OPINIE

Leigh Phillips
Leigh Phillips

Ekonomia polityczna eboli

Problem eboli pozostaje nierozwiązany, gdyż jego rozwiązanie nie przyniesie nikomu zysku. Inwestowanie ok. 870 mln dolarów (1,8 mld z uwzględnieniem kosztu kapitału) w każdy z leków dopuszczonych do użytku, który chorzy na infekcję zażyją zaledwie kilka razy w życiu, nie ma sensu w porównaniu z zainwestowaniem identycznej kwoty w opracowanie bardzo zyskownych leków na choroby przewlekłe, jak choćby cukrzyca i rak, przyjmowane przez chorych codziennie, często do końca życia. Podobnie mają się sprawy z pracą nad szczepionkami. Ludzie przez dekady kupują leki na astmę lub insulinę, podczas gdy szczepienia wymagają zwykle jednej lub dwóch dawek w życiu. W ciągu ostatnich dziesięcioleci wiele firm farmaceutycznych porzuciło nie tylko badania nad szczepionkami, ale także ich produkcję. Indolencja wolnego rynku i ograniczoność wyzwalanych przez niego ambicji stanowią barierę dla wytworzenia licznych nowych dóbr i usług, które byłyby korzystne dla ludzkości i poszerzałyby zakres naszej wolności. Czytaj więcej

Wysokie podatki nie spowalniają wzrostu

W debacie ekonomicznej często pojawiają się dwie tezy dotyczące opodatkowania. Według pierwszej z nich, wysokie podatki spowalniają wzrost gospodarczy. Natomiast według drugiej, kraje UE mające dużo wyższe podatki niż Polska, miały je niższe niż my obecnie, gdy były na dzisiejszym poziomie rozwoju naszego kraju. Obie tezy są co najmniej wątpliwe. Są one jednak powtarzane na tyle często i z tak dużym przekonaniem, że wydają się oczywiste i nikt nie zamierza ich falsyfikować. Oczywiście podatki nie są remedium na wszystko, lecz ich demonizowanie ani nas nie przybliża do stworzenia efektywnego porządku gospodarczego, ani nie podnosi poziomu debaty. Czytaj więcej

Krzysztof-Wojciechowski-fot.-Natalia-Witiuk
Krzysztof Wojciechowski

Symetria asymetryczna, czyli badania przy piwie

Oto mamy „nowego człowieka” – o to właśnie nam chodzi. Drażni p. Łukasza w Szczecinie „wszechobecna polskość”, „kolonizowanie polskością”, cokolwiek by to miało znaczyć, a znaczy to nic innego, jak tylko to, że nazwy ulic są „zbyt” polskie i dumne. Bo jak to możliwe i kto do tego dopuścił, żeby ulice w Szczecinie nazywały się: Aleja Niepodległości, Aleja Wojska Polskiego, Bohaterów Warszawy, Szarych Szeregów. To skandal. Ale p. Łukasz szybko znajduje wytłumaczenie – to kolonizacja polska tego „miasta protezy na siłę i niesprawiedliwie włączonego do Polski”. Piramidy absurdu oraz kwintesencja pedagogiki wstydu i „plucia pod wiatr”. Co ciekawe, tej „kolonizacji polskością” jakoś nie zauważa (i wydaje się w ogóle je nie przeszkadzać) Ukrainka mieszkająca w Szczecinie. Ale ona pewnie jest „zacofana” i „nienowoczesna”, ją pewnie jeszcze uczyli być dumnym ze swego kraju, a przynajmniej bez wielkiej przyczyny nie pluć na niego. Pobędzie z nami, to się nauczy… Czytaj więcej

Pocztówka ze wsi

Za to, co przywieźli, otrzymali ok. 300 zł, i to bynajmniej nie do podziału na owe 5 osób, bo z tej kwoty trzeba opłacić paliwo, środki ochrony roślin, nawozy, podatki gruntowe, składki na KRUS itp. Oczywiście w „sezonie wiśniowym” przyjadą jeszcze kilka razy, może nawet 10. Daje to jakieś 3 tys. zł w lipcu, może część w sierpniu. Zapewne nie samymi wiśniami żyją, ale przyjdą zimowe miesiące i wówczas przychodów nie będzie. Ktoś powie: niech pracują w pobliskim mieście. Temu komuś odpowiem, by po owych okolicznych miastach się rozejrzał. Tam też panuje społeczna próżnia i bezrobocie. Zapewne zaraz usłyszę, że mogą się przeprowadzić do większego miasta. Wszystko pięknie, tylko za co tam zamieszkają? Czy znajdą pracę też niepewne, wszak w wielu metropoliach też jej brakuje. Czy będą mieli wsparcie rodziny? Można by mnożyć trudności bez końca, ale najpewniej liberałowie i tak znajdą na nie tysiąc recept, których sami nie będą musieli wcielać w życie. Czytaj więcej

Radosne niewolnictwo

Wolontariusze robią wiele rzeczy pożądanych społecznie. I ja to robiłem – zbierałem podpisy, sprzątałem, sadziłem drzewa. Tak, mogę to zrobić: gdy nie warto czekać na państwo lub samorząd – i gdy tego chcę. Ale nie wtedy, gdy jestem do tego zmuszony. Jestem pracownikiem. Za wiele wykonywanych przeze mnie czynności – nie ujętych w umowie o pracę – nie dostaję pieniędzy. Wolontariat wciska się tu i tam, w moje i w wasze życie. Kiedy chcę coś zrobić gratis dla innych – robię to chętnie. Kiedy muszę to zrobić, aby mój szef więcej zarobił, wszystko się we mnie gotuje. To też jest wolontariat, ten mroczny, satanistyczny. Im bardziej rozpowszechnia się idea darmowej pracy, tym bardziej boję się o swoją przyszłość. Bo ci, którzy wymyślają takie akcje, mają co jeść i gdzie spać. Natomiast wykonawcy, zamiast zarobić na życie swoją krwawicą, sfinansują czyjąś – nie swoją – frajdę. Czytaj więcej

Neokolonializm nasz powszedni

Czym różni się Polska od przeciętnego państwa postkolonialnego? U nas przez większą część roku jest zimno i ponuro, a tam z reguły ciepło i całkiem słonecznie, o ile akurat nie ma pory deszczowej. Nasze rozpadające się slumsy tylko straszą (chociażby enklawy biedy na Śląsku), tamtejsze nierzadko zapierają dech w piersiach (np. malowniczo położone brazylijskie fawele). Tamtejsi piłkarze z reguły potrafią czynić z piłką cuda, nasi to co najwyżej rzetelni wyrobnicy, a i o tej rzetelności zapominają, gdy przychodzi im założyć reprezentacyjny trykot. Jak widać różnic między Polską, a postkolonialnymi państwami z Ameryki Południowej czy Afryki jest całkiem sporo, ale nie wszystkie na naszą korzyść. Zresztą czy naprawdę trzeba wchodzić w szczegóły, by postawić tezę, że łatwiej znosi się biedę w Rio de Janeiro albo Marrakeszu niż w Bytomiu czy Świętochłowicach? Czytaj więcej

Z amatorskich badań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów

Obiegowa prawda mówi, że to, iż przedsiębiorca zatrudnia ludzi, jest dla społeczeństwa korzyścią niezaprzeczalną. A ja bym jednak chciał, żeby mi ktoś udowodnił, obliczył na papierze lub w pamięci komputera, że społeczny bilans korzyści i strat rzeczywiście jest dodatni. Bo nie jestem wcale pewien, czy jako społeczeństwo wyszlibyśmy na tym gorzej, gdybyśmy pracownikom panów Siemienasa, Czarneckiego, Falenty, Cebulskiego i jeszcze wielu podobnych (także pań) zaczęli płacić zasiłek w wysokości ostatniego wynagrodzenia za to tylko, że nie będą robić tego, co robili do tej pory. Niech siedzą w domu i oglądają seriale, niech grają w gry komputerowe albo uprawiają turystykę, tylko niech nie sprzedają działek budowlanych, nie handlują długami, niech nie manipulują kursami akcji, niech nie obsługują dziwnych policyjnych zakupów, niech nie wciskają ludziom polisolokat. Może właśnie społeczeństwo wyszłoby lepiej na tym, gdyby w miarę wcześnie wyszukiwało takich panów (i panie) przedsiębiorców, zrzucało się na ich wille z basenami, rolls-royce’y, rolexy i jachty. Niech się opalają, piją drinki z palemką, jedzą bliny z kawiorem, byleby nic nie robili. Czytaj więcej