Przeszłość dla przyszłości

Z rozmawia ·

Przeszłość dla przyszłości

Z rozmawia ·

W całym kraju działacze stowarzyszenia Młodzi Socjaliści czynią zabiegi o nadanie ulicom imion wybitnych działaczy lewicowych, jak Irena Sendlerowa, która uratowała w czasie wojny tysiące żydowskich dzieci. O motywacje przyświecające inicjatorom akcji spytaliśmy Aleksandrę Zarzeczańską, koordynatorkę regionalną stowarzyszenia w woj. śląskim.

* * *

Jakiś czas temu Młodzi Socjaliści rozpoczęli starania o nadanie ulicom w całej Polsce imion szeregu postaci o lewicowych przekonaniach. Jakie są to osoby?

Aleksandra Zarzeczańska: Pomysł nadania ulicom patronatów zasłużonych działaczy lewicy zrodził się po śmierci Ireny Sendlerowej, w 2008 r. Zastanawialiśmy się wówczas, w jaki sposób możemy godnie upamiętnić tę wielką bohaterkę, która powinna być dla każdego z nas wzorem do naśladowania. Początkowo organizowaliśmy akcje tylko na rzecz pielęgnowania pamięci o Sendlerowej, później zaczęliśmy wnioskować o uhonorowanie także innych działaczy: Marcela Szarego w Gdańsku, a ostatnio również w Bydgoszczy, czy Edwarda Bettmana we Włocławku. W przyszłości chcemy rozszerzyć to grono o takich ludzi lewicy, jak Kazimierz Pużak, Ignacy Daszyński czy Edward Abramowski. Naszym celem jest zachowanie społecznej pamięci o tych wybitnych postaciach.

Jak w praktyce wyglądają Wasze usiłowania?
A. Z.: W poszczególnych miastach funkcjonują inne zasady regulujące nadawanie nazw ulicom, więc nie jesteśmy w stanie ujednolicić naszych działań – w każdej miejscowości musimy dowiedzieć się, w jaki sposób można wcielić nasz pomysł w życie. W moim rodzinnym Bytomiu, gdzie wraz z lokalnymi działaczami Młodych Socjalistów staraliśmy się o nadanie ulicy imienia Ireny Sendlerowej, mieliśmy teoretycznie cztery możliwości zgłoszenia naszej inicjatywy do Rady Miejskiej: wnioskiem prezydenta miasta, grupy minimum trzech radnych, przy poparciu co najmniej 100 mieszkańców lub jako instytucja mająca swoją siedzibę w Bytomiu. Postanowiliśmy porozmawiać z jednym z radnych miasta, który zdecydował się nam pomóc i zdobył wymagane poparcie ze strony Rady Miejskiej. Dzięki temu wniosek mógł trafić do porządku obrad zbliżającej się sesji. Ponadto, jako wnioskodawcy, byliśmy zobowiązani do wskazania takiej ulicy, której patronką można by uczynić właśnie Sendlerową. W czerwcu ubiegłego roku odbyła się sesja Rady, podczas której przegłosowano nasz wniosek i po kilku miesiącach bohaterska socjalistka została patronką jednej z bytomskich ulic.
Podobne działania podjęliśmy m.in. w Lublinie, Toruniu, Wałbrzychu, Olsztynie i Elblągu. Oprócz Bytomia pomyślny finał znalazła także inicjatywa lubelska; nad pozostałymi wnioskami nadal pracujemy.

Ktoś mógłby zapytać, czy nie szkoda Wam czasu na „zabawę w symbole”, skoro można by go poświęcić na rozwiązywanie palących kwestii społecznych.
A. Z.: Oczywiście nie jest tak, że przedkładamy sprawę nazywania ulic naszych miast nazwiskami zasłużonych lewicowców ponad realną pracę w walce o prawa człowieka. Powodów, dla których zajmujemy się właśnie tą kwestią, jest kilka. Po pierwsze, jesteśmy dość młodzi – wiele moich koleżanek i kolegów jest jeszcze nastolatkami i jest to dla nich jedna z prostszych form zaangażowania się w działalność stowarzyszenia. Łatwiej jest zebrać podpisy pod petycją do Rady Miejskiej i czekać na efekty, niż przejechać połowę Polski na demonstrację pracowniczą czy blokadę eksmisji. Dzięki takim akcjom, które nie są nadzwyczaj absorbujące, możemy zrobić coś dobrego na własnym podwórku. Co więcej, poza ich symbolicznym wymiarem – upamiętnieniem bohaterów, często zapomnianych – mają one także walor praktyczny. Dzięki nim poznajemy swój samorząd oraz prawa, jakimi się rządzi, a także wykorzystujemy narzędzia demokracji partycypacyjnej, niestety bardzo ubogie w naszym kraju. Mam nadzieję, że to doświadczenie wykorzystamy w walce o poprawę losu „zwykłego Kowalskiego”.
Nie bez znaczenia pozostaje aspekt edukacyjny. Osoby, które chcemy uczynić patronami naszych ulic, są wzorami godnymi naśladowania. Liczymy na to, że utrwalając pamięć o nich i ich dokonaniach, jednocześnie zainspirujemy kogoś do podążania drogą pracy dla znajdujących się w trudniejszej sytuacji.

Z jakim przyjęciem spotyka się Wasza akcja?
A. Z.: Zwykle z bardzo pozytywnym, i to nie tylko wśród osób o lewicowych poglądach. Zdarzyło nam się nawet usłyszeć uprzejme opinie ze strony prawicowych aktywistów, którzy ciepło wspominali postać Ireny Sendler. W Bytomiu radni potrafili wspólnie przegłosować nasz wniosek, mimo różnic, które ich na co dzień dzielą. „Za” byli nawet ci, którzy z trudem wymawiają słowo „socjalizm”; w kontekście naszych bohaterów nie mają z tym problemów. Lewica w Polsce musi niestety ciągle udowadniać społeczeństwu, że nie dąży do powrotu systemu sprzed 21 lat. Takie inicjatywy to z pewnością kolejny krok w kierunku normalizacji wizerunku lewicy – pokazujemy w ten sposób, że prawdziwy socjalizm to synonim walki o człowieczeństwo, czego dowód dali swoim życiem wspomniani działacze, a nie patologie rodem z PRL.

Rozmawiał Konrad Malec, 1 października 2010 r.

Dział
Wywiady
komentarzy
Przeczytaj poprzednie