Alternatywa na pewno istnieje

Jesień 2014 |

Hucznie obchodzone ostatnio ćwierćwiecze odzyskania wolności stało się także okazją do rozliczeń z okresem transformacji ustrojowej. Od 1989 roku panuje w naszym kraju bezalternatywna wizja wolnorynkowej gospodarki, w której największą wartość ma dogmatycznie traktowana idea, a jednostki zredukowano do roli „kapitału ludzkiego”. W myśli ekonomicznej, zwłaszcza tej obecnej w medialnym dyskursie, nadal istnieje monolit mówiący o słuszności raz obranej drogi. Lektura pism zmarłego przed ponad dwoma laty Tadeusza Kowalika jest w stanie przełamać obowiązujący schemat i posiada potencjał niemalże rewolucyjny. Każdy z tekstów mówi o tym, że można inaczej, lepiej, mądrzej. Po prostu sprawiedliwiej.

Książka „O lepszy ład społeczno-ekonomiczny” została wydana w 2013 r. przez Polskie Towarzystwo Ekonomiczne. Stanowi ona zbiór tekstów prof. Kowalika i jest wspaniałym podsumowaniem dorobku tego wybitnego polskiego ekonomisty i historyka gospodarki. Profesor to postać bardzo ciekawa, ze względu na poglądy pozostaje jednak w cieniu medialnych tuzów w rodzaju Leszka Balcerowicza. Trudno zresztą, żeby było inaczej, skoro najgłośniejszą książką Kowalika jest „www.PolskaTransformacja.pl”, oskarżająca autorów polskiej drogi do kapitalizmu o spowodowanie katastrofalnej sytuacji ekonomicznej kraju i skazanie wielu milionów Polaków na niedostatek i nędzę. Kowalik był mało popularny, bo głosił potrzebę zbudowania w Polsce społecznej gospodarki rynkowej na wzór skandynawski. Był także zwolennikiem popytowej teorii Michała Kaleckiego, którego ustalenia stały się podstawą teorii Johna Maynarda Keynesa. Takie poglądy skazywały Kowalika na wieloletnią opozycję.

Redaktorzy tomu – Paweł Kozłowski i Gabriela Ziewiec – wykonali olbrzymią pracę. Na 650 stronach znajdziemy 35 artykułów, zgrupowanych w 5 działach, poświęconych m.in. problematyce globalizacji, polskiej transformacji, społecznemu wymiarowi ekonomii oraz realnemu socjalizmowi. Ostatnia część poświęcona jest natomiast biografii profesora. Znajdziemy tam omówienia poglądów nauczycieli Kowalika oraz rozmowę z nim samym. Dzięki tym pismom, wybranym spośród bogatego dorobku autora, możemy przyjrzeć się procesowi polskiej transformacji z nieobecnego niemal nigdzie indziej punktu widzenia. Wyraziste poglądy znajdują się w zdecydowanym sporze z piewcami wolnorynkowej religii, która opanowała umysły tak wielu osób.

Pierwszy dział nieprzypadkowo poświęcono sprawom globalizacji. Bez zrozumienia procesów z nią związanych nie sposób przecież ani rozpoznać naszej rzeczywistości i kondycji, ani tym bardziej zaprojektować realistycznej drogi zmian. Żyjemy w zglobalizowanym świecie niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie. Jest to świat ukształtowany poza naszą wolą i właściwie nie mamy na temat jego urządzenia wiele do powiedzenia. Co gorsza, ów świat pozostaje od kilku lat w permanentnym kryzysie, z którym nikt nie potrafił sobie skutecznie poradzić.

Prof. Kowalik bez ogródek rozprawia się z większością idei będących podstawą zastosowanych już programów naprawczych, wskazując na ewidentne klęski ponoszone w wyniku przyjęcia nietrafnych metod. Przygląda się uważnie różnorakim próbom wprowadzenia nowych rozwiązań. W artykule „Amerykański system ekonomiczny w ewolucji” zajmuje się koncepcjami ekonomicznymi wykuwanymi i realizowanymi na przestrzeni ostatniego stulecia w Stanach Zjednoczonych i wskazuje, jak doszło do ostatecznego tryumfu neoliberalnej drogi wolnego rynku, cięć i zaciskania pasa. W „Sporach wokół Trzeciej Drogi” Kowalik rozprawia się z koncepcją ekonomiczną europejskiej socjaldemokracji przełomu tysiącleci, która również miała być panaceum na całe zło tego świata. Niejednokrotnie wskazuje na bezradność ekonomicznych ekspertów. Przyczynę ich porażek widzi zaś w uporczywym stosowaniu wciąż tych samych nieskutecznych rozwiązań, tak jakby żaden z autorów recept uzdrowienia gospodarki nie był zdolny do krytycznej refleksji.

W najbardziej chyba gorzkim artykule tej części książki, zatytułowanym „Systemowe źródła obecnego kryzysu światowego”, Kowalik podejmuje próbę zakreślenia szerszego, społecznego ujmowania ekonomii. Jeśli widzimy dziś bezsilność polityków wobec międzynarodowych korporacji, to należałoby pamiętać, że sami członkowie klasy politycznej wielu państw, na czele ze Stanami Zjednoczonymi, są za ten stan rzeczy co najmniej współodpowiedzialni. Ulegając firmom w zamian za różne przysługi, większość z nich stała się zbyt słaba, by pozostawać dla korporacji nawet partnerami do rozmowy. Reszta zaś wręcz została częścią globalnej oligarchii, obok finansistów, rządowych ekonomistów i przedstawicieli wpływowych instytucji, takich jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

Można by powiedzieć, że problem nie jest aż tak poważny – wszak w naszej części świata rządzących można zmienić głosami wyborców. Sęk w tym, że demokracja przestaje istnieć w tej formie, jaką uznajemy za najlepszą dla rozwoju społecznego, bo proces pauperyzacji społecznej odbiera nam poczucie własnej wartości, pozostawiając pozbawionych realnej siły głosu. Prawdziwa władza spoczywa zaś w ręku nielicznych. Wciąż zabiegani, nie mamy czasu i środków na to, by śledzić kluczowe polityczne rozgrywki, przez co tracimy rozeznanie w tym, co dzieje się na politycznej scenie. Ci, którzy mimo wszystko chcieliby się czegoś dowiedzieć, skazani są na tendencyjne i skorumpowane media, które przedstawiają zaledwie wąskie wycinki rzeczywistości. Winę za ten stan rzeczy ponoszą również ekonomiści, głoszący od lat, iż jedynym czynnikiem rozwoju jest wzrost wydajności. W rezultacie tych przemian demokracja zanika, gdyż znikają (zaangażowani) obywatele. Większość zostaje zepchnięta w dół drabiny społecznej i skazana na ciągłą walkę o przetrwanie: Skutkiem procesów polaryzacji społecznej jest wzrastająca liczba wykluczonych, czyli tych, którzy w żadnej postaci nie biorą udziału w życiu społecznym, po których biznes nie sięga nawet w fazach wysokiej koniunktury. Dokonuje się także proces dezaktywizacji obywatelskiej i społecznikowskiej, co jest związane z pauperyzacją i wydłużaniem czasu pracy. […] Są więc zaharowani, nie mają czasu i siły ani na samo- i dokształcenie, ani na obywatelską i społecznikowską partycypację, ani na rozwój osobowościowy.

Dominacja biznesu nad społeczeństwem umacnia się każdego dnia. Wsparciem dla rządzącej oligarchii są bowiem media, które ze wszystkich sił propagują ten proces. Nie sposób nie przyznać racji Kowalikowi, kiedy pisze, że do pasywizacji dużej części społeczeństwa przyczynia się oligarchizacja mediów, które tworzą negatywny obraz niemal wszelakich działań zbiorowych, a szczególnie organizacji pracowniczej samoobrony jako populistyczno-roszczeniowych. Przedstawia się je jako kłody leżące na drodze do efektywnego gospodarowania. Media upowszechniają pogląd głoszący, że biedni ludzie sami są sobie winni, bo nie biorą swoich indywidualnych spraw we własne ręce, że ingerencja państwa może tylko popsuć rynkowe mechanizmy gospodarowania. Uprawnienia pracownicze przedstawia się jako wymuszone przywileje. Neoliberalna nowomowa doczekała się już licznych opisów, wciąż jednak wielu zdaje się łapać na wyświechtane slogany.

Wiele miejsca w zbiorze poświęcono omówieniu różnych aspektów polskiej transformacji. Najciekawszym z tekstów w dziale jej poświęconym wydaje się „Polska transformacja a nurty liberalne”. Autor przedstawia w nim mało znane fakty i idee, które przemawiają na korzyść myśli liberalnej. Dowiadujemy się oto m.in., że polskie przemiany mogły pójść zupełnie innym torem nie tylko w sytuacji przyjęcia przez kolejne rządy wzorców z krajów socjaldemokratycznych, ale i wówczas, gdyby nie czerpały one z jednego tylko nurtu liberalnego myślenia o gospodarce. Nasze elity były jednak głuche na głosy rozsądku, nawet te pochodzące z idealizowanych Stanów Zjednoczonych. Ich zaślepienie spowodowało katastrofalne skutki dla naszego kraju, nie tylko w wymiarze ekonomicznym. Oddajmy głos Kowalikowi: Doprowadzono do kompromitacji samego pojęcia liberalizmu. Zredukowano liberalizm do egoistycznej rywalizacji jako głównej siły motorycznej rozwoju społeczno-gospodarczego, co jest ogromnym uproszczeniem. Dlatego też dość powszechne słowo „liberał” brzmi jak obelga. Dzieje się tak z wielką szkodą nie tylko dla rozwoju myśli społecznej, lecz także dla kształtowania polityki społeczno-ekonomicznej. Utrudnia dialog pomiędzy zwolennikami demokratycznego liberalizmu i socjaldemokratami, co zamyka drogę do wspólnego działania na rzecz uspołecznienia kapitalizmu. To właśnie skłania mnie do obrony liberalizmu, choć nie w nim tkwią moje największe sympatie.

Przytoczone słowa ukazują jedną z głównych cech myśli Kowalika. Jest nią autentyczna gotowość do dyskusji, dialogu i poszukiwania konsensusu, oparta na wierze, że współpraca stanowi podstawowy warunek rozwoju ludzkości. Walka w obronie dobrego imienia części amerykańskiej myśli liberalnej – m.in. takich postaci jak John Rawls, Robert Dahl, Charles Lindblom czy Joseph Stiglitz – ma na celu nie tylko ukazanie polskim czytelnikom teorii i idei mało u nas znanych, a wywodzących się z tego ruchu, ale przede wszystkim złagodzenie stanowiska przeciwników liberalnego sposobu myślenia. Według Kowalika zbyt łatwo zaszufladkowaliśmy liberalizm, co wpłynęło na ograniczenie wymiany myśli i poglądów. Bez rzetelnej debaty nie sposób tymczasem myśleć o realnych zmianach systemowych.

Jednym z podstawowych problemów, któremu poświęcono trzecią część książki, jest według Kowalika myślenie o ekonomii jako nauce ścisłej, opartej tylko na liczbach i niewzruszonych prawach. Ekonomia była tymczasem, jest i być musi nauką społeczną. A skoro ludzki dobrostan zależy nie tylko od stanu portfela, należałoby rozpatrywać globalną gospodarkę w szerszym i bardziej złożonym wymiarze. Wzajemne przenikanie się idei, teorii i badań nad społeczeństwem w ramach świata nauki tylko na pozór wydaje się oczywistością. Gdy przyjrzymy się tej kwestii bliżej, okazuje się, że taki sposób myślenia bynajmniej nie jest rzeczą powszechną. Niemal każdego dnia czytamy lub słyszymy powtarzane niczym mantra wywody o „optymalizacji kosztów”, „konieczności cięć”, „kapitale ludzkim” itp. W języku, a zapewne i w umysłach sporej części naszych ekspertów ds. ekonomii istota ludzka zredukowana zostaje do zapisu księgowego. Wielu z nich nie uwzględnia także innych niż ekonomiczne kosztów prowadzenia określonej polityki społeczno-gospodarczej. Z takim sposobem myślenia spotykamy się w odniesieniu do służby zdrowia, edukacji, transportu zbiorowego i całego szeregu innych obszarów działania państwa. W artykule „Czy i kiedy współpraca socjologów z ekonomistami jest możliwa?” Kowalik zwraca uwagę na konieczność rewizji tego stanu rzeczy. Postuluje zarazem odejście od ekonomii opartej na tym lub innym „paradygmacie” na rzecz pragmatyzmu. W jego ujęciu oznacza to konieczność jednoczesnego poszerzenia pola zainteresowań ekonomistów o dokonania innych dyscyplin i ograniczenie wpływu ideologii na myślenie o gospodarce. Nie jest to zadanie łatwe, ale dziś stało się palącą koniecznością. W zideologizowanej debacie ekonomicznej roi się bowiem od uproszczeń.

Spójrzmy choćby na pojęcia „kapitalizm” czy „gospodarka rynkowa”. Zupełnie inaczej są one rozumiane i wcielane w życie w USA i w Unii Europejskiej, nie mówiąc już o krajach Dalekiego Wschodu. Sama Unia Europejska też nie stanowi przecież pod tym względem monolitu, a zróżnicowanie podejścia państw członkowskich do polityki społeczno-gospodarczej jest problemem nieustannie dyskutowanym i budzącym wiele emocji. Kowalik nawołuje do bacznego przyjrzenia się różnorodności rozwiązań stosowanych w realnym świecie. Tylko jeśli przyjmiemy do wiadomości tę wielość i odrzucimy możliwość całościowego przeszczepienia rozwiązań z jednego kraju do innego, ekonomia stać się może domeną wolności, a nie zniewolenia społeczeństw.

Bliższa naszemu krajowi, nie tylko ze względów geograficznych, jest polityka prowadzona przez kraje Unii Europejskiej. Niemniej jednak nadal nie możemy zdecydować, w którą stronę powinna podążać Polska. Istnieje co najmniej kilka modeli, które mogłyby stanowić jeśli nie wzór, to przynajmniej punkt wyjścia do stworzenia planu wprowadzania korzystnych dla nas reform. Niestety nadal nie zdecydowaliśmy nie tylko o rozpoczęciu tego procesu, ale nie wiemy nawet, w którą stronę się zwrócić. Polska pozostaje poza strefą euro, nadal nie jesteśmy też w stanie opowiedzieć się po jednej ze stron sporu o jej ostateczny kształt w sporze między całkowitą integracją a kooperacjonizmem, głoszącym potrzebę istnienia „Europy ojczyzn”. Konieczność przeprowadzenia lub zaniechania procesów wzmacniających integrację poszczególnych krajów członkowskich nie dotyczy, rzecz jasna, jedynie politycznego modelu ustrojowego UE. Równie istotne są przecież koncepcje ekonomiczne, między innymi te dotyczące nie tylko gospodarki, ale także polityki społecznej, swobody przepływu kapitału czy kwestii związanych z europejskim Bankiem Centralnym. Mnogość problemów implikuje wielość programów naprawczych. Kowalik nie ma wątpliwości: Wszystko to sprawia, iż nowe, postkomunistyczne kraje członkowskie stoją przed zasadniczym wyborem, jaki typ kapitalizmu chcą kształtować u siebie i w jakim kierunku współdziałać ze starymi i nowymi członkami UE. Wymaga to poważnej dyskusji.

Samo rozpoznanie dotychczasowych sukcesów i porażek jest kluczowe dla ustalenia odpowiedniego planu działań na przyszłość. Autor wskazuje, iż dobrym punktem wyjścia do tego rodzaju analizy jest przyjęcie poglądu Josepha Stiglitza o istnieniu gospodarek mieszanych i odrzucenie przesądu, według którego państwo jest z definicji gorszym regulatorem niż rynek. Dla naszych czołowych ekspertów brzmi to zapewne rewolucyjnie, jednak doświadczenie nieskuteczności ich recept wobec obecnego kryzysu powinno wreszcie zmusić do działania tych, którzy wciąż jeszcze wierzą, że zmiana jest możliwa. Przyjęcie powyższych założeń nie daje oczywiście gotowych rozwiązań, bowiem, jak zauważa Kowalik, gdy uznamy, że w świecie współczesnym mamy do czynienia z gospodarkami mieszanymi, otwiera się nowe pole debat i badań. Powstaje na przykład pytanie, co decyduje o takiej czy innej mieszance. Powraca zatem kwestia realnego, politycznego wyboru, która mogłaby uczynić ekonomię nauką badającą stan faktyczny, a nie domeną spekulacji o idealnych systemach i niepodważalnych prawach, wobec których człowiek nie ma nic do powiedzenia.

W książce znajdziemy także artykuły dotyczące socjalizmu, a ściślej biorąc – „realnego socjalizmu”. Jest wśród nich pochodzący z 1957 r. tekst zatytułowany „O socjalizmie bez mistyki. Uwagi jak najbardziej osobiste”. Stanowi on nie tylko zapis gorącej sytuacji polskiego Października i czasów odwilży, ale i żarliwe wyznanie wiary naukowca wówczas trzydziestoletniego w możliwość zbudowania pozytywnej wizji ustroju socjalistycznego. Najkrócej można by ją określić jako socjalizm otwarty, pozbawiony dogmatyzmu we wszelkich aspektach: politycznych, gospodarczych, społecznych. Kowalik stawia retoryczne pytania: Kapitalizm może być biedny i bogaty; z nadbudową demokratyczną i totalną, oparty na wolnej konkurencji i monopolistyczny, itd. Czemuż więc my, marksiści, wyobrażamy sobie socjalizm jako coś absolutnie jednorodnego, coś umieszczonego na jednym szczycie, choć można na ten szczyt wejść różnymi drogami? Czemuż z socjalizmem miałoby się stać inaczej niż ze wszystkimi formacjami poprzednimi? Pyta, by zaraz udzielić odpowiedzi: A może i z socjalizmem będzie tak, że będą istnieć obok siebie „różne socjalizmy”. Socjalizm ubogi i bogaty. Bardziej sprawiedliwy i mniej sprawiedliwy. Demokratyczny i oparty na systemie „kultu jednostki”. Centralistyczny i decentralistyczny. Biurokratyczno-centralistyczny i sfederalizowany. Oparty na typie planowania na wzór GOELRO i na planach-nakazach. Budowany metodą akcji i kampanii oraz rozwijający się powoli, bez tzw. gwałcenia praw ekonomicznych. Oparty na radach robotniczych i oparty na radach gospodarki narodowej. Te słowa, choć silnie związane z duchem czasów, w jakich zostały napisane, wydają się dziś szczególnie warte przypomnienia, bo świadomość tej różnorodności dróg – leitmotivu publicystyki ekonomicznej Kowalika – zanikła u nas niemal zupełnie. W Polsce o kapitalizmie mówi się tak, jakby obowiązywał w jednej tylko, amerykańskiej odmianie, a socjalizm kojarzony jest z leninowsko-stalinowskim państwem zniewalającym obywateli.

Zakończenie tomu poświęcone jest przybliżeniu postaci profesora i jego biografii, a jego kulminację stanowi wywiad poruszający tematy od życia osobistego naszego bohatera po historię przez wielkie „h”. „Trzech na jednego. Musztarda przed obiadem” to rozmowa Tadeusza Kowalika z Edwardem Chudzińskim, Pawłem Kozłowskim i Filipem Ratkowskim. To szczególna rozmowa, bardzo osobista momentami, poświęcona przede wszystkim życiu profesora. Czytelnik może poznać nie tylko koleje losu wybitnego ekonomisty, ale także prześledzić trudną drogę wyborów intelektualistów w powojennej Polsce. Wiele miejsca w wywiadzie zajmują także wspomnienia o nauczycielach i mistrzach Kowalika. W tej części książki znalazły się również osobne szkice poświęcone niektórym z nich: Oskarowi Langemu, Michałowi Kaleckiemu, Włodzimierzowi Brusowi i Czesławowi Bobrowskiemu. Choć osobiste, stanowią one ważny przyczynek do przywracania pamięci o ważnej tradycji w łonie polskiej myśli ekonomicznej. Szczególnie wartościowy pod tym względem jest artykuł poświęcony zupełnie zapomnianemu Czesławowi Bobrowskiemu, pierwszemu kierownikowi utworzonego po wojnie Centralnego Urzędu Planowania i autorowi Planu Trzyletniego – jedynego zakończonego realnym sukcesem planu gospodarczego okresu PRL. Usunięty ze stanowiska na skutek rozgrywek partyjnych i postępującej ekspansji politycznej komunistów (sam był członkiem PPS), Bobrowski spierał się z nową władzą o strategię powojennej odbudowy kraju. Nie widział celowości w kopiowaniu stalinowskich pięciolatek, skupionych na jak najszybszym rozwoju przemysłu ciężkiego, bez oglądania się na skutki społeczne. Wskazywał, że ustrój socjalistyczny powinien kłaść większy nacisk na rozwój takich gałęzi przemysłu, które dają szanse poprawy warunków życia ludności: On, twórca trzyletniego planu „sytości”, jak mawiał, nie mógł pogodzić się z traktowaniem pracy i stopy życiowej zwykłych ludzi jako elementu wielkiej gry politycznej. Był bowiem dziewiętnastowiecznym czy wcześnie dwudziestowiecznym „socjałem”, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Co interesujące, słowa te odnoszą się nie tylko do oceny okresu PRL, ale również do stosunku Bobrowskiego do początków polskiej transformacji, którą przeprowadzał Balcerowicz. Nie ulega wątpliwości, że jego osoba była ważna dla Tadeusza Kowalika właśnie z powodu przedkładania jednostki ponad ekonomiczne teorie.

Jednym z ważnych, a niewspomnianych do tej pory wątków przewijających się przez pisma Tadeusza Kowalika, jest namysł nad mechaniką zmiany społecznej, co pokazuje, nawiasem mówiąc, że swój postulat włączenia perspektywy socjologicznej do ekonomii potraktował on poważnie. W jednym z artykułów pojawia się – powtórzona za Davidem Ostem – teza o gniewie społecznym jako źródle zmian. Kowalik rozwija tę koncepcję, nie ograniczając się do jej wymiaru klasowego. Pisze raczej o różnych rodzajach gniewu, wskazując na ich konstruktywną rolę w napędzaniu jednostek do działania. Miejscami niemal namawia do obudzenia w sobie tego uczucia. Przestrzega jednak zarazem, że o ile gniew użyty w czasach względnego spokoju spowoduje pojawienie się w debacie społecznej problemów dotychczas pomijanych, o tyle w sytuacji katastrofy gospodarczej będzie on już tylko niszczycielską siłą, niezdolną do zatrzymania chaosu.

Drugą, w stosunku do tej „gniewnej”, stroną pokazanego w omawianej książce dorobku Kowalika jest jednak próba łagodzenia konfliktu między liberalną a socjaldemokratyczną wizją ekonomii. Gniew społeczny jest istotny jako pierwszy krok, służący samemu zaistnieniu określonych głosów pomijanych przez obowiązujący dyskurs. Aby jednak gniew nie stał się siłą destrukcyjną i bezmyślną, należy ograniczać jego rolę wraz z rozwojem dyskusji. A wszystko po to, by możliwe było osiągnięcie rozumnego konsensusu, otwierającego drogę zmian. Sam gniew nie wystarczy, podobnie jak i idea wyrażona jedynie na papierze. Jako historyk gospodarki Kowalik wie doskonale, że nawet najwspanialsze idee mogą przynieść skutki całkowicie niezgodne z założeniami. Ekonomista podkreśla, że postulowane przez niego pragmatyczne podejście do gospodarki nie oznacza konformizmu czy tym bardziej nihilizmu. Podstawą wizji Kowalika jest po prostu pozbycie się nieuzasadnionej pewności siebie, jaka często cechuje teoretyków. Jak pisze prof. Elżbieta Mączyńska we wstępie do recenzowanego tomu: Lektura dzieł Tadeusza Kowalika to przestroga przed doktrynalnym podejściem do reform ustrojowych i brakiem głębszej refleksji na temat złożonych procesów przemian gospodarczych i społecznych. Jeśli w punkcie wyjścia przyjmiemy, że jesteśmy omylni, podobne wnioski mogą wysnuć również nasi przeciwnicy, a wówczas może narodzić się szansa na prawdziwie konstruktywną debatę i zaprojektowanie planu działań opartego o wzajemny konsensus.

Tadeusz Kowalik, O lepszy ład społeczno-ekonomiczny, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Warszawa 2013, red. nauk. Paweł Kozłowski, Gabriela Ziewiec.

Krzysztof Mroczko

(ur. 1980) – krytyk literacki z zawodu, publicysta z wyboru, wrocławianin z pochodzenia. Zafascynowany historią i literaturą PRL, szczególnie powieścią milicyjną. Miłośnik szeroko rozumianej powieści kryminalnej i niepopularnych teorii ekonomicznych, o których pisuje w dziale społecznym kwartalnika „Rita Baum”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>