Co jest w Polsce możliwe?

Chcecie wiedzieć, przez jaką ideologię zostało opanowane wasze społeczeństwo? Zobaczcie, co jest uważane przez ludzi – szczególnie tak zwane autorytety – za możliwe i normalne, a co za niemożliwe i nienormalne. Na przykład w Polsce wiele osób uważa za niemożliwe wprowadzenie 35-godzinnego tygodnia pracy. To się nie uda, ucierpi gospodarka, nie jesteśmy gotowi – mówią. Od razu pada setka powodów, dlaczego więcej czasu dla rodziny, na rozrywkę czy samokształcenie jest ponoć szalonym postulatem. Jednocześnie za jak najbardziej możliwe i normalne uważamy, że ośmiu najbogatszych ludzi ma tyle samo majątku, co biedniejsza połowa ludzkości. Zawsze było tak, że jedni mieli więcej niż inni – brzmi uzasadnienie.

fiscal

Jako niemożliwe, śmieszne, idiotyczne traktowane są próby walki z nierównościami społecznymi. Za to wielkiemu gronu „znawców” za jak najbardziej możliwe wydaje się to, że wbrew tysiącom badań i ostrzeżeń naukowców możemy utrzymać dotychczasowy model kapitalizmu bez doprowadzania do katastrofy środowiskowej. Niemożliwa jest polityka sprzyjająca większości ludzi. Możliwa jest za to podobno taka, w której garstka najbogatszych urządza świat po swojemu.

Ekonomia, głupcze! Tak zawołał Borys Budka, poseł Platformy Obywatelskiej, na propozycję Razem, aby walczyć o 35-godzinny tydzień pracy. Ten postulat najwyraźniej tak bardzo zaprzecza wszelkich prawom ekonomii i przyrody, że Budka nie kwapił się nawet, aby uzasadnić swoją opinię. Wybrał śmieszkowanie. „Proponuję 7 godzin pracy w tygodniu. Albo nie – w miesiącu!”. Hahaha, pośmiejmy się, przecież mówimy tylko o prawach milionów Polek i Polaków. Zastanawialiście się kiedyś, jak to się ciekawie składa, że twarde prawa ekonomii i niewzruszona logika dziejów zawsze sprzyjają najbogatszym? Cóż za niesamowity zbieg okoliczności! Tak to już jakoś jest, że obrona pracowników jest zdaniem naszych nadwiślańskich ekspertów zawsze niezgodna z obiektywnymi faktami i procesami gospodarczymi. Platforma, za której kadencji kwitły umowy śmieciowe, coś o tym wie. Za to decyzje sprawiające, że bogaci stają się jeszcze bogaci, jak najbardziej tym faktom i procesom odpowiadają. Są wręcz tak faktyczne, tak rzeczywiste, tak prawdziwe, że musi przed nimi ustępować nawet katastrofa klimatyczna. Gdyby Borys Budka potrafił rozmawiać z klimatem, kazałby mu uczyć się niewzruszonych praw ekonomii z podręczników Miltona Friedmana.

Niektórzy lubują się we wszelkiego rodzaju teoriach spiskowych. Wierzą w ukryte grupy interesu rządzące światem. Najśmieszniejsze jest to, że tutaj nie trzeba żadnej teorii spiskowej. Wystarczy czytać najświeższe doniesienia dziennikarzy, ekonomistów, socjologów czy klimatologów. Wszystko jest podane na tacy. Najbogatsi ludzie mają nieporównywalnie większy wpływ na politykę niż przeciętna obywatelka. To fakt. Panująca przez ostanie kilkadziesiąt lat ideologia ekonomiczna sprawiła, że obrzydliwie bogaci stali się jeszcze bogatsi, podczas gdy w krajach rozwiniętych klasa średnia i niższa stoją w miejscu albo wręcz biednieją. To kolejny fakt. Niszczymy klimat, gleby, całe środowisko i jest to bezpośrednią konsekwencją kapitalistycznego nakazu nieustannego wzrostu, a także braku regulacji dotyczących działania wielkich korporacji. To też fakt. Uparte trwanie przy tym modelu kapitalizmu sprzyja prawicowym fanatykom, którzy wszędzie na świecie wzrastają w siłę i są zagrożeniem dla podstawowych praw człowieka, np. praw kobiet. Jeszcze jeden fakt.

Mimo to jakakolwiek próba uratowania tego świata przed katastrofą jest niemożliwa, głupia, dziecinna. Możliwe, odpowiedzialne i mądre jest za to liczenie na to, że jeśli jedna centroprawicowa partia połączy się z inną, wesprze ich kilka neoliberalnych autorytetów i może jakaś centrolewica na dokładkę, najlepiej taka, która od lat przedkłada pragmatykę ponad idee, to PiS przegra wybory. I wtedy, hej ho, wszystkie nasze problemy nagle magicznie znikną.

Kiedyś jakaś przyszła, mądrzejsza cywilizacja zajmie się badaniem historii XXI wieku, żeby sprawdzić, w jaki sposób zgładziliśmy samych siebie. Nasze podejście do tego, co jest możliwe, a co niemożliwe, będzie stanowiło dla nich niemałą zagadkę.

dr Tomasz Markiewka

dr Tomasz Markiewka

doktor nauk humanistycznych. Niebawem ukaże się jego książka „Język neoliberalizmu”. Przetłumaczył „Społeczeństwo, w którym zwycięzca bierze wszystko” Roberta Franka i Philipa Cooka.

5 odpowiedzi na „Co jest w Polsce możliwe?

  1. Marian pisze:

    „Panująca przez ostanie kilkadziesiąt lat ideologia ekonomiczna sprawiła, że obrzydliwie bogaci stali się jeszcze bogatsi, podczas gdy w krajach rozwiniętych klasa średnia i niższa stoją w miejscu albo wręcz biednieją.”

    Totalna bzdura, poziom życia wszędzie się podnosi, 30 lat temu ci ludzie mieli jeszcze gorzej, a nie lepiej.

    A z waszych postulatów ludzie i politycy się śmieją bo są śmieszne, wy jesteście śmieszni.

    Proste pytanie. Skoro chcecie by pracownicy zarabiali tyle samo przez 35 h co do tej pory przez 40 h to skąd wziąć pieniądze na opłacenie tych 5 godzin kiedy praca nie jest wykonywana? Czy ludzie mają po prostu zrobić to samo w 35 zamiast 40? Jak to ma niby poprawić sytuacje?

    • Nowy Obywatel pisze:

      Jedyną totalną bzdurą są tu twoje ignoranckie wywody lenia, któremu nie chce się nawet sprawdzić statystyk obrazujących kondycję klas średniej i niższej.
      Skąd wziąć pieniądz na takie same pensje przy krótszym czasie pracy? Z kieszeni pracodawców. W Polsce płacą oni bardzo niskie podatki w skali bogatszej części świata. Dlatego spokojnie zniosą taki wydatek, tak jak znieśli podwyżkę płacy minimalnej czy ustanowienie minimalnych stawek na umowach śmieciowych.

      • MLB pisze:

        Ech, niech żyje mój esprit d’escalier, ubiegliście mnie z odpowiedzią o cztery minuty ;) Ale widzę, że rozumujemy wzdłuż zbliżonych trajektorii.

    • MLB pisze:

      > Totalna bzdura, poziom życia wszędzie się podnosi, 30 lat temu ci ludzie mieli jeszcze gorzej, a nie lepiej.

      Dane statystyczne tego niestety nie potwierdzają.

      > skąd wziąć pieniądze na opłacenie tych 5 godzin kiedy praca nie jest wykonywana

      To akurat nie jest bardzo skomplikowane – wystarczy zmniejszyć zysk przedsiębiorców (czyli wyzysk pracowników).

    • Jura pisze:

      Wszytkim się poprawią???

      Dobry człowieku, rusz się poza EU….rozwarstwienie rośnie, ale nie.. niestety przypływ nie podnosi wszystkich łodzi.. te malutkie zatapia.

      Trałowce mają się dobrze..

      Słucham? No, nie! Nie mam trałowca…
      ….
      aaa! rozumiem!
      To mam wziąć kredyt i sobie kupić…

      A czy jak wszyscy już będą łowić trałowcami, to będzie jeszcze co łowić?

      Naprawdę jesteś przekonany, że to ilość godzin przepracowanych ma wpływ na dobrobyt?

      Czy kapitaliści potracili biznesy, gdy czas pracy skrócono z 12 do 8 h?
      Nie? no patrz Pan, panie dzieju..ale larum było takie jak dziś.

      Wydajność pracy wzrosłą wielokrotnie, a płace?

      Polecam poszukać wykresu obrazującego związek owego PKB z ilością netEnergii.

      A koniec ery rewolucji przemysłowej to nie będzie miał żadnego wpływu na strukturę zatrudnienia i stosunki społeczne, tak?

      Gratulujemy wyprania mózgu Friedmanem.
      Dysonans poznawczy to silne doznanie..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>