Czarne złoto czy czarne błoto?

nr 3/2011 | ,

Wielu Polaków postrzega górnictwo jako obciążenie dla gospodarki.

Wacław Czerkawski: Górnictwo jest z wielu powodów bardzo ważną branżą. Podstawowym jest bezpieczeństwo energetyczne. W Polsce, o czym nie wszyscy wiedzą, aż 95% energii powstaje z węgla, dlatego nie musimy się obawiać, że jej zabraknie – mamy własną. Warto też przypomnieć, że istnieją technologie umożliwiające przetwarzanie węgla na paliwo. Było o tym dość głośno, potem jednak z niejasnych powodów prace zanikły. Być może wpłynął na to lobbing sektora gazowego lub naftowego, dla których węgiel mógłby stać się zbyt dużą konkurencją.

Po drugie, 29 kopalń zatrudnia bezpośrednio prawie 115 tys. górników, a każde miejsce pracy w górnictwie generuje średnio 3-4 kolejne w jego zapleczu. Ostatnio złożyli nam wizytę stoczniowcy, którzy mieli problemy, ponieważ utrudniono im przeładunek polskiego węgla podczas kryzysu węglowego. Dzięki górnictwu pracę mają ludzie od Śląska do Pomorza. Przemysł chemiczny w dużej mierze opiera się na węglu, z kolei koksownie produkują z niego wysokiej jakości koks, który jest następnie wykorzystywany przez huty. Wiele osób znajduje również zatrudnienie w sferze usługowej wokół kopalń, w małych i dużych zakładach, produkujących choćby odzież czy środki ochronne.

Gdy w ramach wielkiej restrukturyzacji górnictwa zlikwidowano 24 kopalnie, górnikom wypłacano odprawy na założenie własnego biznesu. Okazało się, że w gminach, które zostały bez swojego „głównego żywiciela”, po kolei wszyscy bankrutowali. W lokalnych społecznościach kopalnie zatrudniające 3-4 tys. ludzi są bardzo ważnymi zakładami pracy.

Co najważniejsze, wbrew obiegowej opinii, że do górników wszyscy dopłacają, górnictwo od lat generuje zyski. Rok w rok odprowadza do Skarbu Państwa 7-8 mld zł w postaci różnego rodzaju danin i podatków. Jak obliczyliśmy, jest ich łącznie 23, a w kwietniu Sejm uchwalił nowe Prawo geologiczne i górnicze, które wprowadza kolejny podatek, od wyrobisk podziemnych. Już 35% dochodu górnictwa jest odprowadzane do budżetu państwa i samorządów.

Kolejne obiegowe skojarzenie z górnictwem to zacofanie tej branży.

W. C.: Z wydobyciem węgla ściśle łączą się prace badawcze, nowe technologie, fabryki produkujące na jego potrzeby wszelkiego rodzaju maszyny. Najnowocześniejsze z nich, jak zdalnie sterowane strugi, można porównywać do technologii kosmicznych. Nauka ma także duży udział w opracowywaniu rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa górnictwa, przeciwdziałania naturalnym zagrożeniom, od tąpnięcia, poprzez metan, aż po pożary i wodę. Część powyższych osiągnięć znajduje zastosowanie także w innych gałęziach przemysłu.

Polska jest ważnym producentem bardzo nowoczesnego sprzętu górniczego, jednak w dużej mierze trafia on na eksport – nas po prostu nie stać na te maszyny. Sprzęt wykorzystywany w polskich kopalniach jest bardzo zdekapitalizowany, wiele maszyn ma już 30 lat, co woła o pomstę do nieba i np. w Niemczech byłoby nie do pomyślenia.

Następne utrwalone przekonanie: węgiel jest „brudnym” źródłem energii.

W. C.: Przetwarzania węgla jeszcze nie mamy na takim poziomie, jak byśmy chcieli. Przepisy unijne spowodują, że produkcja energii w polskich elektrowniach na węgiel będzie szalenie droga. Tutaj otwiera się duże pole do popisu dla środowisk naukowych. Już teraz istnieją technologie tzw. czystego spalania węgla, które nie emituje tyle CO2.

Pod warunkiem stosowania nowoczesnych technologii, produkcja energii z węgla nie szkodzi środowisku. Nauka poszła bardzo do przodu i na Śląsku już widać tego efekty. Gdy dawniej wracałem znad morza, od razu wiedziałem, że jestem u siebie, bo było czarno i ciemno. To się bardzo zmieniło, bo technologie są zupełnie inne.

Rozmawiałem z działaczami ekologicznymi i okazało się, że jest dużo niezrozumienia, na czym polega spalanie węgla czy działalność kopalń. Doszliśmy już prawie do konsensusu, że węgiel nie jest tak szkodliwy, jak niektóre organizacje ekologiczne próbują go przedstawiać. Mało tego, nawet elektrownie wiatrowe mogą być od niego bardziej szkodliwe, gdyż same potrzebują energii produkowanej z węgla, a ponadto zniekształcają krajobraz.

Zatem jeśli chcemy sobie dokopać, ekolodzy i górnicy, to możemy. Pytanie – po co, skoro można szukać wspólnego mianownika, jakim są technologie czystego spalania węgla. Niestety, są one bardzo kosztowne. Polskiego przemysłu i górnictwa nie stać na odpowiednie finansowanie ich rozwoju, jeśli przy obecnym obciążeniu daninami publicznymi mają w gospodarce rynkowej „wychodzić na plus”.

Rozwój energetyki odnawialnej również wymaga znacznych nakładów, jednak jej zwolennicy przekonują, że zwrócą się one z nawiązką, m.in. w postaci nowych miejsc pracy. Z kolei rząd wyraźnie stawia na rozwój energetyki jądrowej.

W. C.: Energia wiatrowa, słoneczna czy biopaliwa są na razie wykorzystywane w niewielkim stopniu i nie zagrażają dominującej roli węgla. Przy czym ja bym w ogóle nie patrzył na to w kategoriach rywalizacji, gdyż górnictwo i energetyka odnawialna mogą istnieć i rozwijać się równolegle.

Mam sceptyczny stosunek do energetyki jądrowej, a ostatnia tragedia w Japonii pokazała, że nie jest to bezpieczna technologia. Do tego dochodzi problem odpadów radioaktywnych. Jednak jeśli powstaną w Polsce elektrownie atomowe, również mogą funkcjonować obok węglowych, nie zagrażając górnictwu. Niedawno sprowadzaliśmy z zagranicy 11 mln ton węgla rocznie, gdyż nasze kopalnie nie były w stanie zaspokoić całości krajowego zapotrzebowania. Zamiast importować węgiel, lepiej rozwijać alternatywne sposoby produkcji energii.

Podsumowując, nie ma potrzeby traktować węgla i pozostałych źródeł energii jako śmiertelnych wrogów, gdyż mogą one wzajemnie się uzupełniać. Zapotrzebowanie na energię rośnie i wcale niekoniecznie musi być zaspokajane wyłącznie siłami kopalń.

Jednak kopalnie już mamy, natomiast energetykę jądrową musielibyśmy zbudować od podstaw.

W. C.: Gdyby środki, o jakich jest mowa w kontekście elektrowni atomowych, skierowano na rozwój górnictwa węgla kamiennego, można by produkować dodatkową energię dużo bezpieczniej, taniej, z pożytkiem dla środowiska i gospodarki. Znając jednak życie i patrząc na to, co się dzieje w polityce, nie widzę możliwości, żeby jakiekolwiek większe środki publiczne zainwestowano w górnictwo.

Należy się spodziewać, że elektrownie atomowe, mające zdecydowanych zwolenników, prędzej czy później u nas powstaną. Górnictwu w niczym to nie zaszkodzi, szkoda tylko, że ogromne środki pójdą na technologię powodującą powstawanie niebezpiecznych odpadów, zamiast na bezpieczne wydobywanie i czyste spalanie surowca z polskich kopalń.

Polityka państwa wobec górnictwa jest od lat krytykowana przez związki zawodowe.

W. C.: W 2007 r. związki zawodowe, pracodawcy i strona rządowa wspólnie opracowali strategię dla górnictwa do 2015 r. Mówimy w niej, że nie ma przeszkód, by przedsiębiorstwa tego sektora wchodziły na giełdę, jeśli tylko spełnione zostaną pewne warunki. Są one następujące: zachowanie pakietu większościowego w rękach Skarbu Państwa, podpisanie porozumień społecznych, 15% akcji dla pracowników prywatyzowanego podmiotu. Już w 2010 r. złamano pierwszą zasadę, prawie w całości sprzedając „Bogdankę”.

Przykład tej kopalni, która osiąga świetne wyniki finansowe, często podaje się jako argument za prywatyzacją. To kłamstwo: zmiany własnościowe w żaden sposób nie wpłynęły na jej kondycję ekonomiczną. „Bogdanka”, w której nie zmienił się ani zarząd, ani załoga, była przed prywatyzacją tak samo dobrym przedsiębiorstwem, m.in. dzięki korzystnym warunkom górniczo-geologicznym.

Mało kto natomiast wspomina, że był okres, gdy „Bogdanka” była przeznaczona do likwidacji – uratowano ją dzięki determinacji związków zawodowych. Mówię o tym, bo o wielu kopalniach słyszy się, że są „trwale nierentowne”. My nie uznajemy tego terminu, dla nas kopalnie dzielą się na takie, które mają zasoby węgla oraz takie, które ich nie mają. Tym pierwszym zdarza się nieraz trudna sytuacja geologiczna i mogą przez rok, dwa czy trzy osiągać gorsze wyniki. Potem jednak wchodzą w dobre pokłady i generują zyski. Właśnie dlatego są skupione w spółkach węglowych typu Katowicki Holding Węglowy czy Kompania Węglowa, że kiedy są w słabszej kondycji, wtedy te, które mają dobry okres, mogą zrównoważyć ich straty.

Źródłem rozczarowania związkowców był także brak budżetowego wsparcia dla tzw. inwestycji początkowych w górnictwie.

W. C.: Przepisy unijne zezwalały na pomoc publiczną dla inwestycji umożliwiających eksploatację nowych złóż. Polska nie korzystała jednak z tego prawa, argumentując, że nasze górnictwo świetnie sobie radzi. Dopiero w ubiegłym roku udało nam się, brutalnie mówiąc, wyrwać z budżetu środki na udostępnienie nowych pokładów węgla. Te pieniądze bardzo szybko się zwrócą w formie różnego rodzaju podatków.

Niestety, od 2011 r. taka pomoc jest już zabroniona. W międzyczasie, przy okazji tego jednorazowego wsparcia wrócił mit całej Polski dopłacającej do górników. Tymczasem wystarczy zestawić 7 mld zł corocznych wpływów do budżetu w postaci danin z wspomnianą pomocą, która wyniosła zaledwie 400 mln zł. To dobitnie świadczy o tym, że górnictwo nie jest dotowane przez państwo, jak myślą niektórzy.

Niechęć do górnictwa budowały również medialne doniesienia o licznych patologiach w tej branży, związanych np. ze spółkami pośredniczącymi w obrocie węglem.

W. C.: Patologie dotykają górnictwo w takiej samej skali jak inne branże, jednak wszelkie afery są w jego przypadku o wiele bardziej nagłaśniane.

Największe przestępstwa czy podejrzenia nadużyć miały miejsce, gdy górnictwo było fatalnie zarządzane, nieskonsolidowane, a jednocześnie istniała presja, aby poszczególne kopalnie były dochodowe. Różni pośrednicy w sprzedaży węgla mieli wówczas ułatwione zadanie. Kryminogenny był zwłaszcza system kompensat, tj. płacenia węglem za usługi i materiały, na czym kopalnie często traciły, natomiast pośrednicy dorabiali się majątków. Mówiliśmy wówczas, że na węglu zarabiają wszyscy oprócz samych górników.

Górnictwo generuje kilkadziesiąt miliardów obrotu rocznie. Wszędzie, gdzie są takie pieniądze, w nieunikniony sposób pojawiają się ludzie nieuczciwi. Nie znaczy to, że można im dać przyzwolenie na taką działalność, a przynajmniej ze strony związków zawodowych nie ma żadnej taryfy ulgowej dla zachowań niezgodnych z prawem. Powiem więcej: jak dotąd to właśnie związki najczęściej ujawniały różnego rodzaju nieprawidłowości, co często spotykało się z lekceważeniem albo niedowierzaniem.

Na szczęście mamy to za sobą, jednak pojawił się nowy problem. Luka pokoleniowa spowodowała, że w kopalniach zaczęto najmować dużo firm zewnętrznych. Jak się szacuje, zatrudniają już 20% pracowników górnictwa. Wśród nich znalazły się liczne „firmy w walizkach”, mające zdecydowanie najniższe koszty, gdyż zatrudniające emerytów, pracowników bez umowy (którym nieraz nie płaciły) itp. Wielokrotnie sygnalizowaliśmy, że ci ludzie pracują w skandalicznych warunkach. Do legendy przechodzą opowieści o górnikach zjeżdżających na dół w trampkach. To zauważono, także dzięki związkom zawodowym.

Medialny stereotyp przedstawia górnicze związki jako skupione na wąsko rozumianym interesie własnej grupy zawodowej, gotowe walczyć o kolejne podwyżki bez oglądania się na interesy ogólnospołeczne.

W. C.: Jeżeli np. walka o bezpieczeństwo pracy w górnictwie jest partykularnym interesem górniczych związków zawodowych, to rzeczywiście walczymy o partykularne interesy.

Trzeba sobie zdać sprawę, że uzwiązkowienie w kopalniach sięga 100%, co jest ewenementem w skali kraju, gdzie średnio nie przekracza 15%. Jesteśmy bardzo dobrze zorganizowani, więc stać nas na więcej. Jeśli my decydujemy się wyjść na ulice, robimy to w konkretnym celu i w taki sposób, że nie da się nas nie zauważyć. Tak jak ostatnio, gdy przez Katowice przemaszerowało 7 tys. górników, skandując hasła nie tylko górnicze. Mówiliśmy m.in. o prawach pielęgniarek.

Często wspieramy inne grupy, jak np. właśnie pielęgniarki. Prowadzimy także działalność w sferze międzynarodowej, jesteśmy silnie umocowani w europejskich strukturach związkowych. Górnicy nie myślą tylko o sobie, lecz starają się współdziałać z całym społeczeństwem.

Przeciętnemu telewidzowi górnik raczej nie kojarzy się z dialogiem społecznym, prędzej z paleniem opon.

W. C.: Oczywiście zdarzają się sytuacje ekstremalne, jak podczas demonstracji w Warszawie, gdzie dochodziło do regularnych walk. Również niedawno grupa protestujących wybiła kilka szyb w siedzibie Katowickiego Holdingu Węglowego. Mamy o to do nich pretensje, gdyż w ten sposób zniweczyli wysiłek kolegów, którzy przyszli z konkretnymi postulatami, a media pokazały tylko wybite szyby. Próbujemy walczyć z takimi ekscesami, które psują nam opinię i dają pretekst do sięgania po stereotyp górnika-zadymiarza.

Jesteśmy dobrze zorganizowani i właśnie o to największe pretensje mają do nas politycy, którzy stale kombinują, jak nas podzielić, oczernić, zrobić z nas awanturników. Tymczasem związkowcy nieustannie, w cywilizowanym trybie, rozmawiają z pracodawcami i rządem, np. na forum Zespołu Trójstronnego ds. Bezpieczeństwa Socjalnego Górników. Organizują także ze środków unijnych szkolenia dotyczące dialogu społecznego czy wiedzy o prawie pracy. Nikt o tym jednak nie mówi.

Gdy w imieniu swojej centrali załatwię coś pozytywnego, prawie nigdy nie spotyka się to z jakimkolwiek oddźwiękiem. Jednak kiedy któryś z górników wybije szybę, wtedy jestem popularny i mogę udzielać wywiadów. Niestety, nie na temat problemów górnictwa, tylko o zadymie i palonych oponach…

O co obecnie walczą górnicze związki zawodowe?

W. C.: Jednym z priorytetów zawsze będzie dla nas bezpieczeństwo pracy. Górnicy nierzadko pracują ponad 1000 m pod ziemią, są narażeni na tąpnięcia, wybuch metanu i inne zagrożenia. Cały czas staramy się, aby zwiększyć ich bezpieczeństwo, co wymaga spełnienia wielu warunków, np. sprzętu, który odpowiada światowym standardom.

Mimo różnego rodzaju działań, mimo deklaracji pracodawców o coraz większych nakładach na bezpieczeństwo, nadal jest ono niewystarczające. Statystycznie rzecz biorąc, rok 2010 był lepszy niż 2009, jednak dopóki będą ofiary, będziemy to nagłaśniać, apelować, podejmować wszelkie działania zmierzające do poprawy bezpieczeństwa. Wciąż daleko nam do standardów niemieckiego przemysłu wydobywczego. Dyrektor jednej z tamtejszej kopalń chwalił się nam, że w minionym roku nie wydarzył się w niej ani jeden wypadek. Dało nam to dużo do myślenia, bo u nas nie zdarzają się lata bez wypadków.

Poza postulatami związanymi z bezpieczeństwem, w tej chwili skupiamy się na ustawie, która zakłada przeniesienie nadzoru właścicielskiego z Ministerstwa Gospodarki do Ministerstwa Skarbu, co grozi nam szybką, dziką, bolesną prywatyzacją. Nadal toczą się dyskusje na temat optymalnej organizacji polskiego górnictwa. Naszym pomysłem jest utworzenie Polskiego Węgla, w ramach którego spółki węglowe mogłyby się wspierać kapitałowo. Czy to idealne rozwiązanie – nie mnie oceniać. Ważne, że my jakiś pomysł mamy, w przeciwieństwie do rządu, który nie ma żadnego. Premier Tusk, podobnie jak nikt z Platformy w ogóle z nami nie rozmawia, czego dowodem jest nasz apel o spotkanie z posłami, na który odpowiedziały jedynie PiS i SLD. Trudno z kimś prowadzić dialog nie rozmawiając, dlatego nie ma się co dziwić, że ludzie wychodzą na ulice.

Wobec podwyżek cen cukru, benzyny itd. doszły do tego kwestie płacowe. Od ładnych paru lat górnicy nie otrzymali podwyżek, jedynie waloryzację płac o wartość inflacji, której wysokość jest zresztą bardzo różnie oceniana. Weszliśmy w spory zbiorowe, chcemy wzrostu wynagrodzeń o 10%. To ważny postulat, bo podwyżki to inwestycja w ludzi. Muszą oni wiedzieć, za co pracują i narażają życie. Obecnie średnia płaca pracownika kopalni wynosi ok. 4750 zł brutto.

Pracownikom dużych, państwowych przedsiębiorstw jest bez porównania łatwiej się organizować.

W. C.: Nie ma się co dziwić, że górnicy boją się prywatyzacji. Widzą, jak pracują ich koledzy z firm zewnętrznych, dlatego obawiają się, że gdy „przyjdzie prywatny”, nie będą mieli żadnych praw. Choć ustawa o związkach zawodowych działa zarówno w firmie państwowej, jak i prywatnej, to jednak rzeczywistość nie jest tak różowa. Niejednokrotnie spotykamy się z sytuacją, gdy pracownicy chcący założyć związki zawodowe słyszą od prezesa, że on tu jest związkiem zawodowym, a jak się nie podoba, to znajdą się inni na ich miejsce.

W firmach takich jak Przedsiębiorstwo Robót Górniczych czy Przedsiębiorstwo Budowy Szybów – z tradycjami, powstałych na bazie przedsiębiorstw państwowych – istnieją związki zawodowe, a prawa pracownicze są przestrzegane. W pozostałych firmach zewnętrznych nie ma wielkich szans na powstanie związków. W prywatnej kopalni próbowaliśmy inicjować tworzenie struktur związkowych, jednak odpuściliśmy, by nie narażać zatrudnionych na szykany.

Pracodawcy boją się powstawania związków, panuje bowiem opinia, że działają one na niekorzyść zakładu pracy. To nieprawda. W ramach realizowanych przez związki projektów szkolimy się razem z pracodawcami. Okazuje się, że niejednokrotnie znajdujemy wspólny język, bo i dla nich, i dla nas priorytetem jest dobro firmy. Nie będzie pracodawcy bez związkowców, tak jak nie będzie pracowników bez kadry zarządzającej. Wszyscy oni muszą współdziałać, ale na razie są to jedynie pobożne życzenia.

Nie będzie również górnictwa bez zaplecza edukacyjnego, które w toku transformacji znacznie zredukowano.

W. C.: Gdy zamykano kopalnie, przy okazji zlikwidowano szkoły górnicze. Wydawało się wtedy, że przemysł górniczy jest schyłkowy. Nikt się nie garnął do pracy na kopalni, bo i po co, skoro i tak zaraz zostanie zlikwidowana. Szybko się okazało, że bez górnictwa Polska się nie obejdzie. Sytuacja zmieniła się diametralnie, otwarto wiele szkół. Dwie wyższe uczelnie nadal kształcą na wysokim poziomie inżynierów górnictwa. Wymaga jednak czasu, zanim kolejne roczniki wypełnią braki kadrowe.

Zmienił się stosunek młodych ludzi do górnictwa. W każdej spółce węglowej jest po kilka tysięcy podań osób, które chcą w niej podjąć pracę. Jak się okazało, górnictwo jest jednym z ostatnich bastionów, gdzie można uzyskać co prawda mało bezpieczną, ale za to stabilną pracę, gdzie pracownicy mają możliwość samoorganizacji, a ich prawa są w miarę przestrzegane. Związki zawodowe każdego dnia prowadzą ciężką walkę, żeby nadal tak było.

Dziękuję za rozmowę.

Katowice, 22 marca 2011 r.

Wacław Czerkawski

(ur. 1954) – od 1995 r. wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce, zrzeszonego w Ogólnopolskim Porozumieniu Związków Zawodowych. Współprzewodniczący Zespołu Trójstronnego ds. Bezpieczeństwa Socjalnego Górników, członek Rady Ochrony Pracy. Przez piętnaście lat pracował jako górnik dołowy w kopalni „Jowisz” w Wojkowicach w Zagłębiu Dąbrowskim. Bierze udział w pracach komitetu koordynacyjnego Polskiego Forum Społecznego. Przez kilka lat był spikerem na stadionie Górnika Wojkowice.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>