Dobre wieści pracownicze

Dobre wieści pracownicze

Prawomocny wyrok za łamanie praw pracowniczych.

Dobre wieści przynoszą związkowcy z organizacji Inicjatywa Pracownicza. Napisali oni między innymi:

Dyrektor fabryki Jeremias z prawomocnym wyrokiem. Zatrudnił łamistrajków i nie wpuszczał na zakład społecznego inspektora pracy.

Dwa ważne zwycięstwa dla Inicjatywy Pracowniczej w fabryce kominów Jeremias w Gnieźnie. Sąd poinformował dzisiaj, że dyrektor zarządzający Marcin Mróz został prawomocnie ukarany po tym, gdy zdecydował się wycofać sprzeciw od wyroku nakazowego. Wyrok wiąże się z głośnym strajkiem w tej fabryce latem 2025 roku. Strajk ten, ostatecznie wygrany przez związek, szefostwo torpedowało nielegalnymi metodami. W tym czasie firma korzystała z doradztwa kancelarii prawnej PCS Paruch.
Dyrektor dopuścił się dwóch czynów zabronionych. Po pierwsze zatrudnił pracowników tymczasowych na stanowiskach uczestników strajku w jego trakcie. Zatrudnianie łamistrajków jest nielegalne. Ponadto podczas kontroli PIP zabronił wejść na zakład zakładowemu społecznemu inspektorowi pracy Mariuszowi Piotrowskiemu. Tym samym naruszył ustawę o społecznej inspekcji pracy.

Wraz z akceptacją winy dyrektora załamuje się sądowa strategia skrajnego napięcia, do której firmę Jeremias skłania doradzająca jej kancelaria PCS Paruch. Kancelaria ta działa w podobny sposób w innych zakładach pracy, ostatnio w Dino, wcześniej w Amazon. Strategia napięcia polega na bojkotowaniu przepisów prawa pracy, udawaniu że związek nie istnieje, że spór zbiorowy czy strajk jest nielegalny. PCS Paruch testuje w ten sposób powagę sądów i państwa w kwestii obrony pracowników. Zalewanie związkowców sprawami sądowymi ma zniechęcić ich do działalności związkowej i ostatecznie zmusić do rezygnacji. PCS buduje piramidę absurdalnych spraw by skłonić związkowców do ugody. Mamy przepraszać za to, że w ogóle pomyśleliśmy o zrzeszeniu się w związku zawodowym.

Jeśli jednak związek jest nieugięty, piramida absurdalnych spraw nieuchronnie zaczyna się rozpadać. W efekcie, rozjeżdżają się interesy właścicieli zakładu pracy i kancelarii prawnej. Okazuje się, że prawnicy bezcelowo doją na potęgę budżet zakładu, a właściciele nie zyskują nic, sami tylko otrzymują kolejne wyroki i nakazy zapłaty. W innej firmie która płaciła krocie PCS za atakowanie związkowców, załamany brakiem efektów właściciel po latach przyznał naszemu związkowi: „mogłem dać ludziom”…

W tym samym dniu IP odniosło drugie zwycięstwo w Jeremias. Sąd pracy nakazał spółce zapłatę dokładnie 66 900 zł na rzecz zwolnionego z pracy Mariusza Piotrowskiego w ramach egzekucji. Od kilkunastu miesięcy dyrekcja nie dopuszcza go do pracy na stanowisku spawacza i nie wpuszcza go na teren zakładu. Sąd zastosował przepisy o egzekucji w ramach zabezpieczenia naszego żądania przywrócenia Mariusza do pracy.

Obecne wyroki sądów to jasny przekaz dla dyrekcji Jeremias i innych w Polsce korzystających z kancelarii podobnych do PCS. Jeśli pracodawca nie chce negocjować ze związkiem by osiągnąć godne porozumienie, woli uprawiać dialog pięści z nosem i płacić miliony kancelariom prawnym, to ostatecznie sam na tym traci.

Niestety, firmie w niszczeniu związków w Polsce pomaga także rząd. Skazany prawomocnie prezes może nadal liczyć na miliony dopłat z państwowego funduszu w celu przenoszenia produkcji do więzienia. Już dziś w pobliskim ZK Gębarzewo państwo stworzyło dla Jeremias dwie fabryki z niewolną siłą roboczą, a dotacje do wypłat dla więźniów biją rekordy z każdym rokiem. Z wypłat skazanych finansuje się też kolejne prywatne fabryki w więzieniach w Polsce.

Wraz ze wzrostem zatrudnienia w Zakładzie Karnym, spółka Jeremias zwolniła tej zimy wielu pracowników w fabryce w Gnieźnie. Pomoc państwa dla prywatnych biznesów nie może być bezwarunkowa. Inicjatywa Pracownicza żąda od ministra sprawiedliwości wprowadzenia jasnych zasad: zero dotacji w firmach zwalczających związki. Państwo nie może też dopłatami zachęcać prywatne firmy do zwolnień. Nasza walka trwa, a kolejne zwycięstwa dodają nam wiary że sprawiedliwość społeczna jest możliwa.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Prawie wszyscy bez pracy

Prawie wszyscy bez pracy

Duża drukarnia zwalnia niemal całą załogę.

Jak informuje łódzki dodatek „Gazety Wyborczej”, w Łodzi mają miejsce duże zwolnienia z pracy. W Drukarni Prasowej S.A. zapowiedziano zwolnienie niemal całej załogi – 90 osób.

Zakład istnieje od roku 1946, a pod obecną nazwą od prywatyzacji w roku 1991. Zajmował się m.in. drukiem wielu dużych gazet. W ubiegłym roku zakład zanotował niemal 3 miliony strat. Pod koniec sierpnia do urzędu pracy zgłoszono zamiar zwolnienia 90 osób ze stuosobowej załogi.

Tereny zakładu przy Alei Piłsudskiego są już traktowane jako miejsce inwestycji deweloperskich.

Płaćcie lepiej

Płaćcie lepiej

W jednym z zakładów rozpoczął się spór zbiorowy związkowców z zarządem.

Jak informuje Portal Samorządowy, w Zakładzie Utylizacji Odpadów w Szczecinie ruszył spór zbiorowy. „Solidarność” działająca w firmie domaga się podwyżek płac i zmiany zasad premiowania.

Związkowcy domagają się podwyżek płac o 600 złotych brutto miesięcznie oraz zmiany zasad wypłacania premii i dodatków do pensji zasadniczej. Swoje postulaty zgłosili już w styczniu, ale do dzisiaj nie doczekali się ich realizacji, a nawet poważnego zainteresowania ze strony władz firmy. Spór zbiorowy ma być zatem narzędziem zmuszenia szefostwa do realizacji postulatów związkowych.

W przypadku niepowodzenia negocjacji spór zbiorowy zakłada jako kolejne etapy wymagane prawem referendum strajkowe, a w przypadku jego powodzenia – strajk. W ZUO Szczecin pracuje obecnie około 150 osób i jeśli ponad połowa z nich weźmie udział w referendum i zagłosuje za strajkiem, związkowcy będą mieli mandat formalnoprawny i społeczny do zatrzymania pracy.

Związkowcy twierdzą także, iż średnie wynagrodzenie w przedsiębiorstwie, którym władze firmy epatują w mediach, nie ma nic wspólnego z wysokością zarobków szeregowych pracowników, a średnia jest windowana przez płace szefostwa firmy i personelu kierowniczego.

Strach przed zwolnieniami

Strach przed zwolnieniami

Pracownice MOPS obawiają się utraty pracy.

Jak informuje portal bielsko.biala.pl, w Bielsku-Białej wielkie obawy wzbudziły plany władz miasta. Zamierzają one przenieść usługi opiekuńcze z MOPS do sektora „pozarządowego”. Pracownice MOPS świadczące od lat opiekę nad osobami chorymi, niesamodzielnymi, starszymi itp. obawiają się utraty zatrudnienia. Problem może dotyczyć nawet 50 osób.

Władze Bielska-Białej chcą, aby usługi opiekuńcze świadczone były przez organizacje pozarządowe wyłonione w przetargu. W mieście mówi się nawet o planach sprywatyzowania tych usług. Oba scenariusze mają oznaczać, że zamiast wyspecjalizowanego działu MOPS opiekę świadczyć miałby podmiot zewnętrzny. Pracownice MOPS obawiają się utraty zatrudnienia, a w „najlepszym” razie znacznego pogorszenia warunków zatrudnienia przy tak odpowiedzialnej pracy, jak opieka nad osobami niesamodzielnymi.

Nowe zasady miałyby obowiązać od 1 czerwca 2027 po wyłonieniu w przetargu usługodawcy zewnętrznego. Władze miasta twierdzą, że pracownice MOPS nie stracą zatrudnienia, lecz zostaną przeniesione z gwarancją pracy do nowego podmiotu. Pracownice jednak obawiają się pogorszenia warunków pracy: obniżki płac, braku pewności długofalowego zatrudnienia, braku premii i dodatków gwarantowanych dotychczas przez MOPS itp. Władze miasta wskazują na pozytywne doświadczenia z przekazywaniem tego rodzaju usług podmiotom zewnętrznym, ale jest to oczywisty sposób liberałów na oszczędności finansowe i na unikanie odpowiedzialności za świadczone usługi.

Lokalne struktury związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza deklarują wsparcie dla pracownic MOPS. Związkowcy piszą w swoim apelu:

„Inicjatywa Pracownicza Podbeskidzie wyraża pełne poparcie dla pracownic Działu Usług Opiekuńczych MOPS w Bielsku-Białej, które walczą o swoje miejsca pracy i sprzeciwiają się przekazaniu usług opiekuńczych podmiotom zewnętrznym.

Te kobiety od lat wykonują niezwykle ważną pracę. Każdego dnia wspierają osoby starsze, chore, z niepełnosprawnościami i niesamodzielne. Budują relacje z podopiecznymi i zapewniają im pomoc, której nie da się sprowadzić do tabeli kosztów.

Nie zgadzamy się na to, by wieloletnie doświadczenie pracownic zostało zlekceważone, a publiczne usługi były wyprowadzane poza MOPS bez rzetelnego dialogu z załogą.

Przekazanie usług opiekuńczych podmiotom zewnętrznym oznacza realne pytania o przyszłość zatrudnienia, stabilność pracy oraz jakość i ciągłość opieki nad mieszkańcami Bielska-Białej.

Domagamy się:
• ochrony miejsc pracy i praw pracowniczych,
• dialogu z pracownicami i ich przedstawicielkami,
• przejrzystości w podejmowaniu decyzji,
• traktowania usług opiekuńczych jako odpowiedzialności publicznej, a nie wyłącznie kwestii organizacyjnej,
• ponownej weryfikacji zasadności tej decyzji.

Nie ma dobrej opieki bez szacunku dla osób, które ją świadczą!”.