Nie bać się zaklęć: ROI, EBITDA, CAGR!
Jeśli w biznesie normalne jest, że dziewięćdziesiąt dziewięć projektów nie przynosi zwrotu, a jeden trafia, to czemu w państwie domagamy się pełnej skuteczności w każdym wydatku.
Wydaje się dość zrozumiałe, dlaczego osoby zamożne popierają rozwiązania wolnorynkowe, w czasie gdy te uboższe skłaniają się ku postulatom socjalnym. W obu przypadkach po prostu opowiadają się za polityką korzystną dla swojej grupy. Zdarzają się jednak, wcale nie tak rzadkie, przypadki, gdy osoby o niskim statusie materialnym deklarują poparcie dla regulacji sprzyjających najbogatszym. Czasem dochodzi wręcz do tego, że te osoby bywają radykalniejsze w obronie przywilejów elit, niż sami zainteresowani. O ile czasem może to być wynikiem wiary, że elity pociągną kraj do przodu, to równie często zdarza się, że powody ku temu nie są racjonalne – lecz emocjonalne. Z tego względu często bywają niezrozumiałe dla nich samych, nie mówiąc już o ludziach z zewnątrz. Gdy jednak spojrzy się na nie od strony psychologicznej, to stanie się jaśniejsze, czemu biedni popierają bogatych wbrew własnym interesom.
Jak wygląda wyparcie rzeczywistości
Ponieważ zrozumienie tego problemu wymaga wejścia w inną perspektywę, to najlepiej będzie zacząć ten artykuł od odwołania się do sfery sztuki. „Opal” to krótka, surrealistyczna animacja poklatkowa, autorstwa amerykańskiego artysty Jacka Staubera. Zaczyna się od sceny, w której mała dziewczynka, otoczona uśmiechniętą rodziną, szykuje się do tego, aby zjeść soczystego hamburgera. Akcja dzieje się w jasnym, przytulnym wnętrzu i ma aż przesadnie radosny klimat, który jednak zostaje szybko zaburzony widokiem ciemnego, opuszczonego domu, znajdującego się po drugiej stronie ulicy. Mimo iż dziecko dostaje od rodziców polecenie, aby się do niego nie zbliżało, to łamie zakaz i wchodzi do środka.
Wnętrze tajemniczego budynku jest ciemne, zabałaganione i odpychające. Bohaterka spotyka w nim trzy postacie – ciężko chorego starca, narcystycznego mężczyznę oraz kobietę uzależnioną od antydepresantów. Dziewczynka jest przerażona ich wyglądem i zachowaniem, więc chowa się przed nimi w jednym z pokoi.
Podchodzi do okna i tutaj następuje zwrot akcji. W miejscu, gdzie stał jej dom, znajduje się wielki billboard z reklamą hamburgera, któremu towarzyszy zdjęcie uśmiechniętej rodziny – tej samej, którą widzieliśmy na początku filmu. Dla widza staje się wówczas jasne, że obcy ludzie w ciemnym domu są prawdziwą rodziną dziewczynki, a ci wcześniej byli wytworem jej fantazji napędzanej materiałami marketingowymi. Film kończy się tym, że bohaterka, leżąc w swoim obskurnym pokoju, ponownie ucieka od rzeczywistości do marzeń o jedzeniu hamburgera w towarzystwie kochającej rodziny.
Opisany film dość prosto i sugestywnie pokazuje, na czym polega proces psychologiczny zwany wyparciem. Zachodzi on, gdy jakaś osoba znajduje się w stanie, którego nie jest w stanie znieść, a nie mogąc go zmienić – przestaje przyjmować go do wiadomości. Wyparcie może mieć różne stopnie, od prostego zapominania niewygodnych faktów, aż po przypadki ekstremalne, takie jak ten z animacji „Opal”, w której odrzuceniu uległo całe otoczenie bohaterki, zastąpione wyobrażoną, wyidealizowaną wersją rzeczywistości.
Mimo iż taka osoba doświadcza realnego świata i pozornie normalnie w nim funkcje, wszystko, czego doznaje, jest filtrowane przez jej urojenia. Utrudnia jej to realną ocenę własnej sytuacji, ale też pomaga przetrwać w trudnych warunkach. Wbrew pozorom jest to bowiem mechanizm obronny świadomości, przydatny w ekstremalnych sytuacjach. Znajdując się w stanie ciągłego cierpienia, z którego nie ma perspektywy wyjścia, umysł dla własnego dobra wytwarza fantazje, które chronią daną osobę przed załamaniem nerwowym lub popadnięciem w depresję. Problem jednak zaczyna się, gdy chwilowe ucieczki w świat marzeń stają się normą i zaczynają długotrwale zniekształcać postrzeganie świata.
Mechanizmy uwikłania w alternatywnej rzeczywistości
Dopiero wiedząc o istnieniu tego mechanizmu psychologicznego zaczyna się rozumieć pewne nietypowe zachowania. Być może kiedyś spotkaliście kogoś w kryzysie bezdomności opowiadającego niestworzone historie o swoich rzekomych dokonaniach, przesadnie popisując czy przechwalając się. Choć może się to wydawać irytujące lub zabawne, to w rzeczywistości jest rodzajem ucieczki od rzeczywistości. Idealizacja samego siebie ma wynagrodzić danej osobie jej trudny stan za pomocą fantazji opowiadanych obcym ludziom.
O ile każdy czasem może fantazjować o własnych możliwościach, o tyle ekstremalne sytuacje życiowe sprawiają, że także fantazje stają się skrajne. Zazwyczaj bowiem im większe jest wewnętrzne cierpienie danej osoby, tym więcej musi ona sobie kompensować we własnej głowie, czasem przestając zdawać sobie z tego sprawę.
Jest to zjawisko tak powszechne, że sam rynek już dawno go zidentyfikował i wytworzył szereg produktów i usług, których celem jest zarabianie na podtrzymywaniu cudzych marzeń. Ponieważ w kapitalizmie synonimem szczęścia i spełnienia są pieniądze, to wokół nich najczęściej koncentrują się rozmaite „sny na sprzedaż”. Na przykład liczne gry hazardowe, loterie i konkursy, służą budowaniu w ludziach poczucia, że od wielkiego majątku dzieli ich tylko „ta jedna” wielka wygrana. Korzystanie z nich pozwala fantazjować że jest się milionerem z „chwilowymi trudnościami”, którego los zaraz się odmieni.
Podobną funkcję pełnią powszechnie dostępne towary reklamowane jako luksusowe, w tym ich podróbki czy tańsze odpowiedniki. Człowiek ledwo wiążący koniec z końcem może na przykład kupić perfumy, które reklamuje znana gwiazda, aby przez chwilę poczuć się bogatszy niż jest w rzeczywistości. Jest to rodzaj ucieczki w przód – ktoś wiedząc, że nie stać go na większość produktów, których potrzebuje, nabywa rzecz, która jest zbytkiem. Pomaga mu ona udawać, że jest „poza” swoim stanem.
Na marzeniach o dobrobycie żerują też oszuści wysyłający do losowych osób wiadomości o tym, że zostali spadkobiercami arabskiego szejka lub afrykańskiego księcia (oczywiście jeśli przeleją oszustowi kilkaset złotych na obsługę płatności). Tego typu naciągactwo, choć jest szyte grubymi nićmi, trafia w słabość tych, dla których nagłe i niespodziewane wzbogacenie się jest jedyną szansą na godne życie.
Również spora część popkultury jest tworzona tak, aby dawać ludziom możliwość fantazjowania, że są kimś innym. Sugestywne obrazy filmów, seriali, gier czy teledysków pomagają odciągnąć uwagę od codzienności i „odurzyć” się wizjami luksusu.
Oczywiście rzeczywistość co jakiś czas i tak daje o sobie znać, przebijając się do świadomości. Ale gdy iluzja słabnie, to jest masa innych środków pomagających się oderwać od rzeczywistości – jak choćby alkohol czy narkotyki.
Pułapka bez wyjścia
Świat fantazji łatwo może stać się pułapką. Osoba żyjąca w biedzie, żeby z niej wyjść, musiałaby realnie ocenić swoją sytuację oraz możliwości. Nie jest jednak w stanie tego zrobić, gdy rzeczywistość wokół niej jest zbyt trudna, by ją zaakceptować.
Jest bowiem bardzo trudno przyjąć do wiadomości na przykład to, że ktoś był skazany na cierpienie nie ze swojej winy. Jak pogodzić się z tym, że w czyimś organizmie płynął alkohol zanim jeszcze się urodził? Że rodzice się nim nie zajmowali, przez co ma problemy emocjonalne oraz że przez niedożywienie jego organizm nie rozwinął się prawidłowo. Że ma wady fizyczne i urazy psychiczne, które stawiają go na przegranej pozycji w kapitalistycznej grze o godne życie. Nie są to sprawy łatwe do przepracowania, więc lepiej od nich uciekać w sferę marzeń. Na dodatek im dłużej ktoś pozostaje w stanie wyparcia, tym wyjście z niego jest trudniejsze. Do kolejnych trudnych prawd dochodzi bowiem ta, że przez lata marnowało się czas i energię na podtrzymywanie fantazji, zamiast zrobić coś konstruktywnego.
Życie w iluzji bowiem nie jest za darmo – zużywa zasoby i obciąża psychikę. Przy okazji blokuje ludzi przed podejmowaniem działań na poziomie podświadomym. Można bowiem wmawiać sobie, że gdy tylko założy się firmę to natychmiast zbije się na niej majątek, a robić to tak długo, dopóki się tego nie spróbuje. Jeżeli podejmie się działanie i poniesie klęskę, to iluzja się rozsypie, a wówczas albo trzeba będzie stworzyć nową, albo skonfrontować się z bolesną rzeczywistością. „Bezpieczniej” dla psychiki jest więc żadnej próby nie podejmować, a jedynie opowiadać samemu sobie, że ma się „niewykorzystany potencjał”.
Również kontakty z bliskimi, którzy są w stanie przejrzeć konfabulacje danej osoby, mogą prowadzić do „demaskacji” wyidealizowanego obrazu siebie. Aby tego uniknąć, tacy ludzie z czasem osuwają się w samotność, która generuje im jeszcze więcej bólu, przed którym uciekają w kolejne fantazje, a koło się zamyka. Niestety także prośba o pomoc może zburzyć wizję tego, że ktoś „sobie radzi”, więc będzie starał się ich unikać, pragnąc być „zaradny” tak jak ludzie, których podziwia.
Osobom, które wychowywały się w dobrobycie i kochających rodzinach łatwo jest oceniać takie podejście do życia jako rodzaj tchórzostwa, głupoty, naiwności czy lenistwa. Jednak ciężko jest ocenić, w jaki sposób by się myślało, gdyby żyło się od dziecka w dysfunkcyjnym otoczeniu.
Problem systemowy
Utrzymywanie mas biedoty w fantazjach o sukcesie jest wręcz wpisane w obecny system.
Pomimo deklaracji walki z problemem, to, co społeczeństwo najczęściej oferuje wykluczonym, to wszelkiego rodzaju napominania, krytyka, próby „edukacji” czy dobre rady. Nawet jeśli stoją za nimi szczere intencje – to w praktyce nic nie dają.
Aby bowiem tacy ludzie mogli realnie spojrzeć na samych siebie, doznać „oświecenia”, najpierw rzeczywistość wokół nich musiałby stać się na tyle znośna, aby mogli ją zaakceptować. Dopóki bowiem nie czują się bezpiecznie w realnym świecie, to każda próba wyjścia do niego skończy się powrotem do punktu wyjścia.
Najpierw więc trzeba im pomóc fizycznie, poprawić ich byt materialny i relacje społeczne, co nie jest łatwe, bo oni sami często tego nie chcą lub nie wydają się tej pomocy godni.
Również sam system nie ma szczególnego interesu w tym, aby takim osobom realnie pomagać. Ludzie ci bowiem, choć nie są zbyt produktywni, nie sprawiają szczególnych problemów, a przynajmniej nie na dużą skalę. Nie tylko nie oczekują niczego od państwa, ale też są idealnymi klientami dóbr o wątpliwej wartości – jak gry hazardowe. Czasem też zajmują niskopłatne stanowiska pracy, z ich perspektywy – wykonywane tymczasowo, zanim staną się milionerami. Co więcej, choć sami żyją w biedzie, to często popierają bogatych, wierząc, że wkrótce dołączą do ich grona lub że łączy ich z nimi jakaś mistyczna więź. Mając fałszywą świadomość społeczną mogą rozbijać oddolne inicjatywy i próby organizowania się ludzi ze swojego otoczenia. Niechęć wobec rozwiązań prospołecznych jest w zasadzie jednym ze sposobów budowania w sobie fałszywego przekonania że jest się elitą, bo podziela się jej niechęć do polityki solidarnościowej.
Mechanizm ten jest tak szeroki, że obejmuje całe spektrum polityczne i osoby w różnym wieku. Na wolnorynkowej prawicy są młodzi, ambitni ludzie, pewni tego, że zostaną milionerami „wbrew wszystkiemu i wszystkim”. Ale także na lewicy jest masa liberalnego prekariatu, który daje się uwieść progresywnym celebrytom i aktywistom. Mimo iż poziomem życia nie dorasta do swoich idoli, to uważa, iż mając odpowiednie poglądy obyczajowe – ma z nimi coś wspólnego. Kapitalizm doskonale zorganizował mechanizmy podtrzymywania tego rodzaju iluzji. Przedstawia „pościg za marzeniami” jako najwyższą wartość. Popkultura w nieskończoność powtarza historie o zwykłych ludziach robiących nagle, z dnia na dzień, osobiste kariery. Choć w takich opowieściach jest pewien pozytywny, mobilizacyjny charakter, to często prezentowany w nich obraz świata jest zafałszowany.
Wielki kapitał, zdając sobie sprawę, jak bardzo potrzebuje mas biedoty wierzących, że mogą być milionerami, cały czas podsuwa im nowe usługi, rozpraszacze i iluzje. Ludzie żywiący się marzeniami o bogactwie są dla nich gwarancją, że w demokracji ich interesy będą nadal reprezentowane, bowiem bogatych, siłą rzeczy, zawsze będzie zbyt mało, by wyłącznie ich głosami wygrać wybory.
Mateusz Kukla
Zdjęcie w nagłówku tekstu: Elias from Pixabay
Jeśli w biznesie normalne jest, że dziewięćdziesiąt dziewięć projektów nie przynosi zwrotu, a jeden trafia, to czemu w państwie domagamy się pełnej skuteczności w każdym wydatku.
Kapitalizm zmienia każde święto w towar, a epoka bez świąt to epoka bez społeczności.