Jubileusz

Do zwolnienia

Do zwolnienia

Grupa bankowo-finansowa przeprowadzi duże zwolnienia.

Jak informuje „Fakt”, kolejna firma zapowiada duże zwolnienia. Tym razem jest to grupa finansowa Nordea, świadcząca usługi bankowo-finansowe.

Zamierza ona zwolnić ponad 100 osób. Obejmą one przede wszystkim pracowników działów IT. Zwolnienia będą miały miejsce w oddziałach firmy w Łodzi, Warszawie i Trójmieście. Pracę stracą pracownicy wszelkiego typu – zarówno o krótkim, jak i długim stażu, zarówno szeregowi, jak i osoby pełniące funkcje kierownicze.

Nordea zatrudnia w Polsce około 6000 osób.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kpina zamiast podwyżek

Kpina zamiast podwyżek

Zamiast obiecanych podwyżek, duża sieć handlowa kpi z pracowników.

Jak informuje portal Biznes Interia.pl, związkowcy z sieci handlowej Auchan w Polsce są rozgoryczeni polityką płacową tej firmy. Związek Pracowników Sieci Handlowych twierdzi, że szefostwo polskich struktur Auchan zadeklarowało podwyżki płac, ale nie wywiązuje się z obietnicy. Wzrost pensji dotyczy tylko pracowników zatrudnionych za płacę minimalną – ich wypłata jest większa tylko o ustawową niewielką tegoroczną podwyżkę stawki minimalnej, wymuszoną przez państwo.

Związkowcy twierdzą, że zamiast podwyżek nastąpiły de facto obniżki wielu wynagrodzeń. Zmieniony regulamin premii ma wedle nich sprawiać, iż faktyczne zarobki części załogi po prostu zmaleją wobec ubiegłego roku. Faktyczne podwyżki mają wejść w życie dopiero od 1 lipca, ale w wielu przypadkach będą symboliczne. Średnio płace wzrosną o 140 zł brutto, ale system został skonstruowany tak, że wiele osób otrzyma o zaledwie kilkanaście złotych więcej.

Protokół porozumienia z zarządem firmy w sprawie podwyżek podpisały jedynie dwa związki zawodowe działające w polskich strukturach Auchan. Trzy związki odmówiły podpisania ustaleń ws. takich „podwyżek”.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Henryk Borawski – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=27852545

Prawa pracownika idą do śmietnika

Prawa pracownika idą do śmietnika

Publiczna spółka Poczta Polska chce wysłać część pracowników na umowy śmieciowe.

Jak informuje Business Insider, zarząd Poczty Polskiej zamierza przenieść część pracowników z umów o pracę na umowy śmieciowe w postaci kontraktów B2B. Związkowcy protestują i skierowali sprawę do Państwowej Inspekcji Pracy.

Sprawa ma dotyczyć tzw. kurierów ostatniej mili, czyli osób zatrudnionych dotychczas w dziale KEP – kurier, ekspres, paczka. Mają oni stracić etaty i otrzymać propozycję zatrudnienia w formule kontraktu B2B. Związkowcy twierdzą, że to złamanie prawa, ponieważ kurierzy Poczty nie będą zajmowali się niezależną działalnością kurierską, lecz dostarczać przesyłki tak, jak obecnie, w modelu etatowym, według ścisłych wytycznych przełożonych. Stracą natomiast etaty i wszelkie świadczenia związane z umową o pracę. Taka formuła zatrudnienia oznacza także łatwość zwalniania pracowników i obchodzenia przepisów o zwolnieniach grupowych. „Solidarność” działająca w Poczcie skierowała sprawę do Państwowej Inspekcji Pracy.

Zarząd Poczty twierdzi, że jest ostatnią w Polsce firmą doręczycielską, która wciąż zatrudnia kurierów na umowy o pracę. Zdaniem szefostwa publicznej spółki, kontrakty B2B pozwolą zwiększyć konkurencyjność spółki i jej rentowność. Zmiana ma przybrać trzy formy: prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG), zatrudnianie podwykonawców lub współpracę w ramach spółki. O świadczenie usług kurierskich na rzecz Poczty takie osoby będą się ubiegały w drodze postępowań ofertowych, a dotychczasowa praca w Poczcie nie będzie w żaden sposób premiowana przy wyborze zleceniobiorcy.

Związkowy apel do prezydenta i premiera

Związkowy apel do prezydenta i premiera

Związkowcy z różnych organizacji apelują do prezydenta i premiera o przeciwdziałanie antypracowniczej ofensywie.

Warszawa, 17 stycznia 2026 r.

Prezydent RP Karol Nawrocki i Premier RP Donald Tusk

Szanowny Panie Prezydencie, Szanowny Panie Premierze!

My, przedstawiciele zakładowych organizacji związkowych z całego kraju, zgromadzeni w Warszawie w dniach 16-17 stycznia 2026 r. wzywamy Was do spotkania z przedstawicielami świata pracy, związkowcami z całego kraju, w jak najbliższym terminie.

Pan Premier był łaskaw spotkać się w gmachu giełdy z przedstawicielami biznesu i zachęcać ich, by się bogacili.

Pan Prezydent przedstawia się jako rzecznik interesów całego Narodu. Tymczasem Naród to w głównej mierze ludzie pracy a nie biznesmeni. To my jesteśmy autorami wielkiego skoku gospodarczego, jakiego dokonał nasz kraj. A jednak to nie my jesteśmy jego beneficjentami. Za naszą ciężką pracę dla dobra wspólnego należy nam się godna płaca i zgodne z prawem warunki zatrudnienia.

Pan Premier przygotowuje ustawy, które dotyczą pracy, a Pan Prezydent może je podpisać lub nie. Domagamy się, aby w sprawach, które nas dotyczą, wysłuchano nas, ludzi pracy. I żeby w tych sprawach, które dotyczą pracy i płacy, oba ośrodki władzy w Polsce podjęły współpracę. Dlatego nasze zaproszenie do debaty kierujemy do obu Panów, aby przedstawić nasze stanowisko, wypracowane w gronie związkowym dotyczące:

• patologii umów śmieciowych,

• obchodzenia przez pracodawców przepisów dotyczących sporów zbiorowych i strajków,

• ignorowania przez pracodawców wyroków sądowych i poleceń Państwowej Inspekcji Pracy, zatrudniania przez pracodawców na koszt państwa kancelarii wyspecjalizowanych w zwalczaniu związków zawodowych

Cześć Pracy Panie Prezydencie i Panie Premierze, przedstawiciele niżej wymienionych zakładowych organizacji związkowych:

Inicjatywa Pracownicza w Jeremias

Inicjatywa Pracownicza Amazon

Związek Zawodowy Przeróbka w LW Bogdanka SA

WZZ „Sierpień 80” w Dahren Poland

WZZ „Sierpień 80” w Valeo

OPZZ Konfederacja Pracy Solaris

OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie, Dino, Biedronce, Aldi i Rossmann

KNSZZ „Ad Rem”

MZZP ZJEDNOCZENI

Inicjatywa Pracownicza przy VW Poznań

Komisja Zakładowa OZZ IP przy Auchan Polska

OZZIP Fiege/Zalando

OZZ Inicjatywa Pracownicza w Fabryce Janpol

Inicjatywa Pracownicza w Bielenda Group S.A.

Inicjatywa Pracownicza przy Polska Press

OZZIP Podbeskidzie Eltek

Inicjatywa Pracownicza w Teatrze Ósmego Dnia

Inicjatywa Pracownicza przy Cooper Myślenice

Komisja Zakładowa OZZ Inicjatywa Pracownicza przy Poznańskim Zespole Żłobków

OZZ Inicjatywa Pracownicza przy MZK BYDGOSZCZ

Inicjatywa Pracownicza przy Orlen Serwis

Komisja Pracowników i Pracownic Domowych

Komisja Pracowników i Pracownic z Ameryki Łacińskiej w Polsce

Inicjatywa Pracownicza przy Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Poznaniu

Komisja NGO OZZ IP

Warszawskie Koło Młodych Inicjatywy Pracowniczej

Krakowskie Koło Młodych Inicjatywy Pracowniczej

 

Koniec spółdzielni

Koniec spółdzielni

Duża grupa produkcji wyrobów mlecznych zamyka jedną ze spółdzielni nieco ponad rok po jej przejęciu.

Jak poinformował fanpage facebook.com/Szczekociny, po ponad 80 latach działalności Spółdzielnia Mleczarska „Rokitnianka” w Szczekocinach wkrótce przejdzie do historii. Zakład znany z tradycyjnych wyrobów mlecznych zakończy produkcję w lutym. Wszyscy zatrudnieni stracą pracę.

Zakład powstał w 1946 roku. Jesienią roku 2024 został przejęty przez grupę kapitałową Polmlek, do której należą liczne zakłady produkcyjne nabiału w Polsce, a także znany producent soków Fortuna. Zgodę na sprzedaż zakładu wyraziło wówczas ponad 500 udziałów spółdzielni, głównie rolnicy dostarczający do niej mleko. Zakład wytwarzał rocznie 1,5 mln kilogramów gotowych wyrobów mlecznych.

W roku 2021 zarząd „Rokitnianki” zlikwidował spółdzielnię mleczarską w Wadowicach, którą przejął w roku 2010. Teraz spółdzielnia w Szczekocinach sama ulegnie likwidacji. Wytwarzała masło, twarogi, serki homogenizowane, kefir, maślankę, serwatkę i odtłuszczone mleko w proszku. Jej wyroby były od lat cenione w okolicy.

Przed kilkoma tygodniami podobny los spotkał spółdzielnię mleczarską w nieodległym Myszkowie. Również ona, przejęta niewiele wcześniej przez OSM Łowicz, została zlikwidowana. W obu przypadkach pracę traci po kilkadziesiąt osób.

W sporze z szefostwem

W sporze z szefostwem

Związek zawodowy Kontra wszczął spór zbiorowy z zarządem firmy z sektora automoto.

15 stycznia 2026 r. związek zawodowy Kontra działający w Adient Seating Poland w Siemianowicach Śląskich oficjalnie wszczął spór zbiorowy z szefostwem firmy.

Decyzja o rozpoczęciu procedury sporu zbiorowego została podjęta w związku z brakiem porozumienia w sprawach dotyczących warunków wynagradzania oraz świadczeń pracowniczych.

Podjęto próbę dialogu z szefostwem zakładu produkującego części samochodowe, jednak już pierwsza propozycja przedstawiona podczas rozmów poruszyła załogę. Na zgłoszone postulaty zarząd odpowiedział, że w 2026 roku nie przewiduje żadnych podwyżek wynagrodzeń. Podczas kolejnego spotkania padła propozycja podwyżki w wysokości 2%, jednak pod warunkiem rezygnacji z pozostałych postulatów strony społecznej.

– „Propozycja ta została jednoznacznie odrzucona przez naszych członków, co potwierdziła przeprowadzona przez nas ankieta. Pracownicy w sposób stanowczy wyrazili swój sprzeciw oraz jasno zadeklarowali brak zgody na takie warunki” – mówi Adam Klacka Przewodniczący ZZ Kontra w Adient.

Związek zawodowy Kontra jest największą oraz jedyną reprezentatywną organizacją związkową w zakładzie Adient. Żądania związku w ramach sporu zbiorowego są następujące:

1. Podwyższenie wynagrodzeń zasadniczych o 5% stawek zaszeregowania dla wszystkich grup pracowniczych, tj.:

– pracowników produkcji,

– pracowników pośrednioprodukcyjnych,

– pracowników biurowych.

2. Wypłata jednorazowej premii w wysokości 1000 zł

3. Wprowadzenie dodatku stażowego

Tusk zabiera bezrobotnym

Tusk zabiera bezrobotnym

Drastycznie zmniejszono środki na wsparcie bezrobotnych.

Jak informuje „Gazeta Prawna”, w roku 2026 w budżecie znacznie zmniejszono nakłady na aktywizację bezrobotnych i tworzenie miejsc pracy dla osób bez zatrudnienia. Spadek ten wynosi w zależności od regionu od 30 do 50% wobec kwot ubiegłorocznych.

Rząd Tuska w bezprecedensowy sposób zmniejszył środki na Fundusz Pracy. Trafiały one corocznie do powiatowych urzędów pracy i wspierały wychodzenie z bezrobocia. W roku 2025 na ten cel przeznaczono 3,6 miliarda, a w roku obecnym będzie to tylko 2,1 mld. Realnie do samorządów trafi jeszcze mniej, bo tylko 1,7 mld. Co gorsza, środki z tego źródła służyły także współfinansowaniu projektów z Europejskiego Funduszu Społecznego, czyli faktyczne zmniejszenie środków na wychodzenie z bezrobocia będzie jeszcze niższe.

Przykładowo w woj. lubuskim w roku 2026 na przeciwdziałanie bezrobociu trafi od rządu 40 343 621,30 zł. To kwota niższa od ubiegłorocznej o 46,2%. Dzieje się tak pomimo iż wpływy do Funduszu Pracy rosną i dysponuje on środkami większymi niż dawniej.

Cięcia dokonywane są w sytuacji, gdy w ciągu roku bezrobocie wzrosło z poziomu 5,1% do poziomu 5,7%. W ciągu roku przybyło ponad 100 000 nowych bezrobotnych, a ich ogólna liczba wynosi już niemal 900 000 osób.

Studencka walka o klub

Studencka walka o klub

Studenci UW domagają się odzyskania klubu Indeks.

Podczas ostatniego posiedzenia Parlamentu Studentów Uniwersytetu Warszawskiego (13 stycznia) poruszono temat funkcjonowania lokalu Indeks, mieszczącego się w piwnicy budynku należącego do Zarządu Samorządu Studentów UW. Przestrzeń, która przez lata działała jako klub studencki pod nazwą „Sigma” i była miejscem oddolnej aktywności kulturalnej, obecnie funkcjonuje jako komercyjna restauracja. Temat wniosła na obrady OZZ Inicjatywa Pracownicza.

Zgodnie z obowiązującą umową ajent lokalu zobowiązany jest do prowadzenia taniej gastronomii dla studentów oraz realizowania programów kulturalno-artystycznych. Jak jednak wynika z informacji przekazanych przez Dział Organizacji Zasobów Informacyjnych UW, nie istnieją żadne dokumenty potwierdzające prowadzenie w Indeksie działalności studenckiej. Mimo to Zarząd Samorządu Studentów UW uzyskuje z najmu lokalu blisko 180 tysięcy złotych rocznie.

Podczas posiedzenia przedstawiciele samorządu przyznali, że doszło do wieloletnich zaniedbań w nadzorze nad realizacją umowy. Wśród studentów pojawiły się pytania o zasadność dalszego utrzymywania prywatnego biznesu w przestrzeni należącej do społeczności akademickiej oraz o brak reakcji na niewywiązywanie się ajenta z zapisów umowy. „Skoro warunki nie są spełniane, trudno zrozumieć, dlaczego umowa nie została wypowiedziana” – komentowali uczestnicy obrad.

Wielu studentów zwracało również uwagę na brak ogólnodostępnego klubu studenckiego na Uniwersytecie Warszawskim. Ich zdaniem uczelnia potrzebuje przestrzeni otwartej na inicjatywy kulturalne, społeczne i integracyjne, zwłaszcza w kontekście narastających problemów z izolacją i osłabieniem życia studenckiego. Studenci podkreślają, że potrzebują miejsca zarządzanego przez nich samych, a nie kolejnej komercyjnej restauracji w przestrzeni należącej do uczelni. – „Potrzebujemy klubu studenckiego z prawdziwego zdarzenia. Kultura studencka jest martwa. Schabowy za 65 złotych jej nie zastąpi” – mówi inna studentka.

Zapowiedziano rozpoczęcie kampanii, możliwe akcje protestacyjne oraz skierowanie sprawy do rektora Uniwersytetu Warszawskiego.

Przeciw bezkarności biznesu

Przeciw bezkarności biznesu

Zarząd firmy Jeremias wbrew postanowieniom sądu i karom PIP próbuje nie wpuścić lidera związku zawodowego na teren fabryki.

Jak informuje związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza, zarząd firmy Jeremias odmawia wpuszczenia na teren zakładu Mariusza Piotrowskiego, lidera zakładowych struktur tego związku. Czyni tak wbrew prawu i wyrokom sądów. Odmawia także płacenia kary sądowej za ignorowanie postanowień sądu. Przedstawiciele dyrekcji doczekali się już zarzutów prokuratorskich od PIP.

Zakład Jeremias w Gnieźnie należy do niemieckiego kapitału i wytwarza systemy kominowe. W ubiegłym roku zwolniono w nim z pracy bezprawnie (co potwierdził sąd) dwóch działaczy związkowych Inicjatywy Pracowniczej, w tym Piotrowskiego. Następnie w firmie miał miejsce strajk – najdłuższy w III RP. Mimo iż zarząd firmy podpisał porozumienie ze strajkującymi i spełnił część ich żądań, a sąd nakazał przywrócenie Piotrowskiego do pracy, szefostwo firmy nie wykonuje tego wyroku.

Związkowcy z Inicjatywy Pracowniczej piszą: „Czy państwo polskie okaże się w końcu skuteczne we wdrażaniu swoich wyroków i postanowień wobec szefów? Nie zamierzamy biernie na to czekać. Dlatego związkowcy z Jeremias wraz z delegacją innych komisji IP oraz zaprzyjaźnionych związków w tym tygodniu będzie z ministerstwem sprawiedliwości, pracy oraz Głównym Inspektorem Pracy omawiać potrzebę wzmocnienia roli państwa i związków zawodowych wobec firm stosujących union busting, czyli metody zwalczania związkowców. Od zatrudniania kancelarii prawnych na koszt państwa po stosowanie umów śmieciowych – Polska staje się eldorado dla nieuczciwych firm, które często dodatkowo unikają opodatkowania w naszym kraju. Czas to zmienić! Między innymi w tym celu powołaliśmy związkową Koordynację solidarności i walk. Już w piątek ponad stu związkowców pojawi się w sejmie”.

Wielki handel zwalnia

Wielki handel zwalnia

Spore zwolnienia zapowiedziała duża sieć handlowa.

Związkowcy z Regionu Mazowsze „Solidarności” poinformowali, że wielka sieć handlowa Carrefour zapowiedziała kolejne zwolnienia grupowe w swojej polskiej strukturze.

Jak informują związkowcy, zwolnienia mają dotyczyć 250 osób. „Solidarność” napisała: „Od dłuższego czasu w sklepach Carrefour obserwowany jest systematyczny spadek zatrudnienia, co prowadzi do przeciążenia pozostałych pracowników przejmujących obowiązki za zwalnianych pracowników. W lipcu bieżącego roku wprowadzono nową organizację pracy, w ramach której wszyscy pracownicy zobowiązani są do wykonywania wszystkich zadań, niezależnie od dotychczasowych stanowisk czy zakresu obowiązków. Zmiany te znacząco pogorszyły warunki pracy i mają negatywny wpływ na stan zdrowia psychofizycznego pracowników”.

Warto dodać, że w roku 2025 sieć zwolniła 200 osób. Zamykane są także poszczególne jej sklepy w naszym kraju. Polska struktura sieci jest w „reorganizacji”, nie wyklucza się sprzedaży wszystkich jej obiektów innemu podmiotowi.

Setki bez pracy

Setki bez pracy

Wielki koncern motoryzacyjny zwalnia setki osób w Polsce.

Koncern Stellantis poinformował dzisiaj związki zawodowe, że zamierza ze swojej fabryki w Tychach zwolnić kilkaset osób. W procedurze zwolnień grupowych pracę stracą zarówno pracownicy produkcyjni, jak i administracyjni. Decyzja jest motywowana malejącym popytem na samochody produkowane w tym zakładzie i brakiem perspektyw poprawy tej sytuacji.

Pracę bezpośrednio ma stracić 320 osób ze stanowisk produkcyjnych i nieprodukcyjnych. Związkowcy szacują jednak, analizując szczegóły planowanych działań szefostwa firmy, że zatrudnienie straci znacznie więcej osób. Mowa o pracownikach, którym nie zostaną przedłużone umowy na czas określony oraz o osobach zatrudnianych przez agencje pracy tymczasowej – obu tych grup nie obejmuje wymagana prawem procedura zwolnień grupowych. Szacunki związkowców mówią, że pracę straci około 740 osób. Oznacza to zmniejszenie zatrudnienia w zakładzie z ponad 2300 do niespełna 1700 osób.

Zwolnienia mają zostać przeprowadzone do końca kwietnia.

 

Likwidacja po stu latach

Likwidacja po stu latach

Zakład o długiej tradycji zostanie zamknięty.

Walne zebranie akcjonariuszy podjęło 2 stycznia decyzję o likwidacji zakładu produkcyjnego Stomil-Poznań. Oznacza to, że zamknięta zostanie fabryka o niemal stuletniej tradycji. To najstarszy obecnie w Polsce producent z branży oponiarskiej.

Zakład powstał w roku 1928. Produkował opony do rowerów, motocykli, samochodów osobowych, a od kilku dekad głównie do maszyn budowlanych. W szczycie rozwoju zatrudniał ponad 700 osób. Większościowym udziałowcem poznańskiego Stomilu jest Polska Grupa Zbrojeniowa – ten publiczny podmiot ma 85% akcji.

Likwidacja ma potrwać rok. Załoga licząca 119 osób jest póki co mamiona niekonkretnymi obietnicami zatrudnienia części pracowników w innych zakładach należących do PGZ.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa JDavid – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=5445063

Nie ustępują wielkiej sieci

Nie ustępują wielkiej sieci

Eskaluje spór między związkowcami a zarządem wielkiej polskiej sieci handlowej.

W kolejny etap wszedł spór między związkowcami a szefostwem sieci handlowej Dino.

Międzyzakładowa Organizacja OPZZ Konfederacja Pracy podejmuje kolejne działania przewidziane polskim prawem. Skierowała do zarządu sieci Dino Polska oficjalne wezwanie do rozmów, podając w nim tematy, daty i miejsca spotkań. To kolejny etap trwającego w firmie sporu zbiorowego.

Konflikt w Dino trwa od kilku miesięcy. Nowy związek zawodowy prowadził już działania w inny sieciach handlowych w Polsce, m.in. zorganizował strajk ostrzegawczy w Kauflandzie. Od Dino domaga się m.in. wyjaśnienia sprawy nieutworzenia Zakładów Funduszu Świadczeń Socjalnych, a także poprawy sytuacji pracowników. Związkowcy uważają, że wynagrodzenia są zbyt niskie. Krytykę budzi także stan zatrudnienia i związane z nim problemy: „Pracujesz w Dino? O wakacjach z dziećmi możesz zapomnieć. Do marketów Dino Polska trafiła dyspozycja zakazująca długich urlopów w okresie letnim. Tak – Dino zakazuje urlopów latem. To kolejny skandal z tą siecią handlową w tle. Sytuacja jest bez precedensu. Zamiast zatrudnić dodatkowych pracowników i zapewnić godne warunki pracy, ludzie muszą pracować nawet za trzech. Wystarczy choroba jednej osoby, by sparaliżować pracę marketu. A zamiast wyrozumiałości – pracownicy na zwolnieniach chorobowych odbierają telefony z pytaniami, kiedy wrócą do pracy” – napisali związkowcy.

Wezwanie do rokowań to etap sporu przewidziany polskim prawem. Musi ono poprzedzać ewentualne kolejne działania, takie jak np. referendum strajkowe.

Spory sukces strajku

Spory sukces strajku

Strajk w zakładach Valeo zaowocował znaczącymi podwyżkami płac.

23 grudnia zakończył się spór zbiorowy między związkowcami a zarządem firmy Valeo. Pracownicy trzech zakładów tego koncernu – w Chrzanowie, Trzebini i Mysłowicach – od dawna domagali się podwyżek płac. Reprezentujący ich związek zawodowy Sierpień ’80 prowadził spór zbiorowy. W jego ramach odbyły się kilkakrotne negocjacje, demonstracje i blokady ulic, strajk ostrzegawczy. Pod koniec listopada miał miejsce kilkudniowy strajk połączony z blokadą dostaw do zakładu. Szefostwo firmy próbowało na różne sposoby stłumić protest. W sprawę zaangażowały się wówczas władze samorządowe kilku szczebli, pośrednicząc w negocjacjach.

Ostatecznie negocjacje zakończyły się podpisaniem porozumienia płacowego. Na jego mocy osoby zatrudnione krócej niż rok dostaną 370 złotych brutto podwyżki od 1 marca. Pracownicy ze stażem 1-5 lat otrzymają 560 złotych. Zatrudnieni dłużej niż pięć lat dostaną podwyżkę 780 złotych brutto. Wzrośnie o 120 zł także dodatek za pracę w systemie czterobrygadowym. Podwyżki są niższe od tych żądanych na wstępie przez związkowców – 1200 zł – ale i tak znacząco większe niż wstępnie proponował koncern.

Dość łamania praw pracowniczych

Dość łamania praw pracowniczych

Kilka związków zawodowych ponad podziałami apeluje wspólnie o wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy.

List otwarty do ministrów i posłów na Sejm RP

Niżej podpisane organizacje zakładowe związków zawodowych Inicjatywa Pracownicza, WZZ Sierpień 80, OPZZ Konfederacja Pracy i KNSZZ „Ad Rem” wzywają rząd oraz posłanki i posłów na Sejm RP wszystkich partii do natychmiastowego przyjęcia ustawy o wzmocnieniu Państwowej Inspekcji Pracy w celu skutecznej walki z fikcyjnymi formami zatrudnienia.

Na co dzień w naszych zakładach pracy doświadczamy bezradności polskiego państwa wobec nielegalnych form zatrudnienia.

Poprzez tzw. umowy śmieciowe nieuczciwi pracodawcy okradają miliony pracowników w Polsce na miliardy złotych z tytułu nieopłaconych nadgodzin, odebrania prawa do urlopów wypoczynkowych, macierzyńskich, wychowawczych i płatnych zwolnień chorobowych. Fikcyjne formy zatrudnienia w praktyce krępują też działalność związkową, odbierają realnie pracownikom prawo do aktywności w ramach związku zawodowego pod groźbą natychmiastowej utraty pracy nie chronionej kodeksem pracy.

Obecne przepisy ustawy o PIP i kodeksu pracy realnie nie zabezpieczają pracowników przed łamaniem prawa przez pracodawców stosujących fikcyjne formy zatrudnienia. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego liczba pracujących na umowach zlecenia i pokrewnych osiągnęła rekordowy poziom ponad 2,4 miliona na koniec 2024 i pierwszą połowę 2025 roku, w tym 1,5 miliona pracujących wyłącznie na tych umowach. Stale rosnąca popularność tych umów wynika wprost z bezkarności pracodawców, niczym nie ograniczanej żądzy zysku ponad prawem. Nowelizacja ustawy o PIP da szansę ukrócić ten proceder.

Umowy śmieciowe to głęboki regres cywilizacyjny. Przedsiębiorcy i posłowie, którzy próbują osłabić lub zablokować obecną zmianę przepisów o PIP, cofają Polskę do realiów XIX wiecznych. Co gorsza, członkowie partii, które zwykle powołują się na pro-europejskie wartości, na czele z samym premierem Donaldem Tuskiem, dziś blokują pro-pracownicze rozwiązania, których wymaga właśnie Unia Europejska. Robią to, ryzykując nawet utratę miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy przeznaczonych na odbudowę i tworzenie odporności społeczno-gospodarczej Polski w dobie kryzysów. W zamian, w imię miliardowych zysków nieuczciwych przedsiębiorców, politycy przeciwni reformie PIP pchają nas w kolejny głęboki kryzys.

Inspektorzy Pracy w Polsce muszą mieć prawo do wydawania decyzji o przekształceniu umowy śmieciowej w umowę o pracę bez czekania na decyzje sądu. Pieniądze zarobione przez pracodawców w wyniku stosowania nielegalnych umów muszą zostać oddane pracownikom, gdyż to one i oni wypracowują je swoją pracą. Stosunek pracy powinien być domniemaną formą zatrudnienia na zasadach proponowanych przez ministerstwo sprawiedliwości.

Komisje Zakładowe OZZ Inicjatywa Pracownicza przy: Amazon, Volkswagen Poznań, Jeremias, Allegro, Orlen Serwis, Janpol, Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Poznaniu, Auchan Polska, Fiege/Zalando, Bibliotece Miejskiej w Łodzi, zakładach Eltek i Electropoli Poland, Bielenda Group S.A., Polska Press, CanPack FIP Brzesko, CSW Zamek Ujazdowski, Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, Warszawskim Obserwatorium Kultury, Ośrodku Brama Grodzka – Teatr NN, Polskiej Akademii Nauk, RASP, wydawnictwie Bauer, Komisja Pracowników i Pracownic z Ameryki Łacińskiej w Polsce, Związek Pracowników Branży Gier, struktury młodzieżowe OZZ IP
Zarządy zakładowych organizacji związkowych OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie, Dino, Biedronce, Aldi i Rossmann oraz w Solaris Bus & Coach
Komisja Międzyzakładowa WZZ Sierpień 80 w Valeo Autosysytemy Sp. z o o Oddział Valeo Lighting Systems w Chrzanowie, Komisje Zakładowe przy Katowickich Wodociągach S.A. oraz w Tenecco Silesia.
Pracownicy sądownictwa zrzeszeni w związku zawodowym KNSZZ „Ad Rem”

Dziwne gospodarowanie majątkiem

Dziwne gospodarowanie majątkiem

Związkowcy z Poczty Polskiej są zaniepokojeni sposobem gospodarowania budynkami przedsiębiorstwa.

Związkowcy z „Solidarności” w Poczcie Polskiej napisali: Państwowe zabytki nie są towarem. To sprawdzian odpowiedzialności państwa. W całej Polsce pojawiają się informacje o sprzedaży, wynajmie lub zmianie przeznaczenia historycznych gmachów pocztowych. Chodzi o obiekty o udokumentowanej wartości kulturowej, architektonicznej i symbolicznej, trwale wpisane w historię miast.

Trzeba powiedzieć to jasno i bez emocjonalnych skrótów: Poczta Polska nie jest prywatną firmą.
To spółka Skarbu Państwa, która zarządza majątkiem powierzonym jej w interesie publicznym. W tym majątku znajdują się zabytki. Dlatego decyzje dotyczące takich obiektów nie mogą być traktowane wyłącznie jako działania biznesowe. W przypadku nieruchomości historycznych naturalnym uczestnikiem procesu powinno być zainteresowanie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a więc organ państwa odpowiedzialny za ochronę dziedzictwa narodowego.

Sprzedaż lub długoterminowe oddawanie zabytkowych gmachów w ręce komercyjne oznacza trwałą zmianę ich funkcji publicznej. Nawet jeśli odbywa się to w ramach obowiązujących procedur, rodzi pytania o to, czy interes państwa i ochrona dziedzictwa są w tych decyzjach właściwie zabezpieczone. Niepokój budzi również brak ogólnodostępnej, spójnej strategii dotyczącej historycznego majątku Poczty Polskiej. Nie wiadomo, które obiekty uznawane są za strategiczne i nienaruszalne. Nie wiadomo, jakie funkcje publiczne mają być w nich zachowane. Nie wiadomo, jakie kryteria przesądzają o sprzedaży lub wynajmie.

Zabytki nie są odnawialnym zasobem. Raz sprzedane lub trwale wyłączone z funkcji publicznych, przestają służyć państwu i obywatelom. A państwo traci coś więcej niż nieruchomość, traci część swojej obecności i ciągłości. Oczekiwanie jest proste i w pełni racjonalne: Przejrzystość decyzji, publiczna informacja, realna ochrona historycznego majątku Skarbu Państwa.

Agora zwalnia grupowo

Agora zwalnia grupowo

Koncern Agora zapowiada duże zwolnienia.

Agora poinformowała, że zamierza pozbyć się w procedurze zwolnień dużej liczby pracowników. Zwolnienia maja objąć 166 osób. Oznacza to, że pracę straci ponad 6,5% ogółu zatrudnionych w firmie. To kolejna w ostatnich latach fala zwolnień w tej firmie.

Pracę mają stracić osoby zatrudnione w różnych podmiotach należących do tego koncernu. Sama „Gazeta Wyborcza” zwolni 60 osób z działów operacyjnego, sprzedaży, wsparcia biznesowego oraz redakcji. To redukcja załogi tych działów o 13,5%. Z kolei portal Gazeta.pl zamierza zwolnić 63 osoby z analogicznych działów, czyli ponad 25% ogółu zatrudnionych w nich. Eurozet Consulting pozbędzie się 13 w podobnych działach, co oznacza zredukowanie zatrudnienia w nich o ponad 20%. Sama spółka Agora zwolni 20 pracowników. Grupa Radiowa Agory i Eurozet zmniejszy zatrudnienie o 10 osób. Część zwolnień jest motywowana tym, że praca ludzka zostanie zastąpiona automatyzacją.

Zwolnienia są podejmowane mimo iż koncern osiągnął dodatnie wyniki finansowe i poprawił rentowność względem analogicznego okresu rok wcześniej.

Ostatnie pożegnanie kolegi

Ostatnie pożegnanie kolegi

Wczoraj nagle, w swoje 61. urodziny, zmarł Cezary Miżejewski, nasz wieloletni współpracownik.

Za komuny działał w opozycji demokratycznej. Kontestował tamten system z lewej, bo uważał, że cenzura, esbecka pałka, strzelanie do robotników, kartki na cukier i władza aparatczyków to nie jest socjalizm i nie jest to lewica, lecz ich zaprzeczenie, splugawienie. Działał w Międzyzakładowym Robotniczym Komitecie „Solidarności”, należał do grona osób, które w podziemiu reaktywowały Polską Partię Socjalistyczną, redagował jej nielegalne pismo „Robotnik”, był konspiracyjnym drukarzem i kolporterem. Robił różne ryzykowne rzeczy, był za to więziony i represjonowany, ale nie rozpamiętywał tego po kombatancku.

Po 1989 współorganizator Biura Ochrony Pracy NSZZ „Solidarność” Regionu Mazowsze. Działał w już legalnej PPS. Gdy dawna opozycja skręciła ku neoliberalizmowi lub prawicy, on wraz z PPS poszedł do wyborów w sojuszu z SLD i został posłem. Był nim przez jedną kadencję. W II połowie lat 90. był liderem związku zawodowego Konfederacja Pracy, który w łonie OPZZ zajmował się odnową formuły związkowej i próbą organizowania pracowników nowych i trudnych branż, jak hipermarkety itp. Po 2001 był wiceministrem polityki społecznej i radcą w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego.

Od 2009 rzucił się w wir zupełnie nowej aktywności, która dawała szansę realizacji ideałów, jakie wyznawał od lat. Zaangażował się w spółdzielczość socjalną – połączenie wsparcia ludzi najsłabszych na rynku pracy z demokratyczną samoorganizacją. Był przewodniczącym Ogólnopolskiego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Socjalnych. Ale przede wszystkim był duszą tego ruchu – niestrudzonym organizatorem, popularyzatorem, człowiekiem nietracącym entuzjazmu mimo przeciwności losu, człowiekiem mrówczej, często niewidzialnej, ale wytrwałej roboty, człowiekiem, pasji i ideowości.
Współpracowaliśmy od kilkunastu lat. Wspierał regularnie to, co robimy. Opublikowaliśmy niejeden jego tekst. Udostępniamy w całości jego tekst najnowszy, z bieżącego numeru „Nowego Obywatela”. Czarek podsumowuje w nim dokonania dwóch dekad spółdzielczości socjalnej w Polsce – tekst jest dokładnie taki, jak sposób działania i myślenia Zmarłego: konkrety, tu i teraz, ale i dalekosiężne wizje, sukcesy, ale i nieunikanie zmierzenia się z problemami, radość, ale i gorycz, zadowolenie, ale i namysł nad tym, co trzeba ulepszyć: https://nowyobywatel.pl/2025/10/13/socjal-czy-praca-socjal-i-praca/

Wszystkie napisane dla nas teksty Czarka można znaleźć tutaj: https://nowyobywatel.pl/author/cezary-mizejewski/

Inwazja uśmieciowienia

Inwazja uśmieciowienia

Znacznie wzrosła skala zatrudnienia wyłącznie w oparciu o umowy śmieciowe.

Jak informuje strona internetowa Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, dane GUS i ZUS wskazują, że znacząco wzrosła liczba osób zatrudnionych w sposób pozakodeksowy, na podstawie tak zwanych umów śmieciowych.

Wedle najnowszych danych, dla II kwartału roku 2025, liczba osób zatrudnionych w Polsce wyłącznie w oparciu o umowy śmieciowe wyniosła 1,451 mln. W ciągu roku to wzrost z poziomu 1,382 mln. Natomiast na przestrzeni dwóch lat oznacza to wzrost z poziomu 1,323 mln. Mamy zatem w ciągu dwóch lat przyrost pracy na umowach śmieciowych jako źródła utrzymania o niemal 130 tysięcy osób.

Najwięcej osób zatrudnionych na śmieciówkach to te w wieku 25-40 lat oraz 61-67 lat.

Chude święta w Polsce liberalnej

Chude święta w Polsce liberalnej

Większość Polaków zamierza ograniczyć wydatki związane ze Świętami ze względu na ich koszt.

Jak informuje Portal Spożywczy, aż 69 proc. Polaków chce ograniczyć wydatki świąteczne – tak wynika z badania ANG Odpowiedzialne Finanse. Aż trzy czwarte kobiet zamierza tak zrobić. Wynika to z kosztów życia.

Przygotowania do tańszego spędzenia świąt Bożego Narodzenia obejmują wcześniejsze zakupy, aby skorzystać z promocji – tak zamierza robić 33% Polaków. Symbolicznie niższy (32%) jest odsetek tych, którzy deklarują rezygnację z nabywania nowych ozdób świątecznych. 30% ankietowanych zrezygnuje z kupna. 27% chce samodzielnie przygotować potrawy, aby ich koszt był niższy od zakupu gotowych wyrobów. 18% zamierza kupić produkty tańsze. 16% rezygnuje z wyjazdów świątecznych. 15% ograniczy liczbę potraw wigilijno-świątecznych.

Nieograniczanie wydatków świątecznych deklaruje 31% ankietowanych.

Głębokie zwolnienia w płytkach

Głębokie zwolnienia w płytkach

Znany producent płytek ceramicznych ogłosił duże zwolnienia z pracy.

Jak informuje łódzka Gazeta Wyborcza, duże redukcje zatrudnienia nastąpią w firmie Ceramika Paradyż w Opocznie. To jeden z największych pracodawców w mieście. Pracę straci 140 osób, co oznacza aż 13% całej załogi.

Szefostwo firmy twierdzi, że jedną z przyczyn zwolnień, oprócz wzrostu kosztów energii, jest duży, rosnący i niekontrolowany import płytek ceramicznych z Indii. Nie spełniają one żadnych norm i standardów, jakich muszą przestrzegać firmy z Europy. Branża ceramiczna apelowała już w zeszłym roku do rządu, że import z Indii będzie skutkował redukcją miejsc pracy w Polsce.

Związek kontra sieć

Związek kontra sieć

Związkowcy domagają się poprawy warunków zatrudnienia w wielkiej polskiej sieci handlowej.

Jak informuje portal Dla Handlu, związkowcy zrzeszeni w Międzyzakładowej Organizacji Związkowej OPZZ Konfederacja Pracy wszczęli procedurę sporu zbiorowego wobec Dino Polska, jednej z największych sieci handlowych w kraju.

Związkowcy zarzucają firmie brak dialogu, przeciążanie pracowników obowiązkami oraz wynagrodzenia niewiele wyższe od płacy minimalnej. Niedawno ten sam związek zaapelował o utworzenie w firmie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, który powinien istnieć w przedsiębiorstwie tej wielkości. Zwraca uwagę także na warunki panujące w sklepach sieci – ich zdaniem jest tam zbyt chłodno, aby bez szkód dla zdrowia przebywać długo w takim miejscu.

Związkowcy piszą: „Ignorancja władz Dino sięga zenitu. Spółka milczy, a sytuacja zaczyna przypominać pierwsze lata działalności Biedronki w Polsce”. Związkowcy zapowiadają zatem, że kolejnymi działaniami mogą być strajk ostrzegawczy, referendum strajkowe oraz strajk bezterminowy.

W niedzielę ten sam związek przeprowadził strajk ostrzegawczy w sklepach sieci Kaufland.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Kamil Kulawik – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=124499205

 

Strajkowe ostrzeżenie

Strajkowe ostrzeżenie

W całej Polsce w sklepach wielkiej sieci handlowej odbył się strajk ostrzegawczy.

Wczoraj, w niedzielę handlową, część pracowników sieci Kaufland zaprzestała pracy w ramach strajku ostrzegawczego. Na dwie godziny (12-14) przerwali obsługę klientów. Pracownicy zrzeszeni w związku zawodowym Konfederacja Pracy od dawna pozostają w sporze z zarządem sieci. Domagają się takich podwyżek – 1200 zł brutto – które po latach zrekompensują wzrost kosztów życia. Wielu zatrudnionych w Kauflandzie zarabia płace minimalne lub niewiele więcej.

Strajk objął kilkadziesiąt placówek sieci. W części z nich zaprzestanie pracy przez związkowców opóźniło realizację czynności przez niestrajkującą część załogi. W innych sklepach na kasach zastąpiły ich osoby z kierownictwa i obsługi administracyjnej.

Aby storpedować strajk, zarząd sieci kilka dni przed protestem ogłosił, iż od 1 stycznia przyzna podwyżki, ale znacznie niższe niż te, których domagają się związkowcy.

– „Wyciska się nas na maksa, jak cytryny, a do tego próbuje zastraszać, jak tylko upominamy się o to, co nam się należy” – powiedział dziennikowi „Fakt” Wojciech Jędrusiak, przewodniczący międzyzakładowej organizacji OPZZ Konfederacja Pracy. Zapowiedział on kontynuację walki o podwyżki, nie wykluczając referendum strajkowego oraz strajku.

3000 etatów mniej

3000 etatów mniej

Wielki podmiot handlowy planuje dużą redukcję zatrudnienia.

Jak informuje portal Dla Handlu, wielkie zmiany zapowiada grupa Eurocash. To duży gracz z branży handlu spożywczego i produktami szybkozbywalnymi. Za tą niezbyt rozpoznawalną nazwą kryje się właściciel popularnych marek –Delikatesy Centrum, Groszek, Lewiatan, ABC, Duży Ben itp. Razem wzięte mieściłyby się w pierwszej piątce największych podmiotów handlu spożywczego w Polsce.

Grupa planuje duże zmiany w swojej strukturze. Likwidacji ma ulec 150 sklepów marki Delikatesy Centrum. Oznacza to w latach 2026-2027 likwidację aż 3000 etatów w całym kraju. Około 2000 z nich to personel sklepowy, a kolejny tysiąc to stanowiska administracyjne i organizacyjne w obrębie całej spółki.

Zamiast własnych placówek, Eurocash zamierza się skupić na rozwoju sieci punktów franczyzowych. Jednym z kluczowych elementów nowej strategii ma być rozrost sieci Duży Ben. Początkowo planowana była ona ok. 1000 sklepów, z czego powstało już niemal 400. Teraz ma mieć ona nawet 3000 punktów, ale prowadzonych w modelu franczyzowym, czyli z przerzuceniem sporej części ryzyka i wysiłku na osoby niezatrudniane przez Eurocash.

Planowana jest także konsolidacja kilku należących do firmy formatów sieciowego handlu spożywczego. Mają one docelowo działać wszystkie pod szyldem „Sklepy STĄD”. Taka sieć objęłaby nie tylko dotychczasowe podmioty Eurocashu, ale także pozyskane do sieci w modelu franczyzowym dotychczas niezależne sklepy spożywcze.

Konflikt narasta

Konflikt narasta

Spór zbiorowy na pewno, a być może także strajk w kolejnej firmie.

Jak informuje portal Tysol.pl, w firmie w Spreadshirt Manufacturing Polska w Legnicy rozpoczął się spór zbiorowy. Zakładowa „Solidarność” domaga się poprawy warunków zatrudnienia, a w przypadku lekceważenia postulatów nie wyklucza nawet strajku.

Związkowcy domagają się przede wszystkim podwyżki pensji o 500 zł brutto dla każdego pracownika. Chcą też premii regulaminowej w wysokości 1200 zł brutto oraz premii świątecznej tej samej wysokości. Związek domaga się także utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Rozliczanie czasu pracy miałoby się odbywać w wymiarze miesięcznym, Oczekują także zniesienia kar finansowych za urlop na żądanie i zwolnienie z tytułu siły wyższej.

Szefostwo niemieckiej firmy odrzuciło te postulaty. W odpowiedzi związkowcy wszczęli formalnie spór zbiorowy, który ma przewidziane prawem etapy negocjacyjne. Jeśli nie przyniesie to rezultatów, kolejne kroki to referendum strajkowe, a w przypadku jego powodzenia – legalne przerwanie pracy.

W obronie miejsc pracy i usług komunalnych

W obronie miejsc pracy i usług komunalnych

Związkowcy z Kielc protestują przeciwko niezrozumiałym i niejasnym działaniom liberalnych władz miasta wobec lokalnej spółki pracowniczej, zapewniającej od lat transport zbiorowy mieszkańcom.

Stanowisko Związku Zawodowego Pracowników Transportu Publicznego w Kielcach w sprawie działań władz miasta wobec spółki pracowniczej oraz budowy nowej bazy dla zewnętrznego operatora.

Od wielu miesięcy obserwujemy narastające i trwające już od lat działania wymierzone w MPK Kielce – spółkę, w której 33 procent udziałów ma wciąż miasto. Ostatnie decyzje, między innymi dotyczące budowy nowej bazy autobusowej finansowanej z publicznych środków kosztem coraz większego zadłużania miasta, są tego kolejnym doskonałym przykładem.

Przypominamy, że funkcjonowanie MPK po 2007 roku było oparte na porozumieniu postrajkowym, na mocy którego podpisano umowę kupna-sprzedaży i dokonano zmian w umowie spółki. Ze względu na dramatyczną sytuację finansową spółki i zły stan taboru strony ustaliły w załączniku do umowy, że unijne środki pozyskane przez miasto na zakup taboru, o których pozyskanie już wówczas starało się miasto, będą włączone w tabor spółki, a nie będą dla miejskiego przewoźnika konkurencją, jak to obecnie się dzieje. Czyli te ustalenia zostały złamane przez miasto. Warte podkreślenia jest, że w tamtym czasie spółka była w bardzo trudnej sytuacji, a miasto – w znacznie lepszej niż obecnie. Dziś jest odwrotnie: to MPK może pochwalić się stabilną sytuacją finansową, a dzięki wysiłkowi pracowników oraz rezygnacji z dywidendy ma za sobą inwestycje rzędu 200 milionów złotych w tabor i bazę, podczas gdy miasto jest ogromnie zadłużone. Mimo to władze planują kosztowną i nieuzasadnioną ekonomicznie inwestycję z pieniędzy podatników, która w żaden sposób nie służy ani interesowi mieszkańców, ani komunikacji miejskiej. Czym to wytłumaczyć?

Tym bardziej, że decyzja o budowie nowej bazy nie została poprzedzona szczegółowymi wyliczeniami ekonomicznymi czy przedstawieniem tańszych alternatyw, tj. przygotowanie infrastruktury dla „elektryków” na terenie istniejącej bazy MPK, wykup pakietu większościowego w spółce czy wykup samej bazy, a przede wszystkim – bez jakiejkolwiek debaty publicznej. Paradoksem jest to, że władze prowadzą konsultacje społeczne w sprawach znacznie mniej istotnych, tj. zakaz sprzedaży alkoholu, ale w fundamentalnej kwestii dotyczącej majątku miejskiej spółki i setek miejsc pracy – milczą. Zmowę milczenia stosują również wszystkie kieleckie media. Dlaczego? Co kryje się za tak zaburzoną polityką informacyjną? Czyżby zajezdnia MPK miała podzielić los terenów, na których niegdyś znajdowała się zajezdnia PKS Kielce i siedziba KKSM, a teraz są tam osiedla deweloperskie? Warto podkreślić, że do spółki w latach wcześniejszych zgłaszali się różni deweloperzy z propozycją kupienia terenu bazy. Wysuwali różne oferty, a gdy im stanowczo odmówiono, to padły nawet takie słowa: „Nie chcecie oddać bazy za pieniądze, to przejmiemy was za darmo”.

Publiczne pieniądze są używane przeciwko własnej spółce po to, by finalnie osłabić miejskiego przewoźnika. Mówi się o oszczędnościach, a jednocześnie buduje się infrastrukturalne zaplecze tak naprawdę zewnętrznemu operatorowi. Tak wygląda interes miasta? Jak to się ma do mających miejsce kilka lat temu zapowiedzi władz miasta, że dzięki wejściu na kielecki rynek konkurencyjnego operatora nastąpi poprawa jakości usług transportowych, w dodatku za mniejsze pieniądze? Po otwarciu ofert temat ten nagle zniknął z dyskusji, ponieważ do rozstrzygnięcia przetargu konieczne było dołożenie aż 8,5 miliona złotych – i to wyłącznie na dwuletni kontrakt. Jednocześnie podkreślano, że zewnętrzny operator dysponuje „świetnie wyposażoną” bazą, na której miałoby się zmieścić nawet 100 autobusów. Twierdzono również, że wspomniane 8,5 miliona złotych umożliwi mu stworzenie własnej infrastruktury.

Pytamy więc: gdzie jest ta infrastruktura? Nie ma bowiem ani środków finansowych, ani jakiejkolwiek nowej infrastruktury, za to w tym roku przewoźnikowi wydłużono kontrakt o kolejny rok na wszystkie trzy zadania, mimo że MPK posiada ogromne rezerwy wozokilometrów rzędu 1,2 miliona rocznie. Wykorzystanie tej rezerwy pozwoliłoby zaoszczędzić kolejne kilka milionów złotych. Co więcej, przedłużono ten kontrakt również na linie, które dotychczas obsługiwało MPK – 13, 23, 24, OW i OZ.

MPK to firma dobrze zarządzana, inwestująca i konkurencyjna, ale nie jesteśmy w stanie wygrać ze środkami publicznymi wspierającymi inne podmioty.

Efektem tych działań może być pozbawienie pracy ponad 600 osób obecnie zatrudnionych w MPK mieszkańców Kielc i okolic. Czy o to w tym wszystkim chodzi? Bardzo dużo dyskutuje się o lustrach, ale nikt nie mówi o realnych problemach: zagrożeniu likwidacją kieleckiej spółki i utratą setek miejsc pracy. To może doprowadzić do przyśpieszenia procesu wyludniania się miasta, wzrostu ubóstwa i społecznych patologii, co później będzie się przedstawiać jako „problem alkoholowy”, który nie wiadomo skąd się wziął. To jest zaburzona hierarchia priorytetów i mylenie skutków z przyczynami.

Co więcej, dąży się do tego, by zewnętrzny operator robił biznes kosztem zarówno podatników, jak i kieleckich pracowników. W którym mieście w Polsce występuje taki paradoks, że za pieniądze podatników buduje się gotową infrastrukturę operatorowi zewnętrznemu, aby umożliwić mu robienie biznesu? Czym bowiem będzie konkurować ten operator, skoro zapewni mu się nowoczesny tabor, całą infrastrukturę i jeszcze miasto pokryje koszty dojazdowe, jeśli nie niższymi kosztami pracy? Na bieżąco jesteśmy informowani o tym, jak wygląda „przestrzeganie” czasu pracy w tego rodzaju spółkach i jak się tam dba o wypoczynek pracowników, co ma kolosalne przełożenie na bezpieczeństwo pasażerów. Jeżeli miasto będzie dalej wspierać zewnętrznych operatorów kosztem MPK, zwycięży nie jakość usług, ale wyłącznie tani model zatrudniania – oparty na współczesnym niewolnictwie i wyzysku.

Tego, jako mieszkańcy Kielc, ale przede wszystkim związkowcy, nigdy nie zaakceptujemy!

W związku z powyższym Związek Zawodowy Pracowników Transportu Publicznego w Kielcach oczekuje od radnych miasta, by przestali chować głowę w piasek i udawać, że nic się nie dzieje lub, co gorsza, posługiwać się hejtem wobec pracowników MPK.

Radni mają obowiązek działać w interesie mieszkańców, a nie milcząco wspierać decyzje, które narażają ich na straty finansowe i utratę pracy. Nie do zaakceptowania jest przez nas prowadzona w stosunku do spółki, jak również do jej przedstawicieli zasiadających w organach spółki, narracja oparta na kłamstwach i manipulacjach, której celem jest dezinformowanie i przedstawienie firmy w negatywnym świetle. Narracja ta jest prowadzona od stycznia 2022 roku, co ma oczywisty związek z budową nowej bazy, gdyż stanowi usprawiedliwienie tej inwestycji, która ma ponoć „uniezależnić miasto od szantaży spółki wobec miasta”. Chcemy dowiedzieć się także, dlaczego miasto nie chce kupić pakietu większościowego w MPK, a zarazem nie zgadza się na sprzedaż swoich udziałów, łamiąc tym samym zapisy porozumienia? I dlaczego władze miasta od wielu lat blokują wiele rozwiązań prorozwojowych dla spółki, tj. scalenie działek, na czym zyskałaby spółka, jak też zadłużone miasto Kielce? Dlaczego podejmuje się działania, które mają zniechęcać pracowników i im szkodzić? W czasie pandemii nie chciano przekierunkować linii na niektóre końcowe przystanki, po to by kierowcy zyskali dostęp do toalet i bieżącej wody. Doszło nawet do tego, że miasto nie odpisuje na pisma kierowane przez zarząd MPK.

Związek Zawodowy Pracowników Transportu Publicznego w Kielcach, jako przedstawiciel załogi, domaga się odpowiedzi na wyżej postawione pytania, jak również spełnienia poniższych żądań:

1. rozpoczęcia rozmów i dialogu z MPK, o czym mowa w podpisanym porozumieniu postrajkowym,

2. natychmiastowego zaprzestania działań szkodzących spółce oraz finansom miasta, w tym blokowania inicjatyw prorozwojowych,

3. przestrzegania porozumienia postrajkowego i zapisów zawartych w umowie kupna-sprzedaży i umowie spółki,

4. przeprowadzenia otwartej debaty publicznej.

Jednocześnie chcemy zapewnić, że jesteśmy cały czas gotowi na dialog i współpracę z miastem, ale nie możemy dopuścić do tego, aby dorobek kilku dekad (MPK będzie w przyszłym roku obchodzić 75-lecie) został zniszczony i zmarnowany. Nie godzimy się też na to, żeby zostało zaprzepaszczone porozumienie postrajkowe z 2007 roku – przede wszystkim ustalenia, które wtedy zapadły, które pozwoliły bezkosztowo dla miasta przywrócić funkcjonowanie transport publicznego w Kielcach na wysoki poziom, bez inwestowania środków zewnętrznych, tylko z pieniędzy spółki. Nie chcemy powrotu do sytuacji, jaka miała miejsce przed 2007 rokiem. Mając na względzie wkład włożony przez załogę w odbudowę spółki, w trosce o majątek, miejsca pracy i dobro mieszkańców, związek zastrzega możliwość podjęcia innych działań przewidzianych w statucie.

Zarząd Związku Zawodowego Pracowników Transportu Publicznego w MPK Kielce

Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Marcin Szymoniak

Po zakładzie i po pracy

Po zakładzie i po pracy

Upadła duża firma produkcyjna, a pracownicy zostali bez zatrudnienia i wypłat.

Jak informuje portal wSzczecinie.pl, w stolicy województwa zachodniopomorskiego nagle upadła firma Elogic. To producent szaf elektrycznych, szaf sterowniczych i paneli kontrolnych. Firma działa od wielu lat, niektórzy z jej pracowników mają ponad dwudziestoletni staż zatrudnienia w zakładzie. Nagle zostali bez pracy.

Około 150 osób straciło zatrudnienie. Nie otrzymali pensji ani świadectw pracy. Szefostwo firmy milczy, nie ma z nim żadnego kontaktu. Formalnie nie ogłoszono nawet upadłości firmy, co utrudnia wypłacenie zaległych środków pracownikom z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Zatrzymanie działalności nastąpiło nagle, choć o pewnych kłopotach zakładu mówiło się od wiosny. Pogłoski mówią, że firma została odcięta od finansowania ze swojej duńskiej centrali, do której należy polski zakład.

Ratujcie hutę!

Ratujcie hutę!

Prezydent Chorzowa apeluje do władz państwa o uratowanie Huty Królewskiej.

Jak informuje „Kurier Chorzowski”, prezydent Chorzowa Szymon Michałek apeluje do Ministra Aktywów Państwowych o interwencję w sprawie Huty Królewskiej. Zakład działający przez ponad 220 lat postanowił zamknąć jego obecny właściciel – wielki koncern ArcelorMittal – pisaliśmy o tym tutaj. Prezydent Chorzowa apeluje, aby rząd podjął się ratowania zakładu tak, jak uczynił to wcześniej z Hutą Częstochowa. Oto cały list:

Szanowny Panie Ministrze,

Zamknięcie Oddziału Huta Królewska w Chorzowie to decyzja, która wstrząsnęła naszym miastem i całym regionem. Uderza ona bezpośrednio w pracowników, a symbolicznie – w historyczne dziedzictwo Chorzowa. To niezwykle trudny moment dla naszego miasta, tym bardziej że przypada on w czasie wymagającym wzmacniania, a nie ograniczania krajowych zdolności przemysłowych, szczególnie w świetle obecnej sytuacji geopolitycznej.

Huta Królewska, działająca niemal nieprzerwanie od 1802 roku, współtworzyła fundamenty gospodarcze Górnego Śląska i przez pokolenia była jednym z filarów rozwoju Chorzowa. To zakład, który dał początek naszemu miastu – od jego nazwy „Königshütte”, a następnie „Królewska Huta”, po kształtowanie lokalnej tożsamości i życia społecznego. Jej zamknięcie oznacza utratę unikalnych kompetencji produkcyjnych oraz istotnej części krajowej infrastruktury hutniczej.

W obecnych warunkach geopolitycznych każdy taki ubytek stanowi realne osłabienie bezpieczeństwa państwa.

Przykład Huty Częstochowa pokazuje, że państwo potrafi skutecznie reagować w sytuacjach zagrożenia dla zakładów o strategicznym znaczeniu. Wpisanie jej na listę podmiotów podlegających ochronie państwa, objęcie nadzorem MON oraz zorganizowanie przejęcia i wznowienia produkcji przez Węglokoks – spółkę Skarbu Państwa – doprowadziły do uratowania miejsc pracy i przywrócenia stabilnej działalności zakładu. Ten model okazał się skuteczny i pokazał, że odpowiedzialna interwencja państwa może odwrócić negatywne tendencje oraz odbudować kluczowe zdolności przemysłowe.

W związku z tym zwracam się do Pana Ministra z apelem o:

• pilne włączenie Ministerstwa Aktywów Państwowych w rozmowy z ArcelorMittal,

• rozważenie objęcia Huty Królewskiej ochroną państwa, analogicznie do działań podjętych wobec Huty Częstochowa,

• analizę możliwości interwencji kapitałowej lub organizacyjnej, która zatrzymałaby proces likwidacji zakładu.

Panie Ministrze, dziś ważą się losy nie tylko pracowników Huty Królewskiej, lecz części krajowych kompetencji hutniczych, których odbudowa po likwidacji zakładu byłaby niezwykle trudna i długotrwała. Każdy ubytek w krajowej produkcji stali ogranicza nasze możliwości reagowania w sytuacjach kryzysowych, a w obecnych realiach geopolitycznych utrzymanie stabilnej, rozproszonej i bezpiecznej infrastruktury przemysłowej ma znaczenie dla całego państwa. Wierzę, że Pana zaangażowanie oraz instrumenty pozostające w gestii Ministerstwa Aktywów Państwowych mogą pomóc zatrzymać ten proces i zapobiec stratom, które odczułby zarówno Chorzów, jak i polska gospodarka.

Deklaruję pełną gotowość do podjęcia rozmów z Panem Ministrem oraz z władzami spółki ArcelorMittal w sprawie możliwych dalszych działań i weryfikacji podjętych decyzji, tak aby ograniczyć negatywne skutki obecnej sytuacji i zachować potencjał przemysłowy regionu.

Tysiąc etatów mniej

Tysiąc etatów mniej

Wielki koncern telekomunikacyjny zapowiada masową likwidację etatów.

Polski oddział korporacji telekomunikacyjnej Orange zapowiedział w swoim komunikacie dla mediów, że w latach 2026-2027 przeprowadzi wielką redukcję etatów. W ramach tzw. programu dobrowolnych odejść planuje on pozbyć się 1000 zatrudnionych. Oznacza to redukcję załogi firmy aż o 12%.

W ramach programu przewidziano odprawy dla rezygnujących z pracy w tej firmie. Ich wysokość wynegocjowano ze związkami zawodowymi. Cały budżet programu wynosi 150 mln, co daje średnio 150 tys. zł na każdą osobę, która zdecyduje się zrezygnować z pracy w tym telekomie.

Masowa likwidacja cywilizacji

Masowa likwidacja cywilizacji

Do końca roku ma zniknąć kilkadziesiąt oddziałów położniczo-ginekologicznych.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna”, rząd Tuska zaplanował „czasowe zamknięcie” kilkudziesięciu oddziałów szpitalnych, przede wszystkim położniczo-ginekologicznych. To „sposób” na finansową zapaść systemu ochrony zdrowia za rządów liberałów.

Największe uderzenie likwidatorów ma dotyczyć oddziałów położniczo-ginekologicznych. Motywowane jest to niską liczbą urodzeń, co przekłada się na deficyt takich oddziałów. Szczególnie zagrożone są placówki w mniejszych miastach, głównie w województwach podkarpackim, łódzkim, wielkopolskim i podlaskim.

Zamiast nich mają działać „punkty rodzenia” przy szpitalnych oddziałach ratunkowych lub izbach przyjęć. Dyżurować tam miałaby położna, która odbierze poród lub podejmie decyzję o przewiezieniu ciężarnej kobiety do szpitala specjalistycznego – po likwidacji wielu oddziałów będzie to daleki przejazd.

Czy wybuchnie strajk?

Czy wybuchnie strajk?

Rozpoczęło się referendum strajkowe w dużej sieci handlowej.

Jak informuje Polska Agencja Prasowa, może dojść do strajku w sieci Stokrotka. Ta sieć handlu spożywczego posiada w Polsce niemal 1000 placówek i należy do kapitału litewskiego. Po długim i bezowocnym sporze z zarządem sieci związki zawodowe przystąpiły do kolejnej fazy walki o podwyżki wynagrodzeń.

Z początkiem grudnia ruszyło wśród pracowników referendum strajkowe. – „Referendum jest wynikiem braku porozumienia z zarządem w procedurze sporu zbiorowego. Na etapie rokowań i mediacji ze strony pracodawcy nie padła żadna propozycja” – powiedziała Polskiej Agencji Prasowej Alicja Symbor, przewodnicząca „Solidarności” w Stokrotce.

Związki zawodowe domagają się przede wszystkim dwóch zmian. Chcą 800 zł brutto podwyżki dla każdego pracownika, motywując to niskimi zarobkami, nie nadążającymi za wzrostem kosztów życia. Oczekują także zwiększenia zatrudnienia. Ich zdaniem obsada sklepów jest za mała, w wielu placówkach wynosi tylko 7 osób, co nie pozwala na prowadzenie normalnej obsługi, realizowanie urlopów, brania zwolnień lekarskich w przypadku choroby itp. Według związkowców, w niektórych marketach do obsady na dwóch zmianach musi wystarczyć siedem osób, włącznie z kadrą kierowniczą.

Referendum trwa od 1 grudnia i zakończy się 31 maja – ze względu na rozproszoną strukturę zatrudnienia odbywa się ono w formule online. Wedle prawa musi w nim wziąć co najmniej 50% zatrudnionych, aby było wiążące. Jeśli zostanie osiągnięta wymagana frekwencja, a głosujący opowiedzą się za strajkiem, będzie możliwe legalne przerwanie pracy.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Warszawska róg Szerokiej w Tomaszowie Mazowieckim, w województwie łódzkim. PL, EU. CC0 – Praca własna, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=82835146

Odrobina komunikacyjnej cywilizacji

Odrobina komunikacyjnej cywilizacji

Koniec problemów dla posiadaczy biletów miesięcznych podróżujących po Bieszczadach.

Po serii incydentów, w których kierowcy odmawiali honorowania biletów innych przewoźników, pasażerowie złożyli oficjalną skargę do Bieszczadzkiego Związku Komunikacyjnego (BZK).

Problem dotyczył funkcjonowania transportu zbiorowego na terenie powiatów bieszczadzkiego, leskiego i sanockiego. Bieszczadzki Związek Komunikacyjny zrzesza różnych przewoźników operujących w regionie, przekazując im dopłaty ze środków centralnych do realizowanych kursów. Jednym z kluczowych warunków otrzymywania tych środków jest tzw. integracja biletowa – czyli wzajemne honorowanie biletów miesięcznych przez wszystkich przewoźników w ramach sieci.

Mimo jasnych przepisów, pasażerowie spotykali się z sytuacjami, w których odmawiano im respektowania biletów miesięcznych wystawionych przez inne firmy zrzeszone w BZK. Grupa podróżnych postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. – „Co zrobiliśmy? Po pierwsze, znamy swoje prawa. Dlatego przeanalizowaliśmy dokumenty Związku Komunikacyjnego i na ich bazie opracowaliśmy pismo ze skargą” – wyjaśnia Duszan Augustyn, inicjator interwencji.

Pismo trafiło do władz Bieszczadzkiego Związku Komunikacyjnego, wskazując na łamanie warunków umowy przez przewoźników.

Reakcja Bieszczadzkiego Związku Komunikacyjnego była szybka i konstruktywna. Pasażerowie otrzymali oficjalne przeprosiny oraz podziękowania za zgłoszenie nieprawidłowości.

Władze Związku potwierdziły również realizację głównego postulatu skarżących. Kierowcy obsługujący linie w regionie zostaną dodatkowo przeszkoleni, a na dworcach i zajezdniach pojawią się dodatkowe informacje o prawach pasażerów, co ma wyeliminować problem nieuznawania ważnych biletów.

Interwencja zakończyła się sukcesem, a pasażerowie chwalą postawę BZK. – „Bieszczadzki Związek Komunikacyjny zachował się bardzo profesjonalnie. Szybka reakcja, przeprosiny, konkretne działania” – komentuje Duszan Augustyn. – „To dobry prognostyk dla szerokiej współpracy pomiędzy pasażerami, BZK i przewoźnikami, bo w naszym wspólnym interesie jest to, żeby transport zbiorowy w Bieszczadach działał jak najefektywniej”.

Dzięki obywatelskiej postawie i szybkiej reakcji Związku, posiadacze biletów miesięcznych w Bieszczadach mogą już normalnie korzystać ze swoich uprawnień, niezależnie od tego, jakiego przewoźnika autobus podjedzie na przystanek. Jednak wielu pasażerów nie wie, o tym, że takie prawo im przysługuje. – „Po upadku PKS i prywatyzacji rynku przewozów autobusowych, praktycznie w całej Polsce nie było realnej integracji biletowej. Dlatego ludzie nie wiedzą o tym, że mogą korzystać z jednego biletu, w ramach całego Związku Komunikacyjnego. Brakuje informacji o tym, na jakich liniach i jacy przewoźnicy mogą wzajemnie honorować bilety miesięczne. Zyskają na tym sami przewoźnicy i BZK, bo dzięki temu ich oferta stanie się bardziej atrakcyjna i przyciągnie nowych pasażerów” – mówi Duszan Augustyn, doktor nauk o zarządzaniu z Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalizujący się w organizacji lokalnego transportu zbiorowego i wykluczeniu transportowym.

Kilkuset bez pracy

Kilkuset bez pracy

Masowe zwolnienia w firmie motoryzacyjnej.

Jak informuje portal Nasze Miasto, wielkie zwolnienia ruszają w jednym z oddziałów koncernu Aptiv. Firma ta jest obecna w różnych branżach. Na początku roku zwolniła 200 osób w swoim krakowskim oddziale IT. Teraz dokonuje dużej redukcji zatrudnienia w zakładzie z branży motoryzacyjnej.

W Jeleśni, gdzie działa należący do koncernu Aptiv zakład produkcji wiązek elektrycznych dla producentów samochodów osobowych i ciężarowych, właśnie zaczynają się zwolnienia grupowe. Pracę stracą 392 osoby pośród załogi, która liczy ok. 1300 osób.

Zakład, niegdyś działający pod marką Delphi, istnieje od roku 1994. Jest jednym z największych pracodawców na Żywiecczyźnie. Zwalniani pracownicy dostaną odprawy wynegocjowane przez związki zawodowe. Szefostwo firmy nie chciało nawet rozmawiać o zmniejszeniu skali zwolnień.

Piekło górników

Piekło górników

Jedyna prywatna kopalnia w Polsce zwalnia niemal całą załogę.

Jak informuje portal czecho.pl, masowe zwolnienia zapowiedziano w Przedsiębiorstwie Górniczym Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. To jedyna niepubliczna kopalnia węgla kamiennego w Polsce.

Związki zawodowe działające w zakładzie zostały poinformowane o planach zwolnienia 754 pracowników. To niemal cała załoga.

Kopalnia kilkakrotnie zmieniała właścicieli. Niedawno została sprzedana firmie Bumech. Kondycja zakładu była w ostatnich latach kiepska, całość objęto formalnym postępowaniem sanacyjnym. Zaledwie kilka dni temu poinformowano, że przyniosło ono pozytywne rezultaty. Teraz okazuje się, że niemal cała załoga kopalni trafi na bruk. Oznacza to prawdopodobnie koniec zakładu w jej obecnej formie i likwidację działalności wydobywczej. Zatrudnienie utrzyma niewielka grupka osób, które mają obsługiwać podtrzymanie funkcji kluczowych obiektów zakładu oraz wygaszanie działalności produkcyjnej.

Zwolnienia zaplanowano na okres od 18 grudnia do końca marca.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Krzysztof Kwaśny – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=17831547

Oszczędności kosztem najsłabszych

Oszczędności kosztem najsłabszych

W kolejnym szpitalu personel pomocniczy ma zostać wypchnięty do firmy zewnętrznej.

Na Facebooku pojawił się apel, będący prośbą do mediów o zainteresowanie się sprawą zmian niekorzystnych dla pracowników pomocniczych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku. Dotychczas zatrudnieni bezpośrednio przez tę placówkę, mają być „przekazani” firmie zewnętrznej. To kolejna w ostatnim czasie taka sytuacja – podobne miały miejsce pod Krakowem oraz we Wrocławiu. Wraca proceder powszechny za poprzednich rządów Tuska. Prezentujemy treść apelu:

Szanowni Państwo

zwracamy się do Państwa w imieniu pracowników najniższego szczebla Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku. Jesteśmy grupą ludzi, o której na co dzień nikt nie mówi głośno – opiekunkami medycznymi, salowymi, sanitariuszami i pracownikami transportu wewnętrznego. To my dbamy o higienę oddziałów, o bezpieczeństwo pacjentów, o ich komfort i godne warunki pobytu. To my wykonujemy prace, których nikt nie widzi, ale bez których szpital nie jest w stanie funkcjonować.

Dziś czujemy się jednak całkowicie pozbawieni głosu i sprawczości.

W naszym szpitalu odbywają się narady, protesty i polityczne przepychanki, ale nikt z decydentów nie zaprosił do stołu tych, których zmiany dotkną najmocniej. O przyszłości naszego życia zawodowego i prywatnego rozstrzyga się w ciszy – bez informacji, bez rozmowy, bez szacunku.

Outsourcing jako plan ratunkowy kosztem najbiedniejszych

Według ustaleń, które potwierdzają przełożone, do końca roku planowany jest przetarg na outsourcing całego działu higieny szpitalnej. Oznacza to, że cała nasza grupa zawodowa ma zostać przekazana prywatnej firmie – tak jak miało to już miejsce wcześniej, kiedy przejął nas Impel.

Wiemy, jak wyglądała wtedy „współpraca”:

umowy zlecenia zamiast etatów,

najniższa krajowa,

brak dodatków,

brak stabilności,

brak wsparcia.

Dla wielu z nas dodatki stażowe, świąteczne czy nocne to być albo nie być. Utrata ich oznacza dramat w domowym budżecie, a często wręcz konieczność odejścia z pracy, którą wykonujemy z zaangażowaniem i poczuciem misji.

Nierówności, o których nikt głośno nie mówi

W tym samym czasie lekarze kontraktowi – nierzadko młodzi, bez specjalizacji – otrzymują wynagrodzenia sięgające 87 tysięcy złotych miesięcznie. Często za dyżury, które nie mają nic wspólnego z ratującymi życie procedurami czy ciężką pracą w oddziale. To nie ich pensje mają zostać obniżone, ponieważ – jak słyszymy – „nie przyjdą do pracy, jeśli dostaną mniej niż 50 tysięcy”.

A więc to nie wysoko opłacane kontrakty doprowadziły szpital do zadłużenia?

To nie polityczne decyzje?

Nie nieefektywne zarządzanie?

Okazuje się, że winni są ci, którzy zarabiają najmniej.

Brak dialogu i brak szacunku

Nie byliśmy i nadal nie jesteśmy informowani o planowanych zmianach.

Nie zaproszono nas na żadne zebranie.

Związkowcy rozkładają ręce – ludzi w związkach jest mało, bo wcześniejsze obietnice, z których nic nie wynikło, odebrały pracownikom wiarę.

Dziś znowu mamy poczucie, że zostaliśmy „sprzedani” po cichu.

Czy ktoś nas wysłucha?

My – ludzie, którzy codziennie sprzątają zabrudzone ściany, toalety i łóżka pacjentów, którzy pomagają w podstawowych czynnościach, pracują w nocy, święta, w smrodzie, brudzie, stresie i zmęczeniu – wykonujemy te czynności z empatią i szacunkiem dla pacjenta.

Czy ktoś okaże choć odrobinę szacunku nam?

Prosimy o nagłośnienie tej sprawy

Nie chcemy wojny.

Chcemy rozmowy, rzetelnej analizy i sprawiedliwości.

Chcemy, by opinia publiczna wiedziała, że istnieje ogromna grupa pracowników ochrony zdrowia, która latami była traktowana jak niewidzialna – a dziś, w imię „ratowania szpitala”, ma zostać oddana firmie zewnętrznej kosztem swojego dorobku, stabilizacji i godności.

Prosimy Państwa o pomoc w nagłośnieniu tej sytuacji. Tylko światło mediów może zatrzymać decyzje podejmowane po cichu, wbrew interesowi pacjentów i pracowników.

Pracownicy najniższego szczebla Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku

Zwolnienia w motoryzacji

Zwolnienia w motoryzacji

Duże zwolnienia grupowe zapowiedziała jedna z firm z branży motoryzacyjnej.

Jak informuje portal Bankier.pl na podstawie ustaleń lokalnej rozgłośni Radio5, duże zwolnienia zapowiedział Zakład Elektrotechniki Motoryzacyjnej w Ełku. Firma, która działa od 80 lat, zamierza zwolnić z pracy aż 241 osób. Informację o zwolnieniach grupowych otrzymał już urząd pracy w Ełku. Pracę straci 187 pracujących bezpośrednio przy produkcji. Kolejne 30 osób do zwolnienia pracuje pośrednio przy produkcji. Natomiast 24 osoby zostaną zwolnione ze stanowisk administracyjnych. Zwolnienia zostaną przeprowadzone w trzech turach – w lutym, marcu i kwietniu.

Ełcki zakład wytwarza wiązki przewodów niskiego i wysokiego napięcia oraz przewody akumulatorowe. Jest głównie kooperantem wielkich koncernów motoryzacyjnych. Zatrudnia ponad 1000 osób, choć zaledwie ok. 300 bezpośrednio na etatach.

Polski kapitał nie dla pracowników

Polski kapitał nie dla pracowników

Duża polska sieć handlowa nie ma wymaganego prawem funduszu wspierającego swoich pracowników.

Jak informuje Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych, wchodząca w skład tej centrali Konfederacja Pracy, której oddział zrzesza pracowników sieci Kaufland, Biedronka, Dino, Aldi i Rossmann, jedna z tych sieci nie stworzyła Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Niestety chodzi o jedyną w tym gronie sieć należącą do krajowego kapitału, czyli Dino.

Konfederacja Pracy zwraca uwagę, że pracownicy sieci Dino nie otrzymują nic z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Firma prawdopodobnie w ogóle go nie utworzyła. Tymczasem stworzenie funduszu jest ustawowym obowiązkiem każdego przedsiębiorstwa, które zatrudnia co najmniej 50 osób.

Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych, finansowany ze środków firmy, ma za zadanie wspierać pracowników i ich rodziny. Może obejmować między innymi dofinansowanie wypoczynku, w tym wczasów pod gruszą i pobytów sanatoryjnych, zapomogi dla osób w trudnej sytuacji życiowej lub zdrowotnej, pożyczki mieszkaniowe na remont lub zakup mieszkania, dofinansowanie kultury i sportu, świadczenia okolicznościowe, w tym paczki świąteczne, wsparcie dla dzieci pracowników w zakresie wypoczynku i edukacji. Ustawowym obowiązkiem jest tego rodzaju wsparcie, a cywilizowany standard to zasięganie opinii przedstawicieli pracowników (związkowców, członków rady pracowników itp.), jak dzielić zebrane środki i czego najbardziej oczekują zatrudnieni.

Dino zatrudnia niemal 55 000 osób.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Łukasz Świerczewski – Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=116790444

Nagła likwidacja zakładu

Nagła likwidacja zakładu

Z dnia na dzień zamknięto odlewnię.

Jak informuje portal Gostyn24.pl, nagle zamknięto odlewnię żeliwa Teriel w Gostyniu. Firma należąca do kapitału niemieckiego przestała działać niemal z dnia na dzień. O zakończeniu działalności zakładu pracownicy dowiedzieli się nagle w środę na spotkaniu z niemieckim prezesem przedsiębiorstwa.

Zwolnieni otrzymują świadectwa pracy, a kilka osób zajmuje się wydawaniem ostatnich zamówień kontrahentom. Pracownicy usłyszeli od szefostwa, że wypłaty za październik otrzymają, gdy na konto firmy wpłyną zaległe kwoty za zamówione produkty. Portal cytuje kilku pracowników: „Pracowałem chyba za długo, teraz nie wiem, co będzie”; „Z dnia na dzień. Jak pies z dnia na dzień…”.

Pracę i źródło utrzymania straciło w ten sposób około 60 osób.

Dwa wieki i po hucie

Dwa wieki i po hucie

Wielki koncern stalowy zamyka hutę w Chorzowie.

Jak informuje portal Money.pl, wielki koncern stalowy ArcelorMittal Poland postanowił na trwałe zlikwidować produkcję w Hucie Królewskiej w Chorzowie. Zakład zakończy działalność po ponad 220 latach nieprzerwanego istnienia. Niegdyś nosił m.in. nazwy Huta Piłsudski i Huta Kościuszko, a obecna nazwa Królewska Huta nawiązuje do dawnej nazwy Chorzowa.

Zakład działa w Chorzowie od przełomu XVIII i XIX wieku. Był jedną z czołowych i symbolicznych inwestycji nadających Górnemu Śląskowi charakter przemysłowy. W grudniu ma ustać praca huty. Zarząd polskich struktur koncernu motywuje tę decyzję kiepskimi realiami rynku produkcji stali w Europie oraz koniecznością dużych wydatków na modernizację zakładu, co w obecnej sytuacji nie zwiastuje szans na odzyskanie tych środków.

W zakładzie pracuje obecnie 270 osób. Mają one od spółki otrzymać propozycje pracy w innych polskich zakładach ArcelorMittal. Oznacza to konieczność dojazdów do pracy, a dla miasta Chorzów nic nie zmienia w kwestii utraty substancji przemysłowej. Sytuacja jest tym poważniejsza, że w ostatnich latach koncern wyłączył wielki piec w Krakowie, a niedawno uczynił to samo z jednym z dwóch wielkich pieców w hucie w Dąbrowie Górniczej.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Teka z polskiej Wikipedii, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2751433

Razem w obronie hutnictwa

Razem w obronie hutnictwa

Związkowcy z Polski, Czech i Słowacji wspólnie apelują o obronę europejskiego hutnictwa.

Jak informuje portal Tysol.pl, związkowcy z Solidarności wraz ze związkowcami z Czech i Słowacji – OS KOVO oraz RO OZ KOVO U.S. Steel Kosice, wspólnie zaapelowali o obronę europejskiego hutnictwa. Apel został przedstawiony na posiedzeniu komitetu SSDC for Steel, który w skali europejskiej koordynuje działania związkowców oraz właścicieli firm z sektora hutniczego.

W apelu czytamy: „Bez podjęcia natychmiastowych i zdecydowanych działań istnieje realna groźba zamykania hut i masowych zwolnień w Europie Środkowej. Niestety, takie negatywne zjawiska już się rozpoczęły, o czym świadczą kolejne informacje o upadłościach, zamknięciach zakładów produkcyjnych i zawieszeniu prac instalacji hutniczych”.

Związkowcy-hutnicy z trzech krajów Europy Środkowej twierdzą, że „Przedsiębiorstwa hutnicze ponoszą skrajnie wysokie koszty energii elektrycznej i gazu oraz uprawnień do emisji CO2, co dramatycznie obniża ich globalną konkurencyjność. Ceny energii dla przemysłu w regionie pozostają około dwukrotnie wyższe niż średnio w latach 2015–2019 i należą do najwyższych w Europie, zaś koszt uprawnień EU ETS wzrósł z ~5 euro/ tonę w 2017 roku do ponad 71 euro/tonę w 2025 roku – obciążając w sposób bezprecedensowy sektor energochłonny”.

Apel zawiera konkretne postulaty do władz unijnych, w tym: natychmiastowe wdrożenie projektu Komisji Europejskiej chroniącego unijny rynek stali przed zagranicznym importem, podjęcie działań ochronnych przed importem stali z Ukrainy, ustanowienie maksymalnej ceny energii elektrycznej na poziomie 50 euro za MWh dla całego wolumenu energii dla odbiorców przemysłowych w UE oraz reformę systemu EU ETS.

Ucywilizować franczyzę

Ucywilizować franczyzę

„Solidarność” domaga się od rządu pilnych działań na rzecz uregulowania zasad franczyzy.

Portal Dla Handlu informuje, że Krajowy Sekretariat Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność” wezwał rządzących do jak najszybszego uregulowania funkcjonowania systemów franczyzowych w Polsce. Ich obecna forma pozwala na masowe nadużycia wobec franczyzobiorców i ich pracowników. „Solidarność” wskazuje, że w Polsce ma miejsce dynamiczny rozwój inicjatyw franczyzowych. Za wieloma z nich stoi wielki kapitał zagraniczny. Nie ma w takiej sytuacji mowy o równowadze sił: franczyzobiorcy są stroną systemowo słabszą, a dochodzenie ich praw jest zwykle bezskuteczne. Franczyzowe podmioty chętnie też obchodzą prawo pracy, oferując umowy śmieciowe tam, gdzie zachodzi etatowy stosunek zatrudnienia. Franczyzobiorcy znajdują się nierzadko w specyficznej sytuacji formalnoprawnej jako przedsiębiorcy-pracownicy. Ochrona ich praw jest w obecnej sytuacji niewielka.

„Solidarność” apeluje m.in. o to, aby uznać taką formę współpracy za zorganizowany system działalności. Franczyzobiorca miałby w nim ponosić pełnię odpowiedzialność typowej dla pracodawcy wobec osób zatrudnionych. Z kolei poszczególni franczyzobiorcy mieliby być chronieni przed nadużyciami ze strony samych sieci oferujących prowadzenie działalności w takim modelu.

Miasto przeciw mieszkańcom i pracownikom

Miasto przeciw mieszkańcom i pracownikom

Prezentujemy stanowisko spółki pracowniczej MPK Kielce w sprawie działań liberalnych władz tego miasta.

 

***

 

Stanowisko MPK Sp. z o.o. w przedmiocie planów budowy przez Miasto Kielce zajezdni autobusowej wraz z infrastrukturą towarzyszącą planowanej do realizacji na działkach nr 583/2 i 583/3 obręb 0009 przy ul. Oskara Kolberga w Kielcach.

Na podstawie Porozumienia Społecznego z dnia 30 sierpnia 2007 r. zawartego pomiędzy Załogą ówczesnego MPK a Miastem Kielce doszło do zmian w strukturze własnościowej MPK Kielce.

W wyniku poczynionych ustaleń udziałowcami tej spółki zostali pracownicy działający w formie Spółki pracowniczej KASP posiadającej aktualnie 62,4% udziałów i Miasto Kielce posiadające aktualnie 33,4% udziałów.

Celami działania wspólnie założonej Spółki jest świadczenie usług komunikacyjnych na terenie Miasta Kielce.

Strona pracownicza wywiązała się w całości ze zobowiązań zawartych w umowie prywatyzacyjnej, tj. zainwestowała w spółkę ok. 180 milionów złotych przy wymaganej na te cele kwocie 76 248 000 milionów złotych, utrzymała zatrudnienie oraz spełniła wszystkie inne wymagania wynikające z umowy prywatyzacyjnej.

Kieleckie Autobusy Spółka Pracownicza Sp. z o.o. zgodnie z § 8 umowy sprzedaży udziałów z dnia 6 października 2008 r. oraz na podstawie art. 24 ust. 4 aktu założycielskiego spółki z ograniczoną odpowiedzialnością „Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością w Kielcach” i Porozumienia Społecznego z dnia 30 sierpnia 2007 r. zawartego pomiędzy załogą a Miastem Kielce, złożyła w dniu 16 czerwca 2023 r. Gminie Kielce ofertę nabycia 10 096 udziałów spółki pod firmą Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Kielcach.

Gmina Kielce odmówiła realizacji obowiązku wynikającego z § 8 umowy sprzedaży udziałów z dni 6 października 2008 r., powtórzonego w art. 24 ust. 4 aktu założycielskiego spółki z ograniczoną odpowiedzialnością „Miejskie Przedsiębiorstwo z ograniczoną odpowiedzialnością w Kielcach”.

Wcześniej Zarząd KASP proponował Miastu Kielce odkupienie udziałów od KASP Miasto Kielce, co również spotkało się z odmową.

Aktualna decyzja Miasta o zakupie działek przy ul. Kolberga w Kiecach i budowie tam nowej zajezdni autobusowej w ocenie MPK jest nieuzasadniona ekonomicznie, a także sprzeczna z treścią przepisu art. 56 § 1 Kodeksu Spółek Handlowych, stanowiącego że: „Wspólnik zobowiązany jest powstrzymać się od wszelkiej działalności sprzecznej z interesami spółki”.

Gmina Kielce, pomimo że jest udziałowcem MPK, to od dłuższego czasu podejmuje działania, które blokują rozwój MPK Kielce.

Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji Sp. z o.o. zostało niezasadnie pozbawione przychodów z następujących linii autobusowych 15, 17, 36, 40 oraz 13, 23, 24, które aktualnie w wyniku działań Gminy Kielce nie są już obsługiwane przez MPK Sp. z o.o.

W odniesieniu do linii 15, 17, 36 i 40 warto przypomnieć, że zastrzeżenia dotyczące ich przekazania do tańszego kontraktu unijnego były zgłaszane już w 2019 r. przez ówczesną prezes MPK Sp. z o.o. podczas sesji Rady Miasta Kielce. Podkreślała ona, że dokonanie jedynie drobnych korekt i włączenie tych tras w miejsce rzeczywiście zlikwidowanych linii w ramach kontraktu unijnego doprowadziło do znacznego zmniejszenia dochodów Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Sp. z o.o.

Ponadto w okresie prowadzenia procedury przetargowej w 2023 r. na tzw. kontrakt unijny, Gmina Kielce naruszając treść postanowień i załączników do umowy z dnia 16 stycznia 2018 r. zabrała wbrew obowiązującym przepisom linie 13, 23 i 24 z tego kontraktu (tzw. głównego) do kontraktu unijnego, również obsługiwanego przez MPK Kielce. W chwili obecnej linie te obsługiwane są przez innego przewoźnika, co dodatkowo spowodowało znaczne zwiększenie kosztów finansowych dla Gminy Kielce i to W sytuacji gdy MPK Sp. z o.o. zgodnie z zawartą umową z dnia 16 stycznia 2018 powinna obsługiwać te linie. Byłoby to tańsze dla Gminy Kielce oraz korzystniejsze dla pasażerów, którzy jeździliby nowszymi autobusami.

Nadmieniamy również, że w 2022 r. z kontraktu głównego do kontraktu unijnego zabrane zostały także linie OW i OZ. Przerzucanie linii z kontraktu głównego do kontraktu „unijnego” spowodowało nie tylko znaczne zmniejszenie przychodu spółki, ale również całkowite wyłączenie z ruchu pięciu autobusów MINI (10 m), które generują kolejne straty dla przedsiębiorstwa.

Powyżej opisane działania Gminy Kielce wprost łamią postanowienia umowy z 16 stycznia 2018 r. i nakierowane są na osłabienie finansowe spółki, w której Gmina Kielce posiada znaczną ilość udziałów.

W tej sytuacji zakup nieruchomości na potrzeby uruchomienia zajezdni autobusowej autobusów elektrycznych i wybudowania instalacji fotowoltaicznej, pomimo że Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji Sp. z o.o. posiada dobrze wyposażoną, kompleksową zajezdnię, w tym odpowiednią powierzchnię gruntów i budynków zaplecza technicznego, które dają możliwość na ich powierzchniach dachowych montażu instalacji fotowoltaicznej o odpowiedniej mocy (ponad 3000 m kw.), jest nieuzasadniony ekonomicznie zarówno z punktu widzenia Miasta Kielce jako udziałowca, jak i mieszkańców Kielc jako podatników.

Dodatkowo wbrew interesom spółki MPK Sp. z o.o. oraz podatników Gmina Kielce zaniechała ze skorzystania z uprawnienia przewidzianego w § 3 ust. 2 umowy z dnia 16 stycznia 2018 r. zawartej pomiędzy Gminą Kielce a Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacji Sp. z o.o., zgodnie z którym Gmina Kielce (jako organizator przewozów w komunikacji miejskiej) ma prawo zwiększyć wielkość zadań przewozowych do +10% wyjściowego zakresu rzeczowego (czyli 1 029 700 km rocznie), za wykonanie których Gmina Kielce płaciłaby stawkę 8,51 zł/km zamiast stawki 10,60 zł/km przewidzianej w umowie z BP Tour Regio Sp. z o. o., a tym samym wywołała po stronie podatników (mieszkańców i innych podmiotów płacących podatki w Kielcach) szkodę majątkową przekraczającą już 5 milionów złotych. Równocześnie z tego samego tytułu przychody Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Sp. z o.o. od października 2023 r. są miesięcznie niższe o około 650 000 zł. Do obecnej chwili (listopad 2025 r.) ta kwota wynosi już 17 milionów złotych, natomiast w tym samym okresie czasu zadłużone miasto straciło na operacji przerzucenia linii do droższego kontraktu obsługiwanego przez BP Tour Regio ponad 5 milionów złotych.

We wrześniu 2023 r. w ramach dodatkowych kursów przekazanych do realizacji z tzw. kontraktu unijnego MPK Sp. z o.o. wykonało 76 361 km, jednocześnie w ramach kontraktu głównego nie obowiązywały już żadne ilościowe ograniczenia kursów związane z okresem wakacyjnym. Wobec powyższego dane z września 2023 r. z pełną realizacją zadań z kontraktu głównego i 76361 km z kontraktu unijnego pokazują realną możliwość stałego i ciągłego wymiaru zadań realizowanych przez MPK Sp. z o.o. Innymi słowy Gmina Kielce – Zarząd Transportu Miejskiego w Kielcach ma możliwość comiesięcznego zlecania do MPK Sp. z o.o. zadań w wymiarze co najmniej 76 361 km po cenie 8,51 zł/km netto (76 361* 8,51 649 832,11 zł netto). Niezrozumiałe i zaskakujące jest również to, że po zakończeniu dwuletniej umowy z BP Tour Regio miasto, mimo pism otrzymywanych od MPK, zdecydowało się na przedłużenie umowy na wszystkie trzy zadania z tym operatorem, powodując kolejne straty finansowe dla miasta, zaś z tego tytułu dochód MPK zmniejszy się o 3 miliony złotych.

Przy ul. Jagiellońskiej naprzeciwko MPK, Miasto Kielce i MPK posiadają działki niezabudowane. MPK dwa lata temu zwróciło się do Miasta Kielce (a około rok temu ponowiło prośbę) o ich scalenie i sprzedaż bądź odkupienie przez Miasto lub wspólne zagospodarowanie gruntów na potrzeby komunikacji.

Pomimo upływu tak długiego czasu sprawa w żaden sposób nie została załatwiona.

Przytoczone powyżej fakty bezspornie wskazują, że dobro i interes spółki Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Sp. z o.o. są naruszane przez jej wspólnika – Gminę Kielce. Stan taki jest niezwykle destrukcyjny zarówno dla naszej spółki, która prowadzi inwestycje na wysoką skalę, jak i jej innych wspólników.

W tej sytuacji Zarząd MPK, jak i pracownicy są mocno zaniepokojeni postawą Miasta Kielce. Rodzą się pytania, dlaczego Gmina Kielce, jako udziałowiec spółki MPK Sp. z o.o. działa na jej szkodę, jak również na szkodę Gminy Kielce poprzez zaniechanie jakiejkolwiek współpracy z MPK Sp. z o.o. i inwestowanie ogromnych funduszy (około 30 milionów złotych) w zakup dwuhektarowej działki oraz budowę nowej zajezdni autobusowej, jeżeli rozwój i modernizacja bazy MPK, której wielkość sięga 4 hektarów, byłaby znacznie tańsza i szybsza w realizacji. Zwłaszcza że Miasto posiada również dodatkowy teren przyległy do bazy, który był już wykorzystywany jako parking, a więc jest tam gotowa infrastruktura.

Wnosimy o udzielenie odpowiedzi, czy Gmina Kielce, która posiada 33 procent udziałów w MPK, przeprowadziła szczegółowe analizy ekonomiczne dotyczące porównania kosztów związanych z budową nowej zajezdni autobusowej z innymi wariantami, np. wykupem wszystkich udziałów od spółki pracowniczej, wykupem pakietu większościowego (np. 51 procent udziałów) lub wykupieniu samej bazy bez autobusów (grunty wraz z budynkami)? Dlaczego Gmina Kielce nie chciała wcześniej ani sprzedać udziałów w MPK Sp. z o.o., ani odkupić udziałów od KASP, mając plany związane z budową nowej zajezdni i ogromnymi inwestycjami?

Oczywistym jest, że budowa nowej bazy autobusowej w Kielcach zmierza do osłabienia pozycji finansowej MPK Sp. z o.o., a tym samym Gmina Kielce działa na swoją szkodę, bo obniża wartość posiadanych w MPK Sp. z o.o. udziałów.

Skoro Gmina Kielce nadal ma udziały w MPK Sp. z o.o., to czy nie byłoby zasadnym podejmowanie działań wzmacniających tą spółkę? Dlaczego Gmina Kielce nie podejmuje negocjacji z MPK Sp. z o.o., o które kilkakrotnie zabiegał zarząd spółki w formie pisemnej, w celu zainicjowania wspólnych działań mogących przynieść obopólne korzyści dla Miasta i MPK Sp. z o.o.? Po co inwestować w pustą działkę, skoro MPK ma gotową bazę autobusową w dobrej lokalizacji, w której mniejszym kosztem można zainstalować infrastrukturę do ładowania autobusów elektrycznych, a warsztaty serwisowe i doświadczeni mechanicy są już na miejscu?

Czy Miastu Kielce zależy na doprowadzeniu spółki MPK do upadku? Co stanie się z około 600 pracownikami tej spółki, jeżeli Gmina Kielce nadal będzie atakowała kielecką spółkę, a
promowała przedsiębiorstwa, które podatki płacą w innych miastach? Czy nie byłoby zasadnym zainwestowanie w tę spółkę, aby utrzymać miejsca pracy w Kielcach? Czy Gmina Kielce rozważała/rozważa nabycie pakietu udziałów w MPK Sp. z o.o., tak aby uzyskać większość w tej spółce i w nią inwestować zamiast budować od nowa zajezdnię, co jest rozwiązaniem kilkakrotnie droższym, dłuższym oraz ze szkodą dla pracowników i mieszkańców Miasta, bo to są przecież ich pieniądze, a nie urzędników, którzy powinni zarządzać pieniędzmi publicznymi w sposób jak najbardziej racjonalny, oszczędny i gospodarny?

Dodatkowo zwracamy uwagę na to, że na pismo z dnia 10.06.2025 r. skierowane do Pani Prezydent nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi pomimo deklaracji ze strony Zarządu Spółki MPK Kielce dotyczącej chęci prowadzenia rozmów, dialogu, współpracy w zakresie organizacji transportu w Kielcach i współpracy między spółką a wspólnikami.

Prezes Zarządu MPK w Kielcach Jerzy Met

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Marcin Szymoniak

Czas strajku

Czas strajku

W trzech zakładach firmy z branży motoryzacyjnej zaczął się dzisiaj strajk.

W trzech zakładach firmy Valeo w Małopolsce dzisiaj od rana trwa bezterminowy strajk. Praca stanęła w zakładach w Chrzanowie, Trzebini i Mysłowicach w zakładach produkujących podzespoły dla branży motoryzacyjnej. Strajkować mają pracownicy wszystkich zmian – do skutku i bezterminowo.

Na opuszczone stanowiska skierowano łamistrajków zatrudnionych przez agencje pracy tymczasowej oraz znaczną część personelu biurowego. Szefostwo firmy nie ustępuje wobec żądań pracowników.

Strajk odbywa się po długotrwałych bezskutecznych próbach nacisku na władze firmy. Prowadzi go związek zawodowy Sierpień ’80. Organizowano pikiety i demonstracje, później przeprowadzono referendum strajkowe, a niedawno odbył się dwugodzinny strajk ostrzegawczy w każdym z zakładów i na każdej zmianie.

Pracownicy domagają się podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 1000 zł do podstawy wynagrodzenia dla każdego z pracowników, dodatku stażowego w wysokości 8 proc. minimalnego wynagrodzenia dla pracowników ze stażem do 5 lat oraz 1 proc. za każdy rok pracy powyżej 5 lat oraz podwyżki do 600 zł dodatku za pracę w systemie czterobrygadowym.

Warto wesprzeć fundusz strajkowy – strajkujący nie otrzymują wynagrodzenia za okres strajku. Wpłacić wsparcie można tutaj

Zielone etaty znikają

Zielone etaty znikają

Zwolnienia grupowe w dużej firmie z branży fotowoltaiki.

Jak informuje portal tarnow.naszemiasto.pl, firma Hymon Fotowoltaika z Tarnowa ogłosiła zwolnienia grupowe. Przedsiębiorstwo zajmuje się montażem pomp ciepła i instalacji fotowoltaiki. Działa od 2011, przed kilkoma laty było liderem montażu fotowoltaiki w skali kraju.

Pracę straci aż 40% całej załogi – 72 osoby spośród ogółu 174 zatrudnionych. Redukcje zatrudnienia zostaną przeprowadzone w całym kraju.

Bez dojazdu

Bez dojazdu

Trzy spore ośrodki miejskie stracą dogodne połączenie kolejowe.

Jak informuje portal Nowiny.pl, spółka PKP Intercity wycofuje pociąg IC Porta Moravica z trasy przez Żory, Rybnik i Wodzisław Śląski. Teraz pojedzie on przez Zebrzydowice, a w dodatku jego trasa zostanie skrócona i zakończy się w Krakowie zamiast w Przemyślu. Oznacza to dla mieszkańców trzech sporych miejscowości utratę możliwości dogodnego dojazdu przede wszystkim do Krakowa. W Rybniku, Żorach i Wodzisławiu zamieszkuje w sumie 230 tysięcy osób. W Zebrzydowicach – 5000 osób.

Pociąg był chętnie wybierany przez mieszkańców tych miast. Tylko w Rybniku tygodniowo wsiadało do niego około 450-500 osób. Podobnie było z pozostałymi miastami. Było to w dodatku połączenie poza godzinami szczytu, więc frekwencja jest tym bardziej zadowalająca.

Od 14 grudnia decyzją władz PKP IC trasa zostanie zmieniona. Mieszkańcy stracą możliwość bezpośredniego dojazdu do stacji Kraków Główny.

Mieszkańcy są oburzeni, protestują także władze samorządowe. Powstała nawet petycja domagająca się przywrócenia dotychczasowego przebiegu pociągu. Podpisało ją już ponad 2000 osób.

Strajk zamiast handlu

Strajk zamiast handlu

14 grudnia odbędzie się strajk w dużej sieci supermarketów.

Jak informuje WP Finanse, 14 grudnia na dwie godziny ustanie praca w supermarketach sieci Kaufland. Odbędzie się wówczas strajk ostrzegawczy. To skutek fiaska długotrwałego sporu związków zawodowych z szefostwem sieci.

Związkowcy z Konfederacji Pracy od dawna domagają się podwyżek płac w Kauflandzie. Chcą wzrostu zarobków o 1200 złotych miesięcznie. Związkowcy zapowiadają, że jeśli zarząd firmy się nie ugnie, po dwugodzinnym strajku ostrzegawczym może dojść do strajku bezterminowego i całkowitego zatrzymania pracy.

Zarobki kasjerów w Kauflandzie wynoszą ok. 5300 zł brutto, czyli 3,7 tys. zł netto. Wiele osób jest zatrudnionych na trzy czwarte etatu, a więc otrzymują jeszcze niższe wypłaty. Dotychczasowe kilkumiesięczne negocjacje nie przyniosły żadnych konkretów w sprawie podwyżek. Związkowcy uważają także, iż nasiliły się postawy antyzwiązkowe i pogorszyło się traktowanie tych pracowników, którzy są podejrzewani o przynależność do związków.

Gdy nadchodzący dwugodzinny strajk nie przyniesie rezultatów, związkowcy zamierzają przeprowadzić referendum strajkowe, a po uzyskaniu akceptacji załogi dla takiego pomysłu – strajkować na okrągło i bezterminowo. Wojciech Jendrusiak, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie, Biedronce, Dino, ALDi i Rossmann, mówi portalowi WP Finanse: „Problem polega na tym, że takie same, niskie standardy obowiązują w całym handlu, w którym pracuje ok. 2 mln osób. Dlatego musimy dokonać przełomu. Być może w przyszłości trzeba będzie wejść spory zbiorowe we wszystkich sieciach handlowych i jednocześnie zastrajkować, tak na poważnie”.

Koniec spółdzielni, pracy i szycia

Koniec spółdzielni, pracy i szycia

Jeden z najstarszych zakładów w regionie kończy działalność.

Jak informuje portal FashionBiznes, Spółdzielnia Pracy „Tarnowska Odzież”, znalazła się w stanie likwidacji. Przedsiębiorstwo o 80-letnim stażu nie wytrzymało obecnych realiów gospodarczych i upada.

„Tarnowska Odzież” specjalizowała się w szyciu ubrań w stylu klasycznym. Większość produkcja eksportowała, była ceniona za jakość wykonania. Jej produkty trafiały głównie do USA i Francji. Jednak zamówienia zmalały, a koszty produkcji znacznie wzrosły – przede wszystkim materiałów i energii.

Likwidacja spółdzielni oznacza utratę pracy przez jej załogę. 72 pracowników otrzymało już wymówienia w procedurze zwolnień grupowych. To 90% zatrudnionych. Pozostali będą przez jeszcze jakiś czas pracować przy procesie likwidacji załogi. Około 40 zwalnianych ma możliwość ubiegać się o świadczenia przedemerytalne.

Ofert pracy coraz mniej

Ofert pracy coraz mniej

W październiku liczba ofert zatrudnienia była najniższa od czasu szczytu pandemii.

Jak informuje portal Puls HR na podstawie cyklicznej analizy agencji Grant Thornton, w październiku internetowe portale z ofertami pracy zanotowały tylko 253 tysiące ofert zatrudnienia. Oznacza to już piąty z rzędu miesiąc spadku liczby ofert pracy. Co gorsza, ich obecna liczba jest najmniejsza od czasów załamania rynku pracy w szczycie pandemii w roku 2020. Spadek liczby ofert w ciągu zaledwie roku wyniósł 12%.

Największe spadki w ciągu roku zanotowano wśród marketerów (o 19 proc. mniej ofert), pracowników fizycznych (o 18 proc.) oraz w branży finansowej (o 8 proc.). W największych polskich miastach w październiku 2025 przypadało średnio 16,1 ofert pracy na każdy 1000 mieszkańców. Rok temu było ich 18. Liczbowo najgorzej wypada Łódź, gdzie liczba ofert w październiku wynosiła zaledwie 8,2 na 1000 mieszkańców. Największy ubytek wśród dużych miast miał miejsce w Bydgoszczy, gdzie przez rok liczba ofert spadła aż o 18 procent. Niemal taki sam spadek zaliczył Szczecin, a Lublin ma o 13% mniej ofert niż rok temu. Nawet Kraków stracił 9% ofert w ciągu roku.

Socjalny marsz młodych

Socjalny marsz młodych

Młodzi na ulicach Warszawy przeciw „śmieciowemu państwu”. Pierwszy marsz socjalny przeszedł przez stolicę.

W weekend, 15 listopada ulicami Warszawy przeszedł marsz młodych osób pracujących, studiujących i bezrobotnych, sprzeciwiających się polityce socjalnej państwa. Organizatorzy podkreślają, że była to „pierwsza, lecz nie ostatnia” demonstracja i że „przywracają socjalną walkę na ulice”. Za akcję odpowiada Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza.

W tłumie wybrzmiewały hasła: „Śmieciowe państwo, śmieciowe umowy!”, „Gdzie są te akademiki?”, „Januszeksy do roboty!”, „Nie brunatno-narodowa, młoda Polska jest związkowa!”. Uczestnicy protestu zwracali uwagę na rosnącą skalę niestabilnych form zatrudnienia oraz brak realnych alternatyw dla pracy na umowach cywilnoprawnych.

Demonstranci krytykowali wypowiedzi przewodniczącego sejmowego Zespołu ds. Wolnego Rynku, Przemysława Wiplera (Konfederacja), oraz prezesa Rady Przedsiębiorców Adama Abramowicza, którzy utrzymują, że ludzie „wybierają” elastyczne formy zatrudnienia. – To bzdura. Nie jest to wolny wybór, a przymus wynikający z braku stabilnych ofert pracy – podkreślali organizatorzy. Zwracali uwagę, że pracodawcy korzystają na obchodzeniu prawa pracy, pozbawiając młodych m.in. płatnych nadgodzin, urlopów, zwolnień lekarskich i innych świadczeń.

Jednym z głównych postulatów marszu był powrót publicznych stołówek na uczelniach. Młodzi związkowcy przypomnieli o zawartym w czerwcu porozumieniu strajkowym z Uniwersytetem Warszawskim, w którym ministra Karolina Zioło-Pużuk zobowiązała się do przedstawienia programu finansowania stołówek akademickich do końca 2025 r. – Czas na fundusz stołówkowy! – apelowano podczas demonstracji.

Uczestnicy wyrazili również solidarność z załogą firmy Valeo z Chrzanowa, która obecnie prowadzi strajk.

Organizatorzy zapowiadają kolejne działania i dalszą walkę o prawa socjalne młodych.

Marny wzrost płac

Marny wzrost płac

Mamy najniższy wzrost płac od czterech i pół roku.

Jak informuje „Rzeczpospolita”, w trzecim kwartale 2025 roku przeciętne wynagrodzenie brutto zwiększyło się rok do roku o 7,5%. Jest to wskaźnik brutto i bez uwzględnienia wzrostu kosztów życia o inflację ogólną i inflację w kwestii najczęściej nabywanych produktów. To najniższy wskaźnik wzrostu płac od czterech i pół roku. Na tak mizerny wzrost płac złożyła się za rządów Tuska mniejsza skala podwyżek w sferze budżetowej, niższa skala podwyżki płacy minimalnej, hamujące tempo wzrostu płac w firmach, osłabiony popyt na pracę.

Jak przewidują analitycy, wkrótce czeka nas dalsze wyhamowanie wzrostu pensji. W roku 2026 część z nich szacuje wzrost płac na poziomie zaledwie 6-6,5% rocznie, a według NBP może to być zaledwie 5,8%. Na takie prognozy wskazuje choćby tylko niespełna 3-procentowy wzrost płac minimalnych i pensji w budżetówce, a także stale pogarszająca się sytuacja na rynku pracy (rosnące bezrobocie, malejąca liczba ofert pracy itp.), skutkująca osłabieniem presji płacowej.

Strajk po trzykroć

Strajk po trzykroć

W trzech zakładach firmy odbyły się strajki ostrzegawcze.

Od środy do piątku trwał strajk ostrzegawczy w trzech zakładach firmy Valeo w Małopolsce. Objął on zakłady w Chrzanowie (środa), Trzebini (czwartek) i Mysłowicach (piątek). W każdym z zakładów przerywano pracę na dwie godziny na każdej z trzech zmian. Strajkowi towarzyszyły akcje informacyjne.

W firmie produkującej części samochodowe od dawna trwa spór załogi z zarządem. Rozmaite formy nacisku, w tym kilka demonstracji, nie przyniosło rezultatów. Efektem jest strajk, który został przeprowadzony po zgodnym z prawem i mającym wymaganą frekwencję referendum strajkowym.

Pracownicy domagają się podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 1000 zł do podstawy wynagrodzenia dla każdego z pracowników, dodatku stażowego w wysokości 8 proc. minimalnego wynagrodzenia dla pracowników ze stażem do 5 lat oraz 1 proc. za każdy rok pracy powyżej 5 lat oraz podwyżki do 600 zł dodatku za pracę w systemie czterobrygadowym.

Związkowcy prowadzący strajk ostrzegawczy informują, że jeśli zarząd firmy nie spełni żądań pracowników i nie podejmie rozmów, to od 20 listopada zacznie się całodzienny strajk w każdym z zakładów na każdej zmianie – całkowite wstrzymanie produkcji.

Strajk prowadzi związek zawodowy Sierpień ’80. Wspierają go w tym małopolskie struktury partii Razem. W czasie strajku do załogi dołączyli w geście solidarności przyjezdni działacze związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza.

Razem przeciw rządowi

Razem przeciw rządowi

Powstał Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Kolejarzy.

Jak informuje strona internetowa Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych: „Wobec narastających, dramatycznych problemów na polskiej kolei, wynikających z kompletnego odrzucenia dialogu społecznego przez obecne władze, a także postępującego lekceważenia głosu środowiska kolejarskiego – w poczuciu odpowiedzialności za przyszłość sektora i za miejsca pracy – przedstawiciele związków zawodowych działających na kolei powołali w dniu 12 listopada 2025 roku Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Kolejarzy.

Celem Komitetu jest koordynacja działań protestacyjnych oraz wszelkich inicjatyw na rzecz poprawy warunków pracy, bezpieczeństwa i rozwoju transportu kolejowego w Polsce. Komitet będzie stanowił platformę współpracy w sprawach dotyczących ochrony interesów pracowniczych oraz rozwoju transportu kolejowego, jednocząc wokół tych celów wszystkie organizacje związkowe działające na kolei.

Żądania skierowane do rządu:

1. Odstąpienie od polityki tworzenia nieuczciwej konkurencji w sektorze kolejowych przewozów pasażerskich i towarowych, prowadzącej do celowego osłabienia spółek kolejowych, destabilizacji rynku pracy oraz stwarzania zagrożenia dla bezpieczeństwa gospodarczego, militarnego i energetycznego Polski.

2. Zmiana polityki transportowej państwa dyskryminującej kolej towarową.

3. Zapewnienie spółce Polregio S.A. realnych możliwości zakupu nowego taboru.

4. Poprawa bezpieczeństwa ruchu kolejowego.

5. Niezwłoczne uchwalenie ustawy o czasie pracy maszynistów kolejowych.

6. Zaprzestanie łamania podstawowych praw pracowniczych i związkowych.

Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjny Kolejarzy deklaruje gotowość do podjęcia wspólnych działań, w tym wszelkich dopuszczonych prawem form protestu, w przypadku braku pilnej reakcji ze strony rządu i właściwych instytucji.

Wzywamy rząd do natychmiastowego podjęcia realnego dialogu ze stroną społeczną!”.

Masakra etatów

Masakra etatów

Duże zwolnienia w zakładzie AGD.

Jak informuje portal Money.pl, szykują się kolejne zwolnienia grupowe. Tym razem przeprowadzi je firma LG Electronics w swoim zakładzie pod Wrocławiem. Potwierdziły się wcześniejsze pogłoski, że koncern chce zaprzestać produkcji lodówek w tej lokalizacji.

Oznacza to zwolnienia grupowe, które obejmą 182 osoby. Wśród nich są zarówno pracownicy fizyczni, jak i osoby z biura, odpowiedzialne za koordynację produkcji urządzeń chłodniczych. O zwolnieniach został już poinformowany Powiatowy Urząd Pracy. Wytypowane osoby stracą pracę na przełomie listopada i grudnia.

Jak informują media lokalne, prawdopodobnie nie skończy się na zwolnieniu 182 osób. Rezygnacja z produkcji lodówek na taką skalę oznacza prawdopodobne duże zwolnienia u dostawców podzespołów – szacuje się, że mogą one objąć nawet 2000 osób.

Zrobieni w outsourcing

Zrobieni w outsourcing

Pracownice placówki medycznej tracą swoje prawa po przekazaniu ich firmie zewnętrznej.

Jak informuje „Gazeta Krakowska”, pracownicy zajmujący się utrzymaniem czystości w szpitalu im. Ojca Rafała w Proszowicach tracą dotychczasowe prawa po tym, jak zostali przekazani spółce zewnętrznej. Dzieje się tak pomimo zapewnień, że nowy podmiot zatrudniający ich zagwarantuje wszystkie dotychczasowe warunki zatrudnienia.

Latem pracownicy szpitala zostali przekazani spółce Izan. Od tej pory to ona miała odpowiadać za utrzymanie czystości w placówce. Bazować miała na dotychczasowych pracownikach szpitala zajmujących się przez wiele lat odpowiedzialnością za stan sanitarny placówki. W umowie o przekazaniu zadań spółce, zagwarantowała ona przejęcie zatrudnionych i niezmienianie zasad ich zatrudnienia przez co najmniej rok wobec tego, co wcześniej oferował im szpital.

Szybko okazało się, że są to obietnice bez pokrycia. Pracownice zostały pozbawione dodatków do pensji. W sierpniu spółka wręczyła zatrudnionym wypowiedzenia i przedstawiła nowe warunki zatrudnienia. Niekorzystne względem dotychczasowych. „Te nowe warunki są dla pań skrajnie niekorzystne. Poszerzają zakres ich obowiązków, w tym o obejmujące sferę medyczną. Dotyczące choćby zakładania czy ściągania gipsu. Do tego dochodzi ograniczenie wynagrodzeń przez likwidację dodatków, które do tej pory posiadały” – mówi „Gazecie Krakowskiej” radca prawny Dariusz Różański, który reprezentuje pracownice.

W dodatku pracownice są straszone zwolnieniami. Jedna z nich, z 20-letnim stażem zatrudnienia w szpitalu, mówi gazecie: „Jesteśmy straszone zwolnieniami, wzywane na jakieś dziwne rozmowy. Przekazano nam, że jeżeli nadal będziemy drążyć temat, to przestaniemy pracować”.

O sprawie została poinformowana Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Powiatu, któremu podlega szpital. Radni powiatu stwierdzili, że racja jest po stronie pracownic, ale są bezsilni w kwestii wpływu na prywatną firmę. Podobnie jak dyrektor placówki, który zaleca pracownicom indywidualną drogę prawną – kosztowną i czasochłonną.

Proceder outsourcingu prac pomocniczych w sektorze ochrony zdrowia był plagą, wielokrotnie opisywaną, za poprzednich rządów Platformy Obywatelskiej.

Setki bez pracy

Setki bez pracy

Znana firma meblowa zwolni ogromną liczbę pracowników.

Jak informuje „Nowa Gazeta Biłgorajska”, w zakładach znanego producenta mebli Black Red White mają nastąpić masowe zwolnienia. Ich skala jest przerażająca. W zakładach tej firmy, m.in. w Zamościu i Biłgoraju, ma stracić pracę 800 osób. Zwolnienia obejmą zarówno pracowników fizycznych, jak i administracyjnych. Zwolnienia już zostały zgłoszone we wrześniu i październiku do stosownych powiatowych urzędów pracy. Mają zostać przeprowadzone w listopadzie i grudniu.

Cała załoga firmy liczy obecnie 2700 osób. Planowane zwolnienie 800 osób to nie tylko wielka skala zwolnień. To także kolejna taka decyzja, bo BRW zwolniło kilkaset osób w roku 2024, a na początku bieżącego roku całkowicie zlikwidowało swój zakład produkcyjny w Przeworsku, gdzie zatrudnienie straciło ponad 200 osób. Na Zamojszczyźnie, gdzie znajduje się główna siedziba firmy, jest ona największym pracodawcą.

Firma jest w dodatku pogrążona w chaosie właścicielskim. Najpierw z rąk polskich właścicieli przeszła do austriackiego koncernu XXXLutz, który jednak szybko wycofał się z tej działalności w Polsce. Obecnie trwa proces zmiany właścicielskiej na rzecz polskiego przedsiębiorcy.

Związkowcy działający w BRW odmówili podpisania regulaminu zwolnień. Liczą na to, że nowy właściciel odstąpi od nich. Albo że zaoferuje zwalnianym wyższe odprawy.

Firma jest jednym z największych producentów mebli w Polsce. W roku 2024 zanotowała stratę w wysokości ponad 130 milionów złotych, a jej przychody spadły o 11 procent.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Arnoldziu – Praca własna, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=42476926

Śmieciowa praca w Wigilię

Śmieciowa praca w Wigilię

Znana firma kurierska zmusza „podwykonawców” do pracy w Wigilię.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, znana firma kurierska DPD oznajmiła, że Wigilia będzie dla jej pracowników dniem wolnym od pracy. Tyle że nie dotyczy to jej „podwykonawców” – czyli kurierów dostarczających przesyłki w modelu współpracy jako własna „firma”. Wolna Wigilia będzie tylko dla etatowych pracowników DPD – reszta ma doręczać przesyłki nawet w ten dzień. Ta „reszta” to większość kurierów firmy.

„Podwykonawcy” świadczący usługi DPD jako jednoosobowe działalności gospodarcze są oburzeni. To osoby, które teoretycznie są niezależnymi firmami, ale w praktyce całkowicie podlegają wytycznym DPD w kwestii miejsca, terminu, czasu i zasad pracy. Oczywiście nie obejmują ich typowe świadczenia pracownicze, jak płatne chorobowe czy płatny okres urlopowy.

Nie jest to też, wbrew liberalnej propagandzie, ich wybór. Jeden z kurierów mówi w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”, że chciał zatrudnić się na etat, ale DPD zaproponowało mu płacę minimalną. Również wybór czasu pracy jest iluzoryczny: „Firma mówi, że w Wigilię jest praca tylko dla chętnych, ale co, jeśli chętni się nie znajdą? Pewnie będą karać”.

Okres przedświąteczny to dla kurierów czas wyjątkowo ciężkiej i wytężonej pracy ze względu na wiele dodatkowych przesyłek związanych z zakupami świąteczno-prezentowymi. Na tych, którzy będą musieli pracować w Wigilię, przypadnie zatem jeszcze więcej dodatkowej pracy.

Grupowo na bruk

Grupowo na bruk

Niemiecki koncern motoryzacyjny zwolni ponad 200 osób w swoim polskim zakładzie.

Jak informuje portal Interia Biznes, niemiecki koncern ZF, działający w branży motoryzacyjnej, zwolni dużą grupę pracowników swojego zakładu w Częstochowie. Firma zajmuje się wytwarzaniem podzespołów do samochodów.

W pierwszym półroczu 2026 roku z częstochowskiego zakładu tej firmy zostanie zwolnionych 225 osób. To 7% całej załogi. 161 osób straci zatrudnienie w dziale produkcji i transportu wewnętrznego. Większość zwolnień w tej grupie dotyczy zakładu produkcji pasów bezpieczeństwa oraz zakładu produkcji poduszek powietrznych. Z kolei dział wsparcia pozbędzie się 64 pracowników.

O planach zwolnień zostały poinformowane związki zawodowe i rada pracowników. Zarząd zakładu zamierza z nimi negocjować warunki zwolnień, a jeśli strony się nie porozumieją w tej sprawie, szefostwo firmy podejmie decyzję samodzielnie.

Strajk się zbliża

Strajk się zbliża

Nie ma spełnienia oczekiwań pracowników – będzie strajk.

Jak informuje „Gazeta Krakowska”, w firmie Valeo odbędzie się strajk. Są już znane terminy przerwania pracy przez załogę zakładów tej firmy. W rozmowach ostatniej szansy zarząd firmy nie zgodził się na spełnienie oczekiwań pracowników reprezentowanych przez związek zawodowy Sierpień ’80. Pora zatem na strajk.

Związkowcy mają do tego mandat społeczny. Spór z zarządem trwa od miesięcy, a jego niedawnym etapem było referendum strajkowe. Wzięła w nim wymagana prawem liczba pracowników, a 90% uczestników głosowania opowiedziało się za strajkiem.

Pracownicy domagają się podwyżki wynagrodzenia zasadniczego o 1000 zł do podstawy wynagrodzenia dla każdego z pracowników, dodatku stażowego w wysokości 8 proc. minimalnego wynagrodzenia dla pracowników ze stażem do 5 lat oraz 1 proc. za każdy rok pracy powyżej 5 lat oraz podwyżki do 600 zł dodatku za pracę w systemie czterobrygadowym.

Strajk odbędzie się 12 listopada w zakładzie firmy w Chrzanowie. Dzień później będzie miał miejsce w fabryce w Trzebini, a 14 listopada w zakładzie w Mysłowicach. Pierwsze zatrzymanie pracy potrwa po dwie godziny na każdej z trzech zmian. Jeśli zarząd firmy nie pójdzie na żądane ustępstwa, związkowcy grożą kolejnym wstrzymaniem produkcji, w tym całkowitym i bezterminowym.

Tutaj też zwalniają

Tutaj też zwalniają

Duża firma z Inowrocławia zwalnia wiele osób.

Spółka Inofama z Inowrocławia zamierza przeprowadzić zwolnienia grupowe. Jest to element procesu restrukturyzacji firmy, która znajduje się w trudnej sytuacji i grozi jej upadłość. Zarząd spółki już poinformował związki zawodowe działające w zakładzie, że planuje zwolnienia.

Pracę ma stracić 66 osób. To ponad jedna czwarta załogi liczącej w sumie 240 osób. Zakład zajmuje się konstrukcjami stalowymi i usługami cynkowania ogniowego. Firma istnieje od 145 lat. Obecnie należy do państwa polskiego – jest własnością Grupy Kapitałowej Agencji Rozwoju Przemysłu.

Ratujmy polski przemysł!

Ratujmy polski przemysł!

W Katowicach tysiące pracowników protestowały przeciwko rządowej polityce (anty)przemysłowej.

Protest zorganizował Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy. To wspólna inicjatywa trzech czołowych ogólnopolskich central związkowych – NSZZ „Solidarność”, OPZZ, Forum Związków Zawodowych, a oprócz nich w skład podmiotu wchodzi WZZ Sierpień ‘80. W proteście wzięło udział kilka tysięcy osób, głównie z zakładów pracy na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim, ale także przybyłych z daleka, m.in. z Bełchatowa i kopalni „Bogdanka” w Łęcznej.

Protestujący wyrażali sprzeciw wobec polityki rządu Tuska: pogarszającej się sytuacji w przemyśle i braku satysfakcjonujących rezultatów rozmów ze stroną rządową na temat problemów hutnictwa i górnictwa. Związkowcy zwracali uwagę, że „transformacja energetyczna” jest realizowana chaotycznie, metodami liberalno-rynkowymi i bez zagwarantowania dobrych, stabilnych miejsc pracy w zamian oraz wsparcia lokalnych społeczności. Do tego dochodzi polityka energetyczna Unii Europejskiej, która skutkuje drastycznym wzrostem kosztów produkcji, co oznacza brak szans konkurowania z napływem produktów eksportowych z krajów, gdzie ceny energii i opłaty za emisję są znacznie niższe. W efekcie zagrożone są tysiące miejsc pracy w kopalniach, elektrowniach węglowych, hutnictwie, przemyśle motoryzacyjnym, chemicznym itp.

Uczestnicy protestu zgromadzili się pod Śląskim Urzędem Wojewódzkim. „Jeżeli na Śląsku utracimy w górnictwie, w hutnictwie i w przemyśle 200-300 tysięcy miejsc pracy, to nasz region czeka zapaść” – powiedział Bogusław Hutek, przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „Solidarność”. Z kolei OPZZ napisało, że „domagamy się silnego i nowoczesnego przemysłu, stabilnych i godnych miejsc pracy, realnego planu transformacji chroniącego ludzi pracy, bezpieczeństwa energetycznego i gospodarczego Polski”. Bogusław Ziętek, lider Sierpnia ’80, powiedział: „Jeśli ze strony rządzących nie będzie dobrej woli, będą kolejne protesty. Ludzie z różnych stron Polski wyruszą na stolicę”.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: facebookowy profil OPZZ.

Koniec leczenia

Koniec leczenia

Z powodu braku środków wiele szpitali już teraz przekłada operacje i zabiegi na przyszły rok.

Jak informują Polska Agencja Prasowa i portal Rynek Zdrowia, wiele szpitali wstrzymuje planowane zabiegi i operacje już teraz z powodu wyczerpania się środków. Przekłada zaplanowane zabiegi na przyszły rok. Dzieje się tak w wielu dziedzinach, w tym w onkologii.

Rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej Jakub Kosikowski poinformował PAP, że do Rady napływają ze szpitali w całej Polsce informacje o wstrzymaniu przyjmowania nowych pacjentów i przekładaniu terminów planowanych zabiegów dopiero na przyszły rok. Dochodzi wręcz do sytuacji, gdy szpitale zaczęły limitować nawet świadczenia nielimitowane.

Placówki uzasadniają takie decyzje brakiem środków. Nie wpływają do nich należne fundusze z NFZ, a część placówek utraciła możliwość kredytowania świadczeń z własnych zasobów, aby odzyskać te środki w przyszłości z NFZ. Kosikowski powiedział: „Skoro NFZ od kilku miesięcy nie płaci, to szpitale same zaczęły nakładać limity. Nie są w stanie dłużej kredytować leczenia”. Podaje on przykład placówki, w której zaprzestano przyjmowania nowych pacjentów do leczenia w programie lekowym reumatoidalnego zapalenia stawów.

Z kolei Polska Agencja Prasowa dotarła do informacji o zaprzestaniu części leczenia w niektórych placówkach, ale zmiany mają nie dotknąć pacjentów onkologicznych, dzieci ani przypadków ratujących życie. Agencja podaje przykłady placówek z woj. pomorskiego. Część z nich do końca października wykonała zaplanowany na 2025 r. wolumen świadczeń. W związku z tym przesuwa część zaplanowanych zabiegów na kolejny rok – głównie w sferze kardiologii, kardiochirurgii, ortopedii i urologii. Jedna z tych placówek czeka na zwrot z NFZ aż 270 milionów złotych za już wykonane zabiegi.

Pod koniec października NFZ otrzymał dodatkowe 3,5 mld zł z budżetu państwa na rozliczenia z placówkami medycznymi. Łącznie dotacja dla NFZ w 2025 r. wyniosła 31 mld zł. Wkrótce dodatkowy miliard ma trafić do NFZ z obligacji skarbu państwa. To wszystko nie zmienia faktu, że niedofinansowanie NFZ w roku 2025 wyniesie około 10-13 miliardów złotych. Z kolei w przyszłym roku ma zabraknąć na leczenie aż 23 miliardów złotych.

Znów zwalniają

Znów zwalniają

Kolejna fala zwolnień grupowych czeka pracowników dużej firmy z sektora automoto.

Jak informuje portal Bankier.pl, do zwolnień grupowych powraca firma Aptiv z Małopolski. W lutym zwolniła ona jedną dziesiątą załogi – 200 osób. O sprawie było głośno, gdyż zwolnione osoby dowiedziały się o tym nagle, gdy tak dużej grupie wręczono wypowiedzenia z pracy i dano im kilkadziesiąt minut na spakowanie się i opuszczenie zakładu pod nadzorem.

Obecnie firma zajmująca się m.in. produkcją wyposażenia elektrycznego i elektronicznego dla pojazdów silnikowych zamierza przeprowadzić kolejne zwolnienia. Tym razem mają one objąć 138 osób.

Blachozwolnienia

Blachozwolnienia

Zwolnienia grupowe w dużej firmie z branży blacharskiej.

Jak informuje portal Wyborcza.biz, zwolnienia grupowe zapowiedziała firma Blachotrapez. To duży producent pokryć dachowych i blachy elewacyjnej. Przedsiębiorstwo z Podhala zgłosiło do Powiatowego Urzędu Pracy w Podhalu zamiar przeprowadzenia zwolnień grupowych. Firma motywuje tę decyzję koniecznością ratowania płynności finansowej, która jest zagrożona wskutek znacznego zmniejszenia zamówień i sprzedaży.

Pracę wedle oficjalnych zapowiedzi straci 80 osób. Jednak wśród załogi zakładu panuje przekonanie, że skala problemów jest taka, iż prawdopodobnie będą konieczne większe cięcia zatrudnienia. Mówi się, że docelowo zatrudnienie może stracić nawet 200 osób.

Zwolnienia w wolnych mediach

Zwolnienia w wolnych mediach

Pracę tracą dziennikarze Polska Press.

Jak informuje portal Wirtualne Media, rozpoczęły się zwolnienia w regionalnych czasopismach należących do Polska Press, która z kolei jest własnością Orlenu po wykupieniu medialnej spółki przed kilkoma laty od kapitału niemieckiego.

Pierwsze informacje o zwolnieniach dotarły z redakcji „Głosu Wielkopolskiego”. Pracę straciło tam 5 osób. Wedle nieoficjalnych informacji jest to część szerszego procesu zwolnień w regionalnych pismach należących do Polska Press. Trwają one od września w niektórych z czasopism, a w innych mają się rozpocząć wkrótce. Objąć mają wszystkie oddziały spółki.

Takie decyzje mają wynikać z przyczyn finansowych. Po zmianie rządu uległy zmianie także władze i decydenci w Polska Press. Wyniki finansowe szybko uległy pogorszeniu. W roku 2024 przychody spółki zmalały aż o 27,7% wobec roku 2023. Największy spadek nastąpił w sferze przychodów z reklam – ze 177 do 126 milionów złotych.

To z kolei zaowocowało pogorszeniem wyników finansowych i cięciami w zatrudnieniu. Już w roku 2024 zatrudnienie w spółce zmalało o niemal 10%. Obecnie trwają kolejne zwolnienia. W swoim komunikacie odniosła się do nich Komisja Międzyzwiązkowa Związków Zawodowych działających w Polska Press sp. z o.o. Napisała ona: „w spółce kolejny rok z rzędu prowadzone są przez pracodawcę redukcje zatrudnienia. Sformułowanie to użyte zostało celowo, ponieważ pracodawca, przedstawiając pracownikom do podpisu dokumenty rozwiązujące stosunek pracy za porozumieniem stron skutecznie stara się unikać negocjacji ze Stroną Społeczną, które byłyby wymagane prawem w przypadku przeprowadzania zwolnień grupowych. Tymczasem, co potwierdzają również publikowane przez spółkę sprawozdania finansowe, liczba etatów w spółce w okresie od końca 2019 roku do 1 września 2025 została zmniejszona o 685 (tylko w roku 2024 było to prawie 200 etatów). Do tego trzeba będzie doliczyć kilkadziesiąt kolejnych miejsc pracy «zlikwidowanych z przyczyn ekonomicznych» w ramach realizowanych obecnie cięć. Pomimo wielokrotnie podejmowanych rozmów z kolejnymi zarządami spółki, KMZZ wciąż nie usłyszała przekonującego stanowiska, w sprawie strategii bilansowania wyników finansowych w inny sposób niż redukcja zatrudnienia. Tymczasem, w przeświadczeniu KMZZ, już dawno przekroczona została granica, za którą każde kolejne redukcje zatrudnienia, bezpośrednio i negatywnie, przekładają się na potencjał wydawnictwa. […] Komisja Międzyzwiązkowa Związków Zawodowych działających w Polska Press przypomina również wszystkim pracownikom, że propozycja rozwiązania stosunku pracy za porozumieniem stron jest formułą dobrowolną i nie może być zawierana pod presją wywieraną na pracownika np. w postaci stwierdzenia, że oferta jest ważna w tej chwili i jeśli nie zostanie podpisana od razu, przestanie być aktualna”.

Mowa o zwolnieniu co najmniej 30 osób. Zarząd Polska Press podjął także decyzję o likwidacji „Tygodnika Ostrołęckiego”. Pismo zostaje zamknięte z końcem października 2025 roku po 43 latach istnienia.

Szantaż antypracowniczy

Szantaż antypracowniczy

Przenosiny o około 200 kilometrów – albo zwolnienia.

Jak informuje Fakt.pl, firma Entalpia Europe przedstawiła pracownikom swojego zakładu specyficzną ofertę. Albo przeniosą się z Sieradza pod Warszawę, albo stracą pracę.

Firma produkuje komponenty chłodnicze do systemów klimatyzacji, chłodzenia i wentylacji. Dotychczas wytwarzała je przez prawie dekadę w swoim zakładzie w Sieradzu. Teraz chce zlikwidować ten obiekt, a w zamian otworzyć zakład produkcyjny w Łazach pod Warszawą. Pracownicy otrzymali „propozycję”, a de facto ultimatum: albo przeniosą się do nowej lokalizacji, albo stracą zatrudnienie.

Odległość między tymi lokalizacjami wynosi około 200 kilometrów. Zdaniem zarządu firmy jest to rozsądna propozycja. Ogłosił on zwolnienia grupowe w Sieradzu, ale większości załogi zaproponowano przenosiny do nowej lokalizacji. Dotychczas zakład zatrudniał około 50 osób. Z oferty przenosin skorzystało póki co zaledwie 5 z nich. Firma mimo teoretycznej chęci przeniesienia załogi do nowej lokalizacji, prowadzi już w internecie rekrutację nowych kadr w nowej lokalizacji.

Załoga za strajkiem

Załoga za strajkiem

Pracownicy zadecydowali w referendum o przeprowadzeniu strajku.

Jak informuje portal Przełom.pl, sukcesem zakończyło się referendum strajkowe w zakładzie firmy Valeo w Chrzanowie. W referendum osiągnięto frekwencję wymaganą prawem – 50%. Spośród głosujących ponad 90% opowiedziało się za zorganizowaniem strajku.

Konflikt w zakładzie trwa od dawna. Szefostwo firmy nie reaguje na postulaty związkowców. Dotychczas odbyło się kilka protestów i manifestacji w tej sprawie, ale zarząd nie ugiął się i nie spełnił żądań związkowców. Utrudniał także przeprowadzenie referendum strajkowego. Jeśli wciąż nie będzie on reagował, związkowcy w przyszłym tygodniu wyznaczą termin strajku.

Walce pracowników przewodzi Wolny Związek Zawodowy Sierpień ’80. Domaga się on podwyżki wynagrodzenia zasadniczego w wysokości 1000 zł do podstawy wynagrodzenia dla każdego z pracowników, dodatku stażowego w wysokości 8 proc. minimalnego wynagrodzenia dla pracowników ze stażem do 5 lat oraz 1 proc. za każdy rok pracy powyżej 5 lat oraz podwyżki do 600 zł dodatku za pracę w systemie czterobrygadowym.

Zwolnienia idą na rekord

Zwolnienia idą na rekord

Rekordowa od lat jest skala planowanych zwolnień z pracy.

Jak informuje portal Business Insider, w okresie od stycznia do końca września 2025 roku zatrudniający zgłosili zamiar zwolnienia z pracy aż ponad 88 tysięcy pracowników w procedurze zwolnień grupowych (innych zwolnień nie muszą zgłaszać). To wynik najwyższy od lat i kolejny rok wzrostu skali tego procederu. Jest to także liczba większa aż o niemal 54 tysiące niż w całym roku 2024. W 2022 roku zamiar zwolnień grupowych dotyczył 26 271 osób. W roku 2024 było to 34 191 osób. W 2025 tylko do końca września skala planowanych zwolnień grupowych wynosi 88 053 pracowników.

Największa skala planowanych zwolnień dotyczy woj. mazowieckiego, ale tamtejsze liczby dotyczą wielu miejsc w kraju, gdyż zamiar zwolnień ogłaszają centrale przedsiębiorstw, często lokowane w stolicy. Zgłoszono tam zamiar przeprowadzenia zwolnień ponad 68 000 pracowników. Rok temu było to niemal dokładnie o połowę mniej, a w roku 2023 jedynie nieco ponad 12 000 osób. Największe zwolnienia planują dwie duże publiczne firmy.

Fatalny rekord

Fatalny rekord

Średni czas szukania pracy w Polsce jest obecnie najdłuższy od lat.

Jak wykazały najnowsze ustalenia Monitora Rynku Pracy, przygotowywanego cyklicznie przez agencję Randstad, najdłuższy od lat jest średni okres poszukiwania pracy w Polsce. Obecnie, tj. w ciągu 8 miesięcy 2025 roku, wynosi on przeciętnie 4,5 miesiąca. W ciągu zaledwie roku wydłużył się aż o półtora miesiąca. Obecny wynik jest najgorszy od roku 2017.

37 procent ankietowanych szukało nowej pracy przez 2-3 miesiące. Niemal co dziesiątemu zajęło to jednak od 7 do 12 miesięcy. Mężczyźni poszukują pracy średnio przez nieco ponad cztery miesiące, a kobiety o około trzy tygodnie dłużej. Poszukiwanie nowej pracy zajmuje znacznie więcej czasu osobom starszym, powyżej 40. i 50. roku życia – trwa ono niemal dwa razy dłużej niż u osób z przedziału wiekowego 20-35 lat.

Mniej na wsparcie

Mniej na wsparcie

Choć bezrobocie rośnie, w 2026 będzie mniej środków na wsparcie osób bez pracy.

W budżecie na rok 2026 zaplanowano znacznie mniejszą niż dotychczas kwotę na wsparcie w wychodzeniu z bezrobocia. Powiatowe urzędy pracy otrzymają z Funduszu Pracy 2,14 mld złotych na wsparcie tworzenia miejsc pracy dla osób bezrobotnych. To aż 1,5 mld złotych mniej niż w 2025 roku. Z tych środków finansowane są m.in. staże, szkolenia, dotacje na otworzenie działalności gospodarczej, doposażenia stanowisk pracy itp. Środki są dzielone wedle specjalnego schematu, który uwzględnia lokalny poziom bezrobocia, dostępność miejsc pracy itp.

Przeciwko zmniejszeniu nakładów na ten cel protestują różne podmioty. Sprzeciw wyraził na przykład Ogólnopolski Konwent Dyrektorów Powiatowych Urzędów Pracy. Również samorządowcy są przeciwni takim zmianom. Andrzej Płonka, prezes zarządu Związku Powiatów Polskich, powiedział Portalowi Samorządowemu: „Oczekujemy podjęcia zdecydowanych działań zmierzających do zwiększenia środków w Funduszu Pracy w budżecie państwa na rok 2026”. W podobnym tonie apelują Konwent Powiatów Województwa Świętokrzyskiego i Konwent Województwa Kujawsko-Pomorskiego. Twierdzą one, że przy tak drastycznym zmniejszeniu budżetu programu nie będzie możliwe wsparcie potrzebujących, a w dodatku pojawi się problem z finansowaniem zadań wieloletnich, podjętych wcześniej.

Bezrobocie w ciągu roku wzrosło z poziomu 5% do 5,6%, wzrosło także pod względem liczbowym, znacznie przybyło powiatów, w których przekracza ono poziom 10%.

Zwolnienia (nie)grupowe

Zwolnienia (nie)grupowe

Duży koncern zmniejszył w Polsce zatrudnienie o niemal 300 osób.

Przywykliśmy w ostatnich miesiącach do informacji o grupowych zwolnieniach w wielu firmach. Ale w cieniu tych masowych redukcji zatrudnienia dokonują się zwolnienia mniejsze, lecz w kilku oddziałach danej firmy. W efekcie dają one spore zmniejszenie załogi.

Jak informuje portal Interia Biznes, tak stało się z polskim oddziałem giganta meblowo-wyposażeniowego, czyli Ikeą. W roku 2024 zredukowała ona zatrudnienie o 285 osób. Dokonało się to jednak w sposób mało spektakularny. Zwalniano bowiem po trochu w różnych zakładach i oddziałach firmy. W zakładzie produkcyjnym w Goleniowie pracę straciło 165 osób. W zakładzie w Wielbarku pożegnały się z pracą 82 osoby. W zakładzie w Resku jest obecnie o 52 etaty mniej niż przed zwolnieniami.

Miejsc pracy nie będzie

Miejsc pracy nie będzie

Wielka firma z branży OZE wstrzymuje budowę fabryki w Polsce.

Jak informuje portal Interia Biznes, znany producent turbin wiatrowych – duński koncern Vestas, poinformował o wstrzymaniu planowanej budowy fabryki w Polsce. Firma ma już w Polsce jeden zakład. Planowała stworzyć kolejny – w Szczecinie miał powstać zakład zatrudniający 1000 osób. Jego działalność miała ruszyć w 2026 roku. Okazuje się, że nic z tego.

Firma poinformowała, że wstrzymuje plany inwestycyjne. Przyczyną tej decyzji ma być malejący popyt na turbiny wiatrowe stawiane na morzu.

Naprawianie szkód

Naprawianie szkód

Praca na umowach śmieciowych będzie wliczana do stażu pracy.

Prezydent Karol Nawrocki podpisał w czwartek nowelizację Kodeksu pracy. Nowelizacja przygotowana przez rząd i przegłosowana przez parlament znacznie polepsza sytuację setek tysięcy osób w Polsce. Stanowi ona, że do stażu pracy będą wliczane m.in. okresy przepracowane na umowach śmieciowych/cywilnoprawnych czy prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej.

Dotychczas do stażu pracy było wliczane głównie zatrudnienie w oparciu o umowy o pracę. Zatrudnienie niekodeksowe stało się plagą ostatnich dekad, obejmując setki tysięcy osób, niekiedy na długie okresy. Teraz czas przepracowany na umowach śmieciowych będzie wliczany do stażu pracy.

Ważnym aspektem zmiany będzie zwiększenia prawa do dłuższych urlopów, rozmaitych świadczeń, premii itp. związanych ze stażem pracy. Dotychczas osoby, które zmieniły zatrudnienie z cywilnoprawnego na umowę o pracy, były pozbawione takich uprawień mimo że nierzadko miały dłuższy staż pracy niż osoby zatrudnione na etatach.

Co ważne, ustawa zadziała wstecz. Skorzystają zatem nie tylko osoby pracujące obecnie w modelu cywilnoprawnym, ale także ci, którzy w ten sposób byli zatrudnieni w poprzednich latach. Ustawa wchodzi w życie od 1 stycznia dla zatrudnionych w sektorze publicznym oraz od połowy kwietnia dla pracowników sektora prywatnego. Na udokumentowanie okresów zatrudnienia na umowach śmieciowych będziemy mieli dwa lata od momentu wejścia ustawy w życie. Można to będzie zrobić w oparciu o dokumentację z ZUS, ale także na podstawie własnych dokumentów potwierdzających taki rodzaj zatrudnienia.

Kancelaria Prezydenta RP w swojej informacji o podpisaniu nowelizacji Kodeksu pracy podkreśliła, że zachodząca zmiana kończy z podziałem na „lepsze” i „gorsze” formy zatrudnienia, a uczciwa praca, niezależnie od formy zatrudnienia, będzie wreszcie doceniana. Z kolei ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk powiedziała: „Mało kto tak naprawdę ma możliwość wyboru formy umowy, na podstawie której świadczona jest praca. Zlecenie to też praca. Jednoosobowa działalność gospodarcza to praca. I zasługują na docenienie. Dlatego konieczna jest zmiana Kodeksu pracy, aby wyrównać szanse w dostępie do niektórych uprawnień pracowniczych, jak i stanowisk wymagających potwierdzonego doświadczenia zawodowego”.

Coraz trudniej o pracę

Coraz trudniej o pracę

Coraz więcej osób uważa, że poszukiwanie pracy jest w Polsce dłuższe i trudniejsze niż przed kilkoma laty.

Jak informuje portal Puls HR na podstawie „Barometru Polskiego Rynku Pracy”, rośnie odsetek osób przekonanych, że coraz więcej wysiłku i czasu wymaga znalezienie pracy w Polsce. Szczególnie mocno taki trend odczuwają kobiety oraz najmłodsi pracownicy.

Aż niemal 43% badanych w nowej edycji „Barometru” uważa, że obecnie znalezienie zatrudnienia jest trudniejsze niż 2-3 lata temu. Uważa tak 45% badanych kobiet i 40% mężczyzn. Wśród ogółu Polaków 25% szuka pracy od jednego do trzech miesięcy.

Wśród najmłodszych pracowników, czyli w grupie wiekowej 18-24 lata panuje niemal powszechne przekonanie, że o znalezienie pracy jest obecnie trudniej – uważa tak aż 81% ankietowanych z tej grupy wiekowej. 30% osób z tej grupy twierdzi, że niedawno szukało pracy ponad miesiąc.

„Kiedy rynek pracy zaczyna wykazywać symptomy hamowania, pierwszymi, którzy to odczuwają, są młodzi. I jest to sygnał ostrzegawczy, bo pokolenie, które powinno płynnie wchodzić na rynek, napotyka bariery na starcie. A pamiętajmy, że bezrobocie w tej grupie jest dwucyfrowe. Według metodologii BAEL w II kwartale 2025 r. bez pracy było 503 tys. osób, co odpowiada stopie bezrobocia 2,8 proc. W tej grupie najwyższe bezrobocie dotyczy młodych 15-24 lata, i wynosi 11,3 proc.” – mówi portalowi Puls HR analityk rynku pracy Krzysztof Inglot.

Kolejni na bruk

Kolejni na bruk

Kolejna wielka korporacja zwalnia z pracy.

Jak informuje portal Love Kraków, kolejna wielka korporacja przeprowadzi zwolnienia grupowe w stolicy Małopolski. To już fala takich decyzji w Krakowie, który jest od lat polską stolicą sektora biurowo-usługowego.

Tym razem zwolnienia przeprowadzi koncern International Paper. Od wiosny 2026 jego centrum informatyczne ulokowane w Krakowie przestanie obsługiwać klientów z rynku amerykańskiego. Zadania zostaną przeniesione do zewnętrznego podmiotu, prawdopodobnie nie działającego w Polsce.

Pod koniec roku 2024 firma rozstała się z 30 pracownikami z tego działu. Obecnie zapowiedziała, że pracę straci kolejne 60-70 osób. Krakowskie centrum IT koncernu International Paper działa od roku 2004 i zatrudnia obecnie około 400 osób.

Koniec browaru

Koniec browaru

Koncern Heineken zapowiedział likwidację browaru w Namysłowie.

Dzisiaj Grupa Żywiec, należąca do holenderskiego koncernu Heineken, zapowiedziała, że do końca roku zamknie należący do niej browar w Namysłowie. Pracę mają stracić wszyscy zatrudnieni – około 100 osób.

Grupa Żywiec kupiła browar w Namysłowie od poprzedniego właściciela w roku 2019. Teraz postanowiła zlikwidować zakład. Produkuje on piwo nieprzerwanie od roku 1862.

Grupa Żywiec/Heineken zlikwidowali dotychczas kilka browarów, które ten inwestor zagraniczny kupił w naszym kraju, m.in. w Warszawie, Leżajsku, Bydgoszczy, Gdańsku i Łańcucie. Zaprzestała produkcji także w zabytkowym browarze w Cieszynie, ale w nim na szczęście po zmianie właściciela produkcja piwa jest wciąż kontynuowana.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Mateusz210 – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2153430

Dość wyzysku młodych!

Dość wyzysku młodych!

Wkrótce protest pod hasłem „Dość wyzysku młodych!”.

15 listopada 2025 roku o godzinie 12.00 w Warszawie ruszy ogólnopolski protest „Dość wyzysku młodych!”, organizowany przez młodych pracowników, studentki i osoby bezrobotne zrzeszonych w OZZ Inicjatywa Pracownicza. Związkowcy apelują do organizacji młodzieżowych o dołączenie do mobilizacji i wspólnej demonstracji. Marsz przejdzie spod Pałacu Prezydenckiego pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.

Demonstracja to odpowiedź na narastający kryzys młodego pokolenia – rekordowe bezrobocie wśród osób do 25. roku życia (wzrost o prawie 30%), brak stabilnych umów, niskie zarobki, niepłatne staże oraz dramatyczny niedobór mieszkań i usług publicznych. – „Pracujemy za grosze, często bez umowy i bez zabezpieczenia. Nie chcemy «elastyczności» i niepewności jutra. Chcemy stabilności, uczciwych umów i możliwości utrzymania się z pracy” – mówi jedna z organizatorek. – „Państwo musi wreszcie zacząć inwestować w ludzi, a nie w zyski korporacji”.

Wśród postulatów protestu znalazły się m.in.:

• likwidacja umów śmieciowych i skrócenie tygodnia pracy bez obniżki wynagrodzeń

• wynagrodzenie za staże i praktyki

• rozwój budownictwa społecznego i regulacja czynszów

• zwiększenie nakładów na edukację, ochronę zdrowia i transport publiczny

• dostępne akademiki, stypendia socjalne i powrót publicznych stołówek.

15 listopada 2025 (sobota), godz. 12.00, Warszawa – spod Pałacu Prezydenckiego pod KPRM.

Szczegóły i postulaty: mlodzi.ozzip.pl

Ubywa ofert pracy

Ubywa ofert pracy

W ciągu roku znacznie zmalała liczba ofert pracy.

Jak informuje portal PulsHR na podstawie analizy danych agencji Grant Thornton, w ciągu roku znacząco zmniejszyła się liczba ofert pracy w Polsce. We wrześniu 2025 na największych polskich portalach rekrutacyjnych zamieszczono 265 tys. ofert pracy. To mniej wobec września 2024 aż o 8%. Jedyne pocieszenie jest takie, że liczba ofert wzrosła o 18 tysięcy wobec sierpnia 2025, ale zwykle zakończenie sezonu wakacyjnego przynosi takie wzrosty.

Obecna skala liczby ofert jest już tylko niewiele większa niż w apogeum pandemii w roku 2020. W dodatku ogłaszane oferty pracy są coraz gorszej jakości – spadła średnia liczba dodatkowych świadczeń pracowniczych zawartych w nich i wynosi ona obecnie tylko średnio 5,9 na ofertę.

Raport agencji Grant Thornton głosi: „rok 2025 zapowiadał się dobrze – dynamika roczna była wysoka, sięgała 10 proc., czyli rynek rekrutacyjny wykazywał wyraźne oznaki ożywienia. Popyt na pracowników stale rósł w stabilnym, dość wysokim tempie i wydawało się, że okres ujemnej dynamiki z 2-3 poprzednich lat został już zakończony. Ten pozytywny trend został jednak przerwany latem. Wrzesień jest już czwartym z rzędu miesiącem z ujemną dynamiką w ujęciu rocznym”. Z kolei Monika Łosiewicz z tej agencji komentuje dla portalu PulsHR: „Wrzesień był kolejnym miesiącem, w którym nie doczekaliśmy się wyraźnego przełamania negatywnego trendu. Co prawda spadek rok do roku jest nieco mniejszy, niż widzieliśmy w ostatnich miesiącach, ale nadal jest wyraźny i dynamikę -8 proc. trudno uznać za dobry wynik. Widoczny w naszym badaniu od kilku miesięcy zastój na rynku rekrutacyjnym coraz mocniej przekłada się na cały rynek pracy”.

Najwięcej nowych ofert dotyczy Warszawy – 41,1 tys. – ale i w niej w ciągu roku nastąpił spadek o 5%. W Bydgoszczy było tylko 3,3 tys. ofert (roczny spadek o 15%), w Lublinie 3,4 tys. (też o 15% mniej), a w Szczecinie 4,4 tys. (spadek w ciągu roku o 18%). W największych polskich miastach było we wrześniu 2025 średnio 16,1 ofert pracy na 1000 mieszkańców, podczas gdy rok wcześniej wskaźnik ten wynosił 17,8. W ciągu roku najbardziej ubyło ofert zatrudnienia marketerów (o 16% mniej), pracowników fizycznych (o 3%) i w branży finansowej (o 9%).

Przypomnijmy też, że wrzesień był piątym z rzędu miesiącem wzrostu bezrobocia.

O wyższe płace

O wyższe płace

Związkowcy walczą o podwyżki w schronisku dla zwierząt.

Komisja Zakładowa związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza domaga się podwyżek płac dla osób zatrudnionych w Krakowskim Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami, które zarządza Schroniskiem dla zwierząt w Krakowie. 8 października odbyło się spotkanie związkowców z zarządem. Relacjonują oni:

W spór wkroczyliśmy z dwoma postulatami: 1. Podwyżki o 1200 zł netto dla wszystkich pracowników; oraz 2. Dostosowania oczekiwań w zakresie wydajności i jakości pracy do możliwości pracowników. W kwestii pierwszego postulatu, KTOZ zaproponował nam maksymalnie 200 złotych podwyżki. Związek nie przyjął propozycji – to nie byłyby realne podwyżki, a waloryzacja pensji o wskaźnik inflacji.

Następnie przeszliśmy do omówienia postulatu dotyczącego wydajności. KTOZ odmówił dyskusji, utrzymując, że chęć doprecyzowania przez nas maksymalnych norm odbiera jako zmianę żądania. Zarząd stowarzyszenia zaczął naciskać na podpisanie przez nas protokołu rozbieżności, z pominięciem dyskusji na temat drugiego postulatu. Choć utrzymywaliśmy, że jesteśmy gotowi negocjować w dobrej wierze, starano się nas zastraszyć: usłyszeliśmy, że jeśli nie podpiszemy protokołu, sprawa zostanie zgłoszona do Ministerstwa Pracy.

Odmówiliśmy podpisania protokołu rozbieżności i jako związek wyszliśmy z biura KTOZ, nie ustalając daty kolejnego spotkania. Powiedzmy to wyraźnie: postawa reprezentowana przez KTOZ uniemożliwia prowadzenie dyskusji w ramach sporu zbiorowego.

Podczas spotkania Katarzyna Turzańska, skarbnik KTOZ, starała się zakazać publikowania w internecie informacji o zarządzaniu schroniskiem przez stowarzyszenie. Zagroziła, że jeśli nie przestaniemy mówić o warunkach naszej pracy, stowarzyszenie straci wpływy z 1,5% podatku, wobec czego: „nie będziemy mieć z czego dokładać, więc przyjdzie taki moment, że Państwo w ogóle wynagrodzeń nie dostaniecie”.

Jednak liczby mówią same za siebie: w 2024 rok miasto przeznaczyło 4,6 miliona złotych na program opieki nad zwierzętami realizowany w naszym schronisku (w 2025 aż 8,2 miliona złotych!). Podczas rokowań podano, że w 2024 roku KTOZ dopłacił do miejskich pieniędzy na utrzymanie schroniska 2 miliony złotych. Równocześnie w tym samym roku otrzymał z samych wpływów z 1,5% podatku aż 6,9 miliona złotych!

Podano również, że miesięczna wartość kosztów, jakie wiązałyby się ze spełnieniem naszego pierwszego postulatu 1200 zł podwyżki, wynosi 129 tysięcy złotych. Podano, że stowarzyszenie nie dysponuje takimi środkami. Na co, jeśli nie na nasze wynagrodzenia, KTOZ zamierza wydać pozostałe pięć milionów złotych z 1,5% podatku z zeszłego roku? To my na co dzień opiekujemy się zwierzętami – razem zawalczmy o to, aby przekierować wypracowane przez nas pieniądze do naszych kieszeni!

Stali na ratunek

Stali na ratunek

W Dąbrowie Górniczej protestowali pracownicy branż hutniczej i koksowniczej.

Jak informuje „Dziennik Zachodni”, w Dąbrowie Górniczej odbył się wczoraj protest pracowników Jastrzębskiej Spółki Węglowej KOKS oraz ArcelorMittal Poland. Blokowali oni ruch drogowy, aby zwrócić uwagę opinii publicznej i rządu na sytuację w branżach stalowej i koksowniczej. Obawiają się o swoje miejsca pracy i zapaść sektora stalowego w Polsce.

Związkowcy z sektora stalowego zwracają od miesięcy uwagę na bardzo trudną sytuację branży. Protestowali już kilkakrotnie, w tym w stolicy i Katowicach, a teraz wyszli na ulice w mieście, gdzie działa największa w Polsce huta stali.

W hucie w Dąbrowie Górniczej niedawno został wyłączony jeden z wielkich pieców. Dzieje się z powodu niskiego popytu na stal. Związkowcy twierdzą, że produkcja stali spadła w Polsce do najniższego poziomu od 1945 roku. Nie wynika to z mniejszego zużycia, lecz z faktu, że na polski rynek masowo napływa stal z Chin, Ukrainy i innych krajów. Jest ona tańsza z powodu m.in. niższych cen energii, nieobjętej poza UE opłatami klimatycznymi. Wraz z malejącą produkcją stali spada także zapotrzebowanie na węgiel koksujący i na pracę zakładów przygotowujących koks dla hutnictwa. W dodatku na polski rynek masowo napływa koks z Indonezji.

Protestujących wsparł prezydent miasta Marcin Bazylak. Mówił on: „Protestujący nie będą walczyć o podwyżki czy dodatkowe przywileje, ale o obronę swoich miejsc pracy i ratowanie branż, które są fundamentem przemysłu. Trzeba pamiętać, że dąbrowskie zakłady stanowią znaczący udział w gospodarce naszego kraju – odpowiadają za blisko 50% krajowej produkcji stali oraz znaczną część produkcji koksu, który jest niezbędny dla europejskiego hutnictwa. Ich działalność to nie tylko przemysł – to także stabilność społeczna. Zatrudniają bezpośrednio około 20 tysięcy osób, a poprzez współpracę z firmami zewnętrznymi zapewniają miejsca pracy kolejnym dziesiątkom tysięcy mieszkańców regionu”.

Bazylak wysłał apel do premiera Tuska, domagając się szybkich działań. Napisał m.in.: „Panie Premierze, mieszkańcy Dąbrowy Górniczej i okolicznych miast bardzo dobrze pamiętają sytuację z lat 90. związaną z likwidacją zakładów, masowym bezrobociem i kryzysem społecznym. Dziś widmo powtórki tego scenariusza staje się nader realne, z tą jednak różnicą, że tym razem rząd nie poradzi sobie jak wówczas, kiedy wspólnie z samorządami stworzona została Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, ponieważ Polska nie jest już konkurencyjną gospodarką do prowadzenia biznesu i bez znaczącego wsparcia polskiego rządu dla transformacji polskiego przemysłu nie uda się przezwyciężyć kryzysu”.

Smutny koniec

Smutny koniec

„Społem” do likwidacji, pracownicy na bruk.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, działalność kończy Powszechna Spółdzielnia Spożywców „Społem” z Łodzi. Przedsiębiorstwo o ponad stuletniej tradycji kończy działalność z początkiem roku 2026. Zamyka wszystkie ze swoich sklepów, a zwolnienia grupowe dotkną ich personel – 62 osoby.

Zamknięto już jeden ze sklepów, a kolejny przestanie działać 25 października. W sumie do likwidacji przeznaczonych jest 10 sklepów, w tym siedem mających delikatesową formułę pod szyldem „Gama”. Przyczyny ich upadku są ekonomiczne, choć władze spółdzielni nie zdradzają szczegółów. Gazeta cytuje Wiesławę Kołek, prezes Spółdzielczego Domu Handlowego Central: „Była jedna Łódzka Spółdzielnia Spożywców, to podzielili ją na 14 mniejszych. To wręcz niesamowity błąd, bo przy takiej konkurencji, jaka weszła w późniejszych latach, nie byliśmy w stanie konkurować z dużymi sklepami. Gdybyśmy pozostali jednym Społem, to kupując od dostawców, otrzymalibyśmy lepsze ceny”.

Bezprawne zwolnienia

Bezprawne zwolnienia

Zwolnienia grupowe w PKP Cargo były bezprawne – orzekł sąd.

Jak informuje portal Tysol.pl, zwolnienia grupowe w PKP Cargo zostały przeprowadzone z naruszeniem prawa. Tak orzekł Sąd Rejonowy w Katowicach. Zdaniem sądu złamano art. 314 prawa restrukturyzacyjnego. Mówi on, iż zaplanowane zwolnienia grupowe należy uwzględnić w planie restrukturyzacji danego przedsiębiorstwa. PKP Cargo w ogóle nie posiadało planu restrukturyzacji, gdy podjęło zwolnienia grupowe. Plan restrukturyzacji powstał wiele miesięcy później.

Proces w tej sprawie toczył się z powództwa jednej z kobiet zwolnionych z PKP Cargo. Była ona wspierana przez prawników regionu śląsko-dąbrowskiego „Solidarności”. Sąd uznał, że należy jej się odszkodowanie za zwolnienie z naruszeniem prawa, a PKP Cargo w ogóle nie mogło przeprowadzić zwolnień grupowych w tamtym momencie, nie mając przygotowanego planu restrukturyzacji. Taki plan przygotowano znacznie później, dopiero w czerwcu 2025 roku.

Pierwsza fala zwolnień grupowych w PKP Cargo objęła 2515 osób. Mogą one ubiegać się o podobne odszkodowania, jak pracownica, która wygrała sprawę w sądzie.

W dodatku, jak informuje Paweł Szczepańczyk, prawnik śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”, również kolejne fale zwolnień grupowych w PKP Cargo wydają się w świetle omawianego wyroku pozbawione podstaw prawnych. Plan restrukturyzacyjny PKP Cargo nie został bowiem aż do chwili obecnej zatwierdzony przez sędziego komisarza. Wcześniej sąd w Warszawie uznał z kolei, że bezprawne było zwolnienie z PKP Cargo w procedurze zwolnień grupowych jednego z działaczy związkowych objętego szczególną ochroną przed zwolnieniem.

Strach przed zwolnieniami

Strach przed zwolnieniami

Pracownicy PKP PLK obawiają się zwolnień.

Jak informuje Wirtualna Polska, pracownicy spółki PKP Polskie Linie Kolejowe boją się zwolnień. Szefostwo spółki zapowiada bowiem „reorganizację” jej struktury.

W firmie ma się dokonać „integracja”. Polega ona na tym, że zamiast 23 regionalnych zakładów spółki ma pozostać tylko 17, a pozostałe sześć zostanie włączonych do jednej z tych, które przetrwają. Wśród likwidowanych samodzielnych oddziałów mają być te w Ostrowie Wielkopolskim, Wałbrzychu, Nowym Sączu, Skarżysku-Kamiennej, Siedlcach i Częstochowie. Władze firmy uważają, że takie zmiany dostosują strukturę do podziału administracyjnego kraju i liczby województw. Wyjątkiem ma być woj. śląskie, gdzie planuje się pozostawić dwa zakłady.

Szefostwo PKP PLK twierdzi, że nikt nie straci pracy. Jednak pracownicy i związkowcy uważają, że to nierealne. Boją się centralizacji, która wymusi uciążliwe i długie dojazdy do pracy, a część osób pozostawi bez zatrudnienia. Zaniepokojeni są na przykład pracownicy biurowi z dotychczasowego oddziału w Ostrowie Wielkopolskim, których jest stu.

Związkowcy zapowiadają protest 15 października w Warszawie.

Polacy o związkach zawodowych

Polacy o związkach zawodowych

Nowy raport z badań CBOS przynosi ciekawe informacje o ocenie związków zawodowych.

CBOS opublikował nowe wyniki badań dotyczących oceny instytucji i innych wybranych podmiotów aktywnych w sferze publicznej. Część badań dotyczy związków zawodowych.

Najlepsze zdanie o działalności związków mają osoby w wieku od 18 do 24 lat, a jako grupa społeczna – uczniowie i studenci. Najbardziej krytyczne wobec związków zawodowych są osoby o dochodach przekraczających 6000 zł per capita w gospodarstwie domowym oraz mieszkańcy dużych miast.

Najbardziej rozpoznawalnym związkiem zawodowym w Polsce jest „Solidarność”. Jednak zdania o niej nie ma aż 42% badanych. Opinii na temat OPZZ nie ma 61% badanych, a o Forum Związków Zawodowych aż 74% badanych.

Najlepiej ocenianym związkiem także jest „Solidarność”. Pozytywnie ocenia ją 29% badanych, co oznacza wzrost od wiosny o trzy punkty procentowe. Negatywne opinie o niej wyraża 30% badanych, co oznacza spadek o dwa punkty wobec poprzedniego badania. Pozytywne oceny OPZZ wyraża 19% ankietowanych, a negatywne – 20% z nich. Forum Związków Zawodowych zostało pozytywnie ocenione przez 14% badanych, a negatywnie przez 13%.

 

Walczą o podwyżki

Walczą o podwyżki

W poniedziałek pracownicy blokowali ulice, domagając się podwyżek.

Jak informuje Gazeta Krakowska, w poniedziałek miał w Chrzanowie miejsce protest pracowników firmy Valeo. Chcą oni w ten sposób zwrócić uwagę na swoje postulaty i takie poczynania zarządu firmy, które utrudniają walkę o prawa pracownicze.

Protest zorganizował Wolny Związek Zawodowy Sierpień ’80, a wspierali go działacze partii Razem. Związkowcy pozostają od dłuższego czasu w sporze z dyrekcją firmy. Pracownicy domagają się podwyżki zasadniczych pensji o 1000 złotych oraz wprowadzenia dodatku stażowego. Chcą też dopłat do posiłków pracowniczych i dojazdów do pracy, jak ma to miejsce w innych oddziałach tej samej firmy. Oczekują także przestrzegania 11-godzinnego dobowego odpoczynku, zapewnienie jednej wolnej niedzieli w miesiącu oraz ograniczenia nadmiernych nadgodzin.

Zarząd odrzuca te żądania oraz torpeduje działania związkowców. 15 września miało się w firmie rozpocząć referendum strajkowego, ale zarząd firmy nie udostępnił związkowcom wymaganej prawem listy zatrudnionych – jest ona niezbędna, aby wiedzieć, ile dokładnie wynosi liczbowo odsetek całej załogi, aby referendum było ważne. Chrzanowski oddział Valeo zatrudnia w sumie 2600 osób – zarówno bezpośrednio, jak i za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej, więc nie jest jasne, jaka liczba głosów jest wymagana, aby ewentualny strajk był legalny na mocy ważnego referendum.

Poniedziałkowa akcja protestacyjna była reakcją na postawę zarządu firmy. Związkowcy przez dwie godziny pieszo i samochodami blokowali duże rondo oraz drogę krajową nr 79. Chcą w ten sposób wymóc właściwe działania firmy oraz skłonić władze lokalne do nacisku na szefostwo Valeo, jednego z największych pracodawców w okolicy.

Spór o prawa pracownicze

Spór o prawa pracownicze

W dużej firmie na Pomorzu rozpoczął się spór zbiorowy pracowników z zarządem.

Jak informuje Krajowy Sekretariat Budownictwa i Przemysłu Drzewnego NSZZ „Solidarność” rozpoczął się spór zbiorowy w firmie Dovista Polska w jej zakładzie w Wędkowach (gmina Tczew). Ta spółka i jej fabryka są częścią duńskiej Grupy VKR, do której należy znana marka Velux. Zakład wytwarza drewniane okna fasadowe z okładzinami aluminiowymi.

Pracownicy zrzeszeni w „Solidarnośc” domagają się od kilku miesięcy poprawy warunków zatrudnienia. Co ciekawe, ich postulaty nie obejmują podwyżek płac. – „W październiku 2024 roku zgłosiliśmy postulat zmiany w zapisach regulaminu pracy. Chcemy skrócenia okresu rozliczeniowego z czteromiesięcznego na dwumiesięczny i zmiany organizacji czasu pracy. U nas są soboty pracujące, a w zamian są dni wolne. Jednak system jest niesprawiedliwy i niekorzystny. Nie tylko dlatego, że pracownicy administracji nie muszą pracować w soboty, a produkcyjni tak. Obecny system wymusza urlopy w terminach takich, które pasują pracodawcy, nie pracownikom. Z góry pracownicy mają narzucone dni wolne. Grafik prac jest, ale o sobocie pracującej lub wolnej nieraz dowiadujemy się w piątek. Po trzecie domagamy się zmniejszenia limitu rocznego godzin nadliczbowych z 376 godzin do 200 w skali roku” – mówi Tomasz Muszyński, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ „S” w Dovista Polska.

Postulaty związkowców poparło niemal 700 pracowników na 1100 ogółu zatrudnionych w zakładzie. Mimo to „Związkowe propozycje nie zostały przyjęte. Podpisano protokół rozbieżności i do 15 września br. dyrekcja w Polsce miała czas na odniesienie się do postulatów. Brak pozytywnej reakcji na związkowe postulaty spowodował, że doszło do wywieszenia flag związkowych i banerów, a pracownicy założyli opaski związkowe” – przekazuje gdańska „Solidarność”.

Odpowiedzią związku na brak uwzględnienia jego postulatów jest formalne wszczęcie procedury sporu zbiorowego. Jutro odbędzie się spotkanie z mediatorem. Kolejne przewidziane prawem etapy sporu to referendum strajkowe i strajk.

Inwestycji nie będzie

Inwestycji nie będzie

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, wielki koncern wstrzymuje budowę swojej fabryki w Polsce.

Jak informuje portal Puls HR, niemiecki koncern Bosch wstrzymuje budowę fabryki pomp ciepła w Dobromierzu w powiecie świdnickim w woj. dolnośląskim. Wartość inwestycji szacowano na 1,2 mld zł. Zakład miał ruszyć na początku 2026 r., a koncern zapowiadał utworzenie w nim 500 miejsc pracy.

Bosch uzasadnia swoją decyzję „rosnącą niepewnością polityczną i gospodarczą w Europie, która negatywnie wpływa na europejski rynek pomp ciepła”. Wzrost zapotrzebowania na pompy ciepła ma także być mniejszy i rosnąć wolniej niż uprzednio prognozowano. Koncern ma już fabryki pomp ciepła w Portugalii, Niemczech i Szwecji, których produkcja ma być wystarczająca wobec obecnego zapotrzebowania.

Już po firmie

Już po firmie

Kolejny polski zakład ma zostać zlikwidowany.

Jak informuje portal Next.gazeta.pl, grupa Apator zamierza zlikwidować jeden ze swoich zakładów – produkcję w spółce zależnej FAP Pafal w Świdnicy. Zakład wytwarza urządzenia pomiarowe i liczniki energii elektrycznej.

16 września zarząd grupy Apator poinformował o zamiarze likwidacji spółki FAP Pafal z siedzibą w Świdnicy. Decyzję zaakceptowała rada nadzorcza, a w październiku ma ją podtrzymać walne zgromadzenie akcjonariuszy. Zakład w Świdnicy ma odpowiadać za niespełna 2 proc. przychodów grupy Apator. Zakład istnieje od roku 1897 i w 2024 roku przyniósł zysk.

Spółka zatrudnia obecnie około 100 osób, z czego zakład w Świdnicy ma 24 pracowników. Prawdopodobnie wszyscy oni stracą zatrudnienie.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: Autorstwa Macdriver (Bartek Wawraszko) – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1803641

Masowe cięcie etatów

Masowe cięcie etatów

W Krakowie dwie korporacje planują duże redukcje zatrudnienia.

Niewesołe wieści płyną z Krakowa. Dwa polskie oddziały dużych globalnych korporacji planują znaczne zmniejszenie zatrudnienia w tym mieście.

Tamtejszy oddział wielkiego piwowarskiego koncernu Heineken planuje likwidację części etatów i przeniesienie ich do swojego nowego centrum w Indiach. W Hajdarabadzie planowane jest zatrudnienie 3000 osób. Zagraża to krakowskiego centrum usług wspólnych tej firmy, które zatrudnia około 2000 ludzi. Nie jest jasne, ile osób straci pracę, ale szacunki mówią, że krakowski oddział zwolni od 500 do 700 osób.

Podobnie dzieje się w krakowskim oddziale koncernu paliwowego Shell. Tamtejszy Shell Business Operations zatrudnia ponad 5 tys. osób. Redukcja zatrudnienia ma objąć co najmniej 250 osób. Natomiast pogłoski krążące wśród pracowników firmy mówią, że zagrożonych w krakowskim oddziale może być nawet 800 etatów.

Ukrywane niewesołe dane

Ukrywane niewesołe dane

Minister Klimczak ukrywa raport o wykluczeniu komunikacyjnym za 4 miliony złotych.

Poseł Michał Moskal (PiS) ostro krytykuje Ministerstwo Infrastruktury za systematyczne ukrywanie kluczowego raportu o wykluczeniu komunikacyjnym w Polsce, który kosztował podatników ponad 4 miliony złotych. Mimo że analiza została zakończona w kwietniu, a raport został dostarczony do ministerstwa 30 czerwca, kierownictwo resortu pod wodzą ministra Dariusza Klimczaka nadal odmawia jego upublicznienia, używając absurdalnych biurokratycznych wymówek.

„To jest skandaliczne lekceważenie obywateli, którzy sfinansowali ten raport z własnych podatków. Ministerstwo traktuje społeczeństwo jak małe dzieci, które rzekomo nie są w stanie zrozumieć wyników badań dotyczących ich własnych problemów komunikacyjnych” – mówi poseł Michał Moskal, autor dwóch interpelacji w tej sprawie.

Ukrywany przez ministerstwo dokument to „Analiza skali wykluczenia komunikacyjnego na obszarze Polski wraz z rekomendacjami zmian legislacyjnych w kontekście publicznego transportu zbiorowego” – projekt zainicjowany przez poprzedniego Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka w 2021 roku w ramach programu GOSPOSTRATEG. Badanie realizowane przez konsorcjum polskich uczelni pod kierownictwem Politechniki Poznańskiej miało dostarczyć kluczowych danych o problemie dotykającym miliony Polaków, szczególnie mieszkańców obszarów wiejskich.

Wykluczenie komunikacyjne oznacza brak dostępu do transportu publicznego, który uniemożliwia lub znacznie utrudnia dotarcie do pracy, szkoły, lekarza czy urzędów. Według wstępnych szacunków problem ten dotyczy około 28 procent mieszkańców kraju, czyli ponad 10,5 miliona osób. Na obszarach wiejskich sytuacja jest jeszcze dramatyczniejsza – tam wskaźnik wykluczenia sięga aż 54 procent, co oznacza, że ponad połowa mieszkańców wsi ma poważne problemy z dostępem do transportu publicznego.

W odpowiedzi na interpelacje posła Moskala podsekretarz stanu Piotr Malepszak przedstawił serię karkołomnych argumentów mających usprawiedliwić ukrywanie raportu. Ministerstwo twierdzi między innymi, że „publikacja niepełnych danych lub niewłaściwa interpretacja wyników może doprowadzić do podejmowania nieuzasadnionych działań negatywnie wpływając na skalę wykluczenia komunikacyjnego”. Resort argumentuje także, że raport liczący „ponad 1 770 stron opracowania bez załączników” wymaga tak długiej analizy, że nie można go upublicznić nawet po kilku miesiącach od otrzymania.

„Te argumenty to czysta manipulacja i arogancja. Ministerstwo sugeruje, że obywatele są za głupi, żeby zrozumieć wyniki badań, które sami opłacili. A jednocześnie kłamie, twierdząc że ustawa o dostępie do informacji publicznej nie zobowiązuje do udostępnienia dokumentów finansowanych z budżetu państwa” – komentuje ostro poseł Moskal.

Szczególnie oburzające jest stanowisko ministerstwa wobec prawnych obowiązków informacyjnych. Podsekretarz Malepszak fałszywie twierdzi, że stwierdzenie posła o obowiązku udostępnienia dokumentów finansowanych z budżetu państwa „nie znajduje potwierdzenia w przepisach”. To oczywista nieprawda – ustawa o dostępie do informacji publicznej jasno określa, że dokumenty wytworzone za środki publiczne powinny być dostępne dla obywateli.

Ministerstwo stosuje także manipulacyjną retorykę, sugerując że „nie wyklucza przedstawienia wyników prac w formie prezentacji”, podczas gdy poseł jednoznacznie domaga się dostępu do pełnego raportu, a nie okrojonej prezentacji przygotowanej przez urzędników według ich widzimisię.

W odpowiedziach Ministerstwa Infrastruktury uderzająca jest całkowita nieobecność konkretnych terminów upublicznienia raportu. Podsekretarz Malepszak wielokrotnie używa wymijających sformułowań jak „po szczegółowej analizie danych”, „po formalnym zaakceptowaniu” czy „po podjęciu tej decyzji przez Kierownictwo resortu”.

Najgorszym aspektem całej sprawy jest całkowite zlekceważenie przez ministerstwo społecznej wagi problemu wykluczenia komunikacyjnego. Problem ten dramatycznie wpływa na życie milionów Polaków, ograniczając ich możliwości rozwoju zawodowego, dostępu do edukacji, opieki zdrowotnej czy uczestnictwa w życiu społecznym. Ministerstwo tymczasem traktuje ten dramatyczny problem społeczny jako przedmiot biurokratycznych gier i politycznych manipulacji.

„Wykluczenie komunikacyjne to nie jest abstrakcyjna kategoria statystyczna do ukrywania w szufladach urzędników. To konkretni ludzie, którzy nie mogą dojechać do pracy, dzieci, które nie mogą dotrzeć do szkoły, chorzy, którzy nie mogą dostać się do lekarza, starsi, którzy są odcięci od świata. A minister Klimczak i jego zespół robią z tego materiał do ukrywania przed społeczeństwem” – podkreśla z emocjami poseł.

Poseł Moskal zapowiada zdecydowane dalsze działania w celu wymuszenia na ministerstwie publikacji raportu. „Nie odpuścimy tej sprawy ani o milimetr. Obywatele mają święte prawo wiedzieć, za co płacą swoimi podatkami. Będziemy używać wszystkich dostępnych narzędzi parlamentarnych, aby zmusić ministerstwo do przestrzegania prawa” – deklaruje stanowczo poseł.

Zdjęcie w nagłówku tekstu: fot. Tomasz Chmielewski

Tradycja do likwidacji

Tradycja do likwidacji

Zakład produkujący tradycyjne wyroby został zamknięty.

Nagle zapadła decyzja o likwidacji spółdzielni mleczarskiej i jej zakładu produkcyjnego w Lidzbarku Welskim. Lokalne władze dowiedziały się o tym z mediów. Pracę straciła cała załoga – 17 zatrudnionym nagle wręczono wypowiedzenia z pracy.

Zakład funkcjonował ponad 100 lat. Wytwarzał głównie Ser Welski, który w 2007 roku został wpisany na listę produktów tradycyjnych Warmii i Mazur. Spółdzielnia od kilku lat miała problemy, jednak katastrofalny okazał się dla niej ubiegły rok, w którym miała ponad milion złotych strat. Nie pomogło wsparcie, którego udzieliła gmina, oferująca zakładowi ulgi podatkowe i umorzenie części zadłużenia podatkowego.

Dewastacja publicznych etatów

Dewastacja publicznych etatów

Władze Poczty Polskiej zamierzają wypchnąć kilka tysięcy osób na umowy śmieciowe.

Jak informuje Onet, władze Poczty Polskiej zamierzają wypchnąć kierowców i kurierów tej firmy na samozatrudnienie w formule B2B. Zmiany miałyby dotyczyć 4000 osób.

To ciąg dalszy „restrukturyzacji” Poczty. W ramach tego procederu nowy zarząd firmy z nadania neoliberalnego rządu przeprowadził już liczone w tysiącach zwolnienia grupowe, likwiduje placówki i skraca godziny ich otwarcia, wywiera presję na „dobrowolne” odchodzenie z pracy itp. Teraz dojdzie do tego uśmieciowienie warunków zatrudnienia.

Władze Poczty planują wypchnięcie kierowców i kurierów firmy na umowy typu B2B, czyli „współpracę” z osobami, które zamiast zatrudnienia na etatach, będą zakładały własne jednoosobowe firmy. Zdaniem szefostwa Poczty da to kurierom „większą samodzielność dzięki elastyczności formuły współpracy”.

Takie zamiary ogłoszono na spotkaniu przedstawicieli władz Poczty ze związkami zawodowymi. Marcin Gallo, wiceprzewodniczący pocztowej „Solidarności”, mówi Onetowi: „Zmiany mają dotknąć nie tylko kurierów dostarczających paczki dla klientów, ale także kierowców odpowiadających za wewnętrzny transport przesyłek w Poczcie. Umowy B2B na takich stanowiskach są pogorszeniem warunków pracy. Taki pracownik nie będzie miał zagwarantowanego urlopu. Nie będzie objęty Zakładowym Funduszem Świadczeń Socjalnych, który daje zabezpieczenie jemu i jego rodzinie w sytuacjach kryzysowych. Taki pracownik, gdy będzie chciał spędzić ze swoją rodziną urlop, będzie musiał zagwarantować zastępstwo na swoje miejsce, co będzie dla niego kolejnym kosztem”.

Robert Czyż, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Poczty, komentuje: „Ten model biznesowy jest bardzo wyzyskujący dla pracowników. W Poczcie od paru lat mamy już do czynienia z outsourcingiem usług polegających na dostarczaniu paczek do klienta. Ale nie spodziewaliśmy się, że to samo spotka kierowców stanowiących krwiobieg Poczty”.

Zakład do likwidacji

Zakład do likwidacji

Francuski właściciel likwiduje swój zakład w Polsce.

Jak informuje portal Bankier.pl, wraz z końcem roku zakończy swoje istnienie zakład Tarkett Polska w Orzechowie w Wielkopolsce. Francuski producent podłóg podjął decyzję o likwidacji działalności wytwórczej w Polsce.

Zakład działał od połowy lat 90. Był jednym z głównych pracodawców w okolicy. Wraz z zamknięciem zakładu pracę straci cała jego załoga – 211 osób. Produkcja zostanie przeniesiona z Polski do Serbii. Na razie żadne zmiany nie są planowane w drugim z polskich zakładów firmy – w Jaśle.

Pracy coraz bardziej brak

Pracy coraz bardziej brak

Czwarty miesiąc z rzędu wzrosło bezrobocie.

Z nowych danych GUS wynika, że w sierpniu 2025 znów wzrosło bezrobocie. Wyniosło ono w tym miesiącu 5,5% wobec 5,4% miesiąc wcześniej. To czwarty z rzędu miesiąc wzrostu bezrobocia, całkowicie wbrew wieloletniej tendencji spadku tego wskaźnika latem, gdy rusza wiele prac sezonowych. W skali roku bezrobocie wzrosło o 0,4 punktu procentowego. Najwyższe bezrobocie jest w woj. podkarpackim, gdzie wyniosło w sierpniu 8,9%.

W ciągu miesiąca liczba bezrobotnych wzrosła o 26,6 tys. osób. Cała liczba bezrobotnych to już 857,3 tys. osób. Oznacza to jej wzrost w ciągu roku o 11% i ponad 85 tys. osób.

Sytuacja jest tym gorsza, że stale maleje liczba wolnych miejsc pracy. Z danych GUS wynika, że na koniec II kwartału 2025 roku było o 5,2% mniej wolnych miejsc pracy niż rok temu. W liczbach bezwzględnych jest ich 95,7 tys., czyli o 15,1 tys. mniej niż przed rokiem. Na przestrzeni 12 miesięcy przybyło wolnych miejsc pracy tylko w dwóch województwach – podlaskim i pomorskim. We wszystkich pozostałych ubyło ich.

Żądają spełnienia obietnic

Żądają spełnienia obietnic

W stolicy protestowali pracownicy więziennictwa.

Jak informuje portal Tysol.pl, w Warszawie odbyła się dzisiaj Ogólnopolska Manifestacja Więzienników. Protestujący demonstrowali przez Kancelarią Premiera RP, siedzibą Ministerstwa Sprawiedliwości oraz budynkiem Sejmu. Domagali się poprawy warunków zatrudnienia i spełnienia obietnic, które otrzymali dawno temu.

Przewodniczący Rady Krajowej Sekcji Służby Więziennej NSZZ „Solidarność” Andrzej Kołodziejski mówił, że formacja jest „niedoetatyzowana”. Jego zdaniem w służbie brakuje 2500 pracowników. Oznacza to dla zatrudnionych konieczność brania licznych nadgodzin – w skali roku wynoszą one 2 miliony godzin. Kolejna kwestia to niskie płace, które nie tylko są niekorzystne dla pracowników, ale także sprawiają, że ten zawód nie przyciąga wystarczającej liczby nowych osób.

Protestujący zwracają także uwagę na brak dodatku mieszkaniowego dla personelu Służby Więziennej, czyli osób, które są przenoszone w różne miejsca kraju w zależności od potrzeb kadrowych. Taki dodatek był obiecywany od dawna, a ministerstwo sprawiedliwości zobowiązało się do jego wprowadzenia w porozumieniu ze związkami, zawartym 13 marca 2025 roku. Od tamtej pory nie spełniono obietnicy. Związkowcy czują się oszukani.

Podwyżka albo strajk

Podwyżka albo strajk

Zaostrza się konflikt płacowy w polskich strukturach sieci Kaufland.

Jak informuje portal WP Finanse, narasta spór o podwyżki płac w Kauflandzie. Związkowcy z OPZZ Konfederacja Pracy domagają się podwyżek płac o 1200 zł od 1 stycznia 2026. Uzasadniają to brakiem poważnych podwyżek od dawna, rosnącymi kosztami życia i niskimi płacami w tej sieci handlowej.

Niemiecki koncern odrzuca ich żądania: „W naszej ocenie postulat podwyżek w wysokości 1200 zł dla wszystkich pracowników od stycznia 2026 r. jest nierealny do zrealizowania – zarówno ze względu na obecne uwarunkowania ekonomiczne, jak i standardy obowiązujące w branży handlowej”.

Związkowcy zapowiadają, że w razie niespełnienia ich postulatów rozpoczną przewidziany prawem spór zbiorowy. Kolejnym krokiem może być strajk. Rozmowy na temat podwyżek odbyły się w lipcu, a kolejne, sierpniowe, nie doszły do skutku z winy zarządu firmy.

Wojciech Jendrusiak, przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie, twierdzi, że sieć oferuje niskie płace. Na przykład w Żywcu już po uwzględnieniu premii nieznacznie przekracza płacę minimalną, a w stolicy, gdzie premia jest wyższa, już z nią wypłata wynosi około 4,5 tys. netto.

Mali łączą siły

Mali łączą siły

Niewielkie lokalne polskie sieci handlowe tworzą sojusz zakupowy.

Jak informują Wiadomości Handlowe, powstaje sojusz zakupowy zrzeszający niewielkie lokalne polskie sieci handlowe. Kilkanaście podmiotów zakłada spółkę, która umożliwi im wspólne negocjacje z producentami i lepsze warunki dzięki większym zamówieniom. To z kolei ma pozwolić zaoferować konsumentom niższe ceny i umożliwić konkurowanie z wielkimi zagranicznymi sieciami handlowymi.

W skład sojuszu zakupowego wejdą Gram Sadeccy, Paleo-1, Polska Grupa Zakupowa Kupiec, Passa i Tomi Markt oraz pomniejsze podmioty. Gram Sadeccy posiada niemal 40 sklepów, Paleo-1 ma ich siedem, Polska Grupa Zakupowa obejmuje 416 sklepów, Passa to 90, a Tomi Markt 18.

Grupa zakupowa czeka na decyzję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jesienią 2024 r. powstał już podobny podmiot, zrzeszający Topaz, Polską Grupę Supermarketów, Społem Białystok i SPS Handel.

Złe wieści z rynku pracy

Złe wieści z rynku pracy

Nowe dane GUS przynoszą szereg złych wieści.

Najnowsze tendencje na rynku są niekorzystne, a w dodatku negatywny trend dotyczy kilku obszarów zatrudnienia.

Po pierwsze, w lipcu 2025 bezrobocie wzrosło miesiąc do miesiąca do 5,4% z poziomu 5,2% w czerwcu. Sam wzrost wskaźnika to nie wszystko. W sierpniu ogólna liczba zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 830,8 tys. osób, choć miesiąc wcześniej było to 797 tys. Liczba nowych bezrobotnych wyniosła do końca lipca 108,4 tys., podczas gdy do końca czerwca było to 85,3 tys.

To nie koniec złych wieści. Po drugie bowiem wzrosła skala zwolnień grupowych. Od 1 stycznia do 25 sierpnia br. pracę w procedurze zwolnień grupowych straciło w Polsce 18,9 tys. osób. To o 38% więcej niż w analogicznym okresie roku 2024, choć już tamten rok był rekordowy pod tym względem od wielu lat.

Po trzecie, skala ogłoszonych zamiarów zwolnień grupowych objęła od stycznia do lipca 2025 roku aż 85,4 tys. osób, czyli znacznie więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku.

Po czwarte w lipcu tegoroczna liczba bezrobotnych, którzy stracili pracę z powodu decyzji pracodawcy, a nie własnej, wyniosła już 258,7 tys. osób, czyli o 26 tys. więcej niż w analogicznym okresie roku 2024.

Po piąte, w Polsce szybko przybywa osób długotrwale bezrobotnych. Osoby nie mogące znaleźć zatrudnienia dłużej niż sześć miesięcy to już ponad 476 tys. To tendencja wzrostowa, choć w poprzednich latach notowano w tej kategorii corocznie kilkuprocentowe spadki. Przybywa także osób bezrobotnych co najmniej rok oraz dwa lata. Obecnie jest ich już ponad 300 tys., choć przed rokiem było ich 293 tys.

Po szóste, stale rośnie bezrobocie wśród osób młodych i wynosi w Polsce w tym momencie już 12,7% w kategorii osób do 25. roku życia.

Zwolnieniem w związek

Zwolnieniem w związek

Liderka związku zwolniona z pracy – związek reaguje.

Jak informuje portal Tysol.pl, trwa konflikt między szefostwem firmy Omega Trade a „Solidarnością”. Firma zwolniła z pracy przewodniczącą struktur zakładowych związku. Jest to działanie bezprawne, gdyż liderzy związku podlegają ustawowej ochronie przed wyrzuceniem z pracy.

Liderka zakładowej „Solidarności” pracowała w markecie Mrówka w Nowej Soli. Sprawa bezprawnego zwolnienia trafiła już do sądu. Oprócz tego związkowcy przeprowadzili akcje ulotkowe przed dwoma z trzech okolicznych marketów Mrówka prowadzonych przez firmę Omega Trade – w Nowej Soli i Świebodzinie.

Związkowcy domagają się przywrócenia swojej liderki do pracy i zaprzestania szykanowania działaczy związkowych. Zielonogórskie struktury regionalne związku piszą: „Nie pozwolimy zastraszać pracowników i związkowców z NSZZ Solidarność. Solidarność naszą siłą. I tak wygramy”.

Dokerzy walczą

Dokerzy walczą

Już jutro protest pracowników terminalu kontenerowego.

Jak informuje portal Tysol.pl, w piątek odbędzie się protest pracowników Baltic Hub Container Terminal w Gdańsku – największego terminala kontenerowego nad Bałtykiem. Związkowcy zrzeszeni m.in. w „Solidarności” domagają się polepszenia warunków zatrudnienia.

Związkowcy krytykują: proceder nieprzedłużania umów o pracę; ograniczenie możliwości udzielania ustawowych dni wolnych krwiodawcom za oddawanie krwi (pracodawca sugeruje oddawanie krwi tylko w dni wolne od pracy) oraz podważaniu zwolnień lekarskich; zwolnieniu pracownika z 18-letnim stażem tylko za brak „dyspozycyjności” podyktowany względami zdrowotnymi (L4), pomimo że pracownik zatrudniony jest w warunkach szczególnych i o szczególnym charakterze; pozbawiania pracowników prawa do emerytury pomostowej poprzez nieopłacanie składek na Fundusz Emerytur Pomostowych przez pracodawcę na wybranych stanowiskach; zwiększanie skali zatrudnienia poprzez Agencje Pracy Tymczasowej kosztem pozbywania się własnych pracowników; pozbawiania pracowników obsługujących suwnice RMG dodatków i zastępowania ich – przy pomocy aneksów do umowy o pracę – mniej korzystnymi warunkami, które są zmieniane bez zgody pracowników pomimo wcześniejszych ustaleń.

Krytykowane zachowania władz firmy mają miejsce od kilku miesięcy i nastąpiły po zmianie zarządu przedsiębiorstwa. Wszystko to ma miejsce mimo znakomitych wyników portu i rekordowych przeładunków. Odpowiedzią na takie zachowanie władz firmy jest protest pracowników zrzeszonych w związkach zawodowych.

Kolejne cięcie Kolei Plus

Kolejne cięcie Kolei Plus

Z programu Kolej Plus wypadło następne miasto. Przyjęta przez radę ministrów w sierpniu 2025 r. uchwała z aktualizacją rządowego programu uzupełniania infrastruktury kolejowej mówi o rezygnacji ze zgłoszonego przez samorząd województwa dolnośląskiego przedsięwzięcia mającego na celu powrót kolei do liczącej 16 tys. mieszkańców Bogatyni: „Odstąpienie od realizacji projektu z uwagi na znaczny wzrost szacowanych kosztów robót budowlanych oraz brak oczekiwanego efektu w stosunku do przewidywanych nakładów finansowych. Nieprzelotowy charakter linii kolejowej uniemożliwia wykonywanie połączeń innych niż regionalne” – zapisano w rządowej uchwale.

Jeszcze w czerwcu 2025 r. na posiedzeniu sejmowej komisji infrastruktury, które było poświęcone weryfikacji Kolei Plus, pełnomocnik zarządu spółki PKP Polskie Linie Kolejowe ds. przygotowania inwestycji Rafał Banaszkiewicz informował, że z programu wykreślono tylko Turek w Wielkopolsce oraz Jastrzębie-Zdrój na Śląsku, będące największym polskim miastem pozbawionym kolei. Przedstawiciel PKP PLK, referując w sejmie rozpoczętą po zmianie rządu weryfikację programu Kolej Plus, wówczas nawet nie zająknął się, że zagrożone jest też przywrócenie kolei do Bogatyni. – „Następny projekt, który przygotowujemy, to jest połączenie Zgorzelec – Bogatynia. Tu trwają prace projektowe” – mówił posłom.

Warte 8,4 mln zł prace projektowe zostały zlecone przez PKP PLK w sierpniu 2023 r. – w zawartej wówczas umowie termin ich zakończenia ustalono na sierpień 2026 r. Następnie miał zostać wybrany wykonawca rewitalizacji linii kolejowej. Pociągi miały wrócić do Bogatyni w 2029 r. Położona w Worku Turoszowskim na południowo-zachodnim skraju Polski Bogatynia to drugie pod względem liczby mieszkańców miasto województwa dolnośląskiego, do którego nie da się dojechać koleją (największe są 21-tysięczne Polkowice).

Do Bogatyni pociągi pasażerskie przestały kursować w kwietniu 2000 r. – zlikwidowano je w ramach największego cięcia połączeń, które objęło 1028 km linii w całej Polsce. Do 1992 r. z Bogatyni kursował bezpośredni pociąg do Warszawy. Na 41-kilometrowy ciąg ze Zgorzelca do Bogatyni, który miał zostać objęty przedsięwzięciem w ramach programu Kolej Plus, składają się głównie czynne odcinki: na 20 km prowadzony jest ruch pasażerski i towarowy, a na 19 km tylko ruch towarowy. Całkowitej odbudowy wymaga liczący 2 km odcinek od kopalni węgla brunatnego w Turoszowie do centrum Bogatyni.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn” (nr 5/138 wrzesień-październik 2025), https://www.zbs.net.pl

Pracodawca czy złodziej?

Pracodawca czy złodziej?

300 pracowników jednej z łódzkich firm domaga się w sądzie wypłaty zaległych wynagrodzeń.

Jak informuje łódzka „Gazeta Wyborcza”, około trzystu pracowników Aquinos Bedding Poland z Łodzi przystąpiło do pozwów zbiorowych. Chcą w ten sposób zmusić pracodawcę do wypłaty zaległych wynagrodzeń. Od miesięcy nie otrzymują należnych wypłat. Kwietniową pensję i zaliczkę za maj otrzymali latem – to ostatnie pieniądze, jakie do nich wpłynęły. Teraz przed sądem domagają się nie tylko zaległych kwot, ale także odszkodowań za brak wynagrodzeń w terminie. Pozwy zbiorowe właśnie trafiły do sądów.

Aquinos Bedding Poland należy do Aquinos Group – jednego z największych europejskich producentów mebli tapicerowanych i materaców. W łódzkim zakładzie wytwarzane są wysokojakościowe materace. Od początku roku w polskim zakładzie źle się działo: opóźniano wypłaty pensji, pracowników wysłano na tzw. postojowe płatne w wysokości 80% zarobków, zwalniano pracowników, a wiosną zapowiedziano zwolnienia grupowe ponad połowy załogi. Firma nie płaci także za wynajmowane hale. Sprawę po zawiadomieniu Państwowej Inspekcji Pracy bada także prokuratura. Zaległości na rzecz pracowników wynoszą kilka milionów złotych.