Magazyn Obywatel nr 5(25)/2005 – okładka

Socjaliści z „Solidarności”

·

Socjaliści z „Solidarności”

dr Krzysztof Kędziora ·

Przyznać się muszę, iż przyświeca mi z lekka Nietzscheańskie podejście do historii. Winna sprzyjać życiu – tyle z niej pożytku. Sucha znajomość faktów, z której nic dla teraźniejszości i przyszłości nie wynika, jest pozbawiona znaczenia. Historia stać się musi żywym doświadczeniem, aby warto było się nią zajmować. Z drugiej jednak strony nie sposób od niej uciec: chcąc czy nie chcąc, czy jesteśmy tego świadomi czy nie, określa nasze życie. Jeśli stanie się częścią naszej samoświadomości, okazać się może potęgą wyzwalającą.

Jaką więc korzyść wynieść możemy z lektury książki Rafała Chwedoruka „Socjaliści z Solidarności w latach 1989-1993”? Książki, co trzeba niestety odnotować, nie napisanej barwnie, niezbyt porywającej, będącej zwykłym rejestrem faktów, stanowisk, poglądów. Dlaczego mimo to należy do niej sięgnąć? Dla jej tematu. Poznanie myśli politycznej partii i grup określających się mianem lewicowych, a wywodzących się ze środowisk „solidarnościowych”, istotne wydaje mi się z trzech powodów. Po pierwsze, demokratyczny socjalizm, do którego owe ugrupowania się odwoływały, jest wciąż atrakcyjną propozycją polityczną. Po drugie, ich autorstwa ocena okresu transformacji, dokonywana przecież „na żywo”, zaskakuje dziś swą trafnością. Po trzecie, odwoływanie się do doświadczenia Sierpnia ’80 przez owe ugrupowania stanowi istotny głos w sporze o znaczenie i charakter „Solidarności”. Głos, powiedzmy od razu, polemicznie skierowany wobec środowisk „solidarnościowej” elity, która stała na straży zmian po roku 1989 i była ich głównym animatorem.

Przedmiotem zainteresowania Chwedoruka są następujące ugrupowania polityczne: Polska Partia Socjalistyczna, Stowarzyszenie Solidarność Pracy, Ruch Demokratyczno-Społeczny oraz Unia Pracy, działające w latach 1989-1993. Rok 1989 to początek zmian ustrojowych w Polsce, złamanie monopolu politycznego PZPR, a więc i możliwość działania legalnych partii politycznych, zaś rok 1993 to w pewnym sensie koniec historycznego podziału na lewicę postsolidarnościową i postpezetpeerowską, usankcjonowany wejściem PPS w struktury Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz wyborczym sukcesem Unii Pracy, nieodwołującej się do tego podziału. Okres ten to w końcu czas burzliwych przemian i konstytuowania się nowego systemu społeczno-ekonomicznego. Owa różnorodność ugrupowań siłą rzeczy przełożyć się musiała na różnice w wyznawanych ideach, dokonywanych ocenach i programach. Niemniej jednak chciałbym zwrócić uwagę na to, co wydaje mi się być dzisiaj istotne.

Marksizm w swej najbardziej wulgarnej postaci postponował wszelkie próby nadania myśli lewicowej charakteru etycznego ideału, traktując je jako nienaukowe i utopijne. Polscy socjaliści natomiast czynili wręcz przeciwnie – akcentowali etyczno-humanistyczną treść socjalizmu. Nie bez znaczenia zapewne był tu wpływ m.in. Edwarda Abramowskiego. Miarą rzeczywistości uczyniono człowieka, możliwości jego rozwoju stanowiły podstawę życia społecznego. Celem socjalizmu jest organizacja społeczna umożliwiająca pełnię rozwoju człowieczeństwa. Konstytutywnym elementem tego przekonania jest wiara w dobroć natury ludzkiej (odpowiedzialnością za zło zostają obarczone warunki, w jakich przyszło żyć) oraz jej twórczy charakter.

Liberalne przekonanie o niemożności pogodzenia wolności i równości, można by powiedzieć, bierze się z błędnego rozumienia tych wartości. Dla liberała wolność to jedynie brak zewnętrznych przeszkód, dla socjalisty wolność to możliwość stanowienia o swoim życiu. Do tego zaś nie wystarczy jedynie posiadanie wolności jednostkowych, lecz także możliwość korzystania z nich. Równość wobec prawa uzupełniona musi zostać równym dostępem w decydowaniu o rzeczywistości społeczno-politycznej, czego zaś koniecznym warunkiem jest zapewnienie materialnych środków (dochodu, dostępu do edukacji etc.). Inaczej słowa wolność i równość stają się pustymi frazesami skrywającym rzeczywistą niewolę i nierówności.

Realizacja własnego człowieczeństwa kształtuje się we współpracy i solidarności z innymi. Stąd waga przypisana demokracji. Nie ograniczano jej jednak tylko do wymiaru politycznego, wskazując na niebezpieczeństwa związane ze sprowadzaniem jej do parlamentaryzmu. Jednym z głównych zagrożeń było ryzyko alienacji władzy. To właśnie temu miała zapobiec samorządność społeczeństwa, której w znacznej mierze adwokatami byli polscy socjaliści.

Demokracji nie można ograniczać jedynie do sfery politycznej. Gospodarka również powinna podlegać kontroli społecznej i być – na tyle, na ile to możliwe – demokratycznie rządzona. Generalnie akceptując rynek, wskazywano na konieczność jego okiełznania i wyeliminowania patologii nieuchronnie przezeń generowanych, takich jak bezrobocie, nędza, ogromne dysproporcje majątkowe czy niszczenie środowiska naturalnego. Remedium na to poszukiwano w idei „gospodarki mieszanej” czy też prowadzonej przez państwo efektywnej polityki społecznej.

Nie dziwić więc powinna dokonana przez socjalistów surowa ocena okresu transformacji. Neoliberalizm, który zawładnął umysłami po roku 1989, oskarżano o absolutyzowanie rynku, nieuwzględnianie kontekstu historycznego i kulturowego, a także jednoznaczne opowiedzenie się po stronie kapitału przeciwko światu pracy. Wprowadzenie daleko idących reform wolnorynkowych w Polsce miało „ideologiczny charakter”, nie było zaś podyktowane wymogami rzeczywistości. W przekonaniu neoliberałów, wolnorynkowy kapitalizm był uniwersalnym lekarstwem na wszelkie bolączki, stąd łatwość, z jaką go aplikowano, bez względu na uwarunkowania historyczne i kulturowe, takie jak na przykład specyfika wychodzenia z realnego socjalizmu.

Odpowiadając na pytanie, dlaczego tak łatwo w Polsce uwierzono w neoliberalne dogmaty i z taką gorliwością wprowadzano je w życie, wskazywano na dwie przyczyny. Pierwszą, zewnętrzną – szczytowy okres neoliberalnej ofensywy na świecie, wzmocnionej jeszcze rozpadem bloku sowieckiego. Drugą, wewnętrzną, była ideowa atrofia wytworzona w Polsce po wprowadzeniu stanu wojennego, związana z utratą przez elity Związku więzi z ruchem masowym i zapomnieniem doświadczeń Sierpnia ’80. Winnych szukano nie tylko po stronie dawnej opozycji, lecz także wśród nomenklatury partyjnej, która to utratę monopolu na władzę polityczną zrekompensowała uwłaszczeniem się.

Nie dostrzegano w PRL-u realizacji lewicowych ideałów, choć z czasem niuansowano jego początkowo bardzo krytyczną ocenę. Co więcej, uważano, że PRL nie tylko niewiele miał wspólnego z lewicowymi wartościami, ale pod wieloma względami stanowił ich zaprzeczenie. Oskarżano go o zniewolenie społeczeństwa, uczynienie z jego członków biernych jednostek, a także o koncentrację władzy, hierarchizację, antyegalitaryzm i antyrobotniczy charakter oraz o etatyzację gospodarki zamiast jej uspołecznienia. Nic dziwnego, że przekształcenie PZPR w SdRP postrzegano jako koniunkturalny zabieg mający na celu „przełamanie politycznej izolacji” i wyzbycie się „bagażu przeszłości”. Proces przedzierzgnięcia się komunistów w pełnokrwistych socjaldemokratów ułatwiał niewątpliwy nihilizm i tzw. pragmatyzm wielu z nich.

Socjaliści z dumą podkreślali swój „solidarnościowy” rodowód. „Solidarność” okresu 1980-81 ucieleśniała według nich lewicowe ideały. Była przecież robotniczym ruchem, radykalnie demokratycznym i egalitarnym. Dopiero po 13 grudnia 1981 r. zarysował się zanik więzi elit z masowym ruchem oraz pojawiło się dążenie do ograniczania i kontrolowania spontanicznej samoorganizacji społeczeństwa.

Rafał Chwedoruk, Socjaliści z „Solidarności” w latach 1989-1993, Wydawnictwo Sejmowe,
Warszawa 2004.

Tematyka
komentarzy