Zielona nadzieja i czarny scenariusz – rzecz o Wspólnej Polityce Rolnej

·

Zielona nadzieja i czarny scenariusz – rzecz o Wspólnej Polityce Rolnej

·

Sześćdziesięcioletnia historia Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) to przede wszystkim opowieść o manewrach środkami na rolnictwo, stanowiącymi największą pozycję w budżecie Unii Europejskiej. To, do kogo i w jakiej wysokości trafiały i trafiają pieniądze z WPR, decyduje o pozycji poszczególnych podmiotów w łańcuchu wartości w rolnictwie, o jakości życia społeczności obszarów wiejskich oraz o stanie środowiska. Aby zrozumieć dzisiejsze problemy unijnej polityki rolnej i przyczyny trwającej obecnie kolejnej już reformy WPR, trzeba sięgnąć do przeszłości i wskazać kluczowe momenty, które zdecydowały, że dziś aktywny sprzeciw wobec unijnej polityki rolnej wyrażają zarówno producenci, jak i konsumenci. Rośnie niezadowolenie społeczne wobec negatywnego wpływu unijnej polityki rolnej na ludzkie życie i zdrowie, dobrostan zwierząt oraz ochronę środowiska i klimatu.

Od początku w złą stronę

Ustanowienie w 1957 r. Wspólnej Polityki Rolnej wiązało się przede wszystkim z potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego w powojennej Europie, ciągle jeszcze pamiętającej traumę głodu. Za najważniejsze pięć celów WPR uznano podniesienie standardów życia rolników, zwiększenie produkcji rolnej, stabilizację rynków oraz zagwarantowanie konsumentom dostaw żywności po korzystnych cenach. Narzędzia, które miały prowadzić do osiągnięcia tych wszystkich celów, zostały oparte głównie na mechanizmach stabilizacji rynku, wsparcia cen produktów rolnych oraz zwiększenia produkcji rolnej. Początkowo ich stosowanie przyniosło zakładaną poprawę bezpieczeństwa żywnościowego w Europie. Jednak już w latach 70. i 80. pojawił się kryzys związany z nadprodukcją żywności. Wraz z nadmierną podażą spadły ceny żywności, co wywołało falę protestów wśród rolników. Poszybowały w górę nakłady na WPR, a w gospodarstwach rolnych, w związku z presją maksymalizowania wydajności, znacząco wzrosły wydatki na środki produkcji, w tym nawozy sztuczne i pestycydy. Sytuację próbowano opanować kontrolą dostaw i nakładaniem kwot mających ograniczyć produkcję w państwach UE. Jednak nie przyniosły one większych zmian Wspólnej Polityki Rolnej. Nadal wzrost produkcji i ekspansja rynkowa – pomimo coraz wyraźniejszych problemów społecznych i środowiskowych – pozostawały priorytetem w unijnej polityce rolnej.

Ponadto podporządkowanie rolnictwa celom wydajności i konkurencyjności na rynku światowym spowodowało, że małe gospodarstwa zaczęto uważać za niepotrzebny ciężar hamujący rozwój europejskiego rolnictwa, które powinno iść w kierunku scalania gruntów rolnych i tworzenia wielkoobszarowych gospodarstw, wyspecjalizowanych i o wielkoskalowej produkcji. Patrząc z perspektywy 60 lat WPR – i problemów, które dziś dotykają europejskie rolnictwo i obszary wiejskie – był to pierwszy krok na drodze do rozdziału produkcji zwierzęcej od roślinnej i zastępowania tego połączenia coraz większą specjalizacją i rosnącym uzależnieniem od zewnętrznych środków produkcji. Był to zatem także początek zwiększania użycia środków chemicznych w rolnictwie, które dziś możemy wiązać z poważnymi problemami środowiskowymi i klimatycznymi, np. powszechnym użyciem glifosatu. Był to także krok rozpoczynający proces wyludnienia wsi i postępującego starzenia się jej populacji.

Bierzemy łagodny zakręt

Dopiero na początku lat 90. pojawiają się we Wspólnej Polityce Rolnej rozwiązania stopniowo odchodzące od wsparcia rynkowego na rzecz płatności bezpośrednich powiązanych z produkcją (coupled direct payments). Rosną także nakłady na rozwój obszarów wiejskich. WPR staje się dwufilarowa, podzielona na I filar powiązany z rolnictwem oraz II filar powiązany z obszarami wiejskimi. Budżetem I filaru zawiaduje Europejski Fundusz Rolniczy Gwarancji (EFRG), a II filarem Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich (EFRROW).

Ten dualistyczny system dzielenia środków finansowych i regulujący ich przepływ pomiędzy dwoma filarami unijnej polityki rolnej z jednej strony odzwierciedla, a z drugiej umacnia dualistyczną koncepcję sztucznego podziału pomiędzy tym, co „rolne lub rolnicze” a tym, co „wiejskie, społeczne”. Powoduje, że kulturowe, symboliczne, społeczne, edukacyjne i środowiskowe wartości tradycyjnie powiązane z wytwarzaniem żywności przez społeczności wiejskie – przy ciągłym procesie podporządkowania rolnictwa potrzebom handlu i przemysłu – stają się coraz bardziej oderwane od produkcji rolnej.

Początek lat 90. to także powstanie w UE dwóch dużych systemów ustanawiających rolnictwo ekologiczne oraz ochronę żywności wytwarzanej tradycyjnie lub w powiązaniu z dziedzictwem kulinarnym danego regionu czy miejsca – system ochrony nazw produktów regionalnych i tradycyjnych. Może być to traktowane jako konsekwencja zachodzących w WPR reform na rzecz rezygnacji z dotychczasowych metod wspierania rolnictwa. Warto w tym jednak zobaczyć także rosnącą świadomość konsumentów na temat jakości żywności i poszukiwanie przez nich alternatywy wobec żywności pochodzącej z intensywnej i uprzemysłowionej produkcji rolnej. Jest to jeden z ważniejszych momentów w historii WPR, w którym powstaje i zostaje oficjalnie uznany kolejny dualizm w myśleniu o rolnictwie – podział na rolnictwo konwencjonalne i ekologiczne. Na żywność gorszej i lepszej jakości.

Niby w drugą stronę, ale niezupełnie

W 2006 r. następuje zrównanie w budżecie WPR wysokości środków wydatkowanych na wsparcie rynkowe i dopłaty bezpośrednie powiązane z produkcją z wydatkami na dopłaty bezpośrednie niepowiązane z produkcją oraz inne środki służące rozwojowi obszarów wiejskich. Siedem lat później ta druga forma wsparcia stanowi przeważającą część w budżecie unijnej polityki rolnej, a w 2014 r. następuje całkowite wygaszenie środków na dopłaty bezpośrednie powiązane z produkcją. Z tą chwilą finansowanie WPR pozostaje skierowane na minimalne wsparcie rynkowe, dopłaty bezpośrednie do hektara gruntów rolnych (tzw. jednolita płatność obszarowa) oraz na rozwój obszarów wiejskich. Przewidziana została także możliwość przesuwania środków pomiędzy dwoma filarami WPR. W praktyce powoduje to ustawiczną próbę zwiększania środków na rolnictwo kosztem pieniędzy na rozwój obszarów wiejskich przez niektóre państwa członkowskie, w tym Polskę, i stanowi przedmiot sporów pomiędzy krajami UE. Pomimo ciągłego wzrostu wydatków na obszary wiejskie, nadal stanowią one średnio jedynie 25% budżetu WPR, a 75% przeznacza się na I filar, w tym niemal wszystko na dopłaty bezpośrednie, a tylko 5% na instrumenty rynkowe. Dodatkową stałą tendencją w budżecie Unii Europejskiej jest zmniejszanie finansowania WPR. Na początku lat 80. stanowiło ono 66% budżetu UE, a w ostatnim okresie programowania WPR – polityka rolna UE jest planowana w podziale na 7 lat – jego udział zmniejszył się do 38%, wynosząc 408 mld euro. Polska w latach 2014–2020 otrzymała ponad 254 mln euro.

Wydawać by się mogło, że ta wieloletnia reforma Wspólnej Polityki Rolnej – polegająca na skierowaniu pieniędzy na dopłaty do ziemi rolnej zamiast wspierania rynków rolnych – umożliwi wreszcie zrównoważenie aspektów ekonomicznych, społecznych i środowiskowych unijnej polityki rolnej. Tak się jednak nie stało. Przyczyna takiego stanu rzeczy tkwi w tym, do kogo i w jakiej wysokości trafiają pieniądze ze Wspólnej Polityki Rolnej. Skoro głównym sposobem subsydiowania unijnego rolnictwa są dopłaty bezpośrednie do hektara, to niepotrzebna jest znajomość wyższej matematyki, aby zrozumieć, że im większe gospodarstwo, tym większe otrzymuje płatności. Stanowi to zachętę do powiększania gospodarstw i koncentracji ziemi rolnej. W ten sposób, jak podaje IPES FOOD Report 20191, obecnie 20% gospodarstw otrzymuje 80% dopłat bezpośrednich w ramach WPR. A zatem dopłaty te, pomyślane jako instrument poprawy dochodowości wszystkich gospodarstw rolnych w UE, de facto trafiają do wielkich posiadaczy ziemskich oraz agrobiznesu. Szacuje się, że w 2011 roku 1,5% największych gospodarstw otrzymało jedną trzecią dotacji WPR.

W Unii Europejskiej mamy 10,7 mln gospodarstw rolnych. Zajmują one 173 mln ha ziemi rolnej, co stanowi 39% całej powierzchni UE. Dwie trzecie z tych gospodarstw posiada powierzchnię poniżej 5 ha. Jednak polityka rolna nastawiona na wielkoskalową, rynkowo konkurencyjną produkcję powoduje, że ciągle spada liczba gospodarstw rolnych w UE – z 14,4 mln w 2005 r. do 10,7 mln w 2016 r. Nie jest to oczywiście jedyna przyczyna, choć z pewnością presja na scalanie gruntów rolnych i powiększanie gospodarstw, aby były bardziej produktywne, odgrywa tutaj zasadniczą rolę. Dziś około 3% gospodarstw rolnych zajmuje 52% gruntów rolnych w UE. Ziemię rolną przeznacza się także pod różnego rodzaju inwestycje przemysłowe i urbanizację obszarów wiejskich. Szacuje się, że co 3 minuty znika w UE jedno gospodarstwo rolne, a rocznie 100 000 ha ziemi rolnej zostaje zajętych przez tereny miejskie i przemysłowe. Jednocześnie 71% gruntów rolnych przeznacza się w UE na uprawę roślin paszowych, gdyż 41% unijnej produkcji rolnej stanowi produkcja zwierzęca, z czego prawie 73% żywego inwentarza utrzymywane jest w bardzo dużych gospodarstwach (tj. o rocznej produkcji o wartości powyżej 100 000 euro).

To trend wyraźnie pokazujący, że z kieszeni podatników UE – średnio 114 euro rocznie od każdego obywatela – szerokim strumieniem płyną środki na wspieranie rolnictwa przemysłowego. Tylko sama produkcja drobiu w latach 2015–2020 wzrosła w UE o 20%. Dodatkowo nasze pieniądze wykorzystywane są do pogłębienia rozdziału między powiązaniem produkcji roślinnej i zwierzęcej w gospodarstwach rolnych. W latach 2005–2013 straciliśmy w UE 32% gospodarstw rolnych z produkcją zwierzęcą (spadek z 9 mln do 6 mln). Mówiąc wprost, coraz mniej jest gospodarstw, które mają własne zwierzęta, a coraz więcej ferm zajmujących się przemysłową produkcją zwierzęcą. Coraz więcej jest też pól z monokulturą upraw. 58% zbóż produkowanych w UE przeznaczonych jest na pasze dla zwierząt. Natomiast coraz mniej jest samowystarczalnych gospodarstw rolnych, w których rośliny dają zwierzętom paszę, a odchody zwierząt służą do nawożenia upraw, wspólnie tworząc gospodarkę o obiegu zamkniętym. Skutki takiego działania WPR – finansowania rozwoju intensywnej produkcji rolnej, głównie zwierzęcej – mają ogromne znaczenie nie tylko dla ochrony środowiska i klimatu w UE, ale także w skali globalnej.

Koszty społeczne i środowiskowe

Intensyfikacja i uprzemysławianie produkcji rolnej, wspierane latami przez Wspólną Politykę Rolną, sprawiły, że dziś także UE zaczyna dostrzegać społeczne i środowiskowe koszty kierowania się głównie korzyściami ekonomicznymi w rolnictwie. Po stronie kosztów społecznych należy wymienić coraz większe wyludnianie się obszarów wiejskich, które przestają być miejscem do życia, a stają się miejscem podporządkowanym wyłącznie produkcji rolnej. Ponadto brakuje młodych ludzi w rolnictwie. W 2013 r. ponad połowa właścicieli gospodarstw w UE miała ponad 55 lat, a jedna czwarta była w wieku powyżej 65 lat. Nie następuje pokoleniowe przekazywanie wiedzy o rolnictwie, a szerzej są to zjawiska przyczyniające się do zaniku kultury wsi, tradycji obszarów wiejskich oraz ich dziedzictwa rolnego i kulinarnego.

Brak zainteresowania rolnictwem wśród młodych ludzi wynika z wielu kwestii. Między innymi z wzrastających cen ziemi i utrudnionego dostępu do jej zakupu. Jednak zniechęcające mogą być także wzrastające koszty produkcji rolnej (o 40% pomiędzy 2000 a 2010 r.), przy jednoczesnym spadku pozycji rolników w łańcuchu wartości kwot trafiających do producentów rolnych z całej wartości produkcji rolnej w Unii Europejskiej – z 31% w 1995 r. do 24% w 2005 r., a w ostatnich latach do 21%. Jest to uderzające zwłaszcza w kontraście do 51% udziału sprzedaży i usług związanych z żywnością. Pozostaje także kwestia godziwego wynagrodzenia rolników. Nadal jest to grupa o najniższych dochodach w UE. Dla przykładu, w 2016 r. średni miesięczny dochód francuskich rolników wynosił 350 euro, co stanowi 1/3 minimalnego wynagrodzenia. Także w Polsce rolnicy zarabiają ok. 27% mniej od średniej krajowej. Brzmi to paradoksalnie, gdy uświadomimy sobie, że to od nich zależą ilość i jakość żywności, którą codziennie zjadamy.

Po stronie kosztów ekologicznych przede wszystkim obserwowane są daleko idące straty w zasobach naturalnych stanowiących fundament trwałości produkcji rolnej. 25% gruntów rolnych w UE jest zagrożonych erozją gleby, a jej 20-procentowy wzrost został odnotowany pomiędzy 2000 a 2010 rokiem. 83% gleb w UE zanieczyszczonych jest pozostałościami jednego lub kilku pestycydów. Pogarsza się także sytuacja hydrologiczna, gdyż 15–20% terytorium Europy leży w dorzeczach dotkniętych niedoborem wody. Od 1960 do 2010 r. Europa straciła 24% odnawialnych zasobów wody per capita. Jednocześnie 38% zasobów wodnych znajduje się pod znaczącą presją ze strony rolnictwa, zwłaszcza zanieczyszczeń azotem pochodzącym ze źródeł rolniczych. Zanieczyszczenie związkami azotu i fosforu prowadzi do zakwaszenia wody, jej eutrofizacji, a w konsekwencji do powstawania martwych stref w wodach morskich. Bardzo niepokojące jest także oddziaływanie rolnictwa na poziom różnorodności biologicznej. Badania prowadzone w Niemczech na obszarach chronionych wykazały, że ponad 75% owadów latających zniknęło w ciągu ostatnich 25 lat. Już dziś wielu rolników posiłkuje się sztucznym zapylaniem upraw, żeby zebrać plony. Podnosi to koszt produkcji, za który finalnie płaci konsument. W szerszej perspektywie – co jest także widoczne w dotychczasowym projektowaniu WPR – wydaje się nam, że usługi i dobra, których bezpłatnie dostarcza przyroda (usługi ekosystemowe), a od których bezpośrednio zależy rolnictwo – z powodzeniem mogą zostać zastąpione technologią. Takie myślenie tworzy ogromne niebezpieczeństwo przekroczenia klimatycznych i środowiskowych granic, od których zależy bezpieczeństwo żywnościowe w Unii Europejskiej.

Coraz niebezpieczniej

Jeżeli Wspólna Polityka Rolna nie zostanie poddana gruntownej reformie, to w przyszłości rysują się dwa główne zagrożenia. Pierwsze związane jest z brakiem ekosystemowej trwałości i wydajności produkcji rolnej z uwagi na postępujący kryzys klimatyczny. Podporządkowanie rolnictwa paradygmatowi wolnego rynku, powodującego nadprodukcję żywności na eksport2 w Unii Europejskiej, doprowadzi w rezultacie do przekroczenia środowiskowych i klimatycznych granic. Co roku marnujemy 20% żywności w UE – 180 kg na osobę – co daje 143 miliardów euro w postaci zmarnowanych zasobów i negatywnego oddziaływania na środowisko naturalne, a jednocześnie nie potrafimy zapewnić bezpieczeństwa żywnościowego prawie 10% Europejczyków. W 2016 r. około 43 milionów ludzi (9% populacji UE) nie było stać na jakościowy posiłek 3–4 razy w tygodniu. Banki Żywności wydały w 2016 r. niemal 3 miliony posiłków 6 milionom ludzi w Europie.

Jednocześnie w UE zaledwie 2% żywności jest sprzedawane bezpośrednio konsumentom przez jej producentów. Natomiast wydaje się nam normalne, że łosoś atlantycki złowiony u wybrzeży Szkocji jest transportowany do Chin, gdzie jest oprawiany i porcjowany z uwagi na najniższy koszt pracy, a następnie trafia do największych na świecie chłodni znajdujących się w Korei Południowej. Później staje się przedmiotem kilku gier cenowych na międzynarodowym rynku. I w końcu ładnie zapakowany i opisany jako produkt lokalny trafia na półkę szkockiego supermarketu. Niebezpieczeństwo uzależnienia od długich, globalnych łańcuchów dostaw, w których rocznie żywność pokonuje 540 mld kilometrów – co oznacza, że w UE dla jednego produktu odległość od pola do stołu wynosi średnio 180 km – w pełni obnażyła pandemia COVID-19, np. gdy przez krótki czas przestały docierać do Europy dostawy pasz. Natomiast lokalna produkcja żywności jest najbardziej odporna na zawirowania rynkowe, kryzysy społeczne i klimatyczne.

Kolejnym zagrożeniem jest pogarszający się stan zdrowia publicznego w związku z konsumpcją żywności o niskiej jakości odżywczej, poziomem jej zanieczyszczenia oraz wzrostem szkodliwych emisji pochodzących z rolnictwa. Przemysłowa produkcja zwierząt w UE jest odpowiedzialna za największą emisję metanu oraz podtlenku azotu – gazów cieplarnianych znacznie niebezpieczniejszych niż dwutlenek węgla. Ogromnym zagrożeniem dla zdrowia publicznego w UE jest także wzrost odporności na antybiotyki oraz narażenie na związki endokrynnie czynne wpływające na układ hormonalny człowieka, które znajdują się w żywności, opakowaniach żywności oraz w wodzie zanieczyszczonej przez rolnictwo. W przemysłowej produkcji zwierzęcej podaje się więcej antybiotyków niż w całym systemie opieki zdrowotnej dla ludzi, powodując 33 000 zgonów w UE z uwagi na rosnącą antybiotykoodporność. Rolnictwo UE jest także odpowiedzialne za 90% emisji amoniaku, przyczyniając się do zgonów 400 000 Europejczyków każdego roku. Metale ciężkie, konserwanty, pozostałości pestycydów i antybiotyków w żywności powodują, że coraz częściej cierpimy na choroby dietozależne i choroby krążenia. 50% europejskiej populacji ma nadwagę, w tym 20% osób jest otyłych. Ludzie tracą zaufanie do nowoczesnego systemu żywnościowego, mimo że coraz bardziej od niego zależą. 75% Europejczyków mieszka w miastach. Ostatnie badania wskazują, że jedynie 35% obywateli UE ufa supermarketom, a jedynie 38% ma zaufanie do informacji dotyczących ryzyka spożycia żywności podawanych przez wytwórców żywności.

Jedną nogą społecznie na zielonej ścieżce

Wiedza na temat wszystkich zagrożeń dla unijnego rolnictwa jest powszechna i znana nie od dziś. Już w latach 90. XX wieku Unia Europejska stała się miejscem publicznej debaty na temat konieczności uwzględnienia w WPR środowiskowych i społecznych aspektów rolnictwa, w tym zwiększenia ochrony małych i średnich gospodarstw rolnych, zagrożonych postępującym uprzemysłowieniem produkcji rolnej oraz liberalizacją międzynarodowego handlu produktami rolnymi. Dopłaty bezpośrednie postanowiono łączyć z nałożeniem dodatkowych wymagań prowadzących do „zazieleniania” WPR, uzależniających wysokość otrzymywanych przez rolników dopłat oraz niektórych płatności z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) od przestrzegania przez nich standardów Unii Europejskiej w zakresie zdrowia i dobrostanu ludzi, roślin i zwierząt. Polegają one na przykład na utrzymywaniu gruntów rolnych w tzw. Dobrej Kulturze Rolnej, zgodnej z ochroną środowiska, działaniach rolno-środowiskowo-klimatycznych lub wsparciu zalesiania. Wprowadzono te wymagania, by rolnictwo UE stało się bardziej zrównoważone. Na rolników, którzy nie stosują się do wymogów, mogą zostać nałożone kary polegające na zmniejszeniu płatności lub odmowie jej wypłacenia.

Ponadto środki na rozwój obszarów wiejskich skierowano między innymi na takie działania jak premie dla młodych rolników, by zachęcić ich do podejmowania działalności rolniczej, tworzenie grup i organizacji producentów, aby dzięki współpracy wzmacniali swoją pozycję w łańcuchu wartości, rozwój przedsiębiorczości na terenach wiejskich albo modernizację gospodarstw rolnych. Z PROW-u finansowane są także takie działania jak rolnictwo ekologiczne, systemy jakości żywności oraz płatności do obszarów z ograniczeniami naturalnym, tzn. takich, w których warunki zewnętrzne uniemożliwiają prowadzenie produkcji rolnej. Pieniądze z PROW są kierowane także na działania związane z poprawą infrastruktury na wsi oraz aktywizację społeczności obszarów wiejskich.

Należy jednak podkreślić, że w obliczu tak poważnych zagrożeń środowiskowych i klimatycznych w rolnictwie oraz negatywnych procesów zachodzących na terenach wiejskich, rezultat działań związanych z rozwojem obszarów wiejskich okazuje się co najmniej niewystarczający. Istnieją znaczne różnice w wykorzystaniu środków na „zazielenienie” rolnictwa pomiędzy krajami UE, co widać chociażby w rozwoju rolnictwa ekologicznego lub podejściu do wdrażania programu rolno-środowiskowo-klimatycznego.

Biegiem ku zieleni i nagle…

Odpowiedzią na problemy ekonomiczne, społeczne i środowiskowe miała być obecnie trwająca reforma Wspólnej Polityki Rolnej. Miała się ona wpisywać w założenia Europejskiego Zielonego Ładu (European Green Deal – EGD) i jego cel osiągnięcia przez UE neutralności klimatycznej do 2050 r. Zrozumienie i polityczna akceptacja faktów, że rolnictwo nie może istnieć bez czystego środowiska i przewidywalnego klimatu, a produkcja rolna w Europie nie może być tak głęboko uzależniona od importu środków produkcji (zwłaszcza pasz), pozwoliły na przyjęcie dwóch dokumentów strategicznych. 20 maja 2020 r. Komisja Europejska opublikowała strategię na rzecz różnorodności biologicznej oraz strategię „Od pola do stołu” (From Farm to Fork strategy) dla sprawiedliwego, zdrowego i przyjaznego dla środowiska systemu żywności. Stanowią one elementy EGD, które przedstawiają kierunki zmian w unijnej polityce rolnej, a właściwie w całym łańcuchu żywnościowym UE.

Strategia „Od pola do stołu” zakłada, że wszyscy uczestnicy łańcucha żywnościowego, tzn. od producenta surowców do konsumenta końcowego, muszą odegrać rolę w zapewnieniu tworzenia i funkcjonowania zrównoważonego systemu żywnościowego. W związku z tym planowane jest skierowanie środków finansowych WPR przede wszystkim do rolników, hodowców, rybaków i producentów akwakultury, którzy już działają lub będą działać tak, by jak najmniej szkodzić środowisku i klimatowi. Pieniądze powinny płynąć zwłaszcza do tych producentów, którzy przyczyniają się do zmniejszenia zawartości gazów cieplarnianych w atmosferze, głównie dwutlenku węgla. Praktyki rolnicze, które pomagają usuwać CO2 z atmosfery, stanowić będą nowe źródło dochodów dla producentów z sektorów rolnego i rybackiego. Komisja Europejska planuje stworzenie certyfikatów potwierdzających, że dany producent przyczynia się do pochłaniania dwutlenku węgla.

Finansowanie tych strategicznych założeń przez WPR 2021–2027 zakładało podniesienie warunkowości otrzymywania dopłat bezpośrednich od realizacji celów środowiskowo-klimatycznych w gospodarstwach rolnych. Zaplanowano także eko-schematy, które mają zapewnić znaczące finansowanie dla zrównoważonych praktyk rolniczych, takich jak agroekologia i rolnictwo ekologiczne, rolnictwo precyzyjne, rolnictwo węglowe (przyczyniające się do zmniejszenia emisji CO2) oraz agroleśnictwo, a także praktyki zwiększające dobrostan zwierząt. Na ochronę środowiska i klimatu zostało również zarezerwowane 40% środków przeznaczanych na rozwój obszarów wiejskich w ramach WPR.

Do najważniejszych postulatów tych strategii – z terminem ich realizacji do 2030 r. – należą znaczna redukcja zużycia nawozów sztucznych oraz chemicznych pestycydów w produkcji roślinnej, a także środków przeciwdrobnoustrojowych (głównie antybiotyków) w produkcji zwierzęcej. Inne postulaty – równie ważne – zakładają poprawę dobrostanu zwierząt gospodarskich, wzrost powierzchni upraw ekologicznych o 25% w krajach unijnych oraz ustanowienie ochrony środowiskowej na 30% obszarów lądowych i 30% wód morskich w UE.

Są to bardzo ambitne cele, których przyszłość w obecnej chwili stoi pod znakiem zapytania. Podczas negocjowania przyszłej WPR 2021–2027 niechęć wobec tak głębokiej reformy unijnego rolnictwa wyraziła większość państw członkowskich, w tym Polska. Ostatnią nadzieją dla rzeczywistej zmiany WPR miał być Parlament Europejski, jako instytucja najbardziej sprzyjająca zielonej polityce rolnej. Jednakże ostatnie głosowanie w Parlamencie nad przyszłym kształtem WPR zakończyło się przyjęciem tzw. zgniłego kompromisu, a większość zmian reformujących mechanizmy WPR została odrzucona.

Czeka nas jeszcze trilog, czyli ustalenia pomiędzy Parlamentem, Radą i Komisją Europejską dotyczące WPR 2021–2027. Jest jednak mało prawdopodobne, że przyszła WPR zostanie na nowo powiązana z Europejskim Zielonym Ładem. Raczej zostanie utrzymane przegłosowane 60% na płatności bezpośrednie bez wzmocnionej warunkowości dla ich przyznawania. Znowu więc będą faworyzowane duże gospodarstwa. Oznacza to także mniej pieniędzy na eko-schematy, które dodatkowo zostały osłabione zmianą ich celu z ekologicznego na ekonomiczny. Teraz ich głównym celem jest wzmacnianie konkurencyjności rolnictwa. A zatem, jeżeli państwo członkowskie zdecyduje, iż dane działanie w ramach eko-schematu nie poprawia konkurencyjności, to może z niego zrezygnować. Do eko-schematów wprowadzono także rolnictwo precyzyjne, którego środowiskowy wymiar budzi szereg zastrzeżeń wśród ekologów. Najgorsze jest jednak to, że pieniądze na eko-schematy mogą zostać przesunięte na dopłaty bezpośrednie, jeżeli rolnicy w latach 2023–2024 nie będą zainteresowani działaniami z eko-schematów. Jest to bardzo prawdopodobny scenariusz, gdyż planowane jest wdrożenie eko-schematów jako obowiązkowe dla państw UE, ale już skorzystanie z nich przez rolników będzie dobrowolne. Parlament ograniczył także pozostawienie 10% użytków rolnych dla dzikiej przyrody do 5% gruntów rolnych. Użytki rolne stanowią większy obszar niż grunty rolne w UE, więc różnica jest znaczna. Będzie też można prowadzić orkę na obszarach NATURA 2000, zmniejszono ochronę bagien i mokradeł oraz usunięto obowiązek zrównoważonego nawożenia mający chronić wody przed zanieczyszczeniem ze źródeł rolniczych. W ten sposób ambitne propozycje strategii „Od pola do stołu” i strategii na rzecz różnorodności biologicznej zamiast zostać zrealizowane w WPR 2021–2027 – pozostaną głównie na papierze.

Tymczasem w Polsce

Nasi politycy nie są rozczarowani „zgniłym kompromisem”. Od samego początku negocjowania WPR 2021–2027 Polska miała bardzo zachowawcze podejście do wszystkich proponowanych zmian. Stały one w sprzeczności z wspieraniem intensywnej produkcji zwierzęcej jako głównego kierunku rozwoju rolnictwa w Polsce. Każdy z byłych ministrów rolnictwa publicznie krytykował Europejski Zielony Ład. Przedstawiciele rolniczych związków branżowych przedstawiali strategię „Od pola do stołu” jako najczarniejszy scenariusz dla polskiego rolnictwa. Od dawna zresztą do polskich rolników płynie szerokim strumieniem antyekologiczna propaganda, w której ochrona środowiska i dobrostan zwierząt mają być narzędziami niszczącymi rolnictwo. W ostatnich latach spadła w Polsce powierzchnia upraw ekologicznych i stanowi obecnie około 3,1% ogółu ziemi rolnej, a liczba gospodarstw ekologicznych wynosi tylko 1,3% wszystkich gospodarstw rolnych. W tym samym czasie inne kraje UE odnotowują stały wzrost produkcji ekologicznej. W Austrii w 2019 r. było ok. 26% powierzchni upraw ekologicznych i ok. 20% rolników ekologicznych. To samo dzieje się w Niemczech (cel to 20% rolnictwa ekologicznego do 2030 r.) i Danii, a Francja przyjmuje strategię, że do 2030 roku 50% żywności będzie pochodzić z produkcji lokalnej. Tymczasem certyfikowana żywność ekologiczna mogłyby być autem polskiego eksportu, ale nie jest i nie ma nawet takiego planu. Decydenci chętnie popisują się wsparciem rolnictwa ekologicznego, ale wyłącznie „dobrym słowem”. W przyjętej w 2019 r. przez polski rząd Strategii Zrównoważonego Rozwoju Wsi, Rolnictwa i Rybactwa 2030 ani razu nie pojawia się słowo „ochrona środowiska”. W programie szkolnictwa rolniczego brakuje nauczania o rolnictwie ekologicznym oraz innych praktykach rolnych przyjaznych środowisku. Niestety milczy również świat nauki. W liście 3600 naukowców do Komisji Europejskiej w sprawie zmiany WPR nie pojawia się ani jedno polskie nazwisko.

Paradoksalnie, Wspólna Polityka Rolna, zamiast jednoczenia rolników dzieli ich przez wymuszenie konkurencyjności i rywalizację pomiędzy państwami UE o eksport na międzynarodowym rynku. W Polsce ciągle powraca temat dysproporcji pomiędzy dopłatami bezpośrednimi, z argumentem, że 44% gospodarstw znajdujących się w 15 krajach „starej” Unii otrzymuje 80% dopłat, a tylko 20% trafia do 56% gospodarstw w krajach „nowej” Unii. Jest to chwytliwe hasło, ale tylko w połowie prawdziwe, gdyż nie uwzględnia się w nim kosztów pracy oraz tego, że zbliżoną do Polski wysokość dopłat, czyli około 220 euro do hektara, otrzymują także Hiszpanie, Finowie i Szwedzi. Poza tym ważna jest nie tylko ilość pieniędzy, ale i to, na co się je wydaje i jakie są tego efekty. Pierwszy przykład z brzegu to dopłaty do nawadniania upraw, z pewnością ważne i potrzebne, ale udzielane w sytuacji zupełnego braku ochrony zasobów wodnych w rolnictwie poprzez powiązanie produkcji rolnej z ochroną środowiska, gleby czy właściwą melioracją. Drugi przykład to płatność dobrostanowa, wprowadzona bez zapewnienia rolnikom znakowania produktów oznaczeniem informującym konsumentów, że produkty pochodzą od zwierząt utrzymywanych w wysokim dobrostanie, co mogłoby pozytywnie wpłynąć na ich sprzedaż. Takie przykłady można wyliczać bez końca. Dochodzi do tego jeszcze ogólne niezadowolenie rolników obciążonych nadmierną biurokracją, bezradnych wobec wadliwych działań administracji publicznej oraz często pozbawionych sprawnie działającego doradztwa rolniczego. To wszystko wpływa na motywację polskich rolników do sięgania po środki finansowe, zwłaszcza na działania przyjazne środowisku i klimatowi.

Pozostaje jeszcze kwestia współpracy pomiędzy rolnikami, a jest ona szczególnie ważna, gdyż WPR premiuje podejmowanie wspólnych przedsięwzięć przez producentów rolnych. Największymi przeszkodami w Polsce, by skorzystać z takich rozwiązań, jest brak zaufania pomiędzy rolnikami, a także przewaga kapitału zagranicznego w przetwórstwie wobec przewagi kapitału krajowego w produkcji.

Od wielu lat brakuje mądrego lidera, który uniemożliwiłby rozgrywanie polskich rolników przez przedstawicieli agrobiznesu, zaciemnianie obrazu populistycznymi krzykami oraz nasączanie ich fałszywymi hasłami, że społeczeństwo nienawidzi rolników. Być może wówczas byłby to kolejny obok komisarza Janusza Wojciechowskiego głos, który wskazałby polskim rolnikom, że strategia „Od pola do stołu” daje ogromną szansę rozwoju i realne wsparcie finansowe małym i średnim gospodarstwom.

Cała nadzieja pozostaje w konsumentach, gdyż w Polsce – co prawda powoli – stale wzrastają oczekiwania wobec jakości żywności i ochrony środowiska. Coraz częściej to właśnie konsumenci wychodzą z inicjatywą współpracy z rolnikami, chcąc kupować żywność bezpośrednio z gospodarstw rolnych. Nadal jednak w debacie publicznej o rolnictwie polski konsument jest wielkim nieobecnym. A szkoda, bo przykłady z innych państw UE pokazują, jak bardzo opinia i portfel konsumentów mogą zmienić politykę rolną.

Przypisy:

  1. IPES FOOD Report. Towards a common food policy for the European Union. The policy reform and realignment to build sustainable food systems in Europe, 2019.
  2. Wartość eksportu z UE produktów rolno-spożywczych wyniosła łącznie 151,2 mld euro (wzrost o 10% od grudnia 2018 r.), co powszechnie uważane jest za bardzo dobrą wiadomość i sukces Wspólnej Polityki Rolnej.

Koalicja Żywa Ziemia jest niesformalizowaną grupą stworzoną przez organizacje i ruchy działające na rzecz rolnictwa i żywności. Celem jej działalności jest kształtowanie krajowej polityki rolnej i żywnościowej w kierunku sprawiedliwej społecznie i odpowiedzialnej wobec środowiska naturalnego produkcji, dystrybucji i konsumpcji. Koalicja jest członkiem europejskiej platformy Good Food Good Farming skupiającej krajowe koalicje działające na rzecz zmiany polityki rolno-żywnościowej w Unii Europejskiej.

https://koalicjazywaziemia.pl/

FB/TT/KoalicjaZywaZiemia

Koalicja Żywa Ziemia prowadzi obecnie kampanię „Nie stać nas na pestycydy” na rzecz wprowadzenia ustawowego zakazu oprysków roślin przed zbiorem przy użyciu chemicznych herbicydów (tzw. desykacja) oraz zakazu stosowania glifosatu i jego zamienników przez użytkowników nieprofesjonalnych i do pielęgnacji zieleni w przestrzeni publicznej. W ramach kampanii zbieramy podpisy pod petycją do premiera https://www.petycjeonline.com/dosc_trucia

Justyna Zwolińska – prawniczka, wykładowczyni i dziennikarka specjalizująca się w zagadnieniach dotyczących polityki jakości i ochrony środowiska w rolnictwie, polityki żywnościowej oraz dobrostanu zwierząt hodowlanych. Pomysłodawczyni ustawy o produktach regionalnych i tradycyjnych. Wieloletnia współpracowniczka organizacji pozarządowych zajmujących się rolnictwem, ochroną środowiska i zwierząt. Koordynatorka ds. rzecznictwa Koalicji Żywa Ziemia.

Z numeru
Nowy Obywatel 34(85) / Zima 2020 " alt="">
komentarzy