Quo vadis, Polsko – po dwóch latach rządów Zjednoczonej Prawicy

·

Quo vadis, Polsko – po dwóch latach rządów Zjednoczonej Prawicy

·

Polska znajduje się obecnie w historycznie dynamicznym miejscu. Zaczynają się wyłaniać kontury możliwych opcji na przyszłość.

Spróbuję uchwycić i opisać ten moment z punktu widzenia przesłania kilku moich tekstów, które „Nowy Obywatel” publikował w ostatnich latach: „Niech znów ruszą maszyny”, „Szczepionka na neoliberalizm”, „Odzyskać państwo”, „Liczby nie kłamią”, „Rozwój naprawdę zrównoważony, czyli jak ochronić polskie zasoby naturalne i strategiczną infrastrukturę przed pazernością globalnego kapitału”, „Grajmy w zielone: ochrona środowiska a interes narodowy” oraz „Kto rządzi światem”. W tekstach tych próbowałem analizować polską rzeczywistość w globalnym kontekście. Poniższy opis będzie w większości konfrontował dynamiczną teraźniejszość od momentu ostatnich wyborów do Sejmu z tezami tych tekstów.

Niech znów ruszą maszyny

Tekst „Niech znów ruszą maszyny” z 2014 r. opisywał negatywne skutki braku właściwej polityki przemysłowej. Jej brak wynikał głównie z dogmatów szkodliwej neoliberalnej doktryny ekonomicznej zastosowanej w Polsce po 1989 r. Z perspektywy czasu główną wadą tego tekstu jest brak odniesienia do promowanej przez Unię Europejską strategii „Inteligentnych specjalizacji”.

Rządowa Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju jest dość rozsądną odpowiedzią na obecną rzeczywistość ekonomiczną Polski. Jej mocną stronę stanowi ogólna analiza rzeczywistości, postawienie wieloletnich celów, horyzontalny opis przemysłu i ekonomicznych wyzwań oraz zdecydowany kurs na „Inteligentne specjalizacje”. Wybór sektorów priorytetowych również wydaje się pozbawiony większych słabości, choć to zawsze dość względne. Wadą Strategii jest brak osadzenia jej w międzynarodowym kontekście prawnym i instytucjonalnym. Można podczas jej lektury odnieść wrażenie, że Polska jest krajem autarkicznym, w którym znajdują się wszystkie klucze do rozwoju ekonomicznego. Czytelnik nie dowie się ze Strategii, że około 70% legislacji ekonomicznej jest współdecydowana przez Unię Europejską, w tym cała polityka handlowa i ważne elementy polityki konkurencji. Strategia opisuje instrumenty prowadzenia polityki gospodarczej, natomiast nie podkreśla, że w większości instrumenty te są i będą finansowane z funduszy Unii Europejskiej, czyli przez państwa-płatników netto. Jej sukces zależy więc od tego, ile pieniędzy Polsce przyznają Niemcy, Szwecja, Holandia czy Austria. Tym samym brak rozważań, jak utrzymywać dobre relacje z tymi państwami, aby źródło tego finansowania nie wyschło w następnej Wieloletniej Perspektywie Finansowej UE na lata 2021-2027. Brakuje również strategicznych i osadzonych w rzeczywistości rozważań na temat przyszłości UE, w tym odniesienia się do euro, co również jest kluczem do przyszłości. Uczciwie należy podkreślić, że mimo wspomnianych braków jest to najlepszy tego typu dokument po 1989 r. i, ogólnie rzecz biorąc, właśnie tędy droga w przyszłość. Strategię jednak można i należy krytycznie analizować i poprawiać. Styczniowa rekonstrukcja rządu jest zapewne odpowiedzią „nie wprost” na tę finansową zależność Strategii od następnego budżetu Unii.

Wdrażanie Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju ma mocne i słabe strony. Mocną stroną jest widoczna konsekwencja rządu i faktyczne zmiany w polityce przemysłowej, w przeciwieństwie do poprzednich lat, gdzie raczej sporo się mówiło, a mało faktycznie robiło. Tu na podkreślenie zasługuje widoczna zwiększana skuteczność ścigania oszustw podatkowych. Niestety można też zaobserwować, że tworzenie zapowiedzianych w Strategii polityk sektorowych trochę grzęźnie.

Strategie sektorowe faktycznie wdrażające Strategię, na przykład „Narodowa Polityka Zbrojeniowa” czy „Surowce dla Przemysłu” (i wiele innych) nie mogą ujrzeć światła dziennego. Wynika to z kilku powodów. Po pierwsze, to trudne dokumenty, a ponieważ Polska de facto nigdy nie sporządzała takich strategii, brakuje kompetencji instytucjom odpowiedzialnym za sektorową politykę gospodarczą. Widać to w przypadku trudnych negocjacji w kwestii transferu technologii zbrojeniowych do Polski. Po drugie, ustawa o powoływaniu wyższych urzędników służby cywilnej bez konkursów, wprowadzona w życie w styczniu 2016 r., de facto zlikwidowała służbę cywilną, spowodowała zwolnienie wielu doświadczonych dyrektorów kluczowych w takich reformach i zastąpienie ich w wielu przypadkach przez ludzi bez doświadczenia w instytucjach, co zmniejszyło pamięć instytucjonalną i umiejętności instytucji (choć nie każda zmiana personalna była oczywiście zła, a nie każdy dawny dyrektor – świetny). Rzecz jednak w apolityczności i kumulacji doświadczenia. Po trzecie, merytoryczni urzędnicy (eksperci) w rządzie zarabiają za mało (2000-3000 zł netto) i ich bezpieczeństwo zawodowe jest zbyt słabe, aby mieli zachętę do wieloletniej pracy w instytucjach państwowych, tym samym systematycznie budując umiejętności instytucji do prowadzenie polityki gospodarczej. Po czwarte, nowoczesna polityka gospodarcza wymaga współpracy administracji z grupami interesów, jak przemysł, związki zawodowe czy organizacje społeczeństwa obywatelskiego. O ile to się dzieje, to grupy te nie są przygotowane do takiej współpracy wskutek braku rozeznania w procesach legislacyjnych w Polsce czy UE oraz nie mają zdolności do tworzenia wiedzy uzasadniającej ich postulaty. Po piąte, długoterminowo dla rozwoju ekonomicznego czy poziomu inwestycji zagranicznych ważna jest reputacja kraju, która wynika np. z jakości i niezależności systemu sądowniczego czy polityki ograniczania udziału węgla w wytwarzaniu prądu. Takie czynniki wpływają na opinię wpływowych globalnych mediów, jak CNN, BBC, „The Economist”, „The New York Times”, „Le Monde” czy „Der Spiegel”, które mają wpływ na decyzje inwestorów. Mankamenty te widać już przy wycofywaniu się zagranicznych inwestorów np. z polskich elektrociepłowni opalanych węglem oraz wahaniach innych inwestorów, czy wejść do Polski. Zapewne niebawem pójdą w świat sygnały o ryzykach związanych z upolitycznieniem sądownictwa, a obecna globalna awantura o ustawę o IPN to bolesny cios w reputację Polski. Tym samym wdrażanie Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju się zatarło.

Jednym z pozytywnych wyjątków jest tu elektromobilność, w której widać postęp w postaci przyjęcia konkretnej ustawy. Można też zauważyć silną propagandę przeciwko Strategii, która rzadko jest merytoryczna, a przeważnie prowadzona z pozycji neoliberalnych.

Szczepionka na neoliberalizm

W tekście z wiosny 2015 r. zastanawiałem się, w jakim stopniu Polska jest neokolonią i jak ją upodmiotowić.

Zwróciłem uwagę m.in. na zbyt duży udział zagranicznego kapitału w polskim systemie bankowym (wtedy wynoszącym 60%). Zasugerowałem również postawienie celu – przejęcia kontroli nad 70% tego strategicznego sektora przez polski kapitał, czyli mniej więcej na poziomie Holandii, Austrii czy Estonii. Obecnie, po wykupieniu Pekao SA, poziom ten wynosi 50%. Ponieważ mówimy o 50% kontroli przez spółki skarbu państwa, ta forma polonizacji raczej wyczerpała swój pozytywny potencjał. Patrząc na upolitycznienie zarządzania spółkami skarbu państwa i zapowiedzianą konsolidację banków znajdujących się pod kontrolą państwa, dalsze przejęcia zaczęłyby zagrażać naszym depozytom, konkurencji na rynku bankowym i ekonomicznie uzasadnionemu udzielaniu kredytów. Pozostałe 20% powinno być spolonizowane przez konsorcja prywatnego polskiego biznesu.

Zwróciłem też wówczas uwagę na de facto regresywne podatki w Polsce. Zaczyna się tu coś zmieniać, jak na przykład planowane zniesienie limitu w odprowadzaniu składki na ZUS, jednak trudno obecnie zauważyć spójną politykę podatkową zmierzającą w kierunku sprawiedliwej progresji, co jest prawdopodobnie decyzją polityczną i ma na celu niedrażnienie biznesu i elit finansowych. Jednak bez tego kroku trudno będzie dojść do na przykład 6,8% PKB wydatków na publiczną służbę zdrowia. Jakoś ten potrzebny wzrost o dwa punkty procentowe PKB, czyli równowartość rocznego budżetu MON, trzeba sfinansować.

Poruszyłem wówczas także kwestię własności ziemi rolnej w kontekście bezpieczeństwa żywnościowego, a także sprawy własności zasobów naturalnych oraz strategicznej infrastruktury, czyli produkcji i dystrybucji energii, telekomunikacji i transportu. Przez ostatnie dwa lata rzucają się w oczy następujące trendy – rynkowy obrót ziemią rolną dla cudzoziemców, zwłaszcza w celach spekulacyjnych, został ograniczony, co jest plusem. Minusem jest to, że ustawa regulująca ów proces została wprowadzona w sposób nieprzemyślany i chaotyczny, tym samym powodując zbędne utrudnienia dla polskich obywateli. Kwestia prywatyzacji innych zasobów naturalnych, jak wody, surowców mineralnych czy lasów, zniknęła z agendy i to jest na pewno zaletą odejścia od neoliberalnej polityki. Wadą obecnej polityki jest natomiast to, że w przypadku lasów zarządzanie publicznymi zasobami naturalnymi nie odpowiada nowoczesnym standardom. W XXI w. nie ma miejsca dla państwowych urzędników nazywających zwolenników nowoczesnej ochrony środowiska czy promowania bioróżnorodności „zielonymi nazistami”.

Pozytywem ostatnich dwóch lat jest dość skuteczna polityka energetyczna i kontynuacja poprzedniej, bo gazoport nie wybudował się w dwa lata. Wadą obecnej polityki jest odejście od polityki zwiększania udziału energii odnawialnej, czy też raczej nie-węglowej, w produkcji prądu. Energia odnawialna jest tak samo „polska”, jak węgiel, a kontynuacja nadmiernego uzależnienia od węgla nie leży w naszym interesie. Nadmiar węgla, zwłaszcza złej jakości, w produkcji ciepła, to zanieczyszczone powietrze w miastach i wiążące się z tym koszty leczenia.

Warto też podkreślić konieczność centralizowania zarządzania zasobami wody. Władza próbuje tworzyć Państwowe Gospodarstwo Wodne „Wody Polskie”. Wdrażanie, jak w wielu innych przypadkach, kuleje przez szybkie i niewystarczająco przemyślane działania. Samą ideę należy jednak zdecydowanie docenić i poprzeć, gdyż jednym z głównych skutków zmian klimatycznych dla Polski będą stepowienie oraz rzadsze i dużo gwałtowniejsze opady, co będzie wymagać sprawnego zarządzania kurczącymi się zasobami wody. Z tego względu obecne rozproszone zarządzanie zasobami będzie nieefektywne, więc kierunek zmian jest dobry.

W części o obszarach wrażliwych społecznie podkreślałem, że w interesie społecznym trzeba zablokować urynkowienie sfer takich jak ochrona zdrowia, edukacja czy usługi komunalne, a także ulepszać prawo pracy i jego przestrzeganie, oraz poprawiać jakość żywności.

W kwestii ochrony zdrowia, edukacji i usług komunalnych sygnały wysyłane przez ostatnie dwa lata są dość sprzeczne. Dopiero ostre protesty przepracowanych i złe opłacanych młodych lekarzy wprowadziły do debaty temat niedofinansowania publicznej służby zdrowia oraz niedoboru lekarzy i personelu medycznego. Nie było tu widać jednak woli politycznej rozsądnego rozwiązania problemu, raczej ruchy pozorne na przeczekanie i upolitycznioną agresję mediów publicznych. Należy jednak podkreślić, że jednym ze skutków rekonstrukcji rządu jest zauważalna zmiana sposobu prowadzenia dialogu w sposób bardziej cywilizowany, choć trudno ocenić, czy ze zmiany formy wyniknie inna treść.

W zakresie prawa pracy też widać postęp: podwyższenie pensji minimalnej, wprowadzenie minimum godzinowego, usprawnianie działalności Państwowej Inspekcji Pracy. To wszystko ma pozytywny wpływ na dotychczas spadający udział pensji w PKB oraz na poczucie stabilności u społeczeństwa. Na pewno warto obserwować rozwój udziału pensji w PKB, który w 2017 r. wynosi 48% przy średniej unijnej 55% i który od 1995 r. zmniejszył się o 8,9 punktów procentowych. W sferze polityki społecznej widać brak przemyślenia zmian oraz nadmierny wpływ ideologii konserwatywnej. Trudno zrozumieć, dlaczego rodzice samotnie wychowujący jedno dziecko nie dostają 500+, a zamożne małżeństwa dostają pieniądze na drugie czy trzecie dziecko. Warto pomyśleć o zmianie priorytetów. Równocześnie 500+ zmieniło rynek pracy prostych usług, jak opieka nad starymi ludźmi, co uderza w klasę średnią.

Kolejnym strategicznie ważnym obszarem jest sfera opinii publicznej i emocji społecznych. Obszar ten ma szczególne znaczenie dla rozwoju społeczeństwa, budowania (niewysokiego w Polsce) zaufania społecznego oraz dla upodmiotowienia Polaków. Patologiczna stronniczość mediów publicznych nie wymaga komentarza, co nie zmienia faktu, że co do zasady odpowiednio zarządzane media publiczne są konieczne dla budowania zaufania w społeczeństwie i upodmiotowienia obywateli. Tym samym należy żądać wysokich standardów dziennikarskich i przedyskutować to, jaki model mediów publicznych powinien być docelowy. Natomiast żądanie prywatyzacji mediów publicznych jest neoliberalną patologią. Warto też dyskutować o tym, co zrobić, aby żadna opcja światopoglądowa nie zdominowała rynku mediów, co zaczyna być głównym wyzwaniem dla pluralizmu, obecnie bardziej niebezpiecznym niż nadmierny udział zagranicznej własności medialnej.

Mój ówczesny tekst postulował wprowadzenie progresywnego podatku obrotowego oraz politykę konkurencji uniemożliwiającą dalszą kolonizację Polski przez zagraniczne sieci handlowe. Fiasko wprowadzenia podatku handlowego pokazało, że brakuje doświadczenia osobom odpowiedzialnym za ten proces w Ministerstwie Finansów. Podobny podatek funkcjonuje w innych krajach UE, ale trzeba umieć taki projekt przeprowadzić w zgodzie z międzynarodowymi zobowiązaniami Polski. Zapewne należałoby wprowadzić rozsądne prawo antykartelowe i maksymalne granice udziału w rynkach. Dominacja jednej z sieci zaczyna wyglądać patologicznie.

Odzyskać państwo

Pierwszy rozdział kolejnego mojego tekstu został poświęcony „władzy politycznej”. Pisałem: „Faktyczna władza znajduje się jednak w rękach tych, którzy decydują o listach wyborczych, przysługuje zatem wąskiemu gronu zasiadających w zarządach krajowych głównych partii”. To się nie zmieniło, natomiast zmieniło się kilka innych rzeczy. Novum jest to, że rządy zaczęły zwalczać ubóstwo Polaków, próbują chronić polski biznes przed silniejszym kapitałem zagranicznym oraz sprzeciwiły się prywatyzacji zasobów naturalnych Polski.

Przygotowywana ustawa o zwolnieniu pracowników MSZ prawdopodobnie doprowadzi do zwolnienia wszystkich pracowników i dyplomatów i powołania nowych (lub starych) według nieznanych kryteriów, a w zasadzie już znanych, czyli nepotyzmu i nietransparentnego widzimisię paru osób zarządzających tabelką z nazwiskami. Stan ten obecnie paraliżuje MSZ i polską dyplomację.

Podporządkowanie prokuratury ministrowi sprawiedliwości daje politykom większą możliwość politycznych nominacji w kolejnej sferze i kontrolowania wybranych spraw karnych. Obecnie następuje proces zmiany sytuacji w sądownictwie, w trójpodziale władzy w Polsce. Zmiany te budzą konstytucyjne kontrowersje z powodu wzniecającego prawne wątpliwości powołania dwóch sędziów do Trybunału Konstytucyjnego i niewydrukowania kilku wyroków Trybunału Konstytucyjnego, lecz obecnie nie da się ich w wiarygodny sposób zweryfikować. Tym samym „konstytucyjność” Trybunału Konstytucyjnego jest dyskusyjna.

Obecne i planowane kontrowersyjne zmiany wprowadzone przez Ustawy o Sądach Powszechnych, o Krajowej Radzie Sądowniczej oraz o Sądzie Najwyższym, zasługują na kilka komentarzy. Po pierwsze, dyskusja o tym, czy Polska wprowadziła taki system, jak istnieje w innych krajach, jest dyskusją nie na temat, bo system prawny nie jest w Europie zestandaryzowany. Właściwym pytaniem jest to, czy dotrzymano procedur prawnych przeprowadzając te zmiany. Jeśli nie dotrzymano, to w tej chwili nie ma Trybunału Konstytucyjnego zdolnego do oceny konstytucyjności zmian w systemie sądowniczym w Polsce.

Natomiast zmiany Ustaw o Sądach Powszechnych, o Krajowej Radzie Sądowniczej, o Sądzie Najwyższym będą miały na pewno dwa skutki: ograniczenie zaufania zagranicznych inwestorów do inwestowania w Polsce, gdyż niezależne i sprawne sądownictwo jest tu ważnym czynnikiem, oraz osłabienie pozycji obywatela względem członków rządzących partii (wystarczy wyobrazić sobie spór cywilnoprawny obywatela z ministrem, który obsadza stanowisko prezesa sądu w powiecie i ma wpływ na lokalną prokuraturę). Warto też zadać sobie pytanie, czy to dobrze, że Minister Sprawiedliwości może mianować swoich znajomych na prezesów w sądach zajmujących się sprawami dotyczącymi go osobiście, jak ma to miejsce w Krakowie. Podobne pytanie można zadać w kwestii spraw sądowych istotnych dla rządzących partii politycznych. Trudno sobie wyobrazić, żeby prokuratura niezależnie zbadała, zwłaszcza jeśli wnioski byłyby niekorzystne dla rządzących partii, czy Rosja przez nielegalne działania wpływała (np. podsłuchy u Sowy i Przyjaciół) i będzie wpływać na wyniki wyborów w Polsce, jak miało to miejsce w USA. Oczywiście to bardzo wygodne być sędzią we własnej sprawie, ale nijak ma się to do konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy. To bardzo poważny problem.

Oczywiście wszyscy byli świadomi, że sądownictwo w Polsce nie działało dobrze. Jest to jednak na tyle ważny problem, że dyskusja o zmianach powinna być prowadzona w ramach szerokich konsultacji społecznych i z rozmysłem, aby zlikwidować istniejące patologie i nie stworzyć nowych.

W części o ograniczeniu wpływu wielkiego kapitału na polskie instytucje formułowałem wówczas kilka postulatów: uregulowanie relacji reklamodawców z mediami (w tym postulat mniejszej liczby reklam), uregulowanie lobbingu, stworzenie wytycznych o charakterze etycznym dla polityków pracujących po skończeniu kariery jako lobbyści dla obcych państw czy korporacji, wzmocnienie niezależności mediów publicznych względem partii politycznych, uregulowanie rynku mediów prywatnych tak, aby nie mógł znaleźć się w konflikcie z polskim interesem narodowym, publicznym i społecznym.

Co do lobbingu i reklam, to po wyborach 2015 nie było dotychczas mowy o zmianach. Z kolei komentowanie pomysłu wzmocnienia apolityczności mediów publicznych miałoby w obecnej sytuacji wydźwięk jedynie humorystyczny. W kwestii uregulowania rynku mediów prywatnych cała rozgrywka jeszcze przed nami, a najciekawszym wątkiem jest kwestia interesów TVN-u, przejętego przez kapitał z USA. Rząd USA ma w zwyczaju twardo bronić interesów amerykańskiego kapitału.

Kolejna część była poświęcona zwiększeniu znaczenia społeczeństwa obywatelskiego. Ważnymi tego elementami są Komisja Trójstronna, organizacje społeczeństwa obywatelskiego, związki zawodowe i rady pracownicze. Obecnie można zauważyć postęp w respektowaniu Komisji Trójstronnej oraz dość niechętne podejście do organizacji pozarządowych. Widać chęć przejęcia kontroli nad finansowaniem tych organizacji oraz otwartą wrogość do niektórych z nich. O ile trudno akceptować, żeby zagraniczni miliarderzy czy rosyjskie firmy, pozbawieni demokratycznej legitymacji lub reprezentujący nieprzyjazne Polsce interesy, mogli istotnie wpływać na polski sektor pozarządowy przez jawne lub niejawne finansowanie, o tyle ideologiczne krucjaty przeciwko NGO’som nieopierającym się na wartościach konserwatywnych, są szkodliwe, wykluczające i nierozsądne.

Bardzo poważnym, nieopisanym w ówczesnym tekście problemem jest wykorzystywanie poselskiej inicjatywy ustawodawczej do przeprowadzania kluczowych zmian w Polsce, jak w przypadku reform sądownictwa, czy zmiana ustawy o IPN. Ścieżka ta, w przeciwieństwie do inicjatywy rządowej, nie wymaga konsultacji społecznych czy międzyresortowych, co powoduje wiele błędów legislacyjnych. Bywa to również nadużywane, gdyż jest tajemnicą poliszynela, że niektóre tak procedowane ustawy przygotowują de facto Ministerstwa. Jest to jeden z powodów licznych i kosztownych wizerunkowo, ekonomicznie i społecznie bubli prawnych.

Rozwój naprawdę zrównoważony

Tamten tekst sprzed dwóch lat zacząłem częścią o zasobach naturalnych, jak woda, ziemia rolna, lasy, surowce energetyczne i nieenergetyczne (metale, minerały itd.). Polityka obecnej władzy słusznie uniemożliwiła przejęcie kontroli nad tymi obszarami zagranicznym podmiotom. Natomiast może budzić wątpliwości sposób zarządzania tymi zasobami i tu warto koncentrować konstruktywną krytykę. Dobrymi przykładami negatywnych praktyk są polityka kadrowa oraz modele zarządzania bioróżnorodnością na przykładzie Puszczy Białowieskiej.

W polityce dotyczącej infrastruktury energetycznej widać dbałość o interes narodowy i społeczny, zwłaszcza w zakresie transportu i dystrybucji energii (gazu i ropy). Natomiast martwi brak stanowczej polityki różnicowania źródeł energii elektrycznej nadmiernie uzależnionej od węgla. Nie chodzi tu nawet o CO2, bo Niemcy wytwarzają kilka razy więcej CO2 w przeliczeniu na mieszkańca niż Polska, gdy policzymy emisję z całej konsumpcji (także transport lotniczy, samochodowy, produkty importowane z Chin, których produkcja tam spowodowała emisję CO2 itd.). Chodzi o zanieczyszczenie środowiska, monopol górnictwa, wpływ rozwoju miksu energetycznego na decyzję o zagranicznych inwestycjach w Polsce.

Inwestycje w infrastrukturę transportową rozwijają się dzięki funduszom europejskim, jednak należy ostro skrytykować preferencje względem transportu drogowego i rzecznego kosztem kolejowego oraz prywatnego kosztem publicznego. Regulacja rzek nie ma sensu z kilku powodów: nasze rzeki są mniejsze niż Ren i Dunaj, brak regulacji działa jak bufor antypowodziowy, a wiele obszarów europejskiej sieci Natura 2000 obejmuje potencjalne szlaki wodne, co szczęśliwie uniemożliwia drastyczne ingerencje w ekosystem.

Infrastruktura telekomunikacyjna z powodu błędów prywatyzacyjnych poprzednich rządów znajduje się de facto pod wpływem zagranicznego kapitału, za wyjątkiem firm Solorza. Nic nie słychać o planach w tym zakresie ani o kwestii infrastruktury telekomunikacyjnej wojska, która znajdowała się pod kontrolą kapitału francuskiego.

Należy zdecydowanie pochwalić postęp w polityce elektromobilności, w tym zakupy składów elektrycznych lub niskoemisyjnych. Widać też postęp, głównie dzięki funduszom unijnym, w rozbudowie obwodnic, dróg rowerowych, transportu miejskiego. Zdecydowanie brak widocznego postępu w kwestii zanieczyszczenia powietrza w miastach (zwłaszcza PM2,5, PM10), który to problem moim zdaniem zasługuje na większą uwagę niż zagrożenia ze strony np. Rosji, gdyż powoduje masowe problemy zdrowotne społeczeństwa. Brakuje polityki systematycznego podłączania domów do sieci ciepłowniczej.

Ważną kwestią jest polityka zagospodarowania przestrzennego, której brak powoduje brzydotę naszych miast, inwazję reklam, smog i eldorado dla deweloperów. Dopóki nie zobaczymy, że decydujący głos w planach zagospodarowania przestrzennego ma fachowy i myślący prospołecznie naczelny urbanista miejski, a nie deweloper, nie ma czego komentować.

Grajmy w zielone – ochrona środowiska a interes narodowy

Ten tekst z jesieni 2016 r. to rozważania, jak połączyć zrównoważony rozwój gospodarki z jej globalną konkurencyjnością. Wiele moich ówczesnych tez nie ma żadnego odzwierciedlenia w Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju. Głównym przesłaniem tekstu było stwierdzenie, że jako społeczeństwo zależymy od zdrowych i wydajnych ekosystemów, z których należy korzystać w sposób zrównoważony i odpowiedzialny.

Konkurencyjność globalnej gospodarki opiera się na selektywnym dumpingu ekologicznym (i społecznym), co nie jest korzystne dla Polski. Na przykład emisja CO2 z masowca na oceanie nie podlega opodatkowaniu, a już polskiego pociągu na prąd z węgla – tak. Tym samym dobrym uzupełnieniem Planu Morawieckiego byłoby postawienie na zrównoważone i odpowiedzialne łańcuchy dostawcze oraz na zrównoważone modele biznesowe. Na przykład zamiast wycinać Puszczę Białowieską – należy postawić na ekoturystykę tamże; zamiast importować ekologiczną żywność – produkować w rolnych gospodarstwach rodzinnych i konsumować ją w Polsce; zamiast importować metale ziem lekkich – zyskownie je wydobywać samemu, bo takie możliwości istnieją.

Mój tekst jasno opowiadał się za zwiększeniem praw i poszanowania zwierząt zarówno hodowlanych, jak i dzikich, z powodów humanitarnych i etycznych. W kwestii prawa łowieckiego może dziwić dynamika zmian i nastrojów w obozie rządzącym, ale okazało się ostatecznie, że siły Zjednoczonej Prawicy częściowo ucywilizowały istniejące prawo wbrew silnym naciskom lobby myśliwskiego. W kwestii praw zwierząt widać zmianę narracji względem okrutnego uboju rytualnego czy obdzierania zwierząt ze skóry w celu eksportu futer.

Kto rządzi światem

To ostatni mój tekst, z jesieni 2017 r., opisujący, w jaki sposób główni aktorzy finansowi wpływają na globalną gospodarkę. Naczelna teza tekstu mówi, że istnieją obecnie trzy główne bieguny finansowe świata: USA, którego samych pięć największych funduszy powierniczych z Nowego Jorku kontroluje około 20% każdej dużej korporacji na świecie, Chiny, których gigantyczne banki są skutecznym instrumentem globalnej ekspansji gospodarczej tego kraju, oraz fundusze państwowy Norwegii i emerytalny Holandii, które mogą mieć sporą globalną rolę w promowaniu zrównoważonej i odpowiedzialnej ekonomii. Opisane wyzwania nie mają raczej żadnego odzwierciedlenia w polskiej polityce gospodarczej dotyczącej bezpieczeństwa ekonomicznego Polski. Warto to zmieniać.

Unia Europejska

W moich tekstach rzadko odnosiłem się do Unii Europejskiej. Warto jednak podkreślić, że dalsze istnienie UE oraz podtrzymanie polskiego w niej członkostwa stanowi być albo nie być naszej przyszłości. Mówiąc krótko, Polexit w krótkim czasie doprowadziłby do bankructwa ekonomicznego Polski i zwiększenia wpływów Rosji w Polsce, podobnie jak wyczekiwany przez niektórych upadek UE.

Z pewnym zdziwieniem słucham niektórych polskich geostrategów wypowiadających się publicznie w taki sposób, jakby UE była już w zasadzie martwa. To bardzo nietrafna ocena sytuacji, choć faktycznie Unia jest narażona na pewne ryzyka, jednak mniejsze niż dwa lata temu. Uśmiech politowania musi też budzić często powtarzana demagogiczna opinia o niedemokratycznym mandacie Komisji Europejskiej. Komisarzy zatwierdza demokratycznie, w wyborach powszechnych, wybrany Parlament UE. Polscy ministrowie (każdego rządu), stanowiący odpowiedników komisarzy unijnych, też nie są wybierani w demokratycznych wyborach bezpośrednich. Co ciekawe, w zgodzie z zasadą trójpodziału władzy, Komisarz Komisji Europejskiej nie może równocześnie być posłem Parlamentu Europejskiego, podczas gdy polskim posłom na sejm Konstytucja pozwala być ministrami.

UE po Brexicie zacznie się prawdopodobnie integrować wokół euro oraz polityki obronnej (do czego prą Finlandia i Szwecja nie będące w NATO). Głównymi pytaniami dla Polski są: kiedy powinna wstąpić do strefy euro oraz jak rozwijać politykę obronną UE w synergii z NATO. Wszystkie inne pomysły, jak np. Międzymorze, są oderwane od rzeczywistości, poza słusznym postulatem budowy infrastruktury energetyczno-transportowej na tym obszarze. Brakuje realistycznego pomysłu na zmianę relacji Polski z UE, uwzględniającego konsekwencje tego, że Polska to tylko około 7% głosów w UE, a większość decyzyjna wynosi około 70%. O ile ostatnie dwa lata były dość frustrujące w tej materii, o tyle można mieć nieśmiałą nadzieję, że rekonstrukcja rządu stworzy taką pozytywną agendę. Polska nie ma alternatywy względem UE, za to UE ma alternatywę względem Polski, jak widać w przypadku Brexitu. UE to 80% polskiego eksportu (w tym 27% Niemcy), Chiny to zaledwie 1,2%, a USA 2,8%. Zamiast więc obrażać się na UE, należy ją mądrze, szanując unijny styl komunikacyjny, współtworzyć w interesie Polski.

Debata o bezpieczeństwie Polski toczy się obecnie w kontekście wpływów Rosji i Niemiec. Zadziwia brak prostego i logicznego argumentu, że najskuteczniejszym instrumentem w tym zakresie jest właśnie obecność Polski w Unii i w ten sposób zwielokrotniona możliwość wywierania wpływu na te państwa. Tonowanie negatywnych aspektów nadmiernej siły ekonomicznej Niemiec leży nie tylko w interesie Polski, ale także Holandii, Belgii, Francji, Szwecji, Danii czy Włoch, więc wystarczy trochę wizji i elastyczności w myśleniu, aby dostrzec wspólne długofalowe interesy z tymi państwami. Co do Rosji, to rola UE, jej globalna waga, co przekłada się na zwiększenie możliwości Polski w zakresie wywierania wpływu na Rosję, nie wymaga komentarza.

Warto też opisywać postępowanie związane z art. 7 Traktatu uruchomionego wobec Polski. Problemem nie jest to, czy Polska wprowadza system sądowniczy podobny do Holandii i Niemiec, jak to przedstawiają media prawicowe. Problemem jest to, że zmiana została wprowadzano w sposób prawnie budzący, delikatnie mówiąc, wątpliwości. Polska oczekuje od Rosji, że ta będzie respektowała umowy międzynarodowe, na przykład względem Krymu. Zatem albo Polska jest za systemem opartym na prawie, respektuje je w Polsce i w UE oraz oczekuje takiego szacunku od innych krajów – albo nie respektuje i akceptuje związane z tym przykre konsekwencje, że nie robią tego też inni w stosunku do Polski.

Należy jednak podkreślić, że na poziomie technicznym, mniej widocznym medialnie, rząd zaczyna postępować systemowo i systematycznie w relacjach z UE, co jest pozytywną zmianą i zapewne przyniesie z czasem pewne korzyści.

Kwestie ideologiczne

Nie poruszałem w swoich tekstach kwestii ideologicznych, jak świeckość Polski, edukacja w sferze interpretacji historii czy promowania literatury, praw kobiet, wyznaczania granic środowiskom skrajnej prawicy itp. Jednak dzisiaj widać już, że te obszary muszą być częścią całościowej oceny i rozumienia obecnej dynamicznej rzeczywistości. Mądre i oparte na polskim kontekście kulturowym zrozumienie tej rzeczywistości zadecyduje o najbliższej przyszłości Polski. Nie wchodząc w szczegóły i oceny, widzę tu dwie głównie techniczne, ale ważne osie sporu: strategia względem przyjmowania imigrantów oraz ustalenie granic świeckości państwa. Trzecią osią jest solidarność z bytowymi troskami także tej części biedniejszych Polaków, którzy preferują świeckie państwo.

Podsumowanie dwóch lat rządów

Obecnie już dość wyraźnie widać kierunek zmian, w jakim zdąża Polska. Istotne elementy tych zmian chciałbym podsumować za pomocą tabeli (skala ocen od 1 do 10, gdzie 1 to bardzo źle, a 10 – świetnie):

ID

Czynnik

Ocena sytuacji przed wyborami 2015 r.

Ocena sytuacji na początku 2018 r.

1

Ściągalność podatków

2

7

2

Polityka reindustrializacji

2

6

3

Obszary wrażliwe społecznie

2

6

4

Prawo pracy/związkizawodowe/Komisja Trójstronna

1

7

5

Infrastruktura Strategiczna: energia (gaz, ropa)

7

8

6

Bezpieczeństwo finansowe (bank, ubezpieczenia)

5

6

7

Zasoby naturalne – woda

2

6

8

Zasoby naturalne – ziemia rolna

2

6

9

Zasoby naturalne – kopaliny

4

6

10

Rynek handlu detalicznego

2

5

11

Prawa zwierząt

2

4

12

Ograniczanie wpływu wielkiego kapitału na polskie instytucje

2

4

13

Strategiczna infrastruktura: telekomunikacja

3

3

14

Inteligentne Miasta (powietrze, transport, zagospodarowanie przestrzenne, rola regionów)

1

4

15

Własność i zarządzanie spółkami skarbu państwa

5

6

16

Zasoby naturalne: lasy

4

5

17

Strategiczna infrastruktura: energia elektryczna

4

4

18

Niezależność prokuratury

8

1

19

Respektowania zasad państwa prawa

8

2

20

Relacje z UE

7

3

21

Trójpodział władzy (władza sądownicza)

6

3

22

Infrastruktura strategiczna: transport

5

4

23

Sfera opinii publicznej i emocji społecznych

5

1

24

Apolityczna służba cywilna

6

2

25

Upodmiotowienie organizacji społeczeństwa obywatelskiego

6

2

26

Pluralizm partyjny (finansowanie)

3

3

27

Uniemożliwienie globalnym instytucjom finansowym oligopolizacji polskiej gospodarki

1

3

28

Polityka imigracyjna

3

5

29

Spółdzielczość

1

?

30

Jakość prawodawstwa

3

2

W tabelce tej widać kilka rzeczy. W zakresie polityki przemysłowej, własności zasobów naturalnych i strategicznej infrastruktury i udziału polskiego kapitału w systemie bankowym, Zjednoczona Prawica odeszła od neoliberalnych dogmatów i podąża we właściwym kierunku w interesie społecznym, publicznym i narodowym.

Zdecydowanie poprawiła się sytuacja materialna biedniejszej części społeczeństwa (500+ finansowane lepszą ściągalnością podatków, minimalna stawka godzinowa) zaniedbanej wskutek neoliberalnego modelu gospodarki. Obecnej polityce społecznej daleko do doskonałości, ale to godne pochwały kroki w dobrym kierunku.

Obecna władza dotrzymuje obietnic wyborczych, zwłaszcza socjalnych, co wyborcy odczuwają w swoich kieszeniach i co buduje ich zaufanie. To pozytywne novum.

Widać niedoskonałość Konstytucji, której wiele artykułów jest regulowanych zwykłymi ustawami, dającymi się zmienić zwykłą większością głosów. Podobnie pracę na przykład Trybunału Konstytucyjnego sejm może sparaliżować zmieniając jego regulamin zwykłą większością głosów, choćby wprowadzając zasadę, że orzeczenie jest ważne przy stuprocentowej zgodności sędziów.

Można zauważyć wybiórczość w respektowaniu zasad państwa prawa – czy to właśnie w kwestii Trybunału Konstytucyjnego, czy też Trybunału Sprawiedliwości UE lub obowiązków wynikających z Traktatów UE.

Obecnie zmienia się granice trójpodziału władzy, zwiększając przewagę władzy wykonawczej i ustawodawczej nad sądowniczą. Mimo znanych patologii poprzedniego systemu sądowego, obecne zmiany wydają się nieprzemyślane i stworzą nowe patologie.

Rozmontowanie apolitycznej służby cywilnej nie leży w interesie narodowym i powoduje upartyjnienie państwa, zmniejszenie profesjonalizmu instytucji oraz zanik pamięci instytucjonalnej.

Media publiczne nie chronią interesu publicznego, lecz promują władzę i ideologię obozu rządzącego w stopniu patologicznym i niespotykanym wcześniej.

Strategia komunikacyjna państwa, zwłaszcza względem zagranicy, jest szczególnie słaba i naraża Polskę na zbędne koszty wizerunkowe. Otrzymane lanie po zmianie ustawy o IPN potwierdza systemową niezdolność obozu władzy do profesjonalnej komunikacji ze światem.

Poprzez postępującą cyfryzację, postęp technologiczny, zmiany klimatyczne, zmiany w globalnym układzie sił, degradację ekosystemów, świat się szybko zmienia. Pewien obserwowany zideologizowany „konserwatywno-narodowy polonocentryzm”, podlany religijnym sosem, utrudnia właściwe zrozumienie tych zmian i przełożenie ich na polskie interesy i cele w świecie skomplikowanych relacji i wielowarstwowych zależności instytucjonalnych (UE, NATO, Organizacja Wolnego Handlu, G7, G20, OECD, Bank Światowy, ONZ itd.).

Relacje z UE charakteryzują się pewną dychotomią: na poziomie technicznym nie są złe, ale na poziomie politycznym emocje są podgrzewane (choć widać zmianę formy, ale jeszcze nie treści, po rekonstrukcji rządu), co nie służy interesowi narodowemu.

Widać ideologiczny skręt państwa na prawo w sensie dominacji doktryny konserwatywno-katolickiej we wszystkich instytucjach. Patologią jest tolerowanie skrajnej prawicy oraz systematyczne wykluczanie niekonserwatywnej i laickiej części społeczeństwa, np. poprzez polityczno-medialną-finansową dyskryminację reprezentujących ich poglądy organizacji społeczeństwa obywatelskiego.

Jaki z tego wniosek na kolejne lata?

System neoliberalny znajduje się w Polsce (i nie tylko) w odwrocie, choć patrząc na brak zmian w działaniach globalnych gigantów finansowych oraz ich strategii inwestycyjnych, a także na globalną potęgę polityczną, nie jestem pewien, jak trwały jest to trend. Jednym z możliwych i pożądanych instrumentów jest tu nauczenie się ochrony polskich interesów z wykorzystaniem globalnej siły ekonomicznej UE.

Upolitycznianie szeroko pojętej służby cywilnej bardzo utrudni tworzenie instytucji i strategii solidnych, mądrych, przewidujących i odpornych na globalne wyzwania.

Politycznie zyskać może taka opcja, która zrozumie ekonomiczne i ideologiczno-kulturowe potrzeby świeckiej, niekonserwatywnej części mniej zamożnych Polaków korzystających z polityki socjalnej obecnego rządu. Część „nieświecka” już ma swoją reprezentację, której ufa. Bardzo ważne pojęcie „demokratycznego państwa prawa” i przyzwolenie obecnej władzy na nierespektowanie litery prawa w imię „dziejowej sprawiedliwości” będzie miało mniejsze znaczenie niż podstawowe kwestie bytowe w decyzjach wyborczych uboższej części społeczeństwa. Priorytety wyborcy wynikają zazwyczaj z miejsca w hierarchii społecznej odzwierciedlającej zaspokojenie potrzeb zgodnie z tzw. piramidą Maslowa, gdzie kwestie socjalne znajdują się na pierwszym miejscu.

Z numeru
Nowy Obywatel 26(77) / Wiosna 2018 " alt="">
komentarzy