OPINIE

Sektor biedy publicznej

Polska odstaje pod tym względem wyraźnie na minus. Tak bardzo, że w zasadzie powinniśmy się dziwić, iż cokolwiek u nas w tym obszarze jeszcze działa – a takich pozytywnych przykładów znalazłoby się, wbrew pozorom, całkiem sporo. Polska odstaje nawet od krajów, w których służba zdrowia generalnie jest… prywatna. Oczywiście mowa o danych uwzględniających poziom rozwoju gospodarczego, a więc stosunek publicznych wydatków na służbę zdrowia do PKB danego kraju. W naszym kraju wskaźnik ten wynosi 4,8 proc. i jest jednym z najniższych wśród państw OECD. Za nami są tylko Estonia (4,7 proc.), Meksyk czy bastion wolnego rynku i prywatyzacji wszystkiego, jakim jest Chile (3,5 proc.). Reszta cywilizowanego świata przeznacza na służbę zdrowia znacząco wyższe środki z państwowej kasy. Nawet w Czechach i na Słowacji są one wyraźnie większe (odpowiednio 6,3 i 5,6 proc.), nie mówiąc już o krajach, których służba zdrowia cieszy się zasłużoną renomą, takich jak Szwecja (7,7 proc.) czy Niemcy, w których wydatki są, uwzględniając proporcje rozwoju, niemal dwa razy większe niż w Polsce i wynoszą 8,7 proc. PKB. Zresztą nawet w USA, gdzie funkcjonuje prywatna służba zdrowia, a państwo zapewnia ubezpieczenie jedynie wąskim, najbardziej potrzebującym grupom społecznym, środki publiczne przeznaczane na ochronę zdrowia są prawie dwa razy większe w stosunku do PKB niż w Polsce i wynoszą 8,5 proc. Według zestawienia Bloomberga, na jednego polskiego pacjenta przeznacza się 854 dolary rocznie. W Europie za nami są tylko Bułgaria i Rumunia, za to zaraz przed nami jest… Rosja (887 dolarów). Aż wstyd podawać dane dotyczące kolejnych państw, bo to już są zupełnie inne światy – na Słowacji na głowę przypada 1326 dolarów, a w Czechach 1432 dolarów. Czytaj więcej

Damy im popalić!

Mechanizmy nagonki są wypróbowane i stare jak świat. Kiedyś z tego, że ponoć jakiś czarny zgwałcił białą kobietę robiono informację, że czarni gwałcą białe kobiety, a z tego, że ponoć Żyd zabił chrześcijańskie dziecko – informację, że Żydzi mordują chrześcijańskie dzieci. Dziś w naszym kraju z faktu, że znaleziono gdzieś nauczycielkę zarabiającą 5 tysięcy złotych (brutto, netto, co za różnica?), inny nauczyciel molestował uczennicę, pensum dydaktyczne w szkołach wynosiło kiedyś 18 godzin, a dzieci nic nie umieją, robi się informację, że nauczyciele dostają 5 tysięcy złotych za 18 godzin molestowania uczniów, których niczego nie uczą. Analogicznie – rolnicy oczywiście śpią i samo im rośnie, a jak nie śpią, to stoją z piwem pod sklepem, czego dowodzi reportaż wzbogacony o zdjęcie przedstawiające rolnika stojącego z piwem pod sklepem. Górnicy cieszą się zaś nadzwyczajnymi przywilejami, bo dostają deputat węglowy, czternastkę i piwo na barbórkę. Skoro udało się wmówić ludziom, że każdy przejaw siły i organizacji jest oburzający, będą oni bronić zastanego porządku nawet, a zwłaszcza wtedy, gdy działa on na ich niekorzyść. Niech się profesor Król nie martwi. Przegrani nie powieszą go na latarni. Powieszą swoich sąsiadów. Czytaj więcej

Petros Tovmasyan
Petros Tovmasyan

Kto zablokował bezpłatną pomoc prawną?

Nigdy jeszcze żadna usługa, którą oferowała nasza fundacja, nie miała takiego „obłożenia” (używając języka rynkowego), jak możliwość spotkania z prawnikiem lub choćby doradcą. Dla osób dysponujących 200-300 zł miesięcznie na wszystkie wydatki, opłata 100 zł, jakiej życzy sobie prawnik za napisanie pisma do komornika, stanowi barierę nie do przejścia. Z poradniami nie trzeba się reklamować – w przeciwieństwie do wielu usług finansowanych z środków unijnych, długa kolejka oczekujących pojawia się właściwie natychmiast. Byliśmy szczęśliwi, gdy usłyszeliśmy w exposé premier Kopacz, zapowiedź dofinansowania bezpłatnej pomocy prawnej. Uwierzyliśmy, że ktoś wreszcie tych ludzi zauważył. I nagle – grom z jasnego nieba – stało się coś zupełnie przeciwnego: ktoś metodami biurokratycznymi zablokował możliwość świadczenia bezpłatnych porad osobom niebędącym klientami ośrodków pomocy społecznej. Ktoś postanowił zablokować poradnictwo prowadzone przez organizacje pozarządowe. Pieniądze, które obiecała Ewa Kopacz, mają zasilić samorządy i korporacje prawnicze. Nie wierzę, że to zwykła głupota, nie wierzę, że urzędnicy nie rozumieli, co chcą zablokować – za dużo „grubych misiów” pasie się na faktycznym braku równości wobec prawa, którą gwarantuje Konstytucja. Czytaj więcej

Bollier
David Bollier

Kuflem w korporacje

Wiem, wiem, co powiedziałaby na to Margaret Thatcher: „Przeklęte interwencje państwa w działanie wolnego rynku!”. Na szczęście ostatnio tego rodzaju rynkowy fundamentalizm nieco osłabł. Na tyle, by Minister Pubów, Brandon Lewis – zasiadający przecież w parlamencie z ramienia konserwatystów! – wychwalał znaczenie lokalnych pubów dla naszej ekonomicznej, społecznej i kulturowej przeszłości, dla teraźniejszości i przyszłości. To dalej Lewis: Jak cenne są te lokale, wiemy od stuleci. Nie tylko jako miejsca, gdzie można wypić sobie pintę, ale także ze względu na to, że służą one lokalnym społecznościom i lokalnej gospodarce. Dlatego właśnie będziemy czynić wszystko, by wspierać je i chronić przed zamknięciem. Od wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku działalność zakończyło 7000 pubów. Czytaj więcej

Michał Wójtowski
Michał Wójtowski

Puste miejsce w szkolnej klasie

Zastanawiające jest, jak często odpowiedzią na narodowe klęski były inicjatywy edukacyjne. Komisja Edukacji Narodowej, tajne komplety, poradniki dla samouków, strajki szkolne, latające uniwersytety – to wszystko działo się często w sytuacjach zagrożenia lub upadku własnej organizacji państwowej, a więc w warunkach skrajnie trudnych. Dziś nasza sytuacja jest lepsza o tyle, że narzędzia kształtowania polityki instytucji publicznych mamy w zasięgu ręki. Wobec ich kryzysu i rozkwitu antypaństwowych populizmów przypomnijmy sobie o etosie polskiego nauczycielstwa oraz państwowotwórczej roli edukacji, bo wielokrotnie już nauczyciel zastępował wszystkich urzędników, a szkoła – całe państwo. Na początek powinniśmy jednak otrzeźwieć i przypomnieć sobie, że klasa szkolna to przyszłe społeczeństwo. I że państwo musi zapracować w niej na szacunek – prowadząc politykę nie tylko symboliczną, ale i społeczną. Jeśli wycofa się z klasy szkolnej, ryzykuje wymazanie się z przyszłości. Dlatego nie stać nas ani na tanie państwo, ani na tanią szkołę. Państwo musi wrócić do szkoły, zająć miejsce, które opuściło, i wyraźnie powiedzieć: „Obecny!”. Czytaj więcej

Łukasz Stec
Łukasz Stec

Kijem i marchewką w emigrację

Uprawiające przez ostatnie lata propagandę sukcesu polskie media przestały opisywać rzeczywistość, a zaczęły stwarzać ją na nowo. Za przykład może tu posłużyć materiał informujący użytkowników pewnego bardzo popularnego portalu o tym, że w krakowskich hotelach i hostelach można zarobić więcej niż w ich odpowiednikach w Dublinie. Tak się składa, że osobiście znałem pracowników branży hotelarskiej w obu zestawianych miastach. Zwykły recepcjonista w Dublinie zarabiał równowartość ok. 7 tys. złotych, natomiast menedżer hostelu w Grodzie Kraka – 900 złotych na umowę zlecenie. Tezy równie absurdalne pojawiały się w ramach rządowych akcji mających skłonić emigrantów do powrotu nad Wisłę. Jednym z głównych punktów programu było porównywanie cen różnych produktów w Polsce i w Londynie. W zapomnienie poszły kwestie zarobków, nie mówiąc o kulturze pracy czy relacji pracodawca-pracownik. Mało tego, zapomniano, że w Polsce droższe są chociażby odzież, samochody, komputery czy sprzęt RTV. Nagle atutem Polski miała być niższa niż w Anglii cena… marchewki. Argument w sam raz, kiedy zabraknie pod ręką kija. Czytaj więcej

Tereza Stöckelová
Tereza Stöckelová

Niewidzialna ręka państwa

Mazzucato pokazuje, że wszystkie kluczowe technologie, na których bazuje święta trójca kasowych hitów firmy Apple, tj. iPod, iPhone oraz iPad, czyli Internet, GPS, mikroelektronika oraz ekran dotykowy, były przez kilka dekad rozwijane dzięki decydującemu udziałowi środków publicznych. Autorka książki nie zamierza odmawiać firmie zasług w sposobie wykorzystania innowacji technologicznych, lecz domaga się uznania zasadniczej roli państwa w stymulowaniu innowacyjności oraz przekonuje, by z tego faktu wywieść konsekwencje ekonomiczno-polityczne. Współczesna polityka wspierania badań, rozwoju i innowacyjności funkcjonuje – podobnie jak świat finansów – z jednej strony na zasadzie uspołeczniania kosztów, strat i ryzyka, a z drugiej na zasadzie prywatyzacji zysków. Nawet jeśli pominiemy kwestię sprawiedliwości społecznej i skupimy się wyłącznie na ekonomii, należy postawić pytanie, skąd państwo ma w takich warunkach pozyskiwać środki wspierające badania i rozwój nowych przełomowych technologii. Czytaj więcej