O zielony nowy ład – z ludzką twarzą

·

O zielony nowy ład – z ludzką twarzą

·

Jeśli transformacja energetyczna ma mieć sens, to musi ona służyć ludziom i klimatowi, a nie zyskom. Jeśli Nowy Zielony Ład ma ocalić ludzkość, to musi on zadziałać w skali globalnej, w sposób zrównoważony i systemowy. Jeśli energetyka węglowa ma być wygaszana, niech odbędzie się to w cywilizowanych warunkach. Nowy Zielony Ład musi się przejawiać w rosnącym dobrostanie ludzkości, a nie w postaci wykresów ekonomicznych.

Wiele jest kwestii z pogranicza energetyki i ekologii, które co dociekliwsi wykorzystują jako argumenty jedni przeciw drugim, ale kiedy na nie popatrzeć i nie oddzielać ekonomii od ekologii, technologii i spraw społecznych, to czasem widać co może się kryć za pięknym hasłem o ochronie klimatu. I nie są to miłe perspektywy.

Dlaczego ekologom powinno zależeć na obronie polskiego górnictwa tak jak górnikom?

Podstawowym problemem, jaki dotknie Polskę w procesie transformacji energetycznej, która już wydaje się przesądzona, niezależnie pod jakimi hasłami przebiegnie, będzie konieczność wygaszenia górnictwa. Tak przynajmniej wynika z celów klimatycznych postawionych przez UE. Wydaje się to dzisiaj dogmatem nie do podważenia i chyba nawet górnicze związki zawodowe przyjęły to wiadomości. Ale nie takie dogmaty obalano, kiedy ktoś podrążył temat. Na pewno jest kilka przesłanek, które każą się zastanowić, czy na pewno trzeba wygaszać polską energetykę węglową tak szybko. Przede wszystkim węgiel nie zniknie z europejskiego miksu energetycznego natychmiast po zamknięciu polskich kopalń. Potrwa to wiele lat i w tym czasie węgiel będzie spalany w polskich i europejskich elektrowniach. Będzie to węgiel spoza Europy. Koszty przyrodnicze i społeczne tego importu są ogromne. Wskazuje je Związek Zawodowy „Przeróbka” w swoim „Manifeście na rzecz sprawiedliwej transformacji energetycznej. Właściwie dość powszechna jest już wiedza, że chodzi o to, aby węgiel był tani, nawet za cenę naruszania praw człowieka, pracownika i dewastacji kolejnych kluczowych obszarów przyrody. Jeśli więc odchodzimy od węgla, niech stanie się to w cywilizowanych warunkach, a takie mimo wszystko jeszcze w polskim górnictwie panują, choć prawie wszystko jest do poprawy. A może ten proces wymaga ściągnięcia cugli, bo likwidatorów chyba konie poniosły.

Do czego ekonomizm sprowadził Nowy Zielony Ład

W powszechnej opinii przyjęła się alternatywa kusząca prostotą: albo klimat, albo węgiel. Podzieliła ona ekologów i górników na dwa przeciwstawne obozy, które mają cele nie do pogodzenia. Ekonomizm Nowego Zielonego Ładu pozostaje tutaj w ukryciu. Wychodzi na jaw dopiero, gdy odrzuci się tę nieprawdziwą alternatywę i postawi pytanie: „jakie jest miejsce węgla w transformacji energetycznej?”. Odpowiedzi są oczywiste, bo powszechnie wiadomo, że w dość długim okresie przejściowym będzie on paliwem zapewniającym stabilność systemów energetycznych. Po tym czasie z pewnością stanie się surowcem przemysłowym i należy przypuszczać, że jego cena, jako surowca, znacznie wzrośnie, gdyż inwestycje w złoża będą musiały się co najmniej zwrócić w cenie, a ponieważ wolumen wydobycia spadnie, to cena jednostkowa wzrośnie. W unijnych planach jest wyznaczenie europejskich rezerw surowców, w czym upatruje się szans dla polskiego górnictwa. Mówił o tym komisarz UE Thierry Breton. Nawiasem mówiąc, złoża węgla koksowego Jastrzębskiej Spółki Węglowej już znalazły się na europejskiej liście surowców strategicznych (za: Rzeczpospolita, Anna Słojewska: „Europejski głód krytycznych surowców”, 4 września 2020). Nie ulega wątpliwości, że ogromną, o ile nie pierwszorzędną rolę gra tu interes ekonomiczny i byłoby głupotą rezygnować zbyt szybko z czegoś, co za jakiś czas okaże się surowcem przemysłowym.

Z drugiej strony przemysł OZE, jeśli jest ukierunkowany głównie na korzyści ekonomiczne i technologiczne, przynosi więcej szkody niż pożytku. Przykład Kalifornii pokazuje, że takie inwestycje podejmowane bez uwzględnienia całego ekosystemu przynoszą skutki katastrofalne. Dziś Kalifornię dręczą susze i pożary m.in. dlatego, że swego czasu stawiano tam bez opamiętania wiatraki, których potężne fundamenty „wycisnęły’ resztki wód gruntowych i zamieniły w pustynię wielkie połacie stanu. To, co się dzisiaj dzieje, to konsekwencje. Drugą konsekwencją jest konieczność czerpania dodatkowej mocy z energetyki konwencjonalnej, pod groźbą blackoutu, gdyż zwiększyło się zapotrzebowanie na moc z powodu coraz większego zapotrzebowania do zasilania urządzeń klimatyzacyjnych. Cel ekologiczny okazał się klapą. Całą inwestycję stanu Kalifornia i buńczuczne zapowiedzi, że będzie to stan w 100% bezemisyjny można byłoby uznać za nadgorliwość tamtejszych władz, gdyby nie to, że rynek energii odnawialnej jest rynkiem innowacji, atrakcyjnym miejscem zarobku i ciągle się rozwija, więc tego aspektu nie sposób pominąć.

Nowy Zielony Ład jest wzniosłym hasłem. Ale pod równie wzniosłymi hasłami wolności i demokracji dokonywano skoku na rynki ropy na Bliskim Wschodzie i nie tylko. Czy nie powinno się najpierw zweryfikować, czy Nowy Zielony Ład nie jest skokiem na kasę w wykonaniu światowych gigantów? Bo gdy się weźmie pod uwagę, że do tej pory nie ma podatku od śladu węglowego oraz systemu globalnej subwencji dla krajów, które będą utrzymywały na swoich terytoriach nienaruszone ekosystemy, to trudno o zaufanie. Przecież na zdrowy rozum od tego powinno się zacząć. Ale podatek od śladu węglowego podniesie ceny towarów i nie będą już tak dobre, bo tanie. A bogata część Europy chce mieć towary dobre, bo tanie i nie ponosić przykrych skutków ubocznych ich produkcji. Żeby było miło, tanio, czysto i zdrowo. Sprawa śladu węglowego odwraca dyskusję.

Nawet ta taniość energii odnawialnej nie przekonuje, bo wypada zapytać, ile skorzystali na niej polscy odbiorcy. Kiedy w styczniu i lutym do polski płynęły nadwyżki energii z krajów UE, podobno prawie za darmo, nie skorzystał na tym ani jeden odbiorca. Nie odczuli tego ci, który mają wielkie trudności z płaceniem słonych rachunków za prąd, nie odczuli ci, którym już prąd wyłączono. A podobno było za darmo? Nie można było dać skorzystać ludziom? No raczej nie, z tego samego powodu, z którego lepiej zniszczyć żywność niż oddać potrzebującym. To jest biznes, a nie filantropia.

Czego nie wolno nam stracić?

Przede wszystkim suwerenności energetycznej i stabilności systemu energetycznego. To są sprawy fachowe, ale wiadomo, że energia z OZE jest kapryśna tak jak żywioły, z których pochodzi. Stabilne źródła są potrzebne. Niektórzy mówią o atomie, inni o gazie, ale pokazały się technologie (m.in. w Japonii) bezemisyjnego spalania węgla, odgazowywania go itd. Póki co Polska dysponuje tylko węglem i byłoby samobójstwem uzależnić się od surowców krajów trzecich, póki nie mamy nic innego. W każdym razie utrata suwerenności energetycznej uczyni gospodarkę Polski jeszcze bardziej peryferyjną, a kraj właściwie bezbronny przed dywersją energetyczną.

Nie wolno utracić tradycji i kulturowego dziedzictwa regionów górniczych, głownie Górnego Śląska. Kultura tego regionu oparta jest na węglu. Nie może dojść do utraty takiej cywilizacji jak nie przymierzając wyginięcia górników-Krasnoludów z ksiąg Tolkiena. Należy tradycje górnicze kultywować, na nich budować region i nie wyrzekać się górnictwa, choćby dało się je utrzymać tylko w niedużej części.

Nie wolno utracić miejsc pracy i dochodu. Choć w polskim górnictwie jest sporo do poprawy, to utrata miejsca pracy o europejskim standardzie stworzy miejsca pracy, gdzie prawa pracownicze i prawa człowieka nie będą w ogóle przestrzegane, a tak dzieje się w większości krajów, z których płynie tani węgiel,

Co powinien nam dać Nowy Zielony Ład?

Celem NZŁ powinny być dobrostan społeczny i bezpieczeństwo, a nie zyski graczy rynkowych. Gwarantowany dostęp do możliwie czystej energii, poprawa stanu klimatu oraz korzyści dla pracowników i polityki społecznej. Brzmi jak sielanka, ale wystarczy podjąć temat wykluczenia energetycznego i jak na dłoni widać, że w Polsce mamy ukryte zapotrzebowanie na energię. Jest to 14% wykluczonych potencjalnych odbiorców, zatem jest dla kogo budować wiatraki i panele bez konieczności drastycznego ograniczania mocy z węgla. To tania energia – nie dość, że zielona, to jeszcze z wymiarem socjalnym. Oczywiście można mnożyć listę życzeń wobec sprawiedliwej transformacji, która chwilowo przyjmie wszystko bez konsekwencji, bo i tak rządzi głownie ekonomia. Gdyby można wybierać, czyją znaną twarz powinien mieć Nowy Zielony Ład, to lepiej, żeby miał łagodne i społeczne oblicze papieża Franciszka, niż złą, bezwzględną i zawziętą twarz Leszka Balcerowicza.

Jarosław Niemiec

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie