14 grudnia odbędzie się strajk w dużej sieci supermarketów.
Jak informuje WP Finanse, 14 grudnia na dwie godziny ustanie praca w supermarketach sieci Kaufland. Odbędzie się wówczas strajk ostrzegawczy. To skutek fiaska długotrwałego sporu związków zawodowych z szefostwem sieci.
Związkowcy z Konfederacji Pracy od dawna domagają się podwyżek płac w Kauflandzie. Chcą wzrostu zarobków o 1200 złotych miesięcznie. Związkowcy zapowiadają, że jeśli zarząd firmy się nie ugnie, po dwugodzinnym strajku ostrzegawczym może dojść do strajku bezterminowego i całkowitego zatrzymania pracy.
Zarobki kasjerów w Kauflandzie wynoszą ok. 5300 zł brutto, czyli 3,7 tys. zł netto. Wiele osób jest zatrudnionych na trzy czwarte etatu, a więc otrzymują jeszcze niższe wypłaty. Dotychczasowe kilkumiesięczne negocjacje nie przyniosły żadnych konkretów w sprawie podwyżek. Związkowcy uważają także, iż nasiliły się postawy antyzwiązkowe i pogorszyło się traktowanie tych pracowników, którzy są podejrzewani o przynależność do związków.
Gdy nadchodzący dwugodzinny strajk nie przyniesie rezultatów, związkowcy zamierzają przeprowadzić referendum strajkowe, a po uzyskaniu akceptacji załogi dla takiego pomysłu – strajkować na okrągło i bezterminowo. Wojciech Jendrusiak, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji OPZZ Konfederacja Pracy w Kauflandzie, Biedronce, Dino, ALDi i Rossmann, mówi portalowi WP Finanse: „Problem polega na tym, że takie same, niskie standardy obowiązują w całym handlu, w którym pracuje ok. 2 mln osób. Dlatego musimy dokonać przełomu. Być może w przyszłości trzeba będzie wejść spory zbiorowe we wszystkich sieciach handlowych i jednocześnie zastrajkować, tak na poważnie”.
W październiku liczba ofert zatrudnienia była najniższa od czasu szczytu pandemii.
Jak informuje portal Puls HR na podstawie cyklicznej analizy agencji Grant Thornton, w październiku internetowe portale z ofertami pracy zanotowały tylko 253 tysiące ofert zatrudnienia. Oznacza to już piąty z rzędu miesiąc spadku liczby ofert pracy. Co gorsza, ich obecna liczba jest najmniejsza od czasów załamania rynku pracy w szczycie pandemii w roku 2020. Spadek liczby ofert w ciągu zaledwie roku wyniósł 12%.
Największe spadki w ciągu roku zanotowano wśród marketerów (o 19 proc. mniej ofert), pracowników fizycznych (o 18 proc.) oraz w branży finansowej (o 8 proc.). W największych polskich miastach w październiku 2025 przypadało średnio 16,1 ofert pracy na każdy 1000 mieszkańców. Rok temu było ich 18. Liczbowo najgorzej wypada Łódź, gdzie liczba ofert w październiku wynosiła zaledwie 8,2 na 1000 mieszkańców. Największy ubytek wśród dużych miast miał miejsce w Bydgoszczy, gdzie przez rok liczba ofert spadła aż o 18 procent. Niemal taki sam spadek zaliczył Szczecin, a Lublin ma o 13% mniej ofert niż rok temu. Nawet Kraków stracił 9% ofert w ciągu roku.
Młodzi na ulicach Warszawy przeciw „śmieciowemu państwu”. Pierwszy marsz socjalny przeszedł przez stolicę.
W weekend, 15 listopada ulicami Warszawy przeszedł marsz młodych osób pracujących, studiujących i bezrobotnych, sprzeciwiających się polityce socjalnej państwa. Organizatorzy podkreślają, że była to „pierwsza, lecz nie ostatnia” demonstracja i że „przywracają socjalną walkę na ulice”. Za akcję odpowiada Ogólnopolski Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza.
W tłumie wybrzmiewały hasła: „Śmieciowe państwo, śmieciowe umowy!”, „Gdzie są te akademiki?”, „Januszeksy do roboty!”, „Nie brunatno-narodowa, młoda Polska jest związkowa!”. Uczestnicy protestu zwracali uwagę na rosnącą skalę niestabilnych form zatrudnienia oraz brak realnych alternatyw dla pracy na umowach cywilnoprawnych.
Demonstranci krytykowali wypowiedzi przewodniczącego sejmowego Zespołu ds. Wolnego Rynku, Przemysława Wiplera (Konfederacja), oraz prezesa Rady Przedsiębiorców Adama Abramowicza, którzy utrzymują, że ludzie „wybierają” elastyczne formy zatrudnienia. – To bzdura. Nie jest to wolny wybór, a przymus wynikający z braku stabilnych ofert pracy – podkreślali organizatorzy. Zwracali uwagę, że pracodawcy korzystają na obchodzeniu prawa pracy, pozbawiając młodych m.in. płatnych nadgodzin, urlopów, zwolnień lekarskich i innych świadczeń.
Jednym z głównych postulatów marszu był powrót publicznych stołówek na uczelniach. Młodzi związkowcy przypomnieli o zawartym w czerwcu porozumieniu strajkowym z Uniwersytetem Warszawskim, w którym ministra Karolina Zioło-Pużuk zobowiązała się do przedstawienia programu finansowania stołówek akademickich do końca 2025 r. – Czas na fundusz stołówkowy! – apelowano podczas demonstracji.
Uczestnicy wyrazili również solidarność z załogą firmy Valeo z Chrzanowa, która obecnie prowadzi strajk.
Organizatorzy zapowiadają kolejne działania i dalszą walkę o prawa socjalne młodych.
Mamy najniższy wzrost płac od czterech i pół roku.
Jak informuje „Rzeczpospolita”, w trzecim kwartale 2025 roku przeciętne wynagrodzenie brutto zwiększyło się rok do roku o 7,5%. Jest to wskaźnik brutto i bez uwzględnienia wzrostu kosztów życia o inflację ogólną i inflację w kwestii najczęściej nabywanych produktów. To najniższy wskaźnik wzrostu płac od czterech i pół roku. Na tak mizerny wzrost płac złożyła się za rządów Tuska mniejsza skala podwyżek w sferze budżetowej, niższa skala podwyżki płacy minimalnej, hamujące tempo wzrostu płac w firmach, osłabiony popyt na pracę.
Jak przewidują analitycy, wkrótce czeka nas dalsze wyhamowanie wzrostu pensji. W roku 2026 część z nich szacuje wzrost płac na poziomie zaledwie 6-6,5% rocznie, a według NBP może to być zaledwie 5,8%. Na takie prognozy wskazuje choćby tylko niespełna 3-procentowy wzrost płac minimalnych i pensji w budżetówce, a także stale pogarszająca się sytuacja na rynku pracy (rosnące bezrobocie, malejąca liczba ofert pracy itp.), skutkująca osłabieniem presji płacowej.