Prawie jak w Skandynawii…

Z rozmawia ·

Prawie jak w Skandynawii…

Z rozmawia ·

Rząd przygotowuje nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. O komentarz na temat planów resortu zdrowia poprosiliśmy dr. Adama Sandauera, honorowego prezesa Stowarzyszenia Pacjentów „Primum Non Nocere”, członka Rady Honorowej „Obywatela”.

* * *

Jakie są założenia projektu przygotowanego przez stronę rządową?
Adam Sandauer: Innowacyjny jest plan powołania komisji, które na drodze pozasądowej miałyby przyznawać prawo do wypłacanego przez ubezpieczyciela odszkodowania za błędy lekarskie. Wprowadzając to rozwiązanie rząd powołuje się na wzorce skandynawskie. Niestety, jest to jedynie udawanie, że coś się robi: w efekcie końcowym niewiele się zmieni. Wspomniane komisje mają orzekać o popełnieniu błędu medycznego, który spowodował szkodę na zdrowiu, i dopiero to będzie podstawą do uzyskania odszkodowania. Zasada postępowania będzie zatem taka sama, jak w sądzie cywilnym, gdzie wymaga się od pacjenta by udowodnił, że poniesiona przez niego szkoda jest zawiniona. Mówienie, że jest to analogia do systemu skandynawskiego, to wprowadzanie w błąd. W państwach skandynawskich nie ma orzekania winy; wystarczy udowodnić, że szkoda jest prawdopodobnie skutkiem niewłaściwego leczenia i nie powinna była wystąpić. Przykładowo: wyobraźmy sobie, że ktoś wyszedł ze szpitala z wirusowym zapaleniem wątroby. W myśl kryteriów zapisanych w projekcie ustawy będzie musiał dowieść, że gdzieś popełniono błąd, np. ktoś wielokrotnie używał tych samych strzykawek, automat do sterylizacji sprzętu był źle ustawiony, ktoś nie umył rąk itp. – przy czym oczywiście wszyscy będą zaprzeczać, że coś takiego miało miejsce. W systemie skandynawskim wystarczy orzeczenie, że zakażenie żółtaczką w trakcie leczenia szpitalnego jest skutkiem nieprzestrzegania zasad higieny i nie jest czymś normalnym. Przyjęcie takiej zasady umożliwia uzyskanie odszkodowania i środków na życie tym, których pozwy były wcześniej oddalane. W Szwecji po wprowadzeniu tego rozwiązania liczba osób otrzymujących odszkodowania wzrosła do ok. czterech tysięcy rocznie – z kilkudziesięciu, które uzyskiwały wcześniej odszkodowania w sądach.
Wspomniany system jest bardzo szeroki i stanowi rodzaj ubezpieczenia od następstw, które nie powinny nastąpić; gwarantuje wypłatę odszkodowania nawet wtedy, gdy nie można znaleźć winnego. W Polsce postanowiono przyjąć zasadę konieczności stwierdzenia błędu medycznego, jednocześnie ograniczając maksymalną wysokość odszkodowań: za okaleczenie proponuje się do 100 tys. zł, za śmierć – do 300 tys. Uzasadnia się to źle działającymi sądami powszechnymi oraz wieloletnimi postępowaniami. Komisje mają szybciej przyznawać odszkodowania, ale w zamian żąda się odstąpienia od roszczeń cywilnych. To skandal, że szantażuje się poszkodowanych złym funkcjonowaniem sądów i przewlekłością postępowań, by zrezygnowali z części roszczeń. Jeżeli władze państwa zdają sobie sprawę z wad systemu sprawiedliwości, to powinny go naprawić. Odszkodowanie, zgodnie ze swoją nazwą, ma rekompensować szkodę, a nie jej część. W krajach skandynawskich pacjenci otrzymują niższe odszkodowania, gdy ustalenie winnego uszczerbku na ich zdrowiu jest niemożliwe. Tam powstał system zabezpieczeń społecznych dla poszkodowanych, u nas tworzy się system ograniczania wydatków.

Może chociaż dzięki zmianom pacjentom łatwiej będzie dochodzić swoich praw?
A. S.: By być sprawiedliwym, trzeba przyznać, że proponowany system posiada jeden plus. Zdarza się, że dyrektor szpitala wie, iż w jego placówce stało się coś złego – i chciałby zawrzeć ugodę pozasądową. Obecnie podpisując takie porozumienie, naraża się na oskarżenia o brak dyscypliny budżetowej, niegospodarność i wydatki bez podstawy prawnej. Dyrektorzy unikają więc takich ugód, obawiając się złamania kariery. W najprostszych przypadkach, gdzie strony są zgodne, nikt nie chce „zamiatać sprawy pod dywan”, orzeczenie komisji da możliwość szybkiego zakończenie sprawy i wypłaty środków. Niestety, o wysokości odszkodowania nie będzie orzekać komisja, lecz proponował ją będzie zakład ubezpieczeniowy, z którym placówka ma zawartą umowę. Jeżeli poszkodowany nie zgodzi się na przyjęcie odszkodowania w zaproponowanej wysokości, nie będzie miał możliwości odwołania się. Do tego w projekcie ustawy nie ma zapisanych żadnych kryteriów, według których ubezpieczyciel miałby obliczać wysokość odszkodowania, choć jest oczywiste, że będzie się starał wypłacić jak najmniejszą kwotę.

Jak powinny wyglądać zmiany przepisów, by realnie poprawić sytuację ofiar błędów lekarskich?
A. S.: Najlepiej wprowadzić system rzeczywiście wzorowany na skandynawskim, w którym komisja nie orzekałaby, gdzie popełniono błąd, tylko czy dane powikłanie miało prawo wystąpić. Po drugie, nawet jeżeli ktoś otrzyma odszkodowanie, nie powinno mu to zamykać drogi do postępowania sądowego. Jeżeli pacjent będzie w stanie udowodnić, że szkoda jest zawiniona, kwota przyznana mu na mocy wyroku sądowego byłaby pomniejszona o tę otrzymaną wcześniej.

Rozmawiał Konrad Malec, 15 października 2010 r.

Dział
Wywiady
komentarzy
Przeczytaj poprzednie