Duży zakład zwolni wielu pracowników w niewielkim mieście.
Jak informuje portal Tysol.pl, duże zwolnienia zapowiedziało szefostwo zakładu Hutchinson 2 w Żywcu. To firma z sektora automotive, zajmująca się wytwarzaniem gumowych i plastikowych elementów do samochodów różnych marek. W Polsce posiada 7 zakładów, z czego dwa ulokowane są w Żywcu. Właścicielem całości jest francuski koncern TotalEnergies.
15 października związkowcy z „Solidarności” zostali poinformowani przez władze firmy o planowanych zwolnieniach grupowych. Decyzja jest motywowana spadkiem zamówień i ogólną sytuacją na rynku motoryzacyjnym.
Zwolnienia mają objąć 170 osób z zakładu nr 2 w Żywcu. Planowane jest przeprowadzenie ich w trzech turach. Pierwsze osoby stracą pracę już 12 listopada, a proces zwolnień miałby się zakończyć w czerwcu 2027. Najpierw na bruk trafić ma 90 osób, później 50, a na końcu ostatnich 30 z planowanych do zwolnienia.
W 2025 roku pracę w żywieckich zakładach tej samej firmy straciło 91 osób, a w zakładzie w Bielsku-Białej – 80 zatrudnionych.
Minister Infrastruktury Klimczak obiecywał wspólny bilet w 2027 roku – resort przesuwa go nawet na 2034 rok.
Wspólny bilet na pociągi, autobusy i komunikację miejską miał być gotowy około 2027 roku – tak zapowiadał minister infrastruktury Dariusz Klimczak w 2024 r. i powtarzał w 2025 r. Z odpowiedzi resortu na interpelację posła Michała Moskala (PiS) wynika, że ministerstwo przesunęło termin na lata 2031–2034, porzuciło zapowiedziany w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej przetarg na analizę, od której miała zacząć się budowa systemu. Z projektu wspólnego biletu został jedynie projekt ustawy o ulgach, którego rząd nie wpisał nawet do swojego planu prac.
Ogólnopolski Bilet Zintegrowany miał rozwiązać problem dobrze znany każdemu, kto dojeżdża z mniejszej miejscowości: jedna podróż – kilka biletów, kilku przewoźników i kilka osobnych rozkładów jazdy. Idea była prosta: jeden bilet na całą trasę, niezależnie od tego, czy jedziemy pociągiem PKP Intercity, pociągiem regionalnym, autobusem czy tramwajem. Wspólny bilet był jedną z obietnic wyborczych partii tworzących obecną koalicję. W marcu 2024 r. minister infrastruktury Dariusz Klimczak zapowiedział w TVP Info: „około roku 2027 będziemy mieli wspólny bilet”. We wrześniu 2025 r. ponownie wskazał ten termin: „Chciałbym, aby w 2027 roku funkcjonował jeden zintegrowany bilet”.
Odpowiedź z 19 października 2026 r., podpisana z upoważnienia ministra przez wiceministra Piotra Malepszaka, rozwiewa te nadzieje. Resort pisze wprost, że „zmiany koncepcyjne” spowodowały przesunięcie zakładanej perspektywy na lata 2031–2034. To od czterech do siedmiu lat później, niż obiecywał minister – poza obecną kadencją Sejmu i w dużej części także poza następną. Ministerstwo nie odpowiedziało, kiedy i kto podjął tę decyzję.
Najbardziej wymowny jest los tzw. studium wykonalności. To szczegółowa analiza, od której zaczyna się budowę każdego dużego systemu: ma odpowiedzieć, jak bilet będzie działał, kto nim zarządza, jak przewoźnicy podzielą się pieniędzmi z jego sprzedaży i ile całość będzie kosztować. W kwietniu 2025 r. ministerstwo ogłosiło w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej zamiar zamówienia takiej analizy wraz z projektem technicznym systemu. Wartość zamówienia oszacowano na 4,39 mln zł netto, projekt miał być współfinansowany ze środków unijnych z programu FEnIKS, a ogłoszenie przetargu zaplanowano na 30 czerwca 2025 r. Przetargu nie ogłoszono nigdy. Jeszcze w lipcu 2025 r. resort zapewniał w odpowiedzi na wcześniejszą interpelację posła Moskala, że opracowuje dokumentację potrzebną do ogłoszenia przetargu. Dziś przyznaje, że odstąpił od zlecenia studium, powołując się na „ograniczony czas wydatkowania środków publicznych na ten cel”. Tyle że ten czas ministerstwo straciło samo – przez ponad rok nie ogłosiło przetargu, który samo zapowiedziało. Resort dodaje też, że prace, na których chce się teraz skupić, nie kwalifikują się do wsparcia z programu FEnIKS.
Pierwszym etapem projektu, jak zapowiadało ministerstwo w 2025 r., miał być wspólny cennik na pociągi dalekobieżne i regionalne, czyli jeden bilet honorowany przez różnych przewoźników kolejowych. Według odpowiedzi resortu nie został wdrożony, a nowego terminu nie podano. Co więcej, ministerstwo przyznaje, że projekt został „przeformułowany na przedsięwzięcie o charakterze regulacyjnym”. W praktyce oznacza to, że zamiast budowy systemu biletowego resort zajmie się przede wszystkim porządkowaniem ulg ustawowych – zniżek przysługujących m.in. uczniom, studentom, emerytom, osobom z niepełnosprawnościami czy kombatantom. Problem w tym, że i ta praca stoi w miejscu. Projekt zmian w ulgach miał trafić do konsultacji w drugiej połowie 2025 r. W czerwcu 2026 r. ministerstwo przyznało w odpowiedzi na inną interpelację posła Moskala, że projekt nie został nawet wpisany do wykazu prac rządu, a w październiku potwierdza, że od tamtej pory nic się nie zmieniło.
Niewiele wiadomo też o pracach zespołu, który minister powołał do realizacji projektu wspólnego biletu w lutym 2025 r. Przez ponad półtora roku przygotował on dwa sprawozdania – za pierwszy i drugi kwartał 2025 r. Ministerstwo nie podało, ile razy zespół się zebrał ani kto w nim zasiada. Nie udostępniło też sprawozdań, wskazując jedynie, że nie ma obowiązku publikowania ich w Biuletynie Informacji Publicznej.
Dużą część odpowiedzi resort poświęca krytyce weta Prezydenta RP Karola Nawrockiego z 19 sierpnia 2026 r. do nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. To jednak próba przerzucenia odpowiedzialności. Przetarg na analizę miał zostać ogłoszony ponad rok przed wetem. Wśród rozwiązań zawetowanej ustawy, które wylicza sam resort, nie ma wspólnego biletu, a ministerstwo samo przyznaje, że do jego wprowadzenia potrzebny jest dopiero planowany, odrębny pakiet przepisów. Jednocześnie resort deklaruje, że nie przygotowuje nowego projektu nowelizacji tej ustawy, a jedynie „planuje” powołanie zespołu eksperckiego. Ministerstwo obwinia weto także za to, że rozkłady jazdy wciąż są publikowane w różnych formatach i w rozproszonych miejscach, przez co trudno znaleźć połączenie z przesiadką z autobusu na pociąg. W tej samej odpowiedzi sam jednak przypomina, że obowiązek stosowania cyfrowych standardów danych o rozkładach nakładają już przepisy unijne. Mimo to nie wie, ilu przewoźników autobusowych przygotowuje rozkłady w tym standardzie, bo takich danych nie zbierał, a rządowe narzędzie pomagające w cyfryzacji rozkładów ma ruszyć dopiero na początku 2028 r.
Na znaczną część z dwudziestu pytań posła ministerstwo nie odpowiedziało wcale. Nie przedstawiło harmonogramu prac ani informacji o konsultacjach z samorządami, przewoźnikami i organizacjami pasażerów – to pytanie pozostało bez odpowiedzi już po raz drugi. Nie wskazało, kto po wecie ma organizować i finansować autobusy dowożące pasażerów do stacji kolejowych, ani czy zadba o przedłużenie porozumienia o wzajemnym honorowaniu biletów w województwie pomorskim, które wygasa 12 grudnia 2026 r. Tymczasem, jak przyznaje sam resort, problem wykluczenia komunikacyjnego dotyczy 27 proc. mieszkańców Polski, czyli 10,1 mln osób. Dotyka on przede wszystkim mieszkańców mniejszych miejscowości.
– „Wspólny bilet to porażka ministra Dariusza Klimczaka. Dwukrotnie obiecywał go Polakom na 2027 rok, a dziś jego resort na piśmie przyznaje, że przesuwa sprawę na lata 2031–2034. Ministerstwo porzuciło przetarg, który samo zapowiedziało w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej, a z projektu biletu został jedynie projekt ustawy o ulgach, którego rząd nie wpisał nawet do swojego planu prac. To nie jest przesunięcie, czy obsuwa terminu, tylko wycofanie się z obietnicy. Za Ministerstwo Infrastruktury odpowiadają politycy PSL z ministrem Klimczakiem, wiceprezesem tej partii, na czele” – mówi poseł Michał Moskal (PiS).
Pracownice MOPS-u w mieście wojewódzkim domagają się podwyżek płac.
Jak informuje portal Tysol.pl, pracownice Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Katowicach oczekują wyższych pensji.
„Solidarność” zrzeszająca pracownice katowickiego MOPS-u złożyła na ręce prezydenta Katowic Miasta Krupy 120 listów z żądaniem podwyżek płac. Chcą, aby nakłady z miejskiego budżetu na działalność MOPS wzrosły o tyle, aby możliwe były miesięczne podwyżki płac o 1000 zł brutto.
Związkowcy twierdzą, że obecne pensje są żałośnie niskie. Mają one niewiele przekraczać płace minimalne. Pracownicy uważają, że są one nieadekwatne do kosztów życia, szczególnie w dużym mieście. Przypominają, że praca w MOPS-ie nie tylko jest trudna i wymaga wszechstronnych umiejętności, ale także może być wykonywana wyłącznie przez osoby z wyższym wykształceniem kierunkowym.
Złożone na ręce prezydenta miasta 120 listów z żądaniem podwyżek to znaczy odsetek ogółu zatrudnionych w katowickim MOPS-ie, które załoga liczy około 500 osób.
Rząd obcina nakłady na leczenie stomatologiczne w ramach NFZ.
Jak informuje portal Infodent24.pl, plan finansowy Narodowego Funduszu Zdrowia na bieżący rok pokazuje malejące nakłady na opiekę dentystyczną. Choć były one niskie już na początku roku, to korekta wydatków z września 2026 jeszcze je obniżyła.
Udział wydatków na stomatologię w budżecie NFZ w bieżącym roku wynosi zaledwie 2% całości nakładów. To mniej niż w latach 2024 i 2025, gdy wynosił on odpowiednio 2,06% oraz 2,4%. Obecny odsetek jest ponad dwukrotnie mniejszy niż w roku 2008. Maleją także wydatki kwotowe: w roku 2025 było to 4,4 mld złotych, a w roku 2026 już tylko 4,27 mld. W dodatku koszty usług – materiałów, robocizny – wzrosły i stawki są wyższe, więc spadek nakładów jest realnie jeszcze większy, co oznacza niższą dostępność usług i malejącą skalę nieodpłatnej opieki stomatologicznej świadczonej w ramach NFZ.
Mniejsze nakłady publiczne na leczenie stomatologiczne skutkują dużą skalą rezygnacji gabinetów dentystycznych z realizowania kontraktów zleconych przez NFZ. W roku 2019 było ich około 7000, a obecnie już tylko około 5000.