie oferowanych stawek, zmniejszały ich pole manewru przy wyborze pracy oraz utrudniały jej zmianę. Dla uczestników zmowy były z kolei korzystne finansowo i pozwalały do minimum zmniejszyć konkurowanie o pracowników.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny mówi mediom: „Przedsiębiorcy działający na lokalnym rynku mają dostęp do tej samej puli pracowników i rywalizują o nich. Dlatego wspólne ustalenia, które mają uniemożliwić lub utrudnić zmianę pracodawcy, stanowią ograniczenie konkurencji. Jest to szczególnie szkodliwe dla lokalnych społeczności, ponieważ nie pozwala na zmianę miejsca pracy, niezależnie od posiadanych lub podnoszonych kwalifikacji”.
Za udział w zmowie grozi kara do 10 proc. rocznego obrotu firmy, a menedżerowie biorący udział w zmowie mogą zostać ukarani grzywną do 2 milionów złotych.
Związkowcy jednej z sieci handlowych walczą o zwiększenie obsady sklepów.
Jak informuje portal Tysol.pl, w sieci „Stokrotka” (kapitał litewski) doszło do kolejnej odsłony konfliktu związkowców z „Solidarności” z szefostwem firmy. Od kilku miesięcy trwa tam spór zbiorowy. Oprócz postulatów podwyżek płac związkowcy domagają się także zwiększenia personelu sklepów – ich zdaniem obecna obsada jest mizerna, skutkuje przeciążeniem zatrudnionych, a także niemożnością brania urlopów w terminach dogodnych dla pracowników.
Związkowcy przygotowali petycję do władz sieci. Napisali w niej m.in.: „Trudno nam zaakceptować redukcję personelu i nieprzedłużanie umów sprawdzonym pracownikom, podczas gdy wyraźnie brakuje rąk do pracy. Jako konsumenci, od których zależą zyski Państwa firmy, apelujemy o zwiększenie liczby personelu na zmianach oraz wstrzymanie redukcji doświadczonej załogi. My, niżej podpisani Mieszkańcy i Klienci Stokrotki wyrażamy głębokie zaniepokojenie spadkiem komfortu zakupów w naszym sklepie. Drastyczne zmniejszenie liczby personelu bezpośrednio uderza w nas – kupujących: ogromne kolejki przy kasach tradycyjnych i ladach; wymuszanie korzystania z kas samoobsługowych; skrajnie przemęczeni pracownicy, którzy fizycznie nie są w stanie rozładować kolejek; redukowanie doświadczonej kadry odbija się na jakości obsługi i płynności zakupów. Powyższe sprawia, że zakupy stają się uciążliwe”.
Związkowcy rozpoczęli zbieranie pod petycją podpisów klientów sklepów sieci „Stokrotka”. Tylko w jednym ze sklepów w Lublinie zebrali ich w cztery godziny 460. Podczas trzydniowej akcji zebrano tamże niemal 1600 podpisów. Akcja ma być wkrótce rozszerzona na inne sklepy sieci, także w innych miastach.
Ponad pół miliona miejsc pracy w UE jest zagrożonych likwidacją.
Jak informuje portal Money.pl za materiałami portalu Politico, Komisja Europejska przedstawi wkrótce raport wskazujący na poważne zagrożenie dla miejsc pracy w krajach UE. Raport zawiera prognozy mówiące, że likwidacja może wkrótce objąć 560 000 miejsc pracy. Przyczynami są wysokie ceny energii, zmiany w przemyśle i transformacja energetyczno-klimatyczna. Portal Politico stwierdza: „Kraje UE narażone są w najbliższych latach na masową utratę miejsc pracy, ponieważ wysokie koszty energii, restrukturyzacja przemysłu i transformacja ekologiczna negatywnie wpływają na gospodarkę – ma ostrzec Komisja Europejska”.
560 tysięcy miejsc pracy w krajach UE może być zagrożonych tylko w roku 2026, nie licząc kolejnych lat. Głównymi czynnikami ryzyka są koszty energii rosnące wraz z „transformacją energetyczną” oraz konkurencyjna presja Chin. Do sektorów najbardziej zagrożonych utratą miejsc pracy należą wedle raportu KE budownictwo, hutnictwo, przemysł chemiczny i transport.
W dłuższej perspektywie tylko w sektorze motoryzacyjnym może być zagrożonych 600 000 etatów. Konkurencja chińska zagraża także „zielonemu przemysłowi” i oznacza ryzyko utraty w Europie 85 000 miejsc pracy w produkcji baterii i akumulatorów oraz około 60 000 w sektorze wytwarzania paneli słonecznych.
Dotychczasowe szacunki unijne prognozowały na koniec roku bezrobocie w wysokości 5,9% dla całej Wspólnoty. Szacunki te już zostały podniesione do 6%.