Obrotowy Szałamacha

Wybór Pawła Szałamachy na stanowisko ministra finansów w rządzie PiS określiłbym jako najbardziej zdumiewającą decyzję zwycięzców ostatnich wyborów. Oto bowiem podobno socjalny, tudzież „narodowy”, program gospodarczy PiS wesprzeć ma osoba, która wychowała się w szeregach partyjnych zaciętego wroga wszelkich rozwiązań socjalnych i państwa, zwłaszcza opiekuńczego, przeciwnika wszelkiej redystrybucji i podatków (prócz pogłównego), skrajnego neoliberała Janusza Korwin-Mikkego.

Wybór ten jest swego rodzaju politycznym „strzałem w stopę”. Szałamacha postawiony został przed zadaniem załatania systemu podatkowego zrujnowanego przez poprzednie rządy, włączając w to sam PiS, który m.in., dzięki neoliberalnemu podrzutkowi z PO w postaci Zyty Gilowskiej, zlikwidował w 2006 r. górną stawkę PIT, czego rezultatem było późniejsze podniesienie dolnej i wieloletnie zamrożenie kwoty obciążonej zerową stawką. Można mniemać, że w ostatnich wyborach Polacy zagłosowali przeciw społecznym skutkom regresywnego systemu podatkowego – zwłaszcza składek ZUS. Czy się rozczarują?

Największym zarzutem wobec poprzednich ekip rządowych jest systematyczne obniżanie podatku od zysków korporacyjnych CIT – z 40% obowiązujących do 1998 roku na 19%, które obowiązują nas od roku 2004. Efektem jest podwyższanie innych podatków dotykających bezpośrednio przeciętnego obywatela: od wartości towarów VAT oraz od dochodów osobistych PIT, ale przede wszystkim system regresywnych składek ZUS. Nawiasem mówiąc, całkowita likwidacja tych ostatnich i powrót do systemu budżetowego sprzed 1999 r. wydaje się najbardziej rewolucyjną propozycją podatkową PO z kampanii wyborczej 2015, za czym podąża nowy pomysł PiS: jednolity podatek dochodowy.

I oto mamy kolejny efekt takiej polityki – PiS-owski projekt podatku obrotowego. To podatek, którym obłożony ma zostać tylko handel, obok VAT oraz CIT. Wraz z podatkiem bankowym stanowi on feudalny sposób opodatkowywania wyodrębnionych grup podmiotów. Tymczasem głównym osiągnięciem nowoczesnych państw narodowych było wprowadzenie uniwersalnych podatków, obowiązujących wszystkich w podobny sposób. Jest to zatem krok uwsteczniający nasz system podatkowy. Jedynym pozytywnym aspektem nowej propozycji jest uczynienie podatku obrotowego podatkiem progresywnym o trzech stawkach podatkowych – 0%, 0,7% oraz 1,3%. Wszystkie podatki powinny mieć progresywny charakter, dzięki czemu niżej zarabiający płacą niższe podatki niż podmioty zarabiające więcej. Generalnie podatki należy obniżać od dołu, a nie od góry – zmieniając progi podatkowe i wprowadzając niższe stawki podatkowe dla mniejszych podmiotów, a nie obniżając najwyższe stawki.

Progresywny system podatkowy jest cywilizacyjnym osiągnięciem kultury europejskiej. To jedyny sposób na zapobieżenie monopolizacji oraz oligarchizacji gospodarki, a co za tym idzie – polityki i samej demokracji, o czym wiemy dzięki monumentalnym studiom Thomasa Piketty’ego. Innymi słowy, progresywne podatki są niezbędnym warunkiem utrzymania demokratycznego systemu politycznego. Śmiem twierdzić, że jest to mechanizm ważniejszy dla demokratycznego porządku nawet od zasady separacji władz.

Zwolennikami podatków progresywnych byli główni ojcowie nowoczesnego liberalizmu: Adam Smith oraz John Stuart Mill. Wbrew populizmowi liberalnych fundamentalistów, progresywne opodatkowanie sprzyja bowiem rozwojowi gospodarczemu. Najwyższy wzrost gospodarczy ludzkość odnotowała właśnie w okresie najbardziej progresywnego opodatkowania, czyli ok. pół wieku temu. Każdy krok w tym kierunku jest wart rozważenia.

Zamiast wprowadzania nowego podatku obrotowego należałoby zmienić strukturę podatku korporacyjnego CIT. I trzeba to zrobić w dwu krokach. Po pierwsze, uczynić ten podatek progresywnym, z minimum czterema stawkami podatkowymi – od 10 do 40% – tak aby małe, rozwijające się przedsiębiorstwa zostały zwolnione z wyższych opłat, a wielkie międzynarodowe korporacje bardziej dokładały się do rozwoju kraju, na terenie którego działają. Po drugie, należałoby ograniczyć możliwość odpisywania wydatków od przychodów. Obecnie 100% udokumentowanych wydatków może zostać odpisanych, dzięki czemu dany podmiot może wykazywać minimalne dochody, jeśli w ogóle jakiekolwiek. Ograniczenie tej możliwości do na przykład 99%, choć liczba ta stanowić powinna gruntowny obiekt analiz, spełniłoby dokładnie taką samą funkcję, jak podatek obrotowy i dotyczyłoby uniwersalnie wszystkich podmiotów gospodarczych, a nie tylko podmiotów handlowych. W ten sposób zwiększyłyby się wpływy z CIT, dzięki czemu możliwe byłoby obniżenie zawyżonego liniowego podatku konsumpcyjnego VAT.

Kolejnym problemem, który PiS zawdzięcza samo sobie, jest zniesienie w 2006 r. podatku od spadków i darowizn obejmującego osoby najbliższe. Ten ruch dziwi, zwłaszcza w kontekście diagnozy o esbeckim pochodzeniu największych polskich fortun. Stworzenie nowego progresywnego podatku, obejmującego przynajmniej spadki i darowizny o wartości powyżej 1 miliona złotych, określiłbym jako społecznie niezbędny krok zapobiegający nadmiernej koncentracji kapitału, niezależnie od jego pochodzenia.

Należy wskazać zaniedbanie istniejące od początku transformacji, czyli brak progresywnego podatku majątkowego, w tym szczególnie tego od wartości nieruchomości. Progresywne opodatkowanie nieruchomości o wartości powyżej 1 miliona złotych powinno stanowić istotny dochód państwa. Obecnie nieruchomości są opodatkowane według ich powierzchni, a nie wyceny, na czym szczególnie korzystają posiadacze wielkomiejscy, a tracą mieszkańcy ubogich terenów wiejskich. Z badań Piketty’ego wynika, że z pracy nigdy nie osiąga się takiego zysku jak z już posiadanego majątku, czyli kapitału. Dziwne zatem jest, że to właśnie kapitał nie jest w Polsce prawie w ogóle opodatkowany. Bezpośrednim skutkiem tego braku jest nadmierne opodatkowanie pracy zwykłych obywateli.

Niestety, wszystko to są podatki, które skutecznie oprotestowują od lat lobbyści pracujący dla wielkich zagranicznych korporacji i innych wpływowych, a żywotnie zainteresowanych tym podmiotów. Za pomocą posiadanych przez siebie mediów podmioty te są zdolne do mobilizacji opinii publicznej przy użyciu antypodatkowej retoryki, ale tylko wtedy, gdy chodzi o podatki zagrażające ich bezpośrednim zyskom. Tak się jednak składa, że polityka podatkowa jest kluczowym elementem suwerenności państwowej. Rząd PiS nie zdaje sobie widać sprawy, że najbardziej skuteczną drogą do osiągnięcia założonych celów budżetowych nie jest łatanie systemu nowymi, lecz naprawa już istniejących podatków. Już widać pierwsze ograniczenia w stosunku do obietnic w postaci programu 500+, bo nie dotyczy on niestety każdego dziecka. A program ten powinien być rozpatrywany jako element progresywnej polityki podatkowej w postaci tzw. negatywnego podatku dla rodziców.

Wąsko ukierunkowany technik ekonomiczny na stanowisku ministra finansów nie wydaje się być odpowiednią osobą do przeprowadzenia gruntownej reformy finansów państwa. Jednak wybór na ten urząd, jak w innych cywilizowanych państwach, osoby o szerszej znajomości procesów społeczno-gospodarczych, na przykład politologa lub socjologa ekonomicznego, wydaje się obecnie w tym kraju utopią.

Paweł Stefan Załęski

– socjolog, autor książki „Neoliberalizm i społeczeństwo obywatelskie”, wykładowca w Szkole Nauk Społecznych PAN, stypendysta New School for Social Research. Specjalizuje się w badaniach nad NGO-izacją, demontażem państwa opiekuńczego, społecznymi skutkami regresywności fiskalnej.

6 odpowiedzi na „Obrotowy Szałamacha

  1. szary pisze:

    No niestety podatek od handlu detalicznego będzie najnormalniej w świecie zabijał polski handel. Mam nadzieję, że nie wejdzie w życie, bo biada Społemowi, Piotrowi i Pawłowi czy MediaExpert… Podatek miał wspierać polskich handlowców, a tak na prawdę ich wykończy. Totalna fuszera drogi rządzie… Zaczynam się poważnie martwić o przyszłość handlu w tym kraju…

  2. Jeden pisze:

    Ten tekst to czysta manipulacja. Każdy kolejny artykuł napisany przez ideologa socjalizmu/państwa opiekuńczego jaki przychodzi mi przeczytać utwierdza mnie w przekonaniu, że posuniecie się do wszystkiego, żeby tylko uciec od argumentów i postawić na swoim, pomimo faktów będących przeciwko wam.

    1. Smith wcale nie był za podatkiem progresywnym. Polecam wyszukać w Internecie dokładne cytaty. Już nie pierwszy raz widzę to stwierdzenie w artykułach promujących zniszczenie wolnego rynku. Doszukujecie się na siłę między wierszami czegoś, co bardzo chcielibyście zobaczyć, ale czego tam nie ma. Poza tym czy dla doktora nauk argumentum ad verecundiam jest naprawdę jedyną drogą do przekonania do swoich racji? Nawet jeśli byłby za tym podatkiem, to nie znaczy, że miał rację. Liberałowie (ci prawdziwi) cenią Smitha za stwierdzenie, że bogactwo bierze się z pracy i przedsiębiorczości ludzi (a nie z dotacji, siedzenia i ględzenia „mądrych głów”, układania „planów gospodarczych” czy czegokolwiek innego).

    2. Najwyższy wzrost gospodarczy ludzkość zanotowała pół wieku temu? Ciekawe jaki mógł być główny powód… Na pewno nie fakt, że niedaleko wcześniej przez świat przetoczyła się wojna, która zostawiła Europę i część Azji i Afryki w gruzach. Gdybym przez 6 lat musiał drżeć o swoje życie, zniszczono by mi cały dobytek lub wysłano mnie na front, to chyba oczywiste, że po tych strasznych 6 latach nastąpiłyby lepsze, w których osiągnąłbym ogromny skok. Pokój zawsze jest lepszy dla rynku i dla pracy od wojny, to chyba oczywiste. Nawet gdyby w ciągu 20 lat po wojnie miałbym przywiązaną do nogi metalową kulę, to i tak moja sytuacja uległaby poprawie, bo w końcu mógłbym pracować i działać, a nie zastanawiać się, czy jutro będę miał co jeść. Swoją drogą myślę, że podatki progresywne można przyrównać właśnie do takiej kuli u nogi. Chęć bogacenia się i normalności była u ludzi tak wielka, że nawet to im nie przeszkodziło w dojściu do celu.

    • gladykov pisze:

      Szanowny Panie Jeden, a czy Pan jest ideologiem kapitalizmu? Takie rzucanie inwektywami jest naprawdę niezdrowe dla dyskusji.

      Smith mówił takie rzeczy: http://lewyfeminista.salon24.pl/506680,niepoprawny-ekonomicznie-cytaty-adama-smitha a autor wskazał nie przyczynę wzrostu pół wieku temu, a fakt, że progresywność podatkowa nie zahamowała wzrostu. Nawet gdyby oba argumenty były fałszywe, nie falsyfikuje to głównej tezy.

      Ludzie bogacą się dzięki własnej pracy, tak jak opisuje to Smith. To jest super i nikt tego nie neguje. Ale następnie zaczynają się bogacić nieproporcjonalnie do własnej pracy, dzięki już posiadanej nadwyżce kapitału. W pewnym momencie nabierają mocy regulacji rynku poprzez monopolizację i lobbing. W ten sposób przekształcają demokrację w oligarchię (stało się to już w USA) i działają wbrew interesom tych ludzi, którzy wytworzyli ten kapitał, a którzy wciąż próbują wzbogacić się zgodnie z modelem Smitha. To jest prawdziwe prawo rynku. Przedstawione propozycje podatkowe mają spowalniać ten proces i rekompensować ludziom zyski z obrotem samym kapitałem, który pomogli wypracować, a którego właścicielami nie są.

      • Jeden pisze:

        http://www.adamsmith.org/blog/tax-spending/adam-smith-and-progressive-taxation

        „Proporcjonalnie do dochodu” nie oznacza „progresywnie”. Może to oznaczać tyle, że Smith był za podatkiem dochodowym, a nie np. pogłównym. Natomiast co do tego cytatu: „Nie ma nic nierozsądnego w tym, że bogaci powinni finansować wydatki publiczne nie tylko proporcjonalnie do swoich dochodów ale trochę więcej niż w stosunku do wielkości dochodów.”, to kluczowym jest tu sformułowanie “trochę więcej (…)”. Na pewno nie oznacza to, że bogatemu można zabrać 75% dochodów tak jak tego chcą np. neokomuniści z Razem.

        Owszem, progresywność podatkowa zahamowała wzrost, bo on byłby większy, gdyby jej nie było. Skutki uwolnionej po wojnie przedsiębiorczości nie mogły być całkowicie zniwelowane nawet przez takie utrudnienie. Dowodem na to choćby rozwój Polski w tamtych czasach, mimo okupacji komunistów – geopolityka i demografia grały do lat 70. w ich drużynie.

        Owszem, ludzie po zgromadzeniu kapitału z pewnością mają ułatwione dalsze zdobywanie pieniędzy, podobnie jak ich potomkowie. Nie sądzę jednak, żeby dobrym wyjściem było ich wywłaszczanie (podatek od spadków? serio?). Przecież każdy człowiek pracuje także po to, żeby jego dzieci miały łatwiejszy start w życie i to normalne. Gdy zabierzecie im choćby tę motywację, to po co w ogóle pracować?

        Nie da się zaprzeczyć, że z czasem demokracja przekształca się w oligarchię, ale chyba nie zauważa Pan, że dzieje się to przez współpracę wspomnianych oligarchów z aparatem państwowym (vide rozmowy Kulczyka z członkami PO). Państwo jest naturalnym sojusznikiem bogatych, ponieważ mogą oni do woli opłacać pod stołem złodziejskich polityków i budować monopole kosztem zwykłych ludzi – największe fortuny w Polsce zostały zbudowane dzięki kontaktom oligarchów z politykami. Błędem socjalistów jest właśnie to, że nie zauważają tej podstawowej zależności. Jedynym wyjściem, żeby doprowadzić sytuację do normalności jest ograniczenie roli państwa i pozostawienie ludziom wolności. Natomiast wy (być może w dobrej wierze, ale naiwnie) chcecie dać państwu do ręki kolejne narzędzia, których ono niezwłocznie, choć po kryjomu, użyje do jeszcze większego pogłębienia nierówności.

  3. Krzysiek pisze:

    Szanowny Panie!
    To nie jest tak do końca.
    1. Podatek od spadków i darowizn – dlaczego ma on być dla najbliższej rodziny? W ten sposób następuje podwójne opodatkowanie – raz ja płace podatek i z zarobionych i opodatkowanych pieniędzy kupuję mieszkanie, a potem musi jeszcze podatek zapłacić mój syn. Nielogiczne. I takie rozwiązanie nie sprzyja pojawianiu się rodzinnego kapitału. A argument o „esbeckich” fortunach jest… słaby. Sorry.
    2. Postulat „nie odliczajmy wszystkich kosztów od przychodu” jest trochę jak ” bądźmy zawsze młodzi”. Nie da się. Korporacje wydają miliony na prawników i tak zawsze zapłacą minimalny podatek np. na Kajmanach.
    3. Wydaje mi się, że najbardziej intensywny wzrost przedsiębiorczości był w USA w XIX i XX wieku, gdzie progresywnych podatków wtedy nie było.
    Niestety, bo wydaje mi się to złym rozwiązaniem, podatek obrotowy jest JEDYNYM skutecznym narzędziem, aby zmusić korporacje do płacenia tu podatków.
    Pozdrawiam i bez urazy! :)

    • gladykov pisze:

      Szanowny Panie Krzysztofie,

      1. Jest już Pan podwójnie opodatkowany, płacąc wpierw podatek dochodowy a później jeszcze VAT lub podatek od czynności cywilno-prawnych. Poza tym opodatkowanie od spadku tyczy się nie jednej osoby a dwóch – ojca i syna. Autor postuluje, by działo się to od kwoty miliona wzwyż. Gdyż – dziedziczenie fortun, powoduje koncentrację kapitału w wąskiej grupie osób, a to szkodzi demokracji.

      2. Nie zawsze młodzi, Ale trochę młodsi. Da się. Nie uszczelni się systemu w 100%, ale zawsze można uszczelnić bardziej.

      3. Te same Stany Zjednoczone są w wieku XXI oligarchią. Firmy nawet jak będą miały 1% liniowego podatku, też będą szukały możliwości, by go nie płacić. Bo mogą. Więc zmuszanie firm do płacenia podatków, to jest punkt 2 odpowiedzi. Podatek progresywny jest jedynym sposobem ochrony przed erozją demokracji ze strony tak potężnego kapitału, o jakim się nie śniło Smithowi ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>