Przedstawiciele szpitali powiatowych domagają się przywrócenia dostępności badań.
Jak informuje portal Rynek Zdrowia, Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych domaga się przywrócenia nielimitowanych badań. Przypomnijmy, że neoliberalny rząd Tuska przywrócił od 1 kwietnia 2026 roku limity na wiele ważnych badań, w tym pozwalających wcześnie wykryć nowotwory. Badania ponad przyjęte niewielkie limity mają być refundowane dopiero w kolejnym roku i wedle stawek, które czynią to nieopłacalnymi. Oznacza to, że wiele szpitali rezygnuje z badań. Dla pacjentów oznacza to duże ryzyko zdrowotne lub konieczność odpłatnego wykonania badań w sektorze prywatnym.
W stanowisku Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych napisano: „Ograniczanie dostępności porad specjalistycznych to nie oszczędność – to przeniesienie kosztów w czasie i ich zwielokrotnienie”. Organizacja informuje, że po wprowadzeniu limitów i niewielkich stawek za nadwykonania, znacznie wydłużyły się kolejki na badania. Na rezonans magnetyczny czeka się nawet 105 dni, a na kolonoskopię 263 dni.
Związek przekonuje, że zapowiadane przez rząd kolejne „reformy” grożą powtórką takiego scenariusza także w kwestii wizyt specjalistycznych, obejmując tym razem szerszą grupę chorych przewlekle – kardiologicznych, diabetologicznych, neurologicznych, pulmonologicznych i reumatologicznych. Autorzy apelu uważają, że takie pomysły nie poskutkują oszczędnościami budżetowymi, lecz większymi wydatkami – choroby wykryte później, będą droższe w leczeniu, a w „bonusie” otrzymamy cierpienie i dodatkowe zgony pacjentów.
Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych domaga się m.in. rozliczania nadwykonań co miesiąc, a nie w kolejnym roku, gdyż szpitale nie mają z czego kredytować takich działań. Uważa też, że nadwykonania powinny być płatne wedle standardowej stawki, a nie obniżonej, jak obecnie. Apelują także o zniesienie limitów na badania endoskopijne i diagnostykę obrazową, gdyż limity zagrażają zdrowiu i życiu pacjentów.
Wczoraj odbył się strajk w publicznym zakładzie.
Jak informuje Radio Wrocław, wczoraj miał miejsce dwugodzinny strajk ostrzegawczy w Instytucie Elektrotechniki „Łukasiewicz” – Departamencie Doświadczalno-Produkcyjnym w Międzylesiu. To publiczne przedsiębiorstwo wytwarza izolatory dla przemysłu energetycznego i kolei. To największy taki producent w Polsce. Jest jednym z największych pracodawców na Ziemi Kłodzkiej i największym w gminie Międzylesie – zatrudnia około 140 osób.
Strajk ostrzegawczy to kolejny etap trwającego sporu w przedsiębiorstwie. Pracownicy i związkowcy domagają się podwyżek płac oraz poprawy warunków zatrudnienia. Chcą podwyżek płac o 600 zł – ich obecne płace ledwo przekraczają pensję minimalną, także w przypadku najbardziej doświadczonych pracowników o wieloletnim stażu pracy w zakładzie. Ale spór nie dotyczy tylko pensji. Pracownicy skarżą się na warunki zatrudnienia – wyeksploatowane i stare maszyny, brak wydajnej wentylacji, temperatury sięgające w hali latem nawet 30 stopni itp.
Dotychczasowe negocjacje nie przyniosły efektów. Przedstawiciele zarządu zakładu twierdzą, że nie posiadają środków na oczekiwane podwyżki i proponują śladowe wzrosty pensji. Negocjacje z udziałem rządowego mediatora zaplanowano na 14 lipca. Związkowcy zapowiadają, że jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, kolejnym działaniem może być bezterminowy strajk generalny.
We wczorajszym strajku ostrzegawczym wzięła udział niemal cała załoga zakładu zrzeszona w związkach zawodowych „Solidarność” i „Sierpień ‘80”.
Duży zakład w niewielkim mieście zwalnia niemal połowę załogi.
Jak informuje portal Business Insider, szefostwo walcowni metali „Dziedzice” w Czechowicach-Dziedzicach zapowiedziało wielkie zwolnienia grupowe. Walcownia istnieje od 130 lat, obecnie należy do grupy kapitałowej Boryszew.
Szefostwo spółki zamierza zwolnić 163 pracowników produkcyjnych oraz 37 pracowników administracyjnych. 200 osób planowanych do zwolnienia to niemal połowa załogi wynoszącej obecnie 447 osób. Decyzja jest motywowana przyczynami ekonomicznymi, problemami rynku wyrobów metalowych oraz planowaną reorientacją produkcji.
W fabryce niemieckiego koncernu pracownicy są oburzeni ich traktowaniem.
Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, pracownicy fabryki niemieckiego koncernu samochodowego MAN w Niepołomicach rozpoczęli przygotowania do sporu zbiorowego. Nie wykluczają nawet strajku. Są oburzeni tym, jak wielkie różnice w wysokości premii dotyczą zakładów w Polsce i w Niemczech.
Premia roczna w niemieckich zakładach MAN-a ma wynieść 1600 euro, czyli niemal 7000 zł. Tymczasem premia roczna w polskim zakładzie to 1500 zł brutto. W niemieckich zakładach nawet uczniowie-praktykanci mają dostać 365 euro, czyli mniej więcej tyle samo, ile najbardziej doświadczeni pracownicy w Polsce. Dzieje się tak pomimo że – jak wskazują związkowcy i pracownicy – efektywność produkcji w Polsce jest wyższa niż w niemieckim zakładzie. W Polsce podczas jednej zmiany wytwarza się 105 ciężarówek, w Niemczech zaledwie 40. Zakład MAN w Niepołomicach jest jednym z największych, najbardziej nowoczesnych i wydajnych ze wszystkich fabryk tego koncernu w skali świata.
Wieści o wysokości premii wywołały oburzenie załogi zakładu. Związkowcy z „Solidarności” zapowiedzieli przygotowania do wszczęcia sporu zbiorowego. Jeśli jego kolejne etapy negocjacyjne nie przyniosą efektów, są gotowi zorganizować strajk. Związkowcy domagają się, aby premia w Polsce wyniosła 5000 złotych.
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Intercooler422 – Praca własna, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=170489304