Klasistowska ciuciubabka

·

Klasistowska ciuciubabka

·

Na początku roku Michał Szułdrzyński, redaktor naczelny „Rzeczypospolitej”, napisał tekst pt. „Klasizm odwrócony”. Przykuł on moją uwagę, gdyż zajmuje się pojęciem klasizmu. Pobieżny rzut oka na ten niedługi tekst od razu zarejestrował słowa „wieśniak” oraz „disco polo”. Omawiałem je kiedyś w kontekście „kultury upokarzania”, jaką klasie ludowej funduje klasa dominująca, czyli klasa profesjonalnych menedżerów złożona m.in. z akademików, ludzi telewizji i rozrywki, dziennikarzy, tzw. inteligencji itp.

Artykuł Szułdrzyńskiego potwierdza tylko to, co od lat opisuję, i co – jak sądzę – widzi i odczuwa spora część polskiego społeczeństwa. Elity, ale także klasa średnia (o ile w ogóle istniejąca, a na pewno kurcząca się), której fetyszem jest wykształcenie i wielkomiejski styl życia, nie mogą funkcjonować bez swojego wroga klasowego, jakim jest lud posiadający „wiejskie” obyczaje, np. ściąga buty, gdy wchodzi do kogoś do mieszkania lub słucha disco polo. Elita, realna lub samozwańcza, musi ludem pogardzać, upokarzać go i nieustannie zawstydzać, aby czuć wyższość, bez której nie może oddychać, emocjonalnie nad nim panować, światopoglądowo i wyborczo dyscyplinować, najlepiej właśnie poprzez sferę kultury, w tym rozrywki. Przekłada się to oczywiście na ekonomię i rozwiązania socjalne, co było świetnie widać w przypadku pisowskiego programu 500 plus, przy okazji którego elity popadały w szał klasowej pogardy wobec tej „biedoty”, która wszystko wyda na alkohol (rzecz w literaturze naukowej dobrze opisana, np. przez Macieja Kosteckiego).

Szułdrzyński stawia tezę, że nie tylko tak się nie dzieje, co jest w świetle analizy treści dyskursu medialnego mainstreamu fałszywe. Idzie on dalej: jego zdaniem to lud wmawia elitom, że te są klasistowskie, podczas gdy one klasistowskie wcale nie są. Elity są zatem ofiarą „złego słowa” ludu, bezpodstawnie oskarżającego go o pogardę. Elity są dobre, lud jest zły. Lud się myli co do nas! Do całej listy grzechów wobec ludu, prawdziwych lub wyimaginowanych, czyli wszelkiej maści „fobii”, dodano, a jakże, klasizm.

Szułdrzyński wychodzi w swoim tekście od wydarzenia w zasadzie niewinnego, czyli fotografii Prezydenta Karola Nawrockiego, który goszcząc u jednej z polskich rodzin ściągnął buty. Kończy zaś stwierdzeniem: „Skrytykuj disco polo, usłyszysz, że nienawidzisz prawdziwych Polaków”. W swoim strumieniu świadomości wrzuca wszystko do jednego worka. Pozbawia tym samym swój tekst tego, co ponoć tak ceni, czyli argumentacji, która ma jakoby odróżniać poważne media, czyli jego samego, od „mediów populistycznych”, czyli Krzysztofa Stanowskiego. Pomiędzy brakiem butów Prezydenta a disco polo chce udowodnić tezę o istnieniu odwróconego klasizmu, czyli tego, że lud przypisuje klasie dominującej cechy, które nie są prawdziwe, „wmawia pogardę dla mas”, co skutkuje wobec klasy dominującej niesłusznymi uprzedzeniami i wrogością. Lud jest populistyczny, twierdzi autor tekstu, a populizm jest jak komunizm, bo komunizm też nienawidził klasy dominującej, czyli burżuazji.

Wystarczy choćby przeczytać rozważania Chantal Delsol o populizmie, aby uświadomić sobie, jak ta analogia zdradza wiele o jej autorze. Komunizm chciał zmienić lud, wykorzenić go ze swojej kultury, i dlatego lud stawiał mu opór. Podobnie zdaniem francuskiej filozofki jest dzisiaj z populizmem, który stawia czoło totalizującym przemianom uderzającym w formę życia ludu. To nie lud jest totalitarny. Jest takim, jeśli już, zupełnie kto inny.

Jedną z pierwszych osób, która skomentowała fakt zdjęcia butów przez Prezydenta Karola Nawrockiego, rzecz jak najbardziej normalną dla zwykłych ludzi, była posłanka Nowej Lewicy, Małgorzata Prokop-Paczkowska. Stwierdziła ona, iż jest to „wieśniactwo”. Szułdrzyński słusznie uznając jej wypowiedź za „głupią”, zauważa, że „Lewica staje na straży elit, a głosem ludu staje się prawicowy prezydent”. „W Polsce odwróciły się role” – twierdzi.

Teza mojego tekstu jest następująca: Szułdrzyński, krytykując posłankę lewicy, robi dokładnie to samo, co ona i pokazuje, jak bardzo nie rozumie on, dlaczego lud nie głosuje na przedstawicieli liberalno-lewicowych elit oraz woli pooglądać Kanał Zero niż czytać o swoim klasizmie wmawianym mu przez redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”.

Dlaczego on – i szerzej: dziennikarski mainstream tego nie rozumieją? Bo są absolutnie zakochani w samych sobie, są narcystyczni, a jedyne, co widzą, to własne odbicie.

Lewicy, jak i całej „elicie”, w tym Szułdrzyńskiemu, trzeba tylko pozwolić być sobą, co umożliwiły w pewnej mierze media społecznościowe. Są oni tak pełni pychy w swojej klasowej wyższości, że nie widzą zupełnie, iż politycznie przegrywają nie przez algorytmy (wspomina o nich autor tekstu), lecz przez samych siebie. Lud nie chce kogoś, kto nie jest taki jak oni, bo po prostu nie rozumie ich odczuwania rzeczywistości społecznej, nie mówiąc już o tym, że nie reprezentuje ich interesów ekonomicznych (jak ma to robić wyższoklasowa lewica, w tym Razem?). Z tego między innymi powodu wybory wygrał Karol Nawrocki. Spora część społeczeństwa nie chciała kogoś kulturowo im obcego.

Nie chodzi o to, że lud nienawidzi wykształconych i znających języki, ale o to, że każe się mu głosować przeciw swojemu interesowi w imię tej wizerunkowej wydmuszki. Trzaskowski nie przegrał dlatego, że stał się klasistowską ofiarą ludu, jak twierdzi dziennikarz. Nie głosowaliście na Trzaskowskiego? Jesteście klasistami! Trzeba nie mieć kontaktu z rzeczywistością, żeby głosić taki pogląd.

Cieszy mnie fakt, że od czasów zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości w 2015 roku to zarządzanie wstydem i poprzez wstyd już nie działa tak, jak dawniej. Nie mam nic przeciwko temu, żeby arcykapłani elit poczuli się tak, jak czuł się lud. Aby odczuli na własnej skórze to, co sami fundowali innym. Mówiąc krótko: nikogo już nie obchodzą wasze stypendia zagraniczne, znajomość języków, wasze muzyczne i kulinarne gusta, tytuły naukowe na nikim nie robią już wrażenia, bo wystarczy trochę was posłuchać, aby zwątpić – całkiem zasadnie – w sens tego wykształcenia i innych rzekomych przymiotów.

Podam przykład. Szułdrzyński przywołuje pojęcie klas, co jest oczywiście zasadne, jeśli mówi się o odwróconym klasizmie. Redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” pisze, iż jego ulubiony badacz kultury współczesnej, Marcin Napiórkowski, napisał o mitach, że ich ważność polega na tym, że się o nich milczy, a nie dlatego, że o nich wszyscy mówią. Szułdrzyński twierdzi, że od lat w Polsce mamy do czynienia z konfliktem klasowym, ale bardzo rzadko zdarza się, aby został on nazwany wprost, co wynika z faktu, iż po transformacji ustrojowej mówienie o klasach to aberracja, co dotyczy głównie polityków.

Pomijając już kwestię tego, jak wiele humaniści oraz publicyści piszą o klasach w Polsce, to Napiórkowski jako strukturalista i semiolog używa pojęcia mitu nie jako czegoś, o czym świadomie i intencjonalnie się milczy, bo wtedy byłoby to tabu. Mówi on o tym w kontekście czegoś, co pozostaje poza świadomością partycypujących w micie i znaczeniach z niego pochodzących (mit u Lévi-Straussa jest wyrazem ukrytych struktur ludzkiego umysłu).

Same wasze teksty są argumentem na rzecz waszych klasowych przeciwników.

Albo inny przykład z Szułdrzyńskiego: wspomniane już disco polo. Tutaj nie chodzi o to, że nie można skrytykować tego gatunku. Krytyka polega na tym, że mówi się coś w stylu: „Nie podoba mi się ta muzyka, gdyż irytują mnie jej rymy”. To jest krytyka, ale tutaj nie chodzi o krytykę, lecz o ostentacyjne wyrażenie pogardy wobec jej słuchaczy przez ludzi z elity, np. dziennikarzy muzycznych i akademików. Jest na ten temat wiele tekstów, wystarczy poczytać. Zrób to samo z gustem przedstawiciela elity, to zaraz poczuje się on ofiarą twojego klasizmu. On może być klasistą, ty nie. Jego klasizm lepszy od twojego „klasizmu”.

To racjonalne, w pełni zasadne, odrzucenie elity przez lud, traktują oni jako klasizm, nieuzasadnioną „wiedzo-fobię”, niechęć ludu wobec rzekomo lepszych od siebie. „Zazdroszczą nam, ale nie są w stanie dorównać naszej mądrości, dlatego nas nienawidzą, a przecież my ich tak kochamy” – zdaje się mówić Szałdurzyński, przywołując pojęcie resentymentu. Ten głupi lud po prostu nie widzi naszej miłości! Po czym ją rozpoznać? Po siniakach, bo bije się z miłości, jak w porządnym polskim, katolickim domu – a raczej w jego wizji rodem z przekonań elit. Jacy wy jesteście polscy w krytyce wymyślonej przez siebie polskości jako nienormalności!

To chaotyczne mówienie Szułdrzyńskiego o odwróconym klasizmie to zwyczajna nieprawda. Po prostu bardzo wielu ludzi, dzięki internetowi i całej infrastrukturze informacyjnej niekontrolowanej przez hegemonię liberałów, zobaczyło, że autorytety, na które tak się powołuje Szułdrzyński, po prostu nimi nie są. Że są poznawczo słabi, gadają bzdury i, co istotne, absolutnie nie rozumieją zwykłych ludzi oraz szeregu ich problemów. Widać dziś, że to jakaś wyalienowana i żyjąca w swoim świecie grupa ludzi, która chce, aby inni robili i uważali to, co oni chcą, żeby robili i uważali. Lud przestał bić pokłony wykształconej ponad normę elicie, przestał być służalczym wobec jej wizji świata. Wypowiedział posłuszeństwo. Trzeba go zatem ponownie napiętnować kolejnym terminem z listy grzechów.

Czyja to wina? Oczywiście mediów internetowych, co jest analogią wobec tłumaczenia sobie przez lewicę jej porażek. Nic w tym dziwnego, to wciąż ta sama elitarna logika: to oni są winni, my nigdy.

Źli populiści mieli czelność mieć swoje media? Skandal!

Wrogiem Szułdrzyńskiego jest m.in. Krzysztof Stanowski. To dziennikarski i polityczny fenomen, o którym nierzadko dyskutuję ze studentami, którzy świetnie wyczuwają nieoczywisty charakter przemian dziennikarstwa pod wpływem Internetu. Mam ambiwalentny stosunek do jego fenomenu, lecz faktem jest, że Kanał Zero pokazał jedno: można kilka godzin oglądać rozmowę dwóch osób, której nie zobaczyłoby się w żadnym innym medium. Nawiasem mówiąc od czasu obejrzenia programu z Jasiem Kapelą zrozumiałem już, dlaczego lewicy się nie wiedzie i stała się memem. To nie algorytmy, albo nie tylko one, to raczej wina was samych jako szerokiego środowiska – tego, jacy jesteście.

Uderzanie w „populistyczne media” tylko je wzmacnia, gdyż zarzuca im się to, czego samemu się nie respektuje. Pokazał to choćby właśnie Stanowski, idąc na wojnę z „Gazetą Wyborczą” i wykazując jej nierzetelność. Jestem absolutnie pewien, że gdyby nie sukces „populistycznych mediów”, to nie byłoby mowy o rządowych projektach regulacji w Internecie. Jak o kwestię mowy nienawiści, także w postaci klasizmu, mogą dbać ci, którzy są w niej mistrzami? Nie chodzi mi tutaj absolutnie o to, żeby nie widzieć złych stron mediów społecznościowych, bo tych jest cała masa, ale o to, że walka ta ma charakter polityczny, choć skrywany pod hasłami bezpieczeństwa – i trzeba być naiwnym, żeby tego nie widzieć.

Michał Szułdrzyński tak długo odwracał klasizm, czyli uwagę od tego, kto jest klasistą, że się w swoim tańcu (nie disco polowym!) zupełnie zakręcił.

dr hab. Michał Rydlewski

Grafika w nagłówku tekstu: Hello Cdd20 from Pixabay

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie