Chiny – robotnicy wstają z kolan

Zima 2012 |

Chiny to dla większości ludzi ponury, komunistyczny moloch z twarzą Mao Zedonga i masami robotniczo-chłopskimi na placu Tiananmen, z „Czerwoną książeczką” w dłoniach. Ze świętoszkowatym współczuciem wypowiadamy się o 10-letnich dzieciach zmuszanych do pracy w fabrykach zabawek, drobnej elektroniki czy plastikowych gadżetów. Z pogardą i poczuciem wyższości debatujemy o Chinach jako komunistycznej fabryce świata, kraju robotników potulnie pracujących za „miskę ryżu”. Ten stereotypowy obraz niekoniecznie odpowiada rzeczywistości. Olbrzymia populacja robotników, ponad 160 mln osób, w tym migrujących z biedniejszych, centralnych i zachodnich prowincji, jest od wielu lat siłą napędową chińskiej gospodarki. Po latach pracy za nędzne stawki zaczynają oni jednak walczyć o swoje prawa i dostrzegać własną zbiorową siłę.

Niekończący się strumień chińskiej taniej siły roboczej to mit nieaktualny od jakiegoś czasu. Ten strumień powoli wysycha, co jest szczególnie dotkliwe dla fabryk z miast południowo-wschodniego wybrzeża, zwłaszcza z olbrzymich ośrodków przemysłowych w delcie Rzeki Perłowej. Siła i bogactwo tego regionu opierają się na pracownikach napływowych, którzy jednak coraz rzadziej decydują się migrować kilkanaście tysięcy kilometrów w poszukiwaniu pracy w tamtejszych fabrykach.

W ostatniej dekadzie uległ też zmianom model zatrudnienia w Chinach. Szacuje się, że po pierwszej fali kryzysu w latach 2008–2009 pracę straciło ponad 20 mln (tj. ok. 15%) robotników, głównie przyjezdnych z prowincji centralnych. Z kolei rok później w rejonie delty Rzeki Perłowej notowano niedobór siły roboczej – wszystko przez to, że wielu robotników znalazło pracę bliżej swojego miejsca zameldowania i nie musiało przemieszczać się na południe. Jak podaje Chińskie Biuro Statystyczne, w 2010 r. łączna liczba migrantów zarobkowych z terenów wiejskich wynosiła 242 mln osób, z czego 153 mln pracowały w miejscu innym niż wskazane w dokumentach meldunkowych, a ponad 1/3 (89 mln) w pobliżu miejsca zameldowania. Według najnowszych danych Chińskiego Biura Statystycznego coraz mniej osób decyduje się na opuszczenie rodzinnego miasta czy wsi w poszukiwaniu pracy. Miasta przemysłowe bogatego Południa Chin, takie jak Kanton, Shenzhen czy Foshan, coraz częściej mają problemy ze znalezieniem odpowiedniej liczby rąk do pracy.

Nowe pokolenie

Od pewnego czasu wydaje się, że powoli, lecz stale na chińskim rynku pracy na znaczeniu zyskują wola i siła pracowników najemnych. Protesty robotników, które odbywają się coraz częściej, począwszy od 2000 r., były i są organizowane przez dwie główne grupy. Pierwsza to pracownicy mający duży staż w państwowych zakładach produkcyjnych, zwolnieni po ich prywatyzacji. Do drugiej należą napływowi robotnicy zasilający coraz liczniej powstające prywatne przedsiębiorstwa.

Pod koniec pierwszej dekady XXI w. zaszły znaczące zmiany w strukturze drugiej ze wspomnianych grup. Pojawiła się tzw. nowa generacja migrantów ze wsi. To ludzie urodzeni w późnych latach 80. i w latach 90., których mentalność i przekonania są całkowicie różne od poprzedniej generacji tej grupy społeczno-zawodowej. Z „Raportu dotyczącego migrantów zarobkowych z terenów wiejskich w 2009 roku” wynika, że stanowią oni ponad 60% pracujących migrantów. Z kolei raport opublikowany rok później przez Chińską Akademię Nauk informuje, że są to ludzie dobrze wykształceni (najczęściej legitymujący się dyplomem gimnazjum czy liceum), z biegłą znajomością obsługi Internetu i urządzeń mobilnych, mający wysokie aspiracje i dużo większą niż poprzednie pokolenie pewność siebie.

Sprawne posługiwanie się nowymi technologiami pozwala im także organizować protesty, jak to miało miejsce np. podczas strajku w zakładach Nankai Honda. Niedługo po tym, jak w tej fabryce w maju 2010 r. wybuchł bunt, robotnicy założyli specjalną grupę w serwisie QQ (bardzo popularny w Chinach komunikator internetowy). Na bieżąco informowali o przebiegu strajku, kontaktowali się z prawnikami i organizacjami społecznymi, udzielającymi im wsparcia.

Młode pokolenie nie godzi się na niesprawiedliwe traktowanie, wykorzystywanie lub próby oszustw ze strony pracodawcy – inaczej niż wcześniejsze pokolenie, otwarcie broni swoich praw. Młodzi robotnicy nie są już potulni i gotowi pracować za jakiekolwiek pieniądze w byle jakich warunkach. Domagają się czasu wolnego, perspektyw rozwoju, nie zgadzają się na pracę w godzinach nadliczbowych. W większości są świadomi ryzyka i niebezpieczeństwa wiążącego się z pracą w fabryce, w kwestii bhp są dużo bardziej wymagający niż pokolenie ich rodziców. Chcą rozwijać swoje umiejętności, kształcić się i zakładać rodziny w mieście – ok. 90% z nich nie planuje powrotu na wieś, gdzie mogą pracować jedynie na roli. Unikają zakładów, gdzie płace i warunki pracy są dla nich nieodpowiednie, gdzie nie oferuje im się podstawowych świadczeń (darmowe zakwaterowanie, wyżywienie, ubezpieczenie od wypadków przy pracy).

Według danych zgromadzonych przez badaczy z Chińskiej Akademii Nauk swoista zmiana pokoleniowa w chińskich zakładach produkcyjnych ma też przemożny wpływ na rozwój i obecny kształt ruchów robotniczych w Chinach (patrz tabela 1).

Tabela 1. Charakterystyka tzw. nowego pokolenia migrantów zarobkowych

Dane dot. nowego pokolenia migrantów Wpływ na podejście do pracy
29% migrantów ukończyło szkołę średnią Większa świadomość praw pracowniczych i obowiązków pracodawcy
47% regularnie korzysta z Internetu Łatwiejsza i bardziej efektywna komunikacja
45% pracuje w sektorze wytwórczym Sektor wytwórczy jest gałęzią przemysłu najbardziej narażoną na strajki i protesty
45% jest niezadowolonych ze swoich dochodów Żądania wyższych płac
Wyższe zapotrzebowanie na dobra konsumpcyjne Żądania wyższych płac
45% nie planuje powrotu na wieś Decyzja o pozostaniu w mieście
90% niezaangażowanych w produkcję rolną planuje pracować wyłącznie w mieście Większość migrantów nie ma żadnej wiedzy dot. pracy w rolnictwie

Opracowanie: za China Labour Bulletin, marzec 2012.

Młode pokolenie robotników najemnych, migrantów z zachodnich i centralnych prowincji, ożywiło, wcześniej praktycznie nieaktywny, ruch robotniczy w Chinach. Dzięki przedstawicielom „nowej generacji migrantów” robotnicy stali się bardziej pewni siebie i swoich racji. Co prawda protesty w poszczególnych zakładach raczej nie przeradzają się w większe wydarzenia, nie dokonały też póki co konsolidacji robotników w organizacjach większych niż zakładowe, można jednak mówić o całkowitej zmianie sposobu myślenia i działania tej grupy społecznej.

Na korzyść pracowników działają też procesy demograficzne, będące efektem chińskiej polityki jednego dziecka. Coraz mniej młodych ludzi decyduje się na wyjazd za pracą do prowincji oddalonych o tysiące kilometrów. Poza tym jedynacy wychowani jako „mali cesarzowie”, przekonani o własnej wysokiej wartości, często mierzą wyżej niż dożywotnia praca przy taśmie montażowej. Jeśli tylko wykształcenie pozwala im na zatrudnienie w usługach lub handlu, korzystają z okazji, nierzadko rzucając posadę w fabryce z dnia na dzień. Gdy zaś decydują się na pracę w fabryce, to często liczą na ofertę konkretnej „ścieżki kariery”.

Cai Fang, ekonomista i demograf, dyrektor Instytutu Badań nad Ekonomiką Pracy przy Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, uważa, że Chiny zbliżają się nieubłaganie do lewisowskiego punktu zwrotnego – pozornie niewyczerpalne zasoby taniej siły roboczej z terenów wiejskich zaczynają się gwałtownie kurczyć. Co za tym idzie, robotnicy będą domagać się dużo wyższych wynagrodzeń, a kraj będzie zmierzał ku bardziej rozwiniętej formie gospodarki niż tylko opartej na przemyśle wytwórczym. W raporcie przygotowanym w 2009 r. dla Organizacji Narodów Zjednoczonych zespół badaczy pod jego kierownictwem wskazał na istotne zmiany społeczne i ekonomiczne, które będą miały wpływ na kierunek i rozwój chińskiej gospodarki najbliższych lat: W przyszłości Chiny stracą swój największy atut, jakim są nieograniczone zasoby taniej siły roboczej. Chiny, zbliżając się do punktu zwrotnego, już teraz przywiązują coraz większą wagę do respektowania praw pracowników. Robotnicy, którzy w każdej chwili mogą zagłosować nogami, mają coraz silniejszą kartę przetargową w negocjacjach z pracodawcami. Ci z kolei zdają sobie sprawę, że muszą zwracać coraz większą uwagę na warunki pracy oraz pensje, jakie oferują pracownikom. Co więcej, władze na szczeblu lokalnym i władze centralne w Pekinie zaczęły aktywnie promować formułę trójstronnych negocjacji, wspierając pracodawców i pracowników w rozwiązywaniu problemów w zakładach pracy. Zmiany, jakie obserwujemy na rynku pracy w Chinach, już teraz zmuszają pracodawców do uelastycznienia modelu zarządzania i działania zgodnie z zasadami przedsiębiorstw społecznie odpowiedzialnych (Cai Fang, Du Yang, Wang Meiyan, Migration and Labor Mobility in China, Human Development Research Paper 2009/09, UNDP, kwiecień 2009, s. 29).

Chińscy robotnicy, prawdopodobnie całkowicie nieświadomie, pokazali swoją siłę, masowo nie wracając do fabryk na południu Chin po Święcie Wiosny (chiński Nowy Rok) w 2004 r. Olbrzymi deficyt siły roboczej spowodował wielotygodniowe przestoje w produkcji, odczuwalne w wielu branżach na całym świecie. Po Nowym Roku chińska „fabryka świata” stanęła, a dyrekcje zakładów produkcyjnych zaczęły w panice szukać kogokolwiek do pracy, oferując o niebo lepsze warunki niż jeszcze miesiąc wcześniej. W latach 2008–2009, w pierwszej fazie globalnego kryzysu finansowego, problemy z siłą roboczą zmalały. Taki stan rzeczy wiązał się przede wszystkim z faktem, że wiele małych i średnich przedsiębiorstw zbankrutowało, ponad 20 mln migrantów straciło pracę i zostało zmuszonych do powrotu w rodzinne strony. W 2010 r. problemy jednak pojawiły się znowu – w samej tylko delcie Rzeki Perłowej brakowało ponad 2 mln pracowników.

(Nie)bezpieczne związki

Organem powołanym do reprezentowania i obrony interesów robotników jest utworzona w maju 1925 r. w Kantonie Ogólnochińska Federacja Związków Zawodowych. OFZZ była zawsze silnie związana z Komunistyczną Partią Chin. Po dojściu komunistów do władzy, w latach 50., służyła głównie do egzekwowania posłuszeństwa wśród robotników i narzucania im oficjalnej linii partii. W latach Rewolucji Kulturalnej (1966–76) swego rodzaju „czystki” nie ominęły i tej instytucji, która praktycznie zawiesiła działalność. Po otwarciu Chin na świat i rozpoczęciu reform gospodarczych w późnych latach 70. rola OFZZ była sukcesywnie marginalizowana. Obecnie należy do niej prawie 1,4 mln organizacji związkowych, które łącznie zrzeszają ponad 160 mln członków. Międzynarodowa Federacja Związków Zawodowych nie uznaje OFZZ za przedstawiciela chińskich związków zawodowych i pracowników, zarzucając jej uzależnienie od władz państwowych. Mimo że OFZZ zrzesza ogromną liczbę ludzi, nieznacznie przyczynia się do walki o poprawę warunków pracy chińskich robotników.

Słabość OFZZ była jednym z głównych czynników przyciągających do Chin inwestycje zagraniczne. Po wprowadzeniu reform przez Deng Xiaopinga zaczęły w Chinach powstawać prywatne firmy, fabryki, joint ventures. Większość zakładów państwowych została zlikwidowana lub sprywatyzowana. W rezultacie miliony ludzi straciło pracę i musiało sobie radzić na nowym, nieznanym rynku pracy, w którym zazwyczaj przegrywali z migrantami, godzącymi się pracować za minimalne stawki, bez ubezpieczenia i innych świadczeń przysługujących robotnikom zatrudnionym legalnie. Według chińskiego prawa głównymi obowiązkami komórki OFZZ w fabryce są kontrola warunków pracy, badanie ewentualnych naruszeń praw pracowniczych, służenie robotnikom pomocą prawną, a także reprezentowanie ich interesów we wszystkich sporach z pracodawcą. Przedstawiciele OFZZ, w założeniu wybierani przez robotników, tak naprawdę często byli ludźmi z nadania partii – nierzadko dyrektorami konkretnych fabryk. Nie dziwi więc fakt, że w wielu przypadkach OFZZ nie zależało na negocjowaniu płac czy warunków pracy – wzrost kosztów zatrudnienia wiązałby się ze spadkiem konkurencyjności firmy.

W niewielkim stopniu związek pomaga pracownikom – zazwyczaj to przedstawiciele OFZZ pełnią rolę mediatorów w przypadku konfliktów między pracownikami a dyrekcją. Jednak w razie zorganizowanych form protestu, tj. demonstracji czy pikiet, OFZZ odmawia wsparcia, głównie z powodu powiązań z władzami. Postawa OFZZ sprawiła, że chińscy robotnicy zaczęli zrzeszać się w mniejsze, niezależne organizacje i stowarzyszenia, najczęściej walczące o prawa pracowników konkretnych zakładów produkcyjnych. Niestety w większości te niewielkie inicjatywy rozpadają się bardzo szybko, najczęściej po kilku nieudanych strajkach czy próbach negocjacji z pracodawcą. Po nagłośnieniu w mediach krajowych i zagranicznych wielu przypadków łamania praw pracowniczych, wykorzystywania robotników czy zatrudniania dzieci Chinami zaczęły interesować się międzynarodowe organizacje pozarządowe, szczególnie z Hongkongu czy Tajwanu. Pomagają one lokalnym stowarzyszeniom popularyzować wśród robotników wiedzę z zakresu prawa pracy, organizować szkolenia dokształcające czy rozwijające zainteresowania.

Jedną z organizacji, które przyczyniły się do ujawnienia naruszeń praw pracowniczych i praw człowieka w fabrykach, jest China Labor Watch. To organizacja non profit założona w 2000 r. przez młodego aktywistę ruchu robotniczego, Li Qianga. Jako młody robotnik napływowy Li Qiang, migrant z prowincji Syczuan, po wypadku w fabryce zaczął na własną rękę walczyć o prawo do odszkodowania. Po jakimś czasie stał się jednym z głównych aktywistów ruchu robotniczego w Chinach. Obecnie prowadzi wykłady na Uniwersytecie Columbia, publikuje w chińskiej prasie, jest też szeroko cytowany w prasie zachodniej. Organizacja działa obecnie w Nowym Jorku i Chinach kontynentalnych, aktywnie wspierana przez dziesiątki aktywistów w fabrykach. Główne cele CLW to informowanie i edukowanie robotników oraz ochrona praw ludzi pracujących w zakładach będących podwykonawcami międzynarodowych korporacji. Działacze CLW przygotowują obszerne raporty dotyczące warunków pracy, płacy i warunków bytowych pracowników wybranych fabryk, szczególnie tych, co do których istnieje podejrzenie łamania podstawowych praw pracowniczych. W swych raportach CLW wskazuje nieprawidłowości związane z zaniżonymi zarobkami, brakiem egzekwowania podstawowych praw pracowniczych (dni wolne od pracy, przerwy w pracy, dostęp do toalet czy wody pitnej). Dzięki raportom CLW światło dzienne ujrzały przypadki wykorzystywania pracowników w zakładach produkujących dla takich firm jak Apple, Carrefour, Adidas, Puma czy Wal-Mart. Bardzo istotne w działaniach CLW jest ujawnianie hipokryzji i kłamstw firm takich jak wspomniane Apple czy Wal-Mart, publicznie deklarujących chęć prowadzenia biznesu odpowiedzialnego społecznie, jednak w rzeczywistości przyczyniających się do łamania praw pracowników w zakładach podwykonawców w Chinach i innych krajach Azji Południowo-Wschodniej – głównie poprzez żądanie niskich cen towarów, niesprawiedliwe skonstruowane kontrakty, wysokie kary nakładane w przypadku opóźnień w dostawie itp.

Aktywiści CLW wykazali znaczące zaniedbania, szczególnie jeśli chodzi o ponadnormatywny czas pracy, brak płatności za nadgodziny, zaniżone pensje, niewypłacanie wynagrodzenia w terminie, ograniczanie swobody zrzeszania się robotników i inne naruszenia chińskiego kodeksu pracy i praw człowieka.

CLW prowadzi też szkolenia i warsztaty dla robotników, szczególnie w fabrykach w regionie delty Rzeki Perłowej. Współpracuje również z innymi chińskimi organizacjami i związkami zawodowymi – głównym celem kooperacji jest stopniowe wprowadzanie standardów odpowiedzialnego biznesu oraz międzynarodowych standardów bezpieczeństwa pracy. Według danych CLW w 2007 r. w szkoleniach z zakresu bezpieczeństwa pracy i praw pracowniczych wzięło udział ponad 500 robotników z fabryk położonych w delcie Rzeki Perłowej. CLW uruchomiło też infolinię, oferującą pomoc z zakresu podpisywania umowy o pracę, wynagrodzenia, ubezpieczenia zdrowotnego, godzin pracy i przysługujących dni wolnych.

Organizacja działa dwutorowo – po pierwsze zapewnia tak potrzebne robotnikom wsparcie merytoryczne; po drugie dzięki częstym inspekcjom i zamieszczaniu raportów w Internecie ma realny wpływ na poprawę warunków pracy w chińskich fabrykach. Raporty, w językach chińskim i angielskim, są dostępne na stronie internetowej fundacji. Warto im się przyjrzeć, choćby pobieżnie – wtedy stanie się jasne, kto tak naprawdę płaci najwyższą cenę za markowe buty Pumy czy bluzę Quiksilver. W opublikowanym w 2007 r. raporcie „Textile Sweatshops: Adidas, Bali Intimates, Hanesbrands Inc., Piege Co. (Felina Lingerie), Quiksilver” czytamy o sweatshopach, w których ludzie pracują po kilkanaście godzin, w skandalicznych warunkach, zarabiając grosze i wytwarzając towary, które po drugiej stronie globu zostaną sprzedane po cenach kilkunastokrotnie wyższych, często jako produkty luksusowe. W wielu zakładach, np. u podwykonawców firmy Puma, CLW kilkukrotnie przeprowadzała kontrole, niestety często okazywało się, że warunki pracy nie ulegały żadnej zmianie. Istnieje więc milczące przyzwolenie ze strony odbiorców na eksploatowanie pracowników. Brak praw i godnej płacy gwarantują bowiem niskie ceny zakupu, a tylko to interesuje kupców z międzynarodowych firm sprzedających markową odzież, zabawki czy elektronikę.

Czas na zmiany

Brak przestrzegania praw pracowniczych i niskie koszty pracy sprawiały, że w początkowym okresie otwarcia chińskiej gospodarki kraj był bardzo atrakcyjny dla zachodnich inwestorów i kupców. Doskonała organizacja zaplecza produkcyjnego i logistycznego w wielkich ośrodkach przemysłowych na południu Chin, liczne porty, dobra infrastruktura drogowa i kolejowa – wszystko to wciąż daje Chinom przewagę nad innymi „tanimi krajami” Azji Południowo-Wschodniej. W ostatnich latach jednak, głównie ze względu na częste protesty i rozruchy w fabrykach i związane z tym opóźnienia w produkcji, wiele korporacji zaczyna stopniowo wycofywać się z Chin i przenosić fabryki do Bangladeszu, Birmy czy Wietnamu. W tych krajach, może poza Wietnamem, związki zawodowe niemal nie istnieją, a siła robocza jest dużo tańsza niż w Chinach.

Chińskie władze, centralne w Pekinie oraz poszczególnych miast i prowincji, w odpowiedzi na coraz liczniejsze protesty robotników oraz strach przed zachwianiem harmonii w państwie, przywiązują rosnącą wagę do kwestii przestrzegania praw pracowniczych, godnych zarobków i zasad bezpieczeństwa w fabrykach. W 2011 r. średnia pensja wzrosła o 21,2% – i to pomimo spowolnienia wywołanego globalnym kryzysem gospodarczym.

Pierwsze bunty przekształciły się w bardziej, choć jeszcze nie do końca, zorganizowane ruchy, które coraz częściej wymuszają daleko idące zmiany w chińskim prawodawstwie. Rząd, w odpowiedzi na coraz większą presję społeczną i świadomy rosnącej siły „mas robotniczych”, rozpoczął prace nad zmianami w kodeksie pracy. W 2002 r., niedługo po dojściu do władzy Hu Jintao i Wen Jiabao, ogłoszono nową koncepcję harmonijnego społeczeństwa. Miał to być model rozwoju, w którym wyjątkowy nacisk położony jest na sprawiedliwość społeczną, stabilizację gospodarki, niwelowanie różnic społecznych, podnoszenie poziomu życia obywateli oraz owocną współpracę gospodarczą z zagranicą. Zarówno prezydent Hu Jintao, jak i premier Wen Jiabao zgodnie mówili o konieczności stawiania obywateli na pierwszym miejscu, służeniu im i szukaniu takich rozwiązań, które są dobre dla wszystkich mieszkańców Chin. Założenia te znalazły odzwierciedlenie w ogłoszonym w 2010 r. Dwunastym Planie Pięcioletnim, gdzie przywiązuje się szczególną wagę do rosnącej konsumpcji krajowej, wzrostu poziomu zabezpieczeń socjalnych, harmonijnego i szybkiego rozwoju gospodarczego.

System dokumentów meldunkowych, wprowadzony w późnych latach 50., od początku pomagał władzom regulować przepływ i strukturę społeczną poszczególnych regionów Chin. Wielu badaczy wskazuje, że wciąż jest on głównym motorem chińskiej gospodarki. Jak pisze Wang Fei Ling w swojej pracy „Organizing Through Division and Exclusion: China’s Hukou System”, przybywający do fabryk migranci ze wsi są bardzo mobilni i natychmiast reagują na zmiany zapotrzebowania na siłę roboczą. Pojawiają się tam, gdzie potrzeba rąk do pracy i znikają natychmiast, gdy tylko rynek pracy się nasyci. Tylko przez krótki czas, średnio przez około rok, przebywają w mieście. Nie mają prawa do zasiłku, awansu, a jako nielegalni pracownicy – możliwości walki o swoje prawa w przypadku ich naruszenia.

Od końca lat 90. Chiny stale zmieniają zasady meldunku. To jednak system na tyle złożony, że jego całkowite zniesienie jest według wielu specjalistów niemożliwe. Zlikwidowanie swego rodzaju instytucjonalnego systemu wykluczenia wymaga olbrzymich wydatków i nie jest mile widziane przez nikogo – nawet przez samych robotników nielegalnie przebywających w miastach. Wiejskie dokumenty meldunkowe dają im prawo do użytkowania ziemi, a w przypadku utraty pracy w mieście mają dokąd wrócić i zawsze mogą zająć się pracą na roli. W 2006 r. Rada Państwa opublikowała dokument „Komentarze dotyczące sposobów rozwiązania problemów migrantów z terenów wiejskich”, w którym wzywano do równego traktowania wszystkich obywateli niezależnie od miejsca zameldowania oraz apelowano do władz lokalnych (szczególnie władz poszczególnych miast) o zmiany w systemie przyznawania miejskiego meldunku. W odpowiedzi na to władze lokalne dokonały wprawdzie kosmetycznych poprawek w systemie, nie wpłynęło to jednak w żaden sposób na poziom życia pracujących w miastach robotników ze wsi. Tak jak wcześniej, szansę na meldunek miejski i związane z tym świadczenia mają tylko wysoko wykwalifikowani robotnicy od wielu lat pracujący w danym mieście.

Kolejnym krokiem w kierunku podwyższenia płac i wzrostu krajowej konsumpcji był rządowy plan wprowadzenia w życie systemu grupowych negocjacji warunków pracy w firmach, w których istniały związki zawodowe (np. komórka OFZZ). Na mocy rządowych ustaleń do 2010 r. ponad 60% przedsiębiorstw miało włączyć się do tego systemu, rok później miało to być już ponad 80%. Przedsiębiorstwa, w których nie istniało zrzeszenie robotników, miały zobowiązywać się do podwyżki płac na mocy porozumienia zawieranego razem z innymi małymi firmami na szczeblu prowincji (układ zbiorowy). Jakkolwiek w wielu przypadkach projekt powiódł się, to jednak wykluczał udział samych pracowników w negocjowaniu warunków umów o pracę – ich przedstawicielami bowiem mieli być związkowcy OFZZ, co nie dawało gwarancji zaspokojenia oczekiwań załogi.

W 2007 r. opublikowano wiele ważnych rozporządzeń związanych z prawem pracy, które znacząco wpłynęły na poprawę warunków zatrudnienia i poziom płac robotników. Szczególnie ważne wydaje się wprowadzone w życie 1 stycznia 2008 r. „Prawo kontraktowe”, dzięki któremu robotnicy w końcu uzyskali podmiotowość prawną (nie ma o niej mowy w Konstytucji ChRL). Dokument ten stanowi też podstawę sporów sądowych, których dwukrotnie przybyło od momentu jego publikacji.

Kolejny plan pięcioletni

Zmiany w najwyższych władzach państwowych to także nowy model rozwoju gospodarki: przeniesienie punktu ciężkości z eksportu na rozwijanie popytu wewnętrznego. Po pierwszej fali globalnego kryzysu w 2008 r. Chiny dość szybko zaczęły notować wzrost gospodarczy, głównie dzięki pomocy finansowej ze strony Rady Państwa, która przeznaczyła znaczne kwoty na wsparcie zwalniającej gospodarki oraz konsumpcji krajowej. Jednym z głównych punktów nowej polityki rządu, zawartej w Dwunastym Planie Pięcioletnim na lata 2011–2015, jest wzrost płac robotników oraz zmniejszenie dysproporcji w wynagrodzeniach między poszczególnymi regionami i prowincjami, tak aby warunki życia najmniej zarabiających (tj. migrantów zarobkowych) poprawiły się i by oni także mogli więcej konsumować. Mniej więcej w tym samym czasie, w drugiej połowie 2010 r., w wielu prowincjach podniesiono płace minimalne, do tej pory zamrożone od 2008 r. na polecenie władz centralnych. Do końca 2010 r. płaca minimalna wzrosła średnio o 23%, niektóre z prowincji podniosły ją jeszcze w 2011 r. Obecnie płaca minimalna w Chinach wynosi około 1300 yuanów (ok. 650 PLN). Kolejnym punktem wprowadzanego w życie planu pięcioletniego jest, wspomniane już, ustanowienie systemu grupowych negocjacji płac.

Jakkolwiek władze kładą szczególny nacisk na poprawę warunków życia i płac, to jednak jednym z głównych problemów trapiących chińskich rządzących są niepokoje społeczne, coraz częściej prowadzące do rozruchów. Rząd wydaje olbrzymie sumy na zapewnienie porządku politycznego i społecznego – w 2010 r. wydatki rządowe na ten cel wzrosły o ponad 47% w porównaniu do ubiegłych lat. Jak wskazują socjologowie, jest to swego rodzaju „żelazna stabilność”, charakteryzująca się sztywną dyscypliną i drobiazgowymi kontrolami stosowanymi wobec wszystkich niesubordynowanych jednostek lub grup. Jednak mimo wyjątkowo czujnego aparatu państwowego coraz częściej dochodzi w Chinach do tzw. masowych incydentów. Brak jest oficjalnych i całościowych danych na ten temat, jednak w 2009 r. zanotowano ponad 90 tys. tego rodzaju zdarzeń, z czego jedna trzecia dotyczyła naruszenia praw pracowniczych. Badacze z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Qinghua wskazują w swoim raporcie, że mimo olbrzymich nakładów na zapewnienie bezpieczeństwa i harmonii w państwie konflikty i rozruchy społeczne nadal występują, a wręcz następuje ich eskalacja: Na przestrzeni ostatnich pięciu lat wpadliśmy w „błędne koło utrzymania harmonii w kraju”. Władze lokalne we wszystkich częściach Chin poświęcają olbrzymie środki pieniężne, materialne oraz dużą ilość zasobów ludzkich na utrzymanie bezpieczeństwa, ale konfliktów i rozruchów nie tylko nie ubywa, lecz przeciwnie – ich liczba sukcesywnie wzrasta. W efekcie powstało błędne koło, w którym im większy nacisk kładzie się na zapewnienie harmonijnego społeczeństwa, tym bardziej chaotyczne ono się staje (http://www.infzm.com/content/43853).

Koszt chińskiej ceny

Ostatnie, pełne hipokryzji oświadczenie firmy H&M, apelującej do władz Chin o lepsze traktowanie robotników w zakładach szyjących dla tej marki, jest próbą odepchnięcia od siebie odpowiedzialności za niskie pensje i złe warunki pracy w fabrykach podwykonawców tej i wielu innych zachodnich korporacji.

Chiny od ponad trzydziestu lat realizują plan tzw. kapitalizmu o chińskiej specyfice i – wbrew potocznym opiniom – władze kraju mają umiarkowany wpływ na politykę prywatnych przedsiębiorstw, których setki tysięcy powstały w ostatnich 30 latach w Chinach, szczególnie w delcie Rzeki Perłowej, w okolicach Kantonu czy Szanghaju. Warunki pracy i płace są zależne m.in. od ceny, jaką nabywcy płacą dostawcy za wykonane zlecenie. Olbrzymia konkurencja sprawia, że dostawcy godzą się na warunki klientów, głównie olbrzymich korporacji.

Strategie działania międzynarodowych firm produkujących w Chinach opierają się zazwyczaj na cięciu kosztów na każdym etapie produkcji. Żądanie czy wręcz wymuszanie cen zbliżonych do minimalnych w żadnym stopniu nie wpływa korzystnie na jakość czy cenę wyrobu oferowaną ostatecznemu odbiorcy. Marże, np. w branży odzieżowej, to zazwyczaj kilkunastokrotność ceny zakupu. W przypadku tzw. produktów markowych czy luksusowych zyski sprzedawcy są dużo wyższe. Miliony konsumentów płacą zawyżone ceny za dobra produkowane za grosze w azjatyckich fabrykach.

Czy jednak odmawianie komukolwiek prawa do kupowania towarów produkowanych w Azji poprawi sytuację pracowników na liniach produkcyjnych w Chinach lub Wietnamie? Czy kolejne, szeroko opisywane w prasie przypadki samobójstw lub protestów w fabrykach produkujących dla Apple jeszcze kogokolwiek interesują? Czy nie jest tak, że ci sami ludzie załamują ręce nad warunkami pracy w Azji, stojąc potem w kolejce po najnowszą wersję iPhone’a? Jak celnie wskazuje Alexandra Harney, wszyscy jesteśmy w jakiś sposób uwikłani w ten proceder: Za to wszystko nie jest jednak odpowiedzialny wyłącznie Pekin. Wiele zależy tutaj od światowych konsumentów. Musimy pamiętać, że to nasz apetyt na odtwarzacze DVD za 30 dolarów czy koszulki za 3 dolary sprawia, iż chińskie fabryki wyrobów jubilerskich pokrywa warstwa kurzu, tamtejsze nielegalne kopalnie ciągle są otwarte, a szesnastoletnie dzieci muszą w nich harować czasem do północy. Wszyscy płacimy chińską cenę (A. Harney, Chińska cena. Prawdziwy koszt chińskiej przewagi konkurencyjnej, Katowice 2009, s. 277).

Co jest i co będzie

Można dostrzec kilka wyraźnych tendencji, które są charakterystyczne dla ciągle jeszcze kształtującego się chińskiego ruchu robotniczego. Nowe pokolenie robotników, ludzi urodzonych w późnych latach 80. i latach 90., zaczęło głośno domagać się swoich praw, zrzeszać się i organizować spontaniczne strajki. Również starsze pokolenie, szczególnie ludzi masowo zwalnianych z pracy w efekcie prywatyzacji i restrukturyzacji rozpoczętej w latach 90., rozpoczęło walkę o przywrócenie do pracy. Dołączają do nich wciąż zatrudniani w państwowych zakładach robotnicy, których pensja od lat pozostaje na tym samym poziomie, mimo inflacji i wzrostu kosztów życia. Kolejną charakterystyczną cechą ostatnich kilku lat jest fakt, że robotnicy zaczęli skupiać się w większe grupy, potrafią szukać pomocy prawników, organizacji pozarządowych czy dziennikarzy. Niemal zawsze korzystają też z nowoczesnych narzędzi komunikacji, informując o przebiegu strajku w Internecie.

Jeszcze niedawno pracownicy w Chinach zaczynali protestować dopiero wtedy, gdy ich prawa były w jawny i stały sposób łamane. Obecnie są dużo bardziej aktywni i dynamiczni – nie tylko nie czekają biernie, aż władze lub OFZZ rozwiążą sprawę za nich, lecz zanim lokalne instytucje rozpoczną oficjalne działania, sami zaczynają rozmawiać lub naciskać na pracodawcę i żądać wyższej płacy, ubezpieczenia, lepszych warunków pracy i – co niemniej ważne – szacunku. Coraz częściej odnoszą sukcesy. Liczne protesty sprawiły, że dyrektorzy fabryk zaczęli liczyć się z pracownikami, a bojąc się braków kadrowych i przestojów w produkcji – także o nich zabiegać. Oczywiście nie wszystkie strajki zakończyły się powodzeniem, wielu z liderów protestów w poszczególnych zakładach zostało zwolnionych, wielu dostało wilczy bilet lub zakaz legalnej pracy w konkretnym mieście. Mimo to, wydaje się, że można mówić o zmianach na lepsze. Determinacja, poczucie własnej wartości i realnej siły dały robotnikom możliwość decydowania o kształcie przedsiębiorstw, w których pracują. Negocjowanie z pracodawcą, do niedawna nie do pomyślenia, sprawia, że powoli rozpada się wyraźny podział na wysoko postawionych menedżerów i bezimienną masę, pracującą potulnie przy taśmie montażowej.

Pracodawcy powoli zaczynają zdawać sobie sprawę, że dawny model produkcji, oparty na niemal niewolniczym wyzysku milionów ludzi, to już przeszłość, więc aby przetrwać na rynku, muszą uelastycznić i unowocześnić model zarządzania pracownikami. Zmieniło się także podejście władz lokalnych i rządu w Pekinie do kwestii praw pracowniczych. Xunzi, jeden z najwybitniejszych chińskich filozofów starożytnych, mówił o wzajemnej zależności między rządzącymi a poddanymi: Władca jest łodzią, lud jest wodą. To woda łódź unosi, to woda łódź przewraca. W końcu to właśnie robotnicy są falą, która utrzymuje na powierzchni okręt zwany chińską gospodarką.

Katarzyna Machnik

(ur. 1985) – sinolog, tłumacz języka chińskiego, absolwentka sinologii UW, sinologii Uniwersytetu w Xiamen (Chiny) oraz handlu zagranicznego SGH. Interesuje się procesami globalizacji, problemami związanymi z transformacją Chin po 1978 r. oraz rozwojem i współpracą państw ASEAN i BRICS. Współpracuje z Centrum Inicjatyw Międzykulturowych, prowadzi autorską audycję Ex Oriente w radiu Bemowo.fm, w wolnych chwilach uskutecznia rajzy po Warszawie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>