Wielki szort

·

Wielki szort

·

Polecam książkę Michaela Lewisa „WIELKI SZORT, mechanizm maszyny zagłady”. Tytuł pochodzi od „krótkiej sprzedaży”, czyli spekulacji za pożyczone pieniądze. Może trochę przekroczę limit 5400 znaków, który sobie sama narzuciłam, aby na końcu przynajmniej pobieżnie książkę omówić. Pisanie dłuższych tekstów do publikacji w Internecie nie ma sensu, ponieważ z własnego doświadczenia wiem, że ich przeczytanie odkłada się do najbliższej grypy, kiedy jest więcej wolnego czasu.

Różnie ludzie przygotowują się do walki z kryzysem. Zależnie od światopoglądu jedni podlizują się Platformie, drudzy organizują Krucjatę Różańcową. Są też maniacy tak przywiązani do swojej idee fixe, że niezależnie od kursu walut i wartości WIG 20 walczą z faszyzmem i krzyżem w miejscach publicznych. Nie grozi im degradacja ekonomiczna i społeczna, ponieważ ich działania są na rękę władzy. Skutecznie odwracają uwagę od realnych problemów i ułatwiają manipulowanie opinią publiczną. Cele globalistów i neobolszewików są zbieżne: likwidacja demokracji, suwerenności państw narodowych i kultury zakorzenionej w tradycji.

Gdy coś ważnego dzieje się w Polsce lub na świecie, w elektronice zaczynają działać chochliki. E-maile nie dochodzą, SMS-y są kasowane lub cenzurowane, ginie sygnał doprowadzony do komputera i telefonu stacjonarnego. Najgorsze jest to, że nigdy nie wiadomo, czy mamy do czynienia ze złośliwością rzeczy martwych, czy wywiadów. Teraz w walce z protestami i opozycją antysystemową decydenci wybiórczo ingerują w komunikację za pośrednictwem Internetu i telefonów komórkowych, ale może nastąpić pełna blokada. Dlatego wszystkim dobrze radzę: Kupcie zeszyt i zapiszcie w nim numery telefonów i adresy znajomych. Może się zdarzyć, że ani na manifę Wolne Konopie, ani na Marsz Pamięci o ofiarach Smoleńska nie będzie można się skrzyknąć.

Polacy traktują kryzys jak przejściowe zdarzenie zewnętrzne, niezasłużoną karę, bo przecież byliśmy pilnym uczniem, wszyscy nas chwalili za reformowanie kraju i dostosowanie do standardów światowych. Likwidując komunistyczny przemysł, zrobiliśmy wielki skok w epokę postindustrialną, gdzie źródłem dochodów są operacje finansowe i turystyka. Tylko wciąż za dużo mamy biednych, rolników i emerytów. Młodych też mamy za dużo, bo nie ma dla nich pracy. Natomiast dzieci mamy za mało. Nie wiem, jak rząd rozwiąże taką kwadraturę koła. Zielona wyspa dryfuje, ale wciąż jest zielona, a rząd jest dobrej myśli. Pojawiają się plotki o tratwach ratunkowych.

O tym, że jest to kryzys światowego systemu, nie ma z kim rozmawiać. Jako przyczyny kryzysu wymienia się nadmierną konsumpcję starszego pokolenia i rozbuchane państwo opiekuńcze. Nikt nie mówi o tym, że w epoce Reagana i Thatcher skończył się kapitalizm oparty na indywidualnej własności prywatnej, wolnym rynku i związkach zawodowych, które stabilizowały system.

Przypomnę tylko, że system korporacyjny polega na anonimowej, rozproszonej własności. Indywidualna własność prywatna, wymagająca odpowiedzialności za decyzje, przegrywa z potęgą polityczną i ekonomiczną wielkich korporacji, co jest przyczyną likwidacji klasy średniej. Obecnie klasę średnią stanowią głównie pracownicy najemni wielkich korporacji. W zarządach korporacji trwa karuzela stanowisk. Powstała nowa nomenklatura, analogiczna do komunistycznej.

W systemie finansowym, opartym na spekulacji i hazardzie, mantra o wolnym rynku doprowadziła do takich patologii, że wolny rynek wydaje się teraz przyczyną chaosu. Powstała nowa teoria wolnego rynku –chaotyka (to nie jest żart!).

Źródłem patologii jest wyłączenie banków i innych instytucji finansowych spod praw wolnego rynku. Za złe zarządzanie i błędne decyzje kredytowe bank nie ponosi odpowiedzialności. Kiedy bankrutuje stocznia, kopalnia, huta czy piekarnia, władzy politycznej nie wolno ingerować. Kiedy bankrutuje bank, można, a nawet musi się dofinansować go z budżetu. Wystarczy, że banki poniosły straty na złych kredytach, zewsząd słychać apele o solidarną zrzutkę.

System neoliberalny nie jest wynikiem naturalnej ewolucji systemu kapitalistycznego. Punkt po punkcie można prześledzić zmiany w prawie, które doprowadziły do obecnej sytuacji. Jest na ten temat bogata literatura również w języku polskim. Niestety, antyglobaliści w Polsce mają złą prasę i te publikacje czytane są w wąskich kręgach. Z wyjątkiem redaktorów „Obywatela”, nikt nie interesował się diagnozami antyglobalistów. Już prezydent Kwaśniewski mówił, że antyglobaliści są globalistami, ponieważ posługują się Internetem. Teraz komentatorzy też opowiadają różne głupstwa, bo nie wiedzą, o czym mówią i wszyscy czekają niecierpliwie, kiedy wreszcie władza zrobi porządek z protestami w Europie i ruchem „Okupuj Wall Street”. Opozycja antysystemowa wywołuje wrogość sytemu, jego klientów i lęk milczącej większości. Nie inaczej było po powstaniu Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. PiS trochę na wyrost nazwano partią antysystemową i jak sądzę, jest to istotna przyczyna zabobonnego lęku przed tą formacją.

Teraz zainteresowanie finansami, ekonomią, gospodarką jest większe, ale obawiam się, że świat powierzy naprawę systemu tym, którzy do kryzysu doprowadzili, czyli profesjonalistom.

Książka „Wielki short” analizuje przyczyny kryzysu wywołanego złymi kredytami hipotecznymi i opisuje jego przebieg. Dobrze udokumentowana jest teza, że zawodowcom ze świata finansów brakuje nie tylko zasad moralnych, ale po prostu kompetencji zawodowych. To, co było oczywiste dla każdego Amerykanina, że ceny domów nie mogą rosnąć w nieskończoność, a kredyty zaciągane przez ubogich emigrantów nigdy nie zostaną spłacone, nie budziło niepokoju profesjonalistów dopóki można było dobrze zarabiać i różnymi machinacjami utrzymać pozory bezpiecznego biznesu. Pierwotnych przyczyn kryzysu należy szukać w epoce Reagana, gdy korporacjom i różnym instytucjom finansowym przyznano prawo emitowania obligacji, czyli papierów dłużnych. Obfite i łatwo dostępne źródło finansowania wywołało euforię i burzliwy rozwój. Rynek przyzwyczajony do gwarantowanych obligacji państwowych kupował śmieciowe obligacje hipoteczne. Agencje ratingowe nadawały im najwyższe noty, ponieważ były to obligacje „zdywersyfikowane”, czyli wszystkie dokładnie wymieszane. Rynek obligacji nie był nadzorowany tak, jak rynek akcji. Kiedy system zaczął się sypać, nikt nie wiedział, co się dzieje i kto jeszcze utonie.

Ciekawostką jest, że pierwszą książkę, pt. „Poker kłamców”, autor napisał ku przestrodze studentów. Miał nadzieję zniechęcić ambitną młodzież do niszczącej kultury pieniądza. Utonął w stertach listów i e-maili: „Już wiemy jak robić karierę na Wall Street. Prosimy o więcej wskazówek”.

                    Joanna Duda-Gwiazda

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie