Jak nowoczesne trendy A?ywieniowe niszczA� A�wiat

Nigdy nie pojmowaA�em trendA?w rynku gastronomicznego. OczywiA�cie rozumiem to, jak funkcjonujA�, ale nie chwytam kierujA�cych nimi zasad. Jak jedzenie moA?e staA� siA� modne? Jakim sposobem konkretna A?ywnoA�A� moA?e byA� a�zna falia�?, a za chwilA� wypaA�A� z A�ask? JeA�li mowa o rynku tekstylnym i jego modach a�� projektant moA?e zaproponowaA� coA� nowego pod wzglA�dem estetycznym, co na chwilA� a�zchwycia�?, zanim w koA�cu stanie siA� na tyle dostA�pne i popularne, A?e zainteresowanie uA?ytkownikA?w poszybuje w stronA� NastA�pnego Wielkiego Trendu. Rozumiem to. Jednak jedzenie to co innego. Ostatnimi czasy na przykA�ad niesA�ychanie modnym produktem spoA?ywczym jest jarmuA?. Po jego spoA?ywaniu poznamy hipstera rA?wnie skutecznie, jak po krzaczastej brodzie i A�cianach zbudowanych z surowych cegieA� a�� a przecieA? jarmuA? istniaA� od zawsze i zawsze byA� dla nas dostA�pny. Dlaczego zatem nagle jest o wiele bardziej modny niA? 10 lat temu?

1

OczywiA�cie to pytanie przynajmniej w czA�A�ci retoryczne: jarmuA? jest trendy, poniewaA? jedzA� go modni ludzie, czyli 20- i 30-latkowie o kosmopolitycznym nastawieniu, ktA?rzy majA� wielu obserwujA�cych na Instagramie i umieszczajA� na swoich profilach w mediach spoA�ecznoA�ciowych cieszA�ce oko zdjA�cia modnych posiA�kA?w, przyrzA�dzonych z modnych skA�adnikA?w wolnych od piA�tna firmy Monsanto. Czasami jedzA� tak ze wzglA�dA?w zdrowotnych, czasami nie. Tak czy owak a�� to absurd.

JeA?eli mieszkacie w najwiA�kszych miastach Zachodu i jesteA�cie choA� odrobinA� rozeznani w obecnie panujA�cych chwilowych modach, prawdopodobnie rozumiecie, co mam na myA�li, piszA�c, A?e A?ywnoA�A� moA?e byA� a�zna falia�?. Tak, jak wspomniaA�em a�� jarmuA? jest na fali. Tosty z avocado? Zdecydowanie na fali. Komosa ryA?owa moA?e trochA� pachnie rokiem 2012, ale i ona zdecydowanie mieA�ci siA� w tej kategorii. Zielone warzywa liA�ciaste? To po prostu ferrari wA�rA?d jarzyn. MoA?e i mamy do czynienia z jakA�A� sekretnA� kampaniA� promujA�cA� A?ywnoA�A�, ktA?rej istnienia nie jestem A�wiadomy, ale widzA� pewnA� prawidA�owoA�A� a�� zazwyczaj tego typu produkty trafiajA� na szczyty popularnoA�ci, gdy przedstawiciele A�wiadomej wartoA�ci rozsA�dnego odA?ywiania, obeznanej z mediami klasy A�redniej, odkrywajA� ktA?rA�A� z mniej znanych zdrowotnych korzyA�ci ich spoA?ywania i nagle zaczynajA� siA� nimi ponad normA� objadaA�.

NajA�wieA?sze trendy kulinarne sA� nieuchronnie podchwytywane przez dziaA�y lifestylea��owe wielkomiejskich czasopism, co wykA�adniczo zwiA�ksza ich popularnoA�A�. Zanim siA� zorientujemy, sA� juA? wszA�dzie wokA?A� i dyskutuje siA� o nich w taki sposA?b, A?e jeA�li ich nie znasz, czujesz siA� jak ostatni koA�tun kulinarny. Jest w tym niejaka ironia: chociaA? afekt wobec tych produktA?w A?ywnoA�ciowych jest czA�sto uwaA?any za wykA�adnik kosmopolitycznego wyrafinowania, ma on takA?e ciemnA� stronA�, o ktA?rej rzadko siA� wspomina. Mimo A?e pokarmy te reprezentujA� tak zwany liberalny styl A?ycia, ich rosnA�ca popularnoA�A� ma czA�sto destrukcyjny wpA�yw na ubogie spoA�ecznoA�ci, ktA?re tradycyjnie na nich polegaA�y. Koncepcja a�ztrendy jedzeniaa�? moA?e brzmieA� absurdalnie, ale jest prawdziwa a�� tak samo, jak prawdziwa jest gentryfikacja A?ywnoA�ci.

WeA?my na przykA�ad komosA� ryA?owA�. To poA�udniowoamerykaA�skie zboA?e po raz pierwszy pokazaA� mi przyjaciel-hipis, ktA?ry lubi spA�dzaA� weekendy na waA�A�saniu siA� na bosaka po angielskich wsiach oraz opowiadaniu bez cienia ironii o a�zenergiia�? i a�zwszechA�wieciea�?. W niektA?rych czA�A�ciach Peru i Boliwii, gdzie zboA?e to jest uprawiane od kilku tysiA�cleci, komosa jest fundamentem lokalnej diety, tak samo, jak ryA? w Azji czy chleb w Europie. Ale to wA�aA�nie skok popytu ze strony Europy Zachodniej sprawiA�, A?e jej cena pomiA�dzy 2006 a 2013 rokiem wzrosA�a trzykrotnie.

Pod koniec tego okresu komosa osiA�gnA�A�a w Limie cenA� wyA?szA� niA? miA�so kurczaka, a wizja lukratywnych sum, jakie moA?na byA�o zarobiA� na eksportowaniu jej do dobrze sytuowanych krajA?w zamorskich, sprawiA�a, A?e zapasy na miejscu zaczA�A�y siA� kurczyA�. To zaA� zmusiA�o lokalnA� ludnoA�A� do wydawania pieniA�dzy na taA�sze, importowane zachodnie jedzenie o niskiej wartoA�ci odA?ywczej, poniewaA? nie mogA�a sobie pozwoliA� na wiele wiA�cej. To tyle na temat hippisowskich ideaA�A?w powszechnej miA�oA�ci.

Podobne wnioski moA?na wyciA�gnA�A� na przykA�adzie rosnA�cej popularnoA�ci zielonych warzyw liA�ciastych, ktA?re znienacka staA�y siA� ulubionym poA?ywieniem amerykaA�skich a�zklas paplajA�cycha�?. Zielenina ta do tej pory byA�a pokarmem warstw ubogich i uA?ywano jej do gotowania gA�A?wnie na PoA�udniu USA, gdzie sA�uA?yA�a za podstawA� kuchni spoA�ecznoA�ci afroamerykaA�skich. Za nagA�A� popularnoA�ciA� nieuchronnie nadszedA� wzrost cen, sytuujA�c znane od lat warzywo poza zasiA�giem ekonomicznym tych, ktA?rzy do tej pory jedli je z koniecznoA�ci, a nie z powodu hipsterskiej obsesji bycia a�zautentycznA�a�? klasA� robotniczA�. Wielu czarnych komentatorA?w otwarcie protestowaA�o przeciwko temu trendowi i nazywaA�o go a�� ponownie a�� gentryfikacjA� A?ywnoA�ci.

Kolejny superpokarm [ang. super food a�� A?ywnoA�A�, ktA?rej przypisuje siA� nadzwyczajne wartoA�ci zdrowotne i odA?ywcze a�� przyp. tA�um.] uwielbiany przez kawiorowA� lewicA� z Zachodu, to awokado. Wysokie zapotrzebowanie na ten produkt, jak i spore zyski, ktA?re za tym idA�, doprowadziA�y do problemu wylesienia w Meksyku, gdzie rolnicy ze stanu Michoacan wycinajA� lasy sosnowe i jodA�owe, by zrobiA� miejsce pod uprawy awokado. Ponadto, poniewaA? sady z uprawami tej roA�liny potrzebujA� dwa razy wiA�cej wody od lasA?w, ktA?re wyciA�to, by je tam posadziA�, nastA�puje swoisty efekt domina a�� lokalne uprawy i A?yjA�ce w okolicy zwierzA�ta zostajA� pozbawione wody. Kolejny problem to fakt, A?e awokado jest odpowiedzialne za wzrost przestA�pczoA�ci: na przykA�ad w Nowej Zelandii zA�odzieje wA�amujA� siA� na farmy z uprawA� tej roA�liny i odsprzedajA� dalej owoce, ktA?re zdoA�ajA� ukraA�A�; w Meksyku zaA� kartele narkotykowe, takie jak Knights Templar, grabiA� lokalnych rolnikA?w uprawiajA�cych awokado i wymuszajA� od nich haracze. Ten rodzaj przemocy, tak jak i przemoc zwiA�zana z handlem narkotykami, nie jest napA�dzany przez samo istnienie A?ywnoA�ci, o ktA?rej mA?wimy, lecz przez zapotrzebowanie na niA� ze strony Pierwszego Aswiata. Popyt sprawia, A?e produkty te stajA� siA� opA�acalne, a pogoA� za zyskiem pozostawia A�lad w postaci lekkomyA�lnego i przemocowego zachowania.

W tym wszystkim tkwi okrutna ironia. LiberaA�owie z klasy A�redniej, ktA?rzy chodzA� na brunche do wegaA�skich kafejek i wrzucajA� na Instagram ujA�cia swoich saA�atek z komosA� i tostA?w z awokado, prawdopodobnie uwaA?ajA�, A?e ich wybory dietetyczne A�wiadczA� o przyrodzonej otwartoA�ci umysA�u a�� podczas gdy sA� one nowoczesnA� formA� kolonializmu. Tak, jak Brytyjczycy grabili Indie z herbaty i przypraw, tak i owe wspA?A�czesne ukA�ady popytu i podaA?y wykorzystujA� finansowy argument, jakim posA�ugujA� siA� kraje rozwiniA�te, przeciwko biedzie i desperacji tych, ktA?rzy pozbawieni sA� jakiejkolwiek wA�adzy. OczywiA�cie to wymiana ekonomiczna, trudno zatem mA?wiA� o okropieA�stwach czasA?w niewolnictwa, jednak nadal oznacza to czystA� eksploatacjA�. PieniA�dze po prostu owijajA� jA� w cywilizowany woal i dajA� nam piguA�kA� na uspokojenie sumieA�.

Aleks Eror
TA�umaczenie Magdalena Okraska

PowyA?szy tekst pierwotnie ukazaA� siA� na stronie internetowej highsnobiety.com w paA?dzierniku 2016 r.

33 odpowiedzi na „Jak nowoczesne trendy A?ywieniowe niszczA� A�wiat

  1. Piotr pisze:

    Nowinki żywieniowe dołączają do niemodnych staroci jak banany, kakao, ananasy, herbata, kawa itp. Tyle, że do wyzysku kobiet na afrykańskich plantacjach róż, amerykańskich plantacjach kakao, zbieraczy bananów w Ekwadorze czy pomidorów w USA wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić. Tam gdzie po zyski sięga potężny zachodni kapitał słabi są eksploatowani bez umiaru. Skala wyzysku w rolnictwie nie ma sobie równych wszak całą światową żywnością żądzą tylko 4 firmy ABCD (ADM, Bunge, Cargill, Dreyfus)

    • Jura pisze:

      Naprawdę brzydzą mnie naśladowcy (czyli właśnie grupa opisywana w arcie).
      Ale mam obawę że nic z tym nie zrobimy.
      Ponoć naśladowców jest przeciętnie 80%.

      Czyli stara zasada 20/80 rules!

    • Kubanek pisze:

      Nie powiedziałbym żeby tylko te 4 firmy rządziły. Co z Nestle, Mondelez, Unilever, McCormick, Schinhui (właściciel Smithfield Foods, właściciela naszego Animexu), Danone, Lactalis, Lotte?

  2. Jura pisze:

    No dobrze!
    Jest krytyka.
    Nawet się z nią prawie zgadzam.
    A może by tak nieco konstruktywizmu i pójść dalej i rozważyć potencjalne drogi rozwiązań?

    Niestety wnioski wypływające z takowych rozważań nie będą miłe uchu czy oku czytelnikowi Nowego Obywatela – zbyt darwinowskie są.

  3. Kubanek pisze:

    Jako osoba zajmująca się żywnościa, rolnictwem i produktami wysokiej jakości, mogę napisać, co trzeba zrobić. Wystarczy jeść to co mamy pod nosem, czyli lokalne warzywa, lokalne owoce, lokalne mięso, lokalny nabiał, lokalny chleb, itd.
    Polska kuchnia jest niesamowicie bogata i różnorodna. Ta regionalna, tradycyjna, która dawno została zapomniana. Żeby jeść naprawdę „na czasie” wystarczy poszukać Kół Gospodyń Wiejskich i tam szukać przepisów oraz natchnienia.
    A to o czym mowa w artykule, to zwyczajna odpowiedź na fastfood i masową produkcję żywności. To, co pcha się obecnie do żywności to nic więcej jak innowacje.
    Prawdziwe zdrowe jedzenie to prosta zasada – jeść mało i skromnie. Najlepsza dieta to katolicki post.

    • Krzysztof pisze:

      Katolicki nie katolicki, po prostu post :-)

    • Edmonton pisze:

      z pewnością Pana zainteresuje kanadyjski pogląd na lokalną produkcje żywności w … Rosji. http://www.cbc.ca/news/world/russia-cheese-economy-1.4243222
      W tym roku urządzono tam nawet festiwal utrzymania sankcji. Ocenia się ze za 10 lat gospodarka rolna i przetwórcza Rosji wejdzie na masową skalę do Europy, właśnie dzięki sankcjom. Będziemy mieli w Polsce zdrowe jablka i sery z Rosji. I tak trzymać

    • Mike pisze:

      Amen to this!!!

      W czasie Ii WW Brytyjczykow uczono jak w przydomowym ogrodku zorganizowac mala uprawe warzyw, by mozliwie calkiem uniezaleznic dana rodzine od brakow w dostawach.

      Polacy powinni maksymalnie przejsc na zakupy jedzenia produkowanego lokalnie. Dodatkowo lokalny garmaz – takie Kolo Gospodyn Wiejskich (czy inna prywatna osoba) moze np produkowac 500-1000 kilogramow bigosu, albo tysiace pierogow albo schabowe albo cokolwiek co kupilibysmy w drodze do domu.

      Sa tego typu platformy webowe – powinniamy na wieksza skale z nich korzystac.

  4. Casualny pisze:

    Cały mechanizm jest nieco bardziej skomplikowany. Globalna grupa nacisku zleca badania nad właściwościami dajmy na to takiego awokado. Skoro je finansuje, muszą te badanie wyjść korzystnie. Później finanse pompuje się w silosy informacyjne i kampanie reklamowe i oto bagle w internecie pojawoają się hasła: awokado natrzymuje starzenie, awokado jest antyrakowe. Na koniec testimonial – znany instagramer (boli mnie to słowo) robo sobie zdjęcie podczas spożycia awokado, jego sylwetka jest oczywiście nienaganna. W ten sposób napędza się ułudę, którą kupuje świat złożony nie ze społeczeńst, ale z użytkowników. Jestem przekonany, że zdrowie gwarantuje zwyczajna polska dieta – schabowy i babcine przetwory, czasem post, ale taki sposób żywienia nie przynosi żadnego zysku dla globalnych koncernów.

  5. Jan pisze:

    Czy sytuacja, w której podstawą żywienia jest kromka z serem lub szynką jest w jakiś sposób lepsza niż gdy jest nią shake z jarmużu? Jarmuż był warzywem praktycznie zapomnianym, które wróciło zza światów kulinarnej mody. Wzrost jego ceny nikogo nie poruszył, bo współcześnie biedota je raczej białe pieczywo z szynką i popija kolą. Słyszałem o negatywnych efektach zwiększonego popytu na awokado, ale jest to raczej i tak wpływ dużo mniejszy niż wywiera spożycie czerwonego mięsa. Biednych uderzą za to wzrosty cen ryżu, przenicy i pewnie komasy ryżowej, ale popyt i podaż kształtują ceny żywności również bez mody na awokado.

    • K. pisze:

      W Meksyku awokado nie jest żadnym rarytasem, ale składnikiem tak podstawowym jak placki kukurydziane. To tak jakby w Polsce miała drastycznie wzrosnąć cena ziemniaków lub pomidorów.

      • oh, come on pisze:

        Co to jednak ma do jarmużu? Wywołany do tablicy zarośnięty hipster-kosmopolita jakiemu złu tym razem jest winien? Jak wy to sobie w ogóle wyobrażacie? Chcecie granic zamkniętych dla awokado? Zakazu importu/eksportu? Zakazu popytu i podaży? Punk dla komentującej/komentującego za wskazania na to, że współczesna biedota (umysłowa!) żre pieczywo tostowe i popija Coca-Colą. Niski kapitał kulturowy, powiecie, a jednak ludzie _różnego_pochodzenia_ występują przeciwko zwyczajom żywieniowym swojej rodziny, normom kulinarnym grupy znajomych i, kierując się wieloma innymi pobudkami (w tym etycznymi!; skąd tu tylu obrońców kotletów?!), zmieniają znienawidzone schabowe na _coś_lepszego_. Lepszego – kumacie czaczę?

        • sevencats pisze:

          Problem polega na tym, że nic nie znaczące mody generowane przez koncerny wyłącznie dla ruchu na rynku pozbawiają ludzi w różnych częściach świata ich podstawowych i często jedynych środków spożywczych. Kumasz?
          Najlepsze zdrowotnie są produkty wyhodowane w niewielkiej odległości od Twego miejsca zamieszkania.

    • Bonnie pisze:

      Jarmuż to akurat rośnie w Polsce, więc wypada tylko życzyć zdrowej konsumpcji.

  6. Konrad pisze:

    Autor zapomniał odpowiedź na pytanie postawione w tytule.

  7. OneyeSnake pisze:

    Jak dla mnie artykul jest ograniczony I tandetny. Nie dostrzega faktu ze wymienione produkty jak wiele innych zostały rozpropagowane przez imigrację z różnych części globu często nie zamożną grupę ludzi. Są poprostu zdrowe tak samo jak nasze ogórki kiszone, czy kapusta. Można dorabiać sobie do tego historie i strugać mądrale. Mądry człowiek ma swój rozum, a reszcie proponował bym unikać artykułów tego pana i McDonalds’a.
    PS Nie jestem hipsterem i nie zamierzam być :)

  8. lolo pisze:

    Generalnie problemem w takim przypadku jest brak ceł eksportowych na żywność, z których to ceł, zasilane byłyby lokalne kasy Państwowe.

  9. Gracomea pisze:

    Myślę, że roślinna żywność lokalna to jest przyszłość. Nie podoba mi się, jeśli ktoś w tali sposób ,jak autor artykułu deprecjonuje wegan. Ich filozofia nie sprowadza się do jadalnia tortu z awokado w nowootwartych kafejkach weganskich. Zazwyczaj kupują lokalne tanie produkty, a ich ideały chronią nie tylko zwierzęta, ale i ludzi i środowisko. Weganie nie godzą się na wszelki wyzysk.

    • WTF pisze:

      dokładnie tak!

      A przez artykuły jak ten ludzie utwierdzają się w swoim spaczonym postrzeganiu, nie zgłebiają tematu, nie zmieniają myślenia – ale zakładam, że o to autorom chodzi.

  10. obserwator pisze:

    Jarmuż? Serio? Proponuję podjąć temat sojowego latte. Piszę zupełnie serio. Wystarczy sprawdzić powiązania z lokalnymi rynkami spożywczymi dwóch firm: Cargill i Monsanto. Zabawne w jak krótkowzroczny sposób hipsterzy dokonują wzajemnej krytyki.

  11. Rainzug pisze:

    „Jestem przekonany, że zdrowie gwarantuje zwyczajna polska dieta – schabowy ” i tu Was boli, tak naprawdę po prostu sumienie gryzie, sratu tatu o avocado, a chodzi o to by opychanie się wieprzowiną dalej było normą, nie ma jak masowa hodowla zwierząt rzeźnych, zdrowie, zapachy, swoiskość i jakże zdrowe dla środowiska, rzek itd. Lasy tropikalne Amazoni najbardziej wyciąto pod uprawę soi (nie, nie dla hipsterów i na udawane kotlety) na masową howowlę wołowiny. Avocado i jarmuż to przy tym pikuś, Indonezja dożyna resztki dla oleju palmowego (nie jest modny, jest odrzucany przez świadomych ekologicznie i poszukującychy zdrowego żarcia) jest we wszystkim bo jest tani. Generalnie autor chce być jeszcze „fajniejszy” niż nastki z insta, ale merytorycznie się nie broni, wyrzuca jakieś popłuczyny bez znaczenia by pokazać się jako mądrzejszego od filozofii dość prostej i dobrej, jemy to co zdrowe dla nas i dla ziemi, nawet jeśli w szczegółach czasem coś nie wychodzi to ktoś kto myśli że opychanie się kiełbasą i fast foodem jest lepsze jest idiotą i chce nim pozostać.

  12. WTF pisze:

    Dla mnie artykuł jest tak słaby, jak dziesiąty raz parzona herbata z tej samej torebki. Normalnie jakby go amerykański Nowak pisał:>

    To jest bzdurą, tamto idiotyzmem, to absurdem, tu walka klas, tam hipsterzy. Najważniejsze co omija – to wpływ tego co jemy na nasze zdrowie – no ale tego przecież nie rozumie, i w ogóle tworzenia się trendów nie rozumie, choć próbuje je wyjaśnić.

    Tak naprawdę chodzi o prawa rynku, odkrywanie wpływu pewnych produktów na nasze zdrowie i… udawanie, że nie wiemy jak działa człowiek w sensie masy/społeczeństwa, choć media i inne ośrodki wykorzystują to od dawna, sterując masami, potem jakby umywając od tego ręce. Czyli jedna gazeta pisze: jedzcie to, a druga pisze, że ludzie to jedzą i że niby dlaczego to robią?

    Jak Praga zrobi się modna, czynsze wzrosną i lokalsów też nie będzie stać na mieszkanie „u siebie” i co wtedy?
    Mamy się wyrzekać tego, czego chcemy? Mamy się cofać przed jedzeniem komosy, bo rolnicy którzy sami ją jedli wpadają w wir rynkowy, jedzą gorzej/coś innego i się pogubią. Co my możemy przewidzieć – ale czy ich powstrzymamy?
    Kwestia mentalności – Korsykanie nie mają takiego problemu np:>
    Mamy mieć wyrzuty sumienia za to, że mafia grasuje w Meksyku.

    Nie klei mi się ten artykuł:>

    A swoją drogą też nic nowego nie odkrywa, bo jak właśnie quinoa modna była lata temu – tak od lat wiadomo o tych zmianach.
    I przede wszystkim nie daje rozwiązań, jedynie opisuje mechanizmy w subiektywny sposób.

    Typowa mediowa papka/zagrywka, żeby ludzi podzielić i rozjuszyć jeszcze bardziej.
    Kto teraz poważnie spojrzy na hipstera jedzącego jarmuż?
    Kto się zastanowi po co faktycznie go je.

    • Ann pisze:

      Czyli twierdzisz, że nie widzisz nic złego w samolubnym podejściu „bo dla mnie to zdrowe i będę to żreć i promować”. Nieźle. W artykule chodziło raczej o to, by docenić lokalne pożywienie. Czarne jagody są pod wieloma względami lepsze niż jagody acai. Co z lokalnymi roślinami zapomnianymi i przez nikogo niepromowanymi? Co z wiedzą od pana Łuczaja? Idziesz do sklepu po komosę, acai, algi i glony, a przy okazji mijasz co najmniej tuzin roślin o podobnych właściwościach. Ryż inny niż biały został spopularyzowany jako super zdrowy. Podstawowe pożywienie w Azji. A co z chlebem na prawdziwym zakwasie z całych ziaren zbóż? Jest jeszcze jedna bardzo ważna kwestia. Nawet ziarna są teraz modyfikowane tak, by nie dało się z nich uzyskać plonów bez odpowiednich preparatów. Nawet w przydomowym ogródku ciężko sobie coś zasiać, posadzić i wyhodować by było prawdziwe i zdrowe. Plony z takich ziaren nie mają już takich właściwości, jakie mieć powinny, a nawet struktura cząsteczkowa wody ulega dziwnym zmianom. Powinniśmy się skupić na tym, bo to są podstawy, a nie na tym czy jarmuż jest zdrowy i ile awokado powinno się jadać.

  13. Kiloparsek pisze:

    Och, mój ulubiony typ wypowiedzi! Jest hipster z krzaczastą brodą, jest awokado i jarmuż (ojej, a gdzie sojowe latte?), jest kawiorowa lewica (!). Jest brak logiki (chcę pogadać o kosmopolitach wcinających awokado i komosę, ale zaczne od jarmużu; co tam, że jest arcypolski, hypstery go jedzo, to musi być zły!) Jest powierzchowne muśnięcie problemów związanych z wytwarzaniem żywności. Jest piękne „niszczy świat”. Nie ma natomiast argumentów, rozwiązań, merytoryki. Gadanie o awokado i komosie jest wręcz śmieszne w porównaniu z mnóstwem innych problemów żywieniowych, jak chociażby wszechobecny olej palmowy i produkcja mięsa. Tak, autorze, najbardziej świat niszczą nie hipsterzy, ale przeciętni Kowalscy tego świata, nie mogący się obejść bez mięska i wysokoprzetworzonych produktów. A Twój tekst nie jest istotnym głosem w sprawie, jakbyś tego chciał, ale chęcią dowalenia jakiejś tam kawiorowej lewicy i połechtania ego. Eh…

  14. Jakub Eagle pisze:

    Ja też mam krzaczastą brodę i jem jarmuż ale akurat nie dlatego, że jest trendy tylko dlatego że jest zdrowy i blokuje estrogeny z plastiku. Niestety więc obraz przedstawiony przez autora tekstu jest dość mocno zawężony. Hipsterem też nie jestem i nie jadam tego co jest modne, tylko to co służy memu zdrowiu i daje energię. Prędzej autora widzę jako rozchwianego emocjonalnie i naduspołecznionego lewaka – krytykującego przy okazji innych lewaków (choć on ich nazywa hipsterami). No, bo co niby ma wynikać z tego tekstu?. Czy nagle wszyscy mają porzucić jedzenie awokado i chodzić nago (przy produkcji ubrań w Chinach czy Bangladeszu wszak też wykorzystuje się ludzi). Rozumiem, że można postulować za bardziej etycznymi wyborami podczas konsumpcji i sam jestem gotów je poprzeć (o ile oczywiście owe postulaty będą racjonalne), nie wydaje mi się jednak, że jest jakikolwiek sens żądać tego w pretensjonalny sposób. Pozdrawiam

  15. Marta.R pisze:

    ” Kolejny problem to fakt, że awokado jest odpowiedzialne za wzrost przestępczości: na przykład w Nowej Zelandii” Serio?? Na pewno to wina awokado?

  16. sose pisze:

    a może sprawa jest prosta, może świadomość ludzka dot. jedzenia się zwiększa i świadomie wybierają to co zdrowe, a nie to co modne. i to co zdrowe staje się modne, ale to jest jakby skutek uboczny. zmienia się sposób żywienia, bo zmienia się nasz sposób życia. nasi dziadkowie zajadali schabowe, bo (zwykle) po pracy musieli ogarnąć mniejsze lub większe gospodarstwo i piątkę dzieci. my w wieku trzydziestu lat (zwykle) nie mamy dzieci i siedzimy całe dnie w biurze. no to pijemy koktajl z jarmużu. na zdrowie

  17. sose pisze:

    ps. moja mama zajada jarmuż a brody nie ma :)

Odpowiedz na „Marta.RAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>