Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

nr 1/2012 |

Słowo „chleb” nie oznacza jedynie codziennego pożywienia. W słowie tym powinniśmy się doszukać także odzienia, dachu nad głową, potrzeb kulturalnych, czyli wszystkiego, co składa się na życie w humanistycznym znaczeniu. Bóg pragnie, aby człowiek żył jak człowiek.

Prośba o „chleb powszedni” nie popiera lenistwa, wręcz przeciwnie! Nakazuje nam pracę i walkę o to, co chcemy zdobyć. Życzeniem Boga jest, aby człowiek sam kształtował swoje przeznaczenie. Jak każdy ojciec i On chce być dumny z osiągnięć swoich dzieci. Z pomocą kilku przykładów spójrzmy, jak walka nakazana przez modlitwę wprowadzana jest w czyn.

W kwietniu 1971 r. dwudziestoczteroletnia Yuko rozpoczęła pracę w fabryce tworzyw sztucznych, zatrudniającej około 150 pracowników. Pracowała wraz z 19 dziewczętami i z 13 młodzieńcami w wieku od 15 do 20 lat przy transporcie i składaniu arkuszy aluminium. Przy takiej pracy rękawice, których używali, bardzo szybko zdzierały się, stając się bezużytecznymi. Yuko zaniosła więc swoją parę do biura, aby wymienić ją na nową. Jej koleżanka – Taki – widząc to, wykrzyknęła: „Ty to masz szczęście. Udało ci się dostać nowe rękawice!”. Inna z koleżanek, Takai, nawet nie poprosiła o wymianę rękawic. Yuko stwierdziła, że takie zachowanie jest niemądre i zaprosiła obie dziewczęta na pogawędkę w kawiarni po pracy. – „Rękawice są konieczne przy tego rodzaju pracy – mówiła – więc to dyrekcja powinna je zapewnić”. Taki sama zakupiła rękawice w sklepie. – „Dlaczego nie poprosiłeś o nie w biurze?” – „To bardzo skomplikowane. Zadają przy tym mnóstwo pytań i sprawdzają wszystkie szczegóły”. Kilka dni później rękawice były znowu w strzępach.

Yuko: Dlaczego nie poprosisz o nie w biurze?
Taki: …?
Yuko: Dobrze, ja dopiero co wymieniłam swoją parę, więc nie mogę znowu tego zrobić na swoje konto, ale pójdę z tobą poprosić.

Udały się razem do biura i szczęśliwa Taki otrzymała nową parę rękawic.

Mikie (lat 16): Dlaczego tak trudno dostać nową parę rękawic?
Taki: Nie przejmuj się. Po prostu idź i poproś o nowe rękawice! Należą ci się.
Taki: Pójdę z tobą.
Mikie (po powrocie z biura): Yuko, masz szczęście, dostałaś nową parę, a mnie szef powiedział „jedna rękawica jest jeszcze znośna” i dał mi tylko jedną.

Kupowanie rękawic z własnej pensji to wcale nie taka prosta sprawa, gdy zarabia się tylko 30 000 jenów. Ciągłe upominanie się o podstawowe środki pracy to wyjątkowo trudny problem, szczególnie dla 16-letniej dziewczyny, która dopiero co skończyła wiejską szkołę i ciągle mówi z prowincjonalnym akcentem. Cała ta kwestia ma posmak ucisku.

Praca po godzinach zaczęła się 19 maja 1971 r. Szef oznajmił dziewczętom, które mieszkały w hotelu robotniczym: „Tym, które będą dodatkowo pracować, będzie przysługiwać prawo do kawy i ciastek!”. Taki, widząc Yuko i Takai wychodzące z pracy o zwykłej porze, powiedziała: „Wam to dobrze, nikt wam nie każe pracować po godzinach!”. Yuko odpowiedziała: „Nikt nie może nas zmusić do tego. Jesteśmy wolne”.

7 lipca: Czy to właśnie z powodu odmowy pracy po godzinach przez kilka dni Yuko została przydzielona do wyjątkowo ciężkich zajęć? Po pracy kierownik każe jej zgłosić się w biurze.

Szef: Dlaczego nie chcesz się zgodzić? Głupia jesteś, że odmawiasz. Przecież to tylko dwa razy w tygodniu. Do tej pory niecierpliwie czekałem, aż się przyłączysz.
Yuko: Tak naprawdę dotąd nikt mnie o to nie prosił. A poza tym przecież wolno nam odmówić, czyż nie?
Szef: Istotnie. Nie proszę każdej z was z osobna. Ale wszystkie pozostałe współpracują. Odmówić wolno, owszem, ale…
Yuko: Ale dzisiaj nie mam zamiaru się przyłączyć!
Szef: Dobrze, nie padnę przed tobą na kolana i nie będę cię błagał o to! (Szef jest wściekły).

Taki przychodzi do szefa z prośbą: „Wieczorem mam spotkanie z przyjaciółmi, proszę zwolnić mnie o normalnej porze”.

Szef: Nie! Dzisiaj mamy dużo pracy.

Taki całkiem załamana, wraca do Yuko, która pociesza ją, mówiąc: „Powiedz sama sobie, że jesteś wolna. Wróć do kierownika i poinformuj go po prostu, że wieczorem opuścisz fabrykę”. Taki znowu wraca do szefa:

Taki: Proszę mnie zwolnić dzisiaj wieczorem.
Szef: Dlaczego? Cóż takiego dzieje się właśnie dzisiaj?
Taki: Będziemy się przygotowywać do wspólnej wycieczki.
Szef: Gdzie się wybieracie? Kiedy?
Taki: Czy muszę pana o tym wszystkim informować?
Szef: W porządku, w porządku. Idź już do domu.

W drodze do domu Yuko i Takai wychwalały Taki za jej odwagę.

8 lipca. Rano tego dnia Yuko wykonuje swoją ciężką pracę przy taśmie. Dziewczęta i chłopcy, którzy wpadają na chwilę, aby jej pomóc, zostają zaraz odwołani przez kierownika. Koło godziny 15 zostaje ogłoszone zawiadomienie.

Szef: Dziś wszyscy pracują po godzinach. Ci, którzy nie mogą, muszą się do mnie zgłosić osobiście i podać przyczyny.

Yuko usłyszała taką zapowiedź po raz pierwszy od czasu, gdy zaczęła pracować w fabryce. Tak czy inaczej ona i Takai wyszły do domu o zwykłej porze.

10 lipca. Temperatura w warsztacie sięgała 35 stopni.

Szef: Ci, którzy nie zostają po godzinach, muszą przyjść i wytłumaczyć się.
Takai: Jest straszny upał. Nie wytrzymam tego. Idę do domu.
Szef: Ale przecież wszyscy robią to samo. Wszyscy są zmęczeni! Mówią też, że tylko tobie i Yuko pozwalam wychodzić wcześniej!
Taki: Wszyscy są rzeczywiście naprawdę zmęczeni, ale moje zdrowie jest dla mnie najważniejsze.
Yuko: Nie mogę dłużej pracować. Głowa mi pęka.
Szef: Wszystko wezmę pod uwagę – to znaczy, że nie chcecie pracować.
Yuko: …

Taki tłumaczy się kłopotami rodzinnymi.

Szef: W porządku. Możecie iść, ale pozwalam na to tylko dzisiaj.

Wszystkie trzy wyrwały się do kawiarenki, aby porozmawiać o tym, co powiedział szef, co weźmie pod uwagę i co pomyślą o nich koleżanki. W końcu ich koledzy i koleżanki także mieli dość, brakowało im jednak odwagi, aby zdecydowanie odmówić pracy po godzinach.

14 lipca. Yuko ciągle odmawiająca pracy po normalnym czasie zostaje wezwana przez kierownika.

Szef: Przemyśl to dobrze. Są tutaj pracownicy, którzy muszą ponad godzinę dojeżdżać do pracy i mimo to zostają po godzinach! Powinnaś włożyć trochę wysiłku w pracę. Rozumiem, że trudno ci jest, jeśli masz jeszcze wieczorne zajęcia w szkole, ale…
Yuko: Wszystko to rozumiem, ale nie mogę przyzwyczaić się do pracy, która wyczerpuje mnie tak bardzo.
Szef: Ale przecież wszyscy macie jednakowe warunki. Tracę twarz u innych, bezustannie pozwalając tobie i Takai wychodzić o czasie. Co więcej, przyszłyście tutaj, bo podobała wam się ta praca. Nosicie zaświadczenia pracowników fabryki, powinnyście więc podporządkować się regulaminowi. Ten zaś obliguje każdego pracownika do 24 godzin ponadnormatywnych na miesiąc. Nie jest to zatem sprzeczne z prawem.

15 lipca. Taki zwraca się do Yuko: „Nie złość się Yuko, ale moja przyjaciółka Yae twierdzi, że nie masz serca”.

22 lipca. Kayo przychodzi, aby powiedzieć Yuko: „Ja także odmówiłam dodatkowej pracy”. Prawdziwa przyjaźń podtrzymuje Yuko na duchu w jej ciężkiej codziennej pracy. Yuko odczuwa ciężar kierowniczej roli, która na nią spadła.

Rok później. 21 czerwca 1972 r.: Yuko zostaje wezwana przez dyrektora fabryki.

Dyrektor: Kiedy w skrzynce znajdzie się jedna zepsuta pomarańcza, trzeba ją wyrzucić, by od niej nie popsuła się cała reszta.

Po wypowiedzeniu tych słów wręczył jej kopertę zawierającą pismo o natychmiastowym zwolnieniu wraz z jednomiesięcznym wynagrodzeniem wypłaconym z góry.

Yuko: Nie mogę zaakceptować tej decyzji.
Dyrektor: Dlaczego nie?
Yuko: Ponieważ się z nią nie zgadzam.
Dyrektor: Dlaczego nie?
Yuko: Zawsze okazywałam gotowość do pracy. Co więcej, ta decyzja jest jednostronna. Jutro znów przyjdę do zakładu.

A oto, co wydarzyło się w dzień poprzedzający ten dialog. Kiedy Yuko skończyła dwugodzinną, ciężką pracę montażową, zabrała się za lżejsze zajęcie. Praca montażowa jest bardzo ciężka, pracownicy przechodzą więc do lżejszych zajęć co godzinę. Ale Yuko polecono pracować przy montażu przez trzy godziny z rzędu. Wytrzymała tylko dwie. Tego szczególnego dnia, kierownik warsztatu przyszedł i polecił Yuko powrót do montażu na następną godzinę. Odmówiła, mówiąc: „Ależ ja jestem całkowicie wykończona. Nie jestem w stanie pracować tak ciężko przez trzy godziny bez przerwy. Proszę mi pozwolić robić to, co inni!”. Chwycił ją za ramiona i próbował siłą wepchnąć do warsztatu montażowego, ale ona stawiła skutecznie opór. Wtedy przywołał ją do sali konferencyjnej. – „Odmówiłaś wykonania polecenia służbowego. Przeproś!”. Ponieważ tego nie uczyniła, została od razu wyrzucona z pracy. A oto rzekome przyczyny zwolnienia:

1. Brak wymaganych umiejętności.
2. Odmowa wykonania polecenia przełożonego.

Gdy wypytywała o faktyczne przyczyny, dowiedziała się, że została ukarana za odmowę pracy po godzinach, zbyt wolne wykonywanie zadań i okazywanie negatywnego nastawienia w czasie pracy. Jej współpracowniczki nie miały nic przeciw niej. Wręcz przeciwnie, podziwiały jej odwagę. Popierana przez członków miejscowych związków zawodowych i przyjaciół z chrześcijańskiej organizacji młodych robotników, Yuko wystąpiła o unieważnienie decyzji. Wygrała, ale została przeniesiona do innej fabryki, co jednak nie powstrzymało jej od kontynuowania rozpoczętej walki wraz z piątką swych przyjaciół.

Jest to batalia o życie i respektowanie ludzkiej godności. Walka o „chleb powszedni” w Japonii, nawet wtedy, gdy każdy mówi o fatalnym kryzysie ekonomicznym, jest konieczna, zwłaszcza przeciw ponadnormatywnej pracy. Ale to nie wystarczy.

Wprowadzenie systemu nadgodzinowego jest traktowane przez sfery zarządzające jako jedyna forma racjonalizacji, która ma przynieść przezwyciężenie kryzysu. Japonia szczyci się trzecim co do wielkości dochodem narodowym na świecie. Ale nie możemy zapominać, że indywidualne dochody ludności stawiają ją dopiero na czternastym miejscu. Spora część japońskiego sukcesu może być przypisana przykładowi niestrudzonej pracy i nauki. Szybki i wysoki wzrost ekonomiczny Japonii w dekadzie 1960–70 był z pewnością jedną z przyczyn słynnej deklaracji Nixona z 15 sierpnia 1971 r., która – zrywając układy Bretton Woods – stała się powodem załamania międzynarodowego systemu monetarnego.

Korzystając ze środków masowego przekazu, japońskie sfery zarządzające starały się przekonać ludzi, że kryzys ekonomiczny w Japonii został spowodowany decyzją Nixona i aby uporać się z trudną sytuacją, za wszelką cenę trzeba przyjąć nowe środki „racjonalizacji”, takie jak zwalnianie pracowników, wydłużenie tygodnia pracy, nieprzyjmowanie nowych pracowników, wcześniejsze niższe emerytury itp.

Jakie zatem szanse ma człowiek w tym wyścigu, w walce o podbicie międzynarodowych rynków, w inwazji zagranicznych inwestycji kompanii ponadnarodowych?

Nigdy nie zapomnę mojej wizyty, którą złożyłem przyjacielowi, chwilowo pracującemu w firmie ubezpieczeniowej w okręgu Osaka. Miejsce, w którym pracował, było zmieniane średnio co dwa lata. Kiedy okazałem swoje zdziwienie, wyjaśnił: „Dyrekcja organizuje takie transfery, aby ustrzec swoich pracowników przed korupcją i aby zapewnić im nowy start ze zdwojonym zapałem!”. Moje zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej: „Ale jaki jest właściwy cel tego działania?”. Kontynuował swoje wyjaśnienia: „Weźmy na przykład ten miesiąc. Nasza filia składająca się z 30 pracowników i małej grupy agentów ubezpieczeniowych musi się wywiązać ze zdobycia 2000 nowych klientów i dochodu w wysokości 10 miliardów jenów. Jeśli nam się to uda, nasza filia otrzyma milion jenów, które możemy używać nie na własne wydatki, lecz w celach, które pomogłyby naszej firmie bardziej się rozwinąć. Można na przykład z tych pieniędzy pokryć koszty rozmów telefonicznych z USA lub służbowych przelotów na Hokkaido. Jednym słowem finansowane są w ten sposób wydatki, które trzeba ponosić szukając nowych klientów. W rzeczy samej, nasza firma plasuje się na 9 miejscu w Japonii i na 26 na świecie. Żeby pewnego dnia osiągnąć pozycję numer jeden, musimy realizować nałożone miesięczne zadania”. – „Ale dlaczego musicie osiągnąć pierwszą pozycję?” – zapytałem. Tym razem nie było już odpowiedzi.

Zamiast tego zaczęliśmy rozmyślać o konsekwencjach takiego systemu. Żona i dzieci pracownika są pierwszymi ofiarami. Z powodu nieustannej zmiany miejsca zamieszkania i nauki nie mają nawet czasu, aby się przystosować. To samo pracownicy, którzy zaledwie zdążyli się nawzajem poznać, a już okazuje się, że znowu będą przeniesieni. Taka sytuacja zachęca do indywidualizmu i zapobiega jakiejkolwiek formie solidarności. W dodatku liczba samobójstw wśród pracowników rośnie z roku na rok, bo wciąż narastające napięcie jest przyczyną targnięcia się na życie. System transferów co dwa lub trzy lata istnieje także w innych sektorach gospodarki: telekomunikacji, bankowości itp.

Kiedy się poważnie nad tym zastanowimy, uświadamiamy sobie, że wszyscy w mniejszym lub większym stopniu nosimy piętno wykształcenia, które otrzymaliśmy w dzieciństwie, piętno przynależności do rożnych grup i że głównym celem takiej „edukacji” jest utrzymanie i wzmocnienie porządku polityczno-ekonomicznego. A jak wygląda ta sprawa w Japonii?

W kręgu rodzinnym, rodzice często powtarzają dzieciom: „Jeśli będziecie otrzymywać dobre stopnie, dostaniecie się do dobrej szkoły, a w ten sposób znajdziecie dobrą pracę z bezpieczną przyszłością. Więc uczcie się pilnie!”. Gdy rodzina jest biedna i ma na utrzymaniu dużo dzieci, wtedy rodzice mówią: „Nie ma mowy o dalszej nauce, musisz iść do pracy i zarabiać na życie! A póki co, szybko wracaj po szkole do domu, bo potrzebna jest twoja pomoc!” (w sklepie albo w polu). Albo kiedy indziej: „Jak tylko zaczniesz pracować, dla własnego dobra słuchaj przełożonych. Jeżeli będziesz ciężko i dobrze pracował, zostanie to na pewno docenione i nagrodzone, a to pomoże ci wybić się!”. Często stymuluje się ambicję i współzawodnictwo: „Być robotnikiem do śmierci to żadne osiągnięcie. Staraj się, abyś sam został pracodawcą!”.

W pracy wszelkie formy „kształcenia” są skierowane przede wszystkim na zachętę do produkowania. Szkolenia nowych i starych pracowników, system wynagrodzeń, działania zmierzające do nieustannego obniżania kosztów, poranne ceremonie, ciągły rozwój „miłości do firmy”, wprowadzanie nowych technik, stymulowanie „racjonalizacji” itd. Wszystko to ściśle wiąże się z niezmiennym dążeniem do wzrostu produkcji i niemal nierealnymi planami wydajności, ustanawianymi przez dyrekcję. Nawet to nie powstrzymuje pracowników przed pracą w niedziele i dni ustawowo wolne od pracy, aby tylko przyciągnąć uwagę przełożonych. I nawet jeśli wydarzy się wypadek w czasie pracy, to nie jest on zgłaszany w trosce o reputację fabryki. Wpajane jest przekonanie o wyższości lojalności wobec szefów i starszyzny nad solidarnością w warsztacie lub fabryce.

Robotnicy przytłoczeni ciężarem pracy, wciągnięci w wir rywalizacji, powoli zanurzają się w egoizmie i nie potrafią już myśleć o swoich współtowarzyszach pracy. Od swoich pracodawców słyszą jedynie rzeczy takie jak te: „Nie możemy podnieść waszych płac, dopóki firma nie osiągnie dobrych rezultatów!… Brakuje siły roboczej. Pracujcie po godzinach. Jesteście młodzi, więc powinniście pracować więcej, aby powiększyć swoje dochody! Tylko pracownicy wykonujący dodatkową pracę są poważnymi robotnikami! 90% wszystkich wypadków przy pracy spowodowanych jest indywidualną nieuwagą zainteresowanych! Ci, którzy biorą urlopy, tylko szkodzą pozostającym współpracownikom. Starajcie się brać jak najmniej urlopów. Jeśli zdarzy się, że będziecie musieli wziąć zwolnienie, piszcie prośbę na specjalnym kwestionariuszu, podając przyczyny urlopu! Pracujcie tak, jakbyście sami byli właścicielami firmy! Musicie zawsze brać pod uwagę to, co mówią przełożeni! Związki zawodowe chcą po prostu zrujnować przedsiębiorstwo! Starajcie się nie mieć z nimi nic wspólnego!”.

Z kolei środki masowego przekazu przyczyniają się do pogrążenia społeczeństwa w świecie marzeń i iluzji oraz oderwania go od rzeczywistości dnia codziennego. Wielkie przedsiębiorstwa sprytnie wykorzystują mass media do reklamowania swoich wyrobów, ale nie ma tam miejsca na pytania o trud, niebezpieczeństwo i warunki pracy, w jakich robotnik musi je wytwarzać. Sześć niezależnych stacji telewizyjnych wprowadziło reklamy do swoich programów. Co dziesięć minut prezentują aparaty fotograficzne, zestawy stereofoniczne, motorowery, samochody itp. Większość tygodników zamieszcza fotografie rozebranych panienek, publikuje opowiadania o przygodach seksualnych, romansach, małżeństwach i rozwodach znanych aktorów, aktorek i popularnych piosenkarzy. Taki rodzaj przekazu wywołuje tylko bierność u czytelników i stwarza w ich świadomości obraz kobiety – obiektu przyjemności, kobiety – towaru handlowego. W większości wypadków telewizja serwuje seriale o życiu średnich i wyższych sfer, wywołując w telewidzach pragnienie osiągnięcia tego samego poziomu lub stwarzając iluzję, że się tam już jest. W każdym razie telewizja coraz bardziej utwierdza ludzi w przekonaniu, że taki styl życia jest w dobrym tonie i zwyczajnym sposobem na codzienną egzystencję. Bardzo dużo pokazuje się także programów muzycznych, filmów wojennych, kryminałów itd., odwracających uwagę widzów w kierunku nierealnych aspektów życia.

Religie, a szczególnie chrześcijaństwo, często zalecają posłuszeństwo i poddanie przełożonym, cierpliwość wobec innych i ogólną harmonię. To doprowadziło nas do pogodzenia się z różnymi formami niesprawiedliwości, takimi jak „racjonalizacja” w jej różnych formach. W XIX-wiecznej Europie nikt nie dbał specjalnie o znalezienie przyczyn nędzy proletariatu rosnącego wciąż z rozwojem kapitalizmu. To wyjaśnia, dlaczego do dnia dzisiejszego miliony podobnych Łazarzowi umierają z głodu u wrót nielicznych bogaczy, żyjących we wspaniałościach, zdobytych tak niskim kosztem (Łk 16,19–31). Jeśli kościoły nie zadowalałyby się modlitwą, rozdawaniem jałmużny, pomocą, działalnością charytatywną, gdyby uczyniły wszystko, co możliwe, aby usunąć przyczyny niekończącej się nędzy, być może nie udałoby im się w pełni zrealizować tego celu. Ale przynajmniej udałoby się im okazać miłość bliźniego w bardziej światły sposób. Sato Yoshio mówi nam o prawdziwej walce klasowej, w której człowiek próbuje wyzwolić swego brata od eksploatacji i wyzysku w poszukiwaniu szczęścia dla biednych i oddzielić ludzką kulturę od chciwej władzy żądnego zysków kapitalizmu, tak, aby każdy człowiek mógł w pełni rozwinąć swoje potencjalne możliwości. Czyż tak określona walka klasowa nie jest manifestacją miłości bliźniego?

Biblia zachęca nas do „nieustannej radości” i do „ciągłego życia w duchu dziękczynności”. Ale to nie oznacza wcale, że mamy ze świątobliwym uśmiechem przymykać oczy na niesprawiedliwość. Jeżeli religijny mężczyzna lub kobieta, w szczególności wyznania chrześcijańskiego, zajmuje się jedynie dyskusją o duchowych schorzeniach i zapomina o zwalczaniu przyczyn dehumanizujących nasze społeczeństwo, religii będzie można zarzucić to, co twierdził o niej Marks i jego uczniowie, że jest jedynie „opium dla ludu”. Bogaci czy biedni, ci, którzy zachłysnęli się dymem tego opium, zamykają oczy na niesprawiedliwość, izolują się w swoim wewnętrznym spokoju, ogarnięci niemocą wyrażenia jakiegokolwiek gestu współczucia czy solidarności z pogrążonymi w rozpaczy.

Jezus z Nazaretu, ucząc nas, abyśmy prosili naszego Ojca o chleb nasz powszedni, nie pomija naszych doczesnych potrzeb. Choć sam zgłębił wiedzę o życiu wiecznym, o radości Królestwa Niebieskiego i niezmierzonej głębi łaski Bożej, troszczy się jednak o praktyczną stronę naszego ludzkiego życia na tej ziemi.

W czasach, kiedy bogactwo i dostatek mniejszości ostro kontrastuje z potęgującą się nędzą ogromnej większości, modlitwa do Ojca, aby dał nam „chleba naszego powszedniego” powinna chyba wymagać od nas walki o lepszy i sprawiedliwszy podział dóbr na ziemi. Starania Młodych Robotników Chrześcijańskich, takich jak Yuko, aby uczynić Prawo Pracy kodeksem znanym i respektowanym, zapewniającym robotnikowi ludzką godność, przeciwdziałanie przekształceniu edukacji w „zbiorowe szaleństwo”, próby wejrzenia w życie najgorzej sytuowanych, dające obietnice i nadzieje – czyż to wszystko nie jest wprowadzaniem w życie Modlitwy Pańskiej? „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”.

„Nie ma prawdziwego wyzwolenia bez Chrystusa” – wyrażając swoje przekonanie niczym refren, nasz przyjaciel Suzuki powtarzał te słowa raz po raz. Zdziwiony zapytałem, co ma na myśli. On zaś wyjaśnił: „Napotykając na różnego rodzaju ucisk i eksploatacje, jakim poddana jest klasa robotnicza od swych początków, robotnik ma trzy wyjścia: poddać się losowi, szukać dróg indywidualnego awansu, jeśli taki jest możliwy lub uciec się do przemocy. Odbierałem te możliwości jako kolejne pokusy. Uwolnił mnie od nich Chrystus. Usilnie i nieprzerwanie nakłaniał mnie, abym odrzucił fatalizm i rezygnację, zachęcając do walki o sprawiedliwość. W końcu, Chrystus uwalnia mnie także od pokusy indywidualnego poszukiwania awansu. Nie potępiam tych, którzy szukają indywidualnych rozwiązań dla kolektywnych problemów, lecz wydaje mi się, że dążenie do wspólnych rozwiązań jest bardziej w duchu Chrystusa”.

Prawdziwy robotnik, to ten, który bez rezygnacji lub posuwania się do przemocy stara się zbudować międzynarodową solidarność, wkładając w swoją działalność całą energię i mądrość dla zapewnienia wszystkim ludziom „chleba powszedniego” dla ciała, serca i duszy.

ks. Edward Brzostowski

Powyższy tekst to obszerne fragmenty V rozdziału – zatytułowanego tak, jak niniejszy tekst – książki „Ojcze Nasz – krzyk biednych”. Książka ta została wydana w 1981 r. w j. japońskim, a następnie po francusku, angielsku (edycja na Filipinach), hiszpańsku, portugalsku (edycja w Brazylii), koreańsku i włosku. Przygotowano także polski przekład (wykorzystujemy go na potrzeby niniejszej publikacji, jednak z poczynionymi poprawkami stylistycznymi i językowymi), ale nie ukazał się on nigdy drukiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>