Ministerstwo Spraw Zagranicznych

·

Ministerstwo Spraw Zagranicznych

Bernard Margueritte ·

Pamiętamy słynne słowa prezydenta Kennedy’ego: nie pytaj, co Ameryka może robić dla ciebie – pytaj, co ty możesz uczynić dla Ameryki! Wydaje mi się, że dziś zamiast bić się o utrzymanie wielkich dotacji europejskich, które pomogą zapewne tu i ówdzie, ale są zarazem wielce korupcjogenne, należałoby zapytać raczej, co Polacy mogą zrobić dla Europy. Otóż mogą po prostu wszystko – mogą uratować Europę! Aby tego dokonać, muszą jednak zerwać z poczuciem wstrętu dla własnej tożsamości, jaki polskie władze próbują od kilku lat zaszczepić w narodzie.

W 1991 r. na Zamku Królewskim w Warszawie Jan Paweł II powiedział: Polacy mogą albo wejść po prostu do społeczeństwa konsumpcyjnego, zajmując w nim – jeśli się im powiedzie – ostatnie miejsce, zanim nie zamknie ono definitywnie swych bram dla nowych przybyszy, albo też przyczynić się do ponownego odkrycia wielkiej, głębokiej, autentycznej tradycji Europy, proponując jej jednocześnie przymierze: wolnego rynku i solidarności. Niestety, wiemy, jaki wybór został dokonany. Polska goni Europę, chorą Europę, która zagubiła swego ducha, swój humanizm i stanowi antycywilizację moralną, ekonomiczną i socjalną. Ambicją rządzących w Polsce jest zapomnieć o wartościach, których Polska była zawsze kolebką, i pogrążać się radośnie w grzęzawiskach europejskich. Ta atmosfera – nie fin de siecle’u, lecz début de siecle’u – pachnie upadkiem cywilizacyjnym.

Ostatnia debata na temat budżetu europejskiego pokazała, że liderzy Wspólnoty postanowili kontynuować, a nawet pogłębiać politykę neoliberalną, która doprowadziła do obecnego kryzysu. Mówi się o zaciskaniu pasa, nie widząc, że ten kierunek prowadzi do coraz poważniejszego kryzysu, bezrobocia, pauperyzacji jeszcze większej rzeszy obywateli. Przypomina to leczenie choroby nowotworowej, w ramach którego stosuje się tak ostrą dawkę chemioterapii, że w końcu zabija ona pacjenta. W dalszym ciągu mówi się o tym, że należy zapewnić finansjerze i biznesowi jak najlepsze możliwości, aby warunki produkcji były coraz korzystniejsze. Jednak po co zapewniać doskonałe warunki podaży, kiedy już nie ma popytu, bo ludzie nie mają za co kupować?

Ostatnio mieliśmy do czynienia z sytuacją tragi-komiczną. Premier i cała usłużna prasa uprawiali po raz kolejny propagandę sukcesu, jeszcze większą niż za czasów Gierka. Polska odniosła wielki sukces w unijnej debacie budżetowej! Ale ogłoszony w tym samym dniu raport OECD zawiadamia, że Polskę czeka katastrofa… Nie było „wielkiego sukcesu” naszego kraju podczas debaty budżetowej. Na dwie najważniejsze polityki – Spójności i Wspólną Politykę Rolną – udało się uzyskać ok. 101 mld euro (72,9 mld euro i 28,5 mld euro), podczas gdy w poprzedniej perspektywie finansowej (2007–2013) była to kwota ok. 95 mld euro (68 mld euro i 27 mld euro). Ale w latach 2006–2013 inflacja w UE osiągnęła prawie 16%, czyli aby zachować chociaż realną wartość środków z poprzedniej „siedmiolatki”, Polska powinna otrzymać kwotę ok. 111 mld euro! Po drugie podczas gdy w latach 2007–2013 Polska zapłaciła do kasy Unii ok. 24 mld składki, w latach 2014–2020 będzie musiała płacić – wg prognoz KE – blisko 40 mld euro, a więc aż o 16 mld euro więcej! Po trzecie polscy rolnicy nie dość że mogą tylko pomarzyć o wyrównaniu dopłat do średniej unijnej, to z 14 mld euro środków na rozwój obszarów wiejskich zostało zaledwie 7,5 mld euro.

Ale nawet gdyby Polska dostała więcej, czy byłoby to dla niej takie dobre? Zauważmy przy okazji, że ci sami neoliberałowie, którzy odmawiają obywatelom w potrzebie prawa do pomocy społecznej, radują się, kiedy państwo, którym kierują, dostanie „pomoc społeczną” od Unii Europejskiej! Jednak co ta pomoc daje naprawdę Polsce? Blog „PatriotyzmEkonomiczny.pl” wyliczył, że 7 euro na 10 zapłacone Polsce z kasy UE idzie w rzeczywistości… do kas koncernów niemieckich, francuskich i innych krajów Europy Zachodniej, które kontrolują gospodarkę polską – czyli pieniądze wracają do źródła!

Co gorsza, te dotacje są wysoce korupcjogenne, a także zabijają naszą innowacyjność, od której zależy przyszłość kraju. Nie inwestujemy już w polskie badania naukowe i w polskich naukowców, skoro najnowsze technologie przynoszą nam firmy zachodnie. Obłędna i samobójcza polityka!

Jak wskazuje Paweł Badzio w tekście dla „Gazety Bankowej” (9/02/2013), komentując wyniki ostatniego raportu OECD, przyszłość państw zależy głównie od dwóch czynników: rozwoju edukacji i prężności demograficznej. W obu kategoriach Polska ma fatalne wskaźniki. Wobec tego, jak przewiduje OECD, średni wzrost Polski w okresie 2012–2060 wyniesie ok. 1,7–1,8% i ulokuje nas na końcu listy uprzemysłowionych krajów świata. Gorzej wypadają tylko Portugalia, Włochy i Grecja… W roku 2030 nastąpi moment krytyczny – Polska stanie się najwolniej rozwijającym się krajem świata (wśród krajów badanych przez OECD). Wzrost w Polsce w tym czasie będzie na poziomie zaledwie 1 proc.

W tej sytuacji obecna wasalizacja Polski wobec Niemiec i Europy Zachodniej jest nie tylko wysoce niemoralna, ale w dodatku prowadzi do katastrofy gospodarczej.

Jak do tego doszło? Myślę, że przepaść polityczna i wręcz cywilizacyjna – moim zdaniem nie do wyrównania – która istnieje w Polsce, jest wynikiem zupełnie różnego stosunku do ojczyzny. Od 1989 r. – z małymi przerwami – krajem rządzą ludzie, którzy wstydzą się polskości. I z tego wypływa cała ich polityka, zarówno wewnętrzna, jak i zagraniczna, w tym europejska. Owi politycy uważają, że polskość to nieszczęście, od którego należy uciekać, aby wejść do Europy i stać się wreszcie „nowoczesnym” krajem. Jak mogliby znaleźć wspólny język z tymi, którzy są dumni z bycia Polakami i wierzą, iż Polska może przynieść Europie dużo korzyści, doprowadzając do jej odnowy?

Konsekwencje takiej postawy są daleko idące. Jedną z nich jest wyprzedaż Polski: skoro nie szanujemy tego, czym jesteśmy, trzeba jak najprędzej oddać, co się da, „lepszym” biznesmenom z Zachodu, zawierając z nimi korzystne osobiste układy. Tak doprowadzono do stanu, w którym 80% banków czy mediów jest w rękach kapitału zagranicznego i gdzie niepodległość jest więc już tylko iluzoryczna.

Czasem ludzie się dziwią, że ci sami, którzy wczoraj głosili wyższość teorii socjalistycznej, są dziś najgorętszymi propagandystami neoliberalizmu zachodniego. Sprzeczność jest tylko pozorna. Osoby te nie mają szacunku dla polskości. Wczoraj uciekali w kierunku komunistycznego internacjonalizmu, dziś są zagorzałymi zwolennikami globalnego liberalizmu. Obojętnie w jakim kierunku, byle tylko uciekać od Polski! Ich odruchem podstawowym jest odruch „targowiczan”. I nieważne, czy oddajemy się w ręce Moskali, czy biurokracji brukselskiej, czy jednych i drugich, jak teraz. Grunt, aby – broń Boże – Polska nie była Polską!

Ten układ liberalno-globalistyczny, tworzony przez ludzi, którzy wstydzą się polskości, nie mógł zaowocować niczym innym jak wyprzedażą interesów polskich, postawą wasalską wobec możnych z kontynentu, gotowością do zbierania okruchów ze stołu wielkiego biznesu. Takie postępowanie jest tym bardziej absurdalne, że Polska „Solidarności” i Jana Pawła II jest w gruncie rzeczy w dużo lepszej sytuacji niż Europa Zachodnia, która totalnie się zagubiła i nie ma już żadnej wizji. Jan Paweł II powiedział, na czym polega paradoksalna wyższość naszej części kontynentu: Narody Europy Środkowo-Wschodniej pomimo wszystkich przeobrażeń narzuconych przez dyktaturę komunistyczną zachowały swoją tożsamość, a poniekąd nawet ją umocniły. Walka o tożsamość była dla nich walką o przetrwanie… Podstawowym zagrożeniem dla Europy Wschodniej jest jakieś przyćmienie własnej tożsamości. W okresie samoobrony przed totalitaryzmem marksistowskim ta część Europy przebyła drogę duchowego dojrzewania, dzięki czemu pewne istotne dla życia ludzkiego wartości mniej się zdewaluowały niż na Zachodzie…

Podczas swej wizyty nad Wisłą w 1967 r. generał de Gaulle wyraził nadzieję, że Polska będzie umiała patrzeć trochę dalej, trochę wyżej. Nigdy takie życzenie nie było bardziej na miejscu niż teraz. Polska bowiem nie jest narodem tuzinkowym. Polska jest albo wielka, albo jej nie ma! Dopiero kiedy Polska będzie Polską, możemy mieć nadzieję, że Europa będzie mogła stać się Europą. To nie Polska potrzebuje Europy, to Europa potrzebuje Polski, tej prawdziwej Polski!

komentarzy