Pół tysiąca straci pracę?

Pół tysiąca straci pracę?

Zagrożony jest los zakładu i całej załogi.

Jak informuje portal Dla Handlu, sąd wpisał do akt wniosek właścicieli zakładu Fameg w Radomsku o ogłoszenie upadłości. Ważą się losy całej firmy i jej załogi. Fameg to jeden z największych w Europie producentów drewnianych krzeseł giętych. Działa od XIX wieku. Zatrudnia ponad 500 osób.

Poważne kłopoty firmy zaczęły się w 2024 roku. Zanotowała ona wtedy duże, kilkunastomilionowe zadłużenie. Firma ogłosiła proces restrukturyzacyjny zawarła ugodę z wierzycielami. Jednym z elementów restrukturyzacji były zwolnienia grupowe, które jesienią 2024 objęły 69 osób.

Pod koniec września 2026 władze spółki złożyły do sądu wniosek o ogłoszenie upadłości. Został on zatwierdzony przez sąd. Zagrożone jest fizyczne istnienie zakładu oraz miejsca pracy całej ponad półtysięcznej załogi.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Inspekcja Pracy skontroluje WARS

Inspekcja Pracy skontroluje WARS

Okręgowy Inspektor Pracy w Warszawie przeprowadzi kontrolę w spółce WARS, kontrolowanej przez państwo i obsługującej pociągi PKP Intercity. To efekt interwencji poselskiej Michała Moskala (PiS). Na koniec 2025 r. WARS miał 754 pracowników na umowach o pracę i 1 387 osób na umowach zlecenia – zleceniobiorcy stanowili więc prawie dwie trzecie osób, z którymi spółka bezpośrednio zawarła umowy. Z odpowiedzi Państwowej Inspekcji Pracy wynika zarazem, że spółki Grupy PKP nie zostały objęte planem kontroli na 2026 r. w zakresie kwalifikacji umów cywilnoprawnych.

Poseł Moskal zwrócił się do Głównego Inspektora Pracy 25 sierpnia 2026 r., wnosząc o kontrolę w centrali WARS i we wszystkich oddziałach spółki. Chodziło o sprawdzenie, czy osoby zatrudniane na umowach zlecenia – przede wszystkim przy sprzątaniu pociągów – nie wykonują w rzeczywistości pracy w warunkach właściwych dla umowy o pracę. W odpowiedzi z 18 września 2026 r. zastępca Głównego Inspektora Pracy Jarosław Leśniewski poinformował, że wystąpienie przekazano Okręgowemu Inspektorowi Pracy w Warszawie w celu przeprowadzenia kontroli. O jej wynikach i zastosowanych środkach prawnych poseł ma zostać poinformowany niezwłocznie po zakończeniu postępowania.

WARS prowadzi gastronomię w wagonach restauracyjnych i barowych oraz obsługę wagonów sypialnych w pociągach PKP Intercity, a od 2018 r. także sprząta tabor kolejowy. 50,02 proc. akcji spółki należy do PKP Intercity, a 49,98 proc. do Skarbu Państwa. Według sprawozdania zarządu za 2025 r. na koniec roku WARS miał 754 pracowników na umowach o pracę oraz 1 387 osób na umowach zlecenia. Około 88 proc. zleceń dotyczyło sprzątania pociągów PKP Intercity – to ok. 1,2 tys. osób. Dla porównania na etatowych stanowiskach robotniczych spółka miała wtedy 384 osoby. Na jedną osobę na etatowym stanowisku robotniczym przypadały więc ponad trzy osoby sprzątające na zleceniu.

Do tego dochodzą kolejne formy pozaetatowe. Spółka korzystała z pracy ok. 177 osób osadzonych, zatrudnianych na podstawie porozumienia ze Służbą Więzienną, oraz ok. 239 osób miesięcznie z agencji pracy tymczasowej. Wagony gastronomiczne obsługiwały w modelu franczyzowym 82 podmioty zatrudniające ok. 700 osób. Łącznie WARS deklaruje ok. 3,26 tys. miejsc pracy – umowę o pracę z samą spółką ma z tego niespełna co czwarta osoba. Wszystkie tabele struktury zatrudnienia w sprawozdaniu zarządu obejmują przy tym wyłącznie 754 etatowców.

Usługi sprzątania – przede wszystkim pociągów – nie są działalnością poboczną. W 2025 r. przyniosły 176,8 mln zł, czyli 51,7 proc. przychodów spółki ze sprzedaży, przy wzroście o blisko 32 proc. rok do roku. Na rzecz PKP Intercity spółka świadczy je od grudnia 2018 r., a obowiązujące umowy sięgają końca 2026 r. Sama spółka pisze w sprawozdaniu o szkoleniach dla 105 mistrzów i brygadzistów odpowiedzialnych za stacjonarne sprzątanie taboru, o „rekrutacji pracowników” i „procesie wdrożenia pracownika”, a także o przedstawionej w 2025 r. „propozycji nowej formy zatrudnienia na stanowiskach osób sprzątających”. Stała praca, w miejscu i czasie wyznaczonym przez spółkę, pod nadzorem jej kadry – to cechy, które Kodeks pracy wiąże z umową o pracę. Czy w WARS są spełnione, oceni teraz inspekcja.

– „Rząd przeprowadził reformę Inspekcji Pracy pod hasłem walki z umowami śmieciowymi i wpisał ją do KPO. Skoro tak, powinien świecić przykładem tam, gdzie sam jest właścicielem. Tymczasem w państwowej spółce, która sprząta pociągi PKP Intercity, na koniec ubiegłego roku prawie dwie trzecie osób zatrudnionych bezpośrednio pracowało na zleceniach, a inspekcja od 2021 r. zaglądała tam wyłącznie po skargach i wypadkach. Ludzie, którzy na co dzień sprzątają wagony, zyskają na umowie o pracę płatny urlop, chorobowe, dodatki i stabilność zatrudnienia. Ustawa daje pracodawcom czas do lipca 2027 r. na dobrowolne uporządkowanie umów bez kary – WARS powinien z tego skorzystać, zanim zrobi to za niego inspekcja. WARS to dopiero początek. Wystąpię do Inspekcji Pracy o sprawdzenie, jak zatrudniają pozostałe spółki Skarbu Państwa oraz agencje i instytucje podległe rządowi” – zapowiada poseł Michał Moskal.

Poseł zapowiada, że po otrzymaniu wyników kontroli poinformuje o nich opinię publiczną. Interwencja w sprawie WARS otwiera serię wystąpień do Państwowej Inspekcji Pracy dotyczących sposobu zatrudniania w spółkach Skarbu Państwa oraz w agencjach i instytucjach podległych rządowi.

Studenci czekają na stołówki

Studenci czekają na stołówki

Studenci przekonują, że trwałym rozwiązaniem problemu dostępności tanich posiłków jest budowa publicznych stołówek.

Od początku roku akademickiego 2026/2027 działa pilotażowy program dopłat do posiłków. Władze Uniwersytetu Jagiellońskiego przedstawiają go jako rozwiązanie odpowiadające na problemy studentów, pomijając przy tym szereg ograniczeń tego systemu.

Program obejmuje wyłącznie studentów studiów stacjonarnych. Oznacza to, że osoby, które są zmuszone płacić za studia, nie otrzymują w jego ramach żadnego wsparcia. Co więcej, student kupujący posiłek musi najpierw zapłacić pełną cenę, a zwrot otrzymuje dopiero w kolejnym miesiącu. Dla najbiedniejszych studentów, dla których studiowanie wiąże się z ciągłym wiązaniem końca z końcem, oznacza to konieczność oczekiwania na zwrot przez cały okres rozliczeniowy.

Program wiąże się również z dodatkowymi obowiązkami po stronie studentów. Muszą oni podać szereg danych potrzebnych do otrzymania zwrotu, a otrzymane dopłaty rozliczać w ramach PIT-u. Udział w programie wymaga polskiej rezydencji podatkowej, numeru PESEL, podania danych do celów podatkowych oraz rachunku bankowego. Obecny program pozostawia natomiast przygotowanie posiłków, ich dostępność i ofertę przedsiębiorcom. Sam regulamin programu zastrzega, że UJ nie gwarantuje dostępności określonych dań, jadłospisu, godzin działania ani ciągłości świadczenia usług przez operatorów.

Program obejmuje także tylko osiem lokalizacji: siedem znajduje się na Kampusie 600-lecia Uniwersytetu Jagiellońskiego, a jedna na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych. Dla osób studiujących na wydziałach na Starym Mieście program w praktyce nic nie zmienia, ponieważ nie obejmuje żadnych punktów gastronomicznych w tej części miasta.

Jak wskazują studenci zrzeszeni w Inicjatywie Pracowniczej, najważniejszy problem dotyczy jednak outsourcingu i jego konsekwencji. Program dopłat nadal opiera się na gastronomii prowadzonej przez prywatnych przedsiębiorców. UJ ustalił cenę pełnego zestawu objętego programem na 32 złote. Tymczasem na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych, gdzie w wyniku działań studentów doszło do zmiany ajenta i obniżenia ceny zestawu obiadowego do 26 złotych, wraz z uruchomieniem pilotażu zwykła cena zestawu wzrosła do 29 złotych. Zestaw objęty dopłatą wyceniono natomiast na 32 złote. Oznacza to, że 3 złote z publicznej dopłaty pokrywają wyłącznie różnicę między zwykłą ceną posiłku a ceną ustaloną na potrzeby programu i trafiają bezpośrednio do prywatnego operatora.

Zdaniem studentów konstrukcja programu umożliwiła operatorowi podniesienie ceny i zwiększenie przychodu. Ich zdaniem jest to konsekwencja rozwiązania, w którym uczelnia nie kontroluje kosztów przygotowania posiłków ani polityki cenowej operatorów. Zamiast rozwijać własne stołówki i tworzyć trwałą infrastrukturę gastronomiczną, publiczne pieniądze trafiają w ten sposób do prywatnych przedsiębiorców.

Jak mówi jeden ze studentów zrzeszonych w Inicjatywie Pracowniczej: „Istnienie takich lokali zależne jest od osiąganego zysku i w każdej chwili właściciele mogą zdecydować o ich zamknięciu. Program, mimo że teraz wydaje się jakimś wsparciem, nie stanowi właściwego rozwiązania. Potrzebujemy trwałego i stabilnego rozwiązania na lata. Właściwym rozwiązaniem takiego problemu jest prowadzenie przez uniwersytety publicznych stołówek. Ceny w nich nie są zależne od rynku, a o istnieniu lokali nie decyduje komercyjny biznes”.

Jak wskazuje inna studentka, rektor zadeklarował, że utworzenie jednej stołówki jest możliwe do 2027 roku, a dwóch kolejnych do 2030 roku. Skoro jest to w możliwościach uniwersytetu, oczekujemy realizacji tej deklaracji.

Temat niedostępności tanich posiłków na Uniwersytecie Jagiellońskim pojawił się w wyniku protestów studentów i studentek z Inicjatywy Pracowniczej. Podczas rozmów z władzami UJ wskazywali oni, że program dopłat jest rozwiązaniem tymczasowym i nie stanowi właściwej odpowiedzi uniwersytetu na żądania społeczności akademickiej. Ich zdaniem trwałym rozwiązaniem problemu jest rozwój publicznej infrastruktury socjalnej, w tym własnych stołówek.

Studenci zapowiadają kontynuację działań. 14.10 o godz. 12:00 pod WBBiB będą rozdawać społeczności studenckiej darmowe posiłki podczas akcji „Nie dla prywatyzacji, tak dla stołówki”, podczas której będą podkreślać, że trwałym rozwiązaniem problemu dostępności tanich posiłków jest budowa publicznych stołówek.

O lepsze płace

O lepsze płace

Pracownicy zakładu z sektora automotive walczą o wyższe zarobki.

Jak informuje „Gazeta Lubuska” zaostrza się sytuacja w zakładzie Valmet Automotive w Żarach. Tamtejsi pracownicy, reprezentowani przez „Solidarność”, domagają się wyższych wynagrodzeń.

Od kilku miesięcy trwa w zakładzie spór zbiorowy związkowców z zarządem. Negocjacje prowadzono wiosną i latem, ale władze firmy nie przystały na żądania związkowców. Domagali się oni podwyżek płac o 569 złotych brutto, a w trakcie negocjacji ustąpili i zeszli do kwoty 400 zł brutto i z przesunięciem podwyżek od lipca zamiast od stycznia. Jednak nawet ta kwota nie spotkała się z aprobatą zarządu.

W styczniu władze firmy wprowadziły bez konsultacji z kimkolwiek podwyżkę w wysokości 3%. Zdaniem związkowców jest to zaledwie wyrównanie inflacyjne i nie załatwia sprawy niskich płac w firmie. Znaczna część 360-osobowej załogi zarabia płacę minimalną lub niewiele więcej. Pracownicy oczekują podwyższenia zarobków.

Wkrótce kolejna runda negocjacji. Jeśli nie przyniosą one rezultatu, kolejne przewidziane prawem kroki to strajk ostrzegawczy i referendum strajkowe, a w przypadku jego powodzenia – strajk w zakładzie.