Blanka kontra Rusinek – pojedynek na solo

·

Blanka kontra Rusinek – pojedynek na solo

·

Przyglądając się budowie anatomicznej sporej części polskich inteligentów można dojść do wniosku, mówiąc pół żartem, pół serio, że składa się on z Rozumu oraz kija utrzymującego go w pozycji pionowej (nie mylić z kręgosłupem). Pozbawiony jest zmysłowo-mięsnego ciała, którym tak ochoczo zajmuje się naukowo. Jako przedmiot badania ciało jest obiektem intelektualnego pożądania, lecz nie jest już nim, gdy może sprawiać jego posiadaczowi, czy wywoływać – o zgrozo – u kogoś innego, pożądanie i przyjemność. Jeśli jest ono pozbawione aspektu kontemplacyjnego, wymiaru nie refleksyjnego, lecz opierającego się po prostu na czystej cielesności „konsumowanej” zmysłami, choćby wzroku, dając tym samym radość z udziału w zmysłowym świecie, to musi przez inteligenta zostać zdeprecjonowane, poniżone, wyśmiane i określone, a jakże, kiczem.

W świecie wielu polskich inteligentów nieomal każde, niepoprzedzone wyznaniem w trybie intelektualno-poznawczym oraz moralnym zabezpieczeniem mówiącego, wypowiedzenie się o ciele i zmysłowości, jest, czy może być, uznane (różnica pomiędzy jednym a drugim dzisiaj zanika) za seksizm, uprzedmiotowienie, dyktaturę patriarchatu w społeczeństwie zdominowanym przez samców alfa oraz w ostateczności „kulturę gwałtu” – słowem, wszystkie zbrodnie, nierzadko wyimaginowane.

Z tego między innymi względu polski inteligent nienawidzi wszystkiego, co nierefleksyjnie cielesne i zmysłowe, gdyż sprowadzające kobietę do (jakoby) seksualnego obiektu dla męskiego drapieżnika. Jednym z obszarów, w którym się to szczególnie przejawia, jest stosunek do disco polo. Ten gatunek muzyczny jest nie tylko przez inteligentów znienawidzony i pogardzany (wiadomo: to kicz i tandeta przeznaczona dla wiejskiego ciemnogrodu), ale i krytykowany za seksizm.

Moim zdaniem to dosyć jednostronne ujęcie. Oczywiście, można zarzucić disco polo, że epatuje roznegliżowaną, kobiecą cielesnością, że w wielu teledyskach kobiety tańczą wyzywająco, ukazując swoje erotyczne atuty, że są widokiem dla męskiego spojrzenia (pojęcie J. Bergera). Zgoda.

Jednak, po pierwsze, nie jest to seksualizacja tak wulgarna jak w innych gatunkach muzycznych, np. hip-hopie. Po drugie, disco polo nierefleksyjnie cieszy się ową cielesnością, pokazując coś, o czym inteligent zdaje się zapominać, jakby zupełnie zapomniał o ciele i zmysłowym wymiarze zauroczenia czy miłości – że może mieć to właśnie nieuprzedmiotawiający wymiar.

Wiele tekstów piosenek tego gatunku, szczególnie tych z lat 90. ubiegłego wieku, jest nastawione na cielesność i zmysłowość. Pojawia się w nich ciało, ale przede wszystkim takie jego elementy jak usta, oczy, włosy, a nie piersi czy pośladki. Bohater niejednego utworu jest oczarowany urodą dziewczyny, której nierzadko jeszcze bliżej nie poznał, a nawet jeśli poznał i tworzą parę, docenia jej urodę. Czy to zbrodnia? Seksizm? Te piosenki opowiadają najczęściej o miłości, która, uwaga, jest cielesna i zmysłowa (to motyw wzięty z literatury ludowej). Co więcej, nie znam bardziej optymistycznych piosenek niż disco polo (spora część z nich taka właśnie jest), choć są i bardziej refleksyjne (prostym językiem wyrażające to, o czym piszą uznani za wielkich), a czasami dotyczące miłości niespełnionej i nieszczęśliwej, w których mężczyzna wcale nie jest samcem alfa, lecz jawi się raczej jako delikatny i kruchy. Są optymistyczne, radosne, dają nadzieję w trudnych chwilach, pozwalają się zwyczajnie wyluzować i cieszyć życiem. Wystarczy na chwilę pozbyć się wspominanego kija, wziąć w nawias swoje inteligencie dąsy i posłuchać takich piosenek jak np. „Ciało do ciała”, „Promienie”, „Przekorny los”, „Przez twe oczy zielone”, „O Ela, Ela”, „Ona tańczy dla mnie”.

Życie nie składa się tylko z czytania mądrych książek, oglądania ambitnego kina, kontemplacji wielkich dzieł sztuki, co dobrze oddają liczne komentarze pod tymi piosenkami w serwisie YouTube. Byłby to koszmar, nie mówiąc już o tym, że byłoby to wręcz psychicznie niebezpieczne, albowiem chwile skupienia muszą współistnieć z chwilami nie myślenia, lecz przeżywania wolnego od intelektualnego wysiłku.

Moim zdaniem to właśnie ta prosta, cielesna i zmysłowa miłość tak irytuje inteligenta. Gdyż aby być uznaną za pełnoprawną miłość, musiałaby być ona poprzedzona wielogodzinnym seminarium o tekstach wielkich filozofów, pisarzy, reżyserów i malarzy. Intelektualne porozumienie jest ważne, to oczywiste, ale nie dobieramy się w pary czy zakochujemy w sobie wyłącznie dlatego, że połączyła nas taka sama interpretacja dzieł Derridy czy Heideggera.

Ale nie tylko disco polo jest obiektem inteligenckiej krytyki. Jest nią w ogóle to, co staje się popularne, np. w muzyce, a nie niesie ze sobą jakiegoś szczególnie istotnego, z punktu widzenia wyżyn akademickiego dyskursu, egzystencjalnego przesłania.

Przykładem może być ironiczne wyśmianie przez Michała Rusinka słów piosenki Blanki pt. „Solo”, która stała się hitem. Została obejrzana 23 miliony razy, miała 10 milionów odtworzeń na Spotify, reprezentowała nas na Eurowizji. Na nagraniu, dostępnym w serwisie YouTube, krakowski literaturoznawca i tłumacz, doktor habilitowany Uniwersytetu Jagiellońskiego, przekłada z angielskiego na polski słowa tejże piosenki. „Zobaczcie, jakie to głupie” – zdaje się mówić, „W tych słowach nie ma żadnego sensu”. Spuszczę zasłonę milczenia na tłumaczenie przez Rusinka słowa „Bejbe” (a właściwie: „Bejba”) jako „dziecko”, które należałoby przetłumaczyć raczej jako „Kochanie”, bo nie o samo tłumaczenie tutaj idzie. Piosenka jest po prostu o tym, że czasami lepiej jest być samemu, czyli solo, niż z kimś, z kim jest nam źle. Blanka w teledysku pokazuje, jak cieszy się z tego, że w końcu jest wolna po tym, jak zakończyła nieudany związek. Znam to uczucie i dlatego lubię tę piosenkę i teledysk – nie muszę go rozkładać na czynniki pierwsze i nie bardzo wiem, po co miałbym to robić. Muzyka wpada w ucho, jak dobre disco polo, dziewczyna jest ładna, zgrabna, a w miejscu, gdzie kręcony był teledysk, chętnie spędziłbym kilka dni wakacji, jeżdżąc takim samochodem jak ona. To jakaś zbrodnia nagrać taki teledysk? Zdaniem Rusinka piosenka powinna być chyba pogłębionym portretem psychologicznym, a tutaj mamy do czynienia z emocjami, a nie z analizą. I dobrze, bo ta piosenka wyraża radość, szczęście i optymizm. Czy to źle? Krakowski uczony chciałby chyba, analogicznie jak Zbigniew Mikołejko względem disco polo, aby te rozpraszało jego lęki egzystencjalne, było ambitne, należało do sztuki wysokiej. Ani disco polo, ani piosenka Blanki, nie mają takich ambicji, bo to tak, jakby oczekiwać od samochodu, żeby latał albo pływał, jeśli został skonstruowany do zupełnie innych celów. Polski inteligent, czego przykładem jest Michał Rusinek, chciałby żeby świat był Misiem Uszatkiem z jego wyobrażeń i owo wyobrażenie chce uczynić powszechnym, psując przy tym całą zabawę. „To, co przeżywasz, jest takie płytkie, a zatem i ty jesteś płytki” – zdaje się mówić pohukujący czy ironizujący inteligent. Czasami potrzebujemy różnych głębokości „przeżyć”.

Rozumiem i podzielam krytykę mitu piękna, wręcz dyktatury ludzi pięknych. Nie podoba mi się chore dążenie do nieosiągalnego ideału piękna, który nie jest możliwy do realizowania, jeśli nie ma się wystarczających zasobów w postaci pieniędzy (na skalpel i dietę) oraz czasu (na ćwiczenia). To wszystko wiemy, napisano na ten temat setki książek trafnie krytykujących „przemysł piękna” w służbie kapitalizmu. Nie mylmy jednak tej krytyki z niesprawiającym nikomu przykrości i niewyrządzającym zła poczuciem szczęścia (oprócz tych, czujących się urażonymi nieomal wszystkim), beztroskiej radości i przyjemności płynącej z cielesności i zmysłów. W przeciwnym razie grozi nam popadnięcie w absurd, którego przykładem może być Kantowska ocena seksu jako ruchów niegodnych filozofa.

Problem inteligenta z disco polo oraz muzyką popularną, jak wspomniana piosenka Blanki, polega na tym, że oba nie tabuizują seksualności, lecz ją afirmują. Blanka jest po prostu sexy, co niekiedy wręcz uruchamia u inteligenta (płci obojga) jakiś resentyment, a w ostateczności chęć pokazania swojej wyższości intelektualnej. Tomasz Szlendak, opisując przed laty klasowe tło sporu o białe kozaczki, które były synonimem złego gustu charakterystycznego dla „ludu”, stwierdził, że „Elita ucieka od seksualnej dosłowności, nieelita wręcz przeciwnie. U elity seksualność skrywana jest pod subtelniejszą powierzchnią, u nieelity jest ostentacyjna. […] Mężczyźni z elity także lubują się w białych kozaczkach, tak jak lubują się w jadowicie różowych stringach i ostentacyjnie erotycznych pończochach. Tyle tylko, że lubują się w tym wszystkim w zaciszu własnej, domowej sypialni” (Tomasz Szlendak, „Demokratyczna moda kontra białe kozaczki”, Dziennik, 2 czerwca 2006). Nie chodzi nawet o obłudę inteligenta, jeśli uznać, że toruński socjolog ma rację, ale o fakt, że nie da się, i nawet nie wiem, czy byłoby to możliwe oraz pożądane, sprowadzić ciało, zmysły, seksualność i erotyzm do sfery prywatnej. Kto był na włoskiej plaży, wie, o czym mówię: nie dajmy sobie odebrać miłosnej gry pomiędzy kobietą a mężczyzną także w wymiarze cielesnym.

Trawestując słynne stwierdzenie z filmu „Chłopaki nie płaczą”, można powiedzieć, że „Polski inteligent nie ma luzu”.

dr Michał Rydlewski

Zdjęcie w nagłówku tekstu: kadr z teledysku do piosenki „Solo” Blanki.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie