Zamknięcie zakładu i likwidacja setek miejsc pracy na północy Polski.
Jak informuje portal Dla Handlu, duńska firma Espersen zamierza zlikwidować swój zakład w Koszalinie. Firma jest jednym z największych przetwórców ryb i owoców morza w Europie.
Zakład w Koszalinie zatrudnia 650 osób. Stopniowo cały ma zostać zlikwidowany. Przed kilkoma laty przeniesiono do niego produkcję z likwidowanego zakładu tej samej firmy w Kłajpedzie. Teraz koszalińska przetwórnia ma podzielić jej los.
Decyzja o likwidacji zakładu jest motywowana wzrostem kosztów działania oraz trudnościami z dostępem do odpowiedniej ilości surowca, głównie dorsza, z powodu limitów połowowych na Morzu Północnym.
W pierwszej fazie likwidacji pracę ma stracić 300 osób. Wypowiedzenia z pracy mają dostać wkrótce. Kolejne fazy likwidacji przedsiębiorstwa mają pozbawić zatrudnienia całą 650-osobową załogę.
Część działalności koszalińskiego zakładu ma trafić do przetwórni w Wietnamie. Firma Espersen zarobiła w ubiegłym roku na czysto równowartość 112 milionów złotych.
Państwowa Inspekcja Pracy zgłosiła sieć handlową do prokuratury.
Jak informuje Puls Biznesu, Państwowa Inspekcja Pracy skierowała do prokuratury zawiadomienie w sprawie poczynań sieci handlowej Stokrotka. To efekt sporu szefostwa sieci ze związkowcami oraz kontroli PIP w placówkach tej sieci, należącej do kapitału litewskiego.
Spór „Solidarności” działającej w sieci Stokrotka z szefostwem firmy trwa od wielu miesięcy. Oprócz żądań podwyżek płac, związkowcy domagają się zwiększenia obsady sklepów. Ich zdaniem personel jest o wiele za mały – zarówno w kontekście obowiązków spadających na barki zatrudnionych, jak i wobec takich naturalnych wakatów w miejscu pracy, jak urlopy czy zwolnienia lekarskie.
Szefostwo sieci od dawna lekceważy te postulaty. W ubiegłym roku „Solidarność” ogłosiła referendum strajkowe, które jednak zakończyło się niepowodzenie ze względu na zbyt niską frekwencję. Związkowcy od początku uważali, że szefostwo sieci celowo na różne sposoby utrudnia pracownikom udział w głosowaniu.
W lipcu, po apelach związkowców i na wniosek Ministerstwa Rodziny, Pracy i Spraw Społecznych, Państwowa Inspekcja Pracy rozpoczęła kontrole w Stokrotce, w tym weszła do centrali w Lublinie w celu analizy wewnętrznych dokumentów firmy m.in. w sprawie podejrzeń związanych z utrudnianiem referendum strajkowego.
Po zakończeniu kontroli PIP zdecydowała się skierować zawiadomienie do prokuratury w sprawie działań szefostwa sieci i objęcia ich dochodzeniem.
Są pierwsze efekty działań kontrolujących „śmieciowe” zatrudnienie.
Jak informuje Business Insider, rezultaty przynoszą pierwsze kontrole Państwowej Inspekcji Pracy przeprowadzane po wprowadzeniu możliwości przekształcania zatrudnienia na umowach śmieciowych w umowy o pracę, gdy zachodziło obchodzenie prawa przez „pracodawców”.
Od 8 lipca do 13 sierpnia PIP przeprowadziła 100 kontroli dotyczących sposobu zatrudniania. W tym samym okresie wpłynęło do niej 690 skarg na zatrudnianie na umowach śmieciowych zamiast na umowach o pracę. W 2025, przed zmianą prawa, przez cały okres styczeń – koniec lipca było takich zgłoszeń tylko 619.
PIP prowadzi 100 kontroli, z czego 35 już zostało zakończonych. Inspektorzy nakazali w przypadku 121 zatrudnionych zawarcie umów o pracę, gdyż realia ich zatrudnienia spełniają wszelkie wymogi pracy etatowej. Oprócz tego ma miejsce dobrowolna zmiana zasad zatrudnienia. PIP otrzymała informacje o 201 przypadkach, w których szefostwo firm zamieniło umowy śmieciowe na umowy o pracę zanim dokonano nakazu takiej zmiany.
Wsparcie na walkę z bezrobociem może być jeszcze niższe.
Jak informuje Portal Samorządowy, w swoim apelu do rządu Związek Powiatów Polskich wyraża zaniepokojenie planami dotyczącymi nakładów na przeciwdziałanie bezrobociu w roku 2027. W swoim stanowisku skierowanym do Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego organizacja ta domaga się debaty dotyczącej nakładów z Funduszu Pracy, mających trafić w roku 2027 na wsparcie w wychodzeniu z bezrobocia. ZPP jest zaniepokojony informacjami przedstawicieli Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, którzy na posiedzeniu Zespołu ds. Ochrony Zdrowia i Polityki Społecznej KWRiST informowali, że minister finansów i gospodarki zalecił resortowi pracy, aby wydatki z Funduszu Pracy były w 2027 takie, jak w bieżącym roku.
ZPP alarmuje, że w przyszłym roku powiatowe urzędy pracy mają wedle wstępnych planów rządu otrzymać tyle samo środków na walkę z bezrobociem, ile dostały w roku 2026. Oznacza to de facto ich ubytek. Po pierwsze bowiem rosną koszty nakładów na rozmaite działania pomagające znaleźć pracę. Po drugie natomiast przybywa bezrobotnych – przypomnijmy, że w ciągu roku przybyło około 80-90 tysięcy osób zarejestrowanych w urzędach pracy.
Organizacja podkreśla w swym apelu także fakt, że nakłady na przeciwdziałanie bezrobociu mają nie wzrosnąć, mimo iż przybywa środków w Funduszu Pracy, mającym finansować m.in. takie działania. Składki te pochodzą z obligatoryjnych potrąceń z pensji pracowników i składek pracodawców, a służyć mają właśnie wsparciu bezrobotnych w znalezieniu zatrudnienia.
ZPP przypomina też, że w roku 2026 r. rząd Tuska już znacznie – o kilkadziesiąt procent – zmniejszył nakłady na ten cel, a wiele urzędów pracy otrzymało środki tak niewielkie, że mocno ograniczyło to możliwości wsparcia bezrobotnych w poszukiwaniu zatrudnienia. Miało to miejsce nawet w wielu powiatach o wysokiej stopie bezrobocia.