Chłopi, rewolucja rosyjska i republiki ludowe

·

Chłopi, rewolucja rosyjska i republiki ludowe

·

Koniec I wojny światowej nie bez przyczyny zbiegł się z rewolucją rosyjską. Nadgryzione rewolucją francuską, resztki feudalnych złogów ostatecznie dogorywały w absolutystycznych imperiach XIX wieku. Rozsadzały je od środka wyczerpane możliwości, ale i pieczołowicie drążyły je także dwa krety i przez cały XIX wiek porządnie je podgryzły. Te dwa krety to radykalne nurty polityczne i emancypacja robotnicza oraz narody dążące do samostanowienia. W Polsce, jak w soczewce, oba te nurty zlewały się w jedno wraz z nadziejami, jakie budziło możliwe odzyskanie niepodległości. Możemy się jednak bardzo pomylić, jeżeli nasze spojrzenie na kwestię niepodległości zaciemniać będzie takie myślenie o niepodległości, z którego wymazuje się głębokie podziały, jakich to społeczeństwo doświadczało. Podziały te wpływały na jego wyobrażenia o sobie, ale także na kształt i wizję przyszłości młodego państwa. Część tych marzeń łączyła się z odnowieniem „zaklętych” w zaborach stosunków folwarcznych, a część z pulsującymi przez cały XIX wiek pragnieniami wolności, równości i sprawiedliwości.

Doskonale to wszystko ilustruje powstanie w 1918 r. republik chłopskich w Pińczowie i Tarnobrzegu. Dla chłopów kwestia polskości nie była przebudzeniem się z letargu systemu pańszczyźnianego, ale kwestią powszechnej wolności i równości. Powstanie i istnienie tych republik pokazało ponadto, w jaki sposób dwie radykalnie różne koncepcje narodu polskiego ostatecznie zlały się w jedno i zatarły swoje historyczne znaczenie.

Dwa narody

W połowie XVI wieku ukształtował się w Polsce (Rzeczpospolitej Obojga Narodów) system polityczno-ekonomiczny, który łączył elementy radykalnie postępowe z radykalnie wstecznymi. Władza królewska od 1574 r. nie była przekazywana dynastycznie, lecz polegała na wolnej elekcji, czyli wyborze króla spośród arystokracji w trakcie obrad wszystkich uprawnionych do głosowania. W porównaniu z konsolidującymi się monarchiami absolutystycznymi krajów Europy Zachodniej był to niebywały postęp. Bez dużej przesady można powiedzieć, że był to pierwszy zalążek demokracji, gdzie taka władza przestaje być dynastyczną własnością, a polega na wyborze. W dojrzałych demokracjach zakłada się uniwersalne pojęcie obywateli, a więc wszystkich, którzy (po spełnieniu warunku pełnoletniości) mogą wybierać swoich reprezentantów, bez względu na wykształcenie czy status majątkowy. Koncepcja tzw. demokracji szlacheckiej zawierała podobnie uniwersalne pojęcie: narodu. Każdy, kto był częścią narodu, miał prawo wybierać króla, niezależnie od swojego statusu majątkowego czy wykształcenia. Problem polega jednak na tym, i tutaj dochodzimy do wspomnianych wstecznych elementów, że „narodem” mogło się być tylko wtedy, gdy należało się do szlachty. Chłopi, a więc 90% mieszkańców kraju, nie mogli być częścią narodu. W przeciwnym razie także oni posiadaliby prawo wyboru króla. A przypomnijmy, że szlachta utrzymywała się z pracy niewolniczej chłopów, bo połowa XVI wieku to okres także konsolidacji tego przedziwnego, postfeudalnego tworu, jakim była gospodarka folwarczno-pańszczyźniana.

Pojęcie narodu polskiego wśród szlachty ukształtowało się z konieczności. Wobec różnic językowych, wyznaniowych i majątkowych pomiędzy poszczególnymi szlachcicami, była to jedyna płaszczyzna odniesienia, która mogła łączyć ich wszystkich we wspólnotę polityczną. Chłopi nie mieli więc ani prawa, ani możliwości „czuć się Polakami”. W 1788 r. poseł Krasiński z województwa podolskiego tak opisywał sens narodu: „Najwyższa moc i wola, czyli najwyższa udzielność, istnieje w Narodzie. Taka moc i wola jest ustawą samego stwórcy. Przeto tylko ta władza pochodzi od Boga, która wyraźnie sam Naród udziela”1.

Chłop nie mógł być częścią tego narodu pod żadnym pozorem. Jak można sobie łatwo wyobrazić, szlachta nigdy by się nie zgodziła, aby jej własność, a więc chłopi, mieli prawo na jakiejkolwiek płaszczyźnie (np. narodowej) zrównać się z nimi.

Zwykle przy analizie upadku Rzeczypospolitej doszukuje się różnych, czasem nawet egzotycznych przyczyn. Jeżeli jednak spojrzymy na rozbiory z perspektywy walk klasowych, to okazuje się, że przyczyny te były raczej prozaiczne. Dość postępowa Konstytucja 3 Maja zawierała poważny ustęp dotyczący uwłaszczenia chłopów i zniesienia pańszczyzny. Szlachta wolała jednak „symboliczne miejsce króla” zapełnić utratą niepodległości i oddaniem się we władzę obcych mocarstw, niż zgodę na choćby drobne ustępstwo w kwestii ustroju pańszczyźnianego. Aby potwierdzić prawdziwość moich słów, wystarczy spojrzeć, co nie zmieniło się po utracie niepodległości. Pańszczyzna jako jedna z niewielu rzeczy przetrwała rozbiory w stopniu niezmienionym.

Pierwsze pęknięcia w szlacheckim narodzie zaczęły się pojawiać na dobre w XIX wieku. Były one w dużej mierze echem rewolucji francuskiej, podczas której w zasadzie po raz pierwszy na taką skalę pojawiła się uniwersalna koncepcja obywatela. W XIX wieku zaczęły też kształtować się nowoczesne narody. Terytorium Polski nie było pod tym względem wyjątkiem, z tym że w polskim kontekście doszło raczej do znaczącego pęknięcia. Nowożytna (szlachecka) koncepcja narodu była czymś w rodzaju identyfikacji protonarodowej w XIX-wiecznym sensie. Demokracja szlachecka, jakkolwiek byśmy jej nie oceniali, zawierała w sobie zalążki tej nowoczesnej koncepcji narodu, która w Europie Zachodniej powstała w opozycji do politycznych monarchii absolutystycznych. W XIX wieku w tej koncepcji narodu zaszło pęknięcie. Oto pojawiła się ona jako idea, która miała przecinać identyfikacje regionalne i, co najważniejsze, klasowe. Naród zaczął być konstruowany jako tożsamość każdej Polki i Polaka, a nie tylko szlachty. Idea ta na dobre w historii Polski pojawiła się w powstaniu krakowskim z 1846 r. Utworzony w Krakowie Rząd Narodowy Rzeczpospolitej Polskiej proklamował uwłaszczenie i podział ziemi. W słynnej procesji, podczas której zginął Edward Dembowski, niesiono sztandary narodowe i symbole religijne. Miało to przeciągnąć chłopów na stronę powstania. Dla nich jeszcze wtedy w większości były to jednak puste hasła i „zabawa panów”. Nieufność ta wyrażała się w latami wtłaczanym chłopom przekonaniu, że nie są „narodem”, że nie mają prawa tak się postrzegać, że prawo do tego ma tylko szlachta.

Proces tworzenia się uniwersalnej koncepcji narodu, lub, mówiąc kolokwialnie, odzyskiwania narodu, na dobre rozkwitł w drugiej połowie XIX wieku. Miała w tym swój udział nie tylko pozytywistyczna praca u podstaw, ale także działalność różnych wywrotowców, którzy polskość zaczęli utożsamiać z radykalną wolnością i równością. Samemu Marksowi zdarzało się pisać o Polsce. Dla niego była ona symbolem antyimperialnych walk, o Polakach pisał jako o narodzie 20 milionów bohaterów. To, że kwestia narodu i walk antyimperialnych nie była bez znaczenia, pokazuje historia uwłaszczenia. Na terytorium zaboru pruskiego uwłaszczenie dokonało się między 1811 a 1871 rokiem po seriach długich walk politycznych, strajków i pracy oświatowej. W Królestwie Polskim dokonano uwłaszczenia w 1864 r. na mocy ukazu Aleksandra II. Choć teza, że uwłaszczenie było spowodowane zagrożeniem ze strony aktywistów w Królestwie Polskim, mogłaby być stwierdzeniem nad wyrost, to na pewno miało ono swój udział w ogólnej decyzji. Dość powiedzieć, że car kazał na Jasnej Górze postawić swój pomnik, na którym znajdowało się podziękowanie za zniesienie pańszczyzny. A pomnik ustawiony był w takim miejscu, że każdy pielgrzymujący musiał go widzieć.

Samo uwłaszczenie nie załatwiło sprawy. Chłopi nadal byli w koszmarnej sytuacji. Dawne ziemie folwarczne pozostały w rękach ziemian, którzy najmowali robotników rolnych do jej uprawy. Dla reszty nie pozostało zbyt dużo gruntów uprawnych. Chłopi nadal cierpieli w skrajnym ubóstwie. Z zaboru austriackiego potężna fala imigrantów ruszyła do Ameryki szukać lepszego życia. Hasła odzyskania niepodległości w 1918 r. oznaczały dla wielu chłopów wywalczenie jej po raz pierwszy po 500 latach niewolniczej pracy dla szlachty i odmawianiu im prawa bycia częścią narodu.

Chłopi i rewolucja

W XX wieku jedyne rewolucje, jakie odniosły sukces (niezależnie od tego, co się działo z nimi później), były rewolucjami chłopskimi. Potocznie na rewolucję rosyjską patrzymy z perspektywy zorganizowanego proletariatu pod przewodnictwem partii komunistycznej, która przejęła w październiku (listopadzie naszego kalendarza) władzę w carskiej Rosji. Problem polega jednak na tym, że to przejęcie władzy nigdy by się nie udało, gdyby nie dokonująca się równolegle rewolucja chłopska. Chłopi masowo dezerterowali z armii, by wziąć udział w podziale ziemi w swoich rodzinnych miejscowościach. Chaos wojenny, głód i choroby frontowe wystarczająco nadwyrężyły ich poczucie obowiązku. Kiedy więc pojawiła się nadzieja na podział ziemi, mniej lub bardziej sprawiedliwy, bez wahania porzucili okopy. Powiedzieć, że chłopi wspierali rząd bolszewicki, to powiedzieć za dużo. Z pewnością jednak przez wzgląd na zbieżność interesów, a także politykę Lenina sprzyjającą chłopskim żądaniom, włączyli się oni w szeroki nurt złożonych procesów politycznych, które doprowadziły do zniesienia carskiego samodzierżawia. Chłopi stanowili zdecydowaną większość rosyjskiego społeczeństwa – partia bolszewicka oraz inne rewolucyjne i radykalne partie, nawet razem wzięte, nie stanowiły ułamka tej liczby. Co prawda Rosja była państwem silnie scentralizowanym, jednak w gorączkowych zabiegach Lenina o zrównanie walki chłopów i robotników widać wyraźnie, jak palącą kwestią było poparcie wsi. W 1918 r. po zdobyciu władzy jednym z pierwszych znaczących posunięć bolszewików był dekret o ziemi, który znosił wszelką własność ziemi, bogactw naturalnych, lasów oraz żywych sił przyrody. Nie wolno było handlować ziemią, a prawa do niej przekazano tym, którzy na niej pracowali. Dekret pozostawiał parcelację gruntów i inwentarza radom ludowym. Ziemia formalnie była socjalistyczna, ale poszczególni chłopi uprawiali ją dla siebie. Miało to stanowić początek procesu przechodzenia do wspólnego gospodarowania.

W okresie NEP-u ta przymusowa miłość napotkała jednak pewien problem o kształcie nożyc. Otóż gwałtownie zaczynała wzrastać różnica między cenami płodów rolnych i innych towarów (przemysłowych), do tego stopnia, że wykres obrazujący tę relację miał kształt otwartych nożyczek. Przez tę różnicę chłopi czasem niszczyli część plonów, co znowu powodowało skoki cen produktów w mieście i spadek konsumpcji. Dodatkowo kraj robotników i chłopów utrzymywał się w większości z dość niewielkich podatków i innych obciążeń pracy chłopów. Cała nadwyżka produkcyjna pozostawała w rękach samych chłopów, co, mówiąc w największym uproszczeniu, nie pozostawiało miejsca na akumulację kapitału przez państwo. Powiedzieć, że produkcja przemysłowa była w tym czasie w Rosji niewystarczająca, to nic nie powiedzieć. Chłopi ponadto nie do końca wpisywali się w projekt komunistyczny, z tej prostej przyczyny, że gospodarka chłopska dąży do akumulacji własności ziemi, a nijak nie da się tego wpisać w projekt wspólnej własności środków produkcji. To wszystko powodowało, że Stalin powziął pomysł przymusowej kolektywizacji, wbrew radom swoich towarzyszy. Jeden z ideologów kolektywizacji – Jewgienij Prieobrażenski – określił ją mianem „socjalistycznej akumulacji”, a od kapitalistycznej miała się ona odróżniać tym, że gromadziła środki dla państwa socjalistycznego.

Dla chłopów przymusowa kolektywizacja była jednak czymś zupełnie innym – powrotem pańszczyzny. Kolektywizacja zakładała, że każdy z chłopów będzie pracował w państwowym gospodarstwie za darmo, jak rozumowano, zysk zaś miał być uspołeczniony, a więc rozdysponowany przez państwo. Tutaj zaczyna robić się ciekawie. Oparcie konstrukcji kolektywizacji na schemacie zaczerpniętym z pańszczyzny (właściwie powielenie tego schematu) spowodowało, że Stalin wprowadził szereg praktyk symbolicznych, które miały na rzeczy dwa cele: wymazać znaczenie ruchów chłopskich w rewolucji oraz zmienić interpretację pańszczyzny. Drugi cel oznaczał, że w literaturze historycznej od tego czasu o pańszczyźnie pisano jako o „podatkach na rzecz państwa”, w żadnym wypadku nie miała ona się kojarzyć z tym, czym w rzeczywistości była, czyli z niewolnictwem. O niewolnictwie pisano, że skończyło się wraz ze średniowieczem. Dogmat ten nie bez przyczyny tak dobrze przyjął się wśród polskiego ziemiaństwa i pogrobowców panów folwarcznych.

Kontekst stosunku do chłopów w trakcie rewolucji rosyjskiej jest ważny z dwóch powodów. Po pierwsze, w zasadzie obrazuje ogólny stosunek do chłopów w Polsce międzywojnia. Po drugie, proces stalinowskiego wymazywania chłopów i pamięci o ich tragedii jest zaskakująco zbieżny z tym, co z pamięcią o chłopskiej historii stało się w Polsce. Nawet preambuła do konstytucji z 1952 r. mówi jako przewodniej sile o klasie robotniczej, a nie o ludzie, lud tylko za tą klasą podążał: „Polski lud pracujący pod przewodem bohaterskiej klasy robotniczej, opierając się na sojuszu robotniczo-chłopskim […]2”.

Republiki – preludium

Na polskiej wsi w okolicach zakończenia I wojny światowej zbiegły się dwie tendencje. Z jednej strony było to upowszechnienie się koncepcji powszechnego i uniwersalnego narodu polskiego, w opozycji do „narodów wybranych” (szlachty i ziemiaństwa). Z drugiej, dało się na niej słyszeć echa rewolucyjnego wrzenia z całej Europy, które w polskim kontekście wyrażało się w woli radykalnego, ale i sprawiedliwego podziału byłych ziem folwarcznych. Co ciekawe, dokładnie w tym samym czasie na drugiej półkuli wybuchła bardzo podobna rewolucja – meksykańska. Nie było to zdarzenie przypadkowe, gdyż zarówno polskie folwarki, jak i meksykańskie haciendas miały dokładnie te same korzenie, taką samą strukturę opartą na pracy niewolnej i powstały w tym samym okresie (między XVI a XVII wiekiem). Chłopi meksykańscy, podobnie jak polscy, domagali się ziemi i wolności – tierra y libertad.

Rewolucja rosyjska nie stała się ideałem, do którego dążyli polscy chłopi. Jednak z pewnością wielu z nich inspirowało przesłanie, jakie ze sobą niosła. W początkowym okresie po zakończeniu wojny hasła radykałów zdawały się możliwe do zrealizowania, ponadto po rozpadzie imperiów tworzyły się nowe państwa narodowe. Chłopi polscy po raz pierwszy mieli możliwość stać się panami własnego losu.

Republika Tarnobrzeska

W 1918 r., po rozpadzie imperium austrowęgierskiego, Tomasz Dąbal został oddelegowany przez Polską Komisję Likwidacyjną do objęcia komendy nad oddziałami żandarmerii w powiatach tarnobrzeskim, mieleckim, kolbuszowskim i niżańskim. Dąbal pod wpływem rewolucyjnego wrzenia postanowił stworzyć z nich milicje ludowe. Jego pomysł padł na podatny grunt, bo we wspomnianych powiatach chłopi coraz śmielej domagali się samostanowienia i parcelacji ziemi. Wiązało się to z działalnością księdza Eugeniusza Okonia, wyrosłego w tradycji prawicy narodowej, który pod wpływem doświadczenia biedy i niesprawiedliwości chłopskiego życia zmienił radykalnie poglądy i stał się rzecznikiem tego, co wiele lat później określone zostanie jako teologia wyzwolenia. Dąbal razem z ks. Okoniem w listopadzie 1918 r. zwołali chłopski wiec, na którym proklamowano niezależną chłopską republikę tarnobrzeską. W wiecu uczestniczyło 30 000 osób, które wypowiedziały posłuszeństwo przedstawicielom Polskiej Komisji Likwidacyjnej i domagały się stworzenia samorządu. Hasło „cała władza w ręce rad” padło w Tarnobrzegu na podatny grunt.

Choć ziemia tarnobrzeska leżała w obszarze imperium austrowęgierskiego, to faktyczną władzę nadal sprawowała na niej ziemiańska szlachta. Bardzo podobnie sprawa ta wyglądała zresztą także w innych zaborach. Sam rozbiór Rzeczypospolitej nie pozbawił przecież tej grupy majątku ani źródła dochodu, a wręcz przeciwnie. W zamian za gwarancję względnego spokoju i nienaruszenia źródeł dochodu szlachty, jej własność pozostała w zasadzie nietknięta. Po uwłaszczeniu sytuacja wcale nie uległa zmianie na lepsze. Nadal zdecydowana większość ziemi pozostawała w rękach szlachty, chłopi mieli niewielkie grunty, na których zarabiali na utrzymanie. Ziemie folwarczne uprawiano z pomocą najemnej siły roboczej. Ziemiaństwo utrzymywało władzę nad Galicją z wykorzystaniem ekonomicznego przymusu (przy dużym rozdrobnieniu gruntów) oraz politycznej korupcji. Na przykład jeden z największych właścicieli ziemskich w okolicach Tarnobrzega, hr. Zdzisław Tarnowski (posiadał 8270 hektarów), korumpował chłopów przez utrzymywanie u sklepikarzy i szynkarzy ewidencji wyborczej. W ten sposób opłacał towarami głosy i jako przedstawiciel Stronnictwa Prawicy Narodowej był kimś w rodzaj półformalnej władzy. Tarnowski czuł władzę i w pełni z niej korzystał: zakazał chłopom polowań, a według własnego życzenia ustawiał godziny odjazdów pociągów. Po odzyskaniu niepodległości został formalnym przedstawicielem Państwowej Komisji Likwidacyjnej. Sobiepaństwo Tarnowskiego wywoływało coraz gwałtowniejszy opór ze strony chłopów. 6 listopada 1918 r. Okoń i Dąbal stanęli na czele wspomnianego wiecu, który pod pomnikiem Bartosza Głowackiego wypowiedział posłuszeństwo Tarnowskiemu jako przedstawicielowi jeszcze nieformalnego rządu oraz proklamował powstanie Republiki Tarnobrzeskiej.

Na czele republiki stanął komitet rewolucyjny z Okoniem na czele, a Dąbal dowodził oddziałami chłopskiej milicji. Republika objęła swym zasięgiem okoliczne powiaty, a w pewnym momencie rozważano także zajęcie samego Tarnobrzegu, obsadzonego już wtedy oddziałami żandarmerii. Republika bardzo szybko zdobywała sobie poparcie. Rozpoczęto parcelację ziemi, rozdano jedzenie najbardziej potrzebującym, a Komitet Rewolucyjny postulował: reformę rolną bez odszkodowania, konfiskatę dóbr kościelnych, nacjonalizację lasów i przemysłu, rozbrojenie austriackiej żandarmerii i służby granicznej, likwidację carskich starostw i innych jednostek władzy zaborczej, powołanie komisarzy gminnych i milicji ludowych3. Obaj przywódcy republiki zostali w 1919 r. wybrani posłami na sejm. Tymczasem wojsko i Powiatowy Komitet Samoobrony, założony przez hrabiego Tarnowskiego (który musiał uciekać z terenu republiki), coraz bardziej nękały mieszkańców. Samostanowienie chłopów było solą w oku rodzącej się państwowości polskiej, dlatego też w styczniu 1919 r. podjęto decyzję o pacyfikacji republiki. Do tarnobrzeskich powiatów wysłano 5 kompanii wojska. Doszło do starć z chłopskimi milicjami, które jednak z wyszkolonymi oddziałami miały marne szanse. Wojsko po kolei pacyfikowało poszczególne wsie, byli zabici, konfiskowano chłopską ziemię, wielu chłopów bito i więziono.

Dwie republiki

W 1918 r. na sześć tygodni chłopi odbili z rąk władzy zaborczej i opanowali okolice Pińczowa. Na czele oddziałów milicji ludowych, złożonych z chłopów, strażaków i innych mieszkańców, stanął członek SDKPiL Jan Lisowski. Prowadził on w okolicach Pińczowa działalność agitacyjną i polityczną, podobnie jak anarchista „Kazuń”, były oficer armii austriackiej, który stanął na czele zbrojnego oddziału partyzanckiego. Oddziały Lisowskiego opanowały teren wokół Pińczowa i proklamowały powstanie republiki. Ekspedycja karna, która została wysłana na miejsce, uwięziła chłopów w zabudowaniach folwarcznych, jednak udało się ich uwolnić przez oddziały „Kazunia”. Krótki żywot republiki zakończył się po kilku tygodniach, a jego symbolicznym końcem było rozbicie oddziału „Kazunia” i jego śmierć.

Podobnie jak w przypadku republiki tarnobrzeskiej, także w Pińczowie proklamowano parcelację ziemi, wypędzono szlachtę ziemiańską oraz powołano samorządne organizacje chłopskie oparte o gromady. Pacyfikacja republiki i włączenie w struktury państwa polskiego najwyraźniej nie wymazały tych chłopskich postulatów, bo po rozbiciu na tych terenach wojsk niemieckich w trakcie II wojny światowej przez połączone oddziały Armii Ludowej, Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej, powołano ją do życia ponownie. Spory udział w działalności wywrotowej od początku II wojny mieli członkowie organizacji „Racławice”, utworzonej na bazie funkcjonującego przed wojną „Siewu”. Działacze ci w większości zahartowani byli podczas strajków chłopskich czy przepychanek z władzą sanacyjną. W 1941 r. z Racławic utworzono siatkę konspiracyjną o nazwie Polska Organizacja Zbrojna, liczącą ok. 55 000 żołnierzy i aktywistów. Pod koniec wojny wcielono ją w struktury Państwa Podziemnego. Organizacja prowadziła akcje dywersyjne, odbijanie jeńców, niszczenie spędów kontyngentowych, a także działalność szpiegowską. Kiedy w 1944 r. front oparł się o linię Wisły, dowództwo AK zarządziło mobilizację i rozpoczęcie akcji Burza. W rezultacie akcji wybuchło spontaniczne powstanie, w ramach którego udało się na pewien czas opanować Pińczów, Kazimierzę Wielką i okoliczne wsie i powiaty. W nawiązaniu do republiki z 1918 r. obwieszczono powstanie wolnej Republiki Pińczowsko-Kazimierskiej. Republika, podobnie jak w pierwszym przypadku, nie przetrwała długo, bo zaledwie kilka tygodniu. Po 5 sierpnia i bitwie o Skalbmierz, Niemcy przystąpili do kontrofensywy, na teren powiatu wkroczyły wojska pancerne i opanowały wyzwolony teren, a oddziały AK musiały wycofać się lub zakonspirować.

Chłopskie samodzierżawie

Okres po I wojnie światowej słusznie jest uznawany za rzeczywisty początek XX wieku. Spontaniczne wybuchy buntów robotniczych, proklamowane wolne republiki i wrzenie rewolucyjne powodowały, że chłopi polscy po raz pierwszy uzyskali możliwość pozbycia się resztek znienawidzonej pańszczyzny. W dążeniu do samostanowienia narodowego widzieli możliwość wzięcia spraw w swoje ręce. Chłopskie postulaty nie były wymysłem oderwanych elit intelektualnych, lecz potrzebą życia i śmierci. Ich sytuacja była tragiczna, powszechne były głód, bieda, brak edukacji, brak opieki medycznej, zatem kwestia prawa do ziemi była kwestią prawa do życia. II Rzeczpospolita, wbrew wcześniejszym obietnicom, nie spełniła jednak tych oczekiwań. Choć chłopi płacili kontrybucje państwowe i wsparli rodzącą się państwowość w wojnie z bolszewikami, to nie mogli się doczekać podziału ziemi folwarcznych, a więc podziału tych ziem, na których pracowali latami nie otrzymując wynagrodzenia.

Historia chłopów polskich to dwa zlewające się ze sobą dogmaty: stalinowska polityka wymazania pamięci o niewolniczym charakterze pańszczyzny oraz historia Polski pisana z perspektywy narodu szlacheckiego i ziemiaństwa. W obu tych opowieściach chłop funkcjonuje jako naga, bezmyślna tłuszcza, opanowana przez prymitywne popędy. Przejawy chłopskiego samostanowienia, jak republiki tarnobrzeska czy pińczowska, są przykładami tego, że chłopi potrafili działać solidarnie na rzecz wspólnego dobra.

Przypisy:

  1. Anna Grześkowiak-Krawicz, Polskie poglądy na monarchie europejskie (w:) Rozkwit i upadek rzeczypospolitej, red. Richard Butterwick, Warszawa 2010, str. 21.
  2. http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19520330232
  3. http://www.podkarpackahistoria.pl/2015/12/zbuntowane-panstewko-republika-tarnobrzeska/
komentarzy