OPINIE

Emily Badger
Emily Badger

Dlaczego biedni płacą więcej za papier toaletowy – i za prawie wszystko inne

Odkryli, że biedni rzadziej niż zamożni kupowali większe opakowania lub szli do sklepu z zamiarem skorzystania z ograniczonej czasowo oferty promocyjnej. Płacili przez to około 5,9% więcej za listek papieru – trochę mniej niż zaoszczędzili kupując w tym właśnie celu tańsze marki (8,8%). Wszystko to może się wydawać mało znaczącym odkryciem dotyczącym drobnych artykułów gospodarstwa domowego. Jednak opisywane tu badanie potwierdza ogólniejsze stwierdzenie na temat ubóstwa: bycie biednym kosztuje więcej. Lub, inaczej ujmując – posiadanie większej ilości pieniędzy zapewnia ludziom luksus płacenia mniej za zakupy. W przypadku papieru toaletowego lub każdego innego trwałego produktu, na przykład pomidorów w puszce, ryżu czy ręczników papierowych, kupujący muszą zapłacić więcej z góry, żeby cieszyć się oszczędnościami w przyszłości. Biednych często nie stać na to, żeby zapłacić 24 dolary za trzydziestopak zamiast 5 dolarów za czteropak. Poza tym, ponieważ nie mogą sobie pozwolić na robienie zapasów, nie mają również możliwości oczekiwania na kolejną wyprzedaż. Kiedy kończy się papier toaletowy, muszą biec do sklepu po kolejne małe opakowanie, ile by w danym momencie nie kosztowało. – W pułapkę biedy może wciągnąć nawet papier toaletowy, który jest przedmiotem naszych badań – mówi Orhun. – Konsumenci z klasy średniej zachowują się zupełnie inaczej – dodaje. Kupują, gdy cena im odpowiada, a jeśli nie – czekają. Biedni nie mają tego luksusu. Czytaj więcej

Pamięć po taniości

Nie sądzę, żeby wina za dzisiejszą eksplozję fanatycznych, nacjonalistycznych bohaterskich kultów leżała wyłącznie po stronie prawicowych, konserwatywnych ideologów polityki historycznej i apologetów naszej militarno-męczeńskiej chwały. Równie wiele dla obecnego stanu rzeczy zrobili chętnie okazujący niesmak wobec polskiej skłonności do narodowych wzmożeń rodzimi liberałowie. Im trudniejsze jest codzienne życie młodych Polaków, im więcej upokorzeń spotykają oni na swojej drodze do ustabilizowania codzienności – zdobycia pracy, mieszkania, założenia rodziny – im trudniej im przekonać się o własnej sprawczości i wpływie na świat zewnętrzny, i w końcu im więcej samo utrzymanie się na powierzchni wymaga konformizmu, uniżoności, godzenia się na wyzysk oraz własną i cudzą krzywdę czy rezygnowania z własnych życiowych planów, tym chętniej przystępują do histerycznego i agresywnego – zakrzykującego wszelką dyskusję frazesami o zdradzie ojczyzny i braku patriotyzmu, domagającego się wręcz śmierci dla „wrogów ojczyzny” – kultu bohaterskiej militarnej przeszłości. Czytaj więcej

Kieżun
Witold Kieżun

Anty-Balcerowicz – odpowiedź Cezaremu Kaźmierczakowi

Cezary Kaźmierczak, Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, rozpoczął wielką kampanię w obronie rzekomo genialnego ekonomisty Leszka Balcerowicza. W swoich artykułach opublikowanych na stronie internetowej Warsaw Enterprise Institute twierdzi, że to Balcerowicz jest naszym dobroczyńcą, że w porównaniu z krajem, który nie dopuścił do inwazji kapitału zagranicznego – biedną Serbią – różnimy się wysokim standardem życia. Te artykuły wymagają repliki, bo szkodzą elementarnej prawdzie. Program Balcerowicza i jego realizacja były tragiczne dla Polski, polegał on m.in. na koncepcji sprzedania państwowych firm, podatku o bardzo wysokiej skali (rzędu 400-500 procent) dla ponadnormatywnych płac i na nonsensownym bardzo wysokim oprocentowaniu nawet dawniejszych kredytów, co wykończyło szereg wielkich przedsiębiorstw. Jednoczenie rozpoczęto masową sprzedaż najlepszych polskich zakładów. Roczna inflacja wyniosła 600%, ceny towarów wzrosły 6-7-krotnie, płaca spadła o 24% i odpowiadała 2-4-dniowym zarobkom Niemca, realna wartość emerytury spadła o 19%, dochody netto przeciętnego rolnika o 63%. W ten sposób upadło szereg wielkich polskich przedsiębiorstw, wytworzyła się kolonialna struktura, w której np. drugim największym przedsiębiorstwem w Polsce jest portugalska Biedronka. W sumie upadło ponad 5000 polskich przedsiębiorstw, z których większość po prostu zbankrutowała. Czytaj więcej

Polska to stan portfela

Oczywiście, nikt tu nikogo pod pistoletem nie trzyma. Na przykład w Niemczech wciąż potrzeba rąk do pracy. Zatem ludzie wyjeżdżają. Zabierają stąd swoje niezatrudnione ciała – to bardzo dobrze robi na wskaźniki zmniejszające oficjalne statystyki bezrobocia. Wraz z niezatrudnionymi ciałami znikają stąd pasje, umiejętności, zainteresowania, marzenia, przyjaźnie. Rzadziej mówi się o tym, jak emigracja sprzyja erodowaniu tkanki społeczno-kulturowej. Wielka Polska? Wielka pustka. Chciałbym kiedyś zobaczyć film o tych, którzy wyjechali, fantasmagoryczną animację, pokazującą, jak pośród tych, co wciąż tu żyją, snują się cienie tych, co musieli wyjechać. Ulice, skwery, ławki w parkach, knajpy, baseny, muzea, domy kultury, świetlice, dworce kolejowe, poczekalnie u dentysty, filharmonie, zakłady fryzjerskie, salony piękności, warsztaty samochodowe, ścieżki rowerowe, deptaki, pawilony handlowe, polne dróżki, remizy strażackie, kościoły, burdele, przychodnie lekarskie, obory, biblioteki, sale wykładowe, parki maszyn rolniczych – pełne cieni po ludziach, ich niknących śladów w przestrzeni, którą nazywamy Polską. Ale tych ludzi już tu nie ma – jest za to mnóstwo zadęcia i rozpaczliwego upychania w miejsce pustki narodowego frazesu. Czytaj więcej

Derucki
Marcin Derucki

1050-lecie jak szkolne jasełka

A jakie wnioski mają płynąć z tegorocznych obchodów? Czy tak ważna rocznica w czasach tzw. Wolnej Polski zostanie sprowadzona do rangi szkolnych akademii? Rozumiem, że wszystko z naszym życiem duchowym jest w porządku. Co z tego, że ludzie, chcąc zapracować na godne życie, nie mają czasu dla swoich rodzin i przyjaciół, na samorozwój, na uczestnictwo w życiu kulturalnym i religijnym (oby posiadali jeszcze potrzebę uczestniczenia w nim!). Z kolei ci, którzy posiadają komfort wolnego czasu, najczęściej bez reszty oddają się konsumpcji. Także sami przedstawiciele stanu duchowego bardzo wiele utracili na pogłębieniu się kryzysu materialnego. Ludzie zwyczajnie (słusznie albo niesłusznie) zazdroszczą komfortu, jaki posiadają księża. Od wielu wiernych słyszy się, że „księża sami mają diabła za skórą” i dlatego „chodzą do kościoła nie dla księdza, ale dla Boga” itp. Taką małomiasteczkową praktykę duchową porównałbym do dużego księdza jeżdżącego małym, dwuosobowym, sportowym samochodem. To wszystko staje się karykaturalne i na dłuższą metę niebezpieczne. Nic tak nie zaszkodziło duchowemu życiu Polaków, jak wprowadzenie wolności gospodarczej w jej skrajnej postaci; nie pamiętam, aby Kościół się temu sprzeciwiał lub to krytykował. Liberalizm w wydaniu nadwiślańskim skutecznie, choć cichutko jak czad, zabija w nas wiarę. Ale z tym już nie da się walczyć tak łatwo jak z „komuną”, która miała konkretne oblicze PZPR. Czytaj więcej

O uchodźcach bez napinki

Rozpalanie nastrojów antyislamskich będzie bez wątpienia przeszkodą w zwalczeniu jednej z przyczyn masowej imigracji, czyli terroryzmu islamistycznego. Wygrać z nim można tylko przy współudziale wspólnoty muzułmańskiej oraz umiarkowanych krajów islamskich. Umiarkowani muzułmanie stanowią zdecydowaną większość wspólnoty islamskiej i to nawet w macierzystych krajach organizacji islamistycznych. Przykładowo zaledwie 8% Pakistańczyków stoi po stronie talibów, a 10% Nigeryjczyków popiera Boko Haram. W Jordanii deklaratywnych zwolenników Al Kaidy jest ok. 11%. Co więcej, te odsetki regularnie spadają. W krajach europejskich radykalnych muzułmanów jest o wiele mniej. We Francji zwolennicy salafizmu są szacowani na zaledwie 2 promile wszystkich tamtejszych muzułmanów. Oczywiście nawet tak wąska grupa islamistów może urządzić krwawą łaźnię, jednak sprowadzanie walki z islamizmem do walki z islamem jest nieporozumieniem. gdy będziemy utożsamiać islamistów z wszystkimi muzułmanami, to na zasadzie samospełniającej się przepowiedni niechybnie w końcu stanie się to prawdą i zamiast walki z islamizmem w sojuszu z islamem, zostanie nam walka z całym islamem. A wygrać ją będzie bez porównania trudniej. Tak więc rozbudzanie nastrojów antyislamskich, nie tylko w Polsce, ale też wszędzie indziej, jest szkodliwe z punktu widzenia walki z terroryzmem. Czytaj więcej

dT9KMpkyc
Paweł Stefan Załęski

Obrotowy Szałamacha

Wybór Pawła Szałamachy na stanowisko ministra finansów w rządzie PiS określiłbym jako najbardziej zdumiewającą decyzję zwycięzców ostatnich wyborów. Oto bowiem podobno socjalny, tudzież „narodowy”, program gospodarczy PiS wesprzeć ma osoba, która wychowała się w szeregach partyjnych zaciętego wroga wszelkich rozwiązań socjalnych i państwa, zwłaszcza opiekuńczego, przeciwnika wszelkiej redystrybucji i podatków (prócz pogłównego), skrajnego neoliberała Janusza Korwin-Mikkego. I oto mamy efekt takiej polityki – PiS-owski projekt podatku obrotowego. To podatek, którym obłożony ma zostać tylko handel, obok VAT oraz CIT. Wraz z podatkiem bankowym stanowi on feudalny sposób opodatkowywania wyodrębnionych grup podmiotów. Tymczasem głównym osiągnięciem nowoczesnych państw narodowych było wprowadzenie uniwersalnych podatków, obowiązujących wszystkich w podobny sposób. Jest to zatem krok uwsteczniający nasz system podatkowy. Progresywny system podatkowy jest cywilizacyjnym osiągnięciem kultury europejskiej. To jedyny sposób na zapobieżenie monopolizacji oraz oligarchizacji gospodarki, a co za tym idzie – polityki i samej demokracji. Innymi słowy, progresywne podatki są niezbędnym warunkiem utrzymania demokratycznego systemu politycznego. Czytaj więcej