Piotr Wójcik: Najwyższy czas na progresję podatkową

·

Piotr Wójcik: Najwyższy czas na progresję podatkową

·

Współcześni Polacy chcą uchodzić za jeden z ostatnich bastionów cywilizacji zachodniej. Zwanej też przez prawicę cywilizacją judeochrześcijańską. W jej wizji w tym samym czasie, gdy kraje Europy Zachodniej pogrążają się w marazmie i barbarzyństwie, przyjmując na potęgę muzułmanów, którzy stopniowo doprowadzą do barbaryzacji całego zachodniego świata, Polska wciąż trzyma się filarów zachodniej cywilizacji. Stoi prosto, trzyma zachodni fason. W zasadzie już mało kto na Zachodzie myśli o zachowaniu zdobyczy naszej cywilizacji – poza nami robią to jeszcze może Amerykanie i Węgrzy. Ta historyjka jest miła dla niejednego nadwiślańskiego ucha, problem jednak z nią jest taki, że to Polska wciąż w niektórych obszarach tkwi w okowach barbarzyństwa. I jakoś nie zamierza przyjąć wielu zdobyczy cywilizacyjnych Zachodu – zdobyczy, które dla krajów zachodnich od lat są czymś zupełnie oczywistym. Jeśli chcemy rzeczywiście być stabilnym filarem cywilizacji Zachodu w niespokojnych czasach, dobrze byłoby najpierw tę cywilizację w całości przyswoić.

Gdzie Zachód, a gdzie Wschód

Jedną ze zdobyczy cywilizacji zachodniej jest progresja podatkowa – czyli taki system podatkowy, w którym zamożniejsi przekazują większą część swoich dochodów do budżetu państwa oraz samorządów. Ktoś może parsknąć śmiechem – jak to, rozwiązanie podatkowe filarem cywilizacji? Przecież to trywialne! Wręcz przeciwnie, system podatkowy to jeden z najważniejszych elementów porządku społecznego. Pokazuje on jak na dłoni, jakie są relacje w społeczeństwie między silnymi a słabymi. Na Zachodzie już dawno doszli do wniosku, że ci silniejsi powinni dokładać się bardziej do wspólnej kasy, skoro mają więcej ku temu możliwości i w większym stopniu korzystają na stworzonym przez wspólnotę porządku społecznym. Inaczej mówiąc, cywilizacja zachodnia przyswoiła już lata temu elementarne podstawy solidarności społecznej. Solidaryzm, zamiast wschodniego trzymania słabych pod butem silnych, to absolutnie jeden z filarów cywilizacji zachodniej.

W zasadzie trudno wskazać kraj Zachodu, w którym nie zainstalowano progresji podatkowej. W Europie Zachodniej to od lat oczywisty standard. W wielu krajach górna stawka podatku dochodowego od osób fizycznych wręcz wyraźnie przekracza 50 proc. Tak jest chociażby w Austrii (55 proc.), Holandii (52 proc.) czy Portugalii (56,5 proc.). W większości krajów Europy Zachodniej górna stawka PIT oscyluje w okolicach 50 proc. Poza wyżej wymienionymi, tak jest w Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Islandii, Hiszpanii, Niemczech, Norwegii, Słowenii, Szwajcarii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. Jak widać, są w tej grupie kraje zarówno z północy kontynentu, jak i południa. Nawet w USA, często stawianych za wzór przez wolnorynkowców, od lat funkcjonuje progresja podatkowa – nie zlikwidował jej nawet Donald Trump, który ograniczył się jedynie do obniżenia najwyższej stawki. Obecnie w USA jest aż siedem stawek podatku dochodowego od osób fizycznych, rozciągających się od 10 procent do 37 procent.

Gdzie standardem jest podatek liniowy? Przede wszystkim w krajach, które od cywilizacji zachodniej są dosyć daleko – nawet jeśli nie geograficznie, to na pewno mentalnie. W Europie podatek liniowy obowiązuje na przykład w Albanii, Białorusi, Czarnogórze, Macedonii i Rosji. Podatek liniowy jest więc bez wątpienia standardem wschodnim. W sumie nic dziwnego, to na wschodzie niepodzielnie rządzą oligarchowie, liczy się prawo siły. Nic więc dziwnego, że silne grupy interesu ze Wschodu nie pozwoliły na wprowadzenie progresji podatkowej, która uderzyłaby w ich przewagę ekonomiczną.

Płasko jak w Polsce

Jak to wygląda w Polsce? W tym zakresie wciąż tkwimy na Wschodzie. Formalnie przyjęliśmy minimalną progresję, wprowadzając dwie stawki PIT – 18 i 32 proc. Problem w tym, że próg dochodowy drugiej stawki jest tak wysoki, że płaci ją zaledwie 3 proc. podatników. Poza tym lepiej zarabiającym zapewniono możliwość przechodzenia na podatek liniowy dla przedsiębiorców. Z czego korzysta jakieś pół miliona najzamożniejszych Polaków.

Nawet jednak jeśli przeanalizujemy jedynie podstawowy system podatkowy znad Wisły, przymykając oko na liniowy dla przedsiębiorców, to i tak okaże się, że polski PIT jest niemal najbardziej płaski wśród krajów rozwiniętych. Efektywna stawka PIT dla Polaków zarabiających 67 proc. średniej krajowej to 6,4 proc., dla zarabiających średnią krajową to 7,2 proc., a 167 proc. średniej to 7,9 proc. Ktoś mógłby zapytać, co to za niskie liczby – przecież pierwsza stawka wynosi 18 proc. Tak, ale tu mowa o efektywnej stawce, czyli realnie płaconej – a polski PIT jest obniżany przez składkę zdrowotną, a jego podstawa opodatkowania o stałe koszty pracy i składki emerytalno-rentowe. Jak to wygląda średnio w OECD? Zarabiający 67 proc. średniej krajowej płacą 11,5 proc., zarabiający średnią krajową 15,7 proc., a 167 proc. średniej 21,5 proc.

Oczywiście ktoś mógłby celnie zauważyć, że należy analizować pełne efektywne obciążenie płacy, wraz ze składkami płaconymi przez pracownika oraz pracodawcę. Pełna zgoda i właśnie analizując w ten sposób daniny publiczne płacone przez polskich pracowników chyba najlepiej widać, jak bardzo płaski jest polski system podatkowy. Pełne obciążenie pensji wynoszącej średnią krajową to nad Wisłą 35,6 proc., a średnio w OECD 35,9 proc. Przeciętnie obciążenia płacy są więc w Polsce niemal identyczne, co średnia OECD. Zupełnie inaczej jednak jest już w dwóch pozostałych przypadkach. Zarabiający 67 proc. średniej w Polsce płacą 35 proc., tymczasem średnio w OECD 32 proc. Za to zarabiający 167 proc. średniej krajowej w Polsce płacą tylko 36,2 proc., przy średniej OECD 40,3 proc.

W Polsce obciążenia są więc niemal idealnie płaskie – odpowiednio 35, 35,9 i 36,2 proc. Pod tym względem przypominamy jedynie dwa kraje – Chile (7, 7 i 8,3 proc.) oraz Węgry (we wszystkich trzech przypadkach 46,2 proc.). Większa progresja podatkowa niż w Polsce jest nawet w Meksyku. Realna progresja jest również w krajach anglosaskich – nie tylko w USA i Wielkiej Brytanii, ale także w Australii i Kanadzie. Przykładowo w Szwajcarii efektywne obciążenia wynoszą odpowiednio 19, 22 i 26 procent. W Izraelu 15, 22 i 31 procent. W Szwecji 41, 43 i 52 procent. W Hiszpanii 36, 39 i 44 procent.

Rozleniwiający podatek liniowy

Oczywiście w Polsce bardzo silna jest frakcja przeciwników progresji. Mają oni na podorędziu jeden żelazny argument. Wyższe stawki PIT przy wyższych dochodach zniechęcają do pracy i zarabiania większych pieniędzy, gdyż podatnik odbiera to jako karę. Po co mam pracować więcej, skoro i tak mi to zabiorą. Ta teoria to jednak od początku do końca zwyczajne bzdury zarówno w sferze zwykłego zdrowego rozsądku, jak i danych z gospodarek realnych, a nie wymyślonych. Zdroworozsądkowo należałoby dojść do wniosku odwrotnego – skoro wyższe zarobki są obciążone nieco wyższą stawką, to obywatel ma wręcz motywację do dłuższej lub bardziej produktywnej pracy, jeśli chce otrzymać na rękę dochód, który sobie założył. Jeśli wyższe dochody będą obciążone taką samą stawką, to dobrze zarabiający szybciej osiągną zamierzony dochód netto i będą mogli szybciej zrobić sobie wolne. Zatem to podatek liniowy skłania do mniej intensywnej pracy, a nie odwrotnie.

Potwierdzają to dane z gospodarek. Raz, że kraje z najwyższymi górnymi stawkami PIT należą też do najlepiej rozwiniętych. Jak widać, progresja podatkowa nie przeszkodziła im w rozwoju. Dwa, kraje, które mają najwyższe wskaźniki aktywności zawodowej, mają też bardzo wysokie krańcowe stawki PIT. A przecież jeśli progresja zniechęca do pracy, powinno być to widać w ich wskaźnikach aktywności zawodowej. Pięć krajów w Europie o najwyższej aktywności zawodowej to Islandia, Szwajcaria, Szwecja, Holandia i Dania – wszystkie one mają krańcową stawkę PIT w okolicach 50 proc. W Szwecji wynosi ona nawet 57 proc. Piątka krajów OECD z największym zatrudnieniem wygląda niemal tak samo, tylko że zamiast Danii (8. miejsce) jest Nowa Zelandia. W Nowej Zelandii podatki są oczywiście niższe niż w Europie, ale także tam występuje silna progresja – różnica w opodatkowaniu osób zarabiających 67 i 167 proc. średniej krajowej wynosi tam aż 10 pkt. proc.

Jest w Polsce także niemała grupa osób, w tym aktywnych polityków, którzy chcieliby w ogóle likwidacji podatku dochodowego od osób fizycznych. Według nich dochody budżetowe z PIT są tak niewielkie, że, jak twierdzą, nie przekraczają kosztów poboru tego podatku. Akcja społeczna dot. likwidacji PIT była całkiem intensywna jeszcze w czasach aktywności Przemysława Wiplera. Niestety jej zwolennicy nie podawali, jakie są te koszty poboru PIT. W każdym razie dochody budżetu państwa z PIT mają być zbyt niskie, by uzasadniać jego istnienie. Dowodzili oni, że te ok. 50 mld zł to w sumie niewiele, skoro z samego VAT dochody są trzykrotnie wyższe. Problem w tym, że dochody budżetu państwa to tylko połowa wpływów z PIT – druga trafia do jednostek samorządu terytorialnego (JST). I jest to najważniejsze źródło dochodów dla JST. Gdyby zlikwidować PIT, polskie samorządy mogłyby się równie dobrze zwinąć i zamknąć interes. Tego niestety zwolennicy likwidacji PIT najwyraźniej nie wiedzą.

***

Dochody z PIT wynoszą nad Wisłą 5 proc. PKB. Tymczasem średnia OECD to 8,4 proc. PKB. Polskie państwo potencjalnie mogłoby więc znacznie zwiększyć swoje dochody z tego źródła, zwiększając daniny płacone przez lepiej zarabiających. Oczywiście należałoby to połączyć z obniżeniem PIT dla mniej zarabiających, by zwiększyć progresję i zmniejszyć nierówności. Niestety akurat obecna władza się do tego nie pali. Odstąpiła ona od bardzo dobrego pomysłu jednolitego progresywnego podatku dochodowego, gdyż spotkało się to z gremialnym oburzeniem prawicowych publicystów. Progresja podatkowa to zbyt wiele dla prawicowego rządu, nawet takiego z wyraźnym odchyleniem socjalnym. Dlatego też wprowadzenie progresji podatkowej nad Wisłą powinno być papierkiem lakmusowym dla nowych projektów politycznych na lewicy, od których powinniśmy się tego domagać absolutnie w pierwszej kolejności. Bardzo jestem więc ciekaw, jakie plany podatkowe będzie miało nowe ugrupowanie Roberta Biedronia. Jeśli kwestię progresji podatkowej potraktuje po macoszemu, będziemy mieli czarno na białym, że to co najwyżej lekko lewicujący liberałowie, którym nie warto dawać kredytu zaufania. Najwyższy czas skończyć z tym barbarzyństwem, jakim jest podatek liniowy – a zadbać o to najmocniej może jedynie lewica.

Piotr Wójcik

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie