Idol lewicy został świętym

·

Idol lewicy został świętym

·

Podczas niedzielnej mszy 14 października w Watykanie papież Franciszek kanonizował siedmiu błogosławionych. Wśród nich znalazł się salwadorski arcybiskup Oscar Arnulfo Romero – duchowny walczący o prawa obywatelskie i wsparcie dla najuboższych, zamordowany przez skrajnie prawicowe bojówki na usługach lokalnej junty wojskowej.

Kapłan ten za życia spotykał się z ignorancją i brakiem zrozumienia ze strony konserwatywnych hierarchów katolickich. Po jego męczeńskiej śmierci latami zwlekano z jego kanonizacją. Nową, pośmiertną drogę kapłana ubogich umożliwiło dopiero objęcie tronu Piotrowego przez Jorge Mario Bergoglio. Romero nieprzerwanie stanowi przykład wzorowego kapłana oraz dokładne przeciwieństwo księży przedstawionych w „Klerze” Smarzowskiego. Może to właśnie postępowość i niezależność Romero spowodowały, że polskie prawicowe media od lat prezentują zakłamany wizerunek świętego i starają się wypaczyć jego obraz?

Jeszcze w dniu kanonizacji na portalu internetowym TVP, Romero, uchodzący za jedną z ikon lewicy latynoskiej i teologii wyzwolenia, określony został mianem „przyjaciela chadeków”. Przed kanonizacją obraz Romero na prawicy nie był tak kolorowy. Radykalnie prawicowy publicysta i historyk Sławomir Cenckiewicz w 2015 r. opluł Salwadorczyka na łamach tygodnika „Do rzeczy”. Publicysta i apologeta prawicowego autorytaryzmu uznał wtedy, że „przez blisko 35 lat było oczywiste”, że ksiądz z Salwadoru „zginął za społeczno-polityczną ideologię, której służył, nie zaś za sprawę Bożą i wiarę katolicką”.

Według naczelnego propagandzisty prawicy Romero popierał rewolucję komunistyczną i szukał uzasadnień dla stosowania siły przez „lewaków”. Cenckiewicz wypomina nawet, że arcybiskupa żegnało na pogrzebie „postępowe i liberalne duchowieństwo z całego świata, lewica i komuniści”. Swój wywód działacz polityczny zakończył słowami: „W każdym razie Oscar Romero służył złej sprawie i niewątpliwie życia za wiarę katolicką nie oddał, nawet jeśli któryś z hierarchów w swojej niemądrej wypowiedzi postara się go przyrównać do świętych Stanisława Biskupa czy Tomasza Becketa, których oddanie wobec Kościoła i obrona wiary katolickiej zaowocowały wieńcem prawdziwego męczeństwa”.

Na temat prawicowych ataków na „służącego złej sprawie” Romero można byłoby napisać pracę doktorską, stąd nie warto nawet przytaczać większej liczby opinii środowiska chcącego być bardziej papieskim od papieża. Ludziom takim jak Cenckiewicz z komunizmem i „lewactwem” kojarzy się wszystko, co znajduje się na lewo od skrajnej prawicy i katolickiego fundamentalizmu. Kim naprawdę był abp. Romero i jak przysłużył się „złej sprawie”?

Urodził się w czerwcu 1917 roku w mieście Ciudad Barrios na górzystym południu Salwadoru. Jako młody chłopiec wstąpił do zakonu jezuitów, a następnie studiował teologię w San Salvador i Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. W 1942 r. otrzymał święcenia, a dwa lata później powrócił do ojczyzny. Systematycznie piął się w górę w kościelnej hierarchii, pierwszym jego sukcesem było wejście w skład Konferencji biskupów Salwadoru. Romero uchodził wówczas za duchownego neutralnego politycznie i na tyle konserwatywnego, aby nie sprawiać problemów przełożonym. Cztery lata później otrzymał sakrę biskupią.

W tym czasie w kraju panoszyła się brutalna skrajnie prawicowa i proamerykańska junta wojskowa. Według Rodneya Castledena głównym sponsorem wojskowego reżimu był demokrata Jimmy Carter, którego administracja na wsparcie dyktatury przeznaczyła wiele milionów dolarów. Społeczeństwo terroryzowane było przez szwadrony śmierci i wspierające je bojówki. Gospodarka de facto należała do kilku najbogatszych rodzin latyfundystów, podczas gdy większość obywateli żyła w nędzy. Jedyną opozycją wobec junty byli lewicowcy i progresywni chrześcijanie – tych drugich utożsamiano z teologią wyzwolenia i dlatego byli zwalczani zarówno przez juntę, miejscowych hierarchów, jak i papiestwo.

Zanim Romero zaczął działać w opozycji, najbardziej znanym krytykiem reżimu i obrońcą praw człowieka był o. Rutilio Grande. Ksiądz ten bronił chłopów pracujących na plantacjach trzciny cukrowej, za co w marcu w 1977 roku został zamordowany. Uznawany dotychczas za konserwatystę arcybiskup przejął pałeczkę naczelnego opozycjonisty kraju. Romero w niedzielę następującą po zamordowaniu o. Grande zabronił celebracji mszy w całym kraju. Jedynym miejscem, w którym odprawiono mszę, była katedra w San Salvador. Mszę osobiście celebrował arcybiskup.

Dwa lata później Romero pojechał do Watykanu, gdzie spotkał się z Janem Pawłem II. Arcybiskup przedstawił papieżowi dokumenty poświęcone prawom człowieka w swoim kraju. Po audiencji od Romero odwróciła się większość salwadorskich biskupów, którzy w maju tego samego roku wysłali do Rzymu list ze skargą na arcybiskupa. Duchowni zarzucali Romero, że usiłuje on zyskać osobistą popularność i podżega do rewolucji/walki klasowej w ojczyźnie.

Wolta duchownych (tylko jeden z grona biskupów pozostał wierny Romero) umożliwiła juncie podjęcie kroków przeciwko zasłużonemu obrońcy praw człowieka. Romero otrzymywał pogróżki, a pewnego dnia pod ołtarzem w jego kościele znaleziono ładunek wybuchowy. Arcybiskup nie zrezygnował jednak z walki z niesprawiedliwym ustrojem. W swoich kazaniach krytykował nie tylko miejscowych aparatczyków, ale również apelował o pomoc do społeczności międzynarodowej i wzywał prezydenta Cartera o wycofanie się z poparcia dla reżimu.

24 marca 1980 roku walkę arcybiskupa przerwał zamach na jego życie. Ksiądz został zastrzelony podczas celebrowania mszy świętej. Pogrzeb bohatera walki o demokrację zgromadził ponad milion osób z całego świata. Mordercami kapłana byli najprawdopodobniej członkowie salwadorskiego szwadronu śmierci przeszkoleni w finansowanej przez CIA Szkole Ameryk.

O jaką wspomnianą przez Cenckiewicza „złą sprawę” walczył Romero? Celem arcybiskupa był Salwador demokratyczny i solidarny, pozbawiony niesprawiedliwości społecznej i ucisku. Czy szeroko rozumiana równość społeczna i wolność nie była celem przyświecającym działalności Jezusa i pierwszych chrześcijan? Pozostaje więc zadać pytanie, kto ma więcej wspólnego z rdzennym chrystianizmem: arcybiskup Romero czy skrajna i nierzadko neoliberalna prawica gardząca egalitaryzmem?

Norman Tabor

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie