Funkcjonalne zróżnicowanie podatków majątkowych

Funkcjonalne zróżnicowanie podatków majątkowych

W sytuacji kryzysu ekonomicznego nasilają się negatywne konsekwencje funkcjonowania systemu gospodarczego opartego na akumulacji kapitału. Coraz pilniejsza staje się zmiana sposobu jego działania. Można tego dokonać przede wszystkim za pomocą podatków. Najbardziej optymalne w tym celu są zróżnicowane podatki majątkowe.

Podstawowym celem lewicy jest redystrybucja zasobów własności, by zapobiec ich nadmiernej koncentracji i doprowadzić do większej demokratyzacji kontroli nad środkami produkcji, finansów i własności. Dotyczy to w takiej samej mierze mieszkań, co hut i serwerowni, ale przede wszystkim ziemi. Można to osiągnąć za pomocą nacjonalizacji (np. jako wstępu do bardziej rozproszonej prywatyzacji). Jednak bardziej racjonalnym sposobem jest zastosowanie podatków majątkowych. Głównym wyzwaniem jest zastąpienie nieefektywnego a nieproporcjonalnie intensywnego opodatkowania pracy przez opodatkowanie kapitału.

Podstawowym jednak błędem współczesnej fiskalnej myśli lewicowej jest projekt jednolitego, zunifikowanego, obejmującego wszystkie zasoby danej osoby podatku majątkowego. Jest to błąd strategiczny i taktyczny. Strategicznie dobrze jest przyjąć, że rozmaite zasoby mają odmienną wartość społeczną i polityczną nieodzwierciedlaną w wycenie ekonomicznej. Taktycznie łatwiej jest opodatkować poszczególne zasoby, niż wszystkie naraz. Strategicznie i taktycznie lepiej jest opodatkowywać w odmienny sposób różne formy własności: ziemię, nieruchomości, środki produkcji, antyki, sztukę, instrumenty finansowe.

Lewicowe projekty podatków majątkowych koncentrują się nad wyraz intensywnie na podatkach od wartości nieruchomości. Tymczasem najpilniejsze wydaje się opodatkowanie majątków wirtualnych, czyli instrumentów finansowych. To one są odpowiedzialne za tzw. finansjalizację współczesnej gospodarki, czyli lokowanie zasobów majątkowych na rynkach finansowych zamiast w produkcji dóbr i usług, czyli za aspołeczną praktykę akumulacji kapitału na dużą skalę. To w nich ulokowane są największe majątki. W hierarchii ważności opodatkowanie instrumentów finansowych stanowi obecnie najważniejsze wyzwanie. Najtrudniejsze politycznie i jednocześnie najprostsze praktycznie w realizacji, gdyż wartość instrumentów finansowych jest znana na bieżąco. Nie trzeba ich zatem osobno wyceniać, tak jak ma to miejsce w przypadku nieruchomości czy dzieł sztuki, antyków. Są to zasoby o dużej płynności, więc łatwo jest sprzedać ich część, by spłacić należności i zobowiązania. W nieco mniejszym stopniu dotyczy to także udziałów w spółkach nienotowanych na giełdach.

Oprócz braku objęcia podatkiem majątkowym, dziwnym jest, że na sprzedaż instrumentów finansowych nie jest w bieżącym reżimie podatkowym nałożony podatek VAT, który narzucono na sprzedaż wszystkich innych towarów i usług w Unii Europejskiej, nawet w przypadku transferów poza granice Unii (co odnosi się również do bardziej progresywnego podatku obrotowego). W zamian wprowadzono opodatkowanie jedynie zysków z instrumentów finansowych, czyli dochodów inwestorów-spekulantów. Tworzy to stan fiskalnego uprzywilejowania rynków finansowych.

Przeciętny polski pracownik musi odprowadzać podatki od każdej złotówki swoich dochodów, głównie w postaci składek ZUS. To, co mu zostanie, wydaje na zakup żywności i przedmiotów, których sprzedaż jest objęta podatkiem VAT. Gdy po wielu latach uzbiera i zainwestuje w zakup mieszkania, zaczyna płacić podatek od powierzchni nieruchomości, dyskryminujący posiadaczy nieruchomości o małej wartości. Wszystkie te podatki mają degresywny charakter. Spekulanci finansowi nie mają takich problemów.

Drugim niezmiernie istotnym zasobem, którego opodatkowanie wymaga osobnych regulacji, jest ziemia. Jest to zasób szczególny i kluczowy, o ograniczonym i ściśle określonym wymiarze. Zgodnie z tzw. twierdzeniem Henry’ego George’a (Henry George Theorem), wartość ziemi i dochody z jej najmu zależą przede wszystkim od publicznych inwestycji na jej obszarze i wokół. Opodatkowanie gruntów powinno stanowić zatem podstawę publicznych budżetów, stanowić „złotą regułę finansów publicznych”, szczególnie samorządowych. Potencjał wartości gruntów jako bazy podatkowej jest systematycznie niedoszacowywany w wielu analizach, które błędnie konkludują, że nie jest on wystarczający dla współczesnych publicznych celów wydatkowych.

Dopiero teraz, jako trzeci w kolejności ważności, można rozpatrzeć podatek od nieruchomości. Jednak przede wszystkim od nieruchomości komercyjnych, czyli takich, które służą podmiotom prawnym do pomnażania kapitału: biur, fabryk, sklepów, magazynów, hoteli, mieszkań na wynajem, infrastruktury przemysłowej (dróg, przewodów, studzienek i słupów transmisyjnych, kanałów wodnych). Ich wartość jest skorelowana z rzeczywistymi i potencjalnymi zyskami. Można zatem założyć, że adekwatne opodatkowanie nieruchomości komercyjnych powinno wpłynąć pozytywnie i stymulująco na zyski z nich i odpowiednio intensywne użytkowanie. Jednym z podstawowych problemów rynku nieruchomości jest ich skup wyłącznie w celach spekulacyjnego wzrostu wartości bez odpowiednio racjonalnego i użytecznego społecznie i ekonomicznie wykorzystania.

Ta ostatnia uwaga dotyczy w takiej samej mierze czwartego punktu niniejszych rozważań – nieruchomości prywatnych wykorzystywanych w celach mieszkaniowych. Nieruchomości mieszkaniowe, jak należałoby je nazwać, stanowią główną inwestycję klasy średniej. Ich opodatkowanie powinno zatem podlegać szczególnej ostrożności. Jest to ów słynny i złowrogi podatek katastralny, który śni się po nocach jako koszmar lepiej sytuowanej części klasy średniej. I nie powinno to dziwić, bowiem są oni wyraźnie uprzywilejowani przez obecnie istniejący sposób opodatkowania nieruchomości mieszkaniowych. Zdecydowanie nie powinien on wyglądać tak, jak ma to miejsce w Polsce. Nieruchomości mieszkaniowe nie są opodatkowane adekwatnie do ich wartości, lecz według ich powierzchni (dotyczy to także nieruchomości komercyjnych i gruntów). W ten sposób uprzywilejowani zostają właściciele droższych nieruchomości miejskich, zwłaszcza w dużych metropoliach, a dyskryminowani mieszkańcy terenów wiejskich. Jest to wyjątkowo degresywny sposób opodatkowania majątków, wypaczone dziedzictwo czasów neoliberalnej transformacji. Planowane obecnie zwolnienie z opodatkowania pierwszej, zamieszkanej przez właściciela nieruchomości będzie miało taki sam degresywny charakter. Duże trudności i kontrowersje związane z opodatkowaniem zasobów mieszkaniowych są najlepszym argumentem przeciw jednolitemu podatkowi majątkowemu.

Zwrócić uwagę należy na związek opodatkowania wartości nieruchomości zarówno komercyjnych, jak i mieszkaniowych z katastrofą klimatyczną. Oto bowiem ich ogrzewanie i klimatyzowanie (a nie transport, który bardziej odpowiada za zanieczyszczenie powietrza) stanowi główny czynnik wpływający na ocieplenie klimatu poprzez emisję gazów cieplarnianych w wyniku spalania paliw kopalnych na potrzeby produkcji energii cieplnej oraz elektrycznej (do czego zużywane są też olbrzymie ilości wody). Budowa i rozbudowa nieruchomości wpływa także w istotny sposób na niszczenie naturalnych siedlisk i wymieranie zwierząt i roślin. W tym przypadku jednak głównym czynnikiem jest masowa hodowla zwierząt rzeźnych, odpowiedzialna za ekspansję nowych areałów upraw na pasze, a także za duże zużycie wody i znaczną emisję gazu cieplarnianego – metanu. Powinno to skutkować odrębnym opodatkowaniem zasobów zwierząt hodowlanych.

Wymuszenie zmniejszenia powierzchni użytkowanej na osobę powinno stanowić jeden z głównych celów podatkowych w kontekście ekologicznym – na wzór japoński, jak obrazowo można by to przedstawić. Opodatkowanie już istniejących zasobów mieszkaniowych, zwłaszcza tych niewykorzystywanych w pełni, w części czy całkowicie pustych, niezamieszkanych wymusić może bardziej racjonalne, ekonomiczne i w konsekwencji ekologiczne ich użytkowanie. Obowiązujące opłaty od emisji gazów i pyłów można uznać za szczególny podatek majątkowy – od zasobów należących do jakiegoś podmiotu i emitowanych do wspólnej atmosfery, środowiska. Przykłady te pokazują, że polityka podatkowa, zwłaszcza względem zasobów osób majętnych, powinna znajdować się w centrum namysłu i postulatów ruchów ekologicznych. Wbrew argumentom maltuzjańskim, to posiadacze dużych majątków, kapitału, ludzie bogaci, których jest mniej, są odpowiedzialni za katastrofę klimatyczną, a nie skromnie żyjące osoby ubogie, mimo iż jest ich wielokrotnie więcej.

Kolejnym, niesłychanie wrażliwym społecznie, zasobem podatkowym są depozyty bankowe. W największym stopniu korzystają z tej formy oszczędzania osoby nisko zarabiające. O ile instrumenty finansowe są głównie zasobem osób bogatych, a w nieruchomości inwestuje klasa średnia, to depozyty, lokaty bankowe stanowią podstawową formę inwestycyjną osób o niskich dochodach. Ich opodatkowanie powinno być wyraziście progresywne, z sowitą kwotą wolną od podatku. Należy przy tym podkreślić, że inflacja jako narzędzie podatkowe dotyka w największym stopniu takie właśnie zasoby „drobnych ciułaczy”, jak również dochody osób o niskich kwalifikacjach, które mają słabe możliwości przetargowe wobec pracodawców.

W przypadku ruchomości – jak pojazdy, serwery, roboty, antyki czy dzieła sztuki – można zastosować rozwiązanie, że poniżej pewnej wartości są one obłożone podatkiem VAT oraz obrotowym (obrotowym jako bardziej progresywnym w oddziaływaniu niż VAT, którego stosowanie należałoby ograniczyć, jednak wymusza je Unia Europejska), natomiast powyżej tej wartości podatkiem majątkowym, alternatywnie albo dodatkowo.

Jedynym progresywnym sposobem opodatkowania majątków jest stosowanie kwoty wolnej od podatku i przynajmniej trzystopniowej skali podatkowej o waloryzowanych co roku progach podatkowych. Każde z pięciu wyżej wymienionych dóbr podstawowych powinno być opodatkowane według osobnej skali powstałej w efekcie odpowiedniej analizy makroekonomicznej, biorącej za główny punkt odniesienia kwestię nierówności społecznych. Podatki te powinny być pobierane w cyklu miesięcznym, a nie rocznym, jak najczęściej się stosuje w przypadku podatków majątkowych, co wywołuje wrażenie ich niezwykle dużej wysokości. Dla porównania, opodatkowanie pracy w Polsce obecnie oscyluje wokół 40% miesięcznie licząc wraz ze składkami ZUS, podatek majątkowy nie powinien być wyższy niż 0,4% miesięcznie. Wszyscy walczący o niskie podatki powinni być zwolennikami podatków majątkowych.

Generalną zasadą przy tym powinno być założenie, że podatki majątkowe mają dużo lepszy wpływ na zmniejszanie nierówności ekonomicznych, wzrost gospodarczy oraz inwestycje, niż nadmiernie obecnie stosowane podatki dochodowe. Głównym argumentem wysuwanym przeciw podatkom majątkowym jest ich rzekomy wpływ na zniechęcenie do inwestowania, co całkowicie przeczy badaniom, które pokazują, że są one optymalne dla inwestycji, w przeciwieństwie do opodatkowania dochodów, zwłaszcza z pracy. Podatki te stanowią narzędzie mogące przeciwważyć neoliberalne strategie gospodarcze, zarówno tanich kredytów (np. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania), jak i taniej pracy (np. Niemcy, Chiny, Polska) – paradoksalnie odpowiedzialne za zmniejszenie dynamiki wzrostu, inwestycji oraz produktywności.

Celem ostatecznym zastosowania zróżnicowanych podatków majątkowych jest przynajmniej częściowe zastąpienie opodatkowania pracy osób najuboższych przez podatki od kapitału zgromadzonego w bardziej lub mniej legalny czy humanitarny sposób przez najbogatszych. Podstawowe uzasadnienie dla stosowania podatków majątkowych jest w gruncie rzeczy zgodne z doktryną wolnorynkową: za posiadanie, przetrzymywanie, użytkowanie majątku na danym terytorium należy się opłata.

Stefan Paweł Załęski

Artykuł ten stanowi publicystyczny aneks do tekstu „Podatki ubezpieczeniowe w perspektywie progresji fiskalnej: efektywność opodatkowania pracy i kapitału dla lewicowych polityk redystrybucji ekonomicznej”, Praktyka Teoretyczna 3(33)/2019.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie