Są skuteczniejsze instrumenty

Z rozmawia ·

Są skuteczniejsze instrumenty

Z rozmawia ·

O komentarz w sprawie wysokości płacy minimalnej poprosiliśmy dr hab. Ryszarda Bugaja z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN, doradcę ekonomicznego m.in. NSZZ „Solidarność” (od 1980 r.) oraz prezydenta RP, Lecha Kaczyńskiego.

* * *

W przyszłym roku płaca minimalna wyniesie 1400 zł. Czy da się za tę kwotę godnie przeżyć?
Ryszard Bugaj: Nie istnieje tutaj żadna obiektywna i ścisła miara, którą moglibyśmy zastosować. Odpowiedź na tak postawione pytanie jest w gruncie rzeczy kwestią przekonań społecznych – tego, co uznajemy za zupełne minimum. Równie istotna okoliczność to kwestia tego, na ile umiemy respektować tę normę. Trzeba bowiem zdać sobie sprawę, że jeżeli istnieje możliwość ucieczki pracodawców do szarej strefy, to owa norma ma wtedy dość ograniczone znaczenie – działa przede wszystkim w większych zakładach pracy, w których sprawnie funkcjonuje chociażby system ewidencji. Do sprawy płacy minimalnej nie przywiązywałbym zatem tak ogromnego znaczenia. Inne czynniki, wśród których wskazałbym przede wszystkim poprawę samoorganizacji i ochrony prawnej pracowników, odgrywają w moim przekonaniu dużo ważniejszą rolę.
Jednakowoż uważam, że podwyższenie wspomnianej kwoty jest absolutnie konieczne, i że wysokość płacy minimalnej winna być powiązana z wysokością płac maksymalnych. Nie chodzi nawet o to, aby ustawowo ograniczać najwyższe wynagrodzenia, ale o to, aby zdać sobie sprawę z tego, że tak niskiej stopy podatkowej od wysokich dochodów nie ma nigdzie na Zachód od Polski. W ślad za tym faktem powinna iść „hojna” regulacja dotycząca płacy minimalnej. Czy może się to przełożyć na spadek zatrudnienia, jak utrzymują liberalni ekonomiści? W bardzo szczególnych sferach, jak gastronomia, może wystąpić taki efekt. Natomiast generalnie rzecz biorąc, wysokość płacy minimalnej ma moim zdaniem bardzo niewielkie znaczenie dla rozmiarów zatrudnienia. W przypadku większości gałęzi gospodarki jest ono funkcją technologii i niezależnie od tego, czy płace są w nich trochę wyższe, czy trochę niższe – zatrudniają tyle samo ludzi.

Nawet jeśli wszyscy dorośli członkowie kilkuosobowej rodziny mają pracę, zarobki zbliżone do płacy minimalnej stawiają ją w trudnej sytuacji społecznej.
R. B.: Problem ubóstwa nie powinien być, moim zdaniem, rozwiązywany za pośrednictwem podwyższania płacy minimalnej. Zawsze byłem i wciąż jestem zwolennikiem ulg podatkowych na dzieci, chociaż nie musi to być jedynym słusznym rozwiązaniem. Jeżeli dochód jest tak niski, że faktycznie nie można odliczyć ulgi, powinno istnieć jeszcze inne rozwiązanie. Paradoksalnie, idea bardzo liberalnego ekonomisty, Miltona Friedmana – wprowadzenie tzw. podatku negatywnego – jest w takim przypadku koncepcją, z której powinno się skorzystać. Stosuje się wtedy wyliczenie dotyczące sytuacji rodziny i szuka jakiejś formy rekompensaty, pozwalającej na dopełnienie dochodów – nie płacy! – do pewnej minimalnej wysokości. Tego rodzaju rozwiązania nie są w Polsce w ogóle stosowane.

Tysiąc czterysta złotych to mniej więcej tyle, ile pochłaniają co miesiąc wszystkie moje opłaty…
R. B.: Możliwie zobiektywizowany rachunek od strony wydatków nie jest prosty, dlatego że sytuacja poszczególnych ludzi jest pod tym względem bardzo zróżnicowana. Jeżeli np. weźmiemy gospodarstwo domowe, nawet z dzieckiem, ale mieszkające przy rodzicach w domu jednorodzinnym i de facto nie ponoszące kosztów utrzymania mieszkania, to jest to sytuacja nieporównywalna z gospodarstwem, które zmuszone jest wynająć mieszkanie na wolnym rynku, zwłaszcza w większym mieście; w tym drugim przypadku płaca minimalna może nie wystarczyć nawet na czynsz. Albo inna sytuacja, wcale nie taka rzadka: ktoś zatrudniony na umowę o pracę otrzymuje pensję zbliżoną do minimalnej, ale ma relatywnie spore dochody z prac zleconych czy honorariów. Sytuacja dochodowa takiej osoby może być zupełnie dobra. Ponownie zatem podkreślam – płaca minimalna to instrument, którego skuteczność w rozwiązywaniu problemów społecznych jest dość ograniczona.

Nierównowaga na rynku pracy zmusza część pracowników do przyjmowania bardzo niekorzystnych warunków. Sam przez kilka lat pracowałem m.in. w zakładzie komunalnym, gdzie płacono żałośnie mało.
R. B.: Obawiam się, że zwiększając płacę minimalną nie rozwiążemy także tego problemu. Jest to bowiem instrument, który działa mało selektywnie. Myślę, że przykłady, które podałem – zróżnicowania sytuacji mieszkaniowej, rodzinnej, czy dochodowej – pokazują, że płaca minimalna ma ograniczony potencjał oddziaływania jako regulator minimalnych dochodów.
Nie zmienia to w niczym faktu, że podział dochodu narodowego powinien być w naszym kraju znacznie bardziej egalitarny, niż ma to obecnie miejsce. Najlepiej dążyć do tego przy pomocy wydajnych instrumentów podatkowych, a nie administracyjnych. Tymczasem Polska poszła w kierunku prawie że zwolnienia najwyższych dochodów z opodatkowania. Trzeba bowiem pamiętać, że najbogatsi samozatrudnieni mają prawo do niskiego podatku liniowego, co skutkuje ogromnymi nierównościami dochodowymi. Tego problemu nie da się rozwiązać zwiększając wysokość płacy minimalnej, choć jest to recepta dość spektakularna.

Rozmawiał Konrad Malec, 28 września 2010 r.

Dział
Wywiady
komentarzy
Przeczytaj poprzednie