Nadchodzi system kaucyjny

Nadchodzi system kaucyjny

Kończą się prace nad ustawą o systemie depozytowo-kaucyjnym. Jeśli przejdzie, od 1 stycznia 2022 r. nie tylko szkło, ale także opakowania butelek PET objęte będą kaucją.

Jak informują Wiadomości Handlowe, zgodnie z szacunkami rocznie na polski rynek trafia 220 tys. ton opakowań PET, a poziom ich recyklingu to tylko 34,7 proc. To zdecydowanie za mało, szczególnie w świetle pakietu odpadowego Unii Europejskiej. Spełnienie norm wymaga szybkiej reakcji i stworzenia systemu kaucyjnego. Odpowiednio dopasowany do potrzeb rynku może być korzystny dla wszystkich.

Zgodnie z pakietem odpadowym Unii Europejskiej do 2025 r. państwa członkowskie powinny odzyskiwać 50 proc. tworzyw sztucznych, a do roku 2030 – 55 proc. W przypadku plastikowych butelek na napoje oczekiwany odsetek odzysku wynosi docelowo aż 90 proc. Spełnienie unijnych wymagań wiąże się z możliwością wprowadzenia w Polsce systemu kaucyjnego (zwanego także depozytowym). Ministerstwo Środowiska już kilkukrotnie mierzyło się z tym tematem.

Według szacunków system depozytowy w Polsce podniósłby poziom recyklingu PET o ponad 11 proc. Ministerstwo Środowiska analizując różne rozwiązania, wskazuje na dwa możliwe scenariusze. W pierwszym, system oparty byłby na całkowicie automatycznej zbiórce dzięki sieci punktów rozmieszczonych w sklepach. Drugi scenariusz to system mieszany, w którym opakowania są częściowo zbierane automatycznie, a częściowo manualnie segregowana w mniejszych sklepach.

Kosztami recyklingu będą obciążeni głównie producenci. To na nich spoczywa odpowiedzialność, by odpady trafiały do przetwarzania. Przełoży się to na wysokość cen opakowań. By odzyskać depozyt, konieczne będzie zwrócenie opakowania. Proponowana wysokość kaucji ma wynieść 10 groszy za sztukę.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Czesi stawiają na własne produkty

Czesi stawiają na własne produkty

Od 2022 r. czeskie sklepy będą miały obowiązek mieć w asortymencie minimum 55% towarów produkcji czeskiej.

Jak informuje portal donald.pl, członkowie czeskiej Izby Poselskiej wczoraj przegłosowali nowelizację ustawy, zgodnie z którą od 2022 roku na sklepowych półkach będzie musiało znaleźć się co najmniej 55 procent produktów czeskiej produkcji.
.
Ustawą ma się teraz zająć czeski Senat. Przepisy przyjęte przez czeską Izbę Poselską dotyczą sklepów o powierzchni powyżej 400 m kw.

W przepisach zapisano, że kwoty te mają dotyczyć około 100 z ponad 15 000 rodzajów sprzedawanej żywności, którą można produkować w Republice Czeskiej. Wśród niej  znalazło się mięso, warzywa, owoce oraz nabiał. Obowiązek nie będzie dotyczył małych sklepów ani też sklepów specjalistycznych, np. z winami lub serami.

Przeciwko temu pomysłowi zaprotestowało osiem państw Unii Europejskiej, w tym Polska.
.

Ciemne oblicze pracy zdalnej

Ciemne oblicze pracy zdalnej

Pracodawcy nie kwapią się z rekompensatą kosztów pracy zdalnej. Z badań wynika, że aż 41 proc. pracowników w celu zapewnienia sobie odpowiednich warunków poniosło koszt zakupu biurka, wygodnego krzesła, laptopa czy drukarki.

Jak pisze portal pulshr.pl, większość firm nie zwróciła zatrudnionym poniesionych kosztów. Co więcej, niemal 8 na 10 pracowników musi z własnej kieszeni opłacać wyższe rachunki za prąd czy internet. Takie szokujące dane wyszły na jaw dzięki badaniom firmy Personnel Service. Podobny obraz wyłonił się z badania firmy Grant Thornton.

Praca zdalna od marca ub. roku wykonywana w domowym zaciszu wymagała od pracowników zaaranżowania przestrzeni biurowej we własnych czterech kątach. Jak wynika z badania przeprowadzonego na grupie ponad 1000 osób przez Personnel Service, dodatkowe koszty z tym związane poniosło 41 proc. pracujących na home office. Kupowane sprzęty i produkty to m.in. laptop, drukarka, biurko czy wygodne krzesło.

Najczęściej wydatki na sprzęt ponoszą osoby od 18 do 24 roku życia – aż 64 proc. młodych kupiło nowy produkt po przejściu na home office. Zdecydowana większość pracodawców zapewnia pracownikom świadczącym pracę zdalną wyłącznie taką pomoc, jaką narzucają obowiązujące przepisy. Co ciekawe, aż jedna piąta pracodawców (20,8 proc.) nie oferuje pracownikom zdalnym wsparcia zagwarantowanego w obowiązujących regulacjach prawnych.

Kiedy pracowaliśmy w biurach, takie rzeczy, jak herbata, kawa, woda, papier toaletowy, zużycie prądu czy wody (choćby do spłukiwania toalety) było po stronie pracodawcy. Teraz za to płaci pracownik. wyższe zużycie prądu, wody czy internetu to odczuwalne konsekwencje przeniesienia pracy do domu. Z badania Personnel Service wynika, że jedynie 17 proc. pracodawców po przejściu na pracę zdalną wzięło na siebie pokrycie części rosnących opłat, a aż 77 proc. pracowników z tym problemem musiała sobie radzić samodzielnie.

Czas uregulować prawnie kwestie pracy na zasadach home office. Pierwsze takie działania już widzimy. W ostatnich dniach Parlament Europejski dał zielone światło Komisji Europejskiej do wydania dyrektywy o prawie do bycia offline, co oznacza, że pracownicy będą mieć podstawę prawną, by nie zajmować się sprawami zawodowymi w czasie wolnym od pracy. To oczywiście jeden z elementów regulacji pracy zdalnej, równie istotny jak kwestia kosztów ponoszonych na home office przez pracowników.

Amerykańskie 500 plus

Amerykańskie 500 plus

Demokraci chcą comiesięcznych świadczeń na każde dziecko. Do granicy 6 lat miałoby to być 600 USD miesięcznie, a do 17. roku życia – 250 USD.

Jak informuje portal onet.pl, to oznacza wsparcie dla amerykańskich rodzin na poziomie 3600 lub 3000 USD na jedno dziecko w ciągu całego roku. Jak zauważa „Washington Post”, w stosunku do swojego PKB Stany Zjednoczone wydają mniej niż jakikolwiek inny rozwinięty kraj na zapomogi na dzieci.

W przeciwieństwie do jednorazowych czeków na czas epidemii COVID-19, które przysługują większości dorosłych Amerykanów, zapomogi na dzieci mają być stałym programem rządowym, kontynuowanym przez lata. Pierwsza propozycja mówi o rocznych ramach czasowych, ale Demokraci mają nadzieję, że polityczna presja zmusi później Kongres do przedłużenia takiej formy wsparcia.

Zapomogi nie dotyczyłby zamożnych Amerykanów, ale nie został określony dokładny poziom dochodów, od którego by nie przysługiwał.