Kolejni na bruku

Kolejni na bruku

Likwidacja PKS Mława pociąga za sobą zwolnienie z pracy ponad 130 osób.

To już przesądzone – kolejny PKS zostanie zlikwidowany. Pracownicy znajdą się na bruku, a mieszkańcy powiatu zostaną pozbawieni możliwości niedrogiego przemieszczania się po okolicy.

Jak informuje „Codziennik Mławski”, Zakładowa „Solidarność” jeszcze przed świętami negocjacje prowadziła z zarządem spółki, w celu uzyskania jak najkorzystniejszych warunków odpraw dla zwalnianych pracowników.

O tym, że losy mławskiego PKS-u mogły się potoczyć zgoła inaczej przypomina Waldemar Dubiński – zastępca przewodniczącego Zarząd Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”.

– Przed prywatyzacją spółek PKS Płocku, Mławie, Ciechanowie, Ostrołęce, Mińsku Mazowieckim i Przasnyszu, które w czerwcu 2010 r. sprywatyzował rząd PO-PSL, a zakupił je Mobilis, toczyły się rozmowy z marszałkiem Struzikiem. Solidarność proponowała, żeby samorząd województwa zbudował sieć przewozów na Mazowszu, będącą uzupełnieniem i dopełnieniem przewozów kolejowych. Wówczas PKS-y były w różnej kondycji, ale np. Mława miała wypracowane około 2 mln zysku netto. Marszałek powołał specjalny zespół i ostatecznie uznał, że to nieopłacalne, chociaż myśmy proponowali, żeby przejąć 5 PKS-ów, a zespół analizował przejęcie 11 – wspomina.

W 2010 r., gdy na potęgę prywatyzowano PKS-y w całym kraju, sprawa doczekała się też kontroli NIK oraz CBA, ale obie instytucje „nie dopatrzyły się w niej nieprawidłowości”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

W rękach garstki

W rękach garstki

Połowa ziemi w Anglii jest własnością mniej niż jednego procenta ludności tego kraju – pisze „The Guardian”.

Brytyjski dziennik powołuje się na dane z książki Guy’a Shrubsole’a „Who Owns England?”, która opisuje kwestię własności gruntów w Anglii. Autor zebrał dane, zgodnie z którymi w rękach około 25 tysięcy właścicieli ziemskich znajduje się ponad połowa angielskich gruntów. Są to zazwyczaj przedstawiciele arystokracji i właściciele firm.

Kilka tysięcy osób posiada „znacznie więcej niż cała środkowa Anglia razem wzięta”, jak pisze Shrubsole. Dodaje, że w takim razie własność angielskiej ziemi jest silnie skoncentrowana w rękach wąskiej elity arystokratycznej i finansowej.

„Dramatyczna koncentracja własności ziemi jest przypomnieniem, że nasz kraj jest dla nielicznych, a nie dla wielu – mówi poseł Partii Pracy i minister spraw wewnętrznych w gabinecie cieni Jon Trickett. „To jest po prostu nie w porządku. Arystokratyczne rodziny, które są właścicielami tych samych terenów przez wieki oraz korporacje wywierają większy wpływ na lokalne sąsiedztwa – zarówno jeśli chodzi o obszary miejskie, jak i wiejskie – niż ludzie, którzy tam mieszkają” – dodaje Trickett.

Transport do zmiany

Transport do zmiany

Z najnowszego raportu Obserwatorium Polityki Miejskiej Instytutu Rozwoju Miast i Regionów wynika, że polskie systemy transportu publicznego zazwyczaj nie rozwiązują lokalnych problemów komunikacyjnych.

Autorzy opracowania zwracają uwagę, że rosnąca popularność samochodów, a także problemy finansowe samorządów zachęciły część miast do ograniczenia roli transportu zbiorowego i do inwestycji wyłącznie w infrastrukturę samochodową. W efekcie w mniejszych miastach nieraz całkowicie likwidowano tę formę komunikacji, zaś w innych doszło do skracania niektórych tras lub zmniejszania częstotliwości kursów. Rezultatem jest mniejsza dostępność usług publicznych dla mieszkańców mniejszych ośrodków i obszarów wiejskich wokół nich.

Miastami o największej intensywności wykorzystania linii miejskich są Warszawa, Białystok i Bydgoszcz. W większych ośrodkach transport publiczny pozwala odciążyć układ drogowy z samochodów – ale tylko tam.

Jak podkreślają autorzy raportu, w ostatnich dekadach zwiększyły się zarówno odległości pomiędzy miejscem zamieszkania, pracy i zaspokajania innych podstawowych potrzeb, jak też zakres aktywności podejmowanych przez mieszkańców. To wszystko – jak stwierdzają – generuje dodatkowe potrzeby związane z przemieszczaniem się w przestrzeni zurbanizowanej. Malejąca gęstość zaludnienia w obszarach centralnych i rosnące rozproszenie ludności na peryferiach czynią dotychczasowy system coraz mniej efektywnym. Poziom dostępności transportu się zmniejsza. Wskutek chaotycznej i skokowej suburbanizacji obszary nowej zabudowy lokalizowane są często w miejscach bez dostępu do transportu publicznego. „W efekcie nowi mieszkańcy takich obszarów skazani są na korzystanie z samochodu. W ciągu pierwszego ćwierćwiecza po upadku żelaznej kurtyny bezwzględna liczba zarejestrowanych pojazdów zwiększyła się w Polsce niemal czterokrotnie. W wielu polskich miastach liczba samochodów jest już większa niż w podobnych wielkościowo ośrodkach w Europie Zachodniej. Popełnionych błędów w tym zakresie w zasadzie nie można już cofnąć ani łatwo naprawić” – czytamy w opracowaniu.

Jednocześnie już w 15 miastach Polski funkcjonuje całkowicie bezpłatna komunikacja publiczna. Jednak najczęstszym rozwiązaniem jest przyznanie uprawnień do korzystania z bezpłatnych przejazdów wybranych grupom społecznym, np. uczniom lub osobom starszym.

Jak pisze Portal Samorządowy, oceniając miejską politykę w dziedzinie komunikacji publicznej autorzy raportu mówią wręcz o hipokryzji. „Patrząc na politykę transportową przez pryzmat dokumentów strategicznych przyjmowanych przez polskie miasta, można zauważyć trend do redefiniowania priorytetów w zakresie wspieranych form mobilności miejskiej. Niestety realne decyzje inwestycyjne czy organizacyjne nierzadko pozostają w jawnej sprzeczności z celami zapisanymi na papierze” – komentują.

Autorzy opracowania zwracają uwagę, że tak naprawdę niewiele wiadomo o lokalnych systemach transportowych. Dzieje się tak, ponieważ wiele mniejszych ośrodków w ogóle nie prowadzi monitoringu w tym zakresie, zaś te większe prowadzą badania ruchu lub preferencji transportowych, wykorzystując własną unikalną metodologię, co uniemożliwia jakiekolwiek porównania.

[Zdjęcie: Tomasz Chmielewski]

Niewolnicy za zachodnią granicą

Niewolnicy za zachodnią granicą

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych uruchamia punkt konsultacyjny dla opiekunek i opiekunów osób starszych delegowanych do Niemiec. Związek uważa, że ich sytuacja zawodowa jest zła i często przypomina nawet niewolnictwo.

Szczególnie narażone na złe warunki pracy są opiekunki oddelegowane do pracy w Niemczech, które w ramach skomplikowanego modelu zatrudnienia (w większości przypadków zatrudnione przez polskie agencje na podstawie umowy zlecenia przekazywane są agencji niemieckiej, która wysyła je do pracy do rodzin w Niemczech) borykają się nie tylko niskimi zarobkami, ale również brakiem kontaktu i wsparcia ze strony pracodawców.

Przyjeżdżający ze wschodu opiekunowie i opiekunki często zamieszkują z osobami, którymi się zajmują, wobec czego są w pracy właściwie całą dobę. Nie istnieją dokładne dane o liczbie opiekunów osób starszych w Niemczech, szacuje się jednak, że w tym kraju pracuje około 300 tys. tego rodzaju opiekunów, z czego większość z nich stanowią obywatele Polski.

15 kwietnia 2019 r. Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych uruchamiło punkt konsultacyjny dla opiekunów i opiekunek osób starszych delegowanych do pracy do Niemiec. Biuro powstało w ramach realizacji dwuletniego projektu współfinansowanego przez Komisję Europejską: „Sprawiedliwe warunki pracy: Dostęp do sprawiedliwych warunków pracy dla pracowników delegowanych poprzez udzielanie informacji i współpracy w wybranych sektorach”.

Punkt konsultacyjny opiekunek osób starszych delegowanych do Niemiec, mieści się w siedzibie OPZZ ul. Kopernika 36/40 00-924 Warszawa. Porad udziela dr Adam Rogalewski, specjalista w tematyce opieki, który wspierał pracownice i pracowników sektora opieki w Szwajcarii. Z Adamem Rogalewskim można kontaktować się za pomocą poczty elektronicznej (opieka@opzz.org.pl), telefonicznie od numerem 0048 572 249 473 oraz osobiście w siedzibie OPZZ.