Justyna Budzińska-Tylicka: Nasz program (1929)

·

Justyna Budzińska-Tylicka: Nasz program (1929)

·

Przy codziennej walce o każdy kawałek chleba, przy ciągłym niedostatku, szczególniej licznych rodzin po wsiach, jak i w miastach, nie zawsze stroskani rodzice mają czas i chęć, by głębiej zastanowić się nad niesprawiedliwościami wynikającymi z ustroju społecznego.

Jedni znoszą swą niedolę w obojętności i pokorze, przemęczeni pracą i trudem ponad siły, a drudzy, inteligentniejsi szukają poprawy, wytężając wszystkie swe siły, oszczędzając co się tylko da – a tylko uświadomiony człowiek rozumie, że oprócz tego konieczna jest solidarna praca w związkach i ciągłe dopominanie się lepszych praw i ciągłe żądanie spełnienia już wywalczonych praw, bo tylko w ten sposób można i trzeba stale i wytrwale niszczyć wyzysk i niesprawiedliwość społeczną.

Jedne z tych praw obejmują sprawy dotyczące całego państwa – to są prawa polityczne, inne, dotyczące codziennego życia ludu pracującego, jego dobrobytu i zdrowia, to są prawa społeczne.

Choć sprawy polityczne są trudniejsze do zrozumienia, ale jednak trzeba najważniejszymi się interesować, tak samo na wsi, jak i w mieście, tak samo mężczyźni, jak i kobiety; bo wszyscy jesteśmy obywatelami Państwa polskiego, bo wszyscy płacimy podatki na utrzymanie i rozwój naszego państwa, bo wszyscy, przez głosowanie do Sejmu i do rad miejskich i do rad gminnych, głosujemy i wybieramy posłów i radnych.

Toteż, kiedy teraz jest postanowione, że zmieniać ma Sejm prawa, które rządziły dotąd Polską przez te 8 lat, to powinniśmy wszyscy żądać, żeby te prawa, nazwane Konstytucją, nie tylko nie były pogorszone, ale przeciwnie, żeby były polepszone – dla tej najważniejszej części narodu, która daje swą pracę i swój rozum. To znaczy dla ludu pracującego na wsi i w mieście i dla inteligencji pracującej, a dla tych, co nie pracują ani mózgiem, ani rękoma, a tylko żyją kosztem pracy innych i opływają w bogactwa, to takie prawa powinny być zmienione, by wszyscy musieli pracować.

Oprócz niepogorszenia praw musimy dopominać się, by dobre prawa już uchwalone przez Sejm były nareszcie dobrze wykonywane. Jak Ochrona pracy, która ma bronić pracujących od niszczenia swego zdrowia w brudzie i zaduchu i złych wyziewach fabrycznych; jak przestrzeganie 8-godzinnego dnia pracy, żeby nie zamęczać się długą pracą i mieć czas na odpoczynek, na dalszą naukę i na przyjemności kulturalne, jak różne ubezpieczenia społeczne od bezrobocia, od choroby, od kalectwa itp., a oprócz tego powinny być prawa zabezpieczające starość ludziom pracy.

Wiele, wiele jest tych różnych praw, ale tu chcę specjalnie mówić o tych, które są najpilniejsze dla szczęścia rodziny, dla dobra dzieci, dla wyswobodzenia kobiety z jej codziennych cierpień, trosk i straszliwego przemęczenia w pracy.

Chyba na pierwszym punkcie postawić tu trzeba tę straszną klęskę, która po wojnie nastała i do dziś tak trapi biedne i mniej biedne rodziny robotnicze po miastach, miasteczkach i po wsiach – to klęska mieszkaniowa, to ten straszliwy brak dachu nad głową, gdy parę rodzin musi często razem mieszkać, albo rodzice z 4, 5 i 6 dzieci gnieżdżą się w ciasnocie i zaduchu w suterynach, na poddaszach, albo w wilgotnych, ciemnych, nieludzkich norach. A z tej ciasnoty powstają różne kłótnie, demoralizacja i pijaństwo. Mąż ucieka do karczmy, bo nie ma domów ludowych, by odpoczął i poczytał po pracy, a kobieta – matka, gospodyni to męczennica od świtu do nocy, a dzieciska nieszczęśliwe źle chowane. Zdrowe, tanie, wygodne mieszkania to szczęście, zdrowie, i moralność całych rodzin – ludu pracy.

Na drugim miejscu żądać musimy, żeby była dobra, sprawiedliwa uczciwa opieka nad matką i dzieckiem. Przecież taki wyzysk pracy, jaki istnieje dziś dla kobiety, która rodzi dzieci, karmi je, wychowuje, prowadzi całe gospodarstwo, a oprócz tego jeszcze musi zarabiać poza domem, czy jako wyrobnica, czy jako robotnica fabryczna – toż to okropna niesprawiedliwość!

A to dlatego, że mężczyźnie, ojcu rodziny za mało płacą, albo biedaczysko traci zupełnie robotę i jako bezrobotny szuka na próżno lub źle szuka i niedbale. A cały kłopot na barkach biednej matki i żony! Tak być dalej nie może! A jeszcze teraz od panów i pań rozpustnych przyszła do proletariatu moda rzucania swych żon z małymi dziatkami – by z młodymi dziewczętami szukać zadowolenia.

Nieszczęsne te opuszczone rodziny pozostają w nędzy, matka rozpacza – nie może sobie dać rady – a na opuszczającego rodzinę ojca i męża nie ma dotąd żadnego prawa. A jeszcze gorzej ma matka nieślubna z dzieciątkiem przy piersi: nikt jej nie chce wspomóc, wszyscy potępiają, dziecko ginie z głodu.

Trzeba z tą niesprawiedliwością skończyć! Powinno być nareszcie w Polsce takie prawo, jak już w wielu narodach, że ojciec musi płacić część swego zarobku na utrzymanie nieślubnego dziecka, o ile nie chce z tą matką się żenić.

Ot wiele, wiele innych niesprawiedliwości dokucza kobietom, jeszcze więcej jak mężczyznom, a ta najgorsza z nich niesprawiedliwość to taka niska płaca za pracę. Nawet gdy kobieta pracuje tak dobrze, jak mężczyzna, a nawet lepiej – to i tak jej mniej fabrykant płaci. Niemądre są robotnice, że na taką małą płacę się zgadzają, a to dla tego, że są nieuświadomione, że nie należą do związków klasowych, że słuchają różnych rad swoich wrogów, którzy je wyzyskują. Powinny kobiety zawsze i wszędzie żądać równej płacy z mężczyznami, o ile spełniają tę samą pracę.

Trzeba także walczyć, by była prawem ustalona najniższa płaca i mniej nie wolno by było żadnej robotnicy płacić…

Ponieważ kobiety są więcej wyzyskiwane od mężczyzn, to powinny się jeszcze silniej organizować i dodawać sobie otuchy i zachęty, i o wszystkie prawa się dopominać. Patrzcie! Teraz są w Polsce ustanowione Sądy pracy, żeby pilnować sprawiedliwych wyroków, jak wam majster, albo fabrykant zrobi jaką krzywdę, jaki wyzysk, jaką niesprawiedliwość, a wiecie, że choć w Polsce kobieta ma te same wszystkie prawa co i mężczyzna – jednak kobiety w Polsce minister sprawiedliwości nie dopuścił, żeby była ławnikiem przy sądach pracy… Wasi koledzy, i towarzysze mogą być, a my kobiety, obywatelki nie… Żadna kobieta nie będzie pilnować spraw kobiet wyzyskanych, oszukanych, omamionych, skrzywdzonych, zhańbionych; taka to równość, taka to sprawiedliwość.

Tyle, tyle do zrobienia! – program nasz kobiecy duży, ogromny! A jeżeli jeszcze dodać te wszystkie nieszczęścia i hańby, które pchają młode dziewczęta do prostytucji, do sprzedawania swego ciała za pieniądze…

Jeżeli wspomnieć te przeogromne cierpienia kobiet, których szczęście rodzinne ginie z powodu pijaństwa męża, ojca, syna

Jeżeli zakończyć tę listę cierpień wielką śmiertelnością ukochanych dziatek, które matka wydaje na świat w cierpieniach, by trumna za trumienką szła na cmentarz, – to naprawdę każda z kobiet powinna dobrze się zastanowić, czy dla szczęścia własnego i dla dobra Ojczyzny jest lepiej urodzić i wychować dwoje lub troje zdrowych dziatek – móc je dobrze wykształcić na pożytecznych ludzi – niż rodzić i rodzić bezliku w niedostatku, ciasnocie i ciągłych cierpieniach, by nawet połowy nie zostało przy życiu.

Nad tym wszystkim trzeba się dobrze zastanowić, o tych wszystkich brakach i niesprawiedliwościach trzeba mówić teraz, gdy idzie 1 maj – dzień święta robotniczego, a następnie przyjdzie dzień specjalnie przyznany dla wysuwania żądań kobiecych, to „Dzień Kobiet”, w którym wszystkie stańcie w szeregu!

dr Justyna Budzińska-Tylicka

Powyższy tekst Justyny Budzińskiej-Tylickiej pierwotnie ukazał się w piśmie „Głos Kobiet. Wydawnictwo Polskiej Partii Socjalistycznej”, numer 4-5/1929, Warszawa, kwiecień-maj 1929 r. Od tamtej pory nie był wznawiany, poprawiono pisownię według dzisiejszych reguł.

Dział
Nasze opinie
komentarzy
Przeczytaj poprzednie