Miejsce kobiet w ludowej historii Polski

·

Miejsce kobiet w ludowej historii Polski

·

 

Od czasu do czasu można w księgarni napotkać książkę w stylu „Ważne kobiety w historii” lub „Najniebezpieczniejsze kobiety w historii”. Niekiedy wychodzi książka o tym, jak kobiety żyły w przedwojennej Warszawie lub jak urządzały się na Kresach. Te historie, być może i ciekawe, odwołują się jednak do bardzo małego i ograniczonego wycinka historii kobiet w Polsce. Najczęściej dotyczą szlachcianek, bogatych mieszczek, ziemianek, które, statystycznie rzecz biorąc, nie były wśród kobiet grupą dominującą. Jaka jednak była rzeczywista rola i znaczenie kobiet w historii? Odpowiedź na to pytanie wymagałaby lat badań i tysięcy stron, dlatego w tym krótkim tekście postaram się wskazać tylko kilka tropów projektu, który mógłby się nazywać ludową historią kobiet w Polsce.

Pierwszą trudnością, jaką napotykamy, jest zasób dostępnych źródeł historycznych, i to w podwójnym sensie. Po pierwsze, źródła, z jakich moglibyśmy czerpać, zostały uszczuplone przez zabory i przemieszczanie archiwów, a wiele z nich spłonęło w trakcie Powstania Warszawskiego. Po drugie, należałoby odpowiedzieć na pytanie, w jaki stopniu patriarchalne schematy myślenia wpływały na zapis oraz na wydobycie informacji z dostępnych źródeł. Chodzi tutaj o rolę i znaczenie kobiet w historii, która jest jeszcze do ustalenia oraz o samo spojrzenie badaczy. Te dwie kwestie pozostają ze sobą w ścisłym związku.

Sylvia Federico, badając rewoltę w Anglii z 1381 r., pokazała, w jaki sposób zachodzą one na siebie. Otóż Federico odkryła, jak wielką i istotną rolę pełniły w tej rewolcie kobiety. Były one zarówno liderkami zrewoltowanego ludu, wygłaszały płomienne mowy, tworzyły politykę całego ruchu, ale padały także ofiarami gwałtów i przemocy. Arcybiskup Lord Simon Sudbury i skarbnik Robert Hales zostali aresztowani i skazani na ścięcie przez oddział, na czele którego stała Johanna Ferreour, i nie był to tylko wyrwany z kontekstu incydent. Badania Fedrico pokazały, że kobiety stanowiły trzon zarówno w uzbrojonych oddziałach, jak i wśród liderów ruchu1. Głównym jednak przedmiotem jej studiów nie jest odkrywanie na nowo historii, ale pokazanie, w jaki sposób „męskocentryczna” optyka wykrzywia spojrzenie i nie pozwala dostrzec znaczenia i roli kobiet, która w opisywanych wydarzeniach była bezdyskusyjna. Co więcej, badaczka pokazuje, że bezpośrednio po opisywanych wydarzeniach powstała cała masa różnego rodzaju źródeł opisujących rolę i sytuację kobiet, które w późniejszych badaniach nie zostały jednak należycie uwzględnione. Powinniśmy zastanowić się więc tutaj nad następującą kwestią: kiedy badacz jest obiektywny – kiedy wychodzi poza genderowe uprzedzenia i odkrywa prawdę? Czy kiedy wykorzystuje genderową optykę, żeby sprawdzić, czy teza o bezdyskusyjnej męskiej władzy w historii nie wyglądała nieco inaczej? Historia relacji władzy między mężczyzną i kobietą w Polsce jest jeszcze historią do napisania, można jednak pokusić się o odczytanie z symptomów pewnych wskazówek, że mogła ona wcale nie wyglądać jak prosty schemat liniowego rozwoju.

Tak, jak w przypadku historii Polski w ogóle, tak też i w przypadku historii relacji płci i władzy musimy najpierw uświadomić sobie, że istnieje w niej radykalne pęknięcie. Nie można pisać np. historii Polski jako historii całego narodu. Do końca XIX wieku chłopi byli bowiem wykluczeni z bycia częścią tego narodu. Ich status półniewolników uniemożliwia postrzeganie historii szlachty i chłopów jako posiadającej jakiś punkt wspólnoty interesów albo jakąś wspólną płaszczyznę tożsamości. Taka płaszczyzna istniała nieomalże w taki sam sposób, jak wspólna płaszczyzna niewolnika i plantatora. Podobnie też nie można utożsamiać z sobą historii kobiet z klas wyższych i ludowych. W dyskusji nad zanikiem tradycyjnych ról kobiecych wskazuje się na nieomalże idylliczne czasy, gdy kobiety nie musiały pracować, lecz zajmowały się domem. W historii kobiet z klas ludowych taka przeszłość nigdy nie istniała – one musiały zawsze pracować i dodatkowo zajmować się domem2. W gospodarstwach rolnych, nawet gdyby nie było pańszczyzny, pracy było i tak na tyle dużo, że nie mogło być mowy o tym, żeby kobieta nie pracowała. To nie była kwestia woli, lecz przetrwania. Pierwszy robotniczy strajk w Polsce (w 1883 r. żyrardowskiej fabryce) także nieprzypadkowo był wzniecony przez kobiety – „szpularki”. Kobiety pracujące w łódzkich przędzalniach również musiały godzić wychowanie dzieci z pracą fabryczną. Trudno tutaj doszukiwać się podobieństw do dworskiego życia czy realiów warszawskich salonów.

Praca reprodukcyjna

Wraz z rozwojem ruchu feministycznego i teorii feministycznej rozwijał się pomysł, by pracę kobiet nad wychowaniem dzieci osadzić w szerszym kontekście społecznym. Badaczki takie jak Maria Mies, Mariarosa Dalla Costa, Sylvia Federici, Alisa Del Re zaczęły badać, jakiego rodzaju pracą jest wychowanie dzieci i dość wyraźnie wskazały, że praca ta jest tak naprawdę nieodpłatną pracą, która dostarcza fabryce „gotowych” robotników. W badaniach tych podkreślano znaczenie, jakie wychowanie dzieci i „utrzymanie ogniska domowego” ma dla pracy w ogóle. Historia pracy reprodukcyjnej kobiet byłaby w tym znaczeniu jednym z najistotniejszych elementów historii Polski, a zmiany w jej zakresie mogą dużo pokazać.

W XVI wieku zmieniono w Polsce system polityczno-ekonomiczny i wprowadzono pańszczyznę. Właściwie to podwyższono zobowiązanie mężczyzny (czasem też kobiety) do darmowej pracy na rzecz pana z kilku dni w roku do kilku dni tygodniowo. Wysokość pańszczyzny do połowy XVI wieku zależała właściwie wyłączenie od pana. Mógł on np. zarządzić 10 dni pańszczyzny dla gospodarstwa i wtedy, oprócz gospodarza, pańszczyznę odrabiała jego rodzina. Poza tym pańszczyźnie towarzyszyły inne zobowiązania, np. darmochy, a więc obowiązek dodatkowej nieodpłatnej pracy w okresie intensywnych prac polowych, podwody, czyli obowiązek transportu, stróże i inne. Wcześniej za użytkowanie gruntów chłopi opłacali raczej czynsze. Wraz ze wzrostem znaczenia rynku zbożowego i wahaniami wartości pieniądza, szlachcie bardziej opłacało się jednak korzystanie z półniewolniczej pracy, niż z tak niepewnego źródła, jak ustalone czynsze. Tymczasem w niemal całej Europie Zachodniej powszechnie odchodzono od pańszczyzny właśnie na rzecz oczynszowania. Choć pańszczyzna istniała w Polsce przed XVI wiekiem, istniała nawet na większości ziem europejskich, to miała odmienny charakter od tej wprowadzonej później. Pańszczyzna w Polsce miała przede wszystkim na celu produkcję na eksport i jako taka była postfeudalną formą przywłaszczenia owoców pracy chłopów. Innymi słowy, pańszczyzna pozwoliła przekształcić folwarki, wcześniej nastawione raczej na zaspokojenie potrzeb konsumpcyjnych dworu, na protoprzedsiębiorstwa produkujące zboże i inne płody rolne na sprzedaż. Metafora protoprzedsiębiorstwa jest tutaj na miejscu, ponieważ praca na pańskim polu folwarcznym była faktycznie oddawaniem za darmo czasu pracy, efekty którego pan sprzedawał. Model ten jest tutaj o tyle ważny, że pozwala zrozumieć rzecz być może nawet najistotniejszą, a mianowicie: wymuszony nowy płciowy podział pracy.

Wyobraźmy sobie hipotetyczne gospodarstwo rolne z XV wieku. Dopiero co upowszechnił się pług, nawożenie raczej dość ograniczone (popiół, obornik), uprawa ciężka i stosunkowo mało efektywna, brak rozbudowanego rynku wewnętrznego, który zaspokajałby inne potrzeby. Takie gospodarstwo większość rzeczy – w tym odzież i buty – produkowało na własny użytek. Oczywiście musiało się też wyżywić i zarobić odpowiednią ilość pieniędzy (ze sprzedaży bezpośredniej zboża lub innych produktów, jak jajka, miód, warzywa itd.), by opłacić czynsz, ale też dziesięcinę czy inne podatki. Ilość pieniędzy, jaką dysponowało gospodarstwo, zależała od podziału pracy, trochę od zaangażowania, a w dużej części od okoliczności, a więc tego, czy plon się uda, czy pogoda dopisze, czy nie będzie powodzi lub suszy. Podział pracy w takim gospodarstwie przebiegał w ten sposób, że mężczyzna zajmował się pracą na roli i większymi zwierzętami gospodarskimi, a kobieta mniejszymi zwierzętami, drobną hodowlą, przydomowym ogródkiem oraz wychowaniem dzieci. W tym podziale pracy jednak nie można łatwo dokonać takiego rozróżnienia, że mężczyzna produkuje na sprzedaż, a kobieta zajmuje się reprodukcją, czyli wyżywieniem gospodarstwa. Część pracy kobiety i część pracy mężczyzny były pracą reprodukcyjną i pracą przeznaczoną na rynek. Część zboża przeznaczona była na ponowny zasiew, część na własne potrzeby, a część na sprzedaż. Na handel nadawały się jaja, kury czy inne zwierzęta, ale też wyroby z lnu, którego gręplowaniem i uprawą zajmowały się kobiety.

Część przeznaczona na sprzedaż mogła przynosić pewne zyski gospodarstwu, które mogły być inwestowane bądź odkładane3. W tej dość uproszczonej ekonomii można sobie wyobrazić, że tak skonstruowane gospodarstwo jest w jakiejś relacji z rynkiem wewnętrznym, posiada pewną ilość kapitału, stwarza więc możliwość rozwoju tego rynku wewnętrznego. Pewna liczba takich gospodarstw tworzy zbiór, który ma spory potencjał konsumpcyjny, a więc dalej napędzający rynek. Tworzy np. zapotrzebowanie na tanie tkaniny produkowane w manufakturach, albo na cukier. W tym systemie całość gospodarstwa tworzy mikroobrót kapitałem, ale ta całość wymaga pracy kobiety i mężczyzny. Praca kobiet, jeżeli była pracą reprodukcyjną, to odnosiła się do gospodarstwa tej kobiety. Z jej owoców korzystało to gospodarstwo – i nie zapominajmy, że jest to model, a nie konkretny przykład. Wraz z wprowadzeniem nowego rodzaju pańszczyzny na terenie Polski (już w wymiarze kilku dni tygodniowo, a nie rocznie) cały ten podział pracy się zmienia. Zahamowany zostaje rozwój technologiczny i ekonomiczny wsi. Jak to się stało, wyjaśnia właśnie płciowy podział pracy i charakter pracy reprodukcyjnej.

W konstytucji bydgosko-toruńskiej z 1520 r. zmieniono wymiar pańszczyzny z 3 dni rocznie na minimum 3 dni tygodniowo. Oznaczało to, że mężczyzna (najczęściej) przez minimum 3 dni musiał pracować za darmo, od świtu do nocy, na pańskim polu. Oznaczało to 3 dni mniej pracy we własnym gospodarstwie. Całość systemu ulega przesunięciu w dwóch miejscach. Po pierwsze, kobieta musi bardziej skupić się na reprodukcji, czyli wyżywieniu całego gospodarstwa. Możliwość wyżywienia i produkcji nadwyżek przez mężczyznę spada ze względu na pańszczyznę. W tym delikatnym systemie produkcji rolniczej, przy ograniczonych zasobach, niepewności i mało wydajnej technologii, zwiększa się ryzyko, że każde naruszenie równowagi może skończyć się katastrofą i głodem. Na kobietę przesuwa się więc część zabezpieczenia wyżywienia rodziny, co dzieje się przede wszystkim kosztem nadwyżek produkcyjnych gospodarstwa chłopskiego jako takiego. Priorytetem jest przeżycie. Nawet więc jeżeli kobieta w okresie zimowym produkuje tkaniny, które później może sprzedać, to zysk ze sprzedaży przeznaczany jest na utrzymanie i podstawowe wyżywienie, a nie na inne wyroby lub inwestycje. W konsekwencji spada możliwość rozbudowanej konsumpcji w takim gospodarstwie, a możliwy rynek konsumencki zostaje wydatnie ograniczony. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że folwark zabiera z gospodarstwa chłopskiego część czasu, który był przeznaczony na produkcję nadwyżek, pozostawiając jedynie temu gospodarstwu reprodukcję, którą zajmowała się i organizowała kobieta.

Zastanawia tutaj jeszcze jedna kwestia, a mianowicie to, w jaki sposób tworzyły się mechanizmy kontroli kobiet. Jedną z głównych tez książki Sylvii Federici „Caliban and the Witch” jest twierdzenie, że procesy czarownic, i w ogóle kontrola nad kobiecym ciałem, były zasadniczą stawką kapitalizmu kształtującego się na zachodzie Europy. Kobieta rodzi potencjalnego robotnika, nie można więc takiej sprawy po prostu pozostawić wolnemu wyborowi. Stąd historia procesów o czary i zacieśniającego się kręgu patriarchatu.

Należałoby się zastanowić, jak i czy w ogóle ten sam proces zachodził na terenie Polski. Z pewnością miał inny charakter, o czym świadczy to, że procesy o czary nie były tak powszechne, raczej powinniśmy tutaj mówić o dyscyplinowaniu kobiet. Zarówno w Europie Zachodniej, jak i w Polsce, podstawową potrzebą była siła robocza, jednak to zapotrzebowanie lokowano w innym miejscu. W kontekście Polski siła robocza, a więc chłopi, była przywiązana do ziemi należącej do pana folwarcznego, to w jego bezpośrednim interesie było utrzymanie odpowiedniej ilości takiej siły. Stosunek między kontrolą kobiet i reprodukcją „folwarcznego kapitału” nie był jeszcze przedmiotem systematycznych badań, stąd też można tutaj tylko snuć domysły. Wszystko jednak wskazuje, że jeżeli w jakimś stopniu zachodził proces kontroli reprodukcji, to musiał on leżeć w gestii konkretnego pana. Wiemy, że panowie rościli sobie prawo do wyrażenia zgody na małżeństwo, żeby kontrolować, czy nie pozbawi ich ono np. kawałka ziemi, wiemy też, że panowie handlowali chłopami, kiedy np. brakowało im odpowiedniego personelu.

Na proces relacji w obszarze kontroli kobiet rzucają nieco światła materiały etnograficzne. Figura czarownicy była na terytorium Polski ambiwalentna, tzn. nie była jednoznacznie zła ani dobra. Brało się to stąd, że czarownica, baba jaga, stanowiła połączenie kobiety leczącej, znającej się na magii – słowiańskiej „baby” – z importowanymi z Zachodu wyobrażeniami czarownicy jako poplecznicy diabła. Ten zachodni import rozprzestrzeniał się przez kazania, w których księża wykorzystywali „wiedzę” z osławionego „Młota na czarownice” oraz z rozprawy Benedykta Chmielowskiego pt. „Nowe Ateny”. Nigdy jednak nie było tak, że czarownica czy baba jaga stała się wcieleniem zła. Nawet w latach 50. i 60. XX wieku etnografowie notowali raczej złożony stosunek do tych postaci, jak do rzeczy magicznych w ogóle, a więc mieszaninę strachu i podziwu. Relacje dotyczące tego, jak wykryć czarownice czy jak sobie z nimi radzić, są raczej działaniami zabezpieczającymi, jak kłódka w drzwiach, niż dyscyplinującymi i potępiającymi całą grupę. Chodzi o to, żeby czary nie dotykały mnie, mojego gospodarstwa, moich krów, a nie o to, żeby w ogóle przestały istnieć.

Działanie czarów i czarownic najczęściej uderzało w sprawy najbardziej żywotne, związane bezpośrednio z przeżyciem, czyli reprodukcją. Czarownica mogła więc zepsuć mleko, sprawić, że krowa zachoruje, a kury przestaną się nieść. Była też grupa czarów miłosnych oraz, co równie istotne, cały zbiór czarów regulujących poczęcie i zapobiegających ciąży oraz działań związanych z aborcją. Z naszej perspektywy najważniejsze jest jednak to, że czary były bronią przeciwko wyzyskowi ze strony dworu, a działanie czarownic pośrednio świadczyło o tym, że kobiety nierzadko tworzyły więzi wzajemnej pomocy. W większości procesów czarownic przebija się wątek „kobiecego spisku” – przesłuchiwane wypytywano o to, kto je wciągnął w czary. Zeznanie Anny Szymkowej na sądzie w procesie o czary kładzie nacisk na ten „tajny spisek kobiet”: „Niedawno jak czarownica nauczyła mnie Pędziszka; kiedyśmy w ogrodzie pańskim plewiły, mówiła do mnie: będziesz się ty miała dobrze i do wszystkiego będziesz miała szczęście, tylko mnie słuchaj, jak cię nauczę”4. Kobiety wymieniające się informacjami o sposobach radzenia sobie z bólami miesiączkowymi, ciążą, życiem seksualnym, udzielające sobie porad poza wzrokiem mężczyzn, mogły sprawiać wrażenie przekazywania jakiejś wiedzy tajemnej.

Czary poza działaniem bezpośrednim miały także czasem funkcję odstraszającą. Była ona szczególnie istotna w przypadku walki chat z dworem. Ówczesna wiedza nie chroniła także szlachty przed działaniem czarów. Panowie bardzo często bali się czarów swoich poddanych. Co i rusz znajdywano jakieś dziwne przedmioty we dworach i podejrzewano, że są one artefaktami magicznymi, ukrytymi przez poddanych, najczęściej kobiety. W 1678 r. do miejscowości Błaszki w okolicach Warty wysłano urzędników sądowych, by wykryć groźne wspólniczki szatana. „Uczciwy Wawrzyniec Żelisławski sługa Jegomości Pana Stanisława Bartochowskiego uskarża się imieniem Jegomości przeciwko Mariannie Wawrzynowej Płócienniczce, także poddanej Jegomości, iż ona we dworze Jegomości na zdrowiu, tak Jegomości, jako i dziatek na zdrowiu szkodziła i zadawała truciznę i czary pozakładała”5. We dworze w Błaszkach znaleziono „niezbite dowody” w postaci różnych „paskudztw” ukrytych w piecu, takich jak „pierza”, „wióry” i „różne ziarna”. Sprawa ta pokazuje, jak wielki strach panował wśród panów przed ewentualnie skutecznymi działaniami służących im kobiet. W majątku Borysławskiego czarownicę oskarżono o skwaśnienie piwa w browarze, za co została spalona na stosie. A sąd w miejscowości Kucharki w wyniku śledztwa wykrył, że pewna znachorka, za namową chłopki, wykonała magiczne czynności mające doprowadzić do ruiny oborę właściciela wsi Szkudle – Szkudlarskiego. Z zeznań: „Zakopały toż w garnku z Klimerzyną nowym włosie psie, kotcze albo sierzchl i trupią kość, którą wzięły tu w kostnicy; prosiły jej ta Gierusza, żeby szły i uczarowały bydło Szkudlarskiemu, że córce jej krzywdę czynił i żeby mu chodiło jako skapiało, a zakopały w uliczce małej pod progiem z obory; nie słyszała kiedy to Klimerzyna zakopywała, jedno to słowo: bodaj zniszczał!”. Zwraca szczególnie w tym tekście uwagę wzmianka o tym, że Szkudlarski córce chłopki „krzywdę czynił”, choć można się tylko domyślać, o jaką krzywdę chodzi.

O tym, czym naprawdę była taka „baba” i o jej znaczeniu dla kobiet wiejskich, dowiedziałem się podczas swoich badań na Górnym Śląsku. Rozmawiałem z nauczycielką pochodzącą z małej miejscowości – opowiadała o swojej ciąży. Jej babcia (wtedy już 90-letnia) była „babą”, czyli kobietą odbierającą porody i generalnie zajmującą się w okolicy kobiecymi sprawami. Nauczycielka opowiadała, że kiedy babcia dowiedziała się o jej ciąży, to powiedziała, że jej tę ciążę jeszcze odbierze. Ta nie chciała się zgodzić i zaczęła przekonywać babcię, że teraz są nowoczesne szpitale i wyspecjalizowani lekarze. Babcia na to zapytała: jacy lekarze? Kiedy nauczycielka wymieniła nazwisko, to babcia odpowiedziała, że zna tego lekarza, sama go uczyła położnictwa, więc się zgadza. Było to w 2014 r., babcia nie miała żadnego wykształcenia medycznego…

Kobieca część ludowej historii Polski, tak jak i inne jej części, jest jeszcze historią do napisania. Wskazanie tych kilku tropów pozwala jednak uświadomić sobie, że jest to historia, bez której nie możemy się obejść. Prostym przykładem jest tutaj płciowy podział pracy, pańszczyzna i kapitalizm. Dopiero ukazanie ich we wzajemnym związku pozwala zrozumieć sens historii gospodarczej Polski. Kwestia kobiecego oporu uświadamia, jak kształtowały się procesy dyscyplinowania, tworzenia wzorców prawa, myślenia o społeczeństwie i wiele innych. Podobnie jest z historią naszej pamięci. Jakiś czas temu miałem okazję usłyszeć historię byłej łódzkiej włókniarki, która przyjechała do Łodzi z podłęczyckiej wsi. Opowiadała, że niesamowicie ciężka praca w fabryce i złe warunki mieszkaniowe były dla niej czymś, co dawało jej poczucie swoistej emancypacji. Żyła bardzo biednie i pracowała ciężko, ale były to jej zarobione pieniądze i utrzymywała się z własnej pracy. Jak opowiedzieć taką historię Polski?

Przypisy:

  1. Sylvia Federico, The Imaginary Society: Women in 1381, “The Journal of British Studies”, nr 2. 2001, str. 168.
  2. Dziękuję Elżbiecie Durys za zwrócenie mi uwagi na tę zależność.
  3. Pozostawmy na razie kwestię spadku wartości pieniądza i realnych możliwości inwestowania.
  4. Jan Stanisław Bystroń, Etnografia Polski, Poznań 1947, s. 145.
  5. Genowefa Adamczewska, Magiczna broń i jej rola w walce między wsią a dworem w sieradzkiem w XVII-XVIII w., „Łódzkie Studia Etnograficzne, tom C, 1963, ss. 7-8.
komentarzy