Kowboje znad Wisły

Są sprawy, z których w Polsce możemy być naprawdę dumni i które nam całkiem nieźle wyszły. Nie ma ich aż tak wiele, więc tym bardziej powinniśmy na nie chuchać i dmuchać, żeby tych nie tak bardzo licznych „przewag konkurencyjnych” przypadkiem nie stracić. Jedną z takich kwestii jest bez wątpienia bezpieczeństwo. W statystykach bezpieczeństwa bijemy na głowę większość krajów Europy. Liczba kradzieży na 100 tys. mieszkańców jest nad Wisłą trzecią najniższą w UE. Liczba gwałtów – ósmą najniższą. Trudno to przecenić – dzięki temu nie tylko podnosi się poziom życia obywateli, ale też Polska staje się bardziej atrakcyjnym celem wypadów turystycznych czy inwestycji. Nie mamy ciepłego i słonecznego klimatu, palm czy rajskich wysepek, turyści nie walą do nas drzwiami i oknami, jak do Grecji, więc bezpieczeństwo jest naszym ważnym walorem.

0929-stop-guns
Również w najważniejszej statystyce przestępstw wypadamy doskonale. W Polsce notujemy 0,75 zabójstw na 100 tys. mieszkańców. To trzeci najniższy wynik w UE. We Francji morderstwa są notowane dwa razy częściej, a w Belgii ponad 2,5 razy częściej. Nie mówiąc już o USA, gdzie popełnianych jest 5,2 zabójstw na 100 tys. mieszkańców rocznie, a więc siedem razy więcej. Żeby zostać zamordowanym w Polsce, trzeba się naprawdę postarać albo mieć koszmarnego pecha. Co ważne, ten wysoki poziom bezpieczeństwa stworzyliśmy będąc krajem wciąż jeszcze niezamożnym, a więc też powodów do grzeszenia przeciw bliźniemu mamy proporcjonalnie znacznie więcej niż na Zachodzie. Co więcej, jesteśmy krajem postkomunistycznym, a w wielu takich krajach gwałtowne przemiany po upadku ZSRR sprzyjały uformowaniu się lokalnych mafii i gangów. W Polsce jednak po burzliwych latach 90. udało nam się zrobić z tym porządek. Dodatkowo graniczymy z Ukrainą i Rosją, których mafie próbują się panoszyć w krajach ościennych, a do krajów bałtyckich, które należą do najniebezpieczniejszych w UE, mamy rzut beretem. Mimo tych bardzo niesprzyjających warunków udało nam się stworzyć jedno z najbezpieczniejszych państw na świecie. To cholernie duży powód do dumy.

Poziom bezpieczeństwa jest zawsze wypadkową wielu czynników: sprawności służb i infrastruktury bezpieczeństwa, regulacji i kodeksów, efektywności wymiaru sprawiedliwości czy kwestii kulturowych. W każdym wypadku ciężko stwierdzić, co „zagrało” w przypadku danego kraju. Są przecież państwa z bardzo sprawnymi służbami, w których poziom bezpieczeństwa jest relatywnie niski. Są także kraje bardzo jednolite kulturowo, w których lepiej nie wychodzić po zmroku z domu. Bez krzty wątpliwości można powiedzieć jedno – architektura bezpieczeństwa to bardzo delikatna konstrukcja. Wyciągnięcie jednego elementu może zburzyć całą misterną układankę. Trzeba być skończonym idiotą, żeby zacząć grzebać przy podstawach bezpieczeństwa tak bezpiecznego kraju jak Polska.

A jednak znaleźli się tacy, którzy chcą przy nich grzebać – i to mocno. W Sejmie pojawił się projekt ustawy zmieniającej polskie przepisy dotyczące posiadania broni. Wnieśli go posłowie Kukiz’15, a partia rządząca zgodziła się na skierowanie go do prac w komisji. To rodzi realne niebezpieczeństwo, że jeden z elementów architektury polskiego bezpieczeństwa wewnętrznego, jakim jest bardzo trudny dostęp do broni, zostanie wyciągnięty. Oczywiście zwolennicy tego projektu próbują mydlić oczy, twierdząc, że projekt ten wcale nie zakłada ułatwienia w dostępie, a tylko go porządkuje, oskarżając przeciwników projektu, że go nie czytali itp. Łukasz Warzecha podczas wywiadu w Onet Rano przez cały czas powtarzał, że „to jest ustawa racjonalizująca dostęp do broni, a nie rozszerzająca”. Prowadzący Bartosz Węglarczyk zresztą bardzo ułatwił mu opowiadanie tych dyrdymałów, bo na samym początku rozmowy bez cienia żenady przyznał, że projektu nie czytał. Na szczęście projekt wpłynął do Sejmu i jest dostępny, warto więc na niego rzucić okiem, żeby nie dać sobie nawijać makaronu na uszy.

Projekt ten wprowadza „obywatelską kartę broni”. Do posiadania takiej karty będzie miał prawo w zasadzie każdy obywatel, który skończył 21 lat, nie był skazany i nie jest chory psychicznie. Za to może już być spokojnie uzależniony od alkoholu albo narkotyków, co obecne przepisy uniemożliwiają. Obywatel będzie musiał wskazać uzasadniony powód, ale to tylko formalność, bo wystarczy, że wskaże jeden z wymienionych w ustawie (np. zamiar posiadania broni do celów samoobrony) – i nie będzie mógł spotkać się z odmową. Zdrowie psychiczne chętnego do posiadania broni poświadczyć musi… lekarz pierwszego kontaktu. Tak, dokładnie ten sam, który stwierdza, że mamy anginę. Posiadacz obywatelskiej karty broni będzie uprawniony do posiadania broni kategorii C, czyli np. broni krótkiej bocznego zapłonu jednostrzałowej i powtarzalnej, której długość nie przekracza 280 mm. Czyli de facto każdy po krótkiej wizycie u lekarza i w urzędzie miasta (bo pozwolenie będzie wydawał prezydent miasta lub starosta powiatu, a nie policja, jak obecnie) będzie mógł sobie kupić rewolwer. To jeszcze nie będzie rewolucja, bo tak na dobrą sprawę, jeśli ktoś koniecznie chce mieć rewolwer, to już teraz może legalnie kupić czarnoprochową replikę konstrukcji sprzed 1885 r.

Obywatelska karta broni to jednak nie jest jeszcze właściwe pozwolenie. To nazywałoby się „pozwoleniem podstawowym” i byłoby wydawane analogicznie jak karta, ale wymagałoby dodatkowo zdania egzaminu. Jednak osoby posiadające obywatelską kartę broni od co najmniej trzech lat – byłyby z tego egzaminu zwolnione. Pozwolenie podstawowe byłoby wydawane na czas nieokreślony i uprawniałoby m.in. do zakupu broni centralnego zapłonu i krótkiej bocznego zapłonu samopowtarzalnej. Inaczej mówiąc, każdy Polak, po odczekaniu trzech lat od wyrobienia karty, będzie mógł kupić sobie Walthera P99 kaliber 9 mm. A jeśli będzie mu się bardzo spieszyło, to po prostu pójdzie zdać egzamin. Gdy go zda, nie możliwości, by mu odmówiono prawa do niej.

Jak jest obecnie? Pozwolenie na posiadanie broni wydaje policja. Może wydać je w celu ochrony osobistej, jednak otrzymać je jest niezwykle trudno. Trzeba udowodnić, że jest się w niebezpieczeństwie. Zwykły obywatel, nie pełniący funkcji publicznej, który nie był wcześniej ofiarą udokumentowanego przestępstwa, może raczej zapomnieć o takim pozwoleniu. Mówi się, że restrykcje można przecież obejść, zdobywając pozwolenie na broń do celów sportowych. Przyjrzyjmy się, jak to wygląda. Najpierw trzeba przejść trzymiesięczny staż w klubie strzeleckim z określoną liczbą treningów. Następnie zdać egzamin na patent strzelecki. Następnie trzeba wystąpić o licencję sportową i zaświadczenie o członkostwie w klubie strzeleckim. Licencja jest wydawana tylko na rok, a do jej przedłużenia potrzebna jest odpowiednia liczba startów w zawodach. Wymagane są również zaświadczenia od odpowiednich lekarzy, m.in. psychologa i okulisty. Dopiero mając to wszystko, można złożyć na policji wniosek o pozwolenie na broń do celów sportowych. Jak widać, jest to zupełnie nieporównywalne – wymaga sporo zachodu, egzaminów, zaświadczeń od lekarzy i przedłużania licencji co roku, co wiąże się ze startami w zawodach. Ustawa klubu Kukiz’15 dawałaby niemal każdemu prawo do posiadania broni na czas nieokreślony, a nawet bez egzaminu, jeśli tylko ktoś wykaże się cierpliwością.

Zresztą nie trzeba analizować zapisów ustawy, żeby się przekonać, iż autorom projektu nie chodzi o uporządkowanie posiadania broni, ale o jej rozpowszechnienie. Wystarczy zerknąć do uzasadnienia, w którym czytamy takie oto absurdalne słowa: „Historyczne uwarunkowania pozwalają na odpowiedzialne i kategoryczne twierdzenie, że dostęp Polaków do broni jest wprost wpisany w pojęcie polskiego patriotyzmu. Zawsze gdy w Polsce odradzał się patriotyzm, powodowało to wzrost zainteresowania bronią – sytuację taką obserwujemy także obecnie”.

Nasuwa się więc pytanie, po co w ogóle ruszać te przepisy? Zwolennicy ustawy biją na alarm, że Polska jest „najbardziej rozbrojonym społeczeństwem w Europie”. Rzeczywiście, w Polsce na 100 obywateli przypada zaledwie 1,3 sztuki broni. W Niemczech, Francji i Skandynawii to ponad 30, a w Finlandii nawet 45. Ale w gruncie rzeczy, czy to coś złego, że wśród polskich obywateli jest mało broni? Przecież broń to nic dobrego – z definicji służy do zabijania i ranienia. Dlaczego więc mielibyśmy się martwić bardzo małą liczbą sztuk broni wśród Polaków? Przecież to raczej powód do zadowolenia. I nie ogranicza to zdolności obronnych naszego kraju. Współczesna wojna nie polega na tym, że obywatele strzelają się na pistolety. Jeśli ktoś będzie chciał nas zaatakować, to zrobi to przy pomocy rakiet i samolotów, ewentualnie jednostek specjalnych. Zwiększenie liczby sztuk broni w społeczeństwie nie zwiększy naszych zdolności obronnych – w tym celu należy modernizować armię zawodową.

Kolejny argument jest taki, że broń potrzebna jest do obrony własnej i ochrony miru domowego. Ale po co w jednym z najbezpieczniejszych krajów świata broń do ochrony miru domowego? Przecież w Polsce niemal nikt nie napada na domy czy mieszkania z pistoletem w ręku. W Polsce nawet zawodowi przestępcy w zdecydowanej większości nie mają broni, poza nielicznymi gangsterami, którym służy ona głównie do porachunków między sobą. Można oczywiście stwierdzić, że pistoletem łatwiej jest obronić się przed zwykłym bandziorem z nożem. Ale jeśli upowszechnimy dostęp do broni, to ten bandzior też zapewne będzie miał pistolet. Upowszechnienie broni w Polsce zmniejszy bezpieczeństwo Polaków, a nie zwiększy. To bezpieczeństwo, które takim wysiłkiem udało nam się przez ostatnie lata zapewnić. Jego poziom będzie bardzo trudno jeszcze podnieść, za to bardzo łatwo można go obniżyć właśnie takim nieodpowiedzialnym grzebaniem w fundamentach naszego bezpieczeństwa.

Zwolennicy rozszerzenia dostępu do broni mydlą nam oczy, podają drugorzędne argumenty, np. że w Szwajcarii jest mnóstwo broni, a jest bezpiecznie, a w Hondurasie broni jest bardzo mało, zabójstw za to zatrzęsienie. Po kolejnych masakrach zwracają uwagę na wszelkie niuanse, byle tylko udowodnić, że łatwy dostęp do broni wcale nie był przyczyną. Wciąż jednak nie potrafią odpowiedzieć na kluczowe pytanie – po co w tak bezpiecznym kraju jak Polska upowszechniać broń palną. Ale odpowiedź możemy znaleźć sami. Otóż za projektem ustawy nie stoją specjaliści od bezpieczeństwa wewnętrznego. Nie, za nią stoją różne środowiska amatorów strzelania. Wąska grupa hobbystów broni zamierza spełnić swoje wydumane zachcianki, obniżając przy tym bezpieczeństwo nas wszystkich. Opowiadanie o bezpieczeństwie to puste dyrdymały mające ukryć fakt, że grupka chłopców lubi sobie postrzelać i polansować się z bronią. A teraz muszą przy tym spełniać jakieś formalności, startować w zawodach itd. Mentalnym kowbojom do podreperowania swojego ego potrzebny jest pistolet w ręce. Wtedy czują, że są silni i ważni – nawet jeśli ten pistolet we współczesnym społeczeństwie wśród cywili nie ma żadnego uzasadnienia. Skoro tak bardzo brakuje im poczucia własnej męskiej wartości, to niech się zapiszą na boks – to też jest męska rywalizacja.

Piotr Wójcik

Piotr Wójcik

(ur. 1984) – stały współpracownik „Nowego Obywatela”. Redaktor portalu Jagielloński24.pl, członek Klubu Jagiellońskiego i zespołu redakcyjnego „Pressji”. Katolik i komunitarysta.

11 odpowiedzi na „Kowboje znad Wisły

  1. Michał Janik pisze:

    W kwestii wojny, to wcale nie jest tak, że zostaniemy zaatakowani jednostkami specjalnymi i rakietami. Równie dobrze możemy być zaatakowani „zielonymi ludzikami”. A w tej sytuacji pospolite ruszenie osób posiadających broń może skutecznie zablokować próbę destabilizacji tudzież próbę założenia pogranicznej „republiki” pod opieką życzliwego mocarstwa.

    • Skryta Opcja Sarmacka pisze:

      „Współczesna wojna nie polega na tym, że obywatele strzelają się na pistolety. Jeśli ktoś będzie chciał nas zaatakować, to zrobi to przy pomocy rakiet i samolotów, ewentualnie jednostek specjalnych. Zwiększenie liczby sztuk broni w społeczeństwie nie zwiększy naszych zdolności obronnych – w tym celu należy modernizować armię zawodową.”

      Przepraszam, ale przykład konfliktów w Wietnamie, Afryce, Iraku, Syrii, Libii, Bałkanów oraz Donbasu, wskazuje, że współczesne konflikty mogą zostać zamrożone na lata i dekady po „przejściu zawodowców”… poniżej wysokiego progu wojny przy użyciu Rakiet Balistycznych i Dywizji Czołgów, czy bodaj obecnie promowanych Dronów, Autonomicznych Zabójców i innych hi-tech drogich zabawek do zabijania.

      A wtedy obywatelom pozostaje jedynie własna broń, bo raczej na lewicowych myślicieli, policję, wojsko zawodowe czy innych „oficjeli” od bezpieczeństwa systemu raczej chyba nie ma co liczyć, w sytuacji przebicia bańki najbezpieczniejszego pokoju w najbezpieczniejszym bodaj kraju, który tak przez zupełny przypadek leży na historycznym środku pola walki na kontynencie.

      Chyba że autor zakłada wieczność światowego (ehm a raczej ostateczne zakończenie wiecznie tlących się „na pograniczach” konfliktów), jak i lokalnego nam Pokoju, przez duże P i ogólnie zwycięstwo ostateczne socjalizmu – dowolnie interpretowanego – oraz wzajemnego „kochania się” ludzkości. Wbrew oczywistym dowodom na wprost przeciwne tendencje w społeczeństwie ojropejskim i naszym bezpośrednim otoczeniu.

      No i automatyczną ewakuację własną za granicę z tego kraju w razie „W”, czy w przypadku dowolnej ingerencji w bezpieczeństwo „tego kraju”, państw i ludów ościennych z dowolnego, niewyobrażalnego w tak bezpiecznym w końcu świecie i kraju powodu ;)

      • Barbarus pisze:

        A w czym sytuacja Donbasu miałaby przypominać sytuację Polski? Nie słyszałem, by żyli u nas separatyści, skłonni przyłączyć Olsztyn do Rosji.

        • Grzego pisze:

          …ale już całą ścianą zachodnią „do macierzy’ to już tak. Albo Śląsk – grając RAŚ-iem przez wiadomy kraj.

  2. Adam pisze:

    Dzięki za tekst i szereg celnych argumentów.

    A mentalnych kowbojów, którym do podreperowania swojego ego potrzebny jest pistolet w ręce, bo wtedy czują, że są silni i ważni …zapraszam na box! :)

    • Ignacy pisze:

      Nie ma tu celnych argumentów bo są poparte wymyślonymi na poczekaniu statystykami.

      • Adam pisze:

        Używanie argumentów ad hominem w zasadzie eliminuje Pana z dyskusji. Ale proszę, skoro Pan potrzebuje pomocy, to wklejam:
        Upowszechnienie broni w Polsce zmniejszy bezpieczeństwo Polaków, a nie zwiększy. […] Jego poziom będzie bardzo trudno jeszcze podnieść, za to bardzo łatwo można go obniżyć właśnie takim nieodpowiedzialnym grzebaniem w fundamentach naszego bezpieczeństwa.

  3. Assam pisze:

    Od jakiegoś czasu czytam Nowego Obywatela. W gąszczu portali gdzie z lewa i prawa leje się czysty jad ciężko wyłuskać spokojniejsze miejsce w sieci. Do niniejszego artykułu mam mieszane uczucia bo zdecydowanie jest to kolejny głos podyktowany emocjami, ale za to Autor przeczytał komentowany projekt ustawy czym niewątpliwie się wyróżnia na tle innych poruszających temat nowej ustawy o broni i amunicji ;)
    Prawo dotyczące broni to świetny miernik stosunków państwo-obywatel. Tak samo jak prawo skarbowe, uprawnienia służb mundurowych, dostęp do służby zdrowia itd.
    Autorze, nie obrażaj się, ale problemem debaty publicznej jest właśnie opieranie jej na emocjach. Powiem więcej – przez ludzi spierających się o emocje nie powstanie dobra ustawa. W toku prac komisji sejmowej będą się odbywały targi między niewiele rozumiejącymi politykami, chcącymi ugrać „swoje” strzelcami i policją usiłującą do tego nie dopuścić. I wyjdzie z tego potworek taki jak obowiązujący obecnie. Tak było przy nowelizacji z roku 2011 i będzie tak samo lada chwila.
    Ja mogę np wierzyć ja Amerykanin, że broń to nasze zabezpieczenie przed tyranią władzy, moja osobista wolność itp. Pan może mi odpowiadać, że to przedłużanie przyrodzenia i żądza krwi. Czy możemy zrobić coś więcej niż się o to pokłócić i okopać na swoich pozycjach? Czy taka debata tworzy dobre prawo?
    Broń kolejny raz stała się przedmiotem miałkiej dyskusji. Takiej samej jak ta przy okazji wszystkich innych tematów zastępczych.
    Autor celnie punktuje zagrożenia związane z proponowanymi zmianami. Wiele proponowanych rozwiązań jest wg mnie napisanych z myślą o „przehandlowaniu” w toku prac nad ostatecznym kształtem ustawy. Zapisy o lekarzu badaniu przez lekarza pierwszego kontaktu czy przesunięciu kompetencji do wydawania pozwoleń z Policji na starostwa, nie mają szans. Zapisy o OKB czy braku konieczności zrzeszania się – zobaczymy, ale też nie wróżę sukcesów. Ogólnie zapisy zamiast celować w napisanie dobrej ustawy celują właśnie w konieczność politycznych targów co rodzi niebezpieczeństwo albo powstania patologii zbyt liberalnego prawa albo zbyt drakońskiego. Nie liczyłbym na równowagę.
    Posłowie składający projekt, który jest w zasadzie projektem poselskim tylko z nazwy – w istocie jest to projekt obywatelski, mają rację co do jednego na pewno – trzeba normalizować istniejące przepisy. Łatana zbyt wiele razy w opisanym powyżej trybie obecna ustawa dopuszcza wiele patologii, a jej termin „przydatności do spożycia” się kończy bo Polska będzie musiała uwzględnić w prawie krajowym nowe regulacje przegłosowane przez parlament europejski.
    Zacznijmy od tego czy nie można po prostu zabronić posiadania broni i basta?
    Dosyć ostrożnie podpieram się przykładami innych państw i ich statystykami dotyczącymi przestępstw jednak pewne przyjęte modele można spróbować ocenić po ich skuteczności.
    Całkowity zakaz moim zdaniem nie ma racji bytu. Po pierwsze – czegokolwiek zabronimy to utracimy nad tym kontrolę i damy źródło dochodu przestępcom. Zakazany owoc jest smaczny, a i sprzedać go można drogo. To po prostu w historii świata nigdy nie działało.
    Po drugie – wszystko jest dla ludzi (to moja opinia). Serio, broń także. Broń nie jest ani dobra ani zła. Ma duży potencjał ofensywny i defensywny, a więc i cel któremu służy zawsze zależy od złej i usprawiedliwionej intencji użytkownika. Posługiwanie się analogiami do samochodu może być lekkim nadużyciem, choć środki transportu też mogą być bronią. Ludzi z bronią się nie boję. Domorośli komandosi bywają zabawni, ale bez przesady. Tak jak nie porównuję lekarza rodzinnego z doktorem Mengele tak nie będę zupełnie zwyczajnych ludzi posądzał o mordercze instynkty.
    Pewna rzecz mi osobiście zupełnie się nie klei w całość i dlatego uważam, że „broń też jest dla ludzi”. Państwo zapewnia nam, każdemu z osobna bezpieczeństwo za pomocą ustanowionego porządku prawnego i egzekwuje go za pomocą powołanych służb. I tu gdzieś jest słaby punkt – moment popełniania przestępstwa. W skrócie – dopóki nie mamy zdolności przekazania w ciągu ułamka sekundy informacji o trwającej napaści i teleportowanie funkcjonariusza nie jest możliwe (lub ewentualnie na terytorium całego kraju nie stoi co 200m policjant) to zabieranie możliwości fizycznej obrony przed napaścią jest podłe. Nie jestem ani mniej ani bardziej narażony na utratę zdrowia i życia niż każdy inny przeciętny czy nieprzeciętny obywatel. Jesteśmy na szczęście bardzo daleko od poziomu rozbrojenia, przestępczości pospolitej i stopnia inwigilacji takiej np Wielkiej Brytanii, ale mnie w chwili zagrożenia nie będzie pocieszać jakiś zielony słupek w statystykach z podpisem „Polska” oznaczający, że padłem ofiarą bardzo rzadkiego statystycznie zjawiska ;)
    Kraje szeroko pojętego Zachodu różnie sobie radzą. USA pominę bo to nie ta skala… wszystkiego. Za to niezłe doświadczenia możemy zebrać bliżej:
    1. Wielka Brytania – bardzo restrykcyjny dostęp dla cywili do broni długiej w celach łowieckich i sportowych. Brak legalnej możliwości bronienia się… czymkolwiek (nie przesadzam). Podobnie Irlandia. Teoretycznie zwiększając kompetencje i liczebność służb można to skompensować, ale póki co w UK bezpiecznie i spokojnie być po prostu nie chce.
    2. Szwecja, Norwegia, Finlandia, Austria, Niemcy, Szwajcaria – mniej więcej podobnie czyli duże nasycenie bronią sportową/łowiecką i brak dostępu do broni krótkiej noszonej w celach obrony. Inne narzędzia do samoobrony także niedostępne lub mocno reglamentowane. Najbliżej nam do Finlandii bo po prostu też są w miarę homogenicznym społeczeństwem więc odpada nam czynników obecnych w bardziej wielokulturowych krajach.
    3. Czechy, Słowacja – broń dostępna w każdej kategorii poza A (szczególnie niebezpieczna) i broń do noszenia w celu obrony dostępna na tej samej zasadzie jak inne rodzaje broni.
    Czechy zasługują na szczególną uwagę bo stanowią zarówno zupełne przeciwieństwo modeli restrykcyjnych (UK) jak i liberalnych (USA), a jednocześnie są to po prostu nasi sąsiedzi, Słowianie i jest to państwo, które po upadku ZSRR startowało z tego samego pułapu co my. Poszli zupełnie inną drogą niż my czy większość krajów europejskich ani nie odmawiając posiadania broni przez cywili, ani nie wprowadzając w te materii „wolnej amerykanki”.
    Moje przekonanie co do słuszności zrównoważonego modelu dostępu do broni wynika właśnie z próby racjonalnego podejścia do problemu. Model „zachodni”, który w dużej części powielamy (mamy dostęp do broni sportowej/łowieckiej, ale broń do obrony jest rodzajem nieoficjalnego przywileju), wydaje się być zrównoważony, ale nie – nie jest. Noszenie broni przez cywili ma dwa zasadnicze plusy. Po pierwsze – uzbrojony cywil znajduje się w zupełnie losowych okolicznościach – dokładnie tak samo jak losowo uderza przestępczość i jest dla niej czynnikiem odstraszającym. Tu często pada argument, że przestępca zabierze broń cywilowi i go zastrzeli. No bez przesady – przestępca ani nie jest głupkiem nie umiejącym szacować ryzyka ani niepowstrzymanym nadczłowiekiem. To tylko ludzie. W każdym razie broń obecna także wśród cywili na ulicy wpływa także na zagrożenie ze strony zwiększonej liczby broni sportowej/łowieckiej/kolekcjonerskiej. Atakujący cele cywilne przyznawali w trakcie śledztw (o ile przeżyli), że miejsca ataków wybierali kierując się niskim ryzykiem, że na miejscu będzie ktoś uzbrojony. Nawet szaleńcy nie są głupi ani nie są nadludźmi.
    Przeciętny Fin, Szwajcar, Anglik czy Polak jest dokładnie tak samo bezsilny w sytuacji kryzysowej. Ja, mając na uwadze powyższe – bezpieczniej będę się czuł w Pradze niż w Helsinkach czy Zurichu.
    „Polacy nie są gotowi”, „wszyscy zaraz się pozabijamy”… różne słowa są powtarzane przy okazji dyskusji o dostępie do broni. Nie, proszę Państwa, normalni ludzie wcale się nie zabijają o byle co. Przeciętny Polak jest całkiem zdrowy na umyśle. Takie rzeczy głoszą politycy, a że ludzie lubią innych oceniać własną miarą to może nad ich zdrowiem należało by się zastanowić.
    Broni jest mnóstwo – jak w każdym kraju, w którym toczyła się wojna. Broń pozostawała po dziadku, jako pamiątka wygrzebana z lasu po wojnie przez tatę, kupiona za flaszkę od sołdata z jednej z radzieckich baz wojskowych… dodajmy 400 000 czarnoprochowców. Ludzie, jesteśmy normalnym narodem i nie wyżynamy się po pijaku. Miejmy jakieś dobre zdanie o sobie chociaż.
    Broni sam nie posiadam. Moją główną „bronią” jest mój rozsądek i nie pakowanie się w kłopoty. Broń podoba mi się jako dzieło myśli technicznej, strzelać nie lubię, ale jeżeli będzie ona dostępna na uczciwych zasadach to czemu nie? To przydatna rzecz, a posługiwanie się nią to przydatna umiejętność (oby nigdy ;)). Nauczę się strzelać lepiej i będę miał nie będąc ani strachliwym „postępowcem” ani kowbojem. Także ja osobiście mówię „nie” obecnej jak i projektowanej ustawie. „Nie” dla politycznych targów walczących grup różnych interesów, za to „tak” dla uczciwego i rozsądnego prawa. Obyśmy się doczekali.

    • sevencats pisze:

      Ależ oczywiście, że przestępca może zabrać broń cywilowi i go z niej zastrzelić. Taki przypadek zdarzył się w Warszawie (lata 90-te?). Emerytowany oficer zaczął grozić pistoletem złodziejom okradającym samochody. Nie zdecydował się użyć broni. Złodzieje zabrali mu pistolet i zastrzelili go z jego własnej broni.
      Nie wystarczy posiadać broń, trzeba jeszcze umieć jej użyć i nie chodzi o sprawność techniczną, ale o psychologiczną. Opory przed strzelaniem do człowieka są b.duże. Przełamanie ich, czy tylko zmniejszenie wymaga treningu. Treningu wymaga przede wszystkim właściwa ocena sytuacji. Poza tym, olbrzymia większość obywateli nigdy nie znajdzie się w sytuacji wymagającej użycia broni. Argumenty o obronie przed „separatystami” są po prostu śmieszne.

      • Assam pisze:

        Dokładnie tak – trening, trening, trening i trening. To jest dla mnie podstawowy warunek bezpiecznej obecności broni w społeczeństwie. Mamy okazję wypracować własny, skrojony do naszych warunków model dostępu do broni (nie tylko palnej) i mam nadzieję (niewielką), że parlament z tej okazji skorzysta.
        Zarówno uwolniony dostęp jak i rozdawanie jako przywilej „swojaków” dla ludzi nieprzeszkolonych i nieobytych ma swoje żniwo w wypadkach, nieodpowiedzialnym użyciu i sytuacjach j/w przytoczyłeś. Choć co do zasady nie uznam nigdy nieuzbrojonego obywatela za „bezpieczniejszego” wobec napaści. Licząc na litość napastnika wobec bezbronnego można się przeliczyć. Poczucie siły i kontroli nad sytuacją powoduje wzrost agresji i okrucieństwa co jest zbadaną prawidłowością.
        Liczę, że w projekcie zostanie konieczność weryfikacji umiejętności. Choć może jakoś po ludzku, bo odnoszę wrażenie, że takimi zapisami sankcjonuje się też po cichu monopole różnych organizacji. Tak jak teraz Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego o ile się nie mylę (strzelec sportowy musi należeć i basta).
        Próbując się zorientować czy istnieje oferta cywilnych szkoleń z prawdziwego zdarzenia poczułem się nieco zaskoczony bo jest ich trochę. „Za moich czasów” poza klubami można się było podszkolić co najwyżej w LOK-u. I to z wiatrówki…

    • Grzego pisze:

      Gdyby można było wprowadzić tu trochę „wstrętnego kapitalizmu” i jego narzędzi masowego ogłupiania, to bym normalnie „zalajkował” tę odpowiedź. Co nie znaczy, że tezy autora zawarte w artykule są zupełnie nietrafione. – Na pewno trzeba rozmawiać dopuszczając do dyskusji szerokie grono rozmówców.
      O ile jest teoretycznie możliwe pisać same mądre i potrzebne ustawy – to w tym przypadku zawsze będzie jakaś grupa niezadowolonych, nie da się uszczęśliwić wszystkich. Cała sztuka w tym by uszczęśliwić jak największą grupę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>