OPINIE

Michał Wójtowski
Michał Wójtowski

Obróbka lękiem, czyli unschooling po polsku

Książkę Illicha w roku 2010 wydano w nowym przekładzie pod tytułem „Odszkolnić społeczeństwo”. Wstęp napisał Piotr Laskowski, zaś tom zamykał wywiad Jana Sowy ze Zbigniewem Liberą. Zadziwiające, jak mało spostrzegawczy byli autorzy polskich dopisków do projektu Illicha. Brak spostrzegawczości wynikał zapewne stąd, że wzrok mieli skierowany ku wyżynom najszczytniejszych ideałów. Gdyby bowiem skierowali spojrzenie nieco niżej, dostrzegliby bez trudu odszkolnienie najzupełniej dosłowne, polegające na likwidowaniu setek placówek edukacyjnych. Peter Gray, któremu tak łatwo przychodzi nazywanie szkoły systemowej więzieniem, przywołuje jako przykład sukcesu szkolnictwa demokratycznego amerykańską Sudbury Valley School. Sukcesy absolwentów, ich samorealizacja oraz demokratyzm wewnętrzny mają, jak się okazuje, swoją cenę. Roczne czesne za naukę jednego dziecka wynosi 8700 dolarów, za rozmowę wstępną rodzice płacą dolarów 50, tydzień próbny kosztuje zaś 250 dolarów. Nie są to kwoty bagatelne nawet po wzięciu poprawki na większą zamożność społeczeństwa amerykańskiego. Ustawiają one poprzeczkę na wysokości dostępnej dla klasy średniej. W Polsce wysokość czesnego w szkołach niepublicznych, włączając w to demokratyczne, również wyklucza z udziału w takiej formie kształcenia zdecydowaną większość dzieci. Wymierne bariery finansowe i konsekwencje ich istnienia to tylko jedno z oblicz segregacji społecznej. Innym, o wiele mniej wymiernym, ale pociągającym za sobą podobne konsekwencje, jest różnica potencjałów kulturowych. Zobaczymy ją najwyraźniej, gdy weźmiemy pod lupę zjawisko nauczania domowego. Czytaj więcej

Nasza własna wieża Babel

W spocie „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” to kobieta nie chce mieć dziecka, a w spocie drugim, „Pomyśl o dziecku”, to mężczyzna zachęca do posiadania potomstwa. Nawet jeśli to tylko zbieg okoliczności, to rzecz jawi się interesująco – egoizm kobiet plus troska i zachęta ze strony mężczyzny. Tyle że w rzeczywistości to polskie kobiety są często zarządcami gospodarstw domowych, to na ich głowach i ramionach spoczywa troska o to, żeby często niewielkie domowe budżety pozwoliły związać koniec z końcem. Dla bardzo wielu polskich kobiet ich zdolności menedżerskie, ich samoorganizacja, umiejętność strukturyzowania otaczającego je świata mają zupełnie inny wymiar, niż troska o piękne urządzenie luksusowego wnętrza. To sprawy wstydliwe, bo wcale nie dotyczą one jedynie zdecydowanie uboższej części społeczeństwa, a stanowią pewien kulturowy schemat, który mężczyźnie daje pozycję „żywiciela rodziny”, a kobiecie „strażniczki domowego ogniska”. W rzeczywistości często kobiety pełnią obie te funkcje, co najwyżej czasami „biorąc sobie wychodne”. I szkoda, że obrońcy kampanii „Nie odkładaj macierzyństwa na potem”, często rekrutujący się z grupy „aspirujących do klasy średniej”, nie chcą dostrzec tych różnic między samodzielnością zawodową i „wyuczonym egoizmem” kobiet ze spotu a znacznie powszechniejszym losem Matek Polek, które muszą zdążyć ze wszystkim: to tańsza siła robocza pośród taniej siły roboczej. Czytaj więcej

Amy Dean
Amy Dean

Odgórna rewolucja miejska

Teraz potencjał miast zaczął przyciągać także wzrok neoliberałów. Dla obozu neoliberalnego przyszłość Ameryki jest jasna: w nadchodzącej dekadzie burmistrzowie, elity biznesowe, filantropi i władze uniwersytetów muszą zbudować gospodarki metropolitalne oparte na innowacji, współzawodnictwie i wzroście gospodarczym. Niestety, na tym obrazku czegoś brakuje: ludzi pracy, związków zawodowych i społeczności. To pominięcie jest istotne. Przy nieobecności ich głosu szanse na wytworzenie w miastach takiego wzrostu gospodarczego, na którym skorzystają szerokie grupy, są niewielkie. Czy pracownicy najemni będą mieli cokolwiek do powiedzenia w neoliberalnym mieście? W nowych metropoliach są oni niewidzialni. Zwyczajni mieszkańcy są tymi, w imieniu których wdraża się decyzje – nie są natomiast podmiotowi i samodzielni w podejmowaniu decyzji. Czytaj więcej

Jak wyprzeć śmieciówki – instrukcja obsługi

Dziwnym trafem, choć wśród ekonomistów istnieje konsensus mówiący, że państwo powinno stać na straży wartości pieniądza, to już według większości tych samych ekonomistów państwo powinno odpuścić ochronę wartościowego zatrudnienia. O ile polityka fiskalna i monetarna powinny być wyposażone w szereg bezpieczników (granica zadłużenia publicznego, cel inflacyjny itp.), żeby pieniądza broń Boże nie dotknął zbyt duży spadek wartości, o tyle już rynek pracy powinien być maksymalnie zderegulowany, a fakt, że deregulacja ta prowadzi do dewaluacji zatrudnienia, jakoś nie kłuje ekspertów w oczy. To dziwne, ponieważ śmieciowe zatrudnienie pociąga za sobą szereg bardzo poważnych konsekwencji. I nie mówię tu o takich „drobnostkach”, jak wyraźne pogorszenie się sytuacji pracowników – od większości współczesnych speców od ekonomii już dawno przestałem oczekiwać empatii czy troski o cokolwiek innego niż stan wskaźników makroekonomicznych. Śmieciowe zatrudnienie szkodzi jednak tym wskaźnikom w równym stopniu, co zatrudnionym. Skutkuje ono niższą wydajnością (co przekłada się na niższy wzrost PKB), niższą innowacyjnością (co wiąże się z niską konkurencyjnością) czy spadkiem wpływów budżetowych (czyli pogorszeniem się stanu finansów publicznych). Czytaj więcej

Ćwiczenia z ciekawości i literatura

Wielu pisarzy pozytywistycznej proweniencji wyobrażało sobie, że zrealizują swoją powinność wobec niższych klas w taki sposób, że dokonają artystycznej diagnozy ich upośledzenia, która dotrze do inteligentów, wstrząśnie ich sumieniami, skłoni do organicznej, edukacyjnej, społecznej pracy na rzecz tamtych. Dąbrowska widziała to inaczej. Najpierw słuchać ich z ciekawością, bez jakichś odgórnych założeń, a potem mówić w ich imieniu, reprezentować ich takich, jakimi są, a nie takich, jakimi mają się dopiero stać, nawet wbrew własnemu inteligenckiemu oglądowi świata, klasowym interesom czy – co chyba najtrudniejsze – wbrew własnemu inteligenckiemu poczuciu troski o nich i wbrew przekonaniu o konieczności ich „oświecania” czy cywilizowania. Tęsknię za polską literaturą piękną, która bez tezy, tendencji czy dydaktyzmu bierze pod uwagę fakt, że każdy przekaz, a przekaz artystyczny w szczególności, ma moc zmieniania świata na lepsze lub na gorsze. Za literaturą gęstą od postaci, które – niezależnie od swojej funkcji w świecie przedstawionym i przedstawionej społecznej hierarchii – oglądane są z ciekawością, z potwierdzającym się przekonaniem, że każdy człowiek posiada jakieś imię, nazwisko, aspiracje i problemy – jakąś głębię i jakiś sens. Literaturą, w której los (a także jego składowe: praca, miłość, aspiracje) ludzi zwykłych, nawet banalnych, ukazany jest z perspektywy pozwalającej dotknąć jego nieziemskości. Czytaj więcej

Martin Cloake
Martin Cloake, Darren White

Wszyscy jesteśmy równi wobec prawa (nie dotyczy kibiców piłkarskich)

Pomimo że zorganizowani kibice wymyślili i wprowadzili w życie lepsze wzorce zachowań, nie brakuje przykładów świadczących, iż fani piłki nożnej wciąż traktowani są przede wszystkim jako problem. Jest to ważna kwestia, ponieważ dyskryminowanie i demonizowanie całych grup społecznych jest po prostu złe. Ma znaczenie również dlatego, że wywiera istotny wpływ na resztę społeczeństwa. Ci z nas, którzy dorastali w latach 80. i chodzili na mecze, a jednocześnie angażowali się politycznie, szybko rozpoznali przećwiczone na kibicach techniki, których użyto przeciwko zorganizowanemu ruchowi związkowemu. Chcemy podkreślić, że za każdym razem, kiedy władze usprawiedliwiają odejście od równości wobec prawa i powszechnie obowiązujących standardów sprawiedliwości względami bezpieczeństwa, tak naprawdę stajemy się mniej bezpieczni. Granice tego, co dopuszczalne w życiu publicznym, zostają przesunięte, a my osuwamy się w demonizację i dehumanizację naszych współobywateli. Czytaj więcej

Skąd się biorą pasażerowie?

Niemiecka kolej rozpoczyna wielkie dogęszczanie sieci przystanków kolejowych. Koncern Deutsche Bahn przystępuje do realizacji programu budowy 350 nowych przystanków kolejowych na terenie całych Niemiec. Nowe przystanki powstać mają na liniach regionalnych – głównie w pobliżu wsi i osiedli, ale również przy uczelniach, szpitalach, basenach, centrach handlowych i przy większych przedsiębiorstwach. – Gdy wiele osób, także żyjących poza metropoliami, uzyska wygodny dostęp do kolei, liczba pasażerów rzeczywiście może wyraźnie wzrosnąć – przewiduje Stefan Buhl, szef oddziału Związku Pasażerów Pro Bahn w Badenii-Wirtembergii. Czytaj więcej