OPINIE

Tereza Stöckelová
Tereza Stöckelová

Globalizacja nocy

Pracownicy call center muszą funkcjonować w strefach czasowych obsługiwanych klientów. Oznacza to, że pracują w nocy i śpią w ciągu dnia. Z powodu braku transportu publicznego do ośmiogodzinnej nocnej zmiany należy doliczyć jeszcze kilkugodzinne podróże do pracy. Dochodzi przez to do dramatycznego rozdziału czasu aktywności pracowników z czasem aktywności ich rodzin i przyjaciół. Kontakty międzyludzkie są ponadto bardzo ograniczone także w ramach zespołu pracowniczego. Takie życie podsumował jeden ze współpracowników następująco: Wróci do domu, nie ma żadnego życia towarzyskiego. De facto jest martwym gościem. Autor przypomina w tym kontekście historyczną walkę o ośmiogodzinny dzień pracy i pyta, dlaczego dzisiaj nie istnieje podobna mobilizacja proletariuszy przeciwko pracy w godzinach nocnych. Ekonomiczny, społeczny i biologiczny wymiar naszego życia uległy tak dalekiemu rozszczepieniu, że nie istnieje żadne wspólne pojęcie „dobrego życia”, żaden uniwersalny punkt, w imię którego można by taką walkę rozpocząć. Przeciwnie, od trzydziestu lat regulacje dotyczące pracy nocnej w skali całego globu ulegają rozluźnieniu. Czytaj więcej

Łukasz Kobeszko
Łukasz Kobeszko

Ślepa uliczka tyranii większości

Podczas dwóch kadencji rządów koalicji PO-PSL miał miejsce proces marginalizowania opozycji oraz lekceważenia pozaparlamentarnych inicjatyw społecznych. Prowadziło to w znacznym stopniu do odczuwalnego osłabienia poziomu debaty i kultury politycznej, faktycznego braku obiektywnej dyskusji o poważnych problemach związanych z przyszłością i modernizacją kraju. Rządzący oskarżali opozycję o działania niekonstruktywne, a opozycja rządzących – o zawłaszczanie państwa i naginanie prawa. Tego rodzaju „klątwa” w sposób zwielokrotniony przeszła na nowe władze wyłonione w wyborach powszechnych w ubiegłym roku decyzją większości głosujących. Przesadna polaryzacja promowana przez wielu polityków PiS i sprzyjających im ludzi mediów, sugerująca, że popieranie tej partii jest wyborem aksjologicznym i patriotycznym, prezentowanie drugiej strony konfliktu jako ogłupionych „lemingów” bez tożsamości i korzeni, powtarzające się wykorzystywanie i interpretowanie prawa zgodnie z interesem grupy znajdującej się aktualnie u władzy, nietypowy, „nocny” styl stanowienia i wykonywania prawa, lekceważenie konstytucyjnych organów państwa itp. wskazują, że polskie elity, niezależnie od politycznych barw, wciąż nie są w stanie wyzbyć się ciągot do tworzenia rządów autorytarnej większości. Czytaj więcej

Minimalna granica przyzwoitości

Ile mają wspólnego z prawdą ostrzeżenia, że wprowadzenie godzinowej płacy minimalnej spowoduje eksplozję bezrobocia dobrze pokazuje przykład Niemiec, które w 2015 r. wprowadziły ją w całej federacji w kwocie 8,5 euro za godzinę. Była to nad Renem bez mała rewolucja, gdyż do tej pory nie funkcjonowała tam ogólnokrajowa płaca minimalna, tymczasem wprowadzono ją od razu na wysokim poziomie. W przeliczeniu na miesięczne zarobki płaca ta wynosiła w Niemczech 1473 euro, co przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej oznaczało, że jest ona w Niemczech drugą najwyższą w UE, po Luksemburgu. Mimo to nie nastąpił wróżony przez ekspertów wzrost bezrobocia – wręcz przeciwnie, spadło ono o pół punktu procentowego. Pod koniec 2014 r. wynosiło 5 proc., a pod koniec 2015 r., czyli po roku obowiązywania nowych przepisów, wyniosło 4,5 proc., co oznacza, że obecnie niemieckie bezrobocie jest… najniższe w UE. Trzeba w końcu jasno i wyraźnie powiedzieć, że „biznesmeni” oferujący „miejsca pracy” za 6 zł na godzinę bezczelnie żerują na całym społeczeństwie, a więc nie są żadnymi bohaterami kapitalizmu. Firmy, które mogłaby zarżnąć godzinowa stawka minimalna wysokości proponowanych przez rząd 12 złotych, nigdy nie powinny powstać, gdyż nie stanowią żadnej wartości dodanej dla polskiej gospodarki. Czytaj więcej

Gdy wolny rynek robi sobie wolne

Niech ktoś po nas przyjedzie! Jest ciemno! – wołali turyści z asfaltowej drogi do Morskiego Oka. Ale wolny rynek ich nie usłyszał – miał wolne. Usłyszeli ich policja i TOPR. Nie wiem, czy liberałowie coś z tego zrozumieją, nie wiem, czy coś z tego zrozumieli turyści – ale kto ma oczy do patrzenia, niechaj patrzy, jak się kończy w praktyce, w licznych życiowych drobiazgach, ideologia, która tak lubi deprecjonować i niszczyć państwo. A kto ma uszy do słyszenia, niech usłyszy, kto naprawdę pozostaje głuchy na ludzkie wołanie, gdy robi się źle. W tej historyjce jest jeszcze jeden smaczek, wynikły z rozziewu między liberalnymi fantasmagoriami a rzeczywistością. Widać wyraźnie napięcie między sloganem „klient nasz pan” (na który lubili się powoływać liberałowie w Polsce jeszcze w latach 90. XX w., wskazując, że to właśnie jest treść kapitalizmu i ona się nam zaraz spełni) a stwierdzeniem, że „rynek ma zawsze rację”. To drugie hasło, zaczynając od realiów kredytowych, a kończąc na fasiągach, które sobie pojechały nie czekając na turystów i ich małe dzieci, okazuje się jednak prawdziwsze. Ktoś przy okazji zapytał w internecie, czemu w Zakopanem nie kursują autobusy miejskie, które – jak to komunikacja publiczna w cywilizowanym świecie ma w zwyczaju – za sprawą regularności/racjonalności kursów mogłyby zapobiegać takim sytuacjom. Ale to pytanie zawisło w próżni. Było zbyt mało, że tak powiem, polskie. Czytaj więcej

O nędzy pragmatyzmu i ślepym zaułku „przyszłości”. Spojrzenie z dystansu

Sytuacja ta nie wróży też dobrze perspektywom lewicy, skazując ją na rolę sekundanta w sporze głównych sił. Opór przeciw nielewicowym posunięciom nowych władz pchał będzie lewicowców pod komendę dominujących liberałów, przypieczętowując satelityzację lewicy. Akceptując to lewica polska nieuchronnie utraci własną tożsamość. Oczywiście jakaś „lewica” będzie istnieć, powstaje jednak pytanie, jaka ona będzie, kto będzie używał tego sztandaru. Nad jej przyszłością pochylają się wszyscy: zarówno ci wierzący w jej rychłe wskrzeszenie, jak i stawiający na jej ostateczny zgon. Tymczasem przyszłości nie ma, to fantasmagoria, wróżenie z fusów i projekcje własnych marzeń. Zamiast tego pomówmy o przeszłości. To trudne, bo choć wszystko, co nas otacza, jest bezpośrednim skutkiem przeszłości, to jednak żyjemy w społeczeństwie „krótkiej pamięci”, w którym kolejne newsy i mody bez ustanku wymazują wcześniejsze. Dlatego nawet ludziom – teoretycznie – pamiętającym poprzednią dekadę trudno jest sobie uświadomić, że w 2001 r. Sojusz Lewicy Demokratycznej uzyskał poparcie 41 procent wyborców! Po wprowadzeniu Polski do Unii Europejskiej hegemonia lewicy wydawała się przypieczętowana na kolejne kadencje. Nikt nie spodziewał się katastrofalnego upadku, który niebawem nastąpił. I ten fenomen warto prześledzić. Czytaj więcej

Niełatwo być biednym

Osobom niezamożnym gospodarka rynkowa permanentnie sypie piach w oczy. Jeżdżą starymi samochodami, więc płacą dużo wyższe obowiązkowe ubezpieczenie OC. Mieszkają w gorszych dzielnicach, więc jeśli chcieliby ubezpieczyć mieszkanie, to znów płaciliby wyższe stawki. Stać ich jedynie na lokum w gorszych miejscach, czasem wręcz poza miastem, w którym pracują, więc w podróży do pracy nie tylko tracą więcej paliwa, ale też czasu, który osoby zamożne mogą spożytkować np. na dodatkowy zarobek. Wykupują jedynie część leków, więc niezaleczone choroby wybuchają u nich w dwójnasób po jakimś czasie, co powoduje koszty jeszcze większe niż za pierwszym razem. Stać ich na żywność gorszej jakości, co jeszcze pogarsza ich stan zdrowia i generuje kolejne wydatki. Nie stać ich na wykupienie dodatkowych lekcji dla dzieci, więc te już na starcie mają pod górkę w rywalizacji z potomstwem ludzi zamożnych. Są wykluczeni z wielu obiegów informacji i kręgów towarzyskich, więc omija ich mnóstwo okazji do zarabiania, na które co i rusz natykają się osoby bywające w zamożnych środowiskach. Zabiegane i zajęte całymi dniami spinaniem końca z końcem nie mają czasu na budowanie sieci znajomości, które we współczesnej gospodarce rynkowej są niezbędne do osiągnięcia powodzenia materialnego. Upośledzenie materialne nie jest wcale wynikiem specyficznych cech charakteru lub braku jakichś umiejętności, lecz przede wszystkim miejsca w strukturze ekonomicznej społeczeństwa, „zajmowanego” najczęściej nie z własnej winy. Oczywiście nie zostanie to nigdy oficjalnie przyznane, gdyż obecnie dominujący przekaz jest wygodny dla grup hegemonicznych. Czytaj więcej

Komitet Obrony Plutokracji

Nie rozumiem o co chodzi ludziom, którzy wypominają dziś partii Razem, że źle broni demokracji przed Prawem i Sprawiedliwością, ponieważ pozwala sobie przy tym na krytykę klasy panującej III RP i jej nowego pupila: partii .Nowoczesna. Otóż nie da się „dobrze bronić demokracji” wespół z panem Petru, bo koniec końców wilk zje owieczkę, która mu zaufa i za blisko do niego podejdzie. Albo jeszcze gorzej: kolejne pokolenie lewicy w Polsce będzie jadło z ręki neoliberałom. Powiedzmy to sobie jasno: pan Petru nie broni demokracji. Ludzi pokroju pana Petru w ogóle nie powinno być w polityce, jeśli ma ona faktycznie mieć demokratyczny charakter. Więcej jeszcze – pan Petru i jego formacja są zapowiedzią plutokracji po polsku. Nie bez powodu „Newsweek Polska”, kierowany przez Tomasza Lisa, w połowie grudnia 2015 r. ogłasza: „Sensacyjne wyniki nowego sondażu! Nie minęły dwa miesiące od wyborów i PiS traci prowadzenie. Nowoczesna wyprzedza PiS”. A wspólne zdjęcie Ryszarda Petru i Barbary Nowackiej (z palcami ułożonymi w geście „Solidarności”) to gruba kpina ze wszystkiego, co powinno być cenne dla społecznej lewicy, niezależnie od jej partyjno-środowiskowych afiliacji. Nikt przy zdrowych zmysłach, kto uznaje się za lewicę i ma problem z rządami PiS, nie może z tej przyczyny zapisywać się do Komitetu Obrony Plutokracji – nerwowe i interesowne sygnały, jakie dziś płyną w tej materii choćby z obozu Agory, powinny być ostrzeżeniem dla młodszych pokoleń lewicy. Jest sens krytykować partię, która aktualnie rządzi, ale nie ma najmniejszego sensu przy tej okazji poświęcać się dla dobra klasy długotrwale panującej III RP, choć pokusa jak zwykle jest dla lewicy duża. Czytaj więcej