Jan Gwalbert Pawlikowski: O celach i środkach ochrony przyrody [1920]

·

Jan Gwalbert Pawlikowski: O celach i środkach ochrony przyrody [1920]

·

Przyroda jest źródłem sił, składnicą materii pożytecznych dla gospodarstwa ludzkiego, jest wreszcie mieszkaniem człowieka. Wzrost ludności, rozwój wiedzy technicznej, chciwość kapitalizmu sprawiły, że gospodarka ludzka darami przyrody przybrała wyraźne cechy gospodarki rabunkowej. Sam interes ekonomiczny społeczeństwa wskazał na to niebezpieczeństwa – nie od dzisiaj już liczą się z nim ustawodawstwa. Zasada liberalizmu ekonomicznego musiała poczynić ustępstwa na rzecz interesu ogólnego – sama nawet treść prawa własności, jako prawa dowolnego rozporządzania swoją rzeczą, uległa w imię tego interesu pewnym ograniczeniom. Cały ich szereg zawierają ustawy lasowe, wodne, łowieckie, rybackie, górnicze, przemysłowe itd. Dotyczą te ograniczenia eksploatacji sił i materii – cele ich są wyłącznie ekonomiczne – nie dotyczą przyrody jako mieszkania ludzkiego.

Pierwszy wzgląd, który spowodował pewne kroki ustawodawcze w tej dziedzinie, był to wzgląd na zdrowotność. Powstały zakazy zanieczyszczania ziemi, wód i powietrza. Ale nie była to jeszcze ochrona oblicza ziemi dla niego samego, dla jego własnej ceny. Cena ta bowiem przedstawia wartości idealne, które wyższa dopiero kultura uświadomić sobie potrafi. Mieszkanie wpływa na fizyczną i duchową istotę człowieka – wpływa na jego zdrowie, na myśli, na spoczynek, na nastrój duchowy, na zdolność do pracy. Przywiązuje go do domu lub z domu wypędza. Brutalne instynkty i grube potrzeby uszlachetnia i obraca ku celom idealnym. Tak samo, i w większej jeszcze mierze, to mieszkanie powszechne, mieszkanie nas wszystkich, przyroda. Jeżeli kwestia mieszkań jest kwestią społeczną, bo leży w interesie ogólnej kultury, to tak samo za kwestię społeczną uznać trzeba sprawę tego powszechnego mieszkania, sprawę oblicza ziemi.

Wydaliśmy jedyne wznowienie najważniejszej, pionierskiej w skali świata, książki Pawlikowskiego poświęconej ochronie przyrody – do kupienia tutaj.

Ale jak mieszkanie wpływa na człowieka, tak też znowu człowiek wpływa na mieszkanie; jak mieszkasz, takim jesteś – oczywiście o ile warunki twego mieszkania zależą od twej woli. Potrzeba wyższego typu ludzkiego, ażeby stworzył sobie wyższy typ mieszkania, albo ażeby typu takiego zapragnął. Potrzeba też, ażeby to pragnienie uzyskało taką cenę, iżby przeważyło cenę ofiary, za którą ma być spełnione. Bo jakkolwiek niejeden rys oblicza ziemi da się zachować – ażeby tak powiedzieć – tylko za cenę miłości ku niemu, to przecież w wielu wypadkach zachowanie go nie obejdzie się bez ofiary materialnej; trzeba się będzie nieraz zrzec bezpośredniego materialnego pożytku dla zachowania dobra idealnego. Dla tej ofiary potrzeba pewnej kultury umysłu i serca; z drugiej też strony potrzeba żywego poczucia niebezpieczeństwa grożącego obliczu ziemi. To niebezpieczeństwo najwyraźniej się przedstawia w krajach o wysokiej kulturze ekonomicznej. Tam też budzi się najpierw idea ochrony przyrody. Budzi się często zbyt późno, kiedy resztki już tylko ratować przychodzi. Szczęśliwsze są w tym względzie kraje niżej dotychczas ekonomicznie rozwinięte, gdyż w sam czas jeszcze korzystać mogą z cudzego doświadczenia i przykładu.

Ochrona przyrody, w ściślejszym swym właściwym znaczeniu, jako ochrona oblicza ziemi jest jeszcze bardzo młoda; można powiedzieć, że jest dzieckiem XX wieku. Poprzedziła ją – zwykłą rzeczy koleją – propaganda kilku entuzjastów nadających jej cechy utopijne (głównie John Ruskin). Wkrótce jednak z obłoków zeszła na ziemię i szerzyć się zaczęła z niezwykłą szybkością. Zrazu zajęły się nią stowarzyszenia – za ich wpływem poczęły się pojawiać pojedyncze akty administracji państwowej, potem akty ustawodawcze zaradzające niektórym najpilniejszym potrzebom, wreszcie ustawy obejmujące zasadniczo całą dotyczącą dzielnicę. Polska właśnie stoi przed takim problemem. Budując od podstaw całe ustawodawstwo, ma weń wcielić jako całość organiczną i skończoną także sprawę ochrony przyrody. Inicjatywę podjęto już z dwóch stron: ze strony Ministerstwa Oświecenia i ze strony Ministerstwa Sztuki i Kultury.

Motywy ochrony przyrody mogą być różne; można je podzielić na trzy grupy. Pierwszą stanowi motyw natury estetycznej, dążący do zachowania piękna krajobrazu. Chodzi tu przy tym zwykle nie o piękno w znaczeniu oderwanym, ale o pewne swoiste cechy tego piękna; o te cechy znamienne, które wyróżniają krajobraz jednej okolicy od innych i są szczególnie drogie sercu mieszkańców. Na te cechy składa się nie sama przyroda, ale także pierwiastki etnograficzne, a w szczególności budownictwo. Ze sprawą ochrony przyrody łączy się tu pokrewna sprawa „ochrony swojszczyzny”, która współcześnie z tamtą – głównie za wzorem Niemiec („Heimatschutz”, „Heimatpflege”) – zyskała wielkie znaczenie. Dla ogółu ta postać ochrony przyrody jest najbardziej zrozumiałą i porusza najsilniej struny uczuciowe. Ponieważ skuteczna ochrona przyrody bez spopularyzowania jej w szerokich masach przeprowadzoną być nie może, każde zatem ustawodawstwo z tym właśnie motywem przede wszystkim liczyć się musi i niejako pod jego osłoną realizować także inne zadania.

Drugim motywem ochrony, łatwo zrozumiałym i pod tym względem podobnym do poprzedniego, jest motyw historyczno-pamiątkowy. Nawet legenda przywiązana do pewnych tworów przyrody, jak do drzew, kamieni itp., może dać powód do ochrony. Można powiedzieć, że ochrona tego rodzaju jest bardzo starą i wyprzedziła prądy współczesne.

Trzecim wreszcie motywem jest motyw przyrodniczo-naukowy. Jest to motyw już współczesny zupełnie i mniej od tamtych popularny. Wysunęła go nauka, która ze zniszczeniem pewnych tworów przyrody i pewnych ukształtowań skorupy ziemskiej traci przedmiot badania, ogniwa łączące w całość zrozumiałą oderwane na pozór zjawiska i świadectwa minionej przeszłości.

Poszczególne ustawodawstwa wysuwają na czoło to jeden, to drugi motyw; i tak w Prusach motyw przyrodniczo-naukowy był zrazu dominującym (rozp. min. z paźdz. 1906 o utworzeniu urzędu ochrony przyrody), ustawa francuska z 21 kwietnia 1906 chroni pewne okolice i pewne twory przyrody wyłącznie dla ich wartości estetycznej itp.; do ustaw obejmujących całość motywów należą np. ustawa bawarska lub heska; w tekście tej ostatniej powiedziano, że ochronie podlegają twory przyrody, „których zachowanie bądź ze względów historycznych, bądź przyrodniczo-naukowych, bądź dla piękności lub cech swoistych krajobrazu, leży w interesie publicznym”.

Co do zakresu ochrony, to mogą jej podlegać albo całe przestrzenie albo też pewne twory przyrody żywej lub martwej, oznaczone indywidualnie (jak np. pewne drzewa odznaczające się pięknością, wiekiem lub innymi szczególnymi cechami) lub gatunkowo, lub wreszcie jako grupy (np. pewien gatunek roślin na granicy swego geograficznego zasięgu). Przestrzenie chronione noszą nazwę rezerwatów. Te są albo „zupełne”, albo „niezupełne”, czyli „półrezerwaty”. Rezerwaty zupełne są zasadniczo nienaruszalne; wszelka gospodarka ludzka jest na nich wykluczona. W półrezerwatach dopuszczone są pewne formy gospodarki (pasterstwo), inne zaś, o ile nie są zupełnie wykluczone, podlegają pewnym ograniczeniom lub kontroli władz ochronnych. Tworzenie rezerwatów, zwłaszcza zupełnych, jest sposobem chronienia przede wszystkim przyrody dzikiej, nie dotkniętej jeszcze przez kulturę.

Tak np. ochrona Tatr powinna dokonać się sposobem urządzenia z nich rezerwatu, a to w pewnych częściach zupełnego, w innych zaś niezupełnego, w którym by prowadzenie dróg jezdnych, budowanie domów, eksploatacja sił wodnych i kopalin zależne były od specjalnego w każdym wypadku i ściśle określonego zezwolenia władz ochronnych. Zarówno piękność krajobrazowa, jak i wartości naukowo-przyrodnicze w ten tylko sposób mogą tu być zachowane. Urok gór wysokich polega na ich dzikości; przez nieopatrzne wkroczenie kultury urok ten może zostać niepowrotnie zniszczony. A wartości, które powstaną, nie opłacą może ani w setnej części wartości straconej. Bo to jest wartość jedyna i nie dająca się już nigdy i niczym zastąpić. Podobne, mniejsze już rezerwaty, powinny powstać i w innych okolicach Polski, dla zachowania potomności pewnych typów przyrody pierwotnej, jak puszczy leśnej, bagien, stepu, wrzosowisk itp., o ile zabytki takie w ogóle jeszcze istnieją.

Wielkie rezerwaty najłatwiej stworzone być mogą w krajach rzadko zaludnionych lub posiadających znaczne przestrzenie pustynne. Najliczniejsze i największe rezerwaty mają Ameryka Północna i Szwecja. Amerykański Yellowstone-park jest najstarszym (r. 1872) i największym (8875 km kwadr.) rezerwatem na świecie.

Inne zadania i granice postawić sobie musi ochrona przyrody w okolicach zaludnionych i oddanych kulturze. W pewnym, ograniczonym znaczeniu można by wprawdzie i tu mówić o „półrezerwatach”, wtedy mianowicie, kiedy dla pewnych okolic wydano specjalne przepisy prawne, odnoszące się do ich zabudowywania, prowadzenia dróg itp., a to ze względu na zachowanie ich piękności lub cech swoistych. Takie specjalne normy stwarza np. ustawa pruska z dn. 15 lipca 1907 r. (gegen bauliche Verunstaltung des Landschaftsbildes), zmierzająca do ochrony pewnych okolic przed zeszpeceniem przez nieprzystosowane do ich charakteru budynki. W ogóle jednak w okolicach oddanych kulturze, ochrona przyrody poprzestać musi na chronieniu pewnych tylko jej tworów. Dla takich tworów chronionych wynaleziono nazwę „pomników przyrody” (Naturdenkmäler, monuments naturels) zapewne dlatego, że w pojęciu pomnika mieści się zadanie przechowania czegoś w pamięci. Używane u nas niekiedy słowo „zabytek” wcale temu pojęciu nie odpowiada; „zabytek” bowiem jest to pozostałość, resztka, ruina; ochrona przyrody bierze w opiekę także i „zabytki”, ale to zadań jej nie wyczerpuje i takiej cmentarnej cechy zgoła ona na sobie nie nosi.

Pełna zatem ochrona przyrody wymaga zarówno chronienia poszczególnych tworów, jak i tworzenia rezerwatów, a nadto opieki nad krajobrazem, celem ustrzeżenia go przed szpeceniem przez niestosowne budowle, źle prowadzone drogi, szyldy reklamowe itp. W takiej opiece nad krajobrazem mieści się już nie tylko jego chronienie, to jest utrzymanie w pierwotnej postaci, ale i jego kształtowanie. Ta idea jest starszą od idei ochrony przyrody, a pielęgnowaną była przez tak zwane towarzystwa upiększania kraju. Zwolennicy ochrony przyrody zajęli zrazu wobec „upiększaczy” wrogie stanowisko. Przyrody nie można upiększyć – mówiono – trzeba ją tylko zachować w jej pierwotnej postaci. Nie liczono się z tym, że w okolicach przeoranych pługiem kultury nie ma już przyrody w pierwotnej postaci. Dzisiaj te dwa prądy zaczynają godzić się z sobą, przy czym idea ochrony zmodyfikowała w znacznej mierze dawniejsze pojęcia o istocie i sposobach upiększania. W tej nowoczesnej swojej formie idea upiększania staje dziś jako idea „opieki nad krajobrazem”, w okolicach kulturze oddanych, wspólnie z ideą ochrony do walki o piękno oblicza ziemi.

Ochrona przyrody polega na zabezpieczeniu chronionych obiektów przed zniszczeniem lub zmianą. Działanie ochronne mieści w sobie wyszukiwanie, badanie i zakwalifikowanie do ochrony, obmyślenie sposobów zabezpieczenia (np. przez oznaczenie, ogrodzenie, ustanowienie straży itp.), wreszcie utrzymywanie w ewidencji, nie tylko przez inwentaryzację, ale przez ciągłą kontrolę na terenie.

Najważniejszą i najtrudniejszą wszakże kwestią jest ustosunkowanie ochrony do prawa własności. Ochrona bowiem pociąga za sobą z konieczności ograniczenie swobodnego władania daną rzeczą przez właściciela. Na drodze prawa pospolitego można to ograniczenie osiągnąć przez umowę, bądź darmową, bądź odpłatną, albo przez jednostronny akt prawny ze strony właściciela (dar, fundacja, legat itp.), wreszcie można dany przedmiot wykupić. Nawet tam, gdzie administracja państwowa zainteresowała się już sprawą ochrony przyrody, poprzestaje ona często na tych środkach prawa pospolitego.

Dalszym stadium rozwojowym jest wprowadzenie ustawodawstwa dla celów ochrony nowych norm ograniczających przedmiotowy zakres prawa własności, norm różniących się motywem, ale nie istotą od ograniczeń tego rodzaju, jakie znały już od dawna ustawy ekonomicznej natury, jak lasowa, wodna, rybacka, łowiecka i inne.

Wreszcie w ostatnim stadium rozwojowym ochrona przyrody uznaną zostaje za interes publiczny, tak ważny, że uzasadnia nawet wywłaszczenie lub przymusowe ograniczenie podmiotowego prawa własności przez ustanowienie tak zwanej – wedle terminologii prawnej francuskiej – „służebności administracyjnej”, jedno i drugie oczywiście za wynagrodzeniem materialnej szkody. Taki przymus wprowadził już wcześnie szereg ustawodawstw, jak np. francuskie, heskie, oldenburskie, brunszwickie, norweskie, kantonalne berneńskie, fryburskie itd., a później przymus taki wprowadziły wszystkie prawie ustawodawstwa. Jest to w zasadzie słuszne. Jednakowoż radykalne i jednostronne stosowanie przymusu ma tę złą stronę, że czyni całą sprawę ochrony przyrody niepopularną, a nawet nienawidzoną, skuteczność zaś takiego radykalizmu jest wątpliwą, gdyż wszelkie wywłaszczenie powoduje wysokie koszty, dla których niejeden akt ochrony, który w innej drodze mógłby być skutecznie dokonany, w ogóle poniechanym zostaje.

Ochroną przyrody zajmowały się zrazu stowarzyszenia; gdy funkcję tę podjęły państwa, oparły się niejednokrotnie wprost na stowarzyszeniach. Tak więc na przykład w Bawarii państwo dla pozyskania organu centralnego stworzyło tylko jak gdyby wydział stowarzyszeń, do którego weszli jeszcze dodatkowo urzędnicy (Landesausschuss für Naturpflege). W ogóle w organizacji ochrony przyrody charakterystycznym jest szeroki udział żywiołu obywatelskiego: urzędnikom brak w tej dziedzinie zazwyczaj i kwalifikacji, i zainteresowania. W Prusach, na podstawie rozporządzenia ministerstwa oświaty z 30 maja 1907, potworzyły się komitety prowincjonalne, powiatowe i miejscowe, w których obok urzędników zasiadają reprezentanci stowarzyszeń i inne szczególnie zainteresowane lub kompetentne osoby prywatne. Wydziału centralnego na podobieństwo Bawarii nie utworzono – całe kierownictwo, pod nazwą Staatliche Stelle für Naturdenkmalpflege, oddano w ręce jednego człowieka, profesora Conwentza, wydział centralny zastąpiły poniekąd periodyczne zjazdy sekretarzy komitetów. We Francji żywioł obywatelski wchodzi do komisji departamentalnych, w których prócz urzędników i reprezentantów rady generalnej departamentu zasiadają ludzie nauki, artyści i literaci. Centralnej rady tutaj brak. W Belgii natomiast utworzono centralną radę, założoną podobnie jak komisje departamentalne francuskie, komisji zaś prowincjonalnych nie ma. W Oldenburgu istnieją rady prowincjonalne (Denkmalrat), właściwe jednak działanie spoczywa w rękach konserwatorów (Denkmalpfleger), instytucji utworzonej na modłę konserwatorów sztuki, którzy nie są urzędnikami, ale osobami mianowanymi ze sfer obywatelskich jako rzeczoznawcy i doradcy. Ujawnia się w tej instytucji inna charakterystyczna cecha organizacji ochrony przyrody, mianowicie ta, że powołane są do niej osoby o kwalifikacjach bądź naukowych, bądź artystycznych. Ta nowa gałąź administracji państwowej podobną jest w tym względzie do organizacji państwowych biur statystycznych, na których czele stoją uczeni, zwykle będący równocześnie profesorami uniwersytetu. W Szwecji wprost cała sprawa ochrony przyrody powierzoną jest akademii umiejętności.

Dalszy wymóg państwowej organizacji ochrony przyrody pochodzi stąd, że ta ochrona z natury rzeczy jest nie tyle osobną gałęzią administracji, co ideą, która wszystkie poszczególne gałęzie ma przenikać. Nie trzeba długo dowodzić, ile w sprawie ochrony przyrody może zdziałać lub ile może tej sprawie zaszkodzić, oględna lub nieoględna, należycie uświadomiona lub nieuświadomiona w tej dziedzinie administracja domen, górnictwa, przemysłu, komunikacji, rolnictwa, robót publicznych lub spraw wojskowych. Wszyscy obywatele państwa razem wzięci nie mogliby zapewne wyrządzić tyle szkody idei ochrony przyrody, ile jej wyrządzić może państwo samo przez swoje organa. Z tego powodu niezmiernie ważną i godną naśladowania jest instytucja pruska międzyministerialnego wydziału ochrony przyrody. Z inicjatywy tego wydziału wszystkie prawie ministerstwa wydały dla podwładnych sobie urzędów rozporządzenia w interesie ochrony przyrody.

Polska, wprowadzając u siebie ochronę przyrody, mogła korzystać z doświadczeń poczynionych gdzie indziej; pierwszym krokiem było utworzenie w grudniu 1919 r. Tymczasowej Komisji Ochrony Przyrody. Zasadnicze rysy organizacji, których przykłady podałem, powtarzają się i tutaj. Komisja złożona była z żywiołów obywatelskich, a weszli do niej przede wszystkim ludzie nauki. Stanowiła ona organ pomocniczy i doradczy Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, do którego to ministerstwa sprawy ochrony przyrody należeć miały. Charakter jej był tymczasowy; miała ona podjąć co pilniejsze zadania ochrony przyrody, głównym jej jednak celem było obmyślenie programu i metod tej ochrony, wytworzenie kadr organizacyjnych i wypracowanie projektów ustaw i rozporządzeń. Ten pierwszy krok uważać należy za szczęśliwy. Wobec nowości bowiem tej sprawy i braku przygotowania do niej zarówno w społeczeństwie, jak i w ustawodawstwie, budowanie od razu wykończonej organizacji i ustawodawstwa byłoby robotą bez fundamentów. Pewna decentralizacja, której zakres rozmaicie może być pojmowany, ale zawsze niezbędna w gotowej już budowie, ażeby działaniem ochronnym sięgnąć można we wszystkie zakątki, w początkach nie tylko nie jest potrzebną, ale mogłaby być szkodliwą. Nie jest potrzebną dlatego, bo zanim się sięgnie do rzeczy dalekich i mniej ważnych, trzeba najpierw załatwić najbliższe i najważniejsze, te zaś mogą być załatwione z centrali; szkodliwym zaś mogłoby być rozstrzelenie akcji tam, gdzie nie wytworzono jeszcze jednolitego programu i jednolitych metod działania. Gdyby nadto taką akcję podjęli ludzie, dla których ona jest jeszcze nowością, mógłby powstać chaos, któremu później nie łatwo można by zaradzić. Zatem dalsze ogniwa organizacyjne tworzyć wypadnie dopiero wtedy i tam, gdzie tego już zajdzie potrzeba i kiedy ludzie, teren i metody będą przygotowane. Tak samo i ustawodawstwo powstawać musi organicznie i nie musi być dziełem jednej chwili. Splatać się ono będzie licznymi nićmi z ustawodawstwem cywilnym, karnym i administracyjnym, liczyć się też musi z organizacją władz. Zresztą ustawy wynikać powinny z życia i praktyki, a nie rodzić się przy zielonym stoliku.

W ramach organizacyjnych, które sobie sama wypracowała, działała Komisja Tymczasowa owocnie aż po dzień 10 czerwca 1925 r., w którym to dniu uzyskała podstawy prawne przez rozporządzenie Rady Ministrów „O trybie załatwiania spraw ochrony przyrody” i przemianowaną została na Państwową Radę Ochrony Przyrody. Przewodniczący jej otrzymał tytuł i charakter Delegata Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego do spraw ochrony przyrody. Zasadnicze rysy nowej organizacji pozostały te same. Wreszcie wydana 10 marca 1934 r. Ustawa o Ochronie Przyrody ustaliła ostatecznie organizację, przydając rozbudowę w kierunku decentralizacji przez utworzenie organów prowincjonalnych w postaci „konserwatorów” mianowanych przy województwach, tudzież oddziałów ochrony przyrody w miastach uniwersyteckich.

Poza tym, niezależnie od organizacji państwowej, która może zawieść, społeczeństwo winno wytworzyć własne organa, na które w razie potrzeby mogłoby z ufnością złożyć ciężar propagandy i realizacji idei. Ochrona przyrody wtedy tylko może być bowiem należycie przeprowadzoną, kiedy wniknie jako idea w szerokie masy i znajdzie podstawy w uczuciu miłości ziemi rodzinnej. Ku temu zaś oprócz oparcia się we właściwym działaniu o żywioły obywatelskie, potrzeba usilnej propagandy słowem i pismem, pouczeń w szkołach wszelkiego typu, popularyzacji przy pomocy muzeów prowincjonalnych, demonstracji na terenie wycieczek krajoznawczych itp.

Tak pojęta i urzeczywistniona ochrona przyrody będzie potężną dźwignią kultury i czynnikiem uobywatelnienia.

Jan Gwalbert Pawlikowski

Powyższy tekst pierwotnie ukazał się w piśmie „Ochrona Przyrody”, zeszyt 1, 1920 r. Następnie w wersji lekko rozszerzonej i uwspółcześnionej zamieszczono ją w: Jan Gwalbert Pawlikowski – „O lice ziemi. Wybór pism”, Warszawa 1938. Przedruk za tym ostatnim źródłem, poprawiono pisownię według obecnych reguł.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie